RSS

Archiwa tagu: Ameryka

Małe kobietki

Luisa May Alcott napisała „Małe Kobietki” na zlecenie swojego wydawcy. Wydana w 1868 roku „powieść dla dziewcząt” cieszy się niespotykaną popularnością wśród reżyserów. Uhonorowana Oscarem za kostiumy ekranizacja Grety Gerwig to już- uwaga! – dziesiąta wersja, wliczając w to dwa seriale anime.

Co powoduje o niegasnącej atrakcyjności stetryczałej noweli z czasów wojny secesyjnej? Załatwia to ujmująca historia, którą daje się ubrać w uniwersalne wartości niezależnie od czasów, w których w chodzi na ekrany. Taka miła, mało stresująca opowieść o ciężkim losie szlachetnych istot, z uspokajającym hasłem w tle  „Wszystko będzie dobrze”. XD

Pan March wyrusza na front pozostawiając dom pełen kobiet – żonę (Laura Dern) i cztery córki. Dziewczęta są jak cztery muzy – każda ma własne zainteresowania i okazuje się w tej dziedzinie talentem. Jo rozsmakowuje się w pisarstwie, Meg marzy o aktorstwie, Amy kształci talenty malarskie a najmłodsza Beth okazuje się utalentowaną pianistką. W świat dziewczęcych zabaw powoli wkrada się dorosłe życie i pierwsze troski zapowiadając rychły koniec dzieciństwa.

Utalentowana i doceniana przez krytyków Greta Gerwig pozostaje przy oryginale, nie przebierając „małych kobietek” w stroje kosmitów z XXXI wieku. Galaktyka bohaterek to wciąż świat kobiet, delikatnie przetkany męskimi postaciami szlachetnego sąsiada i młodego kumpla do harców (Timothee Chalamet). Reżyserka manipuluje znaczeniami w subtelny sposób, przez co opowieść nie układa się w bajkę o dobrej i złej siostrze. Czasami troszkę popłaczemy, ale „wszystko będzie dobrze” 😀

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 Maj 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,

Vice

Historia zakochanego w sobie biurokraty, którego wpływy i decyzje ukształtowały współczesny świat.

George W. Bush: So we gonna do this thing, or what? I mean, is this happening?

Dick Cheney: I believe… we can make this work.

George W. Bush: Hehehe!

[claps]

George W. Bush: Hot damn!

 

Dick Cheney to przykład polityka, który z własnej nijakości stworzył markę i wspiął się na szczyty władzy. Karierę zaczynał w administracji Nixona, aby po kolejnych stanowiskach w Waszyngtonie zostać sekretarzem obrony w rządzie George Busha seniora. Apogeum możliwości sięgnął u boku George W. Busha, sprawnie manipulując nieogarniętym prezydentem i pociągając za sznurki niedostępne wcześniej żadnemu wiceprezydentowi.

Karierę polityczną twardogłowego republikanina można streścić jednym słowem – wyrachowanie. Ścieżka kariery i własny interes maskowane populistyczną troską o dobro publiczne to wizytówka pana „Vice”, który przyłożył rękę do amerykańskich interwencji w Panamie i Iraku. Po zakończeniu fuchy w Obronie USA był prezesem Halliburton, molocha w branży naftowej. Wracając do polityki w roli doradcy i „vice” u kolejnego z rodu Bush’ów stał się orędownikiem rozwiązań siłowych w polityce zagranicznej.  Okazją życia stała się dla Cheneya pamiętna data 9/11. Wykorzystując chaos zamachu w Nowym Jorku i małe doświadczenie prezydenta praktycznie przejmuje stery, nadając Ameryce kurs na zbrojną interwencję w Iraku.

Kilka lat temu Adam McKay wypunktował świat finansjery w bezlitośnym „Big Short”. „Vice” w podobny sposób portretuje polityków. Kasta pozbawionych moralności bankierów została zastąpiona cynicznymi, żądnymi władzy urzędasami, po trupach prącymi do najwyższych stanowisk w sąsiedztwie gabinetu owalnego.

Dick Cheney to dla Adama McKaya wymarzona postać – inteligentny cwaniak, za którego chore ambicje zapłacą ludzie na dole drabiny społecznej. Tacy jak tajemniczy narrator filmu – Kurt. Na politykach reżyser używa sobie bez skrupułów. Donald Rumsfeld (Steve Carell), Colin Powell (Tyler Perry), J.W. Bush (Sam Rockwell) raczej nie powinni oglądać tego filmu. Zresztą sam niemalże 80-letni Cheney też nie, jeśli tylko dba o prawidłowe ciśnienie.

W roli tytułowej uwielbiający radykalne zmiany wyglądu Christian Bale – tym razem nie zawahał się przeistoczyć w otłuszczonego grubasa (opłacało się: nominacja do Oscara i Złoty Glob za tą rolę :).

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 Maj 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Homeland – season 06

Powrót do nieco już zakurzonego serialu jest jak odwiedziny u starych znajomych. Sezon szósty wyemitowany w styczniu 2017 roku ponownie opiera się na trzech wątkach: Carie Mathison, Saul Berenson i Peter Quinn. Czwartym jest szara eminencja CIA, Dar Adal.

Po dramatycznych wydarzeniach w Berlinie, częściowo sparaliżowany Peter Quinn cierpi na ostry syndrom PTSD. Wykazuje kliniczne objawy manii prześladowczej, co w zestawieniu z przeszłością i przeszkoleniem bojowym staje się mieszanką wybuchową.

Carie Mathison odchodzi ze służby. W Nowym Jorku pracuje w fundacji pomagającej muzułmanom. Próba odcięcia się od polityki nie udaje się a los ponownie splata jej życie z Quinnem i Saulem Berensonem.

Nowy gospodarz Białego Domu, prezydent elekt Elizabeth Keane ma wielu wrogów. Jej poglądy i zdeklarowana niechęć do służb specjalnych budzi demony. Dochodzi do konfliktu z Darem Adalem i radykalnymi frakcjami.

Homeland zatrzymał się w miejscu. Choć akcja przeniosła się do Nowego Jorku, sezon szósty kopiuje wytarte schematy. Powiewem świeżości jest spisek w Białym Domu, klimatem zbliżający serię do „House of Cards„.

Ciekawe zakończenie daje nadzieję na to, że kolejne sezony „Homeland” nie będą jedynie komercyjnym odcinaniem kuponów i kolejnymi pościgami za islamskim fundamentalizmem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 Maj 2020 w seriale

 

Tagi: , , ,

BlacKKKlansman

O tym, że życie daleko wyprzedza wyobraźnię filmowców było już nie raz. Autentyczne historie, opatrywane napisem „oparte na faktach” nie przejmują się limitami, które narzucają sobie scenarzyści w obawie o jakość swoich skryptów.

Murzyn w szeregach Ku Klux Klan brzmi fantastycznie? Historia Rona Stallwortha jest właśnie o tym. O facecie, który otrzymał legitymację najsławniejszej rasistowskiej organizacji, chociaż niezupełnie do niej pasował.

Gdyby opowieścią o pierwszym czarnoskórym policyjnym detektywie z Colorado Springs zajęli się autorzy „Zabójczej Broni”, główną rolę zagrałby Eddie Murphy a całość bawiła do łez aż do końcowego „oparte na faktach”.

Ekranizacją książki Stallwortha zajął się jednak nie kto inny, ale Spike Lee, wybitny twórca kina afroamerykańskiego. Lee to stary wyjadacz Hollywood, który wie jak trafić do serc i głów widzów. Zaczyna frywolnie, bo i temat zdaje się być wybitnie komediowy. Kończy potężnym ciosem w twarz. Jak po prawym prostym Muhammada Ali, widz pada na deski rażony ostatnimi scenami.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20 kwietnia 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Niebo jest nasze – Brendan I. Koerner

Był kiedyś taki czas, w którym przejście przez lotnisko do samolotu zajmowało dokładnie tyle, ile kroków należało wykonać od wejścia do kabiny. Zero skanerów bagaży. Zero rewizji osobistych. Zero weryfikacji tożsamości.

Gwałtowny rozwój lotnictwa zmienił oblicze Ameryki. Podróże samolotem stały się oczywistym wyborem – były krótkie, wygodne a w kabinie można było sobie zapalić. Słodkie lata sześćdziesiąte przyniosły ze sobą coś więcej: ruchy społeczne, protesty i rosnącą miłość do radykalizmów. Kontestatorzy amerykańskiego systemu coraz śmielej zgłaszali swoje zastrzeżenia. Za wzór często stawiali socjalizm, który dopiero co ogarnął wyspę odległą zaledwie 100 km od Florydy.

Wśród snujących utopijne myśli o życiu w idealnym świecie Fidela Castro byli i tacy, którzy nie poprzestali na marzeniach. Porwanie samolotu i skierowanie go na lotnisko w Hawanie stało się zjawiskiem powszechnym na tyle, że każdy pilot niezależnie od celu wylotu otrzymywał mapę Kuby i  mini rozmówki hiszpańskie. Stało się modne.

Zgarniający krociowe zyski przemysł lotniczy przez wiele lat wzbraniał się przed wprowadzeniem restrykcyjnych zasad kontroli. Za wszystkim jak zawsze stały pieniądze – płacenie okupów porywaczom było tańsze niż sprawdzanie bagażu na lotniskach.

Brendan Koerner przedstawia fascynującą opowieść o złotych latach piractwa lotniczego w czasach, gdy porywaczami byli sfrustrowani hipisi i zwariowani seniorzy. Kolejne zdumiewające historyjki o porwaniach przeplata historia Rogera Holdena i Cathy Kerkow. Weteran wojenny i hipiska uwikłali się w piractwo powietrzne tak bardzo, że stali się jego ikonami a ich przypadek to klucz do zrozumienia mentalności porywaczy w latach 60-ych i 70-ych.

W czasach, zanim samolotami zainteresowali się prawdziwi terroryści niestroniący od przelewania krwi.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 kwietnia 2020 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Tiger King

Nie minęło kilka dni od premiery na Netflix a „Tiger King” stał się serialem o niewiarygodnej popularności. Trudno się temu dziwić, bo opowieść o hodowcy tygrysów z Wynnewood, Oklahoma przekracza granice zarezerwowane dotąd dla filmów sensacyjnych kategorii B. I zwyczajnie nie mieści się w głowie.

Nowy serial dokumentalny Netflixa buduje  historię Joe Exotica według najlepszego hitchocowskiego stylu. Joseph Schreibvogel alias Joe Exotic nie odbiega poziomiem szaleństwa od kolegów po fachu. A jest w czym wybierać: nawiedzeni działacze eko i tytułujący się bogami guru są na porządku dziennym. Najwyraźniej pokusa posiadania własnego Z.O.O. działa szczególnie intensywnie na wszelkiej maści oryginałów.

Pozorna sielanka w parku G.W. Zoo z jej egzotycznym, ale w gruncie rzeczy pociesznym właścicielem gejem kończy się szybciej niż można się spodziewać. Historia nabiera tempa kolejki górskiej, z gwałtownymi zwrotami, jakich nie powstydziliby się bracia Cohen.

„OMG!” lub „Holly Shit!” to chyba najczęściej powtarzana fraza podczas oglądania historii hodowców tygrysów, homo bigamisty i niedoszłego prezydenta USA.

„Tiger King” powtarza rozpoznawalny już, „netflixowy” sposób narracji, ale jest to zdecydowanie najbardziej popieprzony dokument jaki Netflix dotychczas wyprodukował.

„cuz I saw Tiger, now I understand

I saw Tiger, and Tiger saw man” 🙂 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 marca 2020 w dokument, kino 2020, seriale

 

Tagi: , , ,

American Honey

Osiemnastoletnia „Star” mieszka z patologiczną rodzinką na typowym zadupiu buraczanej Ameryki. Przy pierwszej nadarzającej się okazji daje nogę, wsiadając do autobusu pełnego kolorowych wyrzutków.

Mobilna firma przedsiębiorczej Crystal to banda młodych włóczęgów, mocno przypominająca sektę domokrążców.

Zwabione kolorowym życiem dzieciaki zarabiają na życie sprzedażą wątpliwej jakości prenumerat. Gotówka co noc trafia w ręce bezwzględnej szefowej, ale to co wataha upoluje przy okazji pozostaje ich łupem. Może to być skradziona w podmiejskiej dzielnicy biżuteria albo plik dolarów wyszarpanych z rąk naiwnych oldbojów.

„American Honey” to eksperymentalny, wybitnie festiwalowy film.

W napchanym epizodami filmie fabuła nie jest najważniejsza. Istotą „American Honey” jest podróż. Spoiwem są sceny w zadymionym, dudniącym podkręconymi basami, busem pełnym młodych włóczęgów. Po oderwaniu się od ponurej rzeczywistości Star przemierza bezdroża Idaho, Oklahomy i Kansas nie skupiając się na celu, ale chłonąc chwile. Takie amerykańskie, przewrotne, „carpe diem” dysfunkcyjnej rodzinki z przypadku.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 marca 2020 w kino 2019

 

Tagi: , ,

Dreamland. Opiatowa epidemia w USA – Sam Quinones

Historia opioidowej epidemii w Ameryce zaczyna się w latach dziewięćdziesiątych. Jak na ironię popyt na twarde narkotyki wypromowała branża farmaceutyczna a sygnał do wymarszu wydały organizacje walczące o dobro pacjenta.

W „Dreamland” Sam Quinones kreśli szerokie spektrum zjawiska, którego efektem jest lawinowy wzrost zgonów na skutek przedawkowania narkotyków. Od 8 tysięcy ofiar śmiertelnych w 1999 roku do 48 tysięcy zgonów w 2017, tylko z powodu pochodnych heroiny. 400 milionów ofiar w ciągu 17 lat.

130 osób dziennie umiera z tego powodu w USA. Imponujący wynik.

Zaczęło się niewinnie, od badań stwierdzających, że około 100 milionów Amerykanów – jedna trzecia populacji – może cierpieć na chroniczny ból. Organizacje pokroju „Joint Commission” szybko przekonały lekarzy do zmiany priorytetów. Troska o walkę z bólem szybko przerodziła się w swobodne przepisywanie mocnych środków przeciwbólowych na wszelkie dolegliwości. Od 1991 do 2011 roku liczba recept na opioidy wzrosła o 300%.

Gwiazdą rynku stał się OxyContin, pochodna heroiny, sprzedawany i spożywany jak dropsy niemalże na każdym rogu. Produkująca go Purdue Pharma to poważny konkurent karteli z Sinaloa i Pablo Escobara. Groźniejszy niż inni, bo działający legalnie pod skrzydłami światowej służby zdrowia i posiadający dziesiątki tysięcy dealerów – amerykańskich doktorków, wypisujących recepty  częstotliwością drukarki laserowej.

Ale OxyContin to zaledwie początek. Sam Quinones spojrzał na temat szerzej, ze zdumieniem odkrywając mechanizmy prowadzące do zatrważających statystyk.

Chciwość branży medycznej otworzyło szeroko drzwi do dużo tańszego kopa. Produkowana w Meksyku „czarna smoła” to tani ekstrakt heroiny pichcony przez rolników. Śledząc mapy uzależnień autor ze zdumieniem odkrył, że popularność meksykańskiej smoły nie kończy się na slumsach wielkich miast, ale dotyczy najbardziej konserwatywnych, najbardziej amerykańskich skupisk „WASP”-ów na prowincji i w małych miasteczkach. Znudzone i bezrobotne „serce robotniczej Ameryki” znalazło nową rozrywkę. A to dzięki nowoczesnej korporacji rodem z Meksyku, bliższej uprzejmej usłudze dowozu pizzy na telefon, niż ryzykownego kupowania działki od dealera gdzieś w obskurnych uliczkach downtown.

Bariera od recepty do wbicia heroinowej igły stała się łatwiejsza do przełamania dzięki młodym Latynosom, marzącym o nowych Levisach 501. Przedawkowanie heroiny przestało być przywilejem Janis Joplin i Kurta Cobaina. Ale zanim gospodyni domowa z Columbus w Ohio sięgnie po strzykawkę z brunatnym płynem, jest niegroźny „mother’s little helper”, mała tabletka przepisana przez lekarza.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2020 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , ,

Bad Blood -John Carreyrou

„Theranos” jest jednym z „jednorożców” – start-upów, które osiągnęły wycenę na poziomie przynajmniej miliarda dolarów.

Firma w ciągu trzech lat wystrzeliła z ambitnego projektu z branży medycznej w gracza, który ma zmienić oblicze medycyny w nadchodzącej dekadzie. Ich produktem jest prosta w obsłudze maszyna do szybkich testów krwi. Z pozoru bardziej przypomina gadżet z rodziny Apple niż poważne narzędzie do analizy medycznej.

Na czele „Theranosa” stoi ambitny geniusz, Elizabeth Holmes. Zaczęła w wieku 19 lat, twardą ręką budując firmę na wzór największych gigantów Doliny Krzemowej. Jej wzorem jest wielki Steve Jobs a ambicją dotarcie do szczytów zajmowanych przez Microsoft, Apple i Google.

Autorem „Bad Blood” jest reporter śledczy Wall Street Journal. „Bad Blood” to opowieść o powstaniu firmy z niczego, pozyskaniu miliardów dolarów od inwestorów i wielkich nazwisk do rady nadzorczej. Kłopot w tym, że cudowne urządzenie Theranosa nigdy nie wyszło poza fazę prototypu.

„Theranos” jest dziś bankrutem z gigantycznymi długami a jej założycielka zmaga się w wielu procesach sądowych, objęta śledztwem FBI.

Jak to się stało, że uroczej blondynce ubierającej się jak Steve Jobs udało się zmanipulować setkami analityków i inwestorów? Dlaczego największe umysły Kalifornii uwierzyły w projekt, który przeczy medycznym podstawom?

„Bad Blood” pokazuje od podszewki świat psychopatycznych szefów Doliny Krzemowej i mechanizmy rządzące światem start-upów goniących za kasą i rankingami „jednorożców”.

Książka dotychczas nie doczekała się polskiego wydania.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 marca 2020 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

Paterson

Paterson mieszka w Paterson i jest kierowcą autobusu. Jego życie jest poukładane jak drugie śniadanie w metalowym pudełku, które co rano zabiera do pracy: poranne płatki, pogaduszka z dyspozytorem, powrót do domu, wieczorny spacer z psem i wizyta w pubie.

Monotonny rytuał codzienności, za którym kryje się sekretne życie Patersona – poezja.

W pisaniu bohatera wspiera żona artystka. Laura poświęca się sztuce, z zapamiętaniem tworząc kolejne dzieła w czerni i bieli. Jej styl graniczy z kompulsywnym malowaniem wszystkiego w strukturalne wzory.

Jim Jarmusch słynie z wychwalania prostego życia. W „Patersonie” raz jeszcze pochyla się nad człowiekiem, który w rytuale banalnych czynności ukrywa życie wewnętrzne stroniące od sensacji i adrenaliny. Ale nie mniej przez to ciekawe.

Film, w którym nic się nie dzieje, ale ogląda się go bez znudzenia. Coś jak zaglądanie w obce rozświetlone okna w nocy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 marca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,