RSS

Archiwa tagu: III Rzesza

Pokonani

Berlin 1945. Na dymiących gruzach III Rzeszy odradza się powojenne życie. W przypadku narodu skalanego faszyzmem to życie podzielone na strefy. W zachodniej, pilnowanej przez Amerykę, Francję i Anglię dni płyną pod znakiem poszukiwań alianckich racji żywnościowych i mozolnej odbudowy codzienności. Po stronie wschodniej Niemcy płacą za obłęd Fuhrera wszechobecnym sowieckim terrorem, gwałtami i torturami.

Dysonans pomiędzy reżimem Berlina Wschodniego i demokracją Zachodnich ćwiartek zaburzają dwa zjawiska. Aliancki mir niepokoi mroczna uliczna legenda doktora „Engelmachera” oraz pojawienie się serial killera godnego swej epoki – mściciela, który krwawo rozprawia się z byłymi hitlerowcami,.

Do Berlina przybywa nowojorski gliniarz Max McLaughin. Jego misją jest wsparcie lokalnej policji ale priorytetem szybko staje się pościg za zwyrodniałym doktorkiem. Max ma też swój mały sekrecik, kryjący się pod niewinną opowiastką rysunkową o łobuziakach Maxie i Moritzu (z 1865 roku 🙂 ).

„Pokonani” to thriller toczący się w realiach powojennego chaosu i gwiazdorsko osadzony autochtonami znad Szprewy. No prawie, bo arcyniemiecki wydawałoby się Taylor Kitsch (Max) to obywatel Kanady. Towarzyszą mu jednak znane niemieckie talenty: Nina Hoss i Sebastian Koch oraz cała (sic) rzesza niemieckich aktorów drugoplanowych. Co słychać, nawet mimo połowicznie angielskich dialogów.

Twórcy serialu konsekwentnie budują napięcie wokół bohaterów aby w finale wszystko rozmienić na drobne. Obiecujący pomysł filmu o ciekawym czasie i miejscu zmienia się w nieco rozczarowujący, przewidywalny kryminał. Bonda wykręciłaby w końcówce kilka twistów i nikt nie byłby pewien, który Niemiec to ten dobry 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 stycznia 2023 w seriale 2023

 

Tagi: , , , ,

Warszawa 1944. Tragiczne Powstanie – Alexandra Richie

Teza na okładce i dowód w postaci kolejnego grubego dzieła o Powstaniu. Alexandra Richie patrzy na historię oczami tych, którzy nie decydowali ale ponieśli największą cenę za bunt przeciw III Rzeszy. Tu nie ma miejsca na tłumaczenia romantycznego zrywu czy pobudek politycznych. Jest krew i łzy, nieskończony potok łez. I stosy ciał niemieszczących się na podwórkach i rozkopanych skwerach.

Nie ma to być całościowa historia Powstania Warszawskiego. Zasadnicze stawiane powszechnie pytania brzmią: dlaczego w końcu lipca 1944 roku, gdy Niemcy niemal zupełnie opuścili miasto, nagle zdecydowali się do niego wrócić i dlaczego po wybuchu powstania zwalczali je z taką zawziętością? Nie jest to książka o tym, co „powinno” było się stać lub co „mogło” się stać albo co Stalin i zachodni alianci „mogli” zrobić – to historia o tym, co w rzeczywistości wydarzyło się latem 1944 roku, szczególnie o stosunkach między Niemcami i Polakami.

***

Dowódca Warszawskiego Okręgu AK, pułkownik „Monter”, przybył na spotkanie 31 lipca 1944 roku o godz. 17.00 z mylną informacją, że Sowieci „są na Pradze”, i twierdził, że odkładanie wybuchu powstania będzie katastrofą. Generał „Bór” – który pod wieloma względami nie pasował do roli, jaką wyznaczyła mu historia – nie czekał na weryfikację meldunku, tylko wydał rozkaz do rozpoczęcia walk. Ani „Bór”, ani „Monter” nie rozumieli, jakie znaczenie ma kontrofensywa Modela. Ze względu na nią Armia Czerwona nie mogła zająć Warszawy w pierwszym tygodniu sierpnia, ale Polacy o tym nie wiedzieli. Rozpoczęto mobilizację do powstania. Wybuchło ono 1 sierpnia o godzinie 17.00 i miało przynieść całkowite zniszczenie miasta.

***

Gunnar Paulsson pisał: „W czasie II wojny światowej w Warszawie zginęło 98% żydowskiej ludności, zginęła też jedna czwarta ludności polskiej: w sumie ok. 720 000 istnień ludzkich… Być może w całych dziejach ludzkości nie było większej rzezi dokonanej na pojedynczym mieście”

***
Po wybuchu Powstania Warszawskiego Guderian poprosił, by miasto oddać w jurysdykcję 9. armii, ale do tego samego dążył Himmler. Hitler uległ żądaniom Reichsführera SS. Guderian zanotował: „Himmler zwyciężył”. Powstanie było tłumione nie przez regularne oddziały, ale przez doskonalących swoje umiejętności na polach śmierci Białorusi osławionych zbirów z SS: Ericha von dem Bacha-Zelewskiego, Oskara Dirlewangera, Bronisława Kamińskiego i członków Einsatzgruppe B, bezceremonialnie zabranych z ich wygodnych siedzib na wschodzie. Wskutek tej decyzji stłumienie Powstania Warszawskiego stało się jedyną niemiecką lądową operacją bojową przeprowadzoną niemal całkowicie przez SS.

***

Ponad siedemdziesiąt lat od wybuchu Powstania, pierwszego sierpnia każdego roku na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich pojawia się tłum patriotów z racami i biało-czerwonymi sztandarami. Polska czci 30 tysięcy walczących bohaterów, kombatanci dostają odznaczenia. O 200 tysiącach wymordowanych Warszawiaków wspomina się trochę rzadziej.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 grudnia 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , ,

The Man in the High Castle – sezony 02/03/04

Powrót do „The Man in the High Castle” po dłuższym rozstaniu przyniósł miłe zaskoczenie.

Po pobiciu Aliantów i podziale świata Wielka Rzesza ostrzy zęby na swojego największego sprzymierzeńca. Rośnie napięcie z Japonią, która w konfrontacji z Greater Nazi Reich (GNR 🙂 ) jest stroną znacząco słabszą. Coraz słabszy jest także największy człowiek Rzeszy, Adolf. Bezgranicznie lojalni dworzanie z niecierpliwością oczekują ostatniego dnia swojego wodza. Dnia, w którym sięgną po władzę.

Obergruppenfuhrer John Smith podąża ścieżką kariery. Jako pierwszy „nie Niemiec” stanie u boku nowego Fuhrera.

Juliana Crain podąża ścieżką przeznaczenia a jej losy coraz bardziej wiążą się z osobami z zakazanych filmów. Własną walkę prowadzi dawny partner Juliany, Frank Frink. Jego działania poważnie osłabią japońskie Stany Pacyficzne. Sytuację w zamorskim protektoracie Japonii jeszcze bardziej skomplikuje „Black Communist Rebelion”

Twórcy serialu szybko wyszli poza ramy kultowej powieści Dicka. Człowieka z Wysokiego Zamku demaskują banalnie już na początku drugiego sezonu. W kolejnych epizodach niebezpiecznie dryfują w stronę pokracznych teorii skąd biorą się alternatywne firmy, podróżują w czasie i brną w niespójne teorie światów równoległych. Ma to swój urok, chociaż sensu już zupełnie nie.

Oprócz zdecydowanie głupiej końcówki sezonu 4 należałoby wspomnieć o mistycznym i nagłym zniknięciu ministra Tagomi, postaci intrygującej i skomplikowanej. Scenarzystom najwyraźniej cos się posypało w skryptach, skoro uśmiercenie jednej z głównych postaci odbyło się w 2 minuty epizodu 01S04.

Niezależnie od cyrkowych wygibasów scenarzystów, największą atrakcją serialu pozostaje zło w czarnym uniformie. Postać Johna Smitha to studium człowieka pożartego przez system i zarazem pożerającego swoje otoczenie niczym czarna dziura. Twórcy wchodzą na szczyty kreatywności przy każdym zetknięciu z Wielką Rzeszą a apogeum, które z pewnością miało najbardziej utkwić w sercach amerykańskiego widza to sceny, w których upadają symbole – zburzony White House i upadająca Statua Wolności.

The Man in the High Castle to serial zapadający w pamięci, chociaż daleki od misterium książkowego oryginału. I chyba dobrze, że skończył się definitywnie na czwartym sezonie 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 grudnia 2022 w seriale, seriale 2022

 

Tagi: , ,

Noc w Lizbonie – Erich Maria Remarque

Wciąż jeszcze nie mogłem przyzwyczaić się do beztroskich świateł Lizbony, chociaż w tym mieście przebywałem już od tygodnia. W krajach, z których przywędrowałem, miasta, niby kopalnie węgla, tonęły nocą w ciemnościach, a każdy błysk latarki w mroku był bardziej niebezpieczny aniżeli morowe powietrze w średniowieczu. Przybyłem z Europy dwudziestego stulecia. Był to statek pasażerski.

Na spowitym mrokiem nabrzeżu stoi uciekinier z wojennej pożogi. Jego wzrok pada na ostatni statek, którym mógłby uciec do Ameryki. Mógłby, ale zdobycie wartego fortunę biletu jest ponad siły skromnego emigranta. Jeszcze nie wie, że przypadkowe spotkanie z tajemniczym Schwarzem przyniesie wybawienie. Za cenę wysłuchania całonocnej historii.

Kolejny klasyk E.M. Remarque nie tracący na aktualności.

Nazywam się Schwarz – powiedział. – Nie jest to moje prawdziwe nazwisko. Na to nazwisko wystawiony jest mój paszport. Ale przyzwyczaiłem się do niego.

Jechałem noc i następny dzień, aż wreszcie bez przeszkód znalazłem się w Austrii. Dzienniki pełne były żądań, ubolewań i komunikatów o zajściach na granicy, które zawsze poprzedzają wojnę i w których jakimś dziwnym sposobem zawsze naród słabszy oskarżany jest o agresję wobec silniejszego. Widziałem pociągi pełne wojska, ale większość ludzi, z którymi rozmawiałem, nie wierzyła, by miała wybuchnąć wojna. Oczekiwali nowego Monachium, które zapobiegnie katastrofie.

Możliwe, że okres, w którym żyjemy, zostanie kiedyś nazwany okresem ironii – rzekł Schwarz. – Oczywiście nie chodzi tu o pełną esprit ironię osiemnastego stulecia, lecz o mimowolną ironię okresu przemocy, złośliwości i głupoty naszego niezdarnego wieku, wieku postępu technicznego i regresji kulturalnej. Hitler nie tylko głosił przed światem, lecz sam w to wierzył, że jest orędownikiem pokoju i że to inni narzucili mu wojnę. Jego wiarę podzielało pięćdziesiąt milionów Niemców. To, że tylko oni jedni w ciągu wielu lat zbroili się po zęby, podczas gdy żaden inny naród nie był przygotowany do wojny, w niczym nie zmienia ich rozumowania.

Leżałem w lesie i przyglądałem się opadającym z drzew umarłym, jaskrawym liściom. Powtarzałem w myślach: „Pozwól jej żyć! Pozwól jej, Boże, żyć, a ja nigdy jej o nic nie zapytam! Życie ludzkie jest czymś o wiele wspanialszym aniżeli sprzeczności, w których się wikłamy! Pozwól jej żyć… A jeżeli jest to możliwe beze mnie, pozwól niech żyje beze mnie – lecz pozwól, by żyła!”

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 listopada 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , ,

Trzecia Rzesza na Haju – Norman Ohler

„Chemik doktor Fritz Hauschild dowiedział się, że na igrzyskach olimpijskich w 1936 roku wielką rolę odegrała substancja zwana benzedryną, skuteczna amfetamina z USA – w tamtych czasach był to jeszcze legalny środek dopingowy.

Hauschild udoskonalił produkt i jesienią 1937 roku wynalazł nową metodę syntetyzowania metamfetaminy. Niedługo później, 31 października 1937 roku, zakłady Temmlera zgłosiły w berlińskim urzędzie patentowym pierwszą niemiecką metyloamfetaminę, będącą ich własną wersją środka witalizującego, która zdecydowanie usunęła w cień amerykańską benzedrynę. Nazwa handlowa: Pervitin.”

Historia III Rzeszy w ujęciu jakiego wcześniej nie było. Naziści bardzo szybko zrozumieli jaki potencjał tkwi w środkach pobudzających. Cudowny środek na wydajność rozrywającego Europę Wermachtu, magiczne pastylki szczęścia dla społeczeństwa borykającego się z niedoborami wojennego wysiłku. W III Rzeszy Perivin został cichym bohaterem pierwszych lat II wojny światowej.

Pervitin miał liczne nazwy potoczne, wskazujące na jego zastosowanie: „sól lotnika”, „Stuka” lub „pigułki Göringa” (…)

Poza tym był tani. Przeciętna wojskowa dawka, jak kalkulował Ranke, wynosiła cztery tabletki na dzień, co kosztowało w aptekach 16 fenigów, podczas gdy za kawę na jedną noc należałoby zapłacić 50 fenigów: „Środek pobudzający był zatem bardziej ekonomiczny”.

„Wezwałem was, abyście nie spali przez 48 godzin. Zdołaliście wytrzymać 17 dni” – Heinz Guderian

 

Norman Ohler wysunął śmiałą tezę o użyteczności Pervitinu w trakcie Blitzkriegu. Swoje twierdzenia oparł na graniczącej z fizycznymi możliwościami wydajności wojennej machiny Hitlera oraz skrupulatnie dokumentowanej produkcji i użyciu metamfetaminy w wojsku.

Ciasno jeden za drugim, zderzak przy zderzaku stały pojazdy Grupy Pancernej Kleista, największej jednostki zmotoryzowanej, jaką kiedykolwiek w historii wojskowości wprowadzono do akcji, liczącej w sumie 41 140 pojazdów, w tym 1222 czołgi. Lawina stali i blachy utknęła na odcinku dwustu pięćdziesięciu kilometrów, tworząc korek, który ciągnął się aż po Ren. Był to do dzisiaj najdłuższy zator komunikacyjny w historii Europy (…)

Ranke, w drodze z Guderianem, pokonawszy w niecałe trzy dni ponad pięćset kilometrów, uzyskał o pewnego oficera sanitarnego grupy pancernej potwierdzenie, że podczas operacji każdy kierowca zużywał od dwóch do pięciu tabletek pervitinu dziennie.

Niemcy nie byli gorsi od Pablo Escobara. Kokainę wykorzystali w stylu kolumbijskich karteli, traktując ją jako dodatkowy zastrzyk gotówki.

Niemcy wiedli prym także w produkcji innej substancji: firmy Merck, Boehringer i Knoll opanowały 80 procent światowego rynku kokainy. Zwłaszcza kokaina Mercka z Darmstadt na całym świecie uchodziła za produkt najwyższej jakości, a piraci przemysłowi w Chinach w milionowych nakładach kopiowali etykietki tej firmy (…)

***

W roku 1943 wielka apteka Wehrmachtu dostarczyła krętymi drogami Urzędowi Zagranicznemu/Abwehrze (Amt Ausland/Abwehr) 568 kilogramów czystej kokainy i 60 kilogramów czystej heroiny 326. To wielkie ilości, wielokrotnie przekraczające medyczne zapotrzebowanie roczne całej Rzeszy Niemieckiej.

W drugiej części swojego dzieła Ohler kończy opowieść o triumfie Pervitinu i skupia się całkowicie na postępującym uzależnieniu największego lekomana III Rzeszy i jego przybocznego doktora Theo Morella. Cwany doktor uzależnił Furhera całkowicie nie tylko od pobudzających zastrzyków, ale i od siebie. Hitler otrzymywał dożylnie kolejne podejrzane „koktaile”. Częstotliwość ich podawania i objawy przed/po wg Ohlera są dowodem na to, że Adolf Hitler był uzależnionym heroinistą.

W prawej dolnej ćwiartce fiszki „pacjenta A” na drugi kwartał 1943 roku została zapisana i wielokrotnie podkreślona nazwa środka: eukodal. Był to środek odurzający firmy Merck z Darmstadt. Pojawił się na rynku w 1917 roku jako środek przeciwbólowy oraz uśmierzający kaszel i w latach dwudziestych cieszył się tak wielką popularnością, że w obiegu pojawiło się hasło o eukodalizmie. Jego nadzwyczaj silną substancją czynną jest opioid o nazwie oksykodon, syntetyzowany z naturalnego surowca opium.

***

Wraz z wprowadzeniem nowego narkotyku Morell, nazwany przez Göringa złośliwie „Panem zastrzykarzem Rzeszy”

***

Kokaina i eukodal – mieszanka Führera, koktajl krążący we krwi Hitlera przekształcił się w tych tygodniach w klasyczny speedball: uspokajające działanie opioidu łagodziło pobudzający efekt zażycia kokainy. W opisach działania tego podwójnego farmakologicznego uderzenia wymienia się niezwykłą euforię i odczuwaną po same koniuszki włókien nerwowych błogość, przy czym dwie silne, biochemicznie przeciwstawne molekuły walczą w ciele o dominację.

„Trzecia Rzesza na haju” nie jest publikacją naukową, co autor mocno podkreślił we wstępie. Ohler powołuje się jednak na liczne materiały źródłowe, których dotychczas nie interpretowano pod kątem substancji narkotycznych. Jednym ze źródeł są protokoły z procesu w Norymberdze.

Dzieło Normana Ohlera w dużej mierze stawia na sensację a materiały źródłowe interpretuje tendencyjnie. Naukowcy wciąż spierają się o stan psychiczny i fizyczny Hitlera. Teza o jego uzależnieniu od narkotyków pozostaje domniemaniem bez jednoznacznych dowodów na to, że Fuhrer świadomie czy nieświadomie był szprycowany narkotykami. Podobnie jest z tezą o perivinie i jego kluczowej roli w trakcie niemieckich kampanii lat 1939-1940. Tu jednak wiedza o nagminnym wykorzystywaniu amfetaminy przez Wermacht i Luftwaffe jest faktem powszechnie znanym.

Książkę Ohlera należy traktować jako indywidualną interpretację autora. Nie zmienia to faktu, że „Trzecia Rzesza na haju” zawiera wiele ciekawostek historycznych. Na przykład takich jak nieoczywisty fakt wykorzystywania amfetaminy w Sachsenhausen podczas bestialskich „badań”:

Urząd Gospodarczy Rzeszy centralnie kierował testami materiałów i dopuszczał do produkcji tylko materiały zastępujące skórę, które z powodzeniem przeszły egzamin w Sachsenhausen (…)

Więźniowie przez długotrwałe, wyczerpujące marsze testowali dla niemieckiego przemysłu obuwniczego zużywanie się podeszew butów. Firmy takie jak Salamander, Bata, Leiser wysyłały swoje najnowsze wytwory do obozu koncentracyjnego: szukano materiału zastępczego dla racjonowanej w czasie wojny skóry (…)

Według szacunków na torze testowym konało do dwudziestu osób dziennie. W SS mówiło się na to „eksterminacja poprzez pracę”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 marca 2022 w literatura 2021

 

Tagi: , , , , , , ,

Gestapo – Frank McDonough

Gestapo to słowo, którego Polakom tłumaczyć nie trzeba. Odmienione przez wszystkie przypadki było głównym bohaterem wielu filmów i książek, przygody Hansa Klossa w to wliczając na honorowym, pierwszym miejscu.

Najwyraźniej inaczej jest w Wielkiej Brytanii, która choć udręczona wojną, nigdy nie miała do czynienia z tą uroczą nazistowską organizacją.
Choć okładka straszy czytelnika demonicznymi twarzami Adolfa i Heinricha Himmlera, zawartość zdumiewa pobłażliwą oceną.

Frank McDonough szczegółowo opisuje hitlerowską tajną policję od genezy jej powstania po zakres działań, strukturę i metody. Książka stara się obiektywnie ocenić Gestapo i demitologizuje mity o wszechobecności gestapowców we wszystkich sferach życia. Co jednak bardzo istotne – angielski historyk opiera się wyłącznie na działaniach Gestapo w Niemczech.

Na terenie III Rzeszy działania te choć opresyjne, są zdecydowanie bliższe metodom „tradycyjnej” policji obyczajowej niż owianej legendami bezwzględnej organizacji rasistowskiej. Samo Gestapo rozwija się zresztą tak, jak rozwijają się umysły jej szefów – od werbalnych ataków na politycznych oponentów po przemoc fizyczną. Na masowe zabijanie cyklonem B przyjdzie czas w 1942 roku.

Jest zatem obiektywnie i z angielską flegmą. Opisy represji na znienawidzonych przez Hitlera grupach – od politycznej opozycji i homoseksualistów po Żydów, Cyganów i pospolitych nierobach wspominają o więzieniu i obozach koncentracyjnych w duchu kary niesprawiedliwej, ale nie ostatecznej. Ani słowa o Reinhardzie Heydrichu, Klausie Barbie czy uroczych lekarzach badających więźniów w obozach zagłady.

W drugiej połowie książki McDonough opisuje kluczową rolę Gestapo w powstaniu i wdrożeniu „Ostatecznego rozwiązania”. To jednak nie wybrzmiewa mocno na tle całego dokumentu. Najwyraźniej panowie z runami SS na kołnierzykach nie byli tacy straszni.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Szwajcaria i naziści – Stephen P. Halbrook

Niewielki a bogaty kraj, którego część mieszkańców posługuje się niemieckim. Nienaruszalne sejfy bankowe tuż pod nosem faszystów. Spokojne życie pośrodku gorejącej Europy. Myśląc o Szwajcarii w czasie II wojny światowej nie trudno popaść w stereotypy.

Nic bardziej mylnego. Szwajcaria otoczona szwabskimi landami i przyparta ekonomicznie do muru przetrwała nie dzięki współpracy z III Rzeszą, a dzięki mądrej polityce i doskonałej topografii kraju. Oczywiście ukształtowanie terenu i powszechna służba wojskowa to nie jedyne przyczyny, dla których Hitler nigdy nie wcielił w życie planu podboju neutralnej Helwecji.

Książka Halbrooka nie jest atakiem na profaszystowską uległość Szwajcarii ale peanem na jej dzielność. Autor nie kryje podziwu dla alpejskiego ludu za ich konsekwentną postawę i wytrwałość w roli neutralnego ale i sprawiedliwego państwa. Tezę wspierają obficie wspomnienia Szwajcarów, którzy przeżyli II wojnę w oczekiwaniu na nieuchronny atak niemieckiej armii.

Stosunkowo mało znana „historia przetrwania” Szwajcarii pisana piórem S.P. Halbroka ma jedną zasadniczą wadę – autor wielokrotnie się powtarza pod niebiosa wychwalając przebiegłość polityków i twardą postawę społeczeństwa. Nie dotyka natomiast tej części historii, która ukrywa trupy w szwajcarskiej szafie. Takie jak kontyngent prawie 2 tysięcy Helwetów ochoczo przebierających się w mundury Wermachtu czy Waffen S.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 września 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Nazistki – Paul Roland

Kobietom III Rzeszy z pewnością należy się porządne opracowanie, które ukaże je wieloaspektowo. Takie, w którym ktoś porządnie podejdzie do tematu postrzegając nie tylko oddane orędowniczki Fuherera, zwyrodniałe strażniczki w Obozach Zagłady czy – po drugiej stronie skali – ofiary kacapskich gwałtów. Taki zamysł miał Paul Roland. Niestety temat go przerósł.

Książka o nazistkach zaczyna się sztampowo – od samego Hitlera i oklepanych wszędzie analiz jego związków z kobietami. Od nadopiekuńczej matki i jedynej prawdziwej miłości do siostrzenicy Geli po fasadowy związek z Ewą Braun. Wywody autora niewiele w zasadzie mówią o samych kobietach, ograniczając się do krótkich notek.

Ciekawiej jest przy opisach społeczeństwa i patriarchalnej naturze nazistowskich rządów.

Autor co i rusz wpada w pułapkę indeksowania – tytułowych „okrutnych, wyrachowanych, uległych” jest zwyczajnie zbyt dużo na tak krótką książkę. W efekcie każda z tych, które trafiły na karty książki ma ledwie „krótką metryczkę”.

„Nazistki” momentami przypominają szkolną rozprawkę, taką z obsesyjnym podziałem na tytuły rozdziałów i podrozdziałów. Do tych wszystkich sekcji momentami nie starcza treści, ograniczając się do dwóch trzech zdań z marnie wyprowadzoną tezą i dowodem.

Po przebrnięciu przez legion złych faszystek z zamiłowania, oportunistycznych aktorek wielkiego ekranu i żon najważniejszych nazistów Paul Roland przypomina sobie o tych dobrych. Napisany na kolanie wywód o tym, że w narodzie niemieckim istniały też kobiety pełne empatii i sprawiedliwości (sic!) poparte są kilkoma nieco zaskakującymi historyjkami.

Książka Paula Rolanda ma kilka momentów ciekawych i nieoczywistych. W przeważającej większości jedynie prześlizguje się po temacie, sprawiając wrażenie lektury dla przygłupich Amerykanów, którym historia XX wieku kojarzy się z paroma fajnymi filmami wojennymi.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 grudnia 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Wielkie Oszustwo – Ben Macintyre

Żołnierze, którzy walczyli na polu bitwy D-Day, nie wiedzieli, że polski patriota, peruwiańska hazardzistka, francuska miłośniczka psów, serbski hulaka i hiszpański hodowca drobiu, razem i w najgłębszej tajemnicy, poprowadzili ich do zwycięstwa (…)

Brutus, Bronx, Skarb, Trycykl i Garbo nigdy się nie spotkali. Mimo to indywidualnie i razem, w
miarę jak nastawała wiosna, a wojska alianckie przygotowywały się do największego desantu
morskiego w dziejach, tkali gobelin kłamstw tak gruby i szeroki, że stopniowo przykrywał cały
niemiecki system wywiadowczy.P

Szpiegomania

Opowieść o wielkiej mistyfikacji, prowadzonej przez lata przez sekcję kontrwywiadu MI5, której celem była zakrojona w szerokim ujęciu kampania dezinformacji wywiadu III Rzeszy zaczyna się w miejscu narastającej na wyspach „szpiegomanii”:

„Wraz z wybuchem wojny Wielką Brytanię ogarnęło coś, co Liddell nazwał „psychozą piątej
kolumny”, niewzruszone i powszechne przekonanie, że kraj jest naszpikowany
nieprzyjacielskimi szpiegami, gotowymi chwycić za broń, jeśli Hitler dokona inwazji (…)”

„Istnieje ściśle określona grupa ludzi podatnych na szpiegomanię” – pisał Winston Churchill,
który sam na nią cierpiał. Ci wyimaginowani szpiedzy występowali w przebraniu zakonnic,
ekspedientów, kościelnych i komiwojażerów. Na pozór cieszyli się nieposzlakowaną opinią.

Rzeczywistość była zarazem budująca i trywialna – od początku wojny Brytyjczycy sprawnie wyłapywali kolejnych agentów. Największym atutem brytyjskich służb było oczywiście posiadanie maszyny Enigma. Dzięki niej znano plany utworzenia nazistowskiej siatki szpiegowskiej. Sprawnemu wywiadowi angielskiemu pomagała jednak przede wszystkim zdumiewająca nie indolencja Abwehry, która zdawałoby się celowo wysyłała na misję szpiegów rodem z komediowych skeczy „Monty Pythona”:

Większość (niemieckich szpiegów) była źle przeszkolona i przerażona; niektórzy w ogóle nie mówili po angielsku i mieli bardzo mgliste pojęcie o kraju, w którym przyszło im działać. Nie wyglądali jak
stateczni obywatele brytyjscy – wyglądali jak szpiedzy. Tylko kilku było prawdziwymi
nazistami. Reszta podjęła się tego zadania z chciwości, żądzy przygód, ze strachu, z głupoty
albo pod wpływem szantażu. W ich szeregach znalazło się kilku kryminalistów, degeneratów i
alkoholików. Według jednego z raportów MI5 „znaczny odsetek cierpiał na choroby
weneryczne”. Niektórzy oportunistycznie zgłosili się na ochotnika, żeby szpiegować przeciwko Wielkiej Brytanii, z zamiarem dezercji. Niektórzy od początku byli antynazistami.

Osobliwy był szczególnie jeden przypadek Szweda Gosta Caroli:

Pewnego wieczoru, w zakonspirowanym lokalu w Hinxton niedaleko Cambridge, podkradł się do
swojego strażnika, gdy ten stawiał pasjansa, i próbował go udusić kawałkiem liny. Kiedy mu się
to nie udało, przeprosił, przywiązał strażnika do krzesła i uciekł z puszką sardeli, ananasem
i kajakiem. Następnie ukradł motocykl i pojechał, bardzo powoli, w stronę wybrzeża, z
płóciennym kajakiem na głowie. Zamierzał powiosłować do Holandii. Robotnik drogowy powiadomił
policję, że mężczyzna wiozący kajak spadł z motocykla na Pampisford Road, a „on pomógł mu
przerzucić kajak przez żywopłot”. Caroli został aresztowany niedaleko Ely. Szwed był
najwyraźniej niewiarygodny; uznano, że nie nadaje się na podwójnego agenta, i uwięziono go do
końca wojny.

Gołębie

Ale fantastów nie brakowało i wśród Anglików. Jeden z oficerów MI5 miał kompletnego fizia na punkcie używania gołębi pocztowych w celach szpiegowskich. Jego pasja hodowcy przerodziła się w manię, która pochłonęła sporo czasu i środków Korony. U podstaw leżało przekonanie o tym, że ptasia poczta będzie głównym kanałem informacyjnym dla tysięcy głęboko zakonspirowanych na Wyspach niemieckich szpiegów (patrz: #szpiegomania).

„Naziści docenili znaczenie gołębi: każdy z 57 tysięcy hodowców gołębi w Niemczech musiał mieć świadectwo prawomyślności politycznej wydane przez Gestapo, Żydom zakazano hodowania gołębi, a Niemiecka Federacja Gołębi znalazła się pod nadzorem SS. „Himmler, który przez całe życie był hodowcą i entuzjastą gołębi, wniósł swój entuzjazm dla gołębi do Gestapo”

„dwa niemieckie gołębie, przenoszące rutynowe wiadomości ćwiczebne, zniosło nad kanał La Manche podczas złej pogody. „Oba ptaki są teraz jeńcami wojennymi i ciężko pracują przy rozmnażaniu gołębi angielskich”

Gołębie okazały się jałowym tropem, ale gotowość przechwycenia ptasiej armady była pielęgnowana przez wspomnianego oficera aż do inwazji na plaże Normandii. Żarty na bok. Szpiedzy – nawet jeśli większość z nich było nieudacznikami – stanowili realne zagrożenie wojenne. W ramach struktur MI5 wyłoniła się organizacja

Double Cross

Double Cross („XX System”) wziął się z nazwy „Komitetu Dwudziestu” – organizacji stworzonej do zbudowania siatki kontrwywiadowczej składającej się z przechwyconych niemieckich szpiegów. Komitet oczywiście nie miał dwudziestu członków. Komitet zbierał się w siedzibie MI5 przy James’s Street 58 w każdy czwartek po południu aż do końca wojny.

Anglicy posiadają specyficzny rodzaj humoru. Kapturowanie podwójnych agentów miało w sobie coś z zabawy. Oficerowie „XX” zbudowali siatkę osobliwych postaci, nadając im z lubością zabawne pseudonimy.  Pierwszymi byli agenci „Żyrafa” i „Gąsior”. Obaj szybko zakończyli karierę „spaleni” w oczach Abwehry

Zdaniem Mastermana „sprawa Żyrafy zakończyła się fiaskiem głównie z powodu braku
strawy”

Później przyszedł czas na agentów „Selera” i „Marchewkę”, „Mutta i Jeffa” (postaci z komiksu), „Niechluja”, „Balona”  i „Koszyka”. Włoskiego agenta nazwano natomiast agentem „Serem” 🙂 Kolejni szpiedzy okazali się strzałem w dziesiątkę. Wśród nich największym skrabem okazali się agentka „Skarbek”, „Artysta”, „Zygzak” (od niestabilności emocjonalnej), „Garbo”,  „Brutus” (polski oficer Roman Czerniawski) i Serb Dustan Popov (agent „Trycykl”).

MI6 nadał Pujolowi pseudonim „Bovril”, od gęstego, słonego bulionu, który, podobnie jak wyciąg
z drożdży, przemawia tylko do brytyjskiego podniebienia i też nie zawsze.

Tak powstał zdumiewający zespół, którego działanie przyczyniło się do ostatecznego zwycięstwa Aliantów. Pdowójni agenci starannie prowadzeni przez angielskich oficerów kontrwywiadu przez cztery lata wojny budowali swoją reputację i „karmili strawą” swoich niemieckich opiekunów. Stawka została podbita po raz pierwszy w trakcie przygotowań do inwazji Aliantów na Sycylię.

Johnny Bevan miał zwyczaj sądzić innych po pozorach, zwracając szczególną uwagę na schludność
munduru, ale prawdopodobnie nikt w armii brytyjskiej nie wiedział lepiej od niego, że pozory
często mylą. Od maja 1942 roku kierował Londyńską Sekcją Kontroli, w skrócie LCS, a Winston
Churchill rozkazał mu „przygotować plany mistyfikacji na skalę globalną”i brać pod uwagę
„każdy sposób obliczony na zmylenie lub wprowadzenie w błąd przeciwnika”. Jako kontroler
Bevan stał się mózgiem wojennego oszustwa, nadzorującym globalną sieć podstępów i mistyfikacji
z podziemnego rojowiska pod Whitehall, znanego jako Pokoje Gabinetu Wojennego.

Mistrzowski plan wyprowadzenia Niemców na manowce zakończył się nie tylko sukcesem militarnym. Mimo porażki na południu Włoch, Naziści pozostali przekonani o wyjątkowej wartości swojej siatki szpiegowskiej w Anglii. Zespół Duble Cross sięgnął maestrii w mistyfikacji. Kolejnym krokiem i najważniejszym celem Aliantów była operacja „Overlord”.

FUSAG – nieistniejąca armia Pattona

Podczas gdy uzgodnione przez Wielką Trójkę w Teheranie utworzenie drugiego frontu we Francji ruszyło pełną parą, siatka „XX” karmiła niemiecki wywiad kolejnymi rewelacjami. Agenci przystąpili do „Operacji Fortitude”, której celem było wmówienie Nazistom przygotowań do inwazji w miejscach innych niż faktycznie planowanych. Depesze szpiegów nie były jednak jedynym punktem programu. Brytyjczycy przygotowali wielki spektakl tworząc wyimaginowaną armię inwazyjną Pattona „FUSAG”.

Nadpobudliwy i buńczuczny Patton stał się osnową nowego planu. Dowodzący lądowaniem na Sycylii generał był jednoznacznie postrzegany przez Nazistów jako najważniejszy z generałów. Nie wiedzieli jednak o kompromitacji amerykańskiego kowboya, po którym został on odsunięty od dowodzenia.

George Patton, energiczny, zawadiacki i nader nieprzyjemny generał, który poprowadził wojska
amerykańskie do szturmu na Sycylię, popadł w niełaskę za znieważanie i policzkowanie
wyczerpanych walką żołnierzy w przekonaniu, że są tchórzliwymi symulantami. „Powinienem
zastrzelić cię osobiście” – oświadczył Patton jednemu przerażonemu szeregowcowi. „Nie ma
czegoś takiego jak szok bitewny. To wymysł Żydów”

Mimo wszystko Pattonowi przypadła nie mniej ważna, choć bliższa teatrowi niż armii rola – został „twarzą” kampanii dezinformacyjnej w najważniejszej rozgrywce II wojny światowej.

(…) FUSAG, liczącą 150 tysięcy ludzi, formującą się, odbywającą ćwiczenia i przygotowującą do
walki: fałszywe obozy wojskowe, fikcyjne lotniska, ponad 250 atrap barek desantowych
nazywanych „mokrymi wackami” i barek desantowych do przewozu czołgów nazywanych „wielkimi
wackami” („mokry wacek” oznaczał w żargonie angielskiej szkoły publicznej wioślarza, natomiast
gracz w krykieta był „suchym wackiem”).

Operacja „Fortitude” okazała się wielkim sukcesem. Hitler wierzył w doniesienia swoich szpiegów długo po rozpoczęciu lądowania w Normandii, wciąż powtarzając wmówioną mu ideę „Operacji Bodyguard” – głównego ataku w okolicach Calais. Ideę, która zrodziła się w umysłach alianckich oficerów i została starannie przygotowana przez zespół „Double Cross”. Ale historia podwójnych agentów nie skończyła się nawet w obliczu oczywistego blamażu siatki i niemieckiej klęski we Francji. Szpiedzy „karmili” swoich niemieckich prowadzących jeszcze przez długi czas, do końca wojny balansując na granicy zdemaskowania.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 26 października 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Miłość i śmierć w Pradze – Philip Kerr

Był ciepły, słoneczny dzień. Razem z Obergruppenführerem SS Reinhardem Tristanem Eugenem
Heydrichem, protektorem Czech i Moraw, dotarliśmy z Pragi na dworzec Anhalter w Berlinie.
**

Miałem wszystko, czego brakowało Heydrichowi. Byłem żywy.

**

Berlin, 1941 rok. Komisarz Bernard Gunther wraca ze służby na Wschodzie do berlińskiej Kripo, zdruzgotany szkaradną gębą faszyzmu. Jego szefem nadal pozostaje Reinhard Heydrich – ten Heydrich.

„(…) Więc był pan w SD… – W głosie Dicksona dało się słyszeć lekkie zdenerwowanie. – Zgadza
się. – To coś w rodzaju Gestapo, tak? – Niezupełnie. To wywiad SS. Brzydsza siostrzyczka
Abwehry”

Gunther zajmuje się tajemniczym morderstwem pracownika kolei. Zwykła policyjna robota wkrótce wciągnie Guntera w dużo bardziej skomplikowany świat Reinharda Heydricha. Póki co, komisarz Kripo na osobiste polecenie szefa towarzyszy nowemu Protektorowi Czech i Moraw w podróży do Pragi.

Ósma (!) powieść Philipa Kerra z cyklu Bernard Gunter chronologicznie jest częścią trzecią (bazując na czasie akcji). Zamieszania dodaje polski plan wydawniczy, nieco chaotycznie prezentując kolejne tomy na rynku polskim. Po rozpoczynających serię „Marcowych Fijołkach„, „Bladym Przestępcy” i „Niemieckim Requiem” wydawca nieoczekiwanie wydał „A Man without Breath” kuriozalnie przetłumaczony na „Był Pan w Smoleńsku, Kapitanie?„.

Miejmy nadzieję, że na rynku pojawi się wkrótce brakujące osiem tomów przygód komisarza Berniego Gunthera. Bo to wszak zacny detektyw, choć w mundurze Gestapo.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 września 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,