RSS

Archiwa tagu: reportaż

Włosi – John Hooper

Gdyby Włochy miały pępek, byłby nim plac Wenecki w Rzymie. Po jednej stronie wznosi się
tam okazała budowla. Cudzoziemcy znają ją jako pomnik Wiktora Emanuela II,
w rzeczywistości jednak nosi ona nazwę Ołtarz Ojczyzny (Altare della Patria).

***

W całych Włoszech znajdziemy także miejsca, o których nie słyszał prawie żaden turysta —
miasteczka takie jak Trani, Macerata, Vercelli czy Cosenza, gdzie jest więcej zabytków
niż na całym terytorium niektórych stanów Ameryki Północnej.

***

To właśnie takie Włochy musiał mieć na myśli Mussolini, kiedy siedząc w gabinecie przylegającym do słynnego balkonu, odpowiadał na pytanie pewnego Niemca, czy trudno jest rządzić Włochami. „Zupełnie nie” — odparł. „To po prostu całkowicie bezcelowe”.

 

Na mapie świata nie brakuje miejsc, które chciałby zobaczyć każdy, ale powszechnie wiadomo, że „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”. Zapytany o Italię prawie każdy wymieni jednym tchem znane włoskie marki, kawę, Colloseum i oczywiście Watykan. Książka Johna Hoopera poszerza włoski horyzont do granic nieznanych Italofilom – od czasów, gdy Rzym utożsamiano z papiestwem po współczesność, korzeniami wciąż tkwiącą w przeszłości.

Jeszcze w 1973 roku w Neapolu wybuchła epidemia cholery — choroby, której przyczyną są
złe warunki sanitarne i która jest charakterystyczna dla krajów Trzeciego Świata

***

W 1555 roku papież Paweł IV stworzył kolejne getto, tym razem w Rzymie, nakazał Żydom
noszenie opasek umożliwiających identyfikację i zmuszał ich do nieodpłatnej pracy przy
budowie umocnień.

John Hooper, stały korespondent „The Economist” z Rzymu od lat obserwuje Włochów i zdaje się nieźle ich rozumieć. W swojej książce z 2015 roku nie tylko opisuje miejsca nieoczywiste i mało znane włoskie zwyczaje, ale wnika w głąb włoskiego umysłu. Podział na „fessi” i „furbi”, historia nieistniejącego Terzo Corpo designato d’Armata, dlaczego w Rzymie na księży woła się „bacherozzi” (karaluchy, robale) i co to jest „garbo”* i „sprezzatura”.

Badanie opublikowane przez Istat w 2007 roku wykazało, że czystym językiem włoskim na co
dzień posługuje się 46 procent osób.

„Włosi” to kopalnia wiedzy o mieszkańcach Półwyspu Apenińskiego – książka równie smakowita jak espresso corto w barze przy Piazza Navona 🙂

 

 

 

* Pierwsze to garbo, które w słownikach tłumaczy się jako delikatność lub uprzejmość, choć nie wyczerpuje to jego znaczenia. Z pewnością osoba obdarzona garbo zachowuje się elegancko, ale garbo to również właściwość niezbędna każdemu, kto decyduje we Włoszech o jakiejkolwiek sprawie. Jest to cecha potrzebna, jeśli ktoś woli mieć wszystkie drzwi otwarte, a przy tym nie chce wyjść na niezdecydowanego;

** Innym typowo włoskim słowem jest sprezzatura. Po raz pierwszy użył go Baldassare Castiglione w swoim „Dworzaninie”.

Od renesansowych dworzan oczekiwano elokwencji, logicznego rozumowania, wszechstronnej wiedzy, ale również tężyzny fizycznej i umiejętności typowych dla żołnierza. Sprezzatura to odpowiedź na pytanie, w jaki sposób zaprezentować to wszystko światu z wystudiowaną beztroską, zupełnie jakby przychodziło naturalnie, chociaż w istocie jest efektem długich nocy spędzonych na czytaniu przy świecy i wyczerpujących dni wypełnionych ćwiczeniem sztuki władania bronią.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 Maj 2020 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , ,

Niebo jest nasze – Brendan I. Koerner

Był kiedyś taki czas, w którym przejście przez lotnisko do samolotu zajmowało dokładnie tyle, ile kroków należało wykonać od wejścia do kabiny. Zero skanerów bagaży. Zero rewizji osobistych. Zero weryfikacji tożsamości.

Gwałtowny rozwój lotnictwa zmienił oblicze Ameryki. Podróże samolotem stały się oczywistym wyborem – były krótkie, wygodne a w kabinie można było sobie zapalić. Słodkie lata sześćdziesiąte przyniosły ze sobą coś więcej: ruchy społeczne, protesty i rosnącą miłość do radykalizmów. Kontestatorzy amerykańskiego systemu coraz śmielej zgłaszali swoje zastrzeżenia. Za wzór często stawiali socjalizm, który dopiero co ogarnął wyspę odległą zaledwie 100 km od Florydy.

Wśród snujących utopijne myśli o życiu w idealnym świecie Fidela Castro byli i tacy, którzy nie poprzestali na marzeniach. Porwanie samolotu i skierowanie go na lotnisko w Hawanie stało się zjawiskiem powszechnym na tyle, że każdy pilot niezależnie od celu wylotu otrzymywał mapę Kuby i  mini rozmówki hiszpańskie. Stało się modne.

Zgarniający krociowe zyski przemysł lotniczy przez wiele lat wzbraniał się przed wprowadzeniem restrykcyjnych zasad kontroli. Za wszystkim jak zawsze stały pieniądze – płacenie okupów porywaczom było tańsze niż sprawdzanie bagażu na lotniskach.

Brendan Koerner przedstawia fascynującą opowieść o złotych latach piractwa lotniczego w czasach, gdy porywaczami byli sfrustrowani hipisi i zwariowani seniorzy. Kolejne zdumiewające historyjki o porwaniach przeplata historia Rogera Holdena i Cathy Kerkow. Weteran wojenny i hipiska uwikłali się w piractwo powietrzne tak bardzo, że stali się jego ikonami a ich przypadek to klucz do zrozumienia mentalności porywaczy w latach 60-ych i 70-ych.

W czasach, zanim samolotami zainteresowali się prawdziwi terroryści niestroniący od przelewania krwi.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 kwietnia 2020 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Dreamland. Opiatowa epidemia w USA – Sam Quinones

Historia opioidowej epidemii w Ameryce zaczyna się w latach dziewięćdziesiątych. Jak na ironię popyt na twarde narkotyki wypromowała branża farmaceutyczna a sygnał do wymarszu wydały organizacje walczące o dobro pacjenta.

W „Dreamland” Sam Quinones kreśli szerokie spektrum zjawiska, którego efektem jest lawinowy wzrost zgonów na skutek przedawkowania narkotyków. Od 8 tysięcy ofiar śmiertelnych w 1999 roku do 48 tysięcy zgonów w 2017, tylko z powodu pochodnych heroiny. 400 milionów ofiar w ciągu 17 lat.

130 osób dziennie umiera z tego powodu w USA. Imponujący wynik.

Zaczęło się niewinnie, od badań stwierdzających, że około 100 milionów Amerykanów – jedna trzecia populacji – może cierpieć na chroniczny ból. Organizacje pokroju „Joint Commission” szybko przekonały lekarzy do zmiany priorytetów. Troska o walkę z bólem szybko przerodziła się w swobodne przepisywanie mocnych środków przeciwbólowych na wszelkie dolegliwości. Od 1991 do 2011 roku liczba recept na opioidy wzrosła o 300%.

Gwiazdą rynku stał się OxyContin, pochodna heroiny, sprzedawany i spożywany jak dropsy niemalże na każdym rogu. Produkująca go Purdue Pharma to poważny konkurent karteli z Sinaloa i Pablo Escobara. Groźniejszy niż inni, bo działający legalnie pod skrzydłami światowej służby zdrowia i posiadający dziesiątki tysięcy dealerów – amerykańskich doktorków, wypisujących recepty  częstotliwością drukarki laserowej.

Ale OxyContin to zaledwie początek. Sam Quinones spojrzał na temat szerzej, ze zdumieniem odkrywając mechanizmy prowadzące do zatrważających statystyk.

Chciwość branży medycznej otworzyło szeroko drzwi do dużo tańszego kopa. Produkowana w Meksyku „czarna smoła” to tani ekstrakt heroiny pichcony przez rolników. Śledząc mapy uzależnień autor ze zdumieniem odkrył, że popularność meksykańskiej smoły nie kończy się na slumsach wielkich miast, ale dotyczy najbardziej konserwatywnych, najbardziej amerykańskich skupisk „WASP”-ów na prowincji i w małych miasteczkach. Znudzone i bezrobotne „serce robotniczej Ameryki” znalazło nową rozrywkę. A to dzięki nowoczesnej korporacji rodem z Meksyku, bliższej uprzejmej usłudze dowozu pizzy na telefon, niż ryzykownego kupowania działki od dealera gdzieś w obskurnych uliczkach downtown.

Bariera od recepty do wbicia heroinowej igły stała się łatwiejsza do przełamania dzięki młodym Latynosom, marzącym o nowych Levisach 501. Przedawkowanie heroiny przestało być przywilejem Janis Joplin i Kurta Cobaina. Ale zanim gospodyni domowa z Columbus w Ohio sięgnie po strzykawkę z brunatnym płynem, jest niegroźny „mother’s little helper”, mała tabletka przepisana przez lekarza.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2020 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , ,

Ameryka nie istnieje – Wojciech Orliński

Subiektywna podróż przez Amerykę. Orliński ma dużą wiedzę o Stanach Zjednoczonych i umiejętnie wplata ją w relacje z kolejnych miejsc.

Absurdalnie odrealniony Disneyland jako miejsce robiące wodę z mózgu. Los Angeles w istocie będące rozległymi przedmieściami a nie żadnym „miastem”. Las Vegas mieniące się światłami pożerającymi megawaty energii i czarna pustka wokół. Route 66 i jego prawdziwe, prowincjonale oblicze.

To tylko część obserwacji autora. Jest też sporo o amerykańskiej mentalności i predyspozycji do spiskowych teorii dziejów.

Całość wywodów spięta główną tezą autora – Ameryka, jaką znamy z kultury popularnej nie istnieje.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , ,

Zabijemy albo pokochamy, Opowieści z Rosji – Anna Wojtacha

Cykl opowieści dziennikarki Anny Wojtachy o Rosji.

Spotkania niebanalne z żołnierzem specnazu, moskiewską prostytutką, bezrobotnym z Ułan Ude czy pokiereszowanym Czeczenią byłym żołnierzem.

Opowieści Wojtachy są specyficzne do tego stopnia, że nazywanie ich reportażami może być ryzykowne. To bardziej nieliniowa podróż przez Rosję i barometr umysłu poddanych Putina.

Ciekawe, ale dalekie od maestrii Kapuścińskiego czy Wojciecha Jagielskiego. Annie W. trudno odmówić tak wychwalanych przez nią samą „jaj”. Mankamentem jej twórczości jest zbyt nachalna autokreacja i zbędne w reportażu wycieczki w stronę własnej fajności, podkreślanej chociażby hektolitrami wódy pitej z gwinta.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 listopada 2019 w literatura 2019

 

Tagi: ,

Shitshow! – Charlie LaDuff

Ameryka w ruinie. Taki tytuł mogłaby mieć ta książka.

Charlie LeDuff zyskał sławę mocnym reportażem z pogrążonego w katastroficznym upadku Detroit. Obraz „Motor City” w stanie agonalnym był szokującym dowodem na to, że prawdziwa Ameryka to nie Universal Studios na Florydzie. Za fasadą sztucznych uśmiechów bogatej klasy średniej ukrywa się brud i znój, jakiego na próżno szukać w kinowych produkcjach.

Pięć lat po wywleczeniu amerykańskiego trupa z szafy „Shitshow!” jest równie silnym uderzeniem. LeDuff nie przebiera w środkach. Jego język jest twardy i dosadny w opisie tego, czego doświadcza.

Pracujący za grosze biali, zalewająca południe meksykańska emigracja, zgliszcza po dumnych fabrykach w Michigan, które wyniosły się do Meksyku, ubogie czarne przedmieścia, w których nikt nie interesuje się ludźmi koczującymi na granicy ubóstwa. W „Shithow!” dostaje się wszystkim – od Obamacare i pustych przechwałek polityków, po pomarańczowego Trumpa i burmistrzów łapówkarzy sprzedających biedocie zatrutą wodę z rzeki. LeDuff nie szczędzi nawet własnych mocodawców z telewizji Fox i kolegów „po fachu” wyszydzając plastikową mentalność gwiazdorów ogólnokrajowych kablówek.

Pięć lat po rewelacyjnym „Detroit.  An American Autopsy” LeDuff wygląda na jeszcze bardziej sfrustrowanego i wkurzonego. Trudno się temu dziwić po przeczytaniu „Shitshow!”

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 listopada 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Człowiek w przystępnej cenie – Urszula Jabłońska

Tajlandia od lat uchodzi za bezpieczny i atrakcyjny kierunek na turystycznej mapie świata a jej mieszkańcy za łagodnych i pogodnych ludzi.

Państwo, którego nazwa oznacza „Kraj Wolnych Ludzi” ma swoje drugie oblicze skrywane za cienkim parawanem azjatyckiego raju. Mroczne i wyrachowane.

Opowieści o nielegalnej prostytucji i seks-turystyce ocierającej się o pedofilię są mocne, ale potwierdzają fakty znane od dawna. Ale wśród reportaży Urszuli Jabłońskiej są i takie, które wprawiają w zdumienie. Współczesne niewolnictwo nie kończy się na stręczycielstwie młodych dziewczyn. Lepkie ręce handlarzy niewolników sięgają po uchodźców i naiwnych Tajów, porywanych na statki rybackie niczym w opowieściach z XVIII wieku.

W intrygującym wstępie autorka przelicza ile kosztował człowiek na przełomie kilku wieków. W przeliczeniu na ryż, człowiek zdecydowanie staniał. Dziś można go kupić w naprawdę przystępnej cenie.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 czerwca 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , ,

Depesze – Michael Herr

Dziwne  to  i niespotykane czasy,  w których magazyn  Esquire  wysyłał  korespondentów wojennych  na  pierwszą  linię  frontu. Dziś wysyła się ich przeważnie na bezrobocie. W latach 1967-69 Michael Herr przesyłał swoje depesze do redakcji w Nowym Jorku. W latach sześćdziesiątych setki dziennikarzy karmiło własne ego krótszymi czy dłuższymi wizytami w miejscach ogarniętych szaleństwem wojny. Dla Herra pobyt w Azji stał się czymś dużo większym, niż popijawą w wojskowej kantynie.

W Wietnamie nie ograniczył się do męskiej zabawy w drugim, hotelowo-barowym kręgu. Zamiast oddawać się bezpiecznej obserwacji z daleka, wolał łapać „na stopa” wielkie Hanook’i krążące pomiędzy bazami a wysuniętymi przyczółkami w dżungli. Przez dwa lata szwendania się po okopach od podszewki poznał nie tylko życie szeregowego Marine ale i zwierzęcy strach oblężonego oddziału. Nieufni „pismakom” szeregowcy uznali kolesia z gazety za swojaka.

Po dwóch latach publikowania w męskim magazynie Michael Herr zamilkł na wiele lat, aby w 1977 roku opublikować swoje „Depesze” („Dispatches”), jeden z autentyczniejszych dokumentów w dziejach dziennikarstwa wojennego.

Maestria reportażu podbiła serca czytelników – w tym Francisa Forda Coppoli i Stanleya Kubricka, którzy poprosili autora „Depeszy” o pomoc w scenariuszach swoich wybitnych filmach: „Czasie Apokalipsy” i „Full Metal Jacket”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 marca 2019 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

I’ll Be Gone in the Dark – Michele McNamara

Przesunięte przedmioty na ganku. Złamane gałązki krzaków w ogrodzeniu. Czasem przeczucie bycia obserwowanym. Przez kogoś po drugiej stronie okna.Po

Czasem zdumiewający odcisk obcego buta we własnym ogródku.

Nieznaczne zmiany w salonie, zupełnie jakby ktoś tu był i ruszał bibeloty stojące na pianinie. Oglądał zdjęcia w ramkach. Zaglądał do szuflad… nie, to niedorzeczne. Przecież nie ma śladów włamania, nic nie zginęło. No i okolica jest taka spokojna.

Scenariusz powtarza się często. Podobnie jak późniejszy akt napaści: wyczuwalna obecność kogoś w sypialni. Ostre światło latarki skierowane w twarz śpiącej osoby. Ledwie dostrzegalna sylwetka intruza rozpływającego się w ciemności. Twarz zamaskowana narciarską kominiarką.

„Golden State Killer” terroryzował Kalifornię przez ponad dwanaście lat. Niezidentyfikowany. Nieuchwytny. Całkowicie bezkarny, chociaż latami beztrosko pozostawiał dziesiątki dowodów na miejscu zbrodni. I niespotykanie bezczelny w swoim fachu.

Sprawcy napaści i gwałtów kierują się zazwyczaj tym samym modus operandi – działają w miejscu przez siebie oswojonym, odosobnionym jak podmiejski las czy rzadko uczęszczana uliczka w dzielnicy o złej reputacji. „Golden State Killer” uderzał tam, gdzie człowiek czuje się najbezpieczniej: w swoim domu, za zamkniętymi drzwiami, we własnym ciepłym łóżku.

Zanim Michelle McNamara zajęła się tą sprawą, w policyjnych aktach istniało kilku napastników działających na terenie północnej Kalifornii. Wynalezienie metody odczytu DNA i postęp nauki złączył ich w jedną osobę.

Osobnik nazywany później „Golden State Killer” zaczął od złodziejskiego abecadła. Od kwietnia 1974 do grudnia 1975 w kalifornijskim Visalia dokonał 120 włamań. „Visalia Ransacker” nie był zwykłym złodziejem. Włamywał się do domów, żeby myszkować w rzeczach osobistych i damskiej bieliźnie. Dewastował wnętrza kradnąc z nich jedynie drobne przedmioty. W listopadzie ’75 zabił po raz pierwszy. Ofiarą był uniwersytecki profesor, który słysząc podejrzane dźwięki w garażu, stanął oko w oko z włamywaczem.

W latach 1976 – 79 w rejonie Sacramento nastąpiło pięćdziesiąt jeden identycznych nocnych napaści na przebywające samotnie w domu młode kobiety. Gwałciciel nie spieszył się. Aktowi przemocy towarzyszyło beztroskie myszkowanie w domu, przekąski w kuchni i długie minuty psychicznego pastwienia się nad związanymi ofiarami. „East Area Rapist” („EAR”) jak go ochrzczono, zaczął w Rancho Cordova i Carmichael, z czasem przenosząc się także w inne miejsca. Wybierał skrajne domy na ulicach z dogodną drogą ucieczki. Parkował nieopodal, korzystając z miejsc nie wzbudzających podejrzeń. Z domów ofiar wychodził bez pośpiechu, rozpływając się w ciemności.

Drugiego lutego 1978 roku w trakcie nocnej eskapady przestępca przypadkowo natknął się na Briana i Katie Maggiore. Para została zastrzelona prawdopodobnie po bezpośredniej konfrontacji z „EAR”-em.

Skala działań gwałciciela sterroryzowała Sacramento. Młode kobiety nie wychodziły z domów bez obstawy. Wieczorami beztroskie amerykańskie przedmieścia stawały się twierdzami z zamkniętymi na głucho oknami i patrolami obywatelskimi. O sprawie zrobiło się głośno w prasie. Bezradna lokalna policja organizowała spotkania z lokalnymi społecznościami, ucząc mieszkańców jak uchronić się przed atakiem. Gwałciciel musiał także brać w nich udział, bo jedno ze spotkań zainspirowało go do kolejnego kroku w mrok.

W październiku 1979 roku doszło do kilku morderstw w rejonie Santa Barbara. Zabójstwa par przez lata przypisywano innemu seryjnemu mordercy (Richard Ramirez „The Night Stalker”). Dopiero rozwój badań DNA i utworzenie baz danych z genomami pozwoliło porównać dowody. Rezultat otrzymany w 2001 roku był oszałamiający. Dziesięć morderstw z lat 1979-86 przypisywane początkowo Ramirezowi okazało się być dziełem innego gwałciciela, nazwanego „Original Night Stalker”. W stu procentach był nim osobnik wcześniej znany jako „Visalia Ransacker” i „East Area Rapist”.

Przestępca zdawał się być zawsze o krok przed wymiarem sprawiedliwości. W latach siedemdziesiątych dbał wyłącznie o maskę na twarzy i rękawiczki, pozostawiając na ofiarach obfite próbki własnego DNA. Gwałt i morderstwo Janelle Cruz w hrabstwie Orange 4 maja 1986 roku okazały się ostatnią zbrodnią seryjnego mordercy. Zanim po latach bezsprzecznie przypisano ten czyn do „East Area Repist”, szeryf okręgu Santa Barbara wiązał go z innym podejrzanym.

Pomimo posiadania ogromnej ilości dowodów z miejsc zbrodni „Original Night Stalker” pozostawał nieuchwytny przez dekady. Po roku 1986 ataki ustały. Z czasem lokalne społeczności odetchnęły, policja zajęła się ściganiem innych zwyrodnialców a pudła z dowodami trafiły do lokalnych archiwów.

Seryjny morderca pozostałby niechwytny na zawsze gdyby nie pasja pewnej kobiety. Michelle McNamara od zawsze pociągały zagadki kryminalne. Jej blog, w którym opisywała nierozwiązane i zakurzone sprawy sprzed lat rozpalał wyobraźnię licznych fanów. Wśród innych fascynujących ją spraw McNamara zaczęła badać serie podobnych zbrodni w Kalifornii. Z czasem jej kompulsywne śledztwo stało się jedynym zajęciem w życiu. Choć nie była związana z żadną formacją policyjną, jej obsesja i „nos” do rozwiązywania zagadek przyniósł niespodziewane rezultaty. Modus operandi „EARa” pasował jak ulał do „Original Night Stalkera” a zakres materiału porównawczego znacznie się powiększył. McNamara wciągnęła w wir prywatnego śledztwa byłych policjantów. Wielu z nich, choć na emeryturze – z zacięciem wróciło do namierzania groźnego przestępcy sprzed lat.

Wraz z upowszechnianiem się wiedzy o DNA wzrosła nadzieja na odgrzebanie starych spraw. Niestety próbki DNA nie pasowały do żadnego rekordu z przepaścistej bazy próbek przestępców skazanych w stanie Kalifornia. Przełomowy okazał się rok 2018, w którym śledczy zdecydowali się złamać tabu prywatności, w jakim dotychczas były zanurzone internetowe bazy danych próbek DNA. Moda odszukiwania własnych korzeni okazała się zgubna dla mordercy z Sacramento. Wgranie próbek z gwałtu w Ventura County zidentyfikowało 10-20 krewnych z bazy, czego rezultatem było dotarcie do podejrzanego.

Wytypowany emerytowany mechanik samochodowy doskonale orientował się w zamiarach policji, perfekcyjnie unikając pobrania próbek DNA. Zdobyta podstępnie próbka z klamki samochodowej podejrzanego a później z pozostawionych śmieci potwierdziła zgodność.

24 kwietnia 2018 roku został zatrzymany 72-letni Joseph James DeAngelo. Opinię publiczną zszokowała profesja „Golden State Killer’a”, który okazał się być ex oficerem policji w Exeter, mieście położonym w rejonie działania nieuchwytnego gwałciciela – mordercy.

Michelle McNamara nie doczekała rozwiązania sprawy, która stała się jej największym życiowym dziełem. Golder State Killer został zatrzymany prawie dokładnie dwa lata po jej śmierci.

„I’ll be gone in the dark” to publikacja niedokończonej książki McNamary. Tam gdzie autorka nie dokończyła rozdziału, treść została uzupełniona licznymi materiałami i notatkami jakie zgromadziła przez lata podążaniem śladem seryjnego mordercy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

Zakładnik ISIS – Puk Damsgard

Młody duński fotograf rusza na przygodę życia. Niedoświadczony zawodowo, pobieżnie przeszkolony w osobistego „survivalu” 24-latek wypuszcza się do Syrii z ambitnym zamiarem fotografowania chropowatej wojennej rzeczywistości. Zanim się spostrzeże, stanie się zakładnikiem terrorystów z organizacji, która wkrótce przepoczwarzy się w jedną najgorszych plag współczesnego Bliskiego Wschodu – zostanie zakładnikiem ISIS.

Puk Damsgard opisuje losy fotoreportera w osławionym dziś więzieniu w Rakka. Złowrogie więzienie stało się dla Duńczyka miejscem tortur fizycznych i psychicznych przez trzynaście długich miesięcy. Wraz z nim terroryści przetrzymywali ponad dwudziestu obywateli obcych państw. Część z nich zostało straconych w bestialski sposób, stając się pożywką dla terrorystycznej propagandy. Rakka to miejsce, w którym Daniel Rye spotkał (nie)sławnego Jihadi Johna – islamistę z brytyjskim paszportem, który własnoręcznie zamordował amerykańskiego dziennikarza Jamesa Foleya.

„Zakładnik ISIS” to nie tylko opis losów porwanego fotoreportera, ale i historia jego rodziny walczącej o zgromadzenie okupu, który dawał cień nadziei na ocalenie zakładnika.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 grudnia 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , ,