RSS

Archiwa tagu: dokument

Czarna Ziemia. Holocaust jako ostrzeżenie – Timothy Snyder

30 stycznia 1939 roku Hitler wygłosił jedną z najistotniejszych mów w swojej karierze. Oświadczył w niej przed niemieckim parlamentem, że jeśli Żydzi rozpętają wojnę światową, zakończy się ona ich eksterminacją. Te ponure słowa początkowo uznane za polityczne pieniactwo pod publiczkę okazały się oświadczeniem w dosłownym znaczeniu słowa „eksterminacja”.

O nazizmie i holokauście napisano już tyle, że trudno znaleźć dla nich nową perspektywę. Timothy Snyder jednak próbuje. Autor wychodzi od słusznej tezy o kluczowej zależności państwo-obywatel-prawo.

Chcąc pozbyć się Żydów z planety, najpierw trzeba było oddzielić ich od państwa. (…): „robić, co się komu żywnie podoba, można tylko z bezpaństwowcami”

(…) eliminacja polskiej państwowości na początku wojny miała kluczowe znaczenie dla przebiegu całego Holokaustu, ponieważ właśnie na okupowanym terytorium Polski, w specjalnej strefie kolonialnej Niemiec, można było zlokalizować miejsca zagłady.

„Stoimy w obliczu – powiedział Winston Churchill – zbrodni bez nazwy”. Jej sprawcami byli ludzie działający z inicjatywą i w kreatywny sposób w warunkach politycznych, które sami stworzyli. Destrukcja państw nie zmieniła polityki – stworzyła nowy jej rodzaj umożliwiający popełnianie nowego rodzaju zbrodni.

Wychodząc od likwidacji państwowości Snyder dokonuje przeglądu kolejnych państw, które padły łupem Hitlera. I tu zaczynają się pierwsze kontrowersje. Nie bacząc na powszechnie znane fakty autor porównuje kraje, których III Rzesza nie zaanektowała z tymi, które stały się nazistowskim dzikim wschodem. Porównanie Danii z Polską i Ukrainą to historia pisana pod dyktando własnej tezy – niestety nietrafiona.

Szczęśliwie dla tej pozycji jest tu też kilka mniej znanych faktów i ciekawa analiza psychiki Fuhrera:

Jedną z kolonii była Niemiecka Afryka Wschodnia – obecnie Rwanda, Burundi, Tanzania i część Mozambiku -Podczas rebelii w 1905 roku (tzw. powstania Maji-Maji) Niemcy zastosowali tam taktykę morzenia głodem, zabijając co najmniej 75 tysięcy ludzi. Drugą kolonią była Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia – dziś Namibia -gdzie około 3 tysięcy kolonistów kontrolowało mniej więcej 70 procent gruntów.

Podobnie jak miliony dzieci urodzonych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX wieku, Hitler bawił się na podwórku w „wojny afrykańskie” i zaczytywał się w powieściach Karola Maya o amerykańskim Dzikim Zachodzie. Później oświadczył, że to May „otworzył mu oczy na świat”

Jest też miejsce na sugestywne dane:

Od lipca 1942 roku do czerwca 1943 roku do Stanów Zjednoczonych wpuszczono zaledwie 4705 osób pochodzenia żydowskiego, czyli mniej niż warszawskich Żydów, którzy latem 1942 roku każdego dnia ginęli w Treblince

***

W latach 1937 i 1938 w operacjach Wielkiego Terroru aresztowano, zastrzelono oraz pogrzebano w dołach 681 692 obywateli ZSRR. W tych latach szykując się do wojny, NKWD zastrzeliła na własnym terytorium dwa razy więcej Polaków niż Einsatzgruppen w czasie, gdy w 1939 roku wojska niemieckie wkroczyły do Polski.

Po 1935 roku władze duńskie nie przyjmowały uchodźców żydowskich i deportowały do Niemiec część tych, którzy przybyli wcześniej. Żydzi, którym w Danii odmówiono ochrony państwa, podzielili los pozbawionych jej w Estonii i wszędzie indziej: zginęli

 

Przekombinowana i przeintelektualizowana „Czarna Ziemia” to dzieło kontrowersyjne, z którego przy odrobinie złej woli i manipulacji można wyciągnąć fałszywie brzmiące cytaty.  Chociaż nie brakuje w niej faktów i ciekawych wniosków, całość bardziej przypomina profesorski wywód dla poparcia własnych tez, niż twarde dzieło historyczne. Na koniec Snyder brnie w obszary współczesności, niczym Kasandra wieszcząc powrót zła na Ziemię:

Chociaż światu jako takiemu żywności zapewne nie zabraknie, bogatsze społeczeństwa mogą ponownie zacząć się niepokoić o jej dostawy. Ich elity po raz kolejny mogą stanąć w obliczu wyborów dotyczących sposobu określenia relacji między polityką a nauką. Jak wykazał Hitler, mieszanie tych dwóch kwestii otwiera drogę do ideologii, które wydają się zarazem oferować wyjaśnienie i oddalać panikę. W przypominającym Holokaust scenariuszu masowego mordu przywódcy kraju rozwiniętego mogą wykorzystać lub wywołać panikę związaną z przyszłymi niedoborami i podjąć działania prewencyjne, wskazując pewną grupę ludzi jako źródło problemu ekologicznego i niszcząc inne państwa celowo lub przez przypadek. Nazistowski przykład dowodzi, że nie trzeba realnych powodów do strachu o własne życie – wystarcza chwilowe przekonanie, że dla ochrony standardu życia konieczne są drastyczne środki

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lipca 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , ,

Spinalonga wyspa trędowatych – Małgorzata Gołota

Trąd. Przez dwa tysiąclecia ludzkość nie umiała wyjaśnić przyczyn jej występowania inaczej niż biblijną klątwą za grzechy.

Naznaczeni szybko postępującymi, okrutnymi zniekształceniami ciała chorzy budzili przerażenie. Jedyną obroną przed zarazą była izolacja.

Stygmatyzacja trędowatych była powszechną praktyką nie tylko w ciemnych czasach średniowiecza. Miejsca odosobnienia dla chorych powstawały aż do XX wieku. Jednym z ostatnich takich miejsc była jałowa, skalista wysepka u wybrzeży Krety – Spinalonga, Piekło w ojczyźnie europejskiego humanizmu.

Założona w 1903 roku kolonia istniała aż do roku 1957. Zsyłanych tu ludzi społeczeństwo literalnie wykreślało ze swoich kręgów. Wyrzuceni poza granice cywilizacji trędowaci byli wykreślani ze spisów powszechnych i w większości przypadków na zawsze zapomniani przez najbliższych. Skalista gwyspa była miejscem najgorszym z najgorszych – pozbawiona wody i możliwości uprawy roli, zdana na skąpe dostawy z lądu morzyła nie tylko trądem ale i głodem. Nic dziwnego, że pacjenci tej ponurej placówki ozdobili antyczne weneckie mury cytatem z „Piekła” Dantego.

Przerażająca w opowieści o Spinalondze jest nie tylko straszna choroba. Powala przede wszystkim odrzucenie i samotność, na którą skazani byli ludzie dotknięci trądem. Gnijące stopy i odpadające nosy były udręką fizyczną, alienacja ze społeczeństwa torturą duszy.

Książka Małgorzaty Gołoty to podróż w czasie, której celem nie są ruiny dawnej weneckiej warowni ale ludzie, po których zatarły się wszelkie ślady.

W centrum uwagi autorki pozostaje Epaminondas Remoundakis. To znacząca postać w historii Spinalongi i jednocześnie jeden z niewielu, po których pozostało coś więcej niż zbiorowa pamięć chorych „en masse”. Remoundakis trafił na wyspę tuż po studiach i pozostał na niej do jej ostatnich chwil. To dzięki jego wewnętrznemu uporowi i determinacji pozostały ślady o tysiącach bezimiennych „hansenów”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 lipca 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , ,

Zła weganka

Sarma Mengallis była kwintesencją Nowego Jorku w pigułce. Inteligentna, wykształcona, zdolna, pełna pasji i determinacji w biznesie. Szefowa kuchni i autorka kulinarnych bestsellerów stworzyła „Pure Food and Wine” i „Lucky Duck” – w swoim czasie najbardziej oblegane restauracje na Manhattanie. Kiedy świat podziwiał Sarmę za modelową karierę i wyjątkową misję ona sama rozpoczęła spektakularny demontaż własnego biznesu i własnego życia.

Kolejny raz Netflix karmi widza doskonałą historią z życia wziętą. Perypetie kobiety z wyższych sfer NY przerasta wyobrażenia o ludzkiej naiwności ale i zadziwiającej potrzebie bliskości, która trwa wbrew wszelkim podszeptom rozsądku.

Minus za męczącą już nieco „netflixową” formułę, powtarzaną bez końca w kolejnych produkcjach dokumentalnych.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 Maj 2022 w seriale, seriale 2022

 

Tagi: , ,

Trzecia Rzesza na Haju – Norman Ohler

„Chemik doktor Fritz Hauschild dowiedział się, że na igrzyskach olimpijskich w 1936 roku wielką rolę odegrała substancja zwana benzedryną, skuteczna amfetamina z USA – w tamtych czasach był to jeszcze legalny środek dopingowy.

Hauschild udoskonalił produkt i jesienią 1937 roku wynalazł nową metodę syntetyzowania metamfetaminy. Niedługo później, 31 października 1937 roku, zakłady Temmlera zgłosiły w berlińskim urzędzie patentowym pierwszą niemiecką metyloamfetaminę, będącą ich własną wersją środka witalizującego, która zdecydowanie usunęła w cień amerykańską benzedrynę. Nazwa handlowa: Pervitin.”

Historia III Rzeszy w ujęciu jakiego wcześniej nie było. Naziści bardzo szybko zrozumieli jaki potencjał tkwi w środkach pobudzających. Cudowny środek na wydajność rozrywającego Europę Wermachtu, magiczne pastylki szczęścia dla społeczeństwa borykającego się z niedoborami wojennego wysiłku. W III Rzeszy Perivin został cichym bohaterem pierwszych lat II wojny światowej.

Pervitin miał liczne nazwy potoczne, wskazujące na jego zastosowanie: „sól lotnika”, „Stuka” lub „pigułki Göringa” (…)

Poza tym był tani. Przeciętna wojskowa dawka, jak kalkulował Ranke, wynosiła cztery tabletki na dzień, co kosztowało w aptekach 16 fenigów, podczas gdy za kawę na jedną noc należałoby zapłacić 50 fenigów: „Środek pobudzający był zatem bardziej ekonomiczny”.

„Wezwałem was, abyście nie spali przez 48 godzin. Zdołaliście wytrzymać 17 dni” – Heinz Guderian

 

Norman Ohler wysunął śmiałą tezę o użyteczności Pervitinu w trakcie Blitzkriegu. Swoje twierdzenia oparł na graniczącej z fizycznymi możliwościami wydajności wojennej machiny Hitlera oraz skrupulatnie dokumentowanej produkcji i użyciu metamfetaminy w wojsku.

Ciasno jeden za drugim, zderzak przy zderzaku stały pojazdy Grupy Pancernej Kleista, największej jednostki zmotoryzowanej, jaką kiedykolwiek w historii wojskowości wprowadzono do akcji, liczącej w sumie 41 140 pojazdów, w tym 1222 czołgi. Lawina stali i blachy utknęła na odcinku dwustu pięćdziesięciu kilometrów, tworząc korek, który ciągnął się aż po Ren. Był to do dzisiaj najdłuższy zator komunikacyjny w historii Europy (…)

Ranke, w drodze z Guderianem, pokonawszy w niecałe trzy dni ponad pięćset kilometrów, uzyskał o pewnego oficera sanitarnego grupy pancernej potwierdzenie, że podczas operacji każdy kierowca zużywał od dwóch do pięciu tabletek pervitinu dziennie.

Niemcy nie byli gorsi od Pablo Escobara. Kokainę wykorzystali w stylu kolumbijskich karteli, traktując ją jako dodatkowy zastrzyk gotówki.

Niemcy wiedli prym także w produkcji innej substancji: firmy Merck, Boehringer i Knoll opanowały 80 procent światowego rynku kokainy. Zwłaszcza kokaina Mercka z Darmstadt na całym świecie uchodziła za produkt najwyższej jakości, a piraci przemysłowi w Chinach w milionowych nakładach kopiowali etykietki tej firmy (…)

***

W roku 1943 wielka apteka Wehrmachtu dostarczyła krętymi drogami Urzędowi Zagranicznemu/Abwehrze (Amt Ausland/Abwehr) 568 kilogramów czystej kokainy i 60 kilogramów czystej heroiny 326. To wielkie ilości, wielokrotnie przekraczające medyczne zapotrzebowanie roczne całej Rzeszy Niemieckiej.

W drugiej części swojego dzieła Ohler kończy opowieść o triumfie Pervitinu i skupia się całkowicie na postępującym uzależnieniu największego lekomana III Rzeszy i jego przybocznego doktora Theo Morella. Cwany doktor uzależnił Furhera całkowicie nie tylko od pobudzających zastrzyków, ale i od siebie. Hitler otrzymywał dożylnie kolejne podejrzane „koktaile”. Częstotliwość ich podawania i objawy przed/po wg Ohlera są dowodem na to, że Adolf Hitler był uzależnionym heroinistą.

W prawej dolnej ćwiartce fiszki „pacjenta A” na drugi kwartał 1943 roku została zapisana i wielokrotnie podkreślona nazwa środka: eukodal. Był to środek odurzający firmy Merck z Darmstadt. Pojawił się na rynku w 1917 roku jako środek przeciwbólowy oraz uśmierzający kaszel i w latach dwudziestych cieszył się tak wielką popularnością, że w obiegu pojawiło się hasło o eukodalizmie. Jego nadzwyczaj silną substancją czynną jest opioid o nazwie oksykodon, syntetyzowany z naturalnego surowca opium.

***

Wraz z wprowadzeniem nowego narkotyku Morell, nazwany przez Göringa złośliwie „Panem zastrzykarzem Rzeszy”

***

Kokaina i eukodal – mieszanka Führera, koktajl krążący we krwi Hitlera przekształcił się w tych tygodniach w klasyczny speedball: uspokajające działanie opioidu łagodziło pobudzający efekt zażycia kokainy. W opisach działania tego podwójnego farmakologicznego uderzenia wymienia się niezwykłą euforię i odczuwaną po same koniuszki włókien nerwowych błogość, przy czym dwie silne, biochemicznie przeciwstawne molekuły walczą w ciele o dominację.

„Trzecia Rzesza na haju” nie jest publikacją naukową, co autor mocno podkreślił we wstępie. Ohler powołuje się jednak na liczne materiały źródłowe, których dotychczas nie interpretowano pod kątem substancji narkotycznych. Jednym ze źródeł są protokoły z procesu w Norymberdze.

Dzieło Normana Ohlera w dużej mierze stawia na sensację a materiały źródłowe interpretuje tendencyjnie. Naukowcy wciąż spierają się o stan psychiczny i fizyczny Hitlera. Teza o jego uzależnieniu od narkotyków pozostaje domniemaniem bez jednoznacznych dowodów na to, że Fuhrer świadomie czy nieświadomie był szprycowany narkotykami. Podobnie jest z tezą o perivinie i jego kluczowej roli w trakcie niemieckich kampanii lat 1939-1940. Tu jednak wiedza o nagminnym wykorzystywaniu amfetaminy przez Wermacht i Luftwaffe jest faktem powszechnie znanym.

Książkę Ohlera należy traktować jako indywidualną interpretację autora. Nie zmienia to faktu, że „Trzecia Rzesza na haju” zawiera wiele ciekawostek historycznych. Na przykład takich jak nieoczywisty fakt wykorzystywania amfetaminy w Sachsenhausen podczas bestialskich „badań”:

Urząd Gospodarczy Rzeszy centralnie kierował testami materiałów i dopuszczał do produkcji tylko materiały zastępujące skórę, które z powodzeniem przeszły egzamin w Sachsenhausen (…)

Więźniowie przez długotrwałe, wyczerpujące marsze testowali dla niemieckiego przemysłu obuwniczego zużywanie się podeszew butów. Firmy takie jak Salamander, Bata, Leiser wysyłały swoje najnowsze wytwory do obozu koncentracyjnego: szukano materiału zastępczego dla racjonowanej w czasie wojny skóry (…)

Według szacunków na torze testowym konało do dwudziestu osób dziennie. W SS mówiło się na to „eksterminacja poprzez pracę”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 marca 2022 w literatura 2021

 

Tagi: , , , , , , ,

Oszust z Tindera

Legendarnym oszustem uwodzicielem PRL-u był Jerzy Kalibabka. „Tulipan” rozkochiwał w sobie bogate kuracjuszki a następnie je okradał. Pieniądze oszukanych pań przeznaczał na wystawne życie socjalistycznego playboya. Piękny Simon Leviev nie robił zatem nic, czego nasz rodzimy Kalibabka wcześniej nie dokonał. To co ich różni to technologia i inflacja 🙂

Leviev zaistniał dzięki wymarzonemu do tego celu Tinderowi. Izraelski uwodziciel zdołał podobno wyłudzić 10 milionów dolarów. Przekręt amanta z Tindera polegał na rodzaju piramidy finansowej Ponziego lewarowanej słynnym już

„My enemies are after me” 🙂

Serial Netflixa buduje napięcie wokół śledztwa i kooperacji kilku ofiar, które próbują dopaść byłego kochanka.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 marca 2022 w kino 2022

 

Tagi: , , ,

Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości – Swietłana Aleksijewicz

Sarkofag to nieboszczyk, który oddycha. Oddycha śmiercią. Jak długo będzie jeszcze mógł służyć? Na to pytanie nikt nie umie odpowiedzieć, do dzisiaj nie sposób dostać się do wielu elementów konstrukcji, żeby zbadać, jak długo jeszcze wytrzymają.

Kolejna publikacja na temat największej katastrofy ery atomu. Świat poznał Czarnobyl jako część ZSRR. We współczesnej świadomości wygaszony reaktor znajduje się na terenie Ukrainy, ale skażenie poza strefą „zero” otrzymały tereny należące dziś do Białorusi.

„Tam na polu orze traktor, obok pali się reaktor. Jakby Szwedzi znać nie dali, nadal byśmy tak orali”.

Swietłana Aleksijewicz wraca do 26 kwietnia 1986 roku , który dla milionów radzieckich ludzi stał się dniem apokalipsy. Do tych którzy zmarli w pierwszych dniach po niewyobrażalnej dawce promieniowania i do tych, którzy na przekór wszystkiemu katastrofę przyżyli. A także do dwóch milionów Białorusinów, których zapomniano wysiedlić ze strefy rażenia.

Atom wojenny to Hiroszima i Nagasaki, a pokojowy to żarówka w każdym domu. Nikt jeszcze się nie domyślał, że atom wojenny i pokojowy są bliźniakami. Wspólnikami.

„Kronika przyszłości” to chór głosów, z których każdy śpiewa własną piosenkę. Wśród pracowników elektrowni i mieszkańców Prypeci przeważa cierpienie i dyktowane strachem życie po napromieniowaniu. Wśród nieświadomych rolników wybuch to przede wszystkim niezrozumiałe zakazy i dramat opuszczenia własnej zagrody. Albo dramat w nim pozostania, bez szans na godne życie gdziekolwiek indziej.

Bierzemy kiełbasę, jajka. Robimy zdjęcie rentgenowskie – znowu radioaktywne odpady. Siedzi młoda kobieta na ławce przed domem, karmi piersią dziecko… Sprawdziliśmy – jej mleko było radioaktywne. Matka Boska Czarnobylska…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 stycznia 2021 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , ,

Death to 2020

Mocno ironiczny rzut oka na rok 2020, rok o którym zgodnie wszyscy życzą sobie zapomnieć (chociaż będą o nim mówić bez końca).

Netflixsowe podsumowanie roku przygotowali twórcy wizjonerskiego „Black Mirror”, którzy przyznali, że takiego scenariusza „sami by nie wymyślili” XD.

Pseudo dokument („mockument”) pokazuje kluczowe zdarzenia roku 2020 („tak ważnego, że nawet jego nazwa wymieniana jest podwójnie” XD) opatrzone komentarzami pseudo naukowców, pseudo dziennikarzy i pseudo polityków.

Na pierwszym planie głupkowaty profesor (Hugh Grant) mieszający bieżące wydarzenia z historiami „Star Wars” XD i dziennikarz poważnej gazety (Samuel L. Jackson), ale show kradnie Diane Morgan jako przedstawicielka angielskiego społeczeństwa XD.

Dostało się też internetowym miliarderom, politykom (łgająca jak z nut rzeczniczka Białego Domu), pustym jak dzban influencerom a nawet Elżbiecie II 🙂

„Death to 2020” skupia się głównie na Ameryce i Wielkiej Brytanii, wyszydzając angielskiego premiera Johnsona („strach na wróble”) i prezydenta USA Trumpa („pomarańczowy ludzik”). Afery Sasina nie uwzględniono 😀

Tymczasem kilka dni po premierze filmu życie napisało wstęp do sequela 2021 XD

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 stycznia 2021 w dokument, kino 2021

 

Tagi: , , , ,

Tony Halik, Tu byłem

Dla każdego Polaka, który pamięta czasy bez Teleranka, nazwisko Tony Halik znaczy „podróż”. Halik to nie człowiek. Halik to instytucja, przy której wszyscy współcześni podróżnicy wydają się wtórni. Gdzie on nie był? Czego nie przeżył? Do niedzielnych programów Halika współtworzonych z Elżbietą Dzikowską zasiadały całe rodziny. Na kilkadziesiąt minut Polska zamieniała się w argentyńską pampę albo amazońską dżunglę. Zezowaty i brzydki jak Gollum prowadzący opatrywał każdą emisję anegdotami o swoich przygodach, potrząsał prymitywnymi dzidami, pokrzykiwał w nikomu nieznanych narzeczach.

Marcin Borchardt w swoim dokumencie podchodzi do Halika ostrożnie. Choć nie brak tu pewnej dozy czołobitności i zasłużonych laurów dla twórcy „Tam gdzie pieprz rośnie”, pojawiają się też wątki mniej dla Halika przychylne. Od pewnego czasu wiadomo, że życiorys podróżnika był zdecydowanie podkolorowany a wojenne barwy RAF starannie przykryły faktyczną przynależność do Luftwaffe. Ciekawsze są delikatnie sygnalizowane wątki rodzinne dalekie od polukrowanych filmowych narracji z offu.

Prawda to jedno, wyobraźnia to już coś zupełnie innego. Dla widzów, którzy Halika znają, pozostanie on niezapomnianą osobowością telewizyjną i podróżnikiem-magikiem. Dla nowego pokolenia „Tony Halik” jest co najwyżej nazwiskiem podobnie brzmiącym do amerykańskiego skatera z gier video – Tommiego Hawka – XD

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 grudnia 2020 w dokument, kino 2020

 

Tagi: , , ,

Rzym – Robert Hughes

Przewodnik „turystyczny” po mieście pisany ręką krytyka sztuki.

Hughes dokonuje architektonicznego rozbioru miasta na czynniki pierwsze. To niełatwe zadanie wymagające ogromnej wiedzy autor podzielił na epoki historyczne.

To co dziś kojarzy się ze słowem Rzym okazuje się być materią skomplikowaną, tkanką materii nieożywionej, która odbyła własną podróż w czasie. Wszystko tu jest plątaniną epok i stylów im przynależnych.

Przepych cesarskich pałaców, budynki użyteczności publicznej przykrywają zdobienia Renesansu i przebudowy Baroku. Najstarsze świątynie rzymskie poświęcone dawnym bogom narosły zmieniającymi się gustami i technikami architektonicznych zdobień. Kolumny rozebranych pałaców podpierają nawy kościołów.

Największą część zajmują oczywiście epoki, które nieodmiennie kojarzą się z Wiecznym Miastem – Antyk i Średniowiecze, ale Hughes nie omija współczesności – od futuryzmu po Mussoliniego. Solidna porcja wiedzy o największych skarbach miasta owija opowieść o czasach, w których te obiekty powstały.

Sześćset stron tekstu to oczywiście za mało, żeby opisać wszystko, co w Wiecznym Mieście można podziwiać.

Rzym wciąż kryje swoje skarby, oddając je współczesności przy kolejnych budowach i renowacjach. Równie fascynujące są opowieści o ludziach, którzy to wszystko stworzyli.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 listopada 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , ,

Be Water

Lee Jun Fan, Chińczyk urodzony w San Francisco, wychowany w Hong-Kongu, aktor i przede wszystkim mistrz sztuk walki. Ojczyzna ochrzciła go imieniem „Małego Smoka” a świat na zawsze zapamiętał jako Bruce Lee. W Polsce lat osiemdziesiątych plakaty z filmu „Wejście Smoka” stały się produktem pożądania, spychając na drugi plan największych gwiazdorów amerykańskiego kina.

„Be Water” przypomina sylwetkę twórcy Jeet Kune Do, dziś nieco zapomnianą i obrosłą legendami.

Dokument wietnamskiego reżysera Bao Nguyena wyprodukowany przez sportowy kanał ESPN to jednak nie tylko rzetelny życiorys mistrza. Imigrant z Hong Kongu, który w swojej ojczyźnie piął się po drabinie kariery filmowej trafia do Ameryki – krainy nieskończonych możliwości, kraju stworzonego przez emigrantów całego świata. Ameryka lat sześćdziesiątych okazuje się jednak krajem pełnym uprzedzeń i rasizmu.

Bao Nguyen wyciąga wątki rasowe na pierwszy plan swojej opowieści ukazując jak trudne dla aktora o chińskich korzeniach okazało się życie w przepełnionym stereotypami Hollywood. Ogromna determinacja i upór pozwolił Bruce’owi Lee stać się największą legendą kina i synonimem chińskich sztuk walki. Niestety aktorowi nie było dane poczuć smaku zwycięstwa na światowej premierze „Wejścia Smoka” w „Chinese Theatre”, najważniejszym kinie Ameryki.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 listopada 2020 w dokument, kino 2020

 

Tagi: , , , , ,