RSS

Archiwa tagu: reportaż

Nomadland – Jesica Bruder

Istnieli zawsze: wagabundzi, włóczykije, wędrowni pracownicy, niespokojne duchy. Jednak teraz, w trzecim milenium, pojawiło się nowe koczownicze plemię. Ludzie, którzy nigdy nie przypuszczali, że zostaną nomadami, wyruszają w drogę.

Taką osobą jest główna bohaterka reportażu, Linda. Czołowym zderzeniem z rzeczywistością w jej przypadku było zamknięcie fabryki, wokół której wyrosło miasteczko. Fabryka nie przetrwała globalizacji a wraz z jej zgonem z mapy Ameryki zniknęło jedno z dumnych amerykańskich miast. Kto mógł wyniósł się tam, gdzie była praca. Resztę porzucono jak rdzewiejące linie produkcyjne.

Historia Lindy to historia całego społeczeństwa. W kraju często nazywanym „krainą marzeń”  życie codzienne jest znacząco różne od kolorowych obrazków z kina.

zaczęłam, niczym w soczewce, dostrzegać w amazonowych koczowiskach katastrofę dziejącą się w całym kraju. Postoje dla przyczep pełne były ludzi wypchniętych daleko poza wygodny świat klasy średniej, który przez całe życie wydawał im się oczywistością. Dało się tam znaleźć przykłady wszelkich finansowych niepowodzeń, jakie dotykały Amerykanów przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Każdy miał jakąś historię.

*

Po raz pierwszy we współczesnej historii Stanów Zjednoczonych doszło do odwrócenia perspektywy emerytalnej – wyjaśniła. – Zaczynając od najmłodszych baby boomers, każde kolejne pokolenie ma mniejszą szansę przejść na emeryturę bez pogorszenia jakości życia. To znaczy, że starsi nie odpoczną. W 2016 roku pracowało prawie dziewięć milionów Amerykanów powyżej sześćdziesiątego piątego roku życia, a więc o sześćdziesiąt procent więcej niż w roku 2006

*

Niedawne badania wskazują, że Amerykanie bardziej niż śmierci boją się dziś żyć na tyle długo, by skończyły im się fundusze.

*

Zgodnie z wynikami spisu powszechnego z 2015 roku więcej niż jedna szósta samotnych Amerykanek w starszym wieku przekroczyła granicę ubóstwa. W biedzie żyje ponad dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn (tych pierwszych 2,71 miliona, tych drugich 1,49 miliona28).

*

Na gruncie tych pojedynczych upokorzeń wyrasta istotne pytanie o to, kiedy konieczność dokonywania niemożliwych wyborów zacznie dzielić ludzi – i całe społeczeństwo. To już się dzieje. Przyczyna nieustannych zmagań z domową matematyką, które nie dają ludziom spać, nie jest żadną tajemnicą.

W końcu dla milionów Amerykanów tradycyjny styl życia klasy średniej stał się nieosiągalny. W całym kraju kuchenne stoły zawalone są nieopłaconymi rachunkami. Światła palą się do późna w nocy. Ludzie w kółko dokonują tych samych obliczeń, resztkami sił i czasem ze łzami w oczach. Pensja minus paragony ze spożywczaka. Minus rachunki od lekarza. Minus dług z karty kredytowej. Minus opłaty za media. Minus pożyczka studencka i rata za samochód. Minus największy wydatek ze wszystkich: czynsz. W rosnącej czeluści między „winien” a „ma” zawisa pytanie: z czego jesteś gotów zrezygnować, aby móc dalej żyć?

Dreamland przeistoczył się w krainę wolności bez emerytury. Krainę promującą przedsiębiorczych, w której nie ma miejsca dla starych i biednych. Zniknęli więc starzy. To znaczy zniknęli z altanek i bujanych foteli. Ubrani w korporacyjne koszulki pokonują dziesiątki kilometrów dziennie w magazynach Amazona albo skrobią przypalone blachy w knajpach. Są wszędzie tam, gdzie mogą liczyć na najniższe stawki plus miejsce parkingowe dla swoich nowych domów na kółkach.

Cytat z Rzeźni numer pięć Kurta Vonneguta: Ameryka jest najbogatszym krajem na Ziemi, ale jej obywatele to przeważnie ludzie biedni i tych biednych Amerykanów uczy się nienawiści do samych siebie. […] Każdy inny naród ma w swoich tradycjach ludowych bohaterów, którzy byli biedni, ale niezwykle mądrzy i dzielni i dlatego bardziej godni szacunku niż możni i bogacze. W Ameryce biedacy nie mają takich opowieści. Zamiast tego szydzą z siebie i gloryfikują bogaczy.

*

Workamperzy to współcześni wędrowcy chwytający się sezonowych prac w zamian za miejsce kempingowe – zazwyczaj z dostępem do prądu, wody i kanalizacji – a czasem także wynagrodzenie.

*

Ostatniego tygodnia września firma American Crystal Sugar ściąga setki nomadów do Montany, Dakoty Północnej i Minnesoty. Przy dobrej pogodzie ludzie pracują dniami i nocami na dwunastogodzinnych zmianach. W zamian dostają dwanaście dolarów na godzinę plus dodatek za nadgodziny i miejsce do parkowania.

„Nomadland” to kopalnia wiedzy o współczesnej Ameryce i analiza obecnego stanu rzeczy:

W Ameryce początku XX wieku ideę emerytury mocno propagował William Osler, uznany i niebojący się zabierać głosu lekarz, który pomagał zakładać Wydział Medyczny Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa. W 1905 roku dowodził w przemówieniu, że pracownicy osiągają szczyt możliwości w wieku czterdziestu lat, po czym stopniowo opadają z sił, aż przekraczają sześćdziesiątkę – w którym to momencie, dodał żartobliwie, równie dobrze można by ich potraktować chloroformem. To wystąpienie zasłynęło jako „mowa chloroformowa” i wywołało ogólnonarodowy skandal.

Przytułki były tak symboliczne i wzbudzały taki postrach, że doczekały się własnego pola w pierwszej wersji gry Monopoly. Ta umieszczona w rogu planszy instytucja była ostatnią deską ratunku dla gracza, który, jak głosiła instrukcja z 1904 roku, „nie ma pieniędzy na wydatki, nie ma skąd pożyczyć, nie może sprzedać ani obciążyć hipoteki żadnej ze swoich nieruchomości”.

„To nie jest kraj dla starych ludzi”? Opowieść Jessicy Bruder choć gorzka, zostawia margines optymizmu. Workamperzy, współcześni nomadzi, żyją swoimi małymi marzeniami. Lindę pochłonęła idea zbudowania domu z niczego. Jest coraz bliżej spełnienia swoich marzeń.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 czerwca 2021 w kino 2021

 

Tagi: , , , , ,

Głębokie Południe – Paul Theroux

Południe nadal cierpi, bo wielkie jego połacie nadal są biedne. Atmosfera klęski, jaką wyczuwałem na jarmarkach broni, działa jak przypomnienie o wojnie secesyjnej, o stratach, zabitych, o niepotrzebnie spalonych miastach, kapitulacji. No i do tego świadomość lub raczej złudzenie, że ta wojna położyła kres złotemu wiekowi – czasom niewolnictwa, ale i dostatniego życia w posiadłościach ziemskich – i że wyssawszy wigor Południa, które nie potrafiło wybić się na niezależność, obaliła jego porządki, zubożyła je i obróciła w pełną goryczy krainę grobowców, pomników i ruin.

Encyklopedyczna definicja stawia znak równości między „Głębokim Południem” i „Ciemnym Południem”. To określenie nie tylko geograficzne ale i kulturowe a jego historia zdeterminowała teraźniejszość. Obszar południowo – wschodniej „ćwiartki” Stanów Zjednoczonych pokrywa się z terytorium sześciu stanów, które skonfederowały się w 1861 roku.

Alabama, Floryda, Karolina Południowa, Georgia, Luizjana i Missisipi, często rozszerzone o Karolinę Północną i Tennessee to tradycyjnie konserwatywna część Ameryki, w której wciąż żywa jest legenda walki pod sztandarem „Southern Cross”. To także religijny fundamentalizm i miejsce największych napięć rasowych. Tutaj narodził się Ku Klux Klan, ale i Bill Clinton 🙂

Dziennikarz Paul Theroux podróżuje po stanach południowych odkrywając je na nowo. Podróż to niełatwa, bo wymagająca włamania do hermetycznego świata tubylców. Theroux, który wcześniej zwiedził najodleglejsze zakątki świata znajduje w sercu Ameryki obrazki przebijające scenki z afrykańskich i azjatyckich enklaw biedy. Wyłaniające się zza horyzontu osiedla przyczep kryją pokolenia żyjące poniżej minimum socjalnego. W podupadłych miasteczkach  życie tli się podsycane wspomnieniami minionej chwały. Bieda jest tu sprawiedliwa dla wszystkich odcieni skóry, choć odsetek Afroamerykanów zdecydowanie przeważa.

Nastrój Południa jest tam przemożny, a brzemię jego historii odcisnęło się w twarzach ludzi, postawach, ubraniach, domach i chatach, smętku pejzażu. Uzmysłowiwszy sobie wszystko, co było, człowiek zastanawia się, co będzie. Nie sposób podróżować po stanach południowych i nie zadawać sobie pytania, kto odziedziczy tę krainę i jej konflikty.

„Głębokie Południe” zabiera czytelnika w dwie równoległe podróże: w przestrzeni i na kartach literatury. To miejsce, w którym narodziło się wiele dzieł amerykańskiej klasyki. Współczesność nie jest łaskawa dla mistrzów pióra. Dzieła Faulknera. Thomasa Wolfe czy Erskine Caldwell, którymi podniecają się nowojorscy literaci dla tubylców nie mają dziś znaczenia, miejsca opisywane w książkach pokrył kurz i patyna.

Przez całe dorosłe życie czytałem literaturę południową, nie tylko Faulknera i gotyk, lecz również autorów mniej znanych, poetów, dramaturgów, objaśniaczy, apologetów, pamiętnikarzy, ale zaiste niewiele dzieł z całej tej masy przygotowało mnie na to, co zastałem na Południu, a więc na zrezygnowaną klasę niższą, która właściwie jest chłopstwem, na nowo przybyłych oportunistów, przyjezdnych z Północy i cudzoziemców, którzy wykorzystują tradycyjnie gościnną kulturę Południa, na nielicznych potentatów, czarnych i białych, których motywuje istna mania wielkości, na biedę, nie tę malowniczą nędzę z Catfish Row i Tobacco Road, lecz na posępną i najwyraźniej niemożliwą do wykorzenienia biedę z ulicy Brzytwy i zapadłych zakątków Delty. To kraina, w której książki, z wyjątkiem Biblii, nic nie znaczą dla większości ludzi, czemu trudno się dziwić, skoro ci ludzie są pochłonięci najzwyklejszą walką o przetrwanie. Wśród bohaterów literatury południowej nie brakuje dziwolągów i przygłupów, natomiast rzadko spotykamy harujących biedaków.

***

Caldwell stworzył obiegowy obraz Południa jako krainy groteski. Większość jego białych bohaterów wydaje się wyjęta z Dogpatch, rodzinnego miasteczka L’ila Abnera, głównej postaci ukazującego się od 1934 roku satyrycznego komiksu Ala Cappa. Tak samo cudaczne, jeżeli chodzi o bohaterów, Droga tytoniowa i Poletko Pana Boga (1933), a także Azyl Faulknera wyznaczyły stylistykę literatury południowej na temat dzierżawców i połowników, w której królują dziwactwo i tragifarsa.

Przeszłość i nostalgia to dwa słowa – klucze, ale Theroux dostrzega i współczesny koloryt. Wystarczy skręcić z dwupasmowej stanowej, żeby zagłębić się w pełne rdzy ale urokliwe bezdroża, gdzie siedemdziesiąt procent moteli prowadzą hinduscy imigranci o nazwisku Patel.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 czerwca 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

Najlepsi kowboje, którzy polecieli w kosmos – Tom Wolfe

Zanim program podboju kosmosu rozpoczął się na dobre, w Muroc nieopdal pustyni Mojave powstała baza lotnicza. Ćwiczenia bojowe odbywały się tutaj już od 1933 roku. To tutaj zaczęto testować pierwsze amerykańskie odrzutowce, w tym „latające skrzydło”, myśliwiec Northrop.

Baza Edwards obrosła legendą i stała się kuźnią talentów lotnictwa wojskowego. Była też miejscem, w których statystyki tragicznych wypadków lotniczych przebijały sufit a w bazie istniała stała funkcja oficera dostarczającego tragiczne wiadomości młodym wdowom.

Kowboje z Edwards mieli swój kodeks i swoje rytuały. Program lotów kosmicznych początkowo traktowali z pogardą, kontestując bierną rolę pilota nie mającego wpływu na lot i trajektorię rakiety. Z czasem jednak zrozumieli, że lot w Kosmos to przepustka do narodowego panteonu.

„[kosmonauta] z podkurczonymi nogami, praktycznie bez możliwości wykonania jakiegokolwiek ruchu, leżał sobie na plecach jak w maleńkim stalowym naparsteczku. Czuł się niczym figurka z porcelany zapakowana w pudełko pełne miękkiej pianki. Twarz miał zwróconą ku niebu, ale nic nie widział, bo nie było tu okna. Po lewej i po prawej stronie, nad głową, miał tylko dwa małe iluminatory. Prawdziwe, lotnicze, okno i luk miały być zamontowane dopiero w następnej kapsule”

W październiku 1957 roku Amerykanom zaczęło się spieszyć. Sputnik na orbicie ziemskiej wywołał panikę w Kongresie. Podejrzewano, że rakiety z CCCP na burcie będą zrzucać bomby atomowe z orbity wprost na amerykańskie miasta. Politycy sypnęli groszem na program MISS („Man in Space Soonest” czyli „Człowiek w kosmosie jak najszybciej” :). Wyścig zbrojeń w kosmosie stał się faktem.

Program Merkury był możliwy do realizacji wyłącznie dzięki najnowszemu wynalazkowi, to jest dzięki zaistnieniu szybkich komputerów elektronicznych. W tym miejscu nasuwała się analogia do wielkiego Admirała Mórz, do samego Krzysztofa Kolumba. Tak, bo Kolumb śmiał wyruszyć na wyprawę przez Atlantyk tylko dzięki najnowszemu wynalazkowi jego czasów, dzięki kompasowi magnetycznemu. Przedtem, nawet podczas najdłuższych podróży, wszystkie statki trzymały się blisko masywów lądowych. Podobnie wystrzelenie człowieka w kosmos na chybcika, aby prędzej, bez szybkich komputerów, było rzeczą nie do pomyślenia.

Takie komputery weszły do produkcji dopiero w roku 1951, a już w roku 1960 inżynierowie wymyślali komputerowo sterowane systemy kierowania rakiet w przestrzeni kosmicznej, już montowali komputery w silnikach,

Tom Wolfe prześledził początki programu kosmicznego od wymyślonego przez Von Brauna „projektu Adam” po program Merkury i misje Apollo. Jego uwaga skupiła się na ludziach – bezgranicznie odważnych, nadludzko odpornych na fizyczne przeciążenia i niewygody pilotach. „Najlepsi kowboje” to fantastyczny dokument o czasach zimnej wojny i pogoni za sukcesem w Kosmosie, który zdyskredytuje starania przeciwnika, o maszynach bijących rekordy prędkości a nawet o kolonii szympansów uczestniczących w projekcie Merkury. Podobno w rakiecie stresowały się mniej niż ludzie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 kwietnia 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , , ,

Jutro przypłynie królowa – Maciej Wasilewski

Wielka Brytania posiada czternaście terytoriów zamorskich rozsianych po świecie. Najodleglejszym jest wyspa Pitcairn na Oceanie Spokojnym, piętnaście tysięcy kilometrów na południowy wschód od Londynu. Została odkryta w 1767 roku przez załogę królewskiego statku Swallow, lecz przez kolejne dwadzieścia trzy lata pozostawała bezludna. W 1790 roku na wyspę zawinął brytyjski okręt Bounty z dziewięcioma angielskimi buntownikami i osiemnaściorgiem pojmanych Tahitańczyków. Obecnie na Pitcairn żyje sześćdziesiąt osób. Wybierają władze lokalne, które działają na podstawie odrębnej konstytucji i angielskiej Karty praw. Mieszkańcy wyspy mają obywatelstwo Wielkiej Brytanii, mogą korzystać z praw przysługujących obywatelom Unii Europejskiej.

Król Anglii sfinansował budowę statku i opłacił ekspedycję, której zadaniem było pobranie sadzonek z Tahiti. Statek nazwano Bounty, co oznacza „dobrodziejstwo”. Wypłynął z portu Spithead w południowej Anglii 23 grudnia 1787 roku. Załogę stanowiło czterdziestu sześciu mężczyzn: sześciu oficerów, lekarz, dwóch botaników i marynarze, a wśród nich analfabeci i kryminaliści.

W efekcie sławnego „buntu na Bounty” na Pitcairn żyje dziś angielska mikrospołeczność. Angielska z nazwy i panującego oficjalnie prawa.  Geny wyspiarzy pochodzą od sześciu angielskich mężczyzn, jednego Celta, jednego Amerykanina i dwunastu tahitańskich kobiet.

Obyczaje zamorskich obywateli brytyjskich dalekie są jednak od standardów europejskich. Tak dalekie, że na Pitcairn goście są niemile widziani a ci, którzy zostali wpuszczeni na ląd są pod kontrolą kilku mężczyzn autorytarnie rządzących swoim mikro królestwem. Pogłoski o stosunkach społecznych na wyspie wielokrotnie dochodziły do władz w Wielkiej Brytanii ale odległość Pitcairn od stolicy i wrogość w stosunku do obcych przez kolejne dziesięciolecia udaremniała jakiekolwiek interwencje zewnętrzne.

Maciej Wasilewski ukrywając swoją prawdziwą profesję reportera wkradł się w łaski mieszkańców, aby pod przykrywką socjologa sprawdzić co dzieje się na wyspie. Jego barwna relacja dowodzi, że w wieku satelitów i internetu istnieją na Ziemi miejsca oderwane od „globalnej wioski”. Zdumiewające historie z wyspy, o której pisał Juliusz Verne zaskoczą większość czytelników.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 lutego 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości – Swietłana Aleksijewicz

Sarkofag to nieboszczyk, który oddycha. Oddycha śmiercią. Jak długo będzie jeszcze mógł służyć? Na to pytanie nikt nie umie odpowiedzieć, do dzisiaj nie sposób dostać się do wielu elementów konstrukcji, żeby zbadać, jak długo jeszcze wytrzymają.

Kolejna publikacja na temat największej katastrofy ery atomu. Świat poznał Czarnobyl jako część ZSRR. We współczesnej świadomości wygaszony reaktor znajduje się na terenie Ukrainy, ale skażenie poza strefą „zero” otrzymały tereny należące dziś do Białorusi.

„Tam na polu orze traktor, obok pali się reaktor. Jakby Szwedzi znać nie dali, nadal byśmy tak orali”.

Swietłana Aleksijewicz wraca do 26 kwietnia 1986 roku , który dla milionów radzieckich ludzi stał się dniem apokalipsy. Do tych którzy zmarli w pierwszych dniach po niewyobrażalnej dawce promieniowania i do tych, którzy na przekór wszystkiemu katastrofę przyżyli. A także do dwóch milionów Białorusinów, których zapomniano wysiedlić ze strefy rażenia.

Atom wojenny to Hiroszima i Nagasaki, a pokojowy to żarówka w każdym domu. Nikt jeszcze się nie domyślał, że atom wojenny i pokojowy są bliźniakami. Wspólnikami.

„Kronika przyszłości” to chór głosów, z których każdy śpiewa własną piosenkę. Wśród pracowników elektrowni i mieszkańców Prypeci przeważa cierpienie i dyktowane strachem życie po napromieniowaniu. Wśród nieświadomych rolników wybuch to przede wszystkim niezrozumiałe zakazy i dramat opuszczenia własnej zagrody. Albo dramat w nim pozostania, bez szans na godne życie gdziekolwiek indziej.

Bierzemy kiełbasę, jajka. Robimy zdjęcie rentgenowskie – znowu radioaktywne odpady. Siedzi młoda kobieta na ławce przed domem, karmi piersią dziecko… Sprawdziliśmy – jej mleko było radioaktywne. Matka Boska Czarnobylska…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 stycznia 2021 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , ,

Laleczki skazańców – Linda Polman

„Droga Guikje, nie chcę Ci zawracać głowy, ale jesteś jedyną osobą na świecie, z którą mogę porozmawiać. Za kilka dni znowu ktoś z nas pójdzie na egzekucję. Ofiarę już przeniesiono do Death Watch, celi kontrolowanej przez kamery. Słyszałem, jak krzyczał i płakał, kiedy go zabierano. Niedobrze mi.”

W USA wykonuje się rocznie 20-30 egzekucji w imieniu społeczności. Kara śmierci cieszy się szczególnym uznaniem w Teksasie i tam najczęściej jest wykonywana.

„W kazaniu w Wielki Piątek w radiu (…) Pastor tłumaczy, dlaczego kara śmierci jest konieczna. – Czym byłoby chrześcijaństwo, gdyby Jezus otrzymał karę piętnastu lat więzienia z szansą na wcześniejsze zwolnienie? Niczym! Nie istnielibyśmy!”

Czas między ogłoszeniem wyroku śmierci a egzekucją to średnio szesnaście lat, ale w amerykańskich więzieniach są i tacy, którzy na ostateczny werdykt czekają ponad dwadzieścia.

Co zdumiewające, lokatorzy cel śmierci cieszą się wyjątkowym powodzeniem u kobiet. Jeśli tylko ich umiejętności wykraczają poza napisanie kilku zdań na piśmie, mogą liczyć na rzesze fanek, które na lata staną się ich codziennymi towarzyszkami niedoli, sponsorkami a często zaślubionymi przez kraty żonami. Korespondencyjne związki skazańców z kobietami z całego świata to zjawisko zdumiewające i wymykające się jednoznacznej odpowiedzi.

„W psychiatrii uważa się, że kobiety wchodzące w związki z przestępcami są słabe psychicznie, bezradne i nie mają dobrze w głowie. „Choroba”, na którą według ekspertów cierpią, nazywa się hybristofilia. W ósmym wydaniu Campbell’s Psychiatric Dictionary [Słownika psychiatrycznego Campbella] hybristofil jest zdefiniowany jako „osoba podniecająca się i zafascynowana kryminalistami, którzy popełnili ciężkie przestępstwa”. Według Forensic and Medico-Legal Aspects of Sexual Crime and Unusual Sexual Practices [Aspektów sądowych i medyczno-prawnych przestępczości seksualnej i nietypowych praktyk seksualnych] hybristofilia to bardzo rzadka dewiacja seksualna, występująca częściej u kobiet niż u mężczyzn, należąca do tego samego spektrum co: asfiksjofilia (seks z niebezpiecznym duszeniem) (…). Część psychologów porównuje takie kobiety do samic szympansów – one też wybierają partnerów większych i bardziej agresywnych. Kobiety cierpiące na hybristofilię instynktownie postrzegają przestępstwa obiektów swojej miłości jako nieskrywaną męskość i wybierają takiego mężczyznę do ochrony oraz poczęcia swojego potomstwa.

Jedni eksperci uważają, że kobiety realizują w ten sposób swoje fantazje ocalenia człowieka. Wierzą, że są w stanie zmienić kogoś tak okrutnego i chorego jak seryjny morderca. Inni mówią, że to syndrom matkowania. Kobiety widzą w mordercy dziecko i czują przemożną potrzebę pieszczenia go i chronienia.

Nie, to syndrom Pięknej i Bestii, analizuje następna grupa: kobiety podnieca bliskość niebezpieczeństwa, które prawdopodobnie nie sprawi im bólu, ale do końca nie wiadomo.”

Linda Polman przedstawia świat kobiet, które pokochały skazańców. Ale reportaż holenderskiej dziennikarki to nie tylko opowieść o kobietach zafascynowanych złymi chłopcami. Za historiami skazańców kryje się głębsza analiza instytucji kary śmierci – sprzyjające najcięższym zbrodniom otoczenie, nieudolny i niewydolny system prawny, który szybko skazuje a następnie zezwala na ciągnące się dekadami procedury. System, w którym źle opłacany publiczny obrońca z góry skazany jest na porażkę i nawet nie próbuje bronić swojego klienta.

„W miastach amerykańskich liczba osób straumatyzowanych rośnie, a jednocześnie oszczędza się na wydatkach na ochronę zdrowia psychicznego. Siedemdziesiąt procent dzieci, które w szkole lub więzieniach dla nieletnich otrzymują diagnozę z wpisem: „poważny uraz psychiczny”,

Spośród dorosłych z zaburzeniami psychicznymi czterdzieści procent wędruje przez życie bez żadnej terapii. Nie ma szans na lepszą opiekę psychiatryczną, ponieważ amerykańscy politycy, szczególnie z Teksasu, ją blokują.

Więzienia stały się de facto ośrodkami dla psychicznie chorych. Jedna czwarta z dwóch milionów więźniów w Stanach Zjednoczonych cierpi na zaburzenia psychiczne, informuje Biuro Statystyk Penitencjarnych.

Segregacja jest stuprocentowa. Najbiedniejsze dzielnice Houston, Alief, Sunnyside i Third Ward, należą do dwudziestu pięciu najniebezpieczniejszych dzielnic w USA. Jednocześnie idylliczne przedmieścia Houston, takie jak Sugar Land i Baytown, są w pierwszej szóstce najszybciej rozwijających się miast w Ameryce.”

 ***

„Adwokat Joe Cannon najpierw przespał wyrok kary śmierci dla Carla Johnsona, a potem zapomniał złożyć odwołanie przed ostateczną datą składania wniosków. Johnson zapłacił za te błędy: został poddany egzekucji.

Nikt nie zaprotestował, kiedy jeden z adwokatów z urzędu nazwał swojego klienta głupim asfaltowym skurwysynem. Klient zażądał innego adwokata, ale sędzia odrzucił prośbę i ława przysięgłych skazała go na śmierć.

Trudno odgadnąć strategię adwokata, który w mowie obrończej tak przemawia do ławy przysięgłych: „Widzieli państwo na własne oczy, jakim żałosnym, pustym, nic nieznaczącym, pociągającym nosem stworzeniem jest mój klient. I to coś chcą państwo wyzwolić ze słusznego cierpienia?”. „Pociągające nosem stworzenie” zostało skazane na śmierć.”

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 stycznia 2021 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Droga do wyzwolenia. Scientologia, Hollywood i pułapki wiary – Lawrence Wright

Kwestionowanie statusu scjentologii jako religii nie ma większego sensu – w USA i tak jedyną liczącą się opinię w tej kwestii wydaje urząd podatkowy. Co więcej, ludzie naprawdę wierzą w scjentologiczną doktrynę i żyją we wspólnotach podzielających tę wiarę – czego więcej potrzeba, żeby przyjąć dany system przekonań za religię? Choć wymyślne historie o władcy Xenu i Konfederacji Galaktycznej mogą skłaniać do drwin i budzić wątpliwości (sam Hubbard określał je terminem „space opera” oznaczającym operę mydlaną przeniesioną w scenerię kosmiczną), to przecież każda religia zawiera elementy dziwaczne i nieprawdopodobne.

Lawrence Wright podjął się rzeczy karkołomnej. Opisanie jednej z najmłodszych „religii” wiąże się nie tylko z wniknięciem do hermetycznej społeczności i starannie skrywanych dogmatów. To także prosta droga do kłopotów, z których pozwy sądowe rekinów amerykańskiej palestry są ledwie częścią przykrości jakie mogą dotknąć „wścibskiego” dziennikarza.

Przez lata doktryny Kościoła Scjentologii były otoczone wielką tajemnicą a sam ruch działał jednokierunkowo – wciągał w swoje szpony ludzi i nigdy nie pozwalał im odejść. Z czasem do świata zewnętrznego zaczęły przesączać się kolejne szczegóły o organizacji i jej pseudoteologicznych podstawach.

„Aby mieć pewność, że adept nie zejdzie ze scjentologicznej ścieżki, trzeba go regularnie karmić tajemnicą” – powiedział kiedyś Hubbard do jednej ze swoich współpracowniczek

Już sam życiorys założyciela to materiał na film sensacyjny. Obrośnięty kolejnymi mętnymi legendami Ron Hubbard stał się z czasem bożkiem-instytucją dla kolejnych zastępów wiernych, a książki jego autorstwa  niegasnącym źródłem dochodu.

Lafayette Ronald Hubbard urodził się w miejscowości Tilden w stanie Nebraska w 1911 roku. Obdarzony zmysłem wymyślania historii początkowo spełniał się w roli pisarza Science-Fiction. Mając tendencje do mocnego koloryzowania własnego życiorysu z czasem stał się samozwańczym guru psychologii. W latach 50-ych zaczął pisać dzieło, które miało pomóc ludziom w samodoskonaleniu się a jemu samemu przynieść zysk. Książką tą była „Dianetyka. Współczesna nauka o zdrowiu umysłowym”. 

W Kościele Scjentologii Dianetyka znana jest jako Księga Pierwsza. Według oficjalnych informacji organizacji „przy osiemnastu milionach sprzedanych egzemplarzy jest to bez wątpienia najchętniej czytane i najbardziej znaczące dzieło na temat ludzkiego umysłu, jakie kiedykolwiek opublikowano”. Scjentolodzy mają własny kalendarz, który rozpoczyna się od roku 1950, w którym ukazała się Dianetyka.

***

„Od chwili wynalezienia druku nie ukazało się jeszcze dzieło, w którym na każdej stronie znajdowałoby się równie dużo obietnic, opartych na równie wątłych podstawach – pisał w recenzji książki na łamach pisma „Scientific American” fizyk noblista Isidor Isaac Rabi. – Dotychczasowe zawrotne wyniki sprzedaży tej książki stanowią niepokojący dowód ogromnej frustracji, zawiedzionych ambicji, nadziei, obaw i zmartwień ogromnej liczby osób szukających w niej ukojenia”

 

Dianetyka zyskała wkrótce status jednej z podstaw scjentologii. W kolejnych latach dołączyły do niej kolejne publikacje rozbudowujące filozofię Hubbarda o elementy ezoteryczne, aby zabrnąć w tematy zgoła fantastyczne: teorie thetanów operacyjnych, poziomy wtajemniczenia „OT” czy wreszcie mitologiczną historię Xenu – galaktycznego tyrana, który przywiózł ludzkość na Ziemię w statku kosmicznym.

Hubbard wskazał kiedyś w górę i powiedział: „Oto, skąd przybyli najeźdźcy Piątej Inwazji. To sprawcy wszelkiego zła, to przez nich tu jesteśmy”. Twierdził, że widzi ich statek kosmiczny przecinający niebo na tle gwiazd, i pozdrawiał ich gestem dłoni, żeby dać im znać, że ich obecność została na Ziemi zarejestrowana

***

Artykuł wstępny z wydanego w roku 1958 numeru scjentologicznego pisma „Ability” zawiera informację, że „wedle wszelkich dostępnych źródeł ani Budda, ani Jezus Chrystus nie weszli na poziom OT – znajdowali się ledwie odrobinę ponad stanem clear”

W swoim studium Lawrence Wright próbuje odkryć fenomen Ronalda Hubbarda i samej Scjentologii. Wychodzi od sylwetki twórcy i rozrastającej się mitologii, aby dotrzeć do istoty administracyjnego reżimu zarządzanego przez Davida Miscavige – nadzwyczaj pojętnego ucznia R. Hubbarda.

„Prawdą jest to, co jest prawdą dla ciebie. Nikt nie ma prawa narzucać informacji lub zmuszać cię do wierzenia w to czy tamto. Jeśli coś nie jest prawdą dla ciebie, nie jest prawdą. Przemyśl wszystko sam, przyjmij to, co uważasz za prawdziwe, i odrzuć resztę. Nikt nie jest bardziej nieszczęśliwy od człowieka, który usiłuje żyć w chaosie kłamstw”

Lektura „Drogi do Wyzwolenia” jest jednak przede wszystkim podróżą w głąb umysłów tysięcy wyznawców. Co skłania kolejne pokolenia do wydawania kosmicznych sum na pomiary elektropsychometrem (e-metrem) i poddawanie się audytowi? W co wierzą wierni tego kościoła? Dlaczego do kręgu scjentologii trafiają największe gwiazdy Hollywood? Odpowiedzi w doskonałej książce Lawrence Wright’a.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 grudnia 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , , ,

Turcja – obłęd i melancholia – Ece Temelkuran

Jest rok 2020. Recep Tayyip Erdoğan, przewodniczący Partii Sprawiedliwości i Rozwoju pozostaje na stanowisku Prezydenta Turcji, prawdopodobnie już dożywotnio.

Erdoğan utrzymuje się na najwyższych stanowiskach od 2003 roku. W roku 2017 odbyło się referendum, które zmieniło turecki system rządów z parlamentarnego na prezydencki.

Meczety są naszymi koszarami. Minarety są naszymi bagnetami. Kopuły są naszymi hełmami. Wierni są naszymi żołnierzami. (…) Nikt nie zdoła uciszyć wołania na modlitwę. Położymy kres rasizmowi w Turcji. Nigdy nas nie zdławią. Nawet gdy otworzą się niebiosa i ziemia, nawet gdy zaleją nas wody i wulkany, nigdy nie zawrócimy z naszej drogi. Moim oparciem jest islam. Gdybym nie mógł o nim mówić, po cóż miałbym żyć? (Erdogan, na wiecu w 1997 roku)

Ece Temelkuran krytykuje władzę wytykając ograniczenia swobód obywatelskich i zaciskającą się na szyjach obywateli pętle islamskiego nacjonalizmu. Autorka pokazuje Turcję jakiej nie sposób zobaczyć w oficjalnych doniesieniach z tego kraju – borykającą się z gwałceniem demokracji, ale nadal podejmującą rękoma mniejszości próby powrotu do świeckiego i otwartego na inne kraje państwa. Chociażby poprzez specyficzny dla Turków humor. W 2015 roku autorce nadzieją wydaje się zyskująca na znaczeniu mniejszość kurdyjska – dotychczas ignorowana i zwalczana.

Pisząc w 2015 roku „Obłęd i Melancholię” turecka dziennikarka Ece Temelkuran była dobrej myśli. Wprawdzie krajem od dwunastu lat rządziła prawicowa ekipa partii AKP, ale system po latach mydlenia oczu proeuropejską postawą zaczął sypać się od środka. W zwykłych ludziach tlił się jeszcze płomyk nadziei. Ofiary licznych represji systemu wydawały się nie pójść na marne.

Premier Turcji na siłę stawiany za wzór dla świata muzułmańskiego jako polityk świecki i racjonalny okazał się kolejnym niezbywalnym władcą. W przyspieszonych wyborach w 2018 roku premier został prezydentem i premierem w jednym. Korzystając z wcześniej przeforsowanych zmian ma w zasadzie nieograniczoną władzę w państwie, kontynuując siłowe zwalczanie opozycji i mniejszości narodowych.

Choć świat nadal ma nadzieję, że Turcja pozostanie w kręgu państw demokratycznych, kolejne kroki Prezydenta świadczą o czymś przeciwnym. Niemym symbolem tureckich przemian jest zniesienie dekretu z 1934 roku i przywrócenie Haga Sophia do roli meczetu.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 listopada 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości – Magda Mieśnik, Piotr Mieśnik

Kompleksowa analiza „najstarszego zawodu świata”. Autorzy starali się zajrzeć do wszystkich ciemnych zakamarków, w których ciało jest towarem jak każdy inny a bliskość i marną namiastkę intymności można kupić za niewygórowaną cenę.

„Tajemnice płatnej miłości” fachowo katalogują prostytutki począwszy od tych najbardziej luksusowych po te, których profesja jest formą nowoczesnego niewolnictwa. Każdy rozdział to wywiad z przedstawicielką „kasty” – od przydrożnych imigrantek ze Wschodu po luksusowe „modelki” do wynajęcia.

Państwo Mieśnik stawiają tezy moralnie jednoznaczne – prostytucja to „zawód” wybierany z przymusu lub wymuszany siłowo.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 października 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Gad. Spowiedź klawisza – Paweł Kapusta

Brud, smród i ścisk, to pierwsze co pozostaje w pamięci po wsłuchaniu się w opowieści klawiszy. Rytuały codzienności przykryte rozpaczą chorej urzędowej biurokracji i nieustanna walka o psychiczną dominację to kolejne spostrzeżenie z opowieści o krainie więzień.

Paweł Kapusta oddaje głos „gadom”: oddziałowym, wychowawcom, dyrektorom i dowódcom zmian. Wspomnienia pracowników służby więziennej nie napawają optymizmem. Spod sensacyjnych historyjek o osobliwych kuracjuszach zakładów karnych wyziera szara i smutna lichość polskiego systemu penitencjarnego.

Truizmem byłoby wyliczanie czym więzienie być powinno. „Gad” dobitnie przypomina, czym jest w rzeczywistości – patologią dla tych za i tych przed kratami. Smutne. Porażające.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 października 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , ,