RSS

Archiwa tagu: historia Polski

Płuczki – Paweł Reszka

„Piach tam był i nieraz, jak się dół wykopało, taki jak do sufitu, to się obsunął. Tak się robi, jak ziemia wcześniej jest ruszona. Obsypuje się, pęka. Trzeba było szybko uciekać. A pod spodem, dwa, nieraz trzy metry niżej, to właśnie był ten żużel. No kości spalone. Szufelką się go wyciągało i przebierało. Żydzi byli bogate.”

***

„To kopanie, to i tak nie pomogło ani nie zaszkodziło temu umarłemu. Nic złego nikt nie robił. To, com znalazł, to by i tak przepadło. Chociaż Żydzi też byli ludźmi. Każdy na drzwiach miał przybite przykazania.”

Polska historia wciąż wstydliwie milczy o przeszłości innej niż ta wykuta w brązie i złocie. Wśród peanów o żołnierzach wyklętych, męstwie i poświęceniu nie brakuje i takich o szlachetności ludu znad Wisły. Opowieści o szmelcownikach, donosicielach i kolaborantach wsadzamy pomiędzy te kilka niechlubnych wyjątków, które nie mogą zasłonić narodowego honoru.

Co zatem zrobić z faktami, które nie mieszczą się w polskiej ikonografii i ukształtowanej przez pół wieku propagandy fałszywej moralności?

Przez czterdzieści lat od wyzwolenia obozów zagłady w Sobiborze i Bełżcu Polacy chodzili „na wykopki”. Pierwsi śmiałkowie pojawili się na obozowych zgliszczach tuż po odejściu niemieckiej administracji. Ostatni przyjeżdżali z dalekich stron jeszcze w latach 80-ych. Szukali tego samego – żydowskiego złota. Wokół procederu wyrosły kolejne pokolenia milczących świadków i eufemizmy leksykalnie banalizujące okradanie grobów. No bo czy można nazwać grobem jakiś „żużel” zalegający dwa metry pod ziemią na leśnej polanie?

Paweł Piotr Reszka dotknął tematu wstydliwego na miarę odsądzonej od czci i wiary publikacji Jana Tomasza Grossa.

„Płuczki” to lektura wstrząsająca. Nie tylko ze względu na ohydny proceder bezczeszczenia ludzkich szczątków ale z powodu stanu świadomości ludzi o głęboko zakorzenionym antysemityzmie.

Człowiek, który kopał na cmentarzu, by obrabować zamordowanych w obozie zagłady, nie grzebał w spalonych zwłokach, on przeszukiwał żużel albo węgiel, nie kawałkował łopatą ciał, tylko ciął rąbankę. Ten język chronił kopaczy przed nimi samymi. Pomagał podtrzymać iluzję, jesteśmy dobrzy, jesteśmy uczciwi, to nic takiego.

***

Żeby tych Żydów Niemiec nie wydusił, toby Polaki nie mieli co robić w Polsce. Byłaby żydownia.

***

Jako łepek słuchałem, jak gospodarze gadali. Żydzi zniszczyliby wszystkich, pieniądze mieli, pożyczki dawali, a jak chłop nie oddawał, zabierali świnię i już. Krew innych im wyszła, spotkała ich kara. Jakby nie było, sprawiedliwość jakaś musi być. Com słyszał, to mówię. Ale według mnie nie powinno być jednak morderstwa żyjących.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 lutego 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , ,

Księgi Jakubowe – Olga Tokarczuk

Najbardziej chyba zdumiewające w „Księgach Jakubowych” jest to, że jest to historia powszechnie nieznana.

Już same personalia Jakuba Józefa von Franka-Dobrzuckiego vel Jakova Josefa ben Juda Lejb Frank imponują złożonością.

Życiorys założyciela sekty frankistów to scenariusz na wielotomowe dzieło lub ciągnący się latami serial historyczny.

Wystarczy nadmienić, że urodził się w żydowskiej rodzinie, był sabataistycznym rabinem, przyjmował Islam i chrzcił się w Kościele Katolickim, żył w wielu miejscach i krajach, umierając jako baron w niemieckim Offenbachu. Uznawał się za mistyka i trzeciego mesjasza i ostatecznego Zbawiciela.

Żył na pograniczu kultur, w wielkim tyglu ówczesnych zawirowań religijnych i narodowych. XVIII wiek był czasem wielkich przetasowań na mapach świata, rozpadających sie i powstających imperiów a sama Polska na oczach Jakuba Franka przeistoczyła się z hegemona Wschodniej Europy w upadające Państwo rozbierane przez sąsiadów.

„Księgi Jakubowe” są podróżą przez czas i przestrzeń w stylu, jakiego jeszcze w polskiej literaturze nie było. Tygiel kulturowy przedstawiony na kartach powieści Tokarczuk sprawia, że dorobek Sienkiewicza można uznać za cykl powieści sensacyjnych zabarwionych nacjonalizmem i rasizmem.

Niestety jest także powieścią ciężką gatunkowo, której fani sienkiewiczowskiej trylogii odrzucą po pierwszych rozdziałach. Skomplikowana narracja przerywana jest tu i ówdzie korespondencją polskiej szlachty i pierwszego polskiego encyklopedysty, proboszcza Chmielowskiego. Pomiędzy nimi swoje trzy groszy wtrącą fragmentaryczne „Resztki” Nachmana Samuela ben Leviego, rabiego z Buska, przyjaciela i czciciela nowego mistyka.

Choć bohaterem jest tu przede wszystkim sam Jakub Lejbowicz „Frank”, wśród osób występujących na kartach nie brakuje postaci historycznych i osobliwości takich jak duch starej Żydówki, jednocześnie zmarłej i pozostającej przy życiu z ledwie tlącą się iskierką ducha w ciele.

Księgi Jakubowe rodziły się siedem lat i zasłużenie przyniosły autorce nagrodę Nike i w dalszej perspektywie literackiego Nobla.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 listopada 2020 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Wysiedleni. Akcja Wisła 1947 – Krzysztof Ziemiec

28 marca 1947 roku ukraińska sotnia „Chrina” urządziła zasadzkę, w której zginął generał Karol Świerczewski.

28 kwietnia 1947 o świcie rozpoczęto akcję „Wisła”. Akcję, która za śmierć generała wymierzała zbiorową odpowiedzialność lokalnej ludności ukraińskiej. Z okolic południowo-wschodniej Polski wywieziono w ciągu trzech miesięcy około 140 tysięcy ludzi. Śmierć Świerczewskiego była pretekstem, a sama akcja – brutalna i gwałtowna – starannie zaplanowanym oczyszczeniem nowego polskiego pogranicza z elementu podejrzanego.

Krzysztof Ziemiec pieczołowicie zebrał wspomnienia ostatnich żywych światków tamtych lat. Dziś rozrzuceni od Pomorza Zachodniego po Mazury są ostatnim poruszającym świadectwem bogatej kultury Bieszczad – Łemków, Bojków a także prawosławnych Polaków i Ukraińców żyjących przez wieki w symbiozie. Zanim nie dopadła nas zaraza krwawego nacjonalizmu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 grudnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Henryk Walezy – Stanisław Grzybowski

Pierwszy król elekcyjny w Polsce nie budzi sympatii w kraju nad Wisłą.W powszechnej świadomości wsławił się tylko jednym – gdy zorientował się w panującym na miejscu syfie, dał nogę do rodzimej Francji.

Biografia Henryka z Walezjuszy, ostatniego króla Francji z tej dynastii ukazuje tego króla w lepszym świetle. Bo był z Henryka niezły władca i niezgorszy kozak, chociaż w Polsce zazwyczaj gorszył obyczajowością, lenistwem i brakiem zaangażowania w sprawy wewnętrzne.

Jako czwarty syn panującego Henryka II miał niewielkie szanse na tron francuski. Zanim został pierwszym pretendentem miał więc sporo czasu na różnoraką działalność. Zaczął od udziału w wojnach religijnych, wykazując się niezłym talentem militarnym.

Będąc synem Katarzyny Medycejskiej uczestniczył w trwających dekady zapasach polityki wewnętrznej i zagranicznej Walencjuszy z licznymi wrogami wciąż zagrażającymi królewskiej władzy w Paryżu.

Życiorys późniejszego Henryka III obfituje w zdarzenia ciekawe i fakty mało znane ze szkolnych podręczników. Zwycięstwa w bitwach zapomniane zbrukaniem się Nocą Św. Bartłomieja. Panowanie w Polsce przyćmione potajemną nocną ucieczką.

Do końca panowania na francuskim tronie Henryk III Walezy tytułował się Królem Polski i Litwy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 grudnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Piłsudski

Brawurowe akcje terrorystyczne, ucieczka z carskich kazamatów, napad na pociąg. Straszący z okładek podręczników Piłsudski okazuje się prawdziwą kopalnią sensacji i wymarzonym bohaterem filmowym.

Michał Rosa maluje portret Piłsudskiego bez nadmiernych wycieczek w wielką politykę i belferskiego wykładu o początkach Niepodległej. Tym samym wystrzega się zmory trawiącej polskie kino historyczne – zazwyczaj rozwlekłe w wyłuszczaniu skomplikowanych polskich losów w tonie wzniosłym.

Życiorys JP to gotowy scenariusz. Autor łuska z niego co najlepsze kąski. Nie stroni od kontrowersji, po raz pierwszy tak otwarcie przedstawiając na ekranie sceny z marszałkowskiej alkowy. Jest miejsce na romans, namiętność i zdradę, ale jest przede wszystkim opowieść o nietuzinkowej odwadze i godnym podziwu uporze w dążeniu do powstania państwa, o którym zapomnieli już sami Polacy.

„Piłsudski” „daje radę” przede wszystkim dzięki odtwórcy roli głównej. Borys Szyc – nieoczywisty kandydat do tego filmu – okazuje się trafionym kandydatem do roli młodego „Ziuka”.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 października 2019 w kino 2019

 

Tagi: , ,

Wyklęty

W 1945 roku po ujawnieniu się nowej polskiej władzy były żołnierz AK Franciszek Józefczyk wpada w ręce Urzędu Bezpieczeństwa. Torturowany w stalinowskich katowniach, odbity przez „Wyklętych” trafia do lasu. Walka z nową komunistyczną władzą z góry skazana jest na porażkę. Józefczyk, pseudonim „Lolo”, traci kolejnych towarzyszy broni i staje się renegatem, na którego poluje UB.

Modelowa historia Żołnierza Wyklętego luźno opiera się na losach Józefa Franczaka  ps.”Lalek”. Na fali rosnącej popularności tematem i kolejnych ekranizacji losów „Wyklętych” film Konrada Łęckiego doczekał się patronatu Prezydenta RB. Szkoda, że głównie wsparcia – agitki a nie konkretnego zastrzyku gotówki do budżetu. „Wyklęty” chwilami przypominający teatr telewizji ma dobre i złe momenty. Przeważają niestety te złe, przygniecione nie tylko skromniutką scenografią (tą można zaakceptować w akcji dziejącej się w plenerach i lasach), ale niszczącymi uszy dialogami i przeszarżowanymi kreacjami.

„Wyklęty” nie uchronił się od zmory ostatnich lat – irytująco łopatologicznego pokłonu nowej władzy i scenek „ku pokrzepieniu serc”, w których obowiązkowo wystąpił kolejny klon Lecha Kaczyńskiego” i sceny żywcem wyjęte ze „Smoleńska”. Dodajmy do tego śmierdzącą prymitywnym antysemityzmem scenkę z towarzyszem Baumanem a z całkiem zgrabnej historii o Żołnierzu Wyklętym robi się polityczny potworek spod znaku Prezesa Telewizji Polskiej.

Szkoda. Przyjdzie nam poczekać jeszcze na naprawdę dobry film o trudnych losach Wyklętych.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 Maj 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , ,

Kamerdyner

Miała to być saga o Kaszubach, skłaniająca do głębokiej zadumy nad pokoleniami ludzi tej ziemi. Ludzi, których losy splątały się ze sobą niezależnie od pochodzenia.

Mateusz Kroll (Seba Fabijański) wychowuje się na dworze germańskiego obszarnika von Krauss. Jako bękart pana domu odbiera staranne wykształcenie, wykazując nawet wielki talent pianisty. Gdy dorasta, szybko dostaje po łapkach. Synowi polskiej baby wiejskiej dalsze kształcenie nie należy się. Należy się strój kamerdynera.

Perypetiom bohaterów z Polszy, Rzeszy i Kaszeby końca nie widać. Wśród miłosnych uniesień i wojennych przepychanek slalomuje Kaszub Bazyli Miotke (Janusz Gajos) sypiąc jak z rękawa kaszebskimi mądrościami i generalną postawą chodzącego moralitetu. Po co on jest, ten Miotke? Tego chyba najstarsi Górale nie wiedzą. Chyba ma robić za weselnego chochola, etatowo przysrywającego wszystkim wokół.

Osią filmu Filpa Bajona miała być nieszczęśliwa miłość wpleciona w ciekawe czasy. Cóż z tego, gdy między Fabijańskim  a grającą pannę von Krauss Marianną Zydek zupełnie nie iskrzy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 Maj 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , , , ,

Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie – Mariusz Urbanek

Skończyły się żarty! Zaczynają się schody!

Bezsprzecznie najbardziej znany bon mot przedwojennej Warszawy na stałe wpisał się w język polski. Jego autor wciąż pozostaje symbolem II Rzeczypospolitej, choć z czasem zatarł się w pamięci ogółu to, kim naprawdę był „Wieniawa”.

A zasłużył sobie Bolesław Wieniawa-Długoszowski na własną biografię jak mało kto. Pisana piórem Mariusza Urbanka opowieść o naczelnym polskim szwoleżerze odkrywa zapomniane dziś karty z życia ulubieńca Naczelnika Piłsudskiego. Ot, takie jak kara śmierci w sowieckim więzieniu czy kilkudniowa promocja na Prezydenta II RP w 1939 roku.

Po kursie skierowany został do Inspektoratu II Armii na stanowisko I referenta. Opinię ze szkoły wyniósł znakomitą. Generał Serda pisał: „Wybitny pod każdym względem i bardzo inteligentny, o wysokim wykształceniu ogólnym. Umysł wybitny (…)”. A potem słowa, które Wieniawa chętnie powtarzał: „P o t r a f i  r ó w n i e ż  p r a c o w a ć ”. I dalej: „Wywiera bezsprzeczny wpływ na kolegów. Charakter otwarty, zawsze w równym i dobrym humorze”.

Biografia Wieniawy zaskakująco nie zaczyna się w Legionach u boku Piłsudskiego, ale od studiów i dyplomu lekarza okulisty. Lekarzem nigdy nie został, próbował natomiast swoich sił w sztuce. W Paryżu otarł się o największych swoich czasów a umiłowanie do sztuki i lekkość pióra pozostały w nim na zawsze. Największą heroiną była jednak armia z jej malowaną legendą kawalerii. O ułańskiej fantazji Wieniawy wiadomo powszechnie, mniej natomiast o ciężkich losach, jakie było dane Długoszowskiemu przeżyć w burzliwych latach walki o Niepodległą.

Wszystkie polskie gazety zdążyły już napisać, że Bolesław Wieniawa-Długoszowski został w Moskwie rozstrzelany. W Krakowie odprawiono nawet nabożeństwo żałobne za jego duszę, gdy on po stu dniach spędzonych w więziennych lochach powrócił na wolność.

W biografii Urbanka ciekawostkom historycznym i barwnym opowieściom nie ma końca. Niech więc przemówią cytaty:

Był popularny popularnością największą, jaką można było sobie wtedy wyobrazić. Jechał – głosiła kolejna opowieść – razem z Piłsudskim kabrioletem. – Słuchaj – pytała na ich widok jedna pensjonarka drugiej – nie wiesz przypadkiem, kim jest ten starszy pan, który jeździ stale z Wieniawą?

*

Antoni Słonimski żartował, że tak naprawdę to on sfinansował przewrót majowy, pożyczając w dni walki Wieniawie na taksówkę.

*

W 1928 roku do Polski zjechał król Afganistanu Amanulla Chan. Pułkownik Długoszowski otrzymał zadanie towarzyszenia królewskiej małżonce. W nagrodę za służbę Amunulla nadał mu książęcy tytuł Syna Majowego Poranka i przyznał związane z godnością ordery.

*

Zjawił się na peronie także Adolf Dymsza. Gdy Wieniawa ujrzał aktora, wychylił się z okna i wrzasnął tak, że musieli usłyszeć wszyscy: – Adolfie, nigdy ci tego nie zapomnę. „Był to dowcip szarżujący na powagę dyplomatyczną” – napisał Stanisław Cat-Mackiewicz. Rzecz działa się wkrótce po tym, gdy Hitler dziękował Mussoliniemu za milczącą zgodę na zagarnięcie Austrii słynną depeszą: „Duce, nigdy ci tego nie zapomnę”.

*

[Gdy odjeżdżał do Rzymu], by reprezentować Rzeczpospolitą jako jej ambasador, warszawska ulica pożegnała dowcipem. Żart głosił, że Polska postanowiła nie dopuścić do przerwania papieskiej linii Piusów i wysyła do Rzymu swego najwybitniejszego pijusa na ratunek.

*

Ludzie szanowani są dla swoich zalet i cnót, a lubiani tylko dzięki wadom. Ja podobno w Warszawie bardzo byłem lubiany. Obawiam się jednak, że wy tutaj będziecie mnie szanowali.

*

Tylko w Polsce nie chciano uwierzyć w odmianę. Tygodnik „Wróble na Dachu” na odjezdne opublikował nawet złośliwy rysunek. Wieniawa zwiedza Pompeje, przewodnik tłumaczy: – Ekscelencjo, to całe miasteczko było ongiś zalane. – Niemożliwe! To były czasy…

*

To właśnie Wieniawę posłał Piłsudski do Francuzów z misją najdelikatniejszą, jaką można było sobie wyobrazić – z propozycją wspólnego uderzenia na Niemcy, w których akurat rządy objął Hitler.

*

– Z tym apelem także proszę zwrócić się do Niemców. Nie myśmy widmo wojny wskrzesili nad światem. Kto ma prawo od nas jedynie żądać poświęceń? Nie jesteśmy bogatsi od Niemców, nie mamy więcej od nich do oddawania, abyśmy dawać i poświęcać się dla świętego pokoju mieli tylko my. A zresztą powiem panu szczerze, że jedynym sposobem jeszcze uniknięcia wojny jest nasza nieustępliwość. Ustępstwa nasze właśnie doprowadziły do wojny. Zaręczam panu, że bronimy i będziemy bronić w tym sporze nie tylko nas, ale całej Europy, was Włochów nie wyłączając.

Wciągnięty w wir polskiego piekiełka emigracyjnego, znienawidzony przez Sikorskiego, do tego z przypiętą niewybrednie plakietką pijaka i hulaki Bolesław Wieniawa-Długoszowski poddał się 1 lipca 1942 roku. Miał objąć placówkę dyplomatyczną na Kubie. Dla oficera armii polskiej i przybocznego Naczelnika był to jednak afront zbyt daleko posunięty. Wygodę spędzenia wojny w tropiku Karaibów odrzucił, popełniając samobójstwo. Kto wie jakby potoczyła się historia Polski, gdyby tak doświadczony człowiek mógł mieć na nią wpływ w burzliwych latach czterdziestych.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 listopada 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Zima stulecia – Grzegorz Sieczkowski

Jeszcze 28 grudnia 1978 roku pogoda w umiarkowany sposób dokuczała Polakom. W nocy z 29 na 30 grudnia potężne masy mroźnego arktycznego powietrza zmieniły przygotowania do hucznego Sylwestra, w huczny upadek PRL-u. Przynajmniej moralny, bo formalnie towarzysz Edward Gierek porządził jeszcze dwa lata, a sam system kolejną dekadę.

W amerykańskim kinie potężne uderzenie mrozu stanowiłoby kanwę do kinowego hitu. Takiego z kompletną katastrofą na początku, dzielnym strażakiem i końcowym ujęciem łopoczącego sztandaru nad przywalonym śniegiem Białym Domem. Ubrana w pokraczne fatałaszki bieda-kraju Polska pod małymi dramatami ludzi skrywa raczej materiał na jeszcze jedną komedię Barei.

Reportaż Grzegorza Sieczkowskiego to kawał dziennikarskiej roboty. Autor przeprowadził wywiady i zebrał wspomnienia wielu uczestników i światków tamtych dni. Anegdoty z cyklu „how to survive” opisują imprezowiczów z wyjątkowym uporem człapiących na sylwestrowe domówki, dzielnych dyrektorów warszawskiego SPEC-a jeżdżących taksówkami do masowych awarii ciepłowniczych. Tu i ówdzie pojawia się pobieżna analiza stanu Państwa i jego rozpaczliwych prób walki z żywiołem. Zresztą kolejnym po klęskach nieurodzaju i powolnym rozkładem najsprawiedliwszego systemu społecznego.

Jest sentymentalnie, bo Sieczkowski kreśli nie tylko samą „Zimę Stulecia”, ale i niełatwe życie z codziennością Peerelu.

Mankamentem książki jest jej konspekt – pozbawiony budzącej ciekawość osi a podający po prostu kolejne wspomnienia i historyjki. W większości ciekawe, ale momentami nieco banalne i przynudzające. Reportażowi zabrakło też pointy – czy raczej rozmyła się ona wraz z wiosennymi roztopami 1979.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 czerwca 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Skazy na pancerzach – Piotr Zychowicz

O tym, że Piotr Zychowicz lubi prowokować nie ma potrzeby udowadniać. Jego kolejne publikacje wywołują u adwersarzy wyładowania elektryczne. „Skazy na pancerzach” wywołały z pewnością nie tyle wyładowania, co potężny wybuch.

W kilku rozdziałach swojej najnowszej książki Zychowicz „rozprawia się” kolejno z ikonami współczesnej „historycznej” prawicy i ulubieńcami prawicowej „pop kultury”.

Łupaszce przypisuje autor mord na Litwinach w Dubinkach. Rozważa skutki i przyczyny pogromu w Wierzchowinach, gdzie „Szary” wymordował ukraińskich cywilów.

Dalej wspomniane są Zaleszany i Puchały w styczniu 1946 (Romuald Rajs „Bury”), haniebne czyny „Wołyniaka” w kwietniu 1945 i dowódcę lwowskiego zgrupowania AK „Warta” Józefa Bissa ps. „Wacław” (pacyfikacja ukraińskiej Pawłokomy)

Rozliczenie nie waha się też dotknąć prawdziwej świętości współczesnej historii Polski – Józefa Kurasia ps. „Ogień”, który rozprawił się z Żydami pod Krościenkiem.

W dalszej części książki Zychowicz próbuje podejść do tematu obiektywnie, przedstawiając innych kontrowersyjnych dowódców i nie honorowe czyny Polaków  – a więc nie tylko „Wyklętych”. Jest tu napomknienie chociażby o zgrupowaniu AK „Wybranieckich”.

„Skazy na pancerzach” to dzieło istotne, bo zabierające głos w sprawach obecnie przemilczanych. W czasach PRL postacie „Wyklętych” były starannie wycierane z kart historii lub skazane na opinię bandytów. Współczesny trend widzi ich wyłącznie w roli nieskalanych obrońców polskości. Piotr Zychowicz podkreśla złożoność czasów i kontekstu historycznego – i to jest największa wartość tej książki. Nawet jeśli wyciągane z czeluści archiwów kolejne świadectwa będą interpretowane tendencyjnie w zależności od osoby piszącej historię od nowa.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 Maj 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , ,