RSS

Archiwum kategorii: literatura 2020

Niedoskonali – A. B. Strugaccy

Tak więc oto tutaj, w mieszkaniu bez numeru, zbiera ludzi i ludziska owładniętych szczegółowymi pomysłami, jak by tu najlepiej ugodzić, urazić, dotknąć nieszczęsną ludzkość. Po co? A po to, żeby Kosmokrator dał im wszystkim w przyszłości swobodę działania, a sam mógłby obserwować interesujące go reakcje ludzkości na wszystkie owe urazy, rany i tortury.

Ta właśnie bolesna wizja nieszczęsnej ludzkości powalonej na gnojowisko niedających się opisać mąk, poddawanej bezlitosnym i beznamiętnym wiwisekcjom doprowadziła mnie obecnie na krawędź rozpaczy i zdesperowania, zza której to krawędzi ponownie wyłania się widmo szaleństwa.

Książka „matrioszka”, której streszczenie bardziej komplikuje niż pomaga w jej zrozumieniu.

Powieść ma formę dwóch dzienników, których karty przeplatają się skrajnie odmiennymi wątkami. W pierwszym z nich, młody Igor Mytarin opisuje losy dziwnego studium kształcącego nauczycieli. W tle opowieści występują niezbyt precyzyjne opisy społeczeństwa i organizacji nazywanej „Florą”. Opisywane subkultury i ich konflikt (?) z najwyraźniej znienawidzonymi nauczycielami sugerują, że jest to opis przyszłości. Przyszłości Związku Radzieckiego, dodajmy.

Tajemnicza postać G.A. (Gieorgija Atoliewicza) to łącznik z drugą częścią powieści. To od G.A. Mytarin otrzymuje stary dziennik, cytowany w odrębnych rozdziałach.

Dziennik autorstwa astronoma Siergieja Manochina pochodzący sprzed kilkudziesięciu lat to istna feria barw szaleństwa i absurdu. Pełny dygresji biblijnych (Biblia, ale też i Koran) opowieść utkana jest z przedziwnych postaci i jeszcze dziwniejszych zdarzeń. W osobie „Demiurga” nietrudno dostrzec zarówno Boga jak i Szatana. Stwórcę i fałszywego proroka. Towarzyszącemu mu Ahaswerowi, posiadaczowi buchającej żarem teczki urzędnika, niedaleko do przerysowanego Lucyfera z bajek dla dzieci. Ten szalejący w socjalistycznych latach osiemdziesiątych duet kojarzy się nieco z błuchakowskim Mistrzem i jego kotem.

Toż to Ahaswer we własnej osobie! – powiedział Jakub. – Buttadeus, “Ten, który uderzył Boga!” –   Nie znam – odrzekł Jan – i nie chcę znać. Według mnie to Bóg uderzył jego, a nie na odwrót.

Czego chce ta dwójka w świecie kołchozów i radzieckiej smuty? To pytanie będzie męczyć czytelnika do ostatniej linijki „Niedoskonałych”. Sporo tu dygresji nie tylko do Stwórcy i Szatana, ale i postaci historycznych, wśród których nie trudno odnaleźć młodego lanszafcistę, jeszcze bez wąsików ale z imponującą grzywką.

Wszak nie da się zaprzeczyć, że strach dławi i krępuje również: sadyzm, masochizm, pęd do łatwego zysku, skłonność do krzywoprzysięstwa, mściwość, agresywność, konsumpcyjny stosunek do cudzego życia, zamiłowanie do anonimów, idiotyczną pryncypialność… Poza tym, jeśli zdrapać wierzchnią warstwę pewnych dobrych cech pewnych ludzi, nierzadko ukazuje się tenże sam strach… Myśl sama z siebie nie jest zresztą głupia, będzie się nad czym zastanawiać, konieczne jest jednak staranne i wszechstronne dopracowanie.

Powieść braci Strugackich nie jest lekturą łatwą i przyjemną. Daleko jej przy tym do klasycznej powieści S-F, co mętnie sugeruje okładka polskiego wydania (Amber, 2005). Bardziej sugestywny jest tytuł oryginału: Отягощенные злом, или сорок лет спустя” czyli „Otoczeni złem lub czterdzieści lat później”.

„Niedoskonali” nie są doskonali XD 😀 Najwyraźniej także braciom Strugackim czasem brakowało geniuszu lub posunęli się tak daleko w przeintelektualizowanej twórczości, że lektura stała się bełkotem. Plus za demoniczne scenki w wykonaniu Ahswera. Duży minus za ciągnące się jak flaki z olejem losy politruka G.A. i nieprowadzące do niczego opisy radzieckich „dzieci kwiatów”.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę – Lawrence Wright

„Islam mówi tak: Wszelkie dobro istnieje tylko dzięki mieczowi i w cieniu miecza! Ludzi nie da się zmusić do posłuszeństwa inaczej niż mieczem! Miecz jest kluczem do raju, który otworzy się tylko przed świątobliwymi wojownikami!”

Następnie zaś zacytował fragment czwartej sury Koranu, który trzykrotnie powtórzył – co stanowiło wyraźny sygnał dla przyszłych porywaczy samolotów, szykujących się teraz do działania: Gdziekolwiek byście byli, dosięgnie was śmierć, nawet gdybyście byli na wyniosłych wieżach.

W 1979 roku słabnący Związek Radziecki wdaje się w „wojnę zastępczą”. Najazd na Afganistan pod pozorem pomocy rządzącej partii jest próbą podporządkowania kolejnego państwa w rejonie. Rosjanie wdają się w krwiożerczą dziewięcioletnią wojnę.

Armia Czerwona wypuszcza dżina z butelki – wspierani przez kraje Zachodu mudżahedini staną się w przyszłości wylęgarnią islamskiego terroryzmu.

Do partyzantów dołącza bogaty ale niedoświadczony Osama Bin-Laden. Siedemnasty syn przedsiębiorcy budowlanego hojnie sponsoruje mudżahedinów. Kręcąc się przy linii frontu bardziej pajacuje niż aktywnie uczestniczy w walkach. Obrasta jednak w legendę niezłomnego wojownika. Legendę, na której w przyszłości zbuduje swoją nienawiść do świata.

Osama Bin Laden miał później stwierdzić, że Stany Zjednoczone były jego odwiecznym wrogiem. Początek swojej nienawiści do tego kraju datował na rok 1982, „gdy Ameryka pozwoliła Izraelczykom napaść na Liban, a pomogła im w tym VI Flota USA”.

Lawrence Wright stworzył dzieło niezwykłe, sięgające daleko poza sam zamach na tytułowe wieże. Znamienitą część książki wypełnia geneza powstania terroryzmu. Wright zestawia postaci dwóch czołowych terrorystów (Osama i Egipcjanin Ajman az-Zawahiri, partner i późniejszy przywódca Al-Kaidy) z agentem FBI Johnem O’Neilem – pierwszym człowiekiem Zachodu, który w zapalczywym Saudyjczyku dostrzegł drzemiące zagrożenie dla świata). Dwie odmienne cywilizacje i dwie przeciwstawne postawy.

Koran mówi: „Nie zabijajcie się!”, a w hadisach przytaczających wypowiedzi Mahometa nie brak przykładów potępienia dla samobójców. Karą za samobójstwo są ogień piekielny oraz wieczne umieranie z użyciem tych środków, które wykorzystano do odebrania sobie życia.

„Wyniosłe wieże” to lektura fascynująca, wnikająca głęboko w korzenie terroryzmu. Sam zamach na World Trade Center to zaledwie kilkanaście ostatnich stron książki. Dla autora ważniejsze było zrozumienie istoty kulturowej przepaści, u której podstaw stoi religia łagodna i stroniąca od gwałtu. Udało się znakomicie. Książka z „Serii  Amerykańskiej” ale w gruncie rzeczy traktująca o współczesnej historii świata.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , ,

Hańba – John Maxwell Coetzee

Popadłem w stan pohańbienia, z którego niełatwo mi będzie się podźwignąć. Nie próbowałem uniknąć tej kary. Nie śmiem przeciwko niej się burzyć. Na odwrót, dzień w dzień odbywam ją całym sobą, usiłując zaakceptować hańbę jaką swoją kondycję. Czy pańskim zdaniem Bogu wystarczy, że żyję pod brzemieniem bezterminowej hańby?

Profesor literatury David Lurie wpada w kłopoty. Krótki romans ze studentką rujnuje życie intelektualisty. Zhańbiony Lurie opuszcza Kapsztad i przeprowadza się na farmę córki.

Prowincja przygniata Luriego rzeczywistością dalece odmienną od warunków, w jakich przebywał dotychczas. Post apartheidowe społeczeństwo rządzi się niezrozumiałymi dla białego intelektualisty prawami. Hańba nie opuści bohatera, choć objawi się na wiele nieznanych dotąd sposobów.

Wielkość prozy południowoafrykańskiego noblisty leży w lapidarnej formie, której ślad pozostaje na długo w czytelniku. Do głębi smutna i niepozbawiona biologicznej brutalności „Hańba” dotyka wielu tematów, z których egzystencjalne problemy „człowieka Zachodu” to ledwie górna warstwa. Poruszająca analiza społeczeństwa i stan umysłu nowej klasy panów mówią o RPA więcej niż niejedno opasłe dzieło.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , ,

Budapest Noir – Vilmos Kondor

Lata trzydzieste. Po śmierci faszyzującego premiera Gyula Gömbösa Budapeszt szykuje się do pogrzebu polityka. W sferach polityki nie ustają spekulacje o składzie nowego rządu. Co do tego, że Węgry pójdą dalej pod rękę z Hitlerem i Mussolinim nikt nie ma wątpliwości. W dzielnicy lunaparów policja znajduje ciało młodej dziewczyny. Zabójstwo prostytutki byłoby warte więcej, niż wzmianka w rubryce kryminalnej lokalnego dziennika, gdyby nie jeden szczegół. Ofiara miała przy sobie modlitewnik i pochodziła z zamożnej żydowskiej rodziny.

Reporter kryminalny Zsigmond Gordon zaczyna śledztwo dziennikarskie ale trafia na mur milczenia. Tropy prowadzą w miejsca, do których pismak nie powinien zaglądać.

„Budapest Noir” czerpie garściami z klasyki gatunku. 101% Chandlera w Gordonie i opisy przedwojennych Budy i Pesztu to znaki szczególne debiutu Vilmosa Kondora. Powtarzając za bohaterem serialu „Dom”: „Mówi to Panu coś?” Oczywiście, że mówi. „Bernard Gunther„, mówi. „Eberhard Mock„, mówi. A nawet „Edward Popielski„, panie.

Panowie Mock, Popielski i Gunther to jednak inna liga. Ich Breslau i Lwów to miasta magiczne, pełne smaków i zapachów. Berlin i Praga z opowiadań Philipa Kerra elektryzują przedwojennym szykiem i wojennym sznytem oficerów SS. Podróż ulicami Budapesztu Vilmosa Kondora jest jak wskazówki z „Automapy”:  za, dwa, kilometry, trzeci, zjazd, w lewo.

Zsigmond Gordon czerpie z dobrych wzorców. Bywa inteligentny i wnikliwy, szarmancki wobec kobiet i twardy dla zbirów, ale to wciąż blady bohater z kartonu, którego perypetie w mieście nad modrym Dunajem nie porywają. A jak karton trochę zamoknie, to zostanie mało interesująca pulpa.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 czerwca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , ,

Unicestwienie – Jeff Vandermeer

Tam,‍ gdzie spoczywają dławiące owoce, które pochodzą z ręki grzesznika, przyniosę nasiona śmierci,

by dzielić się nimi z robactwem, co gromadzi się w ciemności i otacza świat mocą swego życia,

gdy ze słabo oświetlonych korytarzy innych miejsc powstaje coś,

co nigdy się nie skuli przez niecierpliwość nielicznych wciąż niewidzących ani niewidzianych…

Powstanie tajemniczej strefy X nie od razu zostało odnotowane. To co utworzyło się na pustym wybrzeżu z czasem zaczęto traktować jako przestrzeń, do której wstęp mogą mieć nieliczni. Przez trzydzieści lat jedenaście misji próbowało zdefiniować czym jest strefa. Pierwsze dwie opisały je wyłącznie jako rezerwat dzikiej przyrody, następne donosiły o anomaliach na wielu poziomach ludzkiej percepcji. Wiadomo tylko, że strefa oddziałuje na ludzkie umysły i wpływa na każdego, kto przekroczy granicę.

Kolejne wyprawy kończyły się fiaskiem, ale organizująca je enigmatyczna firma „Southern Reach” nie ujawniła szczegółów. Niespodziewanie, kilku członków wyprawy numer 11 wróciło do domu nie pamiętając jak udało się im tego dokonać.

Dwunasty zespół wysyłany do strefy X stanowią same kobiety. Psycholożka, biolożka, geodetka i antropolożka poddane hipnozie przechodzą granicę zwyczajnego świata. Na miejscu znajdują artefakt, którego nie uwzględniła żadna z poprzedzających ekspedycji. Dla większości to tunel wiodący wgłąb ziemi. Biolożka nazywa konstrukcję „wieżą”. Ekspedycja wgłąb okaże się pierwszym krokiem w zatracenie. Spotkanie z nieznanym konsekwentnie niszczy ludzi – począwszy od zaufania do współuczestników po własną tożsamość i postrzeganie rzeczywistości.

„Unicestwienie” majstruje przy umyśle człowieka w sposób jaki robili to mistrzowie S-F, bracia Strugaccy i Stanisław Lem. Zmagania bohaterki z kolejnymi odkryciami ma wspólny mianownik z przeżyciami bohatera „Solaris”. W swojej przerażającej wizji inności Jeff Vandermeer poszedł dalej niż Lem – Kris Kelvin w „Solaris” zmagał się z nieodgadnioną inteligencją oceanu. W „Unicestwieniu” obcy nie ma żadnej definicji zrozumiałej dla ludzkiego umysłu.

„Unicestwienie” to pierwsza z trzech powieści Vandermeera o strefie X. W 2018 roku sfilmowana przez Alexa Garlanda dla Netflix.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 czerwca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Epifania Wikarego Trzaski – Szczepan Twardoch

Epifania – z greckiego epifaneia – objawienie się, ukazanie – Objawienie Pańskie.

Ksiądz Jan Trzaska dostaje fuchę wikarego w małym śląskim miasteczku. Wikary to pomocnik proboszcza, co w warunkach wiejskich oznacza nudną robotę i wieczne wysłuchiwanie starego dziada w randze szefa lokalnej jednostki Pana Boga. Życie młodego księdza jest monotonne jak ślunska kuchnia. Do czasu, gdy z szafy wikarego wyłazi dwóch gości. Jeden z nich to Michał, Archanioł. Jego długowłosy kumpel przedstawia się jako Jezus. Ten Jezus.

Zresztą, uczyli przecież księdza w tym seminarium o paruzji, nie? No to ma ksiądz paruzję, przyszedłem ponownie na ziemię. I co? Chociaż nie, w zasadzie, na razie to zwykła prywatna epifania, paruzja będzie, jak się objawię wszystkim.

Po wygłoszeniu zdumiewającej proklamacji goście udają się na spoczynek do szafy ubraniowej a obdarzony darami ksiądz Trzaska rusza nawracać naród.  Na Śląsk zjeżdżają tłumy dziennikarzy i pielgrzymki wiernych błagających o błogosławieństwo cudotwórcy.

Historia Jana Trzaski jest przewrotna. Po objawieniu powieść toczy się torami wariackiego spotkania z Jezusem balansując na granicy komedii i gagów o Synu Bożym w epoce elektroniki i umysłu. Ksiądz Jan uzdrawia dając Świadectwo a w głębi duszy wie, że ma do wypełnienia nową misję. Inteligent w sutannie zaczyna czuć, że coś tu jednak nie gra. Z rozdziału na rozdział robi się coraz mniej do śmiechu. Zamęt robi historia „Czarnego Dziadka”, sama w sobie mająca formę mikro opowiadania oderwanego od głównego wątku, a jednak przedziwnie się z nim łącząca.

Całość okraszona śląską gwarą przenosi czytelnika w świat familioków i niedzielnej rolady.

O kondycji współczesnej wiary i instytucji Kościoła napisano tomy, a jednak autor drąży temat bez litości i obaw o świętokradztwo. Pozostając w sferze opowieści o facecie nawiedzonym przez Zbawiciela 2.0 i będąc nie do końca poważnym Twardoch prowokuje do myślenia.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 czerwca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Krótka historia Opium – Thomas Dormandy

Od prehistorycznych upraw w Persji po afgańskie uprawy wspierające współczesny terroryzm, historia opium nie jest taka krótka, jak przewrotnie wskazuje tytuł książki Thomasa Dormandy.
Ludzkość pożąda cudownego soku z główek maku lekarskiego od tysięcy lat. Najstarszy narkotyk świata zaczynał karierę w postaci naturalnej. Dociekliwość i inwencja człowieka szybko przerobiła lepką brązową maź w poręczną nalewkę o niewinnej nazwie „laudanum”. Oszałamiająca kariera opium w Europie i Ameryce napędziła produkcję narkotyku w Indiach Brytyjskich a przy okazji stworzyła niejedną fortunę w Zjednoczonym Królestwie.

Absurdalnie do popularyzacji opium przyczyniła się herbata. To od wielkiej namiętności Anglików do ich „narodowego” naparu zrodziła się potrzeba handlu z Chinami i wynikłe z tego dwie wojny „opiumowe”. Anglicy dostali swoją herbatę a pokonane militarnie Chiny stały się największym konsumentem narkotyku na świecie, w krótkim czasie stając się też najbardziej zdegenerowanym państwem pełnym apatycznych, upadłych heroinistów.

W 1804 roku niemiecki farmaceuta wyodrębnił z opium alkaloid, który stał się kolejnym lekarstwem na wszelkie dolegliwości XIX wieku – morfinę. W 1874 roku, podczas eksperymentów z morfiną angielski chemik zsyntetyzował substancję 3-5 krotnie mocniejszą. Eksperymentem z Londynu zainteresował się pracownik niemieckiego koncernu Bayer, wynalazca aspiryny.

W 1897 roku laboratorium Bayera po raz pierwszy „ugotowano” substancję, którą twórcy zgodnie z wywoływanym stanem euforii nazwali heroiną. Wprowadzając „lek” do powszechnego użycia koncern Bayer zachwalał swój środek jako nieuzależniający, za to doskonały do leczenia schorzeń. Świat wciąż zmagał się z gruźlicą i wieloma chorobami, na które wciąż brakowało skutecznego antidotum. Nowe lekarstwo Bayera wydawało się kolejnym przełomem w medycynie.

Minęło wiele lat zanim dostrzeżono mroczną stronę „medykamentu”. Do tego czasu sprzedano tony białego proszku w postaci syropów, tabletek czy eliksirów. Lata dwudzieste przyniosły pierwsze zakazy prawne i powszechną świadomość, że heroina nie jest cudownym lekiem, tak jak bezkarne nie było używanie morfiny a wcześniej laudanum.

„Heroina wraca w wielkim stylu” zachwycał się jeden z bohaterów „Pulp Fiction”. Minęło kolejne sto lat, w których sok z makówek wciąż cieszy się powodzeniem. W najnowszym wydaniu produkcją „czarnej smoły” zajęły się meksykańskie kartele, znajdując ogromny rynek zbytu w najbogatszym kraju świata, Ameryce.

Krótka historia opium pisze się dalej.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 Maj 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , , ,

Platforma – Michel Houellebecq

Michel Renault pracuje w Ministerstwie Kultury. Praca łatwa i przyjemna, nie wymagająca nadmiernego zaangażowania ani nadmiernej wiedzy. W znośnej i monotonnej codzienności czas Michela wypełnia oglądanie telewizji i seks w formach dostępnych dla starzejącego się, francuskiego singla. Spadek po ojcu pozwala samotnemu urzędnikowi na podróż do Tajlandii, gdzie bez cienia fałszywego wstydu korzysta z uroków seks turystyki. W podróży poznaje uroczą Valerie, ambitną pracownicę biura podróży.

Po powrocie zostaną kochankami a zamiłowanie Michela do korzystania z tanich tajskich prostytutek będzie przyczynkiem do projektu, który pochłonie ich bez reszty. Tajlandia zwabi parę raz jeszcze do siebie, szykując zaskakującą zapłatę za wkład w rozwój seks turystyki dla zmanierowanych przedstawicieli Europy.

„Platforma” to Houellebecq w pigułce. Wzorcowy bohater jest rozczarowanym zasobnym społeczeństwem Zachodu, dojrzałym mężczyzną z obsesją seksu, brakiem pruderii i zdolności do nawiązywania trwałych relacji. Trochę nieporadnym, zdecydowanie nieatrakcyjnym i pozbawionym mrzonek o wspaniałej przyszłości. Jak i w innych powieściach pisarza, życie pana Renaulta pełne jest pesymizmu i przekonania o schyłku cywilizacji reprezentowanej przez francuskie wartości. Promyczkiem nadziei jest miłość, często niespełniona lub rozpadająca się zbyt wcześnie.

Znakiem rozpoznawczym paryskiego pisarza jest jak zawsze rozbudowana sfera seksualności bohaterów, nie stroniąca od porno detali.

Chronologicznie późniejsza niż „Cząstki Elementarne” „Platforma” ma w sobie przynajmniej cień optymizmu. Houellebecq nie daje się jednak zwieść nadmiernej radości, szykując czytelnikowi niezapomniane zakończenie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 Maj 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , ,

Antygona w Nowym Jorku – Janusz Głowacki

Mityczna Antygona pochowała ciało brata, za co została skazana na śmierć przez satrapę Kreona. U Głowackiego Antygonę zastępuje Portorykanka Anita. Bezdomna z nowojorskiego parku chce godnie pochować Johna, którego ciało czeka na złożenie w bezimiennym grobie na Potter’s Field. Ją także czeka śmierć, choć miejsce władcy Teb zajmuje bezduszny system a agorę przed pałacem króla parkowa ławka.

Zwięzła, ironiczna sztuka Głowackiego uchwyciła ledwie kilka scenek z życia bezdomnych w Nowym Jorku. Polak „Pchełka”, rosyjski Żyd Sasza i latynoska Anita rozprawiają o codzienności, której podstawą jest kilka dolarów na tanie wino i luksus przespania się w przegrzanej kotłowni. Przyszłość jawi się im w kolorowych barwach, spełnieniu amerykańskiego snu o bezpiecznym i zasobnym życiu.

Obecny jedynie ciałem denat John przysłuchuje się im ze stoickim spokojem, chwilami tylko lekko tracąc pion.

Głowacki niezwykle syntetycznie punktuje rzeczywistość pozostawiając czytelnikowi (widzowi) dowolność interpretacji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 Maj 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Pastrami – Malcolm XD

Zbiór opowiastek, przez ziomów zwanych „pastrami”, choć bacząc na szybkość elektronów płynących przez sieć, słowo „pasta” prawdopodobnie jest już passe (yoł! XD)

Wojska terytorialne w Borach Tucholskich, zebranie w sprawie windy, emeryt w narzędziowym zjadliwie dokumentują życie rodzimych troli. Malcolm XD ma dar obserwacji i syntezy absurdów codziennego życia. Wprowadza własną systematykę w podziale na Mirków i Zbyszków. Nie oszczędza nikogo, nie bierze jeńców. Nawet jeśli to , Mołdawianie z wymiany czy Ormianie w Warsie XD 😀

Wybijają się „Zawiślakowie”, „Paulina Patolog i pies” i oczywiście dynamiczne „Bory Tucholskie”. Wśród past jest i ta kultowa o fanatyku.

Tajemniczemu Malcolmowi XD nie sposób nie zazdrościć talentu. Nie każdemu przypadnie do gustu nadmiar wulgarnych zaśpiewek i wszędobylskie XD (he, he XD). No, ale nie każdemu Mirkowi na imię Zbyszek a odnalezienie cząstki naszego własnego Mirka w Mirku może być bolesne. XD

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 Maj 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,