RSS

Archiwa tagu: historia Polski

Wyklęty

W 1945 roku po ujawnieniu się nowej polskiej władzy były żołnierz AK Franciszek Józefczyk wpada w ręce Urzędu Bezpieczeństwa. Torturowany w stalinowskich katowniach, odbity przez „Wyklętych” trafia do lasu. Walka z nową komunistyczną władzą z góry skazana jest na porażkę. Józefczyk, pseudonim „Lolo”, traci kolejnych towarzyszy broni i staje się renegatem, na którego poluje UB.

Modelowa historia Żołnierza Wyklętego luźno opiera się na losach Józefa Franczaka  ps.”Lalek”. Na fali rosnącej popularności tematem i kolejnych ekranizacji losów „Wyklętych” film Konrada Łęckiego doczekał się patronatu Prezydenta RB. Szkoda, że głównie wsparcia – agitki a nie konkretnego zastrzyku gotówki do budżetu. „Wyklęty” chwilami przypominający teatr telewizji ma dobre i złe momenty. Przeważają niestety te złe, przygniecione nie tylko skromniutką scenografią (tą można zaakceptować w akcji dziejącej się w plenerach i lasach), ale niszczącymi uszy dialogami i przeszarżowanymi kreacjami.

„Wyklęty” nie uchronił się od zmory ostatnich lat – irytująco łopatologicznego pokłonu nowej władzy i scenek „ku pokrzepieniu serc”, w których obowiązkowo wystąpił kolejny klon Lecha Kaczyńskiego” i sceny żywcem wyjęte ze „Smoleńska”. Dodajmy do tego śmierdzącą prymitywnym antysemityzmem scenkę z towarzyszem Baumanem a z całkiem zgrabnej historii o Żołnierzu Wyklętym robi się polityczny potworek spod znaku Prezesa Telewizji Polskiej.

Szkoda. Przyjdzie nam poczekać jeszcze na naprawdę dobry film o trudnych losach Wyklętych.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 Maj 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , ,

Wieniawa. Szwoleżer na Pegazie – Mariusz Urbanek

Skończyły się żarty! Zaczynają się schody!

Bezsprzecznie najbardziej znany bon mot przedwojennej Warszawy na stałe wpisał się w język polski. Jego autor wciąż pozostaje symbolem II Rzeczypospolitej, choć z czasem zatarł się w pamięci ogółu to, kim naprawdę był „Wieniawa”.

A zasłużył sobie Bolesław Wieniawa-Długoszowski na własną biografię jak mało kto. Pisana piórem Mariusza Urbanka opowieść o naczelnym polskim szwoleżerze odkrywa zapomniane dziś karty z życia ulubieńca Naczelnika Piłsudskiego. Ot, takie jak kara śmierci w sowieckim więzieniu czy kilkudniowa promocja na Prezydenta II RP w 1939 roku.

Po kursie skierowany został do Inspektoratu II Armii na stanowisko I referenta. Opinię ze szkoły wyniósł znakomitą. Generał Serda pisał: „Wybitny pod każdym względem i bardzo inteligentny, o wysokim wykształceniu ogólnym. Umysł wybitny (…)”. A potem słowa, które Wieniawa chętnie powtarzał: „P o t r a f i  r ó w n i e ż  p r a c o w a ć ”. I dalej: „Wywiera bezsprzeczny wpływ na kolegów. Charakter otwarty, zawsze w równym i dobrym humorze”.

Biografia Wieniawy zaskakująco nie zaczyna się w Legionach u boku Piłsudskiego, ale od studiów i dyplomu lekarza okulisty. Lekarzem nigdy nie został, próbował natomiast swoich sił w sztuce. W Paryżu otarł się o największych swoich czasów a umiłowanie do sztuki i lekkość pióra pozostały w nim na zawsze. Największą heroiną była jednak armia z jej malowaną legendą kawalerii. O ułańskiej fantazji Wieniawy wiadomo powszechnie, mniej natomiast o ciężkich losach, jakie było dane Długoszowskiemu przeżyć w burzliwych latach walki o Niepodległą.

Wszystkie polskie gazety zdążyły już napisać, że Bolesław Wieniawa-Długoszowski został w Moskwie rozstrzelany. W Krakowie odprawiono nawet nabożeństwo żałobne za jego duszę, gdy on po stu dniach spędzonych w więziennych lochach powrócił na wolność.

W biografii Urbanka ciekawostkom historycznym i barwnym opowieściom nie ma końca. Niech więc przemówią cytaty:

Był popularny popularnością największą, jaką można było sobie wtedy wyobrazić. Jechał – głosiła kolejna opowieść – razem z Piłsudskim kabrioletem. – Słuchaj – pytała na ich widok jedna pensjonarka drugiej – nie wiesz przypadkiem, kim jest ten starszy pan, który jeździ stale z Wieniawą?

*

Antoni Słonimski żartował, że tak naprawdę to on sfinansował przewrót majowy, pożyczając w dni walki Wieniawie na taksówkę.

*

W 1928 roku do Polski zjechał król Afganistanu Amanulla Chan. Pułkownik Długoszowski otrzymał zadanie towarzyszenia królewskiej małżonce. W nagrodę za służbę Amunulla nadał mu książęcy tytuł Syna Majowego Poranka i przyznał związane z godnością ordery.

*

Zjawił się na peronie także Adolf Dymsza. Gdy Wieniawa ujrzał aktora, wychylił się z okna i wrzasnął tak, że musieli usłyszeć wszyscy: – Adolfie, nigdy ci tego nie zapomnę. „Był to dowcip szarżujący na powagę dyplomatyczną” – napisał Stanisław Cat-Mackiewicz. Rzecz działa się wkrótce po tym, gdy Hitler dziękował Mussoliniemu za milczącą zgodę na zagarnięcie Austrii słynną depeszą: „Duce, nigdy ci tego nie zapomnę”.

*

[Gdy odjeżdżał do Rzymu], by reprezentować Rzeczpospolitą jako jej ambasador, warszawska ulica pożegnała dowcipem. Żart głosił, że Polska postanowiła nie dopuścić do przerwania papieskiej linii Piusów i wysyła do Rzymu swego najwybitniejszego pijusa na ratunek.

*

Ludzie szanowani są dla swoich zalet i cnót, a lubiani tylko dzięki wadom. Ja podobno w Warszawie bardzo byłem lubiany. Obawiam się jednak, że wy tutaj będziecie mnie szanowali.

*

Tylko w Polsce nie chciano uwierzyć w odmianę. Tygodnik „Wróble na Dachu” na odjezdne opublikował nawet złośliwy rysunek. Wieniawa zwiedza Pompeje, przewodnik tłumaczy: – Ekscelencjo, to całe miasteczko było ongiś zalane. – Niemożliwe! To były czasy…

*

To właśnie Wieniawę posłał Piłsudski do Francuzów z misją najdelikatniejszą, jaką można było sobie wyobrazić – z propozycją wspólnego uderzenia na Niemcy, w których akurat rządy objął Hitler.

*

– Z tym apelem także proszę zwrócić się do Niemców. Nie myśmy widmo wojny wskrzesili nad światem. Kto ma prawo od nas jedynie żądać poświęceń? Nie jesteśmy bogatsi od Niemców, nie mamy więcej od nich do oddawania, abyśmy dawać i poświęcać się dla świętego pokoju mieli tylko my. A zresztą powiem panu szczerze, że jedynym sposobem jeszcze uniknięcia wojny jest nasza nieustępliwość. Ustępstwa nasze właśnie doprowadziły do wojny. Zaręczam panu, że bronimy i będziemy bronić w tym sporze nie tylko nas, ale całej Europy, was Włochów nie wyłączając.

Wciągnięty w wir polskiego piekiełka emigracyjnego, znienawidzony przez Sikorskiego, do tego z przypiętą niewybrednie plakietką pijaka i hulaki Bolesław Wieniawa-Długoszowski poddał się 1 lipca 1942 roku. Miał objąć placówkę dyplomatyczną na Kubie. Dla oficera armii polskiej i przybocznego Naczelnika był to jednak afront zbyt daleko posunięty. Wygodę spędzenia wojny w tropiku Karaibów odrzucił, popełniając samobójstwo. Kto wie jakby potoczyła się historia Polski, gdyby tak doświadczony człowiek mógł mieć na nią wpływ w burzliwych latach czterdziestych.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 listopada 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Zima stulecia – Grzegorz Sieczkowski

Jeszcze 28 grudnia 1978 roku pogoda w umiarkowany sposób dokuczała Polakom. W nocy z 29 na 30 grudnia potężne masy mroźnego arktycznego powietrza zmieniły przygotowania do hucznego Sylwestra, w huczny upadek PRL-u. Przynajmniej moralny, bo formalnie towarzysz Edward Gierek porządził jeszcze dwa lata, a sam system kolejną dekadę.

W amerykańskim kinie potężne uderzenie mrozu stanowiłoby kanwę do kinowego hitu. Takiego z kompletną katastrofą na początku, dzielnym strażakiem i końcowym ujęciem łopoczącego sztandaru nad przywalonym śniegiem Białym Domem. Ubrana w pokraczne fatałaszki bieda-kraju Polska pod małymi dramatami ludzi skrywa raczej materiał na jeszcze jedną komedię Barei.

Reportaż Grzegorza Sieczkowskiego to kawał dziennikarskiej roboty. Autor przeprowadził wywiady i zebrał wspomnienia wielu uczestników i światków tamtych dni. Anegdoty z cyklu „how to survive” opisują imprezowiczów z wyjątkowym uporem człapiących na sylwestrowe domówki, dzielnych dyrektorów warszawskiego SPEC-a jeżdżących taksówkami do masowych awarii ciepłowniczych. Tu i ówdzie pojawia się pobieżna analiza stanu Państwa i jego rozpaczliwych prób walki z żywiołem. Zresztą kolejnym po klęskach nieurodzaju i powolnym rozkładem najsprawiedliwszego systemu społecznego.

Jest sentymentalnie, bo Sieczkowski kreśli nie tylko samą „Zimę Stulecia”, ale i niełatwe życie z codziennością Peerelu.

Mankamentem książki jest jej konspekt – pozbawiony budzącej ciekawość osi a podający po prostu kolejne wspomnienia i historyjki. W większości ciekawe, ale momentami nieco banalne i przynudzające. Reportażowi zabrakło też pointy – czy raczej rozmyła się ona wraz z wiosennymi roztopami 1979.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 czerwca 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Skazy na pancerzach – Piotr Zychowicz

O tym, że Piotr Zychowicz lubi prowokować nie ma potrzeby udowadniać. Jego kolejne publikacje wywołują u adwersarzy wyładowania elektryczne. „Skazy na pancerzach” wywołały z pewnością nie tyle wyładowania, co potężny wybuch.

W kilku rozdziałach swojej najnowszej książki Zychowicz „rozprawia się” kolejno z ikonami współczesnej „historycznej” prawicy i ulubieńcami prawicowej „pop kultury”.

Łupaszce przypisuje autor mord na Litwinach w Dubinkach. Rozważa skutki i przyczyny pogromu w Wierzchowinach, gdzie „Szary” wymordował ukraińskich cywilów.

Dalej wspomniane są Zaleszany i Puchały w styczniu 1946 (Romuald Rajs „Bury”), haniebne czyny „Wołyniaka” w kwietniu 1945 i dowódcę lwowskiego zgrupowania AK „Warta” Józefa Bissa ps. „Wacław” (pacyfikacja ukraińskiej Pawłokomy)

Rozliczenie nie waha się też dotknąć prawdziwej świętości współczesnej historii Polski – Józefa Kurasia ps. „Ogień”, który rozprawił się z Żydami pod Krościenkiem.

W dalszej części książki Zychowicz próbuje podejść do tematu obiektywnie, przedstawiając innych kontrowersyjnych dowódców i nie honorowe czyny Polaków  – a więc nie tylko „Wyklętych”. Jest tu napomknienie chociażby o zgrupowaniu AK „Wybranieckich”.

„Skazy na pancerzach” to dzieło istotne, bo zabierające głos w sprawach obecnie przemilczanych. W czasach PRL postacie „Wyklętych” były starannie wycierane z kart historii lub skazane na opinię bandytów. Współczesny trend widzi ich wyłącznie w roli nieskalanych obrońców polskości. Piotr Zychowicz podkreśla złożoność czasów i kontekstu historycznego – i to jest największa wartość tej książki. Nawet jeśli wyciągane z czeluści archiwów kolejne świadectwa będą interpretowane tendencyjnie w zależności od osoby piszącej historię od nowa.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 Maj 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , ,

Gibraltar i Katyń. Co kryją archiwa rosyjskie i brytyjskie -Tadeusz Kisielewski

Próba powiązania ze sobą dwóch najistotniejszych dla II Rzeczpospolitej politycznie wydarzeń pierwszej części II wojny światowej.

Autor stara się dowieść, że zbrodnia katyńska która wstrząsnęła generałem Sikorskim i miała duży wpływ na jego politykę zagraniczną stała się powodem zamachu, jaki miał miejsce nad Gibraltarem.

Śledztwo historyczne prowadzi do wnikliwej analizy składu załogi B-24 Liberator, powojennych dzienników uczestników i świadków tragedii i wielu dygresji do mniej lub bardziej słusznych teorii tego co stało się 4 lipca 1943 roku.

Wśród sensacyjnych oświadczeń autora osobną kartą jest sprawa córki generała – potencjalnie żywej i porwanej przez Rosjan.

Pan Tadeusz Kisielewski jest niewątpliwie upartym historykiem, który postawiwszy sobie tezę do udowodnienia robi wszystko, aby tezę tę uczynić niepowtarzalną. Efektem tego jest długa lista książek krążących wokół wspomnianych dwóch wydarzeń. Dopóki archiwa brytyjskie i rosyjskie pozostaną zamknięte i nie wyjawią ostatecznych dowodów, teorie pana Tadeusza pozostaną jego osobistym fiksum dyrdum, powodującym literacką sraczkę wydawniczą.

Niestety Rebis zdaje się płynąć na fali obecnej mody na historyczne archiwa X i wydaje kolejne powtarzające się wywody bez cienia komentarza innych historyków.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 grudnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Wołyń

Smarzowskiemu udało się coś, co nie udało się historykom – przywołać rzeź wołyńską do masowej świadomości. Po premierze filmu i dyskusji, jaka przetoczyła się przez Polskę słowo Wołyń przestało oznaczać bliżej nieokreśloną krainę a stało się symbolem polskiej krzywdy.

Rok 1939. We wsi żenią się Polka Helena z Ukraińcem Wasylem. Przy stołach Polacy, Ukraińcy, Żydzi. Bawią się i przepijają do siebie w zgodzie ale w oczach widać rodzące się demony nacjonalizmu.

Wybuch wojny wywołuje najgorsze instynkty. Naziści eksterminują Żydów, przeważnie przy biernym przyzwoleniu lokalnej ludności od wieków trawionej antysemityzmem. Einsatzgruppen dają dobry przykład – mordować można bezkarnie i na masową skalę.

Rodzący się agresywny nacjonalizm ukraiński wybucha gdy w 1943 roku słabnie potęga Hitlera. Festiwal bestialstwa skupia się na znienawidzonych Lachach. Rzeź nie ma litości dla żadnego wieku, płci czy pochodzenia.

Fabuła śledzi losy młodej Polki, ale to tylko przyczynek do szerszego obrazu historii Kresów Wschodnich. Zosia Głowacka przemierza czas i przestrzeń niczym bohaterowie Boskiej Komedii. Na Wołyniu kręgi piekielne to piętrzące się okrucieństwo Ukraińców. Czyśćca i Raju nie przewidziano.

Smarzowski operuje na granicy prawdy historycznej i kina gore. Niedaleko stąd do sensacji. Reżyser nie stroni od scen okrutnych, ale można doszukać się w nich smutnej konstatacji ludzkiego gatunku – niewiele potrzeba, żeby łagodni krajanie zmienili się w dyszących zemstą oprawców.

„Wołyń” ma wszelkie zadatki na film, który pozostanie w pamięci widzów na długo. Ale trudno ocenić ten film jednoznacznie. Masakra, w której zginęło około 100 tysięcy Polaków z pewnością można nazwać ludobójstwem. Nie powinno zapominać się tak bolesnych kart historii. A jednak „Wołyń” może narobić nie lada szkód w umysłach Polaków. Szczególnie w czasach wykorzystywanego politycznie nacjonalizmu.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 listopada 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , ,

Wasserpolacken – Joachim Ceraficki

Po politycznym coming-out tuskowego dziadka w Wehrmachcie przyszedł czas na publikacje własnych wspomnień.

Joachim Ceraficki dzielił los prawie pół milionowej grupy byłych obywateli Polski, których korzenie i geograficzna przynależność automatycznie zaliczyła do grupy nowych obywateli III Rzeszy.

Historia to niełatwa i dotychczas raczej przemilczana, czy – niczym w przypadku politycznej nagonki na Tuska – mająca do niedawna negatywny wydźwięk w umysłach Polaków – Szaraków.

Czytając wojenne losy Joachima Cerafickiego można mieć ambiwalentne uczucia.

Momentami trudno zorientować się, czy Oberschutze Ceraficki to „dobry Polak” czy „dobry Niemiec”.

Swoją wojnę „Warserpolack” spędził spokojnie, podjadając wojskowe konserwy oraz wiejskie jadło, oczywiście zawsze sowicie opłacane polskim kmieciom. Przez trzy lata wojny rzucił raz granatem i wystrzelił dla niepoznaki w powietrze. W mundurze Wehrmachtu nosił skrzynki, naprawiał kable i spędzał „gut zeit” na przepustkach i urlopach. Gdy poczuł nieznośny ciężar bytu, udał się na dezercję.

Oj, coś za sielankowa ta wojna, panie Ceraficki.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 listopada 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , ,