RSS

Archiwa tagu: żydzi

Disobedience

Ronit (Rachel Weisz) wraca do rodzinnego domu na pogrzeb ojca, poważanego rabina. Przed laty wyjechała z ortodoksyjnej żydowskiej diaspory pod Londynem, uciekając przed obyczajowymi okowami.

Powrót do domu oznacza spotkanie z przyjaciółmi Dovidem i Esti. Rabi Dovid jest duchowym spadkobiercą zmarłego rabina Krushki, duchową ostoją lokalnej społeczności.

Spotkanie uruchamia dawno zapomniane namiętności łączące całą trójkę, rozsypując w pył misternie zbudowaną równowagę.

Dramat Sebastiana Lelio z dużym wyczuciem wnika w delikatny świat ortodoksyjnej diaspory żydowskiej, dotykając tematów tabu. Seksualność kobiet na codzień ubierających peruki zgodnie z tradycją religii to temat wybuchowy niczym nitrogliceryna.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 grudnia 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Gdzie sobota jest niedzielą. Niemiecki student w Izraelu – Markus Flohr

Mężczyzna z chlebem wskazał w tym kierunku, mówiąc:

– It is the Jews. The Israilis settlement. You know? Skinąłem głową. Settlement. Israil. – They lie to us. They kill us. The Israili. The basterds.

Spojrzałem na Simsona. Simson spojrzał na mnie. Mężczyzna z chlebem jeszcze nie skończył.

– You don’t have in German Israil. Ups. – Hitler. Właśnie. – Why Hitler go to Russia? Why not Palestin?

– Yes! – krzyknął Simson. – Heil Hitler. W autobusie zrobiło się bardzo cicho.

Niemiec w Izraelu brzmi jak oksymoron i nieuchronnie prowadzi do skojarzeń rodzaju: holokaust – naziści. Zderzenie kulturowe obu nacji przez kolejne tysiąc lat nie uniknie tlącego się poczucia winy z jednej i ledwie skrywanej wrogości z drugiej strony. Choć oba narody przerobiły kwestię zbrodni i kary po wielokroć, niemiecka stopa na uświęconej żydowskiej ziemi to nadal rzecz zdumiewająca mieszkańców tradycyjnej Jerozolimy. A nawet nowoczesnego Tel Avivu.

– Ma seh? Ma atah osseh? Atah meschuggah? Eise Germani! Eise Nazi! You want to kill me? You want to finish the Holocaust?

Opisując własne doświadczenia w Izraelu Markus Flohr postanowił przełamać stereotypy i wcielić się w Niemca obywatela świata.

Imprezy do rana, używki na festiwalu, erotyczne przygody wypełniają opowieść po brzegi. Podobne historie można umiejscowić w dowolnym europejskim mieście. Jak tysiące mu podobnych podróżników dowolnej nacji – pochłania świat przez pryzmat przygody, zabawy i nieuchronnych kulturowych faux pass. Te pojawiają się często, bo przybyszowi ze starej Europy wdepnięcie w grząskie tematy zdarza się co drugi krok. Szczególnie jeśli jego przodków kojarzy się głównie z mundurem w kolorze feldblau.

Syn niemieckiego pastora nie pisze z pozycji kolan, nie unika tematów tabu i niewygodnych twierdzeń. Bawi się sytuacją, skupiając na codzienności. Kątem oka dostrzega oczywiście wszystko, co w codziennych rytuałach sięga korzeniami do jarzma przeszłości.

Nocne życie Jerozolimy to jedno, spotkania z konserwatywną większością to drugie oblicze książki. Markus wpada często w sytuacje, w których różnice kulturowe zarysowują się ostro. Jak choćby ta o podróży autobusem z wielkim drewnianym krzyżem – scena żywcem wyjęta z „Monty Pythona”. Zdumiewający przemarsz w stylu Jezusa to za mało. Bohater myli autobusy i trafia do dzielnicy Mea Szarim, enklawy żydowskich „ultrasów”.

Mówi się, że w Jerozolimie można zadzwonić do Boga, płacąc za połączenie według taryfy lokalnej. W Mea Szearim Bóg do ciebie oddzwoni.

Dyskusje o religiach i obyczajach są zresztą największą osobliwością książki. Toczone w nadzwyczaj frywolnym tonie młodego pokolenia, często ocierają się o granice dobrego wychowania, oddając jednak na swój przewrotny sposób sceptyczne spojrzenie na cudze wierzenia.

Cóż on poradzi na to, powiedział, że my, chrześcijanie, musimy wszystko robić inaczej. Najpierw wymyśliliśmy nową religię z tym lekko głupkowatym Żydem jako maskotką. Potem zmieniliśmy plan tygodnia, przełożyliśmy szabat na niedzielę i udajemy, że tak było zapisane w Biblii od zawsze – a potem jeszcze ja przyjeżdżam do Jerozolimy i tłumaczę mu, kiedy jest szabat?

***

– To Simson. On jest Izraelczykiem. – O, Shalom. Did you like the church? – Yes. Great show. Najbardziej podobał mi się ten kawałek, kiedy zjedliście Jezusa.

***

Jak streścić wszystkie żydowskie święta w trzech zdaniach? Oni chcieli nas zniszczyć. My przeżyliśmy. Najedzmy się.

Sięgając po „Gdzie sobota jest niedzielą” nie liczcie na kolejną opowieść z cyklu „National Geographic”. Markus Flohr nie jest  turystą odhaczającym kolejne atrakcje na liście „the best of Israel”. Nie jest to także traktat pokojowy, jakiego można by spodziewać się po Niemcu krytycznie patrzącym na historię. Najcenniejsze obserwacje to te, które przekuwają nadęty balon „narodu wybranego” pokazujące jego współczesną, zwyczajną twarz.

Można zarzucić autorowi intelektualną płyciznę, pozbawioną głębszej zadumy. Błąd. Opowieść Flohra to możliwość przyjrzenia się Izraelowi oczami przechodnia, bez czołobitności, ale z dużą sympatią dla tego narodu.

 

 

 

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 listopada 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

Żydzi – Piotr Zychowicz

Zychowicz nie ustaje w przysłowiowym wkładaniu „kija w szprychy”. Po odważnej tezie paktu między Ribbentropem a Beckiem i najbardziej kontrowersyjnym „Obłędzie ’44” autor podjął się napisania tryptyku historycznego. Trylogii o nacjach, które odcisnęły swój znak na naszej narodowej historii.

„Żydzi” otwierają serię, którą uzupełniają tomy „Niemcy” i „Sowieci” Każda z książek ma formę zbioru publikacji prasowych i wywiadów jakie autor przeprowadził z różnej maści autorytetami historycznymi. Nierzadko są to osoby wyciągnięte „z kapelusza”, o poglądach radykalnych lub mocno odbiegających od przyjętego kanonu.

Konstrukcja tomu ma swoją logikę, poukładaną w formę rozdziałów. Są więc „Rozmowy z Żydami”, „Rozmowy o Żydach”, „Komuniści, syjoniści, kolaboranci”, „Izrael kontra PRL” i oklepany w dyskusjach „Żydzi a 17 września”.

Historyk stara się pozostać w cieniu faktów. Jeśli dochodzi do manipulacji, to wyłącznie poprzez ich dobór. Zychowicz wyciąga z annałów przeszłości fakty zarówno znane doskonale, jak i te o których świat zapomniał (lub zapomnieć próbuje). Autor nie zamyka się w przestrzeni jednostronnej tezy, pozornie więc jest obiektywnie.

Dlaczego zatem książka jest kontrowersyjna? Paradoksalnie dzieje się tak z powodu próby owej autorskiej obiektywności. Antysemici liczyli zapewne na ostrą kanonadę faktów. Druga strona – nazwijmy ich filosemitami – nie będzie zadowolona z rozdziałów przypominających Żydów w szeregach Wermachtu czy żydowskim terroryzmie. To fakty, o których Izrael stara się zapomnieć.

Słowem – Zychowicz nie uzyska poklasku z żadnej ze stron. I to stanowi w gruncie rzeczy największą wartość, bowiem lektura „Żydów” odsączona z emocji i odarta ze świętoszkowatego bycia „political correct” to po prostu kawał wiedzy o historii współczesnej*.

 

* kilka mało znanych lub nieznanych historii godnych zapamiętania:

O Żydach w Wermachcie:

Ilu Żydów służyło w armii Hitlera? Około 150 tysięcy. Co to byli za ludzie? Używając terminologii niemieckiej: 60 tysięcy pół-Żydów, 90 tysięcy ćwierć-Żydów. Do tego od 5 do 10 tysięcy pełnych Żydów

**

O narodzeniu się koncepcji Holocaustu:

Jaką rolę w państwie Izrael odgrywa Holokaust? Po wojnie nie odgrywał żadnej roli. Wszystko zmieniło się w latach sześćdziesiątych wraz z procesem Eichmanna. Dawid Ben Gurion, ówczesny premier Izraela, dostrzegł w Holokauście potencjał do stworzenia wspólnej izraelskiej tożsamości.

**

O bezczynności amerykańskich Żydów:

(…) mimo to nie kiwnęli palcem. Choćby statek St. Louis z 900 niemieckimi Żydami na pokładzie, który w 1939 roku został zawrócony z Ameryki do Europy.

**

O Katolikach w Izraelu:

Katolicka społeczność w Izraelu liczy obecnie około czterystu osób. Część z nich to członkowie mieszanych, katolicko-żydowskich małżeństw, część to ocalali z Holokaustu, których ochrzczono podczas wojny, inni po prostu sami się nawrócili.

**

O zapomnianej historii statku Struma i jego tysiącu żydowskich uchodźców, zatopionych przez Aliantów

David Stoliar ma obecnie osiemdziesiąt dziewięć lat. Mieszka w Bend, stolicy amerykańskiego stanu Oregon. Jest jedynym pasażerem statku Struma, który przeżył katastrofę na Morzu Czarnym. 24 lutego 1942 roku jednostka ta wyleciała w powietrze w pobliżu cieśniny Bosfor.

Struma została odholowana i porzucona około piętnastu kilometrów od brzegu. Z popsutym silnikiem, bez zapasów wody i pożywienia, nawet bez działającego radia, zaczęła dryfować na pełne morze. Pasażerowie wywiesili na burcie wielki napis „Pomocy!”. Działo się to 23 lutego 1942 roku.

**

O Bielskim, watażce – partyzancie, który stał się ucieleśnieniem walki z bronią w ręku:

Bielski to żydowski bohater. Takich jak on było naprawdę niewielu. Ludzi, którzy z bronią w ręku wystąpili przeciwko nazistom. Proszę zrozumieć, jak wielkie znaczenie ma dla nas ta postać. Musimy rozliczać go z efektów działań. Najważniejsze jest to, że uratował 1200 Żydów.

Tewje Bielski zaraz po wojnie wyjechał do Palestyny. Tam w 1948 roku walczył z Arabami o niepodległość Izraela. Szybko jednak przeprowadził się do Nowego Jorku, gdzie do końca życia pracował jako taksówkarz na Brooklynie. Zmarł niemal zupełnie zapomniany w tamtejszym szpitalu Brookdale, w 1987 roku. Miał osiemdziesiąt jeden lat.

**

O mordzie w lesie Skierzyńskim w 1944 roku

Kim byli mordercy? Żołnierzami oddziału „Barwy Białe” wchodzącego w skład 2. Pułku Piechoty Legionów Armii Krajowej. Gdy doszło do zbrodni, oddział ten wykonywał rozkaz generała Tadeusza Bora-Komorowskiego i szedł na odsiecz powstaniu warszawskiemu.

**

O bezwzględnym wysiedleniu Palestyńczyków w 1948 roku:

(…) dokonywanych przez izraelskie organizacje zbrojne. W sumie przepędzono wówczas 700 tysięcy osób. Palestyńczycy nazywają te wydarzenia Nakba, co znaczy „Dzień Katastrofy”.

**

O operacji „Magiczny Dywan”

Na przełomie 1949 i 1950 roku z Jemenu do właśnie powstałego Izraela przetransportowano 49 tysięcy jemeńskich Żydów. Była to jedna z największych tego rodzaju operacji w historii świata. Samoloty ponad 380 razy pokonały dystans między Półwyspem Arabskim a telawiwskim lotniskiem Lod. Operacja nosząca kryptonimy „Magiczny Dywan” i „Na Skrzydłach Orłów” jest uznawana za niezwykle ważne wydarzenie w dziejach Izraela. Upamiętniają ją nazwy ulic i placów na terenie całego kraju.

**

O animozjach i rasizmie w społeczeństwie Izraela

Nie jest tajemnicą, że pochodzący z Europy Żydzi aszkenazyjscy nie darzyli wówczas sympatią pochodzących z Bliskiego Wschodu ciemnoskórych Żydów sefardyjskich.

**

akcji „Beniamin”

Historia „Beniamin” bardziej niż filmy o przygodach Jamesa Bonda przypomina ich parodie z Jasiem Fasolą w roli głównej.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 października 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Dwór – Isaac Bashevis Singer

dwor-singerBóg sprzyja Kalmanowi Jakobi. Jego zaradność i pracowitość pozwalają wydzierżawić podupadający dwór hrabiego Jampolskiego. Wraz z sukcesem ekonomicznym przychodzi powszechne poważanie żydowskiej diaspory. Wreszcie pojawiają się godni kandydaci na mężów dla córek Kalmana, a jego stać na godny posag i wyprawienie tradycyjnego żydowskiego wesela.

Ale z zasobnością przychodzą też ludzkie demony. Zazdrość, zawiść, chciwość. Wokół Kamana zbiera się coraz więcej osób depczących świętą żydowską tradycję. Dybuków, jakby ich mógł nazwać sam bohater powieści.

„Dwór” to klasyczna powieść Isaaca Singera, dzieło epickie nie tylko z uwagi na zaginione dziedzictwo dawnego Judaizmu. To także świetnie odmalowany obraz polskiego społeczeństwa. O tyle cenniejszy, że widziany z perspektywy „drugiej strony”.

Powieść w przeważającej części skupia się na opisie osobliwej z dzisiejszego punktu widzenia codzienności społeczności semickiej z ich głęboką wiarą i wszelką aktywnością podporządkowaną rytuałowi.

To także zapis skomplikowanych relacji na poziomie wiary – pomiędzy ortodoksyjną wiarą a chasydyzmem – i na poziomie samoświadomości – pomiędzy żydowską tradycją a światowym postępem u progu XX wieku.

Powieść Singera wbrew opinii o autorze jako obserwatora własnej nacji stanowi niezwykły obraz Polski i Polaków w burzliwych czasach Zaborów, czasach niezwykłych przemian społecznych i ekonomicznych po katastrofie Powstania Styczniowego.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Ziarno Prawdy

Ziarno PrawdyDruga z powieści Zygmunta Miłoszewskiego miała więcej szczęścia w kinie niż słabiutkie „Uwikłanie”. Być może to zasługa nie tylko Borysa Lankosza, któremu udał się także „Rewers”, ale samego pisarza zaangażowanego w reżyserię. Nikt tak jak on sam nie mógłby pokierować ekranizacją drugiego kryminału z cyklu „Teodor Szacki”.

Warszawski prokurator trafia „na wygnanie” do Sandomierza. Miasto, w którym największymi sprawami były dotychczas kradzieże komórek przeżywa szok po odnalezieniu bestialsko zmasakrowanych zwłok. W sandomierskim światku denatka uchodziła za osobę bezkonfliktową, prawdziwego „anioła”. Teodor Szacki zaczyna dochodzenie nie tylko z łatką warszawskiego dupka w garniturze, ignoranta i człowieka niemającego pojęcia o mieście. Ambitny prokurator zaczyna dochodzenie, w którym podejrzanym jest całe otaczające go środowisko. Dowody wprost wskazują na mord rytualny, ale dla doświadczonego prokuratora to zbyt grubo ciosana teoria.

Ziarno Prawdy” jest doskonałym kryminałem. Miłoszewski po mistrzowsku wplótł w klasyczny kształt powieści o dzielnym prokuratorze (policjancie, dziennikarzu itp.) małe polskie traumy. Urągający dużej części społeczeństwa podział na Polskę „A” i „B”, głęboko zakorzeniony antysemityzm czy polskie przywary kłótliwości i zawiści mają tu swoje małe role. Przywar nie brakuje i samemu superbohaterowi ze Stolicy.

Filmowcom udało się zachować ducha powieści i – pomimo niezbędnych ograniczeń taśmy filmowej – nadać historii książkowy puls. Świetnie filmowany nocny, zamglony Sandomierz nasącza film swoją tajemnicą.

Oczywistym plusem ekranizacji jest główny bohater. Udział Roberta Więckiewicza w kolejnym filmie może początkowo wywołać jęk rozpaczy – znowu on! Nie ma jednak lepszego kandydata na Szackiego.

Więckiewicz to stary wyjadacz a do roli zgorzkniałych i sponiewieranych życiem „komisarzy” jakby się urodził. W jego grze jest sporo cech Mikaela Blomkvista z „Millenium” – to zaleta, nie wada. Polski bohater kryminału wreszcie przestał przypominać wiecznie żywego Borewicza, z jego peerelowskim obnoszeniem się luksusowymi „Caro” z filtrem.

Reasumując – całkiem udany film kryminalny, z inteligentną intrygą i ciekawym zakończeniem (tym razem bez radosnych zmian w pijanym widzie reżysera).

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , , ,

Zdążyć przed Panem Bogiem – Hanna Krall

Zdazyc przed Panem Bogiem„Zdążyć przed Panem Bogiem” nie jest specjalnie wstrząsającą książką. Jest sporo znacznie bardziej drastycznych. To nie jest też pozycja, z której można uczyć się historii. Mało tu ścisłych faktów i dat. To nie jest nawet najbardziej przejmująca pozycja, w jakiej pojawia się temat warszawskiego getta. Hanna Krall stworzyła jednak dzieło niezapomniane i warte ciągłego przypominania.

„Zdążyć przed Panem Bogiem” to reportaż – „luźna” rozmowa z jednym z nielicznych powstańców kwietnia 1943.

Autorka rozmawia z Markiem Edelmanem o wszystkim – od obyczajowości w gettcie po dogasające walki z Niemcami, od asystowania 400 tysiącom w ostatniej drodze po wyroki na bogatych Żydach. Ale Edelman to nie tylko warszawskie getto. Edelman to także uczestnik Powstania Warszawskiego a później doskonały lekarz i pionier kardiologii.

To musiała być zadziwiająca rozmowa. Z jednej strony dziennikarka spodziewająca się spiżowego bohatera Getta i całym sercem zbolała tematem jaki przyjdzie jej opisywać. Z drugiej człowiek, wg którego pojedyncza śmierć jest bardziej przejmująca niż mord na milionach. Dla którego wszystko jest dziełem przypadku i nic w zasadzie nie jest ważne (z rzeczy, które tzw. społeczeństwo tworzy swoje legendy).

Ona – pytająca o symbole. On – przytaczający przykłady z pozoru tylko błahe.

W tej rozmowie jest wszystko – miłość, śmierć, męczeństwo, bestialstwo. Niewyobrażalna niesprawiedliwość boska i boska dobroć. Jest też miejsce na walkę o życiu w czasach, gdy ludzie „są przekarmieni” i umierają na zatory serca.

Wypowiedzi Edelmana wbudziły wiele kontrowersji. Dziś nie są już tak egzotyczne – przez dekady powstało kilka bardziej rozbudowanych dzieł o Edelmanie i z udziałem Edelmana. Ta pierwsza pozostaje najlepszą – lakoniczne zdania, z których każde znaczy więcej niż opasłe opracowania historyków. Czytać!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 lipca 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , ,

Meszuge – Isaac Bashevis Singer

MeszugePrzedostatnia w dorobku noblisty, pośmiertnie wydana powieść o losach emigrantów żydowskiego pochodzenia w Nowym Jorku lat pięćdziesiątych.

Aron Greidinger, główny bohater powieści jest pisarzem tworzącym opowiadania w odcinkach. Szalenie popularny w kręgach żydowskich emigrantów w Ameryce, Europie i Izraelu opisuje pełne sentymentu zdarzenia sprzed epoki holocaustu – głównie dotyczące obyczajów przedwojennej warszawskiej diaspory. W dużej mierze alter-ego samego autora.

Max Aberdam jest hipnotyzującym kobiety starcem. Również jego korzenie sięgają Polski, gdzie stracił całą rodzinę. Max żyje w niemalże bigamicznym związku – pomiędzy żoną Prywą a jawną kochanką Miriam. Ma przemożny wpływ na otoczenie.

Miriam. Młoda dziewczyna, która zamyka trójkąt – czy może wielokąt – związków. Przeżyła likwidację Getta i Powstanie Warszawskie. W kolejnych plotkach szeptanych przez nowojorską socjetę odkrywa się jej prawdziwa historia, skomplikowana i tragiczna.

Postaci łączy nie tylko polsko-żydowskie pochodzenie, Nowy Jork i Warszawa. Siatka zależności i podobieństw jest dużo subtelniejsza. To przede wszystkim ciężar holocaustu, wyobcowanie w nowej ojczyźnie, niepewność jutra. A także – momentami dziwna – miłość.

Meszuge (jidysz: Meshugah) to określenie kogoś szalonego, zwariowanego, pomylonego, obłąkanego. Kto zatem jest szalony w tej powieści? Każdy po trochu. A przede wszystkim czasy. „Meszuge” to dojrzała powieść Singera, chochlami czerpiąca z doświadczenia autora i wypełniona dylematami człowieka, na którego oczach ogromna społeczność zniknęła z powierzchni Ziemi, przekształcając się w nowe emigracyjne środowiska. W swojej podstawowej treści zaś to opowieść o ludziach, których obciążenie historią doprowadziło do utraty wiary. I którzy żyją dalej pomimo skomplikowanych relacji i rozrywających ich wewnętrznych uczuć.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 Maj 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , ,