RSS

Archiwa tagu: Obcy

Ciemny Las – Cixin Liu

Nazwiemy ich Wpatrującymi się w Ścianę, ponieważ ta starożytna wschodnia nazwa osób oddających się medytacji dobrze oddaje charakter ich pracy.

Wpatrujący się w Ścianę podejmują się najtrudniejszego zadania w dziejach ludzkości. Będą naprawdę sami, a ich umysły będą zamknięte dla świata, dla całego Wszechświata. Ich jedynymi partnerami w dyskusjach i jedynym wsparciem duchowym będą oni sami. Dźwigając na swoich barkach ogromną odpowiedzialność, będą samotnie kroczyć przez te długie lata, niech więc wolno mi będzie wyrazić im w imieniu całej ludzkości nasz najgłębszy szacunek.

Po nawiązaniu kontaktu z obcą cywilizacją ludzkość znajduje się w beznadziejnej sytuacji. Trisolarianie ruszyli w międzygalaktyczną podróż, której zwieńczeniem ma być inwazja na Ziemię. Potężni obcy kontrolują Ziemię za pomocą sofonów, które uniemożliwiają rozwój technologiczny. Choć Ziemianom udało się zdławić wewnętrzną rebelię Ruchu na Rzecz Ziemskiej Trisolaris, szanse na uratowanie gatunku ludzkiego są minimalne.

Sofony rejestrują wszystko co zostało powiedziane lub opisane. Obszarem niedostępnym dla Obcych jest coś, czego na Trisolaris nie ma – ludzka skłonność do kłamstwa i obmyślania pokrętnych strategii. A zatem jedyną bronią ludzkości jest plan, który zostanie starannie ukryty w głowach kilku osób. Powołani w tym celu „Wpatrujący się w ścianę” mają 400 lat na opracowanie i wdrożenie obrony Ziemi.

Druga część cyklu „Wspomnienia o przeszłości Ziemi” kontynuuje historię klinczu cywilizacji, przesuwając akcję o kilkaset lat naprzód. „Ciemny Las” nie jest tak wymyślny jak „Problem Trzech Ciał”, którego teść uginała się pod encyklopedycznymi wywodami nauk ścisłych.

Tym razem Cixin Liu skręca w stronę klasycznej S-F, w apogeum umieszczając zderzenie potęg dwóch flot i techniczny postęp dwóch cywilizacji. Intrygujące gremium „Wpatrujących się w Ścianę” szybko rozmienia na drobne pomysłami bez polotu.

To co w drugim tomie drażni szczególnie, to wizja świta wykrojonego pod linijkę przewodniczącego Mao. Ziemska cywilizacja jawi się u Liu niczym przeniesione w przyszłość zmilitaryzowane chińskie społeczeństwo XX wieku. Ale o tym, czy Cixin Liu nie miał przypadkiem racji ludzkość przekona się za kilkaset lat rosnącej chińskiej dominacji rynkowej 🙂

 

Prawdziwy Wszechświat jest właśnie taki. Mroczny (…) Wszechświat to ciemny las. Każda cywilizacja to uzbrojony łowca, który skrada się jak duch między drzewami, delikatnie odgarnia blokujące drogę gałęzie, stara się cicho wytropić zwierzynę. Nawet oddycha cicho. Musi być ostrożny, bo w lesie są inni myśliwi, którzy skradają się tak samo jak on. Jeśli znajdzie jakąś żywą istotę – myśliwego, anioła czy demona, delikatne dziecko albo idącego chwiejnym krokiem starca, wróżkę czy półboga – może zrobić tylko jedno: strzelić i usunąć ją.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 Maj 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

Unicestwienie – Jeff Vandermeer

Tam,‍ gdzie spoczywają dławiące owoce, które pochodzą z ręki grzesznika, przyniosę nasiona śmierci,

by dzielić się nimi z robactwem, co gromadzi się w ciemności i otacza świat mocą swego życia,

gdy ze słabo oświetlonych korytarzy innych miejsc powstaje coś,

co nigdy się nie skuli przez niecierpliwość nielicznych wciąż niewidzących ani niewidzianych…

Powstanie tajemniczej strefy X nie od razu zostało odnotowane. To co utworzyło się na pustym wybrzeżu z czasem zaczęto traktować jako przestrzeń, do której wstęp mogą mieć nieliczni. Przez trzydzieści lat jedenaście misji próbowało zdefiniować czym jest strefa. Pierwsze dwie opisały je wyłącznie jako rezerwat dzikiej przyrody, następne donosiły o anomaliach na wielu poziomach ludzkiej percepcji. Wiadomo tylko, że strefa oddziałuje na ludzkie umysły i wpływa na każdego, kto przekroczy granicę.

Kolejne wyprawy kończyły się fiaskiem, ale organizująca je enigmatyczna firma „Southern Reach” nie ujawniła szczegółów. Niespodziewanie, kilku członków wyprawy numer 11 wróciło do domu nie pamiętając jak udało się im tego dokonać.

Dwunasty zespół wysyłany do strefy X stanowią same kobiety. Psycholożka, biolożka, geodetka i antropolożka poddane hipnozie przechodzą granicę zwyczajnego świata. Na miejscu znajdują artefakt, którego nie uwzględniła żadna z poprzedzających ekspedycji. Dla większości to tunel wiodący wgłąb ziemi. Biolożka nazywa konstrukcję „wieżą”. Ekspedycja wgłąb okaże się pierwszym krokiem w zatracenie. Spotkanie z nieznanym konsekwentnie niszczy ludzi – począwszy od zaufania do współuczestników po własną tożsamość i postrzeganie rzeczywistości.

„Unicestwienie” majstruje przy umyśle człowieka w sposób jaki robili to mistrzowie S-F, bracia Strugaccy i Stanisław Lem. Zmagania bohaterki z kolejnymi odkryciami ma wspólny mianownik z przeżyciami bohatera „Solaris”. W swojej przerażającej wizji inności Jeff Vandermeer poszedł dalej niż Lem – Kris Kelvin w „Solaris” zmagał się z nieodgadnioną inteligencją oceanu. W „Unicestwieniu” obcy nie ma żadnej definicji zrozumiałej dla ludzkiego umysłu.

„Unicestwienie” to pierwsza z trzech powieści Vandermeera o strefie X. W 2018 roku sfilmowana przez Alexa Garlanda dla Netflix.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 czerwca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Predator

Na Ziemię pierwszy raz przybyli w 1987 roku. Nie mieli farta, bo trafili na majora Arnolda Schwarzeneggera, który zrobił im z dupy – klasycznie – jesień średniowiecza.

W 1990 roku Predator wrócił. Wybrał miasto, skoro w dżungli wyszło mu słabo. Tym razem wkurzył porucznika Danny’ego Glovera. Poczciwy Roger „za stary jestem na to” Murtaugh z „Zabójczej Broni” w swoim lakonicznym stylu także pokazał złemu kolesiowi „gdzie raki zimują”.

Łowcy z kosmosu spotkali się później z Adrienem Brodym i trafili na Obcego, kolesia z którym mieli na pieńku od dawna. Słowem – nie farciło im się przez lata. Nie odpuścli i z pierdyliona planet we Wszechświecie wciąż trafiają na Ziemię.

Jest 2018 rok. Ziemianie są już bardziej kumaci i naukowo badają wpadających do naszego Układu Słonecznego gości klasycznie krojąc ich na stole sekcyjnym. Właśnie złapali kolejnego, który – jak zwykle – rozbił swój statek gdzieś w kolumbijskiej dżungli.

Przybysze mają swoje własne problemy w klubie poselskim predatorów. Jeden z nich najwyraźniej nie lubi kolegów, którzy wysyłają za nim łowcę genetycznie podkręconego o 150%.

Nadzieje na udany remake jednego z lepszych filmów S-F lat 80-ych szybko wyparowują. Pozostaje seans dla przygłupów – pełen scen, które wzbudzają pusty śmiech i zażenowanie.

Na dokładkę do scenariuszowego zbuka dostajemy kosmiczne pieski predatorki z predatorkowatymi dredami (sic!).

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , ,

A Quiet Place

Oni przybyli i wszystkich zjedli. Garstka ludzi ukrywa się w lasach i chodzi na paluszkach. Lee, Evelyn i ich dzieci nauczyli się języka migowego, żeby nie wydawać dźwięków. Chodzą boso po wysypanych piaskiem ścieżkach. Nie używają narzędzi i  mechanicznych przedmiotów. To i tak za mało, żeby przypadkowy dźwięk nie przyciągnął Obcych. Tylko absolutna cisza może uchronić ludzi od bycia upolowanym.

„A Quiet Place” pomysłowo wchodzi w temat kresu ludzkości. Szczątki cywilizacji symbolizują wycinki z gazet. Z nich można dowiedzieć się, że Obcy reagują na dźwięki. Żadnych retrospekcji. Żadnych opowieści o ataku z Kosmosu. Nie będzie też bajania ostatnich ocalałych. Małżeństwo Abbott to w zasadzie jedyni, jakich zobaczymy w filmie. A ci praktycznie się nie porozumiewają. Napięcie rośnie z każdym krokiem. Bo każdy krok i każdy gest może wzbudzić hałas.

Niskobudżetowy film przypomina nieco inną katastroficzną produkcję – „Cloverfield Lane 10” – bez nadmiaru efektów specjalnych i rozległych plenerów autorzy budują napięcie podążając za rosnącą paniką bohaterów i nieuchronną katastrofą. W „Cloverfield” wisienką na torcie było zakończenie. W „Quiet place…” zło jest zdefiniowane od początku, ale koniec równie ciekawy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 lipca 2018 w kino 2018

 

Tagi: , ,

10 Cloverfield Lane

Michelle wybudza się po wypadku samochodowym. Ma opatrzone rany i skrępowane ręce. Szybki ogląd otoczenia wskazuje na to, że znalazła się w betonowym bunkrze. Wkrótce poznaje swojego wybawcę dręczyciela. Howard twierdzi, że uratował dziewczynę przed globalnym kataklizmem a na powierzchni nie ma już nic, poza zgliszczami i trującą atmosferą.

Kameralny, pozbawiony w większości plenerów „10 Cloverfield Lane” mógłby być z powodzeniem wystawiany na deskach teatru. Dramat rozgrywający się między bohaterami ogranicza się do kilku betonowych ścian i całej masy wzajemnych podejrzeń. Świetnie dopracowany scenariusz trzyma w napięciu do ostatniej sekundy, doprowadzając rozgrywkę Howarda (John Goodman) i Michelle (Mary Winstead) do temperatury topnienia metalu.

Opad szczęki na zakończenie gwarantowany.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 7 czerwca 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , ,

Drugi Okręt – Richard Phillips

W 1948 roku nad Nowym Meksykiem rozbija się obcy statek kosmiczny. Korzystając z zamieszania jakie w tym czasie wywołują plotki o Roswell w stanie Nevada, władzom udaje się ukryć pojazd Obcych. Przez lata naukowcom nie udawało się zbadać tajemniczego obiektu. Po wielu latach projekt RHO – takim bowiem kryptonimem rząd USA oznaczył swoją zdobycz – został pokazany ludzkości.

Czasy współczesne. Prezydent USA ogłasza ujawnienie pierwszej technologii odkrytej po kilkudziesięciu latach badań. Na świecie wzrasta niepokój związany z destabilizacją jakiej dokona pozaziemska technologia. Tymczasem trójka licealistów odkrywa inny obiekt, którego możliwości wydają się równie potężne jak te odkryte w projekcie RHO.

„Drugi Okręt” to pierwsza powieść z serii „Projekt RHO”. Lekka i przyjemna historia z dreszczykiem, w której nie zabraknie tajnych służb, dwulicowych naukowców, chytrych polityków i błyskotliwych nastolatków.

Lekkim rozczarowaniem jest uczucie, że mało tu w gruncie rzeczy fantastyki, a dużo sensacji w formie literatury młodzieżowej.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 22 Maj 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Alien Covenant

USCSS „Covenant” zaprojektowany przez Weyland-Yutani statek-kolonia przewozi dwa tysiące zahibernowanych, ziemskich osadników, 1140 embrionów oraz 15-osobową załogę statku. Jedynym całkowicie świadomym w trakcie podróży osobnikiem pozostaje android Walter.

W drodze na starannie wyselekcjonowaną do zasiedlenia planetę Origae-6, załoga wybudza się i postanawia zboczyć z kursu. Nowym celem jest dobrze zapowiadająca się „rajska” planeta. Jej mieszkańcem okazuje się ostatni rozbitek ze statku Prometeusz – android David 8.

Jakiś czas temu Ridey Scott storpedował plany swoich kinowych rywali wracając do wątku Obcego. Zanim stworzył „Prometeusza” jako jedyny słuszny prequel do własnego „Nostromo” z 1979 roku, Scott pastwił się nad wszystkimi reżyserami serii „Obcy”, którzy imali się tej filmowej franszyzy. „Prometeusz” okazał się intelektualnym bełkotem, udrapowanym w niezbyt udane początki rasy Xenomorphów.

„Covenant” – kolejne ogniwo sagi – miał nadać sens poprzednikowi, jednocześnie spinając klamrą „Prometeusza” i „8 Pasażera Nostromo”. Tym razem jednak twórczy geniusz Scotta nie wystarczył do wyprowadzenia serii na prostą. Mętny mistycyzm „Prometeusza” i rasowy thriller „8 pasażera Nostromo” potrzebują czegoś więcej, niż pseudo intelektualnej bajeczki o androidzie z urażonym ego.

„Covenant” zostanie szybko odesłany na półkę ze średniej klasy S-F. Nawet z dobrą, podwójną rolą Fassbendera.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 Maj 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Cloverfield Paradox

Ludzkość cierpi na krytyczny niedobór surowców energetycznych. Całodniowe blackouty stały się standardem. Jedyną nadzieją planety jest eksperyment na jej orbicie.

Akcelerator cząstek „Shepard” na międzynarodowej stacji kosmicznej Cloverfield ma przysporzyć ludzkości nieskończonej ilości energii. Ale są też głosy, że eksperyment doprowadzi do paradoksu otwarcia równoległych światów. I sprowadzi na Ziemię horror z nieznanych wymiarów wszechświata.

Mocno reklamowana produkcja Netflix, choć zrobiona z rozmachem, wywołuje mieszane uczucia. Magiczna plastelina i hydraulik Mario, który jest wybitnym specjalistą od jej klejenia, biegająca ręka (jakaś reminiscencja „Rodziny Adamsów”?), połykacz pokładowego żyroskopu o wielkości piłki lekarskiej i wiele innych cudów ubarwiają fabułę, ale w tym niezbyt chlubnym kierunku. To co dzieje się na stacji kosmicznej to parada głupoty pod płaszczykiem naukowej wyprawy przez duże „EN”.

Do tego niezbyt jasne wywody o naturze potwornych zmian na Ziemi. Faktycznie paradoks.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 marca 2018 w kino 2018

 

Tagi: , ,

Harbringer Down

Scena pierwsza. Na Ziemię spada sputnik. Wyjące urządzenia, przerażony głos kosmonauty. No tak, znowu Ruscy coś popsuli.

Scena druga. Po falach arktycznego morza wesoło pyrkocze okręt a w nim wesoła gromadka sfrustrowanych ekologów i sierjozny kapitan. Grzebiąc w lodzie odnajdują kilkudziesięcioletni wrak sputnika.

Wytopiony z lodu złom kryje w sobie ciało ruska z księżyca. Niczym w Incepcji, rusek kryje w sobie kolejne coś. Coś co wkrótce rozpełznie się po statku żeby w ciągać dorosłych chłopów w rury o przekroju fi 100 i wypluwać w postaci karmy dla kotów.

„Harbringer Down” wykorzystuje ponoć kreację zarzuconą w prequelu „The Thing” z 2011 roku. Tamten fim -chociaż niebyt wybitny – szczęśliwie uniknął żenującego widowiska, które dane jest „Harbringerowi”. Efekty specjalne z lat dziewięćdziesiątych i obsada aktorska prosto z lokalnej „Biedronki” to nie wszystko. Film zachwyca kompletnym idiotyzmem akcji i perfekcyjnie kretyńską teorią przemiany ziemskiego robaka w bezkształtną bestię.

Perła dla ludzi uwielbiających się katować kinem spoza jakiejkolwiek klasy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 kwietnia 2017 w kino 2017, Nie do obejrzenia 2017

 

Tagi: , ,

Arrival

Pełen metafor „Arrival” można wyłącznie pokochać, albo się nim totalnie znudzić. Pierwszą grupę zasilą wszyscy marzyciele, dla których Science Fiction to coś więcej niż eksplodujące statki kosmiczne. Entuzjaści kina akcji prawdopodobnie przysną na seansie.

W dwunastu miejscach na Ziemi pojawiły się eliptyczne „statki” przybyszy z kosmosu. Po co przybyli? Kim są? Czego chcą? Bazując na jedynym namacalnym fakcie – na wyglądzie – ludzie nazywają obcych Heptapodami. Całkowity brak komunikacji z przybyszami zmusza militarnych do zatrudnienia dr Louise Banks, profesor lingwistyki. Towarzyszy jej fizyk Ian Donnelly. Ich zadaniem jest wyciągnięcie jakichkolwiek (!) wniosków z sygnałów wysyłanych przez wizytatorów z innego świata. Są turystami? zwiadowcami? konkwistą? Aby zapytać i otrzymać odpowiedź ludzkość musi zacząć od syntezy własnego języka.

Denis Villeneuve podejmuje temat zdawałoby się oklepany. Przybysze z kosmosu nie mają nic z humanoidalnych cech Ziemian i nie sposób się z nimi porozumieć. W gatunku ludzkim narasta strach, będący motorem agresji. Niewiedza budzi ludzkie atawizmy pokazujące jak płytko pod skórą tkwi natura człowieka. A więc krytyka ludzkiej małości i strachu przed wszystkim co obce? Tak, ale to tylko jedna z warstw.

Pozory mylą. To nie jest film o kosmitach. To film o ludziach. A przede wszystkim film o komunikacji. Absolutna blokada komunikacyjna dotyczy jednak nie tylko Heptapodów, ale ludzkości samej w sobie. Próby nawiązania kontaktu z Obcymi podejmuje kilka ziemskich nacji. Ludzkość mozolnie uczy się języka przybyszów a próby ich zrozumienia dobitnie podkreślają różnice w mentalności Chińczyków, Amerykanów czy Rosjan. Determinizm lingwistyczny to jedna z ciekawszych warstw „Arrival”

Hipotezę Sapira-Whorfa obrazują odmienne metody, jakimi posługują się naukowcy amerykańscy i chińscy. Różnice interpretacji przesłania Obcych prowadzą do filmowego apogeum. Tu ujawnia się geniusz Villeneuve, kierującego końcówkę filmu w obszary zupełnie niespodziewane.

Nie bez przyczyny w „Arrival” czuć coś więcej niż amerykańską rozrywkę. Film jest ekranizacją krótkiego opowiadania Teda Chianga „Story of Your Life”. Pisarz pochodzenia chińskiego stworzył zaledwie 15 krótkich opowiadań, zgarniając wszystkie możliwe nagrody branży S-F.

Sam reżyser w wywiadach podkreślał jak skomplikowaną pracą okazała się ekranizacja opowiadania Chianga. Efekt pobił jednak jego najśmielsze oczekiwania. „Arrival” niespodziewanie stał się czarnym koniem Oscarów 2017, uzyskując aż osiem nominacji, w tym tą najcenniejszą – za najlepszy film.

Denis Villeneuve jest na krzywej wznoszącej. To dobry znak, bo nadchodzi jego „Blade Runner 2049”. Czy elektryczne owce będą śnić w języku, który zrozumiemy?

 

 

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 10 marca 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , ,