RSS

Archiwa tagu: Thriller

The House that Jack built


„Latami pozytywnymi bohaterkami moich filmów były kobiety. Pora na film o mężczyźnie – szatanie wcielonym” napisał reżyser w oficjalnym oświadczeniu o swoim najnowszym dziele. Trudno się z nim nie zgodzić – takiego filmu o czystym źle dawno nie było. Nie tylko w twórczości von Triera, ale i w światowym kinie.

Dom, który buduje Jack, to dzieło godne piętrzącej się ku niebu katedrze. W przypadku Jacka dzieło pokonuje drogę odwrotnie proporcjonalną – wprost do najgłębszych kręgów piekielnych. W oczach seryjnego mordercy jego bestialskie zbrodnie stanowią dzieło równie doniosłe co największe dzieła sztuki. Spełniając swoje mroczne pragnienia tytułowy Jack prowadzi wewnętrzny dialog z kimś, kogo nazywa Verge. Dialogi Jacka i Verge’a są na najwyższym poziomie, podnosząc dzieło mordercy do rozważań filozoficznych o istocie sztuki. Sztuki, która jest wyrazem najskrytszych myśli twórców.

Sceny jakich nie powstydziłby się gatunek gore, bezwstydne podglądanie szokujących „dzieł” głównego bohatera, ekstatyczny wyraz zadowolenia na jego twarzy – wszystko to wywołuje jawne oburzenie i zdegustowanie. Jeśli Lars von Trier chciał mierzyć wielkość swojej ostatniej produkcji liczbą osób z niesmakiem opuszczających sale kinowe, to powinien poczuć się spełniony. „The House that Jack Built” wywołał kontrowesje już na pokazie przedpremierowym w Cannes.

Najnowszy film duńskiego artysty można postrzegać na różne sposoby – od artystycznego bełkotu twórcy, który dawno odpłynął w samozadowoleniu po ważny głos w rozważaniu ludzkiej natury.

Jedno jest pewne, twarz zadowolonego ze swego dzieła Jacka na stałe zagości w panteonie największych zwyrodnialców kina. Gdzieś pomiędzy Anthony Hopkinsem a Christianem Bale.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 marca 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , ,

Mock. Ludzkie zoo – Marek Krajewski

Eberhard Mock próbuje spoważnieć. Jest 1914 rok. Młody policjant  poważnie  zastanawia  się  nad  ożenkiem  z niezbyt  zamożną  ale urodziwą Marią. Na drodze do stabilizacji staje nie tylko zrzędliwa matka narzeczonej, ale coraz większe problemy natury psychicznej. Ilekroć położy się spać w swoim pokoju w suterenie graniczącej ze starym dworcem, Maria słyszy głosy katowanych dzieci i lament ich matek. Wiedziony zawodową ciekawością Ebi przystępuje do śledztwa na własną rękę. Śledztwa, które zawiedzie go nie tylko do Berlina, ale i do niemieckich kolonii w Afryce.

Siódma w dorobku powieść o wrocławskim komisarzu policji trzyma poziom dobrego kryminału, choć do topowych dzieł Krajewskiego nie należy. Przeniesienie akcji do Afryki wydaje się zabiegiem na siłę nawiązującym do epizodu niemieckiego kolonializmu. Obecność wrocławskiego policjanta w dżungli pachnie tanią sztuczką. Handel ludźmi, genetyczne eksperymenty, podróż przez piekło tropików rodem z conradowskiego „Jądra Ciemności”… za dużo tego wszystkiegp panie Marku.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 marca 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , , ,

Predator

Na Ziemię pierwszy raz przybyli w 1987 roku. Nie mieli farta, bo trafili na majora Arnolda Schwarzeneggera, który zrobił im z dupy – klasycznie – jesień średniowiecza.

W 1990 roku Predator wrócił. Wybrał miasto, skoro w dżungli wyszło mu słabo. Tym razem wkurzył porucznika Danny’ego Glovera. Poczciwy Roger „za stary jestem na to” Murtaugh z „Zabójczej Broni” w swoim lakonicznym stylu także pokazał złemu kolesiowi „gdzie raki zimują”.

Łowcy z kosmosu spotkali się później z Adrienem Brodym i trafili na Obcego, kolesia z którym mieli na pieńku od dawna. Słowem – nie farciło im się przez lata. Nie odpuścli i z pierdyliona planet we Wszechświecie wciąż trafiają na Ziemię.

Jest 2018 rok. Ziemianie są już bardziej kumaci i naukowo badają wpadających do naszego Układu Słonecznego gości klasycznie krojąc ich na stole sekcyjnym. Właśnie złapali kolejnego, który – jak zwykle – rozbił swój statek gdzieś w kolumbijskiej dżungli.

Przybysze mają swoje własne problemy w klubie poselskim predatorów. Jeden z nich najwyraźniej nie lubi kolegów, którzy wysyłają za nim łowcę genetycznie podkręconego o 150%.

Nadzieje na udany remake jednego z lepszych filmów S-F lat 80-ych szybko wyparowują. Pozostaje seans dla przygłupów – pełen scen, które wzbudzają pusty śmiech i zażenowanie.

Na dokładkę do scenariuszowego zbuka dostajemy kosmiczne pieski predatorki z predatorkowatymi dredami (sic!).

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , ,

Rojst

Rojst to bagno. Serialowym bagnem jest fikcyjne miasto wojewódzkie u schyłku PRL-u. Osiemdziesiąty czwarty, szara rzeczywistość po stanie wojennym wciąż przepełniona jest systemowym zamordyzmem. W mętnej wodzie najlepiej poruszają się partyjne grube ryby wspierane przez służalczych funcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.

W lesie okalającym betonowe osiedle Gronty dochodzi do podwójnego morderstwa. Ofiarami są młoda prostytutka i towarzysz Grochowiak, miejscowy komunistyczny „kacyk”. To nie jedyne śmierci w okolicy. W tym samym czasie dochodzi do samobójstwa dwójki licealistów.

Sprawą interesuje się młody dziennikarz „Kuriera Wieczornego”, Zarzycki (Dawid Ogrodnik). Jego redakcyjny mentor, Witold Wanycz (Andrzej Seweryn) początkowo nie chce dotykać sprawy, którą na kilometr pachnie milicyjną „ustawką”.

Zarzycki nie odpuszcza, coraz bardziej zapadając się w lokalnym bagnie śliskich spraw i powiązań. W tle coraz częściej pojawiają się nitki prowadzące do dawnych powojennych dramatów, jakie rozegrały się w okolicy.

„Rojst” to pierwszy polski serial, który bez przesady można nazwać produkcją na miarę najlepszych seriali HBO i Netflixa. Stworzony przez Jana Holoubka serial ma dopracowaną oprawę i doskonałe kreacje aktorskie.

„Witaj w polskim bagnie”.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2018 w seriale

 

Tagi: , , , , ,

Dark Crimes

Historia pisarza, którego dzieło okazało się opisem popełnionej własnymi rękoma zbrodni. Jest prawdziwa i faktycznie zdarzyła się w Polsce.

Chodzi o  głośną sprawę Krystiana Bali, kilkukrotnie już opisywaną w książkach i zekranizowaną. Wrocław stał się Krakowem, Dariusz J. (ofiara) stała się Sadowskim a motywem nie jest już wyłącznie chorobliwa zazdrość o kobietę.

Zdarzenia z początku XXI wieku i śledztwo poszlakowe na podstawie powieści sensacyjnej to doskonały materiał na rasowy thriller. Nic dziwnego, że po temat sięgnęło Hollywood. Niestety amerykański profesjonalizm nie zagwarantował dzieła wysokich lotów, zniżając się raczej do poziomu nieociosanego kina „B” klasy. Amerykę rozgrzesza trochę fakt, że reżyser jest Grekiem a w obsadzie jest też bulimiczna Francuska, Finka (jakby w Polsce brakowało aktorek do epizodu „Pani Malinowska”) i Nowozelandczyk. Agata Kulesza jawi się na tym tle niczym gwiazdor NBA w polskiej lidze minibasket.

Ponury Tadek (Jim Carrey) urzędniczy w krakowskiej Policji. W przeszłości dotknął sprawy, która strąciła go w zawodowy niebyt pośród zakurzonych piwnicznych archiwów. Przebłysk nadziei pojawia się wraz z odkryciem podobieństw nierozwiązanej zbrodni z przeszłości z nową, perwersyjną powieścią poczytnego autora. W tle są kasety wideo, mroczne lochy i całe mnóstwo polskich elit gadających z oksfordzkim akcentem i zamieszanych w ohydne czynności natury przestępczej.

Wygląda na to, że reżyser „Dark Crimes” ma obsesję wchodzenia i wychodzenia z pomieszczeń, współdzieloną z przyjeżdżaniem i parkowaniem. Czynnościom tym poświęcona jest spora część filmu. Jim Carrey musiał mieć niezły ubaw. Być może w Grecji, skąd pochodzi Aleskandros Avranas zwiedzanie pomieszczeń jest czymś fascynującym i ponadczasowym.

W ostatecznym rachunku same parkowania wydały się twórcom niewystarczające, dorzucili więc bełkotliwe wątki o złych komunistach,  a nawet małą szczyptę Solidarności. O polskość produkcji zawalczył i JPII – w osobliwej formie posągu zakurzonego gdzieś w piwnicznym kąciku. Powinniśmy być dumni.

Magnesem produkcji jest oczywiście Jim Carrey. Etatowy Śmieszek marzył zapewne o dramatycznej roli, w której nie zrobi ani jednej miny. Wyszło perfekcyjnie, bo przez ponad 90 minut Carrey prezentuje podręczny zestaw trzech smutnych min o ekspresji starego Terriera. Pardonsik – w jednej scenie bohater płacze w manierze Ace Ventury – od własnej twarzy jednak się nie ucieknie.

Na odrębny akapit zasłużyli polscy aktorzy. Zamachowski, Głowacki, Stramowski a nawet Więckiewicz grają na pełnym paraliżu. Są bardziej amerykańscy od Carrey’a posługując się zdumiewającymi akcentami (Więckiewicz, Zamachowski) lub wypowiedziami monosylabicznymi (tu mistrzem jest pojawiający się kilka razy Głowacki w roli Wiktora).

I jeszcze ta przeraźliwa maniera mówienia „Tadek” w wykonaniu polskich aktorów.

Tadek, kończ waść. Wstydu oszczędź. Darków Krimesów Dwa nie przewiduje się.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 listopada 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Ocaleni („Passengers” 2008)

Młoda psycholog Claire (Anne Hathaway) ma pomóc ofiarom katastrofy lotniczej. Garstka cudownie ocalałych zachowuje się dziwnie, a niektórzy z nich wkrótce znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.

Sprawy zaczynają przybierać gorszy obrót, gdy Claire poznaje fakty niewygodne dla linii lotniczych, a związek z jedną z ofiar, Ericem (Patrick Wilson), wykracza daleko poza profesjonalną pomoc. Młoda pani psycholog czuje rosnącą presję, której źródeł upatruje w skrywanych po katastrofie niewygodnych faktach.

„Ocaleni” to film z rodzaju tych, których opis musi podlegać restrykcyjnej cenzurze. Oczywiście z uwagi na scenariusz, którego celem jest zaskoczenie widza. Dramat obyczajowy z elementami thrillera to wygodna szufladka, w której film początkowo dobrze się mieści.

Początkowo „grubo ciosany” i mdlący romantyczną naturą związku Erica i Claire zyskuje rumieńców wraz z końcem. Hollywoodzka metafizyka przypomina momentami tą z „Szóstego Zmysłu”. Ale przecież nie o głębszą myśl tu chodzi, ale o efekt „wow”, który sprawi że widz wyjdzie z kina przejęty.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 listopada 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Terminal (2018)

Przedziwne indywidua spotykają się w przedziwnym miejscu. Opustoszały, zrujnowany Terminal jest miejscem pogrążonych w mroku scenek rozgrywających się w grupie pozornie zagubionych w tym miejscu twarzowców: dwóch killerów na zlecenie, ledwie co powstrzymujących wzajemną nienawiść, zrujnowany chorobą były nauczyciel, kulawy gnom pracujący w charakterze ciecia. Estetycznym kontrapunktem dla tego zakurzonego towarzystwa jest enigmatyczna kelnerka, bardziej przypominająca hollywoodzką divę z lat 50-ych niż bufetową nocnego baru na dworcu. Tajemnicza Annie zdaje się jednak kimś więcej niż tylko wynudzoną kelnerką. Za sznurki intrygi pociąga tajemniczy Mr. Franklyn, przyglądający się scenom na ekranach retro dyspozytorni.

Pomieszanie thrillera, kina sensacyjnego i … chyba komedii, biorąc pod uwagę mocno przerysowane postacie. „Terminal” ma też w sobie żyłkę epatowania brzydotą i okrucieństwem.

Intrygująca historia w zagubionym w czasie i przestrzeni miejscu garściami czerpie z angielskiego kina noir i „scary movies”, w których nieokreślone zło czai się za rogiem.

Ale po co jest ten film? huh…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , ,