RSS

Archiwa tagu: ludobójstwo

Beasts of No Nation

 Afryka Zachodnia, gdzieś po środku tętniących wojnami domowymi bezdroży. Kilkuletni Abu wychowuje się w tradycyjnej biednej rodzinie pod okiem kochających rodziców, starszego brata i niedołężnego dziadka, któremu dzieciak lubi płatać figle.

Niestabilna polityczna rzeczywistość szybko zmienia kraj w pole bitwy. Dla rodziny Abu oznacza to ucieczkę z terenów pomiędzy zwalczającymi się frakcjami.

W przeciągu kilku chwil Abu zostaje sam pośród mordujących się samozwańczych oddziałów. Wkrótce wpada w ręce jednego z nich, dowodzonego przez charyzmatycznego „Komendanta” (Idris Elba). Kilkuletnie dziecko  zostaje żołnierzem z jego nieodzownymi atrybutami – kałasznikowem na ramieniu, papierosem w zębach i postępującym znieczuleniem na otaczający świat. Zwierzęcy strach przed „Komendantem” zmienia się w chorą fascynację i fanatyzm, chociaż w głębi duszy Abu wciąż jest tylko przerażonym chłopcem.

„Beasts of No Nation” jest ekranizacją powieści afroamerykańskiego pisarza Uzodinma Iweala. Impulsem opowieści była wojna domowa w Sierra Leone, w efekcie której świat dojrzał problem dzieci-żołnierzy, wciąganych w piekło konfliktu przez watażków walczących o kopalnie diamentów.

Sugestywny i brutalny film doskonale oddaje atmosferę szaleństwa towarzyszącej niekończącym się afrykańskim wojnom, w których nie ma świętości i neutralnych stron. Doskonałe role młodego Abrahama Attah (Abu) i Idris Elby.

 

 

 

 

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Wytępić to całe bydło – Sven Lindqvist

„Z grubsza narody świata można podzielić na te utrzymujące się przy życiu i te wymierające” – Lord Salisbury*, 4.05.1898,

Oddalając się od Europy, pełen uprzejmości i szczytnych myśli Europejczyk szybko wraca do naturalnych ludzkich odruchów – okrucieństwa i agresywności.

Lindqvist dokumentuje swoją tezę podróżą w historię imperializmu i kolonializmu podpierając się a to cytatami z Darwina („pomiędzy małpą a człowiekiem są ogniwa pośrednie takie jak goryle i dzikusy”) i Cuviera („negroidy pozostaną zawsze w stanie barbarzyństwa”). Ulubieńcem autora pozostaje jednak nasz rodak Joseph Conrad, którego dzieło „Jądro Ciemności” w istocie oddaje wszystko to, co Lindqvist ma nam do powiedzenia:

Kurtz, główny bohater Jądra ciemności, kończy swój raport o niesieniu cywilizacji wśród dzikich w Afryce odręcznym postscriptum. Wydobywa ono z górnolotnej retoryki dzieła jego prawdziwą treść. I to zdanie teraz świeci z ekranu: „Exterminate all the brutes”.

***

Wywód Svena Lindqvista bywa pozbawiony planu, skacząc od kolumbijskiej Ameryki do brytyjskiej  dominacji w XIX wieku. A jednak dotyka natury rzeczy, bezpardonowo nazywając sprawy po imieniu.

Europa, ta przedindustrialna, nie miała wiele do zaoferowania reszcie świata. Najważniejszym towarem eksportowym była przemoc

Holocaust to nie wymysł nazistów. Oni tylko zmonopolizowali współczesne sobie myślenie metodycznym działaniem. Nienazwanych holokaustów było dużo więcej, w tym kilka które z sukcesem doprowadzono do końca. Takich jak wybicie mieszkańców Tasmanii czy ludu Hererów. Tych ostatnich wytrzebili zresztą poddani Kaisera, przy okazji przyswajając sobie nowe słownictwo.

Pozostało jedynie kilka tysięcy skazanych na karną pracę w niemieckich obozach koncentracyjnych. I tak oto termin „obóz koncentracyjny”, ukuty w 1896 roku przez Hiszpanów na Kubie, zangielszczony przez Amerykanów i używany znowu przez Anglików w czasie wojen burskich, wdarł się w język niemiecki i niemiecką politykę

Oczywiście niemieckie, francuskie czy angielskie kolonie na Czarnym Lądzie to tylko zaczyn tematu. Zanim w XIX wieku doszło do wyścigu o afrykańskie ziemie, Europejczycy uporali się z nowo odkrytym kontynentem. Czerpiąc garściami z zasobnych i słabo bronionych skarbów Ameryki, Europa rosła w potęgę jednocześnie eksterminując słabszą kulturę rdzennej Ameryki.

Według ogólnie dziś przyjętej opinii, w momencie przybycia Kolumba Amerykę zamieszkiwało mniej więcej tyle samo ludzi, ile było ich w Europie – ponad siedemdziesiąt milionów. W ciągu następnych trzech stuleci ludność świata wzrosła o dwieście pięćdziesiąt procent. Sam Meksyk, w chwili przybycia Europejczyków w 1519 roku, mógł mieć dwadzieścia pięć milionów mieszkańców. Pięćdziesiąt lat później liczba ta spadła do dwóch milionów siedmiuset tysięcy.

Punkt widzenia autora daje do myślenia. „Wytępić całe to bydło” podróżuje w czasie i przestrzeni relatywizując historię. Pięćset lat kolonizacji dla części narodów jest chlubną historią. Dla pozostałych – zderzeniem z europejskim, nigdy nie zaspokojonym apetytem na posiadanie. Lindqvist wciąż zafascynowany conradowskim Jądrem Ciemności filozofuje:

w koloniach, (koloniści, Europejczycy) byli „niewidzialni” nie tylko w tym sensie, że ich broń zabijała na odległość, ale także i z innego powodu: w ich ojczyźnie nikt nie wiedział, czym się zajmują. Odcięci od kraju ogromnymi odległościami, fatalną łącznością i dżunglą niemal nie do przebycia, sprawowali imperialną władzę poza jakimkolwiek osądem. Jak ją sprawowali tam, gdzie nie istniała żadna kontrola? Jak sami się zmieniali, gdy nikt ich nie widział?

***

Moim zdaniem można wyraźnie zauważyć, że niektóre z przyczyn katastrof demograficznych XVI wieku dziś występują w Ameryce Południowej, a także w innych częściach świata. Presja głodnych i zdesperowanych miliardów nie jest jeszcze na tyle silna, by władcy tego świata uznali taktykę Kurtza za jedyną z możliwych, humanitarną i w gruncie rzeczy naturalną. Dzień przełomu jednak się zbliża. Widzę, jak nadchodzi. Dlatego uczę się historii.

 

 

* Premier Anglii w czasach Imperium Brytyjskiego

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 czerwca 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , ,

Kapitan (Der Hauptmann)

Historia Williego Herolda, zwanego też „Egzekutorem z Emsland”. Niewiarygodna, ale prawdziwa historia, jakiej nie powstydziłby się żaden najlepszy pisarz.

Przedwiośnie 1945. Niemcy zepchnięci do obrony własnych ziem masowo dezerterują. Resztki nazistowskiej machiny bezskutecznie próbują zaprowadzić porządek, bezwzględnie eliminując niesubordynację.

Szeregowy Willi Herold jest jednym z dezerterów, próbującym przeżyć w skrajnie zabójczym otoczeniu. Jego losy odwracają się po znalezieniu munduru kapitana Luftwaffe. Czysty uniform i szarża nadają mu nie tylko powagi, ale i nagłego przypływu pewności siebie.

Pan kapitan szybko odkrywa, że złaknieni przywództwa Niemcy szybko zaakceptują każdego, kto wykaże się niezłomną postawą i odrobiną faszystowskiego fanatyzmu. Zgromadzona banda dezerterów stanie się już wkrótce zdyscyplinowanym odziałem a sam Willi Herold znajdzie w sobie nowe mordercze talenty.

„Der Hauptmann” – czarno-białe studium ludzkiego umysłu, który w krótkim czasie potrafi zmienić się z ofiary w kata skłania do myślenia. Warto zaczekać do końca napisów i scenek współczesnych, w których oddział Hauptmanna terroryzuje współczesnych Niemców.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 23 Maj 2018 w kino 2018

 

Tagi: , ,

Holokaust. Prawdziwe historie ocalonych – Lyn Smith

Ta książka ma budzić niepokój, na tym polega jej rola. Ma budzić niepokój tak wielki, aby czytelnik nigdy nie zapomniał przeczytanych historii.

Chronologicznie ułożone historie ludzi, którzy przeżyli. Nie tylko ofiar, ale też tych, którzy nie będąc Żydami otarli się o niewyobrażalny dramat holokaustu.

Od pierwszych przejawów zbiorowego szaleństwa nacjonalizmu w III Rzeszy po przekraczające wszelkie wyobrażenia o bestialstwie sceny z obozów śmierci.

Zbiór krótkich wspomnień to dobre uzupełnienie wiedzy. Lyn Smith dokonała doboru historii bardzo osobistych, obrazujących holokaust inaczej niż robią to zazwyczaj historycy. Wspomnienia jednostek są sugestywne poprzez swój ludzki wymiar – często banalny, małostkowy i wyrażający obawy niewspółmierne do tego, co stało się z ludzkością w trakcie najokrutniejszej z wojen.

 

Pamiętam słowa Tojwiego Blatta, ocalonego z obozu w Sobiborze, który powiedział mi, że „nikt nie zna siebie samego” — to jedyna nauka, jaką wyciągnął z własnych przerażających doświadczeń. Był przekonany i po prostu wiedział, że nie można przewidzieć, jak zachowa się człowiek w warunkach ekstremalnych. Nie wiemy, jak byśmy się zachowali, to znaczy nie wiemy, dopóki nie zostaniemy postawieni w takiej sytuacji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 kwietnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Batalista – Arturo Perez – Reverte

batalistaFaulques maluje fresk w zrujnowanej wieży dokonującej żywota na malowniczym hiszpańskim urwisku. Tajemniczy artysta zazwyczaj jest niepokojony raz dziennie głosem przewodnika, płynącym z cumującego nieopodal wycieczkowca.

Kiedy wielka scena batalistyczna nabiera kształtu, w surowej siedzibie Faulquesa pojawia się intrygujący gość. Nazywa się Ivo Markovic, a wraz z jego twarzą do malarza powracają wspomnienia z dawnych czasów.

Mroczna atmosfera „Batalisty” bez pośpiechu wprowadza czytelnika w detale głównych bohaterów. Każda rozmowa Faulquesa z Markovicem dodaje nowych elementów historii. Równolegle z losami hiszpańskiego reportera i chorwackiego żołnierza przed czytelnikiem rozwija się panorama bitwy malowanej ręką tego pierwszego. Każdy detal malowidła zdaje się być znaczącym obrazkiem z dziesiątek wojen. Zupełnie jak negatywy wychodzące z aparatu Faulquesa z każdego miejsca na Ziemi splamionej ludzką krwią.

W powieści Atruro Perez – Reverte nie trudno odszukać elementów autobiograficznych. Głęboki humanizm ukryty w pozornie sensacyjnej treści to największy smak tej książki. Rozważania o słusznych wyborach i moralności nabierają głębokich cieni z każdą stroną historii.

Perez – Reverte nie stawia czytelnikowi trudnych pytań. On tylko maluje przed naszymi oczami wielką scenę batalistyczną, w której zaplątany w pułapki historii człowiek sam musi dokonać wyboru. Mocne. Daje do myślenia.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Zabijajcie wszystkich – Einsatzgruppen 1938-1941 – Łukasz Gładysiak

 

 

71552-zabijajcie-wszystkich-lukasz-gladysiak-1Zasadę odrzucenia moralności w czasie wojny jako pierwszy sformułował Karl von Clausewitz argumentując: „każda epoka ma swój typ wojny, jej własne uwarunkowania i jej własne tendencje”. Czasy pięknych, honorowych wojen zakończyły się wieki temu i, ale to XX wiek przyniósł prawdziwy rozwój sztuki ludobójstwa.

Narodziny III Rzeszy nierozerwalnie łączą się z ideologią, której solidnym fundamentem była ksenofobia i rasizm. Rojenia Hitlera i rozrastający się rak nienawiści wsparty faszystowską butą szybko uformował się w usystematyzowaną metodykę. W iście niemieckim drygu powstały specjalne służby mające zająć się elementem niepożądanym w społeczeństwie.

Eufemizm legitymizujący szeroko zakrojone represje finalnie przyjął definicję „zwalczania wszelkich elementów wrogich Rzeszy i antyniemieckich w kraju nieprzyjacielskim na tyłach walczących wojsk”. Pod definicją mieściły się metody dalece odbiegające od zabezpieczenia zaplecza armii i wzbudzające duży sprzeciw generalicji Wermachtu.

Z tego względu szef służb RSHA Reinhard Heydrich powołał do życia  „Einsatzgruppen” – grupy specjalne. Daleko idąca swoboda działania pozwoliła specjalnym jednostkom Heydricha wymordować łącznie około 2 miliony cywilów. Wśród owych zdefiniowanych „wrogich elementów” niemalże połowę stanowili Żydzi. Reszta to inni podludzie: Rosjanie, Polacy, mieszkańcy Bałkanów a także rodacy Adolfa o poglądach, wierzeniach czy orientacji niezgodnej z linią władzy.

Einsatzgruppen to swoisty fenomen krwawych czasu dominanty III Rzeszy, prawdziwa „armia w armii”.

Opracowanie Łukasza Gładysiaka to szczegółowa analiza Einsatzgruppen od momentu ich powstania po apogeum szału zabijania w trakcie operacji Barbarossa. W książce nie zabrakło niczego: genezy, metod działania, marszruty podczas kolejnych etapów II wojny światowej a nawet szczegółowego opisu umundurowania i wyposażenia poszczególnych formacji.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 listopada 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,

Rzeźnia numer pięć – Kurt Vonnegut

slaughterhouse-five-kurt-vonnegutKlasyka klasyk, przegadana milionem słów, opisana tysiącem recenzji. Trzeba ją znać, jeszcze lepiej zrozumieć. A to już nie do końca jest takie oczywiste.

Rzeźnia numer pięć, czyli Krucjata dziecięca, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią” uznawana powszechnie za arcydzieło literatury angielskiej, określana jest najczęściej powieścią antywojenną z elementami satyry i absurdu. „Bywa i tak” napisałby sam autor w komentarzu do powyższej klasyfikacji, albowiem w książce sam wyraził osąd, że pisanie powieści antywojennych jest jak pisanie książek przeciwko lodowcom.

– Czy wiesz, co mówię facetom, którzy piszą książki przeciwko wojnie ?
– Nie. Ciekawe, co im mówisz.
– Mówię: Dlaczego nie piszesz książek przeciwko lodowcom ?

Prościej byłoby chyba określać „Rzeźnię numer 5” powieścią satyryczną z dużą dozą absurdu i „maźnięciami” humanizmu, którego przyczynkiem są wydarzenia jakich autor nie mógł ubrać w słowa przez ponad 20 lat. Tu z pewnością tkwi przyczyna dystansu, jaki dzieli główna oś fabuły książki od jej rzeczywistej treści. Treści będącej w gruncie rzeczy głośnym krzykiem przeciwko przemocy i krwiożerczej ludzkiej naturze.

Billy Pilgrim, oferma batalionowa i żołnierz tylko z nazwy, zostaje wciągnięty w machinę wojenną zupełnie przypadkiem. Wessany jako pomocnik kapelana na głębokich tyłach, zostaje wypluty przez Wojnę w Ardenach, prosto w ręce niemieckiego patrolu.

Niemcy wraz z psem przeprowadzali teraz operację wojskową, znaną pod zabawną nazwą, która mówi sama za siebie. (…) przedsięwzięcie, którego sama nazwa kojarzy się licznym entuzjastom wojny z zaspokojeniem seksualnym. W wyobraźni miłośników wojen jest to cudownie łagodna gra miłosna po orgazmie zwycięstwa. Nazywa się przeczesywaniem terenu.

Dla Billy’ego to nie pierwszyzna. Tuż przed poborem został bowiem porwany przez kosmitów z Tralfamadorii. Ponieważ Tralfamadorczycy istnieją w czterech wymiarach, posiadając zupełnie inną niż ludzie percepcję czasu, porwanie trwa tylko kilka ziemskich chwil. Odtąd Billy wciąż przemieszcza się między czasami, wpadając do jenieckiego pociągu wprost zza biurka w rodzinnym Ilium.

Nie wyglądał wcale na żołnierza. Przypominał raczej złachanego flaminga.

Przedziwna struktura opowiadania pozwoliła przemycić Vonnegutowi stos przemyśleń, spostrzeżeń i faktów luźno powiązanych z głównym bohaterem. Skąd dziecięca krucjata w tytule? Dlaczego kosmici kontestują pojęcie „wolnej woli”? Karty książki są jak jeden wielki patchwork – osnowa życia głównego bohatera wypełniona pozornie niepowiązanymi wydarzeniami – od fantasmagorycznych podróży w czasie i kosmosie po brutalną namacalność palącego się Drezna. Śmierć, o którą główny bohater ociera się co i rusz, zdaje się być równocześnie czymś nierealnym i boleśnie nieuchronnym. I zarazem każda ze śmierci kwitowanych wciąż owym „Bywa i tak” jest równie ważna – bez znaczenia, czy dotyczy to ludobójstwa, czy banalnego wypadku na prostej drodze.

A gdyby nawet wojny przestały nacierać na nas niczym lodowce, to wciąż jeszcze pozostanie zwyczajna, poczciwa śmierć

Zapowiedziałem swoim synom, że pod żadnym pozorem nie wolno im brać udziału w rzeziach ani cieszyć się na wieść o masakrze wrogów.

„Rzeźnia numer pięć” wywołała wiele kontrowersji w środowisku literackim. Z jednej strony wynoszona na piedestały, z drugiej usuwana z bibliotek i programu nauczania, a nawet poddawana próbom cenzury. Nie każdemu podoba się traktowanie zbrodni wojennych na równi z półsennymi majakami wariata.

Ale dzieło Kurta Vonneguta to konstrukcja misternie skomponowana, w której wspomniane „maźnięcie” humanizmu dotyka najczulszych traum ludzkości. Przy okazji na każdej stronie drwiąc z patosu i sprowadzając wszelkie prawdy objawione do parteru.

Wreszcie, prędzej czy później, idę do łóżka i żona pyta mnie, która godzina. Ona zawsze musi wiedzieć, która jest godzina. Czasami nie wiem i wtedy mówię: –A skąd ja mogę wiedzieć?

 

PS.:

I pamiętaj: Jeśli będziesz kiedyś w Cody, w stanie Wyoming wystarczy spytać o Dzikiego Boba.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 sierpnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,