RSS

Archiwa tagu: Marek Krajewski

Mock. Pojedynek – Marek Krajewski

Jest rok 1905. Syn ubogiego szewca z Wałbrzycha pnie się na wyżyny jakich nie doświadczył dotąd nikt w rodzinie Mocków. Młody Eberhard nie bez problemów studiuje na wydziale filozoficznym tutejszego uniwersytetu. Honorowy z natury, wycofany z racji niskiego pochodzenia  odstaje od reszty studenckiej ciżby, w której prym wiedzie „korporacyjna” bursza.

Burszanci są elitą osobliwego światka uniwersyteckiego. Mają swoje knajpy i swoje zwyczaje, wśród których doczesne miejsce należą „menzury”. Od tejże menzury czyli pojedynku zależy przyjęcie do grona „korporacji”, na pojedynku kończy się też czasami życie delikwenta.

Po tajemniczej, uznanej za samobójczą, śmierci profesora Moritza Adlera atmosfera na wrocławskiej Alma Mater gęstnieje. Zakochany w rosyjskiej studentce Mock trafia w wir wydarzeń, które spowodują, że Ebi przekroczy życiowy Rubikon.

„Mock, Pojedynek” opowiada historię nie jednego, ale kilku pojedynków. Prócz broni białej i pistoletów zostanie użyte novum, z którego Mock wielokrotnie skorzysta w swoim życiu – sławne „imadło”.

Marek Krajewski konsekwentnie uzupełnia życiorys detektywa, tym razem dodając jego początki. Pozycja numer 3 w czymś, co sam autor nazywa cyklem „Młody Mock„.

Tym razem autor sięga naprawdę daleko, przywołując na scenę studenta jeszcze nie obeznanego z kryminalnym światem Breslau, ale już doświadczonego w dziedzinie pań lekkich obyczajów i sprawnie kształcącego się nie tylko w dziedzinie filozofii, łaciny i greki, ale i w sybarytyzmie, z którego zasłynie w „Śmierci w Breslau„.

Trzyma poziom.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 listopada 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , ,

Umarli mają głos – Marek Krajewski, Jerzy Kawecki

Patomorfolog i biegły sądowy Jerzy Kawecki ma swoje miejsce w literaturze. Dotychczas podkreślał czerwonym długopisem niedorzeczności w skryptach Marka Krajewskiego. To jego fachowości zawdzięczają swoją wiedzę takie nazwiska jak Mock, Pater czy Popielski.

Długa przyjaźń zaowocowała współautorstwem zbioru opowiadań z pogranicza faktu i kolorowej podróży w kryminalną przeszłość Polski. Kawecki jest „tym od skalpela” – bo to jego własne doświadczenia są skryptem, od którego wywodzi się książka”.

 

„Tym od pióra” jest oczywiście mistrz Krajewski. Jego nadzór literacki nadaje ciężkim medycznym wywodom charakteru rasowego kryminału.

Wyszło dobrze. „Umarli mają głos” znajdzie wielu entuzjastów, dla których najważniejszym „smaczkiem” jest sam fakt opisu prawdziwej zbrodni. A tych w książce nie brakuje.

Drobnym mankamentem jest momentami zbyt mocna ornamentyka opisów Krajewskiego, nadająca niektórym opowiadaniom zbyt tabloidowej aury.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 marca 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , ,

Mock – Marek Krajewski

Mmockock wraca do gry. Marek Krajewski dał się uprosić i wskrzesił swojego najważniejszego bohatera. Zapełnia się kolejna luka w życiorysie komisarza. Na szczęście jest jeszcze sporo takich, z których pisarz może sklecić następne powieści kryminalne. Póki co cieszę się z najnowszej powieści – jest wyborna.

Breslau, 1913 rok. Eberhard Mock jest zaledwie wachmistrzem w obyczajówce. Mozolnie pnie się po drabinie policyjnej kariery, wciąż bliższy powrotowi do szewskiego warsztatu ojca niż orderom za ofiarną służbę. Wplątany w rozgrywki wewnętrzne wrocławskiej prefektury staje się ofiarą obyczajowego skandalu. Jednocześnie miasto przygotowuje się do uroczystej inauguracji Jahrhunderthalle czyli Hali Stulecia i wizyty cesarza Wilhelma. Zanim to nastąpi, na budowie dokonano makabrycznego odkrycia. Cztery ciała nagich gimnazjalistów, nad którymi majestatycznie wisi ciało mężczyzny ubranego w skrzydła. Miasto szybko nadaje mu imię Ikar, a policja rozpoczyna gorączkowe śledztwo. To szansa dla wachmistrza Mocka oddelegowanego do pomocy wydziałowi zabójstw.

„Mock” nie wywarza otwartych drzwi. Struktura kryminału jest znakiem rozpoznawczym autora. Gęsta atmosfera przedwojennego Breslau, z zaułkami pełnymi miazmatów ze spelun i burdeli, szemrane towarzystwo i równie niepewni stróże prawa. Krajewski z każdą powieścią coraz mocniej cieniuje charakter swojego głównego asa. Po moralnych katorgach „Areny Szczurów” tym razem czas na „młode lata”.

Dodatkowy plus dla bibliofila – świetna okładka, przywodząca na myśl retro kryminały zza Wielkiej Wody.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 18 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,

Arena szczurów – Marek Krajewski

Krajewski Arena szczurowBurzliwe życie rzuca lwowskiego komisarza  do prowincjonalnego Darłowa. to dobre miejsce dla kogoś, kto zmienił nazwisko aby zatrzeć przeszłość. Edward Popielski vel Antoni Hrabecki naucza w szkole, starannie unikając styczności z nowym polskim okupantem – Armią Czerwoną. Stare nawyki nie pozwolą mu jednak przejść obojętnie obok zbrodni. Kiedy w miasteczku giną kolejne kobiety atakowane przez „trupojada” stary pulicaj rzuca się w wir akcji. A ta wciąga go na samo dno piekła.

Najnowsza, siódma powieść o lwowskim policjancie kontynuuje oczywiście sensacyjną linię retro kryminałów. Popielskiego czytelnik zna już doskonale. Podobnie jak styl pisarza, którego książki stały się rozpoznawalne dzięki oryginalnym ingrediencjom: klimatowi i wartkiej akcji. Rozpoznawalna jest również konstrukcja powieści, w której nie może zabraknąć złoczyńcy o unikalnych acz paskudnych nawykach, skrzywdzonych kobiet i starannie wypielęgnowanego tła historycznego.

„Arena Szczurów” nie nudzi. Przeciwnie – wrocławski pisarz nie popadł w dłużyzny i oczywistości, pułapkę każdego przedłużającego się cyklu. Krajewski uniknął też banalnego rozwiązania intrygi – swojego małego grzeszku z kilku wcześniejszych książek. Chociaż wiemy, że Popielskiemu finalnie nie spadnie głos z jego łysej głowy, powieść do końca trzyma w napięciu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 października 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , ,

W otchłani mroku – Marek Krajewski

W otchlani mroku KrajewskiPiąta w kolejności powieść, której bohaterem jest Edward Popielski. Marek Krajewski krzepnie w swoim pisarstwie, eksperymentując nieco z formą. „W otchłani mroku” po raz pierwszy pojawia się zapis w pierwszej osobie. Format ten ma swój powód, którego w recenzji wyjawiać nie należy. Książka nie ma też precyzyjnych ram czasowych jak miało to miejsce w cyklu o Eberhardzie Mocku. Nie oznacza to całkowitego zagubienia w czasie. Autor w charakterystyczny sposób nadaje rytm opowieści dzieląc wątki latami.

Zasadnicza akcja „Otchłani..” toczy się w chaosie 1946 roku. Umiejscowiona tuż po „Rzekach Hadesu” akcja zastaje Popielskiego bezpiecznego po nagonce UB. To jednak wciąż zdewastowany Wrocław, który dopiero co przestał nazywać się „Breslau”. Ulice przywalone gruzem i pogorzeliskami są niemym świadkiem parady zwycięzców. Armia Czerwona traktuje miasto jak należne trofeum. Jak hordy Czyngis Hana biorą wszystko – od rowerów i srebrnej zastawy – po dziewictwo uczennic gimnazjum. Creme de la creme książki jest jednak irracjonalna w tych warunkach walka filozofów. W otchłani piekła, gdzie UB walczy o prymat bestialstwa z Armią Czerwoną i NKWD, dwóch profesorów akademickich rozpoczyna śmiertelnie poważny spór o dogmaty ludzkiej egzystencji.

Krajewski nie byłby sobą, gdyby akcja nie zakotwiczyła we współczesności. Rok 2012 służący autorowi za wstęp i arenę książkowej pointy poprzedzają jeszcze dwie daty: 1989 i 1991. Przaśne lata III RP spajają mroczną przeszłość z teraźniejszością w tradycyjnie u tego autora zaskakujące „brakujące ogniwa”.

Chociaż proza Marka Krajewskiego rozrosła się do małego zbiorku a kolejny kryminał w zasadzie idzie przetartą ścieżką poprzedników, nadal przyjemnie czyta się tego autora. Raz jeszcze można cieszyć się z maestrii wrocławskiego pisarza, życząc mu kolejnych udanych książek z galaktyki Popielskiego i Mocka.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 lutego 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Rzeki Hadesu – Marek Krajewski

rzeki-hadesuKolejna powieść Marka Krajewskiego z cyklu o Edwardzie Popielskim. Po „Głowie Minotaura” i „Eryniach” kolejna, w której autor wciąż wraca do swojego poprzedniego superbohatera. I tym razem u boku lwowskiej legendy policji pojawia się wrocławski detektyw Eberhard Mock. „Rzeki Hadesu” dodają kolejne elementy fascynującej układanki, która powoli zapełnia całą linię życia  zarówno lwowskiego jak i wrocławskiego sybaryty.

1946 rok. Pośród powojennej pożogi miasta, do niedawna niemieckojęzycznego, nie trudno o spotkanie z typami spod ciemnej gwiazdy. Gdy porwana zostaje córka szefa wrocławskiego UB, na nogi postawiony zostaje nie tylko aparat milicji i UB ale także światek przestępczy. Portret pamięciowy porywacza niebezpiecznie przypomina ukrywającego się lwowskiego policjanta i byłego AK-owca Popielskiego. Były komisarz musi cofnąć się o dekadę, aby rozwiązać kryminalną zagadkę.

Lwów 1933. Ktoś porywa córkę jednego z królów podziemia. Dziewczyna odnajduje się żywa, ale pochańbiona. Lwowski watażka nie może ścierpieć takiej zniewagi. Nie cofa się przed uwięzieniem czternastoletniej Rity Popielskiej aby zmusić do współpracy najlepszego śledczego kryminalnego w mieście. Ledwie przywrócony do służby komisarz zmuszony zostaje do działania niezgodnego z prawem. Musi odnaleźć gwałciciela i oddać go w ręce równie zdeprawowanego szubrawcy.

Powieści Krajewskiego ewoluują. Początkowe książki cyklu o Eberhardzie Mocku były gejzerem erudycji autora. Głównie w temacie topologii przedwojennego Wrocławia oraz uwielbienia dla wyszynku i jadła.

Edward Popielski ceni dobre jedzenie, papierosy „Egipskie” w delikatnej bibułce i wódkę od Baczewskiego. Zdaje się jednak być osobą bardziej dystyngowaną niż jego wrocławski kolega. Mock bywał momentami nieokrzesanym gwałtownikiem. Popielski ceni sobie ulotność spacerów po rodzimym Lwowie i rozważania z pogranicza filozofii. Oczywiście bogato okraszane łaciną i greką. Delikatniejsze stają się też książkowe intrygi. Choć nie pozbawione mocnych scen, nie epatują brudem i zbrodnią tak, jak ponure jatki wrocławskich suteren. Oczywiście lektura książek Krajewskiego wciąż przynosi satysfakcję nie popełniając grzechu wtórności.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 lutego 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , ,

Głowa Minotaura – Marek Krajewski

glowa-minotauraTak jak bohaterowie Marvell-a w końcu musieli zaistnieć na kartach jednego komiksu a „Liga Niezwykłych Dżentelmenów” skupia przedziwnych superherosów, tak Krajewski musiał doprowadzić do spotkania Eberharda Mocka z Edwardem Popielskim.

„Głowa Minotaura” to właśnie takie spotkanie – niemiecki komisarz z Breslau, obecnie oficer Abwehry i polski policjant śledczy Edward Popielski ze Lwowa zaistnieli na kartach książki za sprawą zwyrodnialca, który pojawił się w obu miastach. Znowu jest klimatycznie i mrocznie. Oba miasta są plastycznie opisane a jednak inne – Lwów zdecydowanie bardziej zielony i przyjazny, Breslau tonący już w szaleństwie nazizmu. Pojawia się też stojące w połowie drogi miasto Katowice ze swoimi „familiokami” i wszechobecnym pyłem węglowym. Nie o opisy krajoznawcze tu jednak chodzi a o kolejną makabryczną sprawę. Obaj panowie policjanci okazują się bardzo do siebie podobni w zachowaniu, gustach a nawet wykształceniu. Krajewski skupił się tym razem na samych „superbohaterach” intrygę kryminalną odsuwając nieco na bok. To ukłon w stronę wiernego czytelnika, który domagał się więcej Eberharda. Sprawna wolta pokazała kolejny epizod z życia wrocławskiego gentlemana wiążąc jego uniwersum z nowym, nieco poprawionym przez Krajewskiego bohaterem. Popielski jest bardziej skomplikowany. Jego gusta poprzekładane są niecodziennymi przypadłościami a smaku całości dodają perypetie rodzinne, przy których historia Mocka wydaje się banalna.

Na deser dostajemy rozwiązanie zagadki Minotaura – skomasowane do jednego – dwóch rozdziałów, które czyta się z zapartym tchem.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 10 listopada 2014 w literatura 2014

 

Tagi: , , , , ,