RSS

Archiwa tagu: Ameryka

Green Book

Niepozbawiony moralnego kręgosłupa Tony Lip podpada raczej pod kategorię drobnych cwaniaków. Z aparycją ulicznika i włoskimi korzeniami mógłby zrobić błyskotliwą karierę wśród ferajny Bronksu. Zaskakująco „makaroniarz” wybiera żmudną drogę uczciwej pracy w charakterze kierowcy. Jego pasażer nie będzie łatwym towarzyszem podróży.

Odprężający w swojej – niełatwej przecież – historii „Green Book” jest filmem jakich chciałoby się oglądać więcej. Zabawna, wzruszająca i przede wszystkim wciągająca opowieść rodem z kina drogi zdumiewa już samym faktem o kim opowiada.

Autentyczny Tony Lip alias Frank Anthony Vallelonga to gość, którego łatwo skojarzyć z mafijnej kreacji Carmine Luperazzi w „Rodzinie Soprano”. Jego twarz nieodłącznie kojarzy się z klasyką kina o mobsterach – Goodfellas i Donnie Brasco to kolejne z tytułów, w których wystąpił.

Najtrudniej wyobrazić jako poczciwego Tony’ego – szofera czarnoskórego wirtuoza fortepianu. Faceta o wielkim sercu i jeszcze większej tolerancji.

Życie pisze scenariusze lepsze od najlepszej fikcji. Vallelonga, który wychował się drzwi w drzwi z Johnem Gotti, głowy mafijnej rodziny Gambino, sam nigdy nie stał się „chłopcem z ferajny”. Obserwacje sąsiadów dały Frankowi Vallelondze duże doświadczenie, skoro podbił serce Francisa Coppoli, zaliczając debiut w „Ojcu Chrzestnym”.

Zasłużone brawa dla zdobywcy dwóch Oscarów, Petera Farelly, który wcześniej wyreżyserował trzy części „Glupiego i Głupszego” 🙂

 

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 Maj 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , , , ,

First Man

Misja Apollo 11 od lat pobudza ludzką wyobraźnię. Telewizyjną transmisję z lądowania na Księżycu obejrzało 530 milionów widzów. Dziś, w epoce superszybkich mikrokomputerów i sztucznej inteligencji lądowanie trzech astronautów w analogowej metalowej puszce wydaje się wyczynem wręcz fantastycznym. Tym bardziej, że ludzka stopa nie dotknęła srebrnego globu od 76 lat.

„First Man” jest historią nie tylko dowódcy misji, ale historią całego programu Apollo. Największą gwiazdą jest naturalnie Neil Armstrong, którego słowa o „małym kroku człowieka” stały się legendą światowej popkultury. Sukces misji Apollo 11, leżący w ostatnich chwilach w pewnej ręce pilota Neila był efektem ciężkiej pracy ogromnego zespołu i poświęceniem wielu odważnych ludzi, z których tylko garstce udało się zobaczyć Ziemię z perspektywy kosmosu. „First Man” podkreśla to dobitnie, ekranizując karierę pierwszego człowieka na Księżycu.

W tle kreacji Ryana Goslinga znana z serialu „The Crown” Claire Foy w roli pani Armstrong.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 marca 2019 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Disobedience

Ronit (Rachel Weisz) wraca do rodzinnego domu na pogrzeb ojca, poważanego rabina. Przed laty wyjechała z ortodoksyjnej żydowskiej diaspory pod Londynem, uciekając przed obyczajowymi okowami.

Powrót do domu oznacza spotkanie z przyjaciółmi Dovidem i Esti. Rabi Dovid jest duchowym spadkobiercą zmarłego rabina Krushki, duchową ostoją lokalnej społeczności.

Spotkanie uruchamia dawno zapomniane namiętności łączące całą trójkę, rozsypując w pył misternie zbudowaną równowagę.

Dramat Sebastiana Lelio z dużym wyczuciem wnika w delikatny świat ortodoksyjnej diaspory żydowskiej, dotykając tematów tabu. Seksualność kobiet na codzień ubierających peruki zgodnie z tradycją religii to temat wybuchowy niczym nitrogliceryna.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 grudnia 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Wild Wild Country

W 1981 roku do Ameryki przenosi się pochodząca z indyjskiej Puny sekta hinduskiego filozofa. Jej założycielem Bhagwan Shree Rajneesh. W chwili przybycia do New Jersey Rajneesh jest w trakcie trzyletniego okresu milczenia. Jego ustami jest „zarząd” sekty, a w szczególności sekretarka i najbliższa współpracowniczka Sheela.

Pięćdziesięcioletni guru i duchowy przywódca sekty Neo-Sannyas (sanjassinów) to były profesor filozofii, autor kilkuset (!) książek, który sam sobie nadał tytułu „Bhagwan”. W hinduizmie określenie to oznacza najwyższy osobowy aspekt Absolutu, posiadający transcendentalną formę pełną wieczności, wiedzy i szczęścia (sic!).

Na świecie jest bardziej rozpoznawany jako „sex-guru”, z racji odważnych wykładów o seksie wygłoszonych w latach 60-ych i zawartych w książce From Sex to Superconsciousness. Poglądy Rajneesha choć kontrowersyjne, gromadzą tłumy wyznawców z całego świata. Szczególnie cennymi fanami wydają się przede wszystkim chojni darczyńcy z Ameryki i Europy.

Kłopoty zaczynają się, gdy sekta kupuje za niemal 6 milionów dolarów olbrzymie rancho na bezdrożach Oregonu. W miejscu, gdzie John Wayne kręcił kultowe westerny Rajnishanie chcą zbudować własne utopijne Państwo oparte na filozoficznej wykładni ich guru. Swoboda seksualna i obyczajowość diametralnie różna od purytańskiej obyczajowości amerykańskiego społeczeństwa zamieszkującego okoliczny okręg Wasco szybko nakręcą spiralę wzajemnej nienawiści.

„Wild Wild Country” przedstawia historię sekty Rajneesha oczami obu stron, nikomu nie odmawiając możliwości wypowiedzenia się. Oskarżana o brak moralności i mordercze intencje sekta ma szansę przedstawienia własnego punktu widzenia. Wśród bohaterów pojawia się najbardziej kontrowersyjna osoba z otoczenia guru. Skazana za próby otrucia mieszkańców miasteczka Dalles, manipulacji przy wyborach i organizacji próby zabójstwa urzędnika Oregonu Sheela promuje się na największą ofiarę i jedyną osobę autentycznie oddaną Bhagwanowi.

Filmowcy Netflixa zostawiają interpretację w rękach widza.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 grudnia 2018 w kino 2018, seriale

 

Tagi: , , , , , ,

The Equalizer 2

Wujka Staszka przygód (kolejnych) kilka. Po kilku latach od rozpierduchy w Bricomanie raz jeszcze spotykamy nad wyraz spokojnego Roberta McCalla (Denzel W.), byłego żołnierza i karzącą rękę sprawiedliwości.

Znających „jedynkę” Equalizera nie zdziwi fakt, że McCall wiedzie swój żywot w ciszy i opanowaniu, sięgając po kolejne pozycje z listy klasyki literatury. Niezłe hobby jak na taksówkarza. Tak tak – McCall, który w „jedynce” był usłużnym pracownikiem marketu budowlanego teraz jest uprzejmym panem taksiarzem.

Spokojnym do czasu, bo jak mówi stare przysłowie: „nie wkruw…cie wujka Staszka”. A tak właśnie robi banda bezwzględnych najemników „tykając” ostatnią z osób bliskich McCallowi. Wujek Staszek włącza zatem stoper i metodycznie wymierza karę złym ludziom. Przeważnie tak, jak to ma w zwyczaju – z wykorzystaniem przedmiotów codziennego uczynku.

ale Washington zapomniał chyba, że istnieje granica śmieszności. Bańka śmiechu pękła wraz z pojawieniem się na scenie … powieści Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu”.

„The Equalizer 2” to wspólne dzieło Washingtona i reżysera Antoine Fuqua. Panowie zrobili razem całkiem sporo, z oscarowym „Dniem Próby” na czele. Pierwszy raz zdecydowali się na  powtórkę. Najwyraźniej sześćdziesięciotrzylatek Denzel nadal potrzebuje nieco gimnastyki.

Hollywood ma od dawna tendencje do przekraczania granic czasu, kreując pana w średnim wieku mścicielem biegającym po planie bez cienia zadyszki. Niezły sposób na kryzys wieku, o czym przekonali się także panowie Cruise i Neeson. Co też się w tej Ameryce je, skoro sześćdziesięciolatki mają wigor gimnazjalisty i odporność cyrkowego siłacza.

Zza przymrużonych powiek i z łaskawością nieczepiania się licznych idiotyzmów „The Equalizer 2” można uznać za powtarzalny, ale trzymający w napięciu film akcji. Miejmy jednak nadzieję, że utalentowanego Denzela Washingtona będziemy oglądać w filmach eksploatujących jego głowę niż nogi. I nie chodzi tu o swojskie „wyjechanie z bańki” 🙂

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 listopada 2018 w kino 2018

 

Tagi: , ,

Dog Eat Dog

Uwaga! Wciśnięcie przycisku „play” po wyborze filmu „Dog Eat Dog” może doprowadzić do ciężkich urazów mózgu. Zanim to zrobisz, przeczytaj ulotkę i skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

Trzech kolesi „spod celi” wchodzi w kolejną „gorącą” robotę mając świadomość, że wpadka zaowocuje długim wyrokiem. Takich trzech ze świecą szukać. Troy (Nicolas Cage) to niewątpliwie mózg operacji, facet o (hu! hu! ha!) kamiennym obliczu. „Mad Dog” (Wilem Dafoe) jest kompletnym świrem, z bańką przeżartą prochami. „Diesel” (gościu nieznany bliżej nikomu z żadnego filmu) ma swój ciężki pomyślunek, uzupełniając pozostałą dwójkę na pozycji obijacza mord. Wunderteam przystępuje do realizacji niezbyt przemyślanego planu, rujnując go od A do Z.

Poziom groteski jaką odstawia trzech przestępców jest imponująca, ale i tak nie dorównuje temu, co z filem zrobili jego twórcy. Być może reżyserowi marzyło się kino ostre niczym u Tarantino. Takie pełne błyskotliwych ripost wypowiadanych z błyskiem w oku. Imponujących najazdów kamery. Malowania  okrucieństwem abstrakcyjnych obrazów, nienachalnie nawiązujących do nowoczesnego malarstwa. Mogło tak być.

Ale nie wyszło.

Wyszła Wielka Kupa. Naprawdę z dużej litery.

Po obejrzeniu tego filmu długo nie można wrócić do rzeczywistości. Masakryczny montaż i dziury w scenariuszu to nie wszystko. Naprawdę czymś wyjątkowym są kreacje. Cage dawno już przyklepał swoją pozycję największego kaszaniarza w Kalifornii. Rolę „Mad Doga” można wytłumaczyć sobie tylko jednym – Dafoe musiał mieć jakąś ogromną śmiechawę z gry w tak wybitnie żenującym, tak kompletnie bezsensownym filmie.

Cztery sceny zapierające dech w piersiach (z niedowierzania, że to widzę):

  1. trzech zatwardziałych zbirów skacze po łóżku i oblewa się keczupem i musztardą (cięcie)
  2. apogeum brutalnej akcji przychodzi znikąd i rozgrywa się w ciągu 2 sekund. Po kolejnych dwóch kolesie zapominają o sprawie (cięcie)
  3. siedzący w różowym pokoju Dafoe rzuca się z furią na grubaskę (ciach)
  4. z niewiadomego powodu przepytywany przez policjantkę Cage uderza ją z impetem pięścią … w stylu slow motion.

Murowany kandydat na najgorszy film roku 2018.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 października 2018 w kino 2018, Nie do obejrzenia 2018

 

Tagi: , , ,

At Middleton

Amerykańską tradycją jest sentymentalna podróż rodzica i dojrzewającego dziecka do miejsca jego kolejnej edukacji. Tak przynajmniej wynika z hollywoodzkich produkcji, w których każdy nastolatek musi stawić się na „dzień zwiedzania” wybranego college. Dzień wypełniony intelektualnymi gadkami przemądrzałych drugoroczniaków i dojrzałych pytań dzieciaków z aspiracjami kandydatów amerykańskiej elity.

Nie inaczej jest w „At Middleton”, którego polski tytuł dodatkowo podkreśla rodzimym prostaczom, że chodzi o „Dzień w Middleton”.

Do Middleton George (Andy Garcia) przyjeżdża swoim BMW serii 7, ze skórzanymi fotelami. Po drodze kadzi latorośli o potrzebie edukacji i takich tam. Edith (Vera Farmiga) jest równie spięta w swoim BMW X5, denerwując się dorosłością córki i wiekopomną decyzją.

Kiedy dzieci grzecznie podążają gęsiego za wyszczekanym przewodnikiem, dorośli zaczynają dokazywać. Sztywny George okazuje się wulkanem humoru a zestresowana Edith biegającym po kampusie podlotkiem z tysiącem głupich pomysłów.

Niedopasowana do siebie para zamienia się na kilka godzin w dzieciaki przeżywające swoje pierwsze sercowe uniesienia. Całość w pastelowym enturażu pełnym zieleni i klinicznie czystych chodników, niczym z ulotki dla kandydatów na studia za sto tysięcy baksów rocznie.

Lekki letni film pozbawiony sensu i zgrzytający od początku do końca. Ale ogląda się miło 😀

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,