RSS

Archiwa tagu: III Rzesza

Trzecia Rzesza na Haju – Norman Ohler

„Chemik doktor Fritz Hauschild dowiedział się, że na igrzyskach olimpijskich w 1936 roku wielką rolę odegrała substancja zwana benzedryną, skuteczna amfetamina z USA – w tamtych czasach był to jeszcze legalny środek dopingowy.

Hauschild udoskonalił produkt i jesienią 1937 roku wynalazł nową metodę syntetyzowania metamfetaminy. Niedługo później, 31 października 1937 roku, zakłady Temmlera zgłosiły w berlińskim urzędzie patentowym pierwszą niemiecką metyloamfetaminę, będącą ich własną wersją środka witalizującego, która zdecydowanie usunęła w cień amerykańską benzedrynę. Nazwa handlowa: Pervitin.”

Historia III Rzeszy w ujęciu jakiego wcześniej nie było. Naziści bardzo szybko zrozumieli jaki potencjał tkwi w środkach pobudzających. Cudowny środek na wydajność rozrywającego Europę Wermachtu, magiczne pastylki szczęścia dla społeczeństwa borykającego się z niedoborami wojennego wysiłku. W III Rzeszy Perivin został cichym bohaterem pierwszych lat II wojny światowej.

Pervitin miał liczne nazwy potoczne, wskazujące na jego zastosowanie: „sól lotnika”, „Stuka” lub „pigułki Göringa” (…)

Poza tym był tani. Przeciętna wojskowa dawka, jak kalkulował Ranke, wynosiła cztery tabletki na dzień, co kosztowało w aptekach 16 fenigów, podczas gdy za kawę na jedną noc należałoby zapłacić 50 fenigów: „Środek pobudzający był zatem bardziej ekonomiczny”.

„Wezwałem was, abyście nie spali przez 48 godzin. Zdołaliście wytrzymać 17 dni” – Heinz Guderian

 

Norman Ohler wysunął śmiałą tezę o użyteczności Pervitinu w trakcie Blitzkriegu. Swoje twierdzenia oparł na graniczącej z fizycznymi możliwościami wydajności wojennej machiny Hitlera oraz skrupulatnie dokumentowanej produkcji i użyciu metamfetaminy w wojsku.

Ciasno jeden za drugim, zderzak przy zderzaku stały pojazdy Grupy Pancernej Kleista, największej jednostki zmotoryzowanej, jaką kiedykolwiek w historii wojskowości wprowadzono do akcji, liczącej w sumie 41 140 pojazdów, w tym 1222 czołgi. Lawina stali i blachy utknęła na odcinku dwustu pięćdziesięciu kilometrów, tworząc korek, który ciągnął się aż po Ren. Był to do dzisiaj najdłuższy zator komunikacyjny w historii Europy (…)

Ranke, w drodze z Guderianem, pokonawszy w niecałe trzy dni ponad pięćset kilometrów, uzyskał o pewnego oficera sanitarnego grupy pancernej potwierdzenie, że podczas operacji każdy kierowca zużywał od dwóch do pięciu tabletek pervitinu dziennie.

Niemcy nie byli gorsi od Pablo Escobara. Kokainę wykorzystali w stylu kolumbijskich karteli, traktując ją jako dodatkowy zastrzyk gotówki.

Niemcy wiedli prym także w produkcji innej substancji: firmy Merck, Boehringer i Knoll opanowały 80 procent światowego rynku kokainy. Zwłaszcza kokaina Mercka z Darmstadt na całym świecie uchodziła za produkt najwyższej jakości, a piraci przemysłowi w Chinach w milionowych nakładach kopiowali etykietki tej firmy (…)

***

W roku 1943 wielka apteka Wehrmachtu dostarczyła krętymi drogami Urzędowi Zagranicznemu/Abwehrze (Amt Ausland/Abwehr) 568 kilogramów czystej kokainy i 60 kilogramów czystej heroiny 326. To wielkie ilości, wielokrotnie przekraczające medyczne zapotrzebowanie roczne całej Rzeszy Niemieckiej.

W drugiej części swojego dzieła Ohler kończy opowieść o triumfie Pervitinu i skupia się całkowicie na postępującym uzależnieniu największego lekomana III Rzeszy i jego przybocznego doktora Theo Morella. Cwany doktor uzależnił Furhera całkowicie nie tylko od pobudzających zastrzyków, ale i od siebie. Hitler otrzymywał dożylnie kolejne podejrzane „koktaile”. Częstotliwość ich podawania i objawy przed/po wg Ohlera są dowodem na to, że Adolf Hitler był uzależnionym heroinistą.

W prawej dolnej ćwiartce fiszki „pacjenta A” na drugi kwartał 1943 roku została zapisana i wielokrotnie podkreślona nazwa środka: eukodal. Był to środek odurzający firmy Merck z Darmstadt. Pojawił się na rynku w 1917 roku jako środek przeciwbólowy oraz uśmierzający kaszel i w latach dwudziestych cieszył się tak wielką popularnością, że w obiegu pojawiło się hasło o eukodalizmie. Jego nadzwyczaj silną substancją czynną jest opioid o nazwie oksykodon, syntetyzowany z naturalnego surowca opium.

***

Wraz z wprowadzeniem nowego narkotyku Morell, nazwany przez Göringa złośliwie „Panem zastrzykarzem Rzeszy”

***

Kokaina i eukodal – mieszanka Führera, koktajl krążący we krwi Hitlera przekształcił się w tych tygodniach w klasyczny speedball: uspokajające działanie opioidu łagodziło pobudzający efekt zażycia kokainy. W opisach działania tego podwójnego farmakologicznego uderzenia wymienia się niezwykłą euforię i odczuwaną po same koniuszki włókien nerwowych błogość, przy czym dwie silne, biochemicznie przeciwstawne molekuły walczą w ciele o dominację.

„Trzecia Rzesza na haju” nie jest publikacją naukową, co autor mocno podkreślił we wstępie. Ohler powołuje się jednak na liczne materiały źródłowe, których dotychczas nie interpretowano pod kątem substancji narkotycznych. Jednym ze źródeł są protokoły z procesu w Norymberdze.

Dzieło Normana Ohlera w dużej mierze stawia na sensację a materiały źródłowe interpretuje tendencyjnie. Naukowcy wciąż spierają się o stan psychiczny i fizyczny Hitlera. Teza o jego uzależnieniu od narkotyków pozostaje domniemaniem bez jednoznacznych dowodów na to, że Fuhrer świadomie czy nieświadomie był szprycowany narkotykami. Podobnie jest z tezą o perivinie i jego kluczowej roli w trakcie niemieckich kampanii lat 1939-1940. Tu jednak wiedza o nagminnym wykorzystywaniu amfetaminy przez Wermacht i Luftwaffe jest faktem powszechnie znanym.

Książkę Ohlera należy traktować jako indywidualną interpretację autora. Nie zmienia to faktu, że „Trzecia Rzesza na haju” zawiera wiele ciekawostek historycznych. Na przykład takich jak nieoczywisty fakt wykorzystywania amfetaminy w Sachsenhausen podczas bestialskich „badań”:

Urząd Gospodarczy Rzeszy centralnie kierował testami materiałów i dopuszczał do produkcji tylko materiały zastępujące skórę, które z powodzeniem przeszły egzamin w Sachsenhausen (…)

Więźniowie przez długotrwałe, wyczerpujące marsze testowali dla niemieckiego przemysłu obuwniczego zużywanie się podeszew butów. Firmy takie jak Salamander, Bata, Leiser wysyłały swoje najnowsze wytwory do obozu koncentracyjnego: szukano materiału zastępczego dla racjonowanej w czasie wojny skóry (…)

Według szacunków na torze testowym konało do dwudziestu osób dziennie. W SS mówiło się na to „eksterminacja poprzez pracę”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 marca 2022 w literatura 2021

 

Tagi: , , , , , , ,

Gestapo – Frank McDonough

Gestapo to słowo, którego Polakom tłumaczyć nie trzeba. Odmienione przez wszystkie przypadki było głównym bohaterem wielu filmów i książek, przygody Hansa Klossa w to wliczając na honorowym, pierwszym miejscu.

Najwyraźniej inaczej jest w Wielkiej Brytanii, która choć udręczona wojną, nigdy nie miała do czynienia z tą uroczą nazistowską organizacją.
Choć okładka straszy czytelnika demonicznymi twarzami Adolfa i Heinricha Himmlera, zawartość zdumiewa pobłażliwą oceną.

Frank McDonough szczegółowo opisuje hitlerowską tajną policję od genezy jej powstania po zakres działań, strukturę i metody. Książka stara się obiektywnie ocenić Gestapo i demitologizuje mity o wszechobecności gestapowców we wszystkich sferach życia. Co jednak bardzo istotne – angielski historyk opiera się wyłącznie na działaniach Gestapo w Niemczech.

Na terenie III Rzeszy działania te choć opresyjne, są zdecydowanie bliższe metodom „tradycyjnej” policji obyczajowej niż owianej legendami bezwzględnej organizacji rasistowskiej. Samo Gestapo rozwija się zresztą tak, jak rozwijają się umysły jej szefów – od werbalnych ataków na politycznych oponentów po przemoc fizyczną. Na masowe zabijanie cyklonem B przyjdzie czas w 1942 roku.

Jest zatem obiektywnie i z angielską flegmą. Opisy represji na znienawidzonych przez Hitlera grupach – od politycznej opozycji i homoseksualistów po Żydów, Cyganów i pospolitych nierobach wspominają o więzieniu i obozach koncentracyjnych w duchu kary niesprawiedliwej, ale nie ostatecznej. Ani słowa o Reinhardzie Heydrichu, Klausie Barbie czy uroczych lekarzach badających więźniów w obozach zagłady.

W drugiej połowie książki McDonough opisuje kluczową rolę Gestapo w powstaniu i wdrożeniu „Ostatecznego rozwiązania”. To jednak nie wybrzmiewa mocno na tle całego dokumentu. Najwyraźniej panowie z runami SS na kołnierzykach nie byli tacy straszni.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Szwajcaria i naziści – Stephen P. Halbrook

Niewielki a bogaty kraj, którego część mieszkańców posługuje się niemieckim. Nienaruszalne sejfy bankowe tuż pod nosem faszystów. Spokojne życie pośrodku gorejącej Europy. Myśląc o Szwajcarii w czasie II wojny światowej nie trudno popaść w stereotypy.

Nic bardziej mylnego. Szwajcaria otoczona szwabskimi landami i przyparta ekonomicznie do muru przetrwała nie dzięki współpracy z III Rzeszą, a dzięki mądrej polityce i doskonałej topografii kraju. Oczywiście ukształtowanie terenu i powszechna służba wojskowa to nie jedyne przyczyny, dla których Hitler nigdy nie wcielił w życie planu podboju neutralnej Helwecji.

Książka Halbrooka nie jest atakiem na profaszystowską uległość Szwajcarii ale peanem na jej dzielność. Autor nie kryje podziwu dla alpejskiego ludu za ich konsekwentną postawę i wytrwałość w roli neutralnego ale i sprawiedliwego państwa. Tezę wspierają obficie wspomnienia Szwajcarów, którzy przeżyli II wojnę w oczekiwaniu na nieuchronny atak niemieckiej armii.

Stosunkowo mało znana „historia przetrwania” Szwajcarii pisana piórem S.P. Halbroka ma jedną zasadniczą wadę – autor wielokrotnie się powtarza pod niebiosa wychwalając przebiegłość polityków i twardą postawę społeczeństwa. Nie dotyka natomiast tej części historii, która ukrywa trupy w szwajcarskiej szafie. Takie jak kontyngent prawie 2 tysięcy Helwetów ochoczo przebierających się w mundury Wermachtu czy Waffen S.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 września 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Nazistki – Paul Roland

Kobietom III Rzeszy z pewnością należy się porządne opracowanie, które ukaże je wieloaspektowo. Takie, w którym ktoś porządnie podejdzie do tematu postrzegając nie tylko oddane orędowniczki Fuherera, zwyrodniałe strażniczki w Obozach Zagłady czy – po drugiej stronie skali – ofiary kacapskich gwałtów. Taki zamysł miał Paul Roland. Niestety temat go przerósł.

Książka o nazistkach zaczyna się sztampowo – od samego Hitlera i oklepanych wszędzie analiz jego związków z kobietami. Od nadopiekuńczej matki i jedynej prawdziwej miłości do siostrzenicy Geli po fasadowy związek z Ewą Braun. Wywody autora niewiele w zasadzie mówią o samych kobietach, ograniczając się do krótkich notek.

Ciekawiej jest przy opisach społeczeństwa i patriarchalnej naturze nazistowskich rządów.

Autor co i rusz wpada w pułapkę indeksowania – tytułowych „okrutnych, wyrachowanych, uległych” jest zwyczajnie zbyt dużo na tak krótką książkę. W efekcie każda z tych, które trafiły na karty książki ma ledwie „krótką metryczkę”.

„Nazistki” momentami przypominają szkolną rozprawkę, taką z obsesyjnym podziałem na tytuły rozdziałów i podrozdziałów. Do tych wszystkich sekcji momentami nie starcza treści, ograniczając się do dwóch trzech zdań z marnie wyprowadzoną tezą i dowodem.

Po przebrnięciu przez legion złych faszystek z zamiłowania, oportunistycznych aktorek wielkiego ekranu i żon najważniejszych nazistów Paul Roland przypomina sobie o tych dobrych. Napisany na kolanie wywód o tym, że w narodzie niemieckim istniały też kobiety pełne empatii i sprawiedliwości (sic!) poparte są kilkoma nieco zaskakującymi historyjkami.

Książka Paula Rolanda ma kilka momentów ciekawych i nieoczywistych. W przeważającej większości jedynie prześlizguje się po temacie, sprawiając wrażenie lektury dla przygłupich Amerykanów, którym historia XX wieku kojarzy się z paroma fajnymi filmami wojennymi.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 grudnia 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Wielkie Oszustwo – Ben Macintyre

Żołnierze, którzy walczyli na polu bitwy D-Day, nie wiedzieli, że polski patriota, peruwiańska hazardzistka, francuska miłośniczka psów, serbski hulaka i hiszpański hodowca drobiu, razem i w najgłębszej tajemnicy, poprowadzili ich do zwycięstwa (…)

Brutus, Bronx, Skarb, Trycykl i Garbo nigdy się nie spotkali. Mimo to indywidualnie i razem, w
miarę jak nastawała wiosna, a wojska alianckie przygotowywały się do największego desantu
morskiego w dziejach, tkali gobelin kłamstw tak gruby i szeroki, że stopniowo przykrywał cały
niemiecki system wywiadowczy.P

Szpiegomania

Opowieść o wielkiej mistyfikacji, prowadzonej przez lata przez sekcję kontrwywiadu MI5, której celem była zakrojona w szerokim ujęciu kampania dezinformacji wywiadu III Rzeszy zaczyna się w miejscu narastającej na wyspach „szpiegomanii”:

„Wraz z wybuchem wojny Wielką Brytanię ogarnęło coś, co Liddell nazwał „psychozą piątej
kolumny”, niewzruszone i powszechne przekonanie, że kraj jest naszpikowany
nieprzyjacielskimi szpiegami, gotowymi chwycić za broń, jeśli Hitler dokona inwazji (…)”

„Istnieje ściśle określona grupa ludzi podatnych na szpiegomanię” – pisał Winston Churchill,
który sam na nią cierpiał. Ci wyimaginowani szpiedzy występowali w przebraniu zakonnic,
ekspedientów, kościelnych i komiwojażerów. Na pozór cieszyli się nieposzlakowaną opinią.

Rzeczywistość była zarazem budująca i trywialna – od początku wojny Brytyjczycy sprawnie wyłapywali kolejnych agentów. Największym atutem brytyjskich służb było oczywiście posiadanie maszyny Enigma. Dzięki niej znano plany utworzenia nazistowskiej siatki szpiegowskiej. Sprawnemu wywiadowi angielskiemu pomagała jednak przede wszystkim zdumiewająca nie indolencja Abwehry, która zdawałoby się celowo wysyłała na misję szpiegów rodem z komediowych skeczy „Monty Pythona”:

Większość (niemieckich szpiegów) była źle przeszkolona i przerażona; niektórzy w ogóle nie mówili po angielsku i mieli bardzo mgliste pojęcie o kraju, w którym przyszło im działać. Nie wyglądali jak
stateczni obywatele brytyjscy – wyglądali jak szpiedzy. Tylko kilku było prawdziwymi
nazistami. Reszta podjęła się tego zadania z chciwości, żądzy przygód, ze strachu, z głupoty
albo pod wpływem szantażu. W ich szeregach znalazło się kilku kryminalistów, degeneratów i
alkoholików. Według jednego z raportów MI5 „znaczny odsetek cierpiał na choroby
weneryczne”. Niektórzy oportunistycznie zgłosili się na ochotnika, żeby szpiegować przeciwko Wielkiej Brytanii, z zamiarem dezercji. Niektórzy od początku byli antynazistami.

Osobliwy był szczególnie jeden przypadek Szweda Gosta Caroli:

Pewnego wieczoru, w zakonspirowanym lokalu w Hinxton niedaleko Cambridge, podkradł się do
swojego strażnika, gdy ten stawiał pasjansa, i próbował go udusić kawałkiem liny. Kiedy mu się
to nie udało, przeprosił, przywiązał strażnika do krzesła i uciekł z puszką sardeli, ananasem
i kajakiem. Następnie ukradł motocykl i pojechał, bardzo powoli, w stronę wybrzeża, z
płóciennym kajakiem na głowie. Zamierzał powiosłować do Holandii. Robotnik drogowy powiadomił
policję, że mężczyzna wiozący kajak spadł z motocykla na Pampisford Road, a „on pomógł mu
przerzucić kajak przez żywopłot”. Caroli został aresztowany niedaleko Ely. Szwed był
najwyraźniej niewiarygodny; uznano, że nie nadaje się na podwójnego agenta, i uwięziono go do
końca wojny.

Gołębie

Ale fantastów nie brakowało i wśród Anglików. Jeden z oficerów MI5 miał kompletnego fizia na punkcie używania gołębi pocztowych w celach szpiegowskich. Jego pasja hodowcy przerodziła się w manię, która pochłonęła sporo czasu i środków Korony. U podstaw leżało przekonanie o tym, że ptasia poczta będzie głównym kanałem informacyjnym dla tysięcy głęboko zakonspirowanych na Wyspach niemieckich szpiegów (patrz: #szpiegomania).

„Naziści docenili znaczenie gołębi: każdy z 57 tysięcy hodowców gołębi w Niemczech musiał mieć świadectwo prawomyślności politycznej wydane przez Gestapo, Żydom zakazano hodowania gołębi, a Niemiecka Federacja Gołębi znalazła się pod nadzorem SS. „Himmler, który przez całe życie był hodowcą i entuzjastą gołębi, wniósł swój entuzjazm dla gołębi do Gestapo”

„dwa niemieckie gołębie, przenoszące rutynowe wiadomości ćwiczebne, zniosło nad kanał La Manche podczas złej pogody. „Oba ptaki są teraz jeńcami wojennymi i ciężko pracują przy rozmnażaniu gołębi angielskich”

Gołębie okazały się jałowym tropem, ale gotowość przechwycenia ptasiej armady była pielęgnowana przez wspomnianego oficera aż do inwazji na plaże Normandii. Żarty na bok. Szpiedzy – nawet jeśli większość z nich było nieudacznikami – stanowili realne zagrożenie wojenne. W ramach struktur MI5 wyłoniła się organizacja

Double Cross

Double Cross („XX System”) wziął się z nazwy „Komitetu Dwudziestu” – organizacji stworzonej do zbudowania siatki kontrwywiadowczej składającej się z przechwyconych niemieckich szpiegów. Komitet oczywiście nie miał dwudziestu członków. Komitet zbierał się w siedzibie MI5 przy James’s Street 58 w każdy czwartek po południu aż do końca wojny.

Anglicy posiadają specyficzny rodzaj humoru. Kapturowanie podwójnych agentów miało w sobie coś z zabawy. Oficerowie „XX” zbudowali siatkę osobliwych postaci, nadając im z lubością zabawne pseudonimy.  Pierwszymi byli agenci „Żyrafa” i „Gąsior”. Obaj szybko zakończyli karierę „spaleni” w oczach Abwehry

Zdaniem Mastermana „sprawa Żyrafy zakończyła się fiaskiem głównie z powodu braku
strawy”

Później przyszedł czas na agentów „Selera” i „Marchewkę”, „Mutta i Jeffa” (postaci z komiksu), „Niechluja”, „Balona”  i „Koszyka”. Włoskiego agenta nazwano natomiast agentem „Serem” 🙂 Kolejni szpiedzy okazali się strzałem w dziesiątkę. Wśród nich największym skrabem okazali się agentka „Skarbek”, „Artysta”, „Zygzak” (od niestabilności emocjonalnej), „Garbo”,  „Brutus” (polski oficer Roman Czerniawski) i Serb Dustan Popov (agent „Trycykl”).

MI6 nadał Pujolowi pseudonim „Bovril”, od gęstego, słonego bulionu, który, podobnie jak wyciąg
z drożdży, przemawia tylko do brytyjskiego podniebienia i też nie zawsze.

Tak powstał zdumiewający zespół, którego działanie przyczyniło się do ostatecznego zwycięstwa Aliantów. Pdowójni agenci starannie prowadzeni przez angielskich oficerów kontrwywiadu przez cztery lata wojny budowali swoją reputację i „karmili strawą” swoich niemieckich opiekunów. Stawka została podbita po raz pierwszy w trakcie przygotowań do inwazji Aliantów na Sycylię.

Johnny Bevan miał zwyczaj sądzić innych po pozorach, zwracając szczególną uwagę na schludność
munduru, ale prawdopodobnie nikt w armii brytyjskiej nie wiedział lepiej od niego, że pozory
często mylą. Od maja 1942 roku kierował Londyńską Sekcją Kontroli, w skrócie LCS, a Winston
Churchill rozkazał mu „przygotować plany mistyfikacji na skalę globalną”i brać pod uwagę
„każdy sposób obliczony na zmylenie lub wprowadzenie w błąd przeciwnika”. Jako kontroler
Bevan stał się mózgiem wojennego oszustwa, nadzorującym globalną sieć podstępów i mistyfikacji
z podziemnego rojowiska pod Whitehall, znanego jako Pokoje Gabinetu Wojennego.

Mistrzowski plan wyprowadzenia Niemców na manowce zakończył się nie tylko sukcesem militarnym. Mimo porażki na południu Włoch, Naziści pozostali przekonani o wyjątkowej wartości swojej siatki szpiegowskiej w Anglii. Zespół Duble Cross sięgnął maestrii w mistyfikacji. Kolejnym krokiem i najważniejszym celem Aliantów była operacja „Overlord”.

FUSAG – nieistniejąca armia Pattona

Podczas gdy uzgodnione przez Wielką Trójkę w Teheranie utworzenie drugiego frontu we Francji ruszyło pełną parą, siatka „XX” karmiła niemiecki wywiad kolejnymi rewelacjami. Agenci przystąpili do „Operacji Fortitude”, której celem było wmówienie Nazistom przygotowań do inwazji w miejscach innych niż faktycznie planowanych. Depesze szpiegów nie były jednak jedynym punktem programu. Brytyjczycy przygotowali wielki spektakl tworząc wyimaginowaną armię inwazyjną Pattona „FUSAG”.

Nadpobudliwy i buńczuczny Patton stał się osnową nowego planu. Dowodzący lądowaniem na Sycylii generał był jednoznacznie postrzegany przez Nazistów jako najważniejszy z generałów. Nie wiedzieli jednak o kompromitacji amerykańskiego kowboya, po którym został on odsunięty od dowodzenia.

George Patton, energiczny, zawadiacki i nader nieprzyjemny generał, który poprowadził wojska
amerykańskie do szturmu na Sycylię, popadł w niełaskę za znieważanie i policzkowanie
wyczerpanych walką żołnierzy w przekonaniu, że są tchórzliwymi symulantami. „Powinienem
zastrzelić cię osobiście” – oświadczył Patton jednemu przerażonemu szeregowcowi. „Nie ma
czegoś takiego jak szok bitewny. To wymysł Żydów”

Mimo wszystko Pattonowi przypadła nie mniej ważna, choć bliższa teatrowi niż armii rola – został „twarzą” kampanii dezinformacyjnej w najważniejszej rozgrywce II wojny światowej.

(…) FUSAG, liczącą 150 tysięcy ludzi, formującą się, odbywającą ćwiczenia i przygotowującą do
walki: fałszywe obozy wojskowe, fikcyjne lotniska, ponad 250 atrap barek desantowych
nazywanych „mokrymi wackami” i barek desantowych do przewozu czołgów nazywanych „wielkimi
wackami” („mokry wacek” oznaczał w żargonie angielskiej szkoły publicznej wioślarza, natomiast
gracz w krykieta był „suchym wackiem”).

Operacja „Fortitude” okazała się wielkim sukcesem. Hitler wierzył w doniesienia swoich szpiegów długo po rozpoczęciu lądowania w Normandii, wciąż powtarzając wmówioną mu ideę „Operacji Bodyguard” – głównego ataku w okolicach Calais. Ideę, która zrodziła się w umysłach alianckich oficerów i została starannie przygotowana przez zespół „Double Cross”. Ale historia podwójnych agentów nie skończyła się nawet w obliczu oczywistego blamażu siatki i niemieckiej klęski we Francji. Szpiedzy „karmili” swoich niemieckich prowadzących jeszcze przez długi czas, do końca wojny balansując na granicy zdemaskowania.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 26 października 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Miłość i śmierć w Pradze – Philip Kerr

Był ciepły, słoneczny dzień. Razem z Obergruppenführerem SS Reinhardem Tristanem Eugenem
Heydrichem, protektorem Czech i Moraw, dotarliśmy z Pragi na dworzec Anhalter w Berlinie.
**

Miałem wszystko, czego brakowało Heydrichowi. Byłem żywy.

**

Berlin, 1941 rok. Komisarz Bernard Gunther wraca ze służby na Wschodzie do berlińskiej Kripo, zdruzgotany szkaradną gębą faszyzmu. Jego szefem nadal pozostaje Reinhard Heydrich – ten Heydrich.

„(…) Więc był pan w SD… – W głosie Dicksona dało się słyszeć lekkie zdenerwowanie. – Zgadza
się. – To coś w rodzaju Gestapo, tak? – Niezupełnie. To wywiad SS. Brzydsza siostrzyczka
Abwehry”

Gunther zajmuje się tajemniczym morderstwem pracownika kolei. Zwykła policyjna robota wkrótce wciągnie Guntera w dużo bardziej skomplikowany świat Reinharda Heydricha. Póki co, komisarz Kripo na osobiste polecenie szefa towarzyszy nowemu Protektorowi Czech i Moraw w podróży do Pragi.

Ósma (!) powieść Philipa Kerra z cyklu Bernard Gunter chronologicznie jest częścią trzecią (bazując na czasie akcji). Zamieszania dodaje polski plan wydawniczy, nieco chaotycznie prezentując kolejne tomy na rynku polskim. Po rozpoczynających serię „Marcowych Fijołkach„, „Bladym Przestępcy” i „Niemieckim Requiem” wydawca nieoczekiwanie wydał „A Man without Breath” kuriozalnie przetłumaczony na „Był Pan w Smoleńsku, Kapitanie?„.

Miejmy nadzieję, że na rynku pojawi się wkrótce brakujące osiem tomów przygód komisarza Berniego Gunthera. Bo to wszak zacny detektyw, choć w mundurze Gestapo.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 września 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

The Man with the Iron Heart

Tytuł debiutanckiej powieści Francuza Laurenta Bineta „HHhH” pochodzi z czasów III Rzeszy. Akronim niemieckiego „Himmlers Hirn heißt Heydrich” oznacza „mózg Himmlera nazywa się Heydrich”. Dowcip z 1942 roku dziś nie bardzo już śmieszy – same nazwiska Himmler i Heydrich wywołują dreszcze.

Człowiek o żelaznym sercu – tak natomiast ulubieńca Himmlera nazwał podobno sam Adolf. W ustach Furhera musiało to zabrzmieć niczym najsłodszy komplement. To przecież Reinhard Heydrich przewodził na spotkaniu w Willi Grosser w Wannsee, czego efektem był uroczy eufemizm „Endlösung” i szczegółowy konspekt ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.

Film o Reinhardzie Heydrichu rozczarowuje. Dzieło Federica Jimeneza zaczyna się od biograficznego rysu RH, ale szybko wytraca pierwotny charakter. Kariera w Marynarce Wojennej, której kres położył skandal obyczajowy, małżeństwo Liną von Osten, pierwsze kroki pod skrzydłami Himmlera. Czym dalej, tym bardziej skrótowo i chaotycznie. Druga część filmu to opowieść o czeskich „Cichociemnych” Gabciku i Kubisie. „HHhH” przechodzi zatem w tryb martyrologicznej laurki o dzielnych mścicielach narodu Czechów i Słowaków. Zważywszy na niemalże równoległą premierę „Anthropoid” – nic nowego i w dodatku nakręcone bez polotu, za to z irytującą manierą romantyczną.

Jimenez doskonale dobrał obsadę. Jason Clarke na długo pozostanie w pamięci w mundurze Obergruppenfuhrera. Wiarygodni byli także Graham (Himmler) i Rosamund Pike (pani Heydrich) a nawet i dwaj zamachowcy (jedną z ról zagrał Jack O’Connell znany z „Niezłomnego„)

Rozczarowanie to przede wszystkim stracona szansa na studium potwora. Zamiast tego „HHhH” serwuje płytką konstatację o zwyrodnialcu, który po powrocie z katowni Gestapo uczy dzieci gry na fortepianie. Opowieść o RH kończy się zresztą już w połowie filmu, zastąpiona banalnie kreślonymi losami wspomnianych wyżej czeskich spiskowców. Nie pomagają i łopatologiczne scenki historyczne (np. Lidice) i wątpliwej potrzeby sceny z życia czeskiego ruchu oporu.

Szkoda Ryśka. To mógł być naprawdę dobry film.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 23 lutego 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Akta Odessy – Frederick Forsyth

Niemiecka Republika Federalna, rok 1963. Niemiecki dziennikarz Peter Miller otrzymuje dziennik byłego więźnia obozu zagłady. Wyznania Żyda, który przeżył obóz w Rydze robią na dziennikarzu piorunujące wrażenie i motywują do podjęcia tropu kata z Rygi. Tropy prowadzą do organizacji „Odessa”, powojennej tajnej organizacji byłych SS-manów. Intryga zatacza szerokie kręgi, zachodząc o światowe ognisko zapalne – Bliski Wschód z rodzącą się państwowością Izraela i konfliktem z krajami arabskimi.

Eduard Roschmann istniał naprawdę. Był komendantem KL Kaiserwald  – obozu niemieckiego koncentracyjnego w Rydze. Forsyth konsultował aspekt historyczny swojej powieści ze sławnym żydowskim „łowcą nazistów” Szymonem Wiesenthalem, który zresztą pojawia się na kartach książki jako jedna z postaci tropiących „Odessę”. W roku 1972, kiedy powieść została opublikowana, wiele z opisanych osób żyło i uczestniczyło aktywnie w politycznej rozgrywce.

Powieść Forsytha pomimo upływu lat nadal robi wrażenie i nie daje się odłożyć na półkę, dopóki nie zostanie przeczytana od deski do deski.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 listopada 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Blady przestępca – Philip Kerr

 

„czwartek, 10 listopada

Spontaniczny wyraz gniewu niemieckiego ludu”, tak określiło to radio. O tak, ja również czułem gniew, ale nie było w nim nic spontanicznego. Miałem całą noc, żeby go w sobie wzbudzić. Noc, podczas której zewsząd dobiegał brzęk tłuczonych szyb i ohydne wrzaski na ulicach. Noc, podczas której czułem swąd płonących domów. Wstyd nie pozwolił mi wyjść na dwór. Ale rano, gdy jasny, promienny dzień przeniknął przez zasłony, uznałem, że powinienem jednak zobaczyć to na własne oczy. Nie przypuszczam, żebym miał kiedykolwiek zapomnieć ten widok”

Dwa lata po wydarzeniach „Marcowych Fikołków” Bernhard Günther próbuje przetrwać w nazistowskich Niemczech bez romansu z faszyzmem. Śmierć wspólnika i seria tajemniczych morderstw młodych, blond przodowniczek zawiodą Berniego przed oblicze demonicznego gruppenführera SS Heydricha.

Detektyw dostanie kolejne zadanie do wykonania poza strukturami oficjalnej policji III Rzeszy. Powodem są podejrzenia, że za zabójstwami kryje się ktoś z najwyższych kręgów władzy.

Kolejna część „przygód” Berniego Günthera w specyficznym klimacie Trzeciej Rzeszy. W tle sensacyjnego wątku Kerr umieścił atmosferę, jaka musiała panować tuż przed Kryształową Nocą. Sama fabuła inteligentnie odnosi się do zdarzenia, które przypieczętuje los kilku milionów ludzi niepasujących do rasowych przekonań Fuhrera.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 4 czerwca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Marcowe fiołki – Philip Kerr

 

107112-marcowe-fiolki-philip-kerr

Berlin. Dawniej kochałem to miasto. Ale było to, zanim spojrzało w swoje odbicie i włożyło tak ciasny gorset, że z trudem mogło oddychać. Lubiłem jego beztroską filozofię, jazz, wulgarne, pełne życia kabarety i inne kulturalne ekscesy, które charakteryzowały lata weimarskie i sprawiały, że Berlin był jednym z najbardziej ekscytujących miast świata.

Mówić, że panuje tu ubóstwo, to tak jakby powiedzieć, że Goebbels ma kłopoty z dobraniem butów pasujących na jego nogi.

Jest 1936 rok. Trzy lata po dojściu Hitlera do władzy. Dawny urok cesarskich Niemiec rozmył się pod zakutym butem nazizmu. Zaczadzone umysły obywateli jednego z najważniejszych europejskich mocarstw z uwielbieniem wpatrują się w groźne oblicze Adolfa. Od 1933 roku do partii Fuhrera masowo wstępują przedstawiciele wszystkich klas i profesji. To „Marcowe Fiołki” – karierowicze, którzy w nowym porządku wietrzą osobisty sukces.

Interes to interes. – No, oczywiście – odparła Frau Protze, lekko się rumieniąc. – Chyba pan nie myśli, że mam coś przeciwko Żydom. – Nie myślę – potwierdziłem. Choć tak mówią wszyscy. Nawet Hitler.

Powieść rozpoczyna cykl o berlińskim detektywie Bernim Güntherze. Były oficer policji kryminalnej nie jest jednym z marcowych fiołków. Cyniczny i zdystansowany glina widzi przyszłość w czarnych barwach. Niespodziewane zlecenie zbadania śmierci córki bogatego przemysłowca prowadzi do najwyższych szczebli nowego niemieckiego porządku. Kolejne zadanie dla Günthera zawiedzie go w zupełnie niespodziewane miejsce – do obozu koncentracyjnego.

 

Inne powieści z cyklu Berni Gunther: „Niemieckie Requiem” i „Był Pan w Smoleńsku Kapitanie?”

 

 

 

 

 

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 9 kwietnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,