RSS

Archiwa tagu: historia Ameryki

Czarna ręka – Stephan Talty

W pierwszych latach XX wieku Nowy Jork zalewa fala zbrodni. To wynik lawinowo rosnącej liczby emigrantów z Europy, ciurkiem wlewających się do Ameryki przez Ellis Island. Wśród tysięcy biedaków ciągnących do nowej ziemi obiecanej jest niemało uciekających przed rodzimą jurysdykcją złoczyńców. Elitą w tej grupie są synowie włoskiego Mezzogiorno, z twardymi synami Sycylii na czele. Przybywają do Nowego Świata z jedynym fachem w ręce – mistrzostwem w szantażach i wymuszeń pod groźbą śmierci.

Nad pękającą w szwach włoską dzielnicą  na dolnym Manhattanie próbuje bezskutecznie zapanować garstka policjantów. Większość z nich to synowie Irlandii. Przybysze z Italii to dla nich banda odrażających, brudnych dzikusów. Trudnych do rozróżnienia, ciemnoskórych (!) prostaków. Zrozpaczony niemocą służb, burmistrz Nowego Jorku zatrudnia pierwszego w historii Włocha w szeregach policji. Pełen ambicji Joseph Petrosino staje oko w oko z „Mano Nero”.

Stephan Talty odkrywa przed czytelnikiem nieznane karty amerykańskiej historii. Barwna opowieść o emigrantach i zalewie zbrodni na pierwszym planie utrzymuje dzielnego Petrosino – Włocha, który poświęcił życie dla dobra ogółu. Pierwszego mieszkańca włoskiej dzielnicy, który odważył się przeciwstawić rosnącej zorganizowanej przestępczości, protoplasty amerykańsko-włoskiej mafii.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 marca 2019 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , ,

Depesze – Michael Herr

Dziwne  to  i niespotykane czasy,  w których magazyn  Esquire  wysyłał  korespondentów wojennych  na  pierwszą  linię  frontu. Dziś wysyła się ich przeważnie na bezrobocie. W latach 1967-69 Michael Herr przesyłał swoje depesze do redakcji w Nowym Jorku. W latach sześćdziesiątych setki dziennikarzy karmiło własne ego krótszymi czy dłuższymi wizytami w miejscach ogarniętych szaleństwem wojny. Dla Herra pobyt w Azji stał się czymś dużo większym, niż popijawą w wojskowej kantynie.

W Wietnamie nie ograniczył się do męskiej zabawy w drugim, hotelowo-barowym kręgu. Zamiast oddawać się bezpiecznej obserwacji z daleka, wolał łapać „na stopa” wielkie Hanook’i krążące pomiędzy bazami a wysuniętymi przyczółkami w dżungli. Przez dwa lata szwendania się po okopach od podszewki poznał nie tylko życie szeregowego Marine ale i zwierzęcy strach oblężonego oddziału. Nieufni „pismakom” szeregowcy uznali kolesia z gazety za swojaka.

Po dwóch latach publikowania w męskim magazynie Michael Herr zamilkł na wiele lat, aby w 1977 roku opublikować swoje „Depesze” („Dispatches”), jeden z autentyczniejszych dokumentów w dziejach dziennikarstwa wojennego.

Maestria reportażu podbiła serca czytelników – w tym Francisa Forda Coppoli i Stanleya Kubricka, którzy poprosili autora „Depeszy” o pomoc w scenariuszach swoich wybitnych filmach: „Czasie Apokalipsy” i „Full Metal Jacket”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 marca 2019 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

LBJ

Lyndon Baines Johnson („LBJ”), sześćdziesiąty trzeci prezydent USA przez historię oceniany jest surowo. Potomnym kojarzy się przede wszystkim z niespodziewanym przejęciem prezydentury w Dallas po zamachu na JFK i wojną w Wietnamie, w którą zaangażował znaczne militarne. Chociaż został wybrany na drugą kadencję drogą standardowych wyborów, dla większości wciaż pozostanie facetem, któremu trafiła się przypadkowo najlepsza fucha w polityce.

„LBJ” pokazuje pechowego prezydenta wieloaspektowo – od sympatyzowania z rasistowskim Południem (Johnson to urodzony Teksańczyk) i niezdecydowanie polityczne, które początkowo wykluczyły go z możliwości ubiegania się o nominację prezydencką, po próby kontynuacji liberalnej polityki swojego wielkiego poprzednika.

W roli głównej nierozpoznawalny po charakteryzacji Woody Harrelson. Podobno charakteryzator był w rozpaczy próbując upodobnić aktora do 63-go prezydenta 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Hostiles

Rok 1892. Kończy się era wojen z Indianami równin Północnego Zachodu. Ostatni „dzicy” wciąż stanowią zagrożenie dla samotnych traperów, ale większość pozostałych przy życiu autochtonów jest pod kontrolą armii.sierż

Kapitan Joseph J. Blocker (Christian Bale) dostaje rozkaz odprowadzania grupki Indian do odległego rezerwatu. Weteran wojenny z ociąganiem i niechęcią podejmuje się ostatniego zadania. Wśród żołnierzy Blockera jest wielu, którzy sprawę załatwiliby prościej – zabijając na miejscu znienawidzonego starego wodza Czejenów i jego rodzinę.

Bezdroża Ameryki nadal pozostają krainą bezprawia. W trakcie podróży oddział Blockera trafia na ślady indiańskiej napaści na osadników. Jedyną ocalałą jest Rosalie Quaid (Rosamund Pike). Kobieta na skraju pomieszania zmysłów dołącza do konwoju. Napadnięci przez wrogi odział Indian członkowie ekspedycji są zmuszeni do współpracy żeby przeżyć.

Surowy i monumentalny „Hostiles” wpisuje się w ducha współczesnego kina amerykańskiego, z jego rewizjonistycznym nastawieniem do historii „Dzikiego Zachodu”. Opowieść o sprawiedliwym żołnierzu walczącym z hordami wrogów jest kolejną filmową próbą odkupienia amerykańskiego sumienia. Nie mniej spiżowa niż główny bohater jest postać „Żółtego Jastrzębia”. Podziwiając godność wielkiego wodza Czejenów trudno nie uśmiechnąć się z myślą o przeczytanych w dzieciństwie powieściach Karola Maya.

Kapitan J.J. Blocker jest weteranem spod Wounded Knee, o czym informuje oskarżony o zbrodnię na indiańskiej rodzinie sierżant Wills (Ben Foster). Już samo zestawienie sądzonego za zbrodnię sierżanta US Army i ciętego ze spiżu kapitana pachnie sztucznością. Biorąc pod uwagę fakt, że masakra Siuksów pod Wounded Knee miała miejsce zaledwie dwa lata przed akcją filmu, duchowa przemiana Blockera zdaje się zjawiskiem fantastycznym. Podobnie jak ciężar bytu, na jaki w trakcie epickiej podróży reżyser skazuje biedną Rosalie.

Piękny i stonowany w warstwie estetycznej, „Hostiles” jest „tylko” nakręconym na czasie i z realistycznym zacięciem westernem. Z niejaką ambiwalencją można patrzeć na samą historię najeżoną absurdami o znikomej logice, ale wciąż podbijającą puls opowieści. A jednak ogląda się go z zapartym tchem trzymając kciuki za powodzenie wyprawy. Podobnie jak podczas lektury przygód Tecumseha.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 listopada 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Tropikalne piekło – Artur Fowler

Jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta Lyndona B. Johnsona jest zwiększenie kontyngentu wojsk amerykańskich w Wietnamie. Od 1964 roku Ameryka wysyła co miesiąc dziesiątki tysięcy poborowych, osiągając w szczytowym okresie liczbę ponad pół miliona żołnierzy stacjonujących w tym azjatyckim kraju. Większość z nich stanowią świeżo wyszkoleni rekruci, szybko stający się mięsem armatnim w tym konflikcie.

Tom Swanson jest jednym z nich. Chłopiec z dobrego domu i student Harvardu zgłasza się jako ochotnik po zerwaniu z dziewczyną. Na miejscu natychmiast orientuje się jak duży błąd popełnił. W Wietnamie wszyscy są równi – bez względu na kolor skóry czy pochodzenie. W równym stopniu muszą przystosować się do ponurej rzeczywistości licząc na cud przetrwania do końca regulaminowej służby.

„Tropikalne Piekło” jest literackim hołdem dla 173 Brygady Powietrznodesantowej „Sky Soldiers”. Jednostka brała udział w największej operacji desantowej od 1945 roku – „Operation Junction City”. W bitwie o „Dak To” brygada poniosła poważne straty i została czasowo przeniesiona na tyły.

Wojenne losy Swansona i jego kolegów są jedynie fabularnym ozdobnikiem książki. Jej głównym bohaterem jest wojna sama w sobie. Arthur Fowler relacjonuje walki 173 Brygady w niemalże reporterskim stylu. Chociaż o autorze nie wiadomo zbyt wiele, najwyraźniej ma za sobą karierę w armii – znaczną część książki stanowią detaliczne opisy wyposażenia Airborne – od regulaminowych kalesonów po moździerze i ciężkie pojazdy opancerzone. Fowlerowi nie brakuje też wiedzy o przebiegu konfliktu, choć wiedza takowa może być z pewnością wyłacznie „encyklopedyczna”.

Po kilku rozdziałach lektura staje się równie monotonna, co brutalna codzienność U.S Marines: desant, przemarsz przez wrogie terytoria, paniczny strach, nawiązanie walki. Dalej następuje chaotyczna i krwawa walka, w której bardziej liczy się łut szczęścia niż cel strategiczny.

Morał „Tropikalnego Piekła” jest banalny i oczywisty: „War is Hell”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 września 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Pod Sztandarem Nieba – Jon Krakauer

Bóg jest potężniejszy niż Stany Zjednoczone. Gdy więc rząd wchodzi w konflikt z niebem, my zbieramy się pod sztandarem nieba przeciwko rządowi. […] Bóg przykazał nam, abyśmy praktykowali poligamię, i Stany Zjednoczone nie mogą tego zakazać. Żaden kraj ani nawet wszystkie kraje pospołu nie zabronią nam wielożeństwa. […] Sprzeciwiam się Stanom Zjednoczonym, posłuszny będę tylko Bogu. John Taylor, prezydent i prorok Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, 4 stycznia 1880 roku

Według ostatnich szacunków mormonizm to najszybciej rozwijająca się religia na zachodniej półkuli. Wyznaje go już ponad jedenaście milionów ludzi (to więcej niż w przypadku judaizmu). W Stanach Zjednoczonych jest obecnie więcej mormonów niż prezbiterian czy członków Kościołów episkopalnych.

Mark Twain określił Księgę Mormona słynnym szyderczym epitetem „chloroform w postaci drukowanej”. Zwracał też uwagę, że fraza „i stało się, że” pojawia się w niej przeszło dwa tysiące razy.

Jon Krakauer (autor pamiętnego „Wszystko za Everest”) nie jest aż takim kpiarzem jak Twain, jednakże czytając „Pod sztandarem nieba, wiara która zabija” trudno nie dostrzec zdecydowanie krytycznej postawy wobec Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Bo i sama wiara odarta ze starannie wykreowanej legendy niewiele ma z wiarą wspólnego, na każdym kroku obnażając cyniczne wyrachowanie jej twórców.

Rajski ogród wcale nie znajdował się, jak wierzono, na Bliskim Wschodzie, ale w hrabstwie Jackson, nieopodal miasta Independence.

W roku 1830 po raz pierwszy ukazała się „Księga Mormona” autorstwa Josepha Smitha. W tym samym roku Pierwszy Prorok nowej wiary powołał do życia swój kościół. Ogromna charyzma i determinacja „ojców założycieli” szybko zebrała żniwa. Pomimo wątpliwych historycznie – czy nawet logicznie – zapisów w „Księdze Mormona” nowy kościół trafił do serc wielkiej rzeszy zwolenników.

Joseph Smith – postać dla mormonów po dziś dzień centralna – poślubił co najmniej trzydzieści trzy kobiety. Nie dowiemy się także, iż najmłodsza liczyła sobie zaledwie czternaście lat, a Joseph oświadczył jej, że musi zgodzić się na małżeństwo, bo w przeciwnym razie czeka ją wieczne potępienie. Poligamia stanowiła niezwykle ważne przykazanie Kościoła. Zostało ono zapisane w rozdziale 132 Nauk i Przymierzy, jednego ze świętych pism mormonizmu.

Książka Krakauera prześwietla mormonizm niczym promienie Roentgena – od legendarnych początków, aż po dzień dzisiejszy z ledwie skrywaną pogardą dla praw innych niż kościelne. Doskonała lektura nie tylko o naturze ludzkiej, czy historii Ameryki. To także doskonałe studium procesu powstawania religii, dające do myślenia jak wieki temu powstawały inne wielkie kościoły.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 lipca 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , ,

Prawdziwa historia McDonald’s – Ray Croc

Jeden z symboli Ameryki, synonim amerykańskiego ducha przedsiębiorczości – hamburger. Wyniesiony pod strzechy za 15 centów sztuka przez pięćdziesięcioletniego handlarza obwoźnego.

Ray Croc przez trzydzieści lat pukał od drzwi do drzwi sprzedając papierowe kubki i dziwne miksery. Z niezłego komiwojażera stał się największym wizjonerem i przedsiębiorcą Ameryki. Stało się tak, gdy przypadkowo trafił do baru drive-in prowadzonego przez braci McDonald w zaściankowym San Bernardino.

„Prawdziwa historia McDonald’s” nie aspiruje do rangi biografii. Na księgarskiej półce bliżej jej do sfery poradników biznesu. Miliarder Ray Kroc „ewangelizuje” nieco w swojej opowieści o początkach i rozwoju najsławniejszej sieci fast-food, ma jednak do tego pełne prawo. McDonald’s stał się wszakże niedoścignionym wzorem dla setek innych firm, powstających i konkurujących z gigantem od kilkudziesięciu lat. I wciąż pozostaje liderem.

Założyciel „McDosa” idealizuje oczywiście własną drogę chwały, pudrując lub przemilczając część niewygodnych faktów. Największym pozostaje styl, w jakim pan Kroc przejął biznes od braci McDonald

Znając historię twórcy Bic Maca z innych źródeł, nie trudno zauważyć różnic pomiędzy lekturą książki Kroca a bardziej krytyczną kinową ekranizacją  The Founder

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 czerwca 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , ,