RSS

Archiwa tagu: serial killer

Ted Bundy Tapes

Rozpędzona lokomotywa Netflixa wypluwa z siebie kolejne dzieła z cyklu „Netflix original documentary”. Na fali fascynacji seryjnymi zabójcami, a także w przededniu filmu fabularnego: Ladies and Gentlemen! The Ted Bundy Tapes”!

Typowa w manieryzmie Netflixa produkcja opiera się na zapisach audio z rozmów, jakie dziennikarz Stephen Michaud nagrał z Tedem Bundy’m w trakcie rozmów w celi śmierci.

W czterech odcinkach dokumentu historia morderstw Bundy’ego okraszona jest jego własnym komentarzem –  z początku ograniczającym się do mętnych opowieści o dzieciństwie i własnym ego a z czasem coraz ciekawszymi wywodami o naturze predatora.

Przełom? Niezupełnie. Ted Bundy do końca pozostał kameleonem pokazującym tylko taką część siebie, jaką uznał za przydatną w danej chwili.

 

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 Maj 2019 w dokument, kino 2019, seriale

 

Tagi: , , ,

The House that Jack built


„Latami pozytywnymi bohaterkami moich filmów były kobiety. Pora na film o mężczyźnie – szatanie wcielonym” napisał reżyser w oficjalnym oświadczeniu o swoim najnowszym dziele. Trudno się z nim nie zgodzić – takiego filmu o czystym źle dawno nie było. Nie tylko w twórczości von Triera, ale i w światowym kinie.

Dom, który buduje Jack, to dzieło godne piętrzącej się ku niebu katedrze. W przypadku Jacka dzieło pokonuje drogę odwrotnie proporcjonalną – wprost do najgłębszych kręgów piekielnych. W oczach seryjnego mordercy jego bestialskie zbrodnie stanowią dzieło równie doniosłe co największe dzieła sztuki. Spełniając swoje mroczne pragnienia tytułowy Jack prowadzi wewnętrzny dialog z kimś, kogo nazywa Verge. Dialogi Jacka i Verge’a są na najwyższym poziomie, podnosząc dzieło mordercy do rozważań filozoficznych o istocie sztuki. Sztuki, która jest wyrazem najskrytszych myśli twórców.

Sceny jakich nie powstydziłby się gatunek gore, bezwstydne podglądanie szokujących „dzieł” głównego bohatera, ekstatyczny wyraz zadowolenia na jego twarzy – wszystko to wywołuje jawne oburzenie i zdegustowanie. Jeśli Lars von Trier chciał mierzyć wielkość swojej ostatniej produkcji liczbą osób z niesmakiem opuszczających sale kinowe, to powinien poczuć się spełniony. „The House that Jack Built” wywołał kontrowesje już na pokazie przedpremierowym w Cannes.

Najnowszy film duńskiego artysty można postrzegać na różne sposoby – od artystycznego bełkotu twórcy, który dawno odpłynął w samozadowoleniu po ważny głos w rozważaniu ludzkiej natury.

Jedno jest pewne, twarz zadowolonego ze swego dzieła Jacka na stałe zagości w panteonie największych zwyrodnialców kina. Gdzieś pomiędzy Anthony Hopkinsem a Christianem Bale.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 marca 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , ,

American Crime Story: The Assassination of Gianni Versace

15 lipca 1997 roku gigant światowej mody Gianni Versace  zostaje  zastrzelony  gdy  wraca  ze  spaceru  po  Ocean  Drive.  Oniemiały  świat  podejrzewa,  że projektant padł  ofiarą  zemsty  jednego  ze  swoich  kochanków.

Śledztwo prowadzi do Andrew Cunanana. Dwudziestoośmioletni Cunanan, z pochodzenia pół Filpińczyk, pół Włoch okazuje się być obsesyjnie zafascynowany włoskim gigantem mody. Ale obsesja na punkcie Versace’ego to nie jedyny sekret chłopaka o aparycji bogatego studenta.

Drugi sezon cyklu „American Crime Story” nie ma nic wspólnego z serią opowiadającą historię O.J. Simpsona. O ile w historii znanego sportowca dominowały potyczki słowne w palestrze, tłem zabójstwa Gianniego Versace jest czysty horror.

W roli Donatelli królowa hiszpańskiego kina – Penelope Cruz ale prawdziwym odkryciem jest Darren Criss, odtwórca roli słodkiego Andrew (Złoty Globu 2019).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 marca 2019 w seriale

 

Tagi: , , , ,

I’ll Be Gone in the Dark – Michele McNamara

Przesunięte przedmioty na ganku. Złamane gałązki krzaków w ogrodzeniu. Czasem przeczucie bycia obserwowanym. Przez kogoś po drugiej stronie okna.Po

Czasem zdumiewający odcisk obcego buta we własnym ogródku.

Nieznaczne zmiany w salonie, zupełnie jakby ktoś tu był i ruszał bibeloty stojące na pianinie. Oglądał zdjęcia w ramkach. Zaglądał do szuflad… nie, to niedorzeczne. Przecież nie ma śladów włamania, nic nie zginęło. No i okolica jest taka spokojna.

Scenariusz powtarza się często. Podobnie jak późniejszy akt napaści: wyczuwalna obecność kogoś w sypialni. Ostre światło latarki skierowane w twarz śpiącej osoby. Ledwie dostrzegalna sylwetka intruza rozpływającego się w ciemności. Twarz zamaskowana narciarską kominiarką.

„Golden State Killer” terroryzował Kalifornię przez ponad dwanaście lat. Niezidentyfikowany. Nieuchwytny. Całkowicie bezkarny, chociaż latami beztrosko pozostawiał dziesiątki dowodów na miejscu zbrodni. I niespotykanie bezczelny w swoim fachu.

Sprawcy napaści i gwałtów kierują się zazwyczaj tym samym modus operandi – działają w miejscu przez siebie oswojonym, odosobnionym jak podmiejski las czy rzadko uczęszczana uliczka w dzielnicy o złej reputacji. „Golden State Killer” uderzał tam, gdzie człowiek czuje się najbezpieczniej: w swoim domu, za zamkniętymi drzwiami, we własnym ciepłym łóżku.

Zanim Michelle McNamara zajęła się tą sprawą, w policyjnych aktach istniało kilku napastników działających na terenie północnej Kalifornii. Wynalezienie metody odczytu DNA i postęp nauki złączył ich w jedną osobę.

Osobnik nazywany później „Golden State Killer” zaczął od złodziejskiego abecadła. Od kwietnia 1974 do grudnia 1975 w kalifornijskim Visalia dokonał 120 włamań. „Visalia Ransacker” nie był zwykłym złodziejem. Włamywał się do domów, żeby myszkować w rzeczach osobistych i damskiej bieliźnie. Dewastował wnętrza kradnąc z nich jedynie drobne przedmioty. W listopadzie ’75 zabił po raz pierwszy. Ofiarą był uniwersytecki profesor, który słysząc podejrzane dźwięki w garażu, stanął oko w oko z włamywaczem.

W latach 1976 – 79 w rejonie Sacramento nastąpiło pięćdziesiąt jeden identycznych nocnych napaści na przebywające samotnie w domu młode kobiety. Gwałciciel nie spieszył się. Aktowi przemocy towarzyszyło beztroskie myszkowanie w domu, przekąski w kuchni i długie minuty psychicznego pastwienia się nad związanymi ofiarami. „East Area Rapist” („EAR”) jak go ochrzczono, zaczął w Rancho Cordova i Carmichael, z czasem przenosząc się także w inne miejsca. Wybierał skrajne domy na ulicach z dogodną drogą ucieczki. Parkował nieopodal, korzystając z miejsc nie wzbudzających podejrzeń. Z domów ofiar wychodził bez pośpiechu, rozpływając się w ciemności.

Drugiego lutego 1978 roku w trakcie nocnej eskapady przestępca przypadkowo natknął się na Briana i Katie Maggiore. Para została zastrzelona prawdopodobnie po bezpośredniej konfrontacji z „EAR”-em.

Skala działań gwałciciela sterroryzowała Sacramento. Młode kobiety nie wychodziły z domów bez obstawy. Wieczorami beztroskie amerykańskie przedmieścia stawały się twierdzami z zamkniętymi na głucho oknami i patrolami obywatelskimi. O sprawie zrobiło się głośno w prasie. Bezradna lokalna policja organizowała spotkania z lokalnymi społecznościami, ucząc mieszkańców jak uchronić się przed atakiem. Gwałciciel musiał także brać w nich udział, bo jedno ze spotkań zainspirowało go do kolejnego kroku w mrok.

W październiku 1979 roku doszło do kilku morderstw w rejonie Santa Barbara. Zabójstwa par przez lata przypisywano innemu seryjnemu mordercy (Richard Ramirez „The Night Stalker”). Dopiero rozwój badań DNA i utworzenie baz danych z genomami pozwoliło porównać dowody. Rezultat otrzymany w 2001 roku był oszałamiający. Dziesięć morderstw z lat 1979-86 przypisywane początkowo Ramirezowi okazało się być dziełem innego gwałciciela, nazwanego „Original Night Stalker”. W stu procentach był nim osobnik wcześniej znany jako „Visalia Ransacker” i „East Area Rapist”.

Przestępca zdawał się być zawsze o krok przed wymiarem sprawiedliwości. W latach siedemdziesiątych dbał wyłącznie o maskę na twarzy i rękawiczki, pozostawiając na ofiarach obfite próbki własnego DNA. Gwałt i morderstwo Janelle Cruz w hrabstwie Orange 4 maja 1986 roku okazały się ostatnią zbrodnią seryjnego mordercy. Zanim po latach bezsprzecznie przypisano ten czyn do „East Area Repist”, szeryf okręgu Santa Barbara wiązał go z innym podejrzanym.

Pomimo posiadania ogromnej ilości dowodów z miejsc zbrodni „Original Night Stalker” pozostawał nieuchwytny przez dekady. Po roku 1986 ataki ustały. Z czasem lokalne społeczności odetchnęły, policja zajęła się ściganiem innych zwyrodnialców a pudła z dowodami trafiły do lokalnych archiwów.

Seryjny morderca pozostałby niechwytny na zawsze gdyby nie pasja pewnej kobiety. Michelle McNamara od zawsze pociągały zagadki kryminalne. Jej blog, w którym opisywała nierozwiązane i zakurzone sprawy sprzed lat rozpalał wyobraźnię licznych fanów. Wśród innych fascynujących ją spraw McNamara zaczęła badać serie podobnych zbrodni w Kalifornii. Z czasem jej kompulsywne śledztwo stało się jedynym zajęciem w życiu. Choć nie była związana z żadną formacją policyjną, jej obsesja i „nos” do rozwiązywania zagadek przyniósł niespodziewane rezultaty. Modus operandi „EARa” pasował jak ulał do „Original Night Stalkera” a zakres materiału porównawczego znacznie się powiększył. McNamara wciągnęła w wir prywatnego śledztwa byłych policjantów. Wielu z nich, choć na emeryturze – z zacięciem wróciło do namierzania groźnego przestępcy sprzed lat.

Wraz z upowszechnianiem się wiedzy o DNA wzrosła nadzieja na odgrzebanie starych spraw. Niestety próbki DNA nie pasowały do żadnego rekordu z przepaścistej bazy próbek przestępców skazanych w stanie Kalifornia. Przełomowy okazał się rok 2018, w którym śledczy zdecydowali się złamać tabu prywatności, w jakim dotychczas były zanurzone internetowe bazy danych próbek DNA. Moda odszukiwania własnych korzeni okazała się zgubna dla mordercy z Sacramento. Wgranie próbek z gwałtu w Ventura County zidentyfikowało 10-20 krewnych z bazy, czego rezultatem było dotarcie do podejrzanego.

Wytypowany emerytowany mechanik samochodowy doskonale orientował się w zamiarach policji, perfekcyjnie unikając pobrania próbek DNA. Zdobyta podstępnie próbka z klamki samochodowej podejrzanego a później z pozostawionych śmieci potwierdziła zgodność.

24 kwietnia 2018 roku został zatrzymany 72-letni Joseph James DeAngelo. Opinię publiczną zszokowała profesja „Golden State Killer’a”, który okazał się być ex oficerem policji w Exeter, mieście położonym w rejonie działania nieuchwytnego gwałciciela – mordercy.

Michelle McNamara nie doczekała rozwiązania sprawy, która stała się jej największym życiowym dziełem. Golder State Killer został zatrzymany prawie dokładnie dwa lata po jej śmierci.

„I’ll be gone in the dark” to publikacja niedokończonej książki McNamary. Tam gdzie autorka nie dokończyła rozdziału, treść została uzupełniona licznymi materiałami i notatkami jakie zgromadziła przez lata podążaniem śladem seryjnego mordercy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

Hangman

Klasyka bez szaleństwa – dwóch gliniarzy łączy siły w poszukiwaniu tajemniczego Hangmana, zwyrodnialca mordującego kolejne ofiary i wieszającego je w rytmie szkolnej zgadywanki „Wisielca”.

Detektyw Will Ruiney (Karl Urban) błyskotliwie odkrywa, że dwa wydrapane numery na miejscu zbrodni to numery odznak. Pierwszy należy do niego. Drugi to numer odznaki starego policyjnego psa – Raya Archera (Al Pacino). Panowie szybko rozkminiają, że zabawa w wisielca ma coś wspólnego z nimi (huh, huh).

Wkrótce akcja się rozpędzi, zrobi się sjerjoznie a do wundertimu dołączy ogarnięta dziennikarka, co nie boi się złego (Brittany Snow).

Intryga pełna jest niedoróbek wywołujących wesołość publiki, zbrodnia szybko rozmienia się na drobne a demoniczny morderca woła o pomstę do nieba (z litości).

Z „Hangmanem” jest problemik. O ile z Karlem (zresztą Karlem-Heinz’em ! ) Urbanem, utalentowanym drewniakiem można się oswoić, to Al Pacino znów wprawia w zakłopotanie. Biedny Al kolejny raz trafia do filmu cieniutkiego jak kompot z Sodexo, robiąc z siebie kryminalnego błazna. Jeszcze dwa, trzy filmy tego pokroju i legenda kina zrówna się w rankingu drewniaków z mistrzem Nicolasem 😀

Polski dystrybutor zdecydował się na tytuł „M jak morderca”. Bardziej pasowałoby „K jak Kicha”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 lutego 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , ,

Mindhunter

Lata siedemdziesiąte. W szeregach FBI powstaje pionierska jednostka zbierająca informacje o wielokrotnych mordercach. Agenci Holden Ford i Bill Tench przesłuchują kolejnych skazańców, wyróżniających się szczególnym okrucieństwem i powielanym wielokrotnie scenariuszem zbrodni. W analizach pomaga im psycholog Wendy Carr.

Trójka tworzy podwaliny dla raczkującej psychologii kryminalnej i profilowania kryminalnego mając nadzieję, że ich praca pozwoli poznać motywy i mechanizmy postępowania ludzi, których wkrótce powszechnie będzie się nazywać seryjnymi mordercami.

Sięgając w lata siedemdziesiąte „Mindhunter” świetnie oddaje ducha czasów. Agenci traktowani z pobłażaniem przez kolegów żmudnie przedzierają się przez kolejne wywiady z niezrównoważonymi psychicznie przestępcami. Idea rozmowy ze skazanymi przyjmowana jest z oburzeniem a sami agenci nie są przekonani czy ich praca przyniesie odpowiedzi na nurtujące ich pytania.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 stycznia 2018 w seriale

 

Tagi: , , ,

Lolo – Marta Szreder

Karol Kot, uczeń technikum energetycznego w Krakowie z wyglądu bardziej przypominał cherubinka niż groźnego przestępcę. Nawet pierwsza zbrodnia jakiej dokonał bliższa była wybrykowi młodego nieudacznika niż dziełem „Wampira z Krakowa”, jak szumnie ochrzciła go ulica.

We wrześniu 1964 roku osiemnastolatek nieudolnie zaatakował w kościele. Starsza kobieta, którą dźgnął w plecy dopiero w domu zorientowała się, że jest ofiarą napadu. Kolejne zbrodnie zyskiwały na skuteczności.

Kraków opanowała psychoza, milicja była bezradna. Sprawca uszedłby bezkarnie nieudolnym organom ścigania, gdyby nie przyzwyczajenia. Mordercze instynkty powróciły po dwóch latach. Co rzadkie w przypadku seryjnych morderców, teraz ofiarami stały się dzieci.

Morderca złapany dzięki zeznaniom jego znajomej długo nie przyznawał się do winy. Po konfrontacji z niedoszłą ofiarą Lolo zaskakująco otworzył się, opowiadając o kolejnych zbrodniach i własnych perwersyjnych marzeniach. Jego wyznania były prawdziwym szokiem. Spod pancerzyka miłego chłopca wykluł się prawdziwy zwyrodnialec. Wystarczy jedna wypowiedź chorego umysłu:

Dobrem jest to, co jest przyjemne. Jeśli więc mnie sprawiało satysfakcję i zadowolenie zgładzanie ludzi, to było to postępowanie zgodne z moją moralnością. Ja siebie nie uważam za drania. Drań to taki, który jest pijakiem, złym człowiekiem. Ja zaś uważam siebie za dobrego człowieka. Dokonywane przeze mnie mordy to była moja prywatna sprawa. Byłbym złym człowiekiem, gdybym pił wódkę i zadawał się z prostytutkami. Można więc być mordercą i zarazem dobrym człowiekiem, tak jak ja. Nie jestem draniem czy zbrodniarzem, ale tylko mordercą.

Marta Szreder opisuje tytułowego „Lolo” przewrotnie. Większą część książki buduje obraz chłopca delikatnego i być może niezupełnie stabilnego emocjonalnie, ale dalekiego od podejrzeń o zbrodnię. Tak już zostanie do końca, jakby rzeczywista historia Karola Kota nie dotarła do autorki. Być może to figura stylistyczna, której zadaniem miało być dotarcie do istoty zwichrowanej duszy seryjnego mordercy – truciciela. Czegoś tu jednak zabrakło – w książce Marty Szreder, mały Karolek nigdy nie przemienił się w czerwonego pająka.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 października 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , , ,