RSS

Archiwa tagu: Warszawa

Dwór – Isaac Bashevis Singer

dwor-singerBóg sprzyja Kalmanowi Jakobi. Jego zaradność i pracowitość pozwalają wydzierżawić podupadający dwór hrabiego Jampolskiego. Wraz z sukcesem ekonomicznym przychodzi powszechne poważanie żydowskiej diaspory. Wreszcie pojawiają się godni kandydaci na mężów dla córek Kalmana, a jego stać na godny posag i wyprawienie tradycyjnego żydowskiego wesela.

Ale z zasobnością przychodzą też ludzkie demony. Zazdrość, zawiść, chciwość. Wokół Kamana zbiera się coraz więcej osób depczących świętą żydowską tradycję. Dybuków, jakby ich mógł nazwać sam bohater powieści.

„Dwór” to klasyczna powieść Isaaca Singera, dzieło epickie nie tylko z uwagi na zaginione dziedzictwo dawnego Judaizmu. To także świetnie odmalowany obraz polskiego społeczeństwa. O tyle cenniejszy, że widziany z perspektywy „drugiej strony”.

Powieść w przeważającej części skupia się na opisie osobliwej z dzisiejszego punktu widzenia codzienności społeczności semickiej z ich głęboką wiarą i wszelką aktywnością podporządkowaną rytuałowi.

To także zapis skomplikowanych relacji na poziomie wiary – pomiędzy ortodoksyjną wiarą a chasydyzmem – i na poziomie samoświadomości – pomiędzy żydowską tradycją a światowym postępem u progu XX wieku.

Powieść Singera wbrew opinii o autorze jako obserwatora własnej nacji stanowi niezwykły obraz Polski i Polaków w burzliwych czasach Zaborów, czasach niezwykłych przemian społecznych i ekonomicznych po katastrofie Powstania Styczniowego.

 

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Szemrane Towarzystwo Niegdysiejszej Warszawy – Stanisław Milewski

Szemrane_towarzystwo

Szrajbuję Ci ksywę, byś kumał co słychać z naszymi sztamakami Józkiem i Jaśkiem. Przed Wojtkiem poganiali oni do Kalisza za żłob na jucht dolinowy do motja. Przy robocie dziakowali kiftanowi 2 majchry, za co szpagaty zabindowali im manele i wsadzili do kwaczu.

Opowieść Milewskiego zaczyna się spacerem w miejscach, których nie ma już nawet na zabytkowych dagerotypach. Warszawa, dziś ogromna aglomeracja wchłaniająca kolejne miasteczka w promieniu kilkunastu kilometrów od centrum, jeszcze w XIX wieku skupiała się wokół Starego Miasta i kilku ulic Śródmieścia. Szemrane towarzystwo istniało od zawsze. W Warszawie bywało się na robocie, u siebie tolerowało wyłącznie swojaków. W takie miejsca nie zagłębiał się nikt, komu życie było miłe.

Wiktor Gomulicki wspominał, że w młodości znał człowieka pamiętającego czasy, gdy na Marywilu – tam gdzie dziś Teatr Wielki – rozciągało się pustkowie pełne dołów, na które nikt nie śmiał zapuścić się nocą w obawie, by go nie obdarto.

Milewski sięga daleko, momentami aż do czasów zaborów. Ma to swój sens, zważywszy zarówno na obyczaje przestępczego światka jak i skorumpowanego i zdemoralizowanego ówczesną sytuacją polityczną aparatu sprawiedliwości. Wspomina chociażby „Libri maleficorum et damnatorum (księgi złoczyńców i skazańców) – prawdziwy literacki relikt poprzednich stuleci.

„Kto by okradł króla lub rycerza, ulegnie oszelmowaniu, czyli obcięciu jednego ucha” – stanowiło dawne prawo rozciągnięte potem i na inne przypadki kradzieży w przypadku recydywy (…)”

Książka skupia się jednak przede wszystkim na początkach XX wieku – czasach doliniarzy, szopenfeldziarzy i wszelkich odmian „szemranego towarzystwa”. Bogato ilustrowana opowieść klasyfikuje złoczyńców w iście biologiczną tablice gatunków, dzieląc na kategorie i hierarchie złodziejskiej diaspory. Całość nieodzownie kojarzy się z musicalem „Halo Szpicbródka” czy klimatyczną komedią „Vabank”. To oczywiście tylko część przedwojennego blichtru warszawskich „chłopców z ferajny”. Największą grupę stanowili nadal ordynarni złodzieje i dziwki z przedmieść, zazwyczaj nie mieszczący się w kadrze kolorowych retro kryminałów.

Autor skrupulatnie odnotowuje największe zbrodnie stolicy, które na długie miesiące rozpalały szpalty lokalnych gazet. Czytelnicy zaznajomieni z największymi sławami przestępczego światka z wypiekami na twarzach czekali na kolejne doniesienia „Kuriera Warszawskiego”.

Te mrożące krew w żyłach naszych pradziadków opowieści nie szokują już tak bardzo, momentami wręcz śmiesząc zaprzeszłą obyczajowością czy skalą. W wieku XXI zmieniła się perspektywa: szemrane towarzystwo stało się elitą w garniturach, bez pośpiechu okradającą ogół w majestacie prawa.

„Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy” to pozycja popularno – naukowa i nie każdemu przypadnie do gustu. Będzie natomiast doskonałym uzupełnieniem wiedzy dla Varsavianistów i miłośników historii.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 września 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Chłopaki nie płaczą – Krzysztof Varga

chlopaki VargaChoć tytuł sugeruje, że mamy do czynienia ze skryptem wziętej polskiej komedii, powieść Krzysztofa Vargi nie była przyczynkiem do tegoż filmu. Debiutancka powieść Vargi w najprostszym ujęciu traktuje o „przygodach” grupy młodych facetów w ich naturalnym samczym środowisku.

Istotą ich egzystencji jest więc przetaczanie się przez nocne plenery miasta i wsi, zbiorowe szaleństwo pijaństwa i rozpusty, bełkotliwe monologi ocierające się o pseudofilozofie. Czyli w istocie typowy behawioryzm każdego pokolenia wchodzącego w życie z zachwytem i zachłyśnięciem się brakiem hamulców.

Szaleństwo Kudłatego, Dżaby, Szamana i innych ma też w sobie nostalgię, w jaką każde pokolenie popada nieuchronnie wraz z nastawieniem się na tory karier i zwykłego dorosłego życia. Owe „a pamiętasz jak…” jest lajtmotivem książki i zarazem charakterystycznym dla autora powrotem do przeszłości. Już w pierwszej dużej formie Krzysztof Varga daje upust swojemu stylowi monologu, w którym padają dziesiątki nazw: piosenek, zespołów, produktów, ulic.

„Chłopaki nie płaczą” nie mają liniowego ciągu przyczynowo – skutkowego. To raczej zbiór swoistych „memuarów” głównego bohatera – opowiadań skaczących od tu i teraz do cudownych lat młodości. Najważniejszym elementem tej figury jest więc nastrój a nie opowiadana historia.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , ,

Wschód – Andrzej Stasiuk

Wschod StasiukWschód zaczyna się u Stasiuka tuż za Wisłą, zaraz jak Mostem Śląsko – Dąbrowskim minie się „Miśki” i wkroczy w zonę przybyszów wylewających się z brudnych peronów Dworca Wschodniego i Dworca Wileńskiego.

Praga to przedsionek świata ciągnącego się od Grochowa przez Podlasie, bezkresy Rosji i jej rubieże graniczące z puchnącym od groszowych światełek ledowych gigantem Wschodu – Chinami. Gdzieś lekko w bok jest też bezkres mongolskich stepów – świata napędzanego podpałką z wielbłądziego gówna („przecież drewna tam nie ma”), wciąż przywiewający do nas wspomnienie dzikich hord Czyngis Chana.

„Wschód” Andrzeja Stasiuka miesza się ze sobą w olbrzymim tyglu zwyczaje, zachowania, zapachy i mentalność. Nie ma tu zachwytu nad pomnikami przyrody i opisy skarbów dziedzictwa kulturowego. Jest zaduma nad człowiekiem i swoistym contunuum losów całych pokoleń. Podlasie przypomina bezkresy ruskiego pogranicza, Ułan Bator momentami zmienia się w zapyziałe uliczki Grochowa. Rdzewiejące PGR-y pod Lublinem nie są daleko od poradzieckiego bezludzia.

Stasiuk odżegnuje się od nazywania go reporterem czy podróżnikiem. Wzdryga się na słowo turysta. A jednak każda z jego podróży zaczyna się na Wschodnim (no, czasem na Okęciu ale w kierunku Moskwa czy Pekin) a wszystkie wyprawy to poszukiwanie korzeni naszej mentalności i próba zrozumienia własnego narodu pełnego buty i pychy, ale przynależnego bliżej Wschodowi niż Zachodowi.

To nie jest reportaż. To nie jest opowieść dzielnego podróżnika po bezdrożach. To rewizja stanu umysłów i podróż w czasie. Stąd do Ułan Bator. Z Erenchot do Henan. Z Pekinu do Bełżca.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 grudnia 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , ,

Wilk – Marek Hłasko

wilk-wydanie-krytycznePrawdziwy pogrobowiec, ewenement na skalę literatury światowej. Sześćdziesiąt lat na półkach leżała pierwsza „dorosła” powieść Marka Hłaski. Można nazwać ją debiutem literackim, choć debiut tego pisarza jest rzeczą bardziej zawiłą.

„WIlk” wydobyty z czeluści archiwów, nigdy nie wydany ale istniejący w kilku wersjach złożonych w wydawnictwie stał się sensacją polskiego literackiego roku 2015. Powieść odnalazł, opracował i szeroko skomentował Radosław Młynarczyk – student Wydziału Filologicznego UG. Wydanie Krytyczne „Wilka” zawiera wstęp historycznoliteracki oraz głęboką analizę struktury dzieła. We wstępie Młynarczyk wyjaśnia genezę tytułu „Wilk” – nieco enigmatyczną i traktowaną przez samego Hłaskę wymiennie z kilkoma innymi tytułami, w tym alternatywną „Sonatą Marymoncką”. Ta ostatecznie stała się inną opowieścią o tym samym bohaterze.

„Interweniować? Gdzie? W składzie węgla chyba. Do rodziców nie chodzę. To jest, proszę Pana, Marymont!”

„Wilk” opowiada wczesne lata z życia Ryśka Lewandowskiego. Akcja toczy się w latach dwudziestych na warszawskim Marymoncie. Dla jednych to czas chwytającej za serce polskości i rozkwitu szklanych domów, dla innych wciąż pogłębiająca się szczelina między bogactwem a nędzą.

Marymont podkreśla beznadziejność. Błotniste przedmieścia Żoliborza tuż „za miedzą” mają rosnące nowe domy o regularnych, jasnych fasadach. Tu na miejscu króluje jednak brud i chaos. Marymonckie niebrukowane zaułki to siedlisko lumpenproletariatu i marginesu społecznego. Rzadko kto ma tu pracę, a jeśli już to najgorszą z możliwych.

 

Hłasko moralizuje. „Żywot Ryśka Lewandowskiego” zaczyna się od dziecięcych jeszcze rojeń o byciu kowbojem z amerykańskich filmów. Nastolatek bez szans na przyszłość szybko ewoluuje w stronę beznadziejnej szarpaniny z życiem. Początkowo zapatrzony w jedynych „panów” w okolicy – marymonckich zakapiorów i złodziei szybko konkluduje, że nie jest pisana mu taka kariera. W swoim pochodzie do dorosłości Rysiek wybierze jeszcze kilka dróg, z których żadna nie będzie łatwa i przyjemna. Suspensem „Wilka” jest zgrzytająca dziś historycznie jedyna alternatywa dla bohatera. Nazywa się komunizm i zdaje się być samotnym światełkiem w tunelu dla marymonckiej biedoty. Ta cecha „Wilka” wzmocniona zostanie wkrótce właśnie w „Sonacie Marymonckiej” (wydanej pośmiertnie w 1982 roku, ewidentnie z klucza partyjnego zamordystycznej władzy Jaruzelskiego).

Debiut Marka Hłaski jest faktycznie sensacyjny w kontekście jego późniejszej twórczości. Autor będący dziś ikoną buntu przeciw socrealizmowi i polskim Jamesem Deanem moralizuje w stylu Dostojewskiego a „Wilk” jako jedyna bodajże powieść sięga do okresu innego niż współczesny autorowi. Środowisko lat dwudziestych warszawskiego Marymontu musiał więc autor dosyć gruntownie zbadać obyczajowo, geograficznie ale i językowo – po wojnie Warszawa to skrajnie inne miejsce, bez dawnych ulic, krajobrazów a przede wszystkim bez tamtych ludzi.

„Wilk” to powieść szalenie pesymistyczna i szorstka, ale pokazująca wielką wrażliwość autora. Pomimo kilku mankamentów można ją śmiało porównać do arcydzieła amerykańskiej klasyki – „Gron gniewu”, których sam Hłasko prawdopodobnie nie znał.

„Cóż to za życie – z pogardą parsknął tamten – Żyjem i nie żyjem, robiem i nie robiem, żyć ci nie dadzą, zabić się nie wolno, cały czas na granicy jakiejś ostatniej człowiek się błąka pomiędzy tym a tym, głowę zatraca, gdzie jest”

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 grudnia 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , ,

Masakra – Krzysztof Varga

Masakra Krzysztof VargaStefana Kołtuna podróż przez kręgi piekielne. Podstarzały i odstawiony na boczny tor rockman zatacza się pijanym krokiem po swoich poziomach inferno niczym w „Boskiej Komedii”. A raczej żegluje pomiędzy Saską Kępą a Krakowskim Przedmieściem jak współczesny, złachmaniony Odys. Krok w krok towarzyszą mu kac i wypalenie. Jest za to bez pieniędzy, kart kredytowych i telefonu co już samo w sobie w roku 2015 zakrawa na kategorię „Sience Fiction”.

„Masakra” to książka drogi, księga pijaństwa, biblia polskiego społeczeństwa. Wytaczając się ze swojej nory na prawym brzegu Wisły, Stefan spotyka kolejne indywidua i toczy z nimi alkoholowo filozoficzne dysputy o kondycji współczesnej. Okresowo zderzając się z nową świecką tradycją pochodów ku czci wraków, pomników i krzyża.

Osoby na drodze Kołtuna to przegląd dygresji i odnośników – Poeta, Magister Wątroba, Docent, Wiedźma, Prezes, Prorok czy wreszcie wiedzący wszystko „no-sferatu” pan Lucjan. Odnośników do różnorakich cech ludzkich można szukać wszędzie, ale prawdziwi erudyci wiedzą, że wszystkie wspomniane wyżej polskie upiory to stali bywalcy rubryk prasowych prowadzonych piórem autora.

„Masakra” ma podobny smak co proza Pilcha, o ile Mistrza Jerzego z Wisły można z kimkolwiek porównać. Z jednym ale – jeśli nie macie przesytu knajpianych gawend przy kielichu.

Varga wyprodukował książkę z polotem. Pełną ironii i dygresji do polskiej inteligencji w ogóle i „warszawki” w szczególe. Do nabuzowanych encyklopedycznymi słowami złotoustych naukowców i zadufanych hipsterów z topowych barów „Kiełbasa i Kaszanka” na Placu Zbawiciela. Dostało się także obrońcom krzyża, wrogom wraku, nadzianym biznesmenom, lewakom, narodowcom, polskiemu teatrowi i programom kulinarnym. Czyli Polszcze całej.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 13 lipca 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , ,

Miasto 44

Miasto 44W każdym narodzie tkwi historia, do której kinematografia wciąż wraca. Dla Anglosasów symbolem jest lądowanie w Normandii, dla Rosjan Stalingrad. Nie tak dawno właśnie rosyjski „Stalingrad” (2013) przedstawił decydujący moment „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” w unowocześnionej odsłonie. „Miasto 44” ma w sobie coś ze stylistyki wspomnianej wcześniej rosyjskiej epopei wojennej, choć w warstwie artystycznej jest filmem dużo odważniejszym.

Jan Komasa – lat 31 – dotyka ikony polskości w stylu odmłodzonym o kolejne pokolenie. To już nie klaustrofobiczne kadry rodem z „Kanału” czy „Kolumbów” ale przekaz wizualny sięgający do tradycji Hollywood. Zwolennikom martyrologii narodowej z pewnością nie spodobają się ujęcia slow motion i eksplodujące (dosłownie) barwami wybuchy bomb w rytm dub-stepu. Apogeum artystycznej maniery reżysera jest scena obrazująca faktycznie jeden z najtragiczniejszych epizodów Powstania – wybuch czołgu – pułapki na ul. Kilińskiego. Autor maluje obrazami w sposób symboliczny, co jednak może drażnić tradycjonalistów.

Komasie udało się stworzyć specyficzny – i w zasadzie ciekawy – klimat filmu, ale poległ na stałej od lat bolączce polskiego kina. Większość bohaterów drażni swoim nijakim aktorstwem. Jedynym odstępstwem jest Zofia Wichłacz (Alicja „Biedronka”), wypadając nad wyraz autentycznie w tłumie drewniaków. Trudno też nie mieć wrażenia, że twórcy rzucili się na ogrom symboli Powstania, starając się upchnąć je wszystkie na drodze dwójki głównych bohaterów.

„Miasto 44” nie jest arcydziełem, nie zostanie też ulubieńcem szkolnych wycieczek. Ważne jest, że następne pokolenia wracają do Powstania i przedstawiają je w nowych formach. Na plus młodego reżysera można przypisać także to, że nie zamotał się interpretacjami zasadności i przyczyn skupiając się na ludziach.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 Maj 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,