RSS

Archiwa tagu: horror

Girl with all the gifts

Niedaleka przyszłość. W tajnej bazie prowadzone są dziwne eksperymenty na dzieciach. Ale to nie zwykła baza i nie zwykłe dzieci. To enklawa ludzi pośród epidemii zombie, a dzieci to niezupełnie ludzie. Sytuacja krytyczna zmusza grupkę ludzi do opuszczenia bezpiecznego miejsca. Po ratunek ruszają do Londynu, a wraz z nimi Melanie – dziecko o wyjątkowych zdolnościach.

Ekranizacja powieści Mike Carey’a wielu graczom będzie przypominać scenariusz „The last of us”. Epidemia zombie, ludzie przemykający po cichu, bo dźwięki wybudzają złych z letargu. No i źródło katastrofy, którym jest nie tylko ugryzienie, ale też zarodniki grzybów unoszące się w powietrzu. A na koniec Londyn spowity dziką roślinnością i zmutowanymi epicentrami rośliny produkującej żywe trupy.

Niezły pomysł na „odświeżenie” tematu zombie, choć malkontenci zarzucą mu kopiowanie kultowej gry. Spodoba się za to fanom gatunku. Brytyjczycy nie produkują filmów z rozmachem Ameryki, ale przy widocznie skromniejszych środkach film utrzymuje dobry klimat.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 czerwca 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , ,

Harbringer Down

Scena pierwsza. Na Ziemię spada sputnik. Wyjące urządzenia, przerażony głos kosmonauty. No tak, znowu Ruscy coś popsuli.

Scena druga. Po falach arktycznego morza wesoło pyrkocze okręt a w nim wesoła gromadka sfrustrowanych ekologów i sierjozny kapitan. Grzebiąc w lodzie odnajdują kilkudziesięcioletni wrak sputnika.

Wytopiony z lodu złom kryje w sobie ciało ruska z księżyca. Niczym w Incepcji, rusek kryje w sobie kolejne coś. Coś co wkrótce rozpełznie się po statku żeby w ciągać dorosłych chłopów w rury o przekroju fi 100 i wypluwać w postaci karmy dla kotów.

„Harbringer Down” wykorzystuje ponoć kreację zarzuconą w prequelu „The Thing” z 2011 roku. Tamten fim -chociaż niebyt wybitny – szczęśliwie uniknął żenującego widowiska, które dane jest „Harbringerowi”. Efekty specjalne z lat dziewięćdziesiątych i obsada aktorska prosto z lokalnej „Biedronki” to nie wszystko. Film zachwyca kompletnym idiotyzmem akcji i perfekcyjnie kretyńską teorią przemiany ziemskiego robaka w bezkształtną bestię.

Perła dla ludzi uwielbiających się katować kinem spoza jakiejkolwiek klasy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 kwietnia 2017 w kino 2017, Nie do obejrzenia 2017

 

Tagi: , ,

Domofon – Zygmunt Miłoszewski

DomofonW bloku na waszawskim Bródnie straszy. I to straszy porządnie. Nie chodzi przy tym o znaną wszystkim mieszkańcom wielkich osiedli estetykę klatek schodowych, pijanym śnie architekta projektującego te „gargamele” i podwórkowych gentlemanów w dresach Abibas.

Dekapitująca pasażerów winda na początek i rozpełzające się po bloku zło tworzą niezły fundament pod kolejne wątki. Bohaterowie spotykają się z postępującą eskalacją zjawisk nadprzyrodzonych.

Zabawne, pomyślał Wiktor, jak podniosły i szlachetny jest strach opisywany w powieściach (…) Papierowi bohaterowie potrafią zaniemówić z przerażenia, przeszywa ich lodowaty chłód (…) We wszystkich tych opisach śmiertelnego przerażenia, kiedy staje się oko w oko z Odwiecznym Złem, brakuje podstawowego elementu. Tego, że człowiekowi POTWORNIE chce się kupę.

„Domofon” był debiutem Zygmunta Miłoszewskiego. Chociaż gatunkowo odmienny od późniejszych dokonań autora, pokazuje kiełkujący talent pisarza. Akcja toczy się szybko i nie nudzi, postaci są nakreślone sprawnie i budzą sympatię. Miłoszewski potrafi nadać opowieści ciekawy klimat. W tym przypadku to melanż stołecznych bolączek zmiksowany w ikonicznym bloku z wielkiej płyty. Ten kontekst wraz z powolnym rozkręcaniem się intrygi są mrugnięciem oka do czytelnika. Może to i horror, ale nie bierzcie tego zbyt serio.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20 lutego 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

The Mummy (Penguin Readers)

MummyIt’s not about your mommy, it’s about mummy. The Mummy of Imhotep, the highest priest in ancient Egypt. A short story about scarabs, mummies and other filthy stuff taken directly from hell. Classic story filmed by Universal Studio. And pretty nice to read in one piece to improve my rusty English.

Watch Out! They wanna pull you down.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 października 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , ,

Maggie

maggieWszystko w tym filmie jest na opak. Dramat o zombie? Arnold w roli empatycznego ojca? W dodatku praktycznie nikt porządnie nie dostał po gębie? Straszny film.

„Maggie” korzysta z ogromnej popularności słowa „Zombie”, choć mógłby posłużyć się dowolną śmiertelną chorobą (no, może jakąś epidemią). Po ucieczce z domu nastolatka Maggie pada ofiarą jednego z zarażonych. Wade (Arnold Schwarzenegger) wyciąga córkę ze szpitala. Tak zaczyna się czas oczekiwania na nieuchronne. Koniec przeraża zarówno ofiarę jak i jej bliskich. Każdy na swój sposób usiłuje obronić się przed drastycznymi konsekwencjami infekcji.

Film Henry’ego Hobsena to w zasadzie dramat psychologiczny. Większość scen opiera się na studiowaniu strachu i ludzkich zachowań w obliczu nieznanego. Pomimo oczywistych dłużyzn i „przewlekle” ciągnącej się akcji na amerykańskim zadupiu (jedynym dynamizmem w filmie są dwaj natarczywi gliniarze z wiejskiego komisariatu) całość układa się w ciekawą fabułę. Zdumiewająco dobrze wypada w filmie superbohater Arnold. Po dziesiątkach siłowych ról Schwarzenegger jest wiarygodny w filmie, w którym gra twarzą a nie mięśniami. No, może troszkę się pręży w pozach ojca – opoki rodzinnej 😉

„Maggie” będzie wielkim rozczarowaniem dla widzów, którzy nieopatrznie zdecydują się na bilet licząc na sensacyjne połączenie Schwarzenegger + żywe trupy.

Biorąc pod uwagę jak daleko od konceptu George Romero  ląduje dramat Hobsena zaczynam zastanawiać się, czy to przypadkiem nie dobra droga na odrobinę refleksji w dzisiejszym kinie? Być może dla zachęty młodego widza dziś Bergman, Kieślowski czy Bertolucci ubraliby swoje filmowe traumy w gatki Avengersów lub ciała żywych trupów?

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 września 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,

As Above So Below

As Above

Piękna, gibka oraz światła błąka się po całym świecie, aby dojść do Pacanowa.

Scarlett wraz ze swoimi dyplomami z archeologii i licznymi osiągnięciami poszukuje (rany boskie!) kamienia filozoficznego i wrażeń w katakumbach Paryża. Nudne jak flaki z grzybową „found footage”, czyli kręcone z rąsi home video już samą formą tego archaicznego i ogranego stylu budzi przerażenie. Dodajcie do tego efekty rodem z głupich dowcipów:

– crescendo muzyki grozy zakończone kakofonicznym rykiem

– wykrzywione i zdeformowane ryje kina klasy B

– charakteryzacja z filmów polskiej klasy aspirującej do miana  vlogerów, z czarną peleryną na czele i keczupem

– nienarodzone dzieci szwendające się po lochach

– bracia Mroczek wyjący z offu

Efekt musi być porażający i taki jest. Najbardziej łebscy Francuzi bali się dotychczas, „żeby niebo nie zwaliło im się na głowy” – niech tak lepiej pozostanie.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 kwietnia 2015 w Nie do obejrzenia 2015

 

Tagi: , , , ,

I, Frankenstein

I FrankensteinFrankie goes to Hollywood

Monstrum dr. Frankensteina zaprząta umysły ludzkie od wieków. Oryginał angielskiej pisarki Mary Shelley z 1818 obrósł legendą  stając się ikoną kultury masowej. W 1931 Frankensteinem został Boris Karloff – do dziś niedościgniony wzór. Potwora zagrał też Robert De Niro.

Pierwowzór Mary Shelley miał tytuł „Frankenstein czyli współczesny Prometeusz” a jego ideą było nie tyle epatowanie szpetotą co zadawanie uniwersalnych pytań. Kultura masowa zniekształciła przekaz spłycając go do samej postaci faceta pozszywanego przez słabego chirurga.  Film z 2014 idzie dalej. Frankenstein jest już pozszywanym nudziarzem.

Piękny Aaron Eckhart nie ma farta w robocie. Albo nie ma zbyt wiele talentu oferując w większości scen swój boski dołeczek w brodzie oraz blond grzywkę. Choć stara się bardzo, wciąż wypada mdło i bez polotu. Jego monstrum to zamyślony filozof i tajemny obrońca ludzkiego rodu. Zdaje się w podzięce za zbiorowo przekazane części ciała. Facio miota się po ekranie bez ładu i składu. Momentami w towarzystwie pięknej blond pani naukowiec (jak powszechnie wiadomo, panie naukowiec przeważnie są blondynkami w mini). Patrząc na monstrum jedyna konkluzja brzmi:

Kto przyszył głowę Eckarta do Brada Pitta?

„I, Frankenstein” można ustawić na półce obok całej masy filmów spod znaku kotłowaniny pomiędzy dobrymi i złymi. Tym razem to (dobre choć nieurodziwe) gargulce przeciw facetom w garniturach (to ci źli, z czasem mający szpetne ryje, jak to u pracowników biurowych bywa). Trzeba tylko pamiętać, żeby była to jakaś bardzo odległa półka.

Twórcom nie udało się stworzyć nic godnego uwagi. Film jest pochodną ich wcześniejszych dzieł(ek) spod znaku „Underworld”. Nawet aktorzy po części  się powtarzają. Gotyckie wnętrza (w końcu to „niby” paryska katedra gra head office dobrzaków) i bogato inkrustowana broń też jakby pasują do pierwowzoru. Tylko ten Aaron… on nie pasuje do niczego. Nawet do plagiatu innego filmu.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 lutego 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,