RSS

Archiwa tagu: zbrodnia

True Detective – Season 3

Lata osiemdziesiąte. Detektyw iWayne Hays (Mahershala Ali) i Roland West (Stephen Dorff) dostają sprawę zaginięcia 12-letniego Willa i jego 10-letniej siostry Julii.

Zaginięcie dwójki dzieci z biednego osiedla w Arkansas staje się ponurą sensacją. Coraz dziwniejsze teorie spiskowe rzucają oskarżenia na przypadkowe osoby. Jeden z tropów prowadzi do samotnika oskarżanego o pedofilskie skłonności. Policja znajduje dowody i sprawcę. Zamiecione pod dywan śledztwo nie daje spokoju detektywowi Haysowi. Ta obsesja zostanie z nim przez kolejne 35 lat.

Trzeci sezon „True Detective” kontynuuje styl serii: niepospolite wydarzenia, zbrodnia, ciągnące się dochodzenie, którego mają dosyć wszyscy wokół i w którym obsesyjnie pogrąża się główny bohater. Sprawa Julii wraca dziesięć lat po zaginięciu, aby ponownie utknąć na urywających się wątkach. Niedołężnego i tracącego pamięć Haysa temat będzie nawiedzać jeszcze w 2015 roku.

Specyficzny klimat, skomplikowane śledztwo i zaskakujące zakończenie. „True Detective” trzyma poziom.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 listopada 2020 w seriale

 

Tagi: , , , ,

Budapest Noir – Vilmos Kondor

Lata trzydzieste. Po śmierci faszyzującego premiera Gyula Gömbösa Budapeszt szykuje się do pogrzebu polityka. W sferach polityki nie ustają spekulacje o składzie nowego rządu. Co do tego, że Węgry pójdą dalej pod rękę z Hitlerem i Mussolinim nikt nie ma wątpliwości. W dzielnicy lunaparów policja znajduje ciało młodej dziewczyny. Zabójstwo prostytutki byłoby warte więcej, niż wzmianka w rubryce kryminalnej lokalnego dziennika, gdyby nie jeden szczegół. Ofiara miała przy sobie modlitewnik i pochodziła z zamożnej żydowskiej rodziny.

Reporter kryminalny Zsigmond Gordon zaczyna śledztwo dziennikarskie ale trafia na mur milczenia. Tropy prowadzą w miejsca, do których pismak nie powinien zaglądać.

„Budapest Noir” czerpie garściami z klasyki gatunku. 101% Chandlera w Gordonie i opisy przedwojennych Budy i Pesztu to znaki szczególne debiutu Vilmosa Kondora. Powtarzając za bohaterem serialu „Dom”: „Mówi to Panu coś?” Oczywiście, że mówi. „Bernard Gunther„, mówi. „Eberhard Mock„, mówi. A nawet „Edward Popielski„, panie.

Panowie Mock, Popielski i Gunther to jednak inna liga. Ich Breslau i Lwów to miasta magiczne, pełne smaków i zapachów. Berlin i Praga z opowiadań Philipa Kerra elektryzują przedwojennym szykiem i wojennym sznytem oficerów SS. Podróż ulicami Budapesztu Vilmosa Kondora jest jak wskazówki z „Automapy”:  za, dwa, kilometry, trzeci, zjazd, w lewo.

Zsigmond Gordon czerpie z dobrych wzorców. Bywa inteligentny i wnikliwy, szarmancki wobec kobiet i twardy dla zbirów, ale to wciąż blady bohater z kartonu, którego perypetie w mieście nad modrym Dunajem nie porywają. A jak karton trochę zamoknie, to zostanie mało interesująca pulpa.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 czerwca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , ,

Chemia śmierci – Simon Beckett

Profesor David Hunter praktykuje w zaściankowym Manham, gdzieś w Anglii „B”. Przepisuje maście na artretyzm i hemoroidy, wspierając lokalnego lekarza inwalidę. Szuka spokoju i stroni od sensacji. Hunter nie zawsze był internistą. Zanim zapragnął spokoju, był uznanym antropologiem sądowym. Szlify zdobył na słynnej „trupiej farmie” w Tennessee.

Pan doktor nie wyrywa się z pomocą, kiedy z miasteczka znika młoda kobieta. Pasja nie pozwala mu jednak stać z boku na widok miotających się bezradnie lokalnych policjantów i aktywnie włącza się do wyścigu z czasem.

Po „Trupiej Farmie” Williama Brassa lektura kryminału Simona Becketta nie robi wrażenia. Oczywiście dla tych, którzy nie mieli okazji zapoznać się wcześniej z opisami makabrycznego laboratorium pod chmurką w Tennessee, wywody doktora Huntera będą ciekawe czy wręcz odkrywcze.

Wbrew jurnym reklamom okładkowym „Chemia Śmierci” nie robi wrażenia „światowego bestsellera”. Akcja plącze się na pograniczu opowieści z nudnawego miasteczka a główny bohater przypomina postaci rodem z filmów o detektywach amatorach.

Mimo kilku mocniejszych momentów całość przewidywalna jak trzynasta część „Szybkich i wściekłych”. Zgodnie z logiką z „Bruneta wieczorową porą” – morderca zawsze zakłada czerwony kapelusz.

Parafrazując tekst z okładki – kiedy kończyłem czytać, dziękowałem Bogu, że to już koniec 🙂

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 20 marca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Biała Nowa Anglia – Stephen L. Carter

Rektor uniwersytetu odnajduje w śnieżycy ciało mężczyzny. Tak się składa, że ofiara to Kellen Zant, wybitny ekonomista i były partner żony rektora, Julii.

Czarnoskóry rektor Carlyle jest jednym z najbardziej wpływowych ludzi w Ameryce. Przyjaciel Prezydenta i kongresmenów pociąga za sznurki sięgające daleko poza intelektualną Nową Anglię. Wszystko wskazuje na to, że prawdziwa przyczyna śmierci byłego kochanka żony, nie jest czymś co zaprząta jego umysł a szybkie zamknięcie policyjnego dochodzenia jest wszystkim na rękę.

Nie do końca. Julia Lemaster nie wierzy w rabunkowy charakter napaści na Zanta i rozpoczyna własne śledztwo. Równolegle z nią, śledztwo na zlecenie władz uniwersytetu prowadzi były gliniarz, obecnie szef ochrony kampusu Bruce Vallely.

W mroźnej Nowej Anglii nic nie jest takie, jakie wydaje się skryte pod warstwą poprawności politycznej i społecznych norm. Kolebka „białej” Ameryki zamaskowana uprzejmą tolerancją, podskórnie wciąż wrze od uprzedzeń.

Pod pozorem sensacyjnej powieści Stephen L. Carter sięga głęboko w stan umysłu amerykańskich elit. Sam wywodzi się z uniwersyteckich szczytów, wie zatem coś nie coś o ambicjach intelektualnej socjety i zakulisowych walkach o wpływy.

Akcja „Białej Nowej Anglii” trzyma w napięciu. Inteligentnym napięciu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 sierpnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Mock. Ludzkie zoo – Marek Krajewski

Eberhard Mock próbuje spoważnieć. Jest 1914 rok. Młody policjant  poważnie  zastanawia  się  nad  ożenkiem  z niezbyt  zamożną  ale urodziwą Marią. Na drodze do stabilizacji staje nie tylko zrzędliwa matka narzeczonej, ale coraz większe problemy natury psychicznej. Ilekroć położy się spać w swoim pokoju w suterenie graniczącej ze starym dworcem, Maria słyszy głosy katowanych dzieci i lament ich matek. Wiedziony zawodową ciekawością Ebi przystępuje do śledztwa na własną rękę. Śledztwa, które zawiedzie go nie tylko do Berlina, ale i do niemieckich kolonii w Afryce.

Siódma w dorobku powieść o wrocławskim komisarzu policji trzyma poziom dobrego kryminału, choć do topowych dzieł Krajewskiego nie należy. Przeniesienie akcji do Afryki wydaje się zabiegiem na siłę nawiązującym do epizodu niemieckiego kolonializmu. Obecność wrocławskiego policjanta w dżungli pachnie tanią sztuczką. Handel ludźmi, genetyczne eksperymenty, podróż przez piekło tropików rodem z conradowskiego „Jądra Ciemności”… za dużo tego wszystkiegp panie Marku.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 marca 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , , ,

Dark Crimes

Historia pisarza, którego dzieło okazało się opisem popełnionej własnymi rękoma zbrodni. Jest prawdziwa i faktycznie zdarzyła się w Polsce.

Chodzi o  głośną sprawę Krystiana Bali, kilkukrotnie już opisywaną w książkach i zekranizowaną. Wrocław stał się Krakowem, Dariusz J. (ofiara) stała się Sadowskim a motywem nie jest już wyłącznie chorobliwa zazdrość o kobietę.

Zdarzenia z początku XXI wieku i śledztwo poszlakowe na podstawie powieści sensacyjnej to doskonały materiał na rasowy thriller. Nic dziwnego, że po temat sięgnęło Hollywood. Niestety amerykański profesjonalizm nie zagwarantował dzieła wysokich lotów, zniżając się raczej do poziomu nieociosanego kina „B” klasy. Amerykę rozgrzesza trochę fakt, że reżyser jest Grekiem a w obsadzie jest też bulimiczna Francuska, Finka (jakby w Polsce brakowało aktorek do epizodu „Pani Malinowska”) i Nowozelandczyk. Agata Kulesza jawi się na tym tle niczym gwiazdor NBA w polskiej lidze minibasket.

Ponury Tadek (Jim Carrey) urzędniczy w krakowskiej Policji. W przeszłości dotknął sprawy, która strąciła go w zawodowy niebyt pośród zakurzonych piwnicznych archiwów. Przebłysk nadziei pojawia się wraz z odkryciem podobieństw nierozwiązanej zbrodni z przeszłości z nową, perwersyjną powieścią poczytnego autora. W tle są kasety wideo, mroczne lochy i całe mnóstwo polskich elit gadających z oksfordzkim akcentem i zamieszanych w ohydne czynności natury przestępczej.

Wygląda na to, że reżyser „Dark Crimes” ma obsesję wchodzenia i wychodzenia z pomieszczeń, współdzieloną z przyjeżdżaniem i parkowaniem. Czynnościom tym poświęcona jest spora część filmu. Jim Carrey musiał mieć niezły ubaw. Być może w Grecji, skąd pochodzi Aleskandros Avranas zwiedzanie pomieszczeń jest czymś fascynującym i ponadczasowym.

W ostatecznym rachunku same parkowania wydały się twórcom niewystarczające, dorzucili więc bełkotliwe wątki o złych komunistach,  a nawet małą szczyptę Solidarności. O polskość produkcji zawalczył i JPII – w osobliwej formie posągu zakurzonego gdzieś w piwnicznym kąciku. Powinniśmy być dumni.

Magnesem produkcji jest oczywiście Jim Carrey. Etatowy Śmieszek marzył zapewne o dramatycznej roli, w której nie zrobi ani jednej miny. Wyszło perfekcyjnie, bo przez ponad 90 minut Carrey prezentuje podręczny zestaw trzech smutnych min o ekspresji starego Terriera. Pardonsik – w jednej scenie bohater płacze w manierze Ace Ventury – od własnej twarzy jednak się nie ucieknie.

Na odrębny akapit zasłużyli polscy aktorzy. Zamachowski, Głowacki, Stramowski a nawet Więckiewicz grają na pełnym paraliżu. Są bardziej amerykańscy od Carrey’a posługując się zdumiewającymi akcentami (Więckiewicz, Zamachowski) lub wypowiedziami monosylabicznymi (tu mistrzem jest pojawiający się kilka razy Głowacki w roli Wiktora).

I jeszcze ta przeraźliwa maniera mówienia „Tadek” w wykonaniu polskich aktorów.

Tadek, kończ waść. Wstydu oszczędź. Darków Krimesów Dwa nie przewiduje się.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 listopada 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Dog Eat Dog

Uwaga! Wciśnięcie przycisku „play” po wyborze filmu „Dog Eat Dog” może doprowadzić do ciężkich urazów mózgu. Zanim to zrobisz, przeczytaj ulotkę i skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Trzech kolesi „spod celi” wchodzi w kolejną „gorącą” robotę mając świadomość, że wpadka zaowocuje długim wyrokiem. Takich trzech ze świecą szukać. Troy (Nicolas Cage) to niewątpliwie mózg operacji, facet o (hu! hu! ha!) kamiennym obliczu. „Mad Dog” (Wilem Dafoe) jest kompletnym świrem, z bańką przeżartą prochami. „Diesel” (gościu nieznany bliżej nikomu z żadnego filmu) ma swój ciężki pomyślunek, uzupełniając pozostałą dwójkę na pozycji obijacza mord. Wunderteam przystępuje do realizacji niezbyt przemyślanego planu, rujnując go od A do Z.

Poziom groteski jaką odstawia trzech przestępców jest imponująca, ale i tak nie dorównuje temu, co z filem zrobili jego twórcy. Być może reżyserowi marzyło się kino ostre niczym u Tarantino. Takie pełne błyskotliwych ripost wypowiadanych z błyskiem w oku. Imponujących najazdów kamery. Malowania  okrucieństwem abstrakcyjnych obrazów, nienachalnie nawiązujących do nowoczesnego malarstwa. Mogło tak być.

Ale nie wyszło.

Wyszła Wielka Kupa. Naprawdę z dużej litery.

Po obejrzeniu tego filmu długo nie można wrócić do rzeczywistości. Masakryczny montaż i dziury w scenariuszu to nie wszystko. Naprawdę czymś wyjątkowym są kreacje. Cage dawno już przyklepał swoją pozycję największego kaszaniarza w Kalifornii. Rolę „Mad Doga” można wytłumaczyć sobie tylko jednym – Dafoe musiał mieć jakąś ogromną śmiechawę z gry w tak wybitnie żenującym, tak kompletnie bezsensownym filmie.

Cztery sceny zapierające dech w piersiach (z niedowierzania, że to widzę):

  1. trzech zatwardziałych zbirów skacze po łóżku i oblewa się keczupem i musztardą (cięcie)
  2. apogeum brutalnej akcji przychodzi znikąd i rozgrywa się w ciągu 2 sekund. Po kolejnych dwóch kolesie zapominają o sprawie (cięcie)
  3. siedzący w różowym pokoju Dafoe rzuca się z furią na grubaskę (ciach)
  4. z niewiadomego powodu przepytywany przez policjantkę Cage uderza ją z impetem pięścią … w stylu slow motion.

Murowany kandydat na najgorszy film roku 2018.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 października 2018 w kino 2018, Nie do obejrzenia 2018

 

Tagi: , , ,

Beasts of No Nation

 Afryka Zachodnia, gdzieś po środku tętniących wojnami domowymi bezdroży. Kilkuletni Abu wychowuje się w tradycyjnej biednej rodzinie pod okiem kochających rodziców, starszego brata i niedołężnego dziadka, któremu dzieciak lubi płatać figle.

Niestabilna polityczna rzeczywistość szybko zmienia kraj w pole bitwy. Dla rodziny Abu oznacza to ucieczkę z terenów pomiędzy zwalczającymi się frakcjami.

W przeciągu kilku chwil Abu zostaje sam pośród mordujących się samozwańczych oddziałów. Wkrótce wpada w ręce jednego z nich, dowodzonego przez charyzmatycznego „Komendanta” (Idris Elba). Kilkuletnie dziecko  zostaje żołnierzem z jego nieodzownymi atrybutami – kałasznikowem na ramieniu, papierosem w zębach i postępującym znieczuleniem na otaczający świat. Zwierzęcy strach przed „Komendantem” zmienia się w chorą fascynację i fanatyzm, chociaż w głębi duszy Abu wciąż jest tylko przerażonym chłopcem.

„Beasts of No Nation” jest ekranizacją powieści afroamerykańskiego pisarza Uzodinma Iweala. Impulsem opowieści była wojna domowa w Sierra Leone, w efekcie której świat dojrzał problem dzieci-żołnierzy, wciąganych w piekło konfliktu przez watażków walczących o kopalnie diamentów.

Sugestywny i brutalny film doskonale oddaje atmosferę szaleństwa towarzyszącej niekończącym się afrykańskim wojnom, w których nie ma świętości i neutralnych stron. Doskonałe role młodego Abrahama Attah (Abu) i Idris Elby.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Terminal (2018)

Przedziwne indywidua spotykają się w przedziwnym miejscu. Opustoszały, zrujnowany Terminal jest miejscem pogrążonych w mroku scenek rozgrywających się w grupie pozornie zagubionych w tym miejscu twarzowców: dwóch killerów na zlecenie, ledwie co powstrzymujących wzajemną nienawiść, zrujnowany chorobą były nauczyciel, kulawy gnom pracujący w charakterze ciecia. Estetycznym kontrapunktem dla tego zakurzonego towarzystwa jest enigmatyczna kelnerka, bardziej przypominająca hollywoodzką divę z lat 50-ych niż bufetową nocnego baru na dworcu. Tajemnicza Annie zdaje się jednak kimś więcej niż tylko wynudzoną kelnerką. Za sznurki intrygi pociąga tajemniczy Mr. Franklyn, przyglądający się scenom na ekranach retro dyspozytorni.

Pomieszanie thrillera, kina sensacyjnego i … chyba komedii, biorąc pod uwagę mocno przerysowane postacie. „Terminal” ma też w sobie żyłkę epatowania brzydotą i okrucieństwem.

Intrygująca historia w zagubionym w czasie i przestrzeni miejscu garściami czerpie z angielskiego kina noir i „scary movies”, w których nieokreślone zło czai się za rogiem.

Ale po co jest ten film? huh…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , ,

Small Crimes

Joe Denton* nie może umknąć banałowi życia. W jego przypadku fatum stanowi samonakręcająca się spirala przemocy. W pierwszej scenie filmu bohater nadgorliwie recytuje więziennemu księdzu swoją wiarę i odkupienie grzechów. W kolejnej wychodzi na wolność, żeby szybko pogrążyć się w bagnie ponurej rzeczywistości. Odsiadka i chęć poprawy to jedno, frustracja starych wrogów to już zupełnie co innego.

Przewrotne mieszanie gatunków, czarny humor okraszony brutalnymi scenami przemocy – „Small Crimes” próbuje wejść w klimat kina cohenowskiego. Mimo niedoskonałości scenariusza i typowego dla taśmowych produkcji Netflixa ograniczeń budżetu udaje się to całkiem dobrze.

* główny bohater to nikt inny tylko sam Sir Jaime Lannister 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,