RSS

Archiwa tagu: fantasy

Smok Griaule – Shepard Lucius

Historia smoka Griaule sięga głęboko wstecz ludzkiej egzystencji na Ziemi.

Długi na sześć tysięcy stóp rządzi krainami, choć nie żyje. Nieżywy jest tylko na sposób, w jaki pojmuje ten stan gatunek ludzki. Jego serce bije raz na tysiąc lat. Jego cielsko do złudzenia przypomina górski masyw, porośnięty lasami i pełen żyjących w nim stworzeń. Najważniejszy jest jednak umysł ukryty gdzieś głęboko w monstrualnej czaszce. Umysł, który wpływa na losy doliny Carbonales kształtując żywoty ludzi w sobie tylko wiadomym celu.

„Smok Griaule” zbiera w jeden tom sześć opowieści. Począwszy od opowiadaniu o człowieku, który pomalował smoka autor roztacza coraz to bardziej zdumiewające opowiastki o krainie terroryzowanej umysłem wrogiej istoty. Historie zazębiają się subtelnie ze sobą, tworząc misternie splecione continuum „żywota Griaula”. To, co na początku jest klasyczną opowieścią spod znaku fantasy wieńczy opowiadanie „Czaszka”, osadzone we współczesnym świecie reżimów Ameryki Południowej.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 listopada 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Game of Thrones – Season 07

Siódmy sezon. Co tu pisać? Z każdą kolejną cyfrą możliwości komputerów od efektów specjalnych rosną, budżet GOT pęcznieje, wydatki na największą epicką produkcję serialową rosną. Oczywiście widowisko wciąż przykuwa do ekranu i zapiera dech w piersiach.

A co tam panie, w fabule? Ano dzieje się.

Spotkanie królów w Smoczej Jamie jest jak szczyt G7 w Davos, na którym możni (tamtego) świata radzą co zrobić z nieumarłymi. Littlefinger ma swoje kolejne pięć minut, wujek Euron Greyjoy szaleje na ekranie wprawiając w zakłopotanie małego Theona. No i rozwija się wątek Daenerys vs Jon Snow 🙂

Co było do przewidzenia, twórcy GOT uśmiercili parę osób z obsady, zamieszali w niektórych wątkach a w innych podali nam rozwiązania na „odczep się”. Z pewnością nie można było się nudzić.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 października 2017 w seriale

 

Tagi: , ,

Sierżant – Miroslav Žamboch

Sierżant Lancelot odbywa standardową nudną wachtę na skraju znanego sobie świata. Egzotyczne Joudzou, to kompletne zadupie – ot taka czeska prowincja. Obrzeża cywilizacji to także styk z tajemniczym, bliżej nieokreślonym światem paranormalnym. Na tej ziemi od dawna nie stanęła ludzka stopa. Jednostka sierżanta Lancelota natrafia na coraz to dziwniejsze oznaki, że za umowną granicą ludzkiej kolebki dzieje się coś strasznego. Przypadkowe odkrycie w okopie rozpoczyna ciąg wypadków, które umieszczą tytułowego bohatera w centrum skomplikowanej rozgrywki między ciemnymi siłami a resztką ludzkości.

Świat (przyszłości?) Żambocha to dziwne miejsce. Magia miesza się z siermiężną codziennością. Nie jest to jednak świat rycerzy i czarowników. Pełno tu jest technologii, choć technika jest ograniczona tzw. „progiem Chandrekosa”. Ten tajemniczy parametr określa moment, w którym przedmioty o budowie złożonej bardziej niż szewski młotek stają się zabójcze dla operatora. Z każdą stroną powieści mały świat północno-wschodnich rubieży rozbudowuje się o kolejne zdumiewające fakty i przedmioty. Magiczne kamienie gwarantują moc, tajne zaklęcia są niezbędne do codziennego życia ale najskuteczniejszą pozostaje dobra stara broń obusieczna.

Powieść Miroslava Żambocha to ciekawostka w świecie literatury S-F. Mieszanka gatunków i specyficzny czeski humor dają niepowtarzalny efekt „czeskiego fantasy”. Wykreowany przez autora świat bywa infantylnie uproszczony, ale wciąga innowacyjnymi pomysłami. Zabawna lektura, pomimo paru słabszych momentów.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 września 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , ,

Warcraft – the movie

warcraft-movie-posterDo Azeroth, krainy ludzi przenikają agresywne hordy Orków. Jest pretekst do wielkiej naparzanki. Zielona posoka leje się wiadrami, czerwonej krwi nie widać z uwagi na amerykańskie kategorie wiekowe. Zaklęciami rzuca się częściej niż w jatce u rzeźnika.

Próba „ekranizacji” kultowej gry komputerowej w tym przypadku musiała zaliczyć wielką klapę. To co jest urokiem starego dobrego Warcrafta – biegające po ekranie malutkie ludziki – nie ma racji bytu w kinie. Autorzy wymyślili wprawdzie zgrabną opowiastkę wprowadzającą i mocno napięli się, żeby nadać swoim postaciom jakiejkolwiek głębi charakteru, ale całość jest zaprawdę cieniutka.

Największą radochą gry Warcraft była prowadzona własną ręką strategia. W wydaniu klasyki na PC nie musieliśmy zastanawiać się nad indywidualnościami pośród legionów bitewnych. Nie było też potrzeby przyglądania się im z bliska.

Kinowy „Warcraft” dorabia filozofie, których zadaniem jest przejście z szerokiego planu zderzających się ras do rozgrywek w komnatach zamkowych i szałasach Orków.

Problemem bohaterów „Warcraft” nie jest trudny do rozpoznania: są płascy i bez wyrazu. Indywidualności ze świata Orków to zaledwie animowane ludziki. Ludzie nie wychodzą poza schemat słabych popłuczyn ze świata Tolkiena. Najbardziej drażni Medivh, sprowadzony do banalnego zatrucia się złą mocą. Superbohater Lothar planistycznie wzbudza pozytywne uczucia. Najciekawszą postacią jest mieszaniec Garona. Pominąwszy urodę rozpiętą pomiędzy piękną kobiecą twarzą a głupokowatymi uszami a’a Star Trek i kłami knura z lasu, zielona lady wzbudza ciekawość.

„Warcraft: Początek” to trafione polskie tłumaczenie tytułu. To rzeczywiście początek. Do kolejnych części dotrwają zapewne tylko najwięksi fascynaci renderowanych bajek.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 grudnia 2016 w kino 2016

 

Tagi: , ,

Sword of Vengeance

SWORD-OF-VENGEANCEWilhelm Zdobywca podbija Brytanię. Jego baronowie wprowadzają rządy terroru.  Znajduje się jednak tajemniczy mściciel o nadludzkich umiejętnościach.

Klimatyczna bajka w aurze średniowiecza ma w sobie niewielkie „znaczniki” historii i potężną dawkę fantazji. Chociaż twórcom udało się stworzyć niezły klimat charakteryzacją i mroczną oprawą dźwiękową to „Sword of Vengeance” jest w gruncie rzeczy głupiutką rąbanką.

Trudno jest wywnioskować, po co jest ten film. Być może jakaś lokalna brytyjska społeczność chciała w ten sposób podkreślić swoją ugruntowaną niezależność i pokazać, że Brexit to oni już kiedyś zrobili?

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lutego 2016 w kino 2016, Nie do obejrzenia 2016

 

Tagi: , , ,

300 – Rise of an Empire

300-Rise-of-an-EmpireOrgia przemocy pod otoczką semi-komiksowej stylistyki. Siedem lat po odkrywczej ekranizacji komiksu Franka Millera „300” kino próbuje odciąć kupony sławy i kasy od popularności „pierwszej części”.

„300 Rise of an Empire” podobnie jak poprzednik opiera się na gotowym skrypcie komiksowego geniusza. „Xerxes*” – bo o tym komiksie Franka Millera mowa – przyprawiłby o dreszcze każdą panią od historii.

Tu i teraz filmu to opowieść o próbie zjednoczenia greckich państw w obliczu perskiego zagrożenia, ze zwieńczeniem w postaci jednej z największych bitew morskich starożytności – bitwy pod Salaminą. Jest tu także miejsce na przypomnienie Spartan pod Termopilami, pustoszenie Grecji przez Persów  i śmierć Dariusza, ojca Kserksesa (a więc stary jak świat motyw zemsty).

Pani od historii nie byłaby jednak zadowolona z „Początku Imperium”. Historia nie jest mocną stroną producentów z Hollywood a wierność starożytnym księgom była najmniejszym ich zmartwieniem.

Noam Murro spotęgował mocne akcenty, doprowadzając wizualnie swój film do miana przygodowego slashera. Krew „artystycznie” leje się beczkami (kubły to za mało), absurdy grawitacyjne i abstrakcje scenariuszowe zabiją każdego racjonalistę. Nie o to jednak tu chodzi, żeby kontestować głupotę twórców. „300: Rise of an Empire” miało na celu przebicie docenianego pierwowzoru. To karkołomne założenie.

„300” uznany został za film w swoich kategoriach wybitny, podobnie jak „Sin City” śmiało mierzący się z niemożliwością ożywienia komiksu. Ruchome obrazki okazały się czymś więcej niż próbą ekranizacji – powstał film nowatorski, który genialnie przełożył papierową historię Millera na celuloidową rolkę filmu.

„Początek Imperium” nie mógł powtórzyć stylistyki „300” posługując się inną epopeją helleńskiej historii – w takim wypadku zostałby uznany wyłącznie za marną kopię. W szaleństwie Noama Murro jest więc metoda: więcej krwi i więcej bitew w kolorze czerni i czerwieni. I niech będzie głośno, na wszystkich bogów!

Reżyser nie przejął się brakiem doborowej obsady „300” (wszakże Leonidas w wydaniu Butlera umarł tylko raz). W roli pierwszoplanowej obsadził wprawdzie nijakiego Stapletona (Temistokles), ale wynagrodził widzom kreacją demonicznej Eva Green. Jej rola Artemizji przyćmiła największego bad-boya Kserksesa – nomen omen „tytułowego” (komiksowo) bohatera tej fabuły.

„300: Rise of an Empire” niczym dzielni Grecy pod Termopilami stawił czoła legendzie swojego „prequela”. Choć z tej potyczki nie mógł wyjść z tarczą, udało mu się mężnie stanąć do walki i nie zginąć od pierwszego ciosu.

Konsekwentnie jednak odradzam oglądanie wrażliwym paniom od historii – chyba, że byłaby to chytra alternatywa dla Chipendales Show.

  • uwaga! imię Xerxes nie jest kryptoreklamą sprzętu biurowego.
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,

Cobbler

The-CobblerZnużony codziennością Max Simkin zarabia na życie naprawą butów. Odziedziczony po ojcu i dziadku mały sklepik w Nowym Jorku kryje tajemnicę w piwnicy. Kiedy Max używa starej ręcznej maszyny swoich przodków, dzieją się magiczne rzeczy.

Komedia fantasy o szewcu chodzącym w „nieswoich butach” to miły, niezbyt skomplikowany film. Zaskakująco dobrze wypada w nim Adam Sandler – przeważnie wydurniający się w głupawych komedyjkach. Jako nowojorski szewc wpisuje się w fantastyczny klimat bez slapstickowych chwytów i głupich min, tworząc ciepłą i wiarygodną kreację. „Szewca” wzmacnia nie najgorsza obsada: Steve Buscemi i Dustin Hoffman (choć ten ostatni w roli epizodycznej).

Historia nie uniknęła scenariuszowych wpadek, nie należy więc zbyt mocno doszukiwać się logiki (a z tą bywa różnie, szczególnie pod koniec). Sensem „Cobblera” jest  rozrywka bez nadmiernego myślenia. Filmowi bliżej do ekranizacji bajek o różnorakich księżniczkach w Nowym Jorku, niż produkcji dla dorosłego widza.

„The Cobbler” czyli po prostu „szewc” polski dystrybutor wyświetla jako „Magik z Nowego Jorku”. Najwyraźniej słowo szewc zapachniało tłumaczowi wulgaryzmami pijanego rzemieślnika i obawiał się złych skojarzeń 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , ,