RSS

Archiwa tagu: holocaust

Gestapo – Frank McDonough

Gestapo to słowo, którego Polakom tłumaczyć nie trzeba. Odmienione przez wszystkie przypadki było głównym bohaterem wielu filmów i książek, przygody Hansa Klossa w to wliczając na honorowym, pierwszym miejscu.

Najwyraźniej inaczej jest w Wielkiej Brytanii, która choć udręczona wojną, nigdy nie miała do czynienia z tą uroczą nazistowską organizacją.
Choć okładka straszy czytelnika demonicznymi twarzami Adolfa i Heinricha Himmlera, zawartość zdumiewa pobłażliwą oceną.

Frank McDonough szczegółowo opisuje hitlerowską tajną policję od genezy jej powstania po zakres działań, strukturę i metody. Książka stara się obiektywnie ocenić Gestapo i demitologizuje mity o wszechobecności gestapowców we wszystkich sferach życia. Co jednak bardzo istotne – angielski historyk opiera się wyłącznie na działaniach Gestapo w Niemczech.

Na terenie III Rzeszy działania te choć opresyjne, są zdecydowanie bliższe metodom „tradycyjnej” policji obyczajowej niż owianej legendami bezwzględnej organizacji rasistowskiej. Samo Gestapo rozwija się zresztą tak, jak rozwijają się umysły jej szefów – od werbalnych ataków na politycznych oponentów po przemoc fizyczną. Na masowe zabijanie cyklonem B przyjdzie czas w 1942 roku.

Jest zatem obiektywnie i z angielską flegmą. Opisy represji na znienawidzonych przez Hitlera grupach – od politycznej opozycji i homoseksualistów po Żydów, Cyganów i pospolitych nierobach wspominają o więzieniu i obozach koncentracyjnych w duchu kary niesprawiedliwej, ale nie ostatecznej. Ani słowa o Reinhardzie Heydrichu, Klausie Barbie czy uroczych lekarzach badających więźniów w obozach zagłady.

W drugiej połowie książki McDonough opisuje kluczową rolę Gestapo w powstaniu i wdrożeniu „Ostatecznego rozwiązania”. To jednak nie wybrzmiewa mocno na tle całego dokumentu. Najwyraźniej panowie z runami SS na kołnierzykach nie byli tacy straszni.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Zarządca do spraw śmierci – Johannes Sachslehner

„Archetypiczny nazistowski oprawca i korsarz” – takim mianem określił go Arno J. Mayer, a biograf Hitlera, Joachim C. Fest, mówił o nim „z zawodu morderca”.

Odilo Lotario Globocnik. Urodzony w Trieście uznał się za Austriaka, choć w jego żyłach płynęła krew słoweńsko – węgierska a w szkole posługiwał się językiem włoskim. Wstępując do austriackiego NSDAP i później do SS szybko piął się po szczeblach nazistowskiej kariery.  Jako Gaulaiter Wiednia wsławił się zaciekłym zwalczaniem żydowstwa. Odwołany za finansowe machlojki w 1939 roku Globocnik trafił do Polski.

Heinrich Himmler także rusza na Wschód. Już 17 lipca, po obiedzie z Rosenbergiem, Lammersem i Bräutigamem w „pociągu specjalnym Heinrich”, mianował Globocnika „pełnomocnikiem reichsführera SS do spraw utworzenia baz policji i SS na nowym obszarze wschodnim”.

Bezwzględnością w Lublinie zaimponował Himmlerowi. Po konferencji w Wannsee Otto Globocnik miał pełne ręce roboty.

Akceptując propozycje przedstawione mu przez Krügera i Globocnika, Himmler podejmuje niewątpliwie przełomową decyzję w „kwestii żydowskiej”. Pozostaje pytanie, czy reichsführer SS reasekurował się wcześniej u Hitlera i czy przedstawił mu plany ludobójstwa, czy też może zdecydował sam? Historyk Bogdan Musiał jest zdeklarowanym orędownikiem tezy, że Hitler po referacie Himmlera osobiście rozkazał eksterminację całej ludności żydowskiej w Generalnym Gubernatorstwie.

Mianowany dowodzącym akcją „(Einsatz) Reinhardt” Grupperfurher Globocnik zaczyna zakrojoną na wysoką skalę eksterminację Żydów.  Jego sztab będzie liczyć 453 oficerów i podoficerów SS – 453 osoby, które zorganizują mord prawie dwóch milionów ludzi.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 lipca 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Strefa Interesów – Martin Amis

Paul Doll jest budzącym grozę komendantem obozu koncentracyjnego Auschwitz. Pijak i sadysta po powrocie do domu wchodzi w buty poukładanego Niemca. Pod cienką otoczką małżeńskiej poprawności Hannah Doll, żona komendanta, ledwie skrywa pogardę.

Szarmancki oficer SS „Golo” Thomsen jest pod coraz większym wrażeniem niedostępnej Hannah. „Golo” z czasem zdobywa zainteresowanie kobiety, ale i prowokuje wzmożoną czujność komendanta. Przed zemstą zwierzchnika i końcem w komorze gazowej chroni Thomsena jedynie wysoko postawiony wuj, Martin Bormann.

Osadzona w oparach holocaustu „Strefa Interesów” reklamowana jest jako romans w ciężkich czasach. Niedopowiedziany i niespełniony romans pomiędzy Hannah a oficerem SS to ledwie jeden z wątków, jakie Martin Amis porusza w swojej książce.

Ważniejsze są te rozdziały, w których własnymi myślami dzielą się z czytelnikiem dwie najważniejsze postacie dramatu – Paul Doll i członek obozowego sonderkommando, Żyd Szmul zwany „trupiarzem”. Ich spojrzenie na przytłaczającą rzeczywistość, co oczywiste skrajnie odmienne, to najbardziej przejmujące momenty powieści Amisa.

Dla mnie honor nie jest kwestią życia czy śmierci: jest czymś znacznie ważniejszym. Trupiarze bezsprzecznie uważają, że jest zupełnie na odwrót. Że nie ma czegoś takiego jak honor; na podobieństwo zwierząt czy choćby minerałów pragną jedynie trwać. Bycie to nawyk, nawyk, którego oni nie potrafią się wyzbyć. Ach, gdyby to byli prawdziwi ludzie – ja na ich miejscu …Ale zaraz. Człowiek nigdy nie jest na czyimś miejscu. I to prawda, co mówią tu, w KL: nikt nie zna siebie samego. Kim jesteś? Nie wiesz. A potem przybywasz do strefy interesów i ona ci mówi kim jesteś.

Powieść Martina Amisa momentami zagmatwana i wypełniona niemieckimi ozdobnikami układa się w przejmującą opowieść o holokauście i Niemcach. Mistrzowska!

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 grudnia 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Żydzi – Piotr Zychowicz

Zychowicz nie ustaje w przysłowiowym wkładaniu „kija w szprychy”. Po odważnej tezie paktu między Ribbentropem a Beckiem i najbardziej kontrowersyjnym „Obłędzie ’44” autor podjął się napisania tryptyku historycznego. Trylogii o nacjach, które odcisnęły swój znak na naszej narodowej historii.

„Żydzi” otwierają serię, którą uzupełniają tomy „Niemcy” i „Sowieci” Każda z książek ma formę zbioru publikacji prasowych i wywiadów jakie autor przeprowadził z różnej maści autorytetami historycznymi. Nierzadko są to osoby wyciągnięte „z kapelusza”, o poglądach radykalnych lub mocno odbiegających od przyjętego kanonu.

Konstrukcja tomu ma swoją logikę, poukładaną w formę rozdziałów. Są więc „Rozmowy z Żydami”, „Rozmowy o Żydach”, „Komuniści, syjoniści, kolaboranci”, „Izrael kontra PRL” i oklepany w dyskusjach „Żydzi a 17 września”.

Historyk stara się pozostać w cieniu faktów. Jeśli dochodzi do manipulacji, to wyłącznie poprzez ich dobór. Zychowicz wyciąga z annałów przeszłości fakty zarówno znane doskonale, jak i te o których świat zapomniał (lub zapomnieć próbuje). Autor nie zamyka się w przestrzeni jednostronnej tezy, pozornie więc jest obiektywnie.

Dlaczego zatem książka jest kontrowersyjna? Paradoksalnie dzieje się tak z powodu próby owej autorskiej obiektywności. Antysemici liczyli zapewne na ostrą kanonadę faktów. Druga strona – nazwijmy ich filosemitami – nie będzie zadowolona z rozdziałów przypominających Żydów w szeregach Wermachtu czy żydowskim terroryzmie. To fakty, o których Izrael stara się zapomnieć.

Słowem – Zychowicz nie uzyska poklasku z żadnej ze stron. I to stanowi w gruncie rzeczy największą wartość, bowiem lektura „Żydów” odsączona z emocji i odarta ze świętoszkowatego bycia „political correct” to po prostu kawał wiedzy o historii współczesnej*.

 

* kilka mało znanych lub nieznanych historii godnych zapamiętania:

O Żydach w Wermachcie:

Ilu Żydów służyło w armii Hitlera? Około 150 tysięcy. Co to byli za ludzie? Używając terminologii niemieckiej: 60 tysięcy pół-Żydów, 90 tysięcy ćwierć-Żydów. Do tego od 5 do 10 tysięcy pełnych Żydów

**

O narodzeniu się koncepcji Holocaustu:

Jaką rolę w państwie Izrael odgrywa Holokaust? Po wojnie nie odgrywał żadnej roli. Wszystko zmieniło się w latach sześćdziesiątych wraz z procesem Eichmanna. Dawid Ben Gurion, ówczesny premier Izraela, dostrzegł w Holokauście potencjał do stworzenia wspólnej izraelskiej tożsamości.

**

O bezczynności amerykańskich Żydów:

(…) mimo to nie kiwnęli palcem. Choćby statek St. Louis z 900 niemieckimi Żydami na pokładzie, który w 1939 roku został zawrócony z Ameryki do Europy.

**

O Katolikach w Izraelu:

Katolicka społeczność w Izraelu liczy obecnie około czterystu osób. Część z nich to członkowie mieszanych, katolicko-żydowskich małżeństw, część to ocalali z Holokaustu, których ochrzczono podczas wojny, inni po prostu sami się nawrócili.

**

O zapomnianej historii statku Struma i jego tysiącu żydowskich uchodźców, zatopionych przez Aliantów

David Stoliar ma obecnie osiemdziesiąt dziewięć lat. Mieszka w Bend, stolicy amerykańskiego stanu Oregon. Jest jedynym pasażerem statku Struma, który przeżył katastrofę na Morzu Czarnym. 24 lutego 1942 roku jednostka ta wyleciała w powietrze w pobliżu cieśniny Bosfor.

Struma została odholowana i porzucona około piętnastu kilometrów od brzegu. Z popsutym silnikiem, bez zapasów wody i pożywienia, nawet bez działającego radia, zaczęła dryfować na pełne morze. Pasażerowie wywiesili na burcie wielki napis „Pomocy!”. Działo się to 23 lutego 1942 roku.

**

O Bielskim, watażce – partyzancie, który stał się ucieleśnieniem walki z bronią w ręku:

Bielski to żydowski bohater. Takich jak on było naprawdę niewielu. Ludzi, którzy z bronią w ręku wystąpili przeciwko nazistom. Proszę zrozumieć, jak wielkie znaczenie ma dla nas ta postać. Musimy rozliczać go z efektów działań. Najważniejsze jest to, że uratował 1200 Żydów.

Tewje Bielski zaraz po wojnie wyjechał do Palestyny. Tam w 1948 roku walczył z Arabami o niepodległość Izraela. Szybko jednak przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie do końca życia pracował jako taksówkarz na Brooklynie. Zmarł niemal zupełnie zapomniany w tamtejszym szpitalu Brookdale, w 1987 roku. Miał osiemdziesiąt jeden lat.

**

O mordzie w lesie Skierzyńskim w 1944 roku

Kim byli mordercy? Żołnierzami oddziału „Barwy Białe” wchodzącego w skład 2. Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej. Gdy doszło do zbrodni, oddział ten wykonywał rozkaz generała Tadeusza Bora-Komorowskiego i szedł na odsiecz powstaniu warszawskiemu.

**

O bezwzględnym wysiedleniu Palestyńczyków w 1948 roku:

(…) dokonywanych przez izraelskie organizacje zbrojne. W sumie przepędzono wówczas 700 tysięcy osób. Palestyńczycy nazywają te wydarzenia Nakba, co znaczy „Dzień Katastrofy”.

**

O operacji „Magiczny Dywan”

Na przełomie 1949 i 1950 roku z Jemenu do właśnie powstałego Izraela przetransportowano 49 tysięcy jemeńskich Żydów. Była to jedna z największych tego rodzaju operacji w historii świata. Samoloty ponad 380 razy pokonały dystans między Półwyspem Arabskim a telawiwskim lotniskiem Lod. Operacja nosząca kryptonimy „Magiczny Dywan” i „Na Skrzydłach Orłów” jest uznawana za niezwykle ważne wydarzenie w dziejach Izraela. Upamiętniają ją nazwy ulic i placów na terenie całego kraju.

**

O animozjach i rasizmie w społeczeństwie Izraela

Nie jest tajemnicą, że pochodzący z Europy Żydzi aszkenazyjscy nie darzyli wówczas sympatią pochodzących z Bliskiego Wschodu ciemnoskórych Żydów sefardyjskich.

**

akcji „Beniamin”

Historia „Beniamin” bardziej niż filmy o przygodach Jamesa Bonda przypomina ich parodie z Jasiem Fasolą w roli głównej.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 października 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Akta Odessy – Frederick Forsyth

Niemiecka Republika Federalna, rok 1963. Niemiecki dziennikarz Peter Miller otrzymuje dziennik byłego więźnia obozu zagłady. Wyznania Żyda, który przeżył obóz w Rydze robią na dziennikarzu piorunujące wrażenie i motywują do podjęcia tropu kata z Rygi. Tropy prowadzą do organizacji „Odessa”, powojennej tajnej organizacji byłych SS-manów. Intryga zatacza szerokie kręgi, zachodząc o światowe ognisko zapalne – Bliski Wschód z rodzącą się państwowością Izraela i konfliktem z krajami arabskimi.

Eduard Roschmann istniał naprawdę. Był komendantem KL Kaiserwald  – obozu niemieckiego koncentracyjnego w Rydze. Forsyth konsultował aspekt historyczny swojej powieści ze sławnym żydowskim „łowcą nazistów” Szymonem Wiesenthalem, który zresztą pojawia się na kartach książki jako jedna z postaci tropiących „Odessę”. W roku 1972, kiedy powieść została opublikowana, wiele z opisanych osób żyło i uczestniczyło aktywnie w politycznej rozgrywce.

Powieść Forsytha pomimo upływu lat nadal robi wrażenie i nie daje się odłożyć na półkę, dopóki nie zostanie przeczytana od deski do deski.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 listopada 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Holokaust. Prawdziwe historie ocalonych – Lyn Smith

Ta książka ma budzić niepokój, na tym polega jej rola. Ma budzić niepokój tak wielki, aby czytelnik nigdy nie zapomniał przeczytanych historii.

Chronologicznie ułożone historie ludzi, którzy przeżyli. Nie tylko ofiar, ale też tych, którzy nie będąc Żydami otarli się o niewyobrażalny dramat holokaustu.

Od pierwszych przejawów zbiorowego szaleństwa nacjonalizmu w III Rzeszy po przekraczające wszelkie wyobrażenia o bestialstwie sceny z obozów śmierci.

Zbiór krótkich wspomnień to dobre uzupełnienie wiedzy. Lyn Smith dokonała doboru historii bardzo osobistych, obrazujących holokaust inaczej niż robią to zazwyczaj historycy. Wspomnienia jednostek są sugestywne poprzez swój ludzki wymiar – często banalny, małostkowy i wyrażający obawy niewspółmierne do tego, co stało się z ludzkością w trakcie najokrutniejszej z wojen.

 

Pamiętam słowa Tojwiego Blatta, ocalonego z obozu w Sobiborze, który powiedział mi, że „nikt nie zna siebie samego” — to jedyna nauka, jaką wyciągnął z własnych przerażających doświadczeń. Był przekonany i po prostu wiedział, że nie można przewidzieć, jak zachowa się człowiek w warunkach ekstremalnych. Nie wiemy, jak byśmy się zachowali, to znaczy nie wiemy, dopóki nie zostaniemy postawieni w takiej sytuacji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 kwietnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Mój Auschwitz – Władysław Bartoszewski

moj-auschwitz

Dopiero przed sobą miałem wieloletnią, powojenną praktykę więzienną. Kilkumiesięczny pobyt w Auschwitz był w moim życiu okresem stosunkowo krótkim w porównaniu z czasem spędzonym później w komunistycznych więzieniach.

Biografia Władysława Bartoszewskiego wystarcza do wypełnienia sporej półki w bibliotece. Aktywność społeczna i polityczna tego człowieka o niespożytych zasobach energii z pewnością wzięła się z rozdziału o nazwie „Auschwitz”. Paradoksalnie pobyt w Obozie Zagłady i codzienna egzystencja ze śmiercią w każdej postaci wytworzyły w Bartoszewskim wyjątkowy głód życia i potrzebę walki o wolność.

Pobyt Bartoszewskiego w Oświęcimiu ogranicza się to niecałych 7 miesięcy. Słowo „tylko” jest w tych okolicznościach wyjątkowo niestosowne. A jednak zdumiewający jest fakt, że więzień numer 4427 został zwolniony w najbanalniejszy z możliwych sposobów – zwyczajnie „wypisany” z obozu. Już sama taka procedura zdaje się kompletnym absurdem w obliczu tego wszystkiego, co historia zapamiętała pod hasłem „obozy zagłady”.

Krótki okres pobytu odcisnął się szczegółowo w umyśle więźnia.  Dzięki namowom przyjaciółki Hanny Czaki, autor podyktował swoje wspomnienia niemalże tuż po powrocie w kwietniu 1941.

Wstrząsająca relacja stała się podstawą dla wielu późniejszych dokumentów zbrodni i inspiracją dla kilku dzieł literackich, w tym niemalże dosłowną bazą dla sławnego „Apelu” Jerzego Andrzejewskiego.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 września 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , ,

Wannsee Willa, Jezioro, Spotkanie – Mark Roseman

wannsee-willa-jezioro-spotkanie

W marcu 1947 roku, podczas zbierania informacji do toczących się procesów norymberskich, urzędnicy oskarżyciela Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej dokonali odkrycia. Teczka opatrzona pieczęcią Geheime Reichssache – „tajemnica Rzeszy” – ukryta w dokumentach niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, zawierała protokoły ze spotkania piętnastu osób z dowództwa SS i kierownictwa NSDAP, które odbyło się 20 stycznia 1942 roku w wielkiej willi nad brzegiem jeziora Wannsee w Berlinie.

Do dziś protokół z Wannsee stanowi najbardziej znamienny dokument ilustrujący nazistowski program ludobójstwa.

Mark Roseman w swojej książce dokonuje dokładnego rozbioru nie tyle samej konferencji i jej wstrząsających skutków, co stanu umysłów nobilitowanych obywateli III Rzeszy. Jakim cudem  grupa piętnastu wykształconych mężczyzn – w większości z tytułami doktora – jednogłośnie doszła tak szybko do konsensusu w sprawie likwidacji milionów? Czy w trakcie dwugodzinnego wystawnego obiadu, lampki koniaku i palenia cygara żaden z tych kulturalnych ludzi nie miał wątpliwości?

„Byli to ludzie – jak przypominał po wojnie prokurator Robert Kempner jednemu z oskarżonych nazistów obecnych na konferencji w Wannsee, który twierdził, że o niczym nie wie – którzy wiedzieli to, co należało wiedzieć”

Roseman uwypukla fakt szybkiego i sprawnego załatwienia „problemu żydowskiego”. Choć przed roboczym spotkaniem w urokliwej pod berlińskiej Wannsee naziści nie mieli sprecyzowanych planów ludobójstwa, spotkanie piętnastu niemieckich intelektualistów postawiło kropkę nad i w iście germańskim porządku.

Ordnung muss sein.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 Maj 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,

Zdążyć przed Panem Bogiem – Hanna Krall

Zdazyc przed Panem Bogiem„Zdążyć przed Panem Bogiem” nie jest specjalnie wstrząsającą książką. Jest sporo znacznie bardziej drastycznych. To nie jest też pozycja, z której można uczyć się historii. Mało tu ścisłych faktów i dat. To nie jest nawet najbardziej przejmująca pozycja, w jakiej pojawia się temat warszawskiego getta. Hanna Krall stworzyła jednak dzieło niezapomniane i warte ciągłego przypominania.

„Zdążyć przed Panem Bogiem” to reportaż – „luźna” rozmowa z jednym z nielicznych powstańców kwietnia 1943.

Autorka rozmawia z Markiem Edelmanem o wszystkim – od obyczajowości w gettcie po dogasające walki z Niemcami, od asystowania 400 tysiącom w ostatniej drodze po wyroki na bogatych Żydach. Ale Edelman to nie tylko warszawskie getto. Edelman to także uczestnik Powstania Warszawskiego a później doskonały lekarz i pionier kardiologii.

To musiała być zadziwiająca rozmowa. Z jednej strony dziennikarka spodziewająca się spiżowego bohatera Getta i całym sercem zbolała tematem jaki przyjdzie jej opisywać. Z drugiej człowiek, wg którego pojedyncza śmierć jest bardziej przejmująca niż mord na milionach. Dla którego wszystko jest dziełem przypadku i nic w zasadzie nie jest ważne (z rzeczy, które tzw. społeczeństwo tworzy swoje legendy).

Ona – pytająca o symbole. On – przytaczający przykłady z pozoru tylko błahe.

W tej rozmowie jest wszystko – miłość, śmierć, męczeństwo, bestialstwo. Niewyobrażalna niesprawiedliwość boska i boska dobroć. Jest też miejsce na walkę o życiu w czasach, gdy ludzie „są przekarmieni” i umierają na zatory serca.

Wypowiedzi Edelmana wbudziły wiele kontrowersji. Dziś nie są już tak egzotyczne – przez dekady powstało kilka bardziej rozbudowanych dzieł o Edelmanie i z udziałem Edelmana. Ta pierwsza pozostaje najlepszą – lakoniczne zdania, z których każde znaczy więcej niż opasłe opracowania historyków. Czytać!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 lipca 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , ,

Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego 6 IX 1939 – 23 VII 1942

Czerniakowa dziennik23 lipca 1942 roku Prezes warszawskiego Judenratu Adam Czerniaków połknął cyjanek pozostawiając po sobie list:

Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć

Przez długie lata czyn inżyniera Czerniakowa jedynie potwierdzeniem jego konformistycznej postawy wobec hitlerowców. Wielu ludzi ocalałych z holocaustu postrzegało Czerniakowa wyłącznie jako oddanego aparatczyka nazistowskich „Panów” w Warszawie. Niechętnie o Prezesie wypowiadały się wszystkie frakcje w gettcie. Krętymi drogami dzienniki Czerniakowa – osiem zeszytów z lat 1939 -42 – trafiło do instytutu „Yad Vashem” gdzie po raz pierwszy zostało opublikowanych. Owe niekompletne zapiski okazały się bezcennym dokumentem historii warszawskiego getta, jednocześnie rzucając nowe światło na autora.

Dzienniki są prywatnymi zapiskami inżyniera Czerniakowa, prawdopodobnie przeznaczonymi do późniejszej reedycji i korekty w czasach pokoju. Do roku 1941 Czerniaków nadal wierzył w przyszłość i pozytywne wybrnięcie z narodowego socjalizmu pod znakiem swastyki. Później nie wydawał się już mieć złudzeń co do zamiarów okupanta. Wciąż używał jednak eufemizmów rodzaju „obozów pracy” i „wysyłanych na roboty”,nie chcąc wprost nazywać rzeczy po imieniu. Autor opisuje dzień po dniu swoje urzędnicze zmagania z coraz bardziej rozpaczliwymi brakami pieniędzy, żywności, leków. Pod ogromem dat, liczb, finansów i opisów pogody kryje się wrażliwość obserwatora, świadomego rozpaczliwej sytuacji swojego narodu i zrozpaczonego bardziej, niż zdawał się to okazywać w codziennym życiu. W odróżnieniu od łódzkiego „wizjonera” Rumkowskiego w Czerniakowie przeważał pierwiastek humanistyczny. Każda błaha decyzja urzędnicza miała swoją wagę i skutek w „być albo nie być” wielu ludzi, którymi się opiekował.

Dziennik Czerniakowa to lektura specyficzna – monotonna i momentami niezrozumiała (z uwagi na skróty myślowe znane tylko autorowi, często świadomie kryjące prawdziwe nazwiska i zdarzenia). Forma taka jest jednak bezcenna. Pośród wielu wspomnień Ocalonych dziennik opisuje codzienność, przez którą wraz z upływem czasu przesączają się coraz większe emocje.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 stycznia 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , ,