RSS

Archiwa tagu: rasizm

Głębokie Południe – Paul Theroux

Południe nadal cierpi, bo wielkie jego połacie nadal są biedne. Atmosfera klęski, jaką wyczuwałem na jarmarkach broni, działa jak przypomnienie o wojnie secesyjnej, o stratach, zabitych, o niepotrzebnie spalonych miastach, kapitulacji. No i do tego świadomość lub raczej złudzenie, że ta wojna położyła kres złotemu wiekowi – czasom niewolnictwa, ale i dostatniego życia w posiadłościach ziemskich – i że wyssawszy wigor Południa, które nie potrafiło wybić się na niezależność, obaliła jego porządki, zubożyła je i obróciła w pełną goryczy krainę grobowców, pomników i ruin.

Encyklopedyczna definicja stawia znak równości między „Głębokim Południem” i „Ciemnym Południem”. To określenie nie tylko geograficzne ale i kulturowe a jego historia zdeterminowała teraźniejszość. Obszar południowo – wschodniej „ćwiartki” Stanów Zjednoczonych pokrywa się z terytorium sześciu stanów, które skonfederowały się w 1861 roku.

Alabama, Floryda, Karolina Południowa, Georgia, Luizjana i Missisipi, często rozszerzone o Karolinę Północną i Tennessee to tradycyjnie konserwatywna część Ameryki, w której wciąż żywa jest legenda walki pod sztandarem „Southern Cross”. To także religijny fundamentalizm i miejsce największych napięć rasowych. Tutaj narodził się Ku Klux Klan, ale i Bill Clinton 🙂

Dziennikarz Paul Theroux podróżuje po stanach południowych odkrywając je na nowo. Podróż to niełatwa, bo wymagająca włamania do hermetycznego świata tubylców. Theroux, który wcześniej zwiedził najodleglejsze zakątki świata znajduje w sercu Ameryki obrazki przebijające scenki z afrykańskich i azjatyckich enklaw biedy. Wyłaniające się zza horyzontu osiedla przyczep kryją pokolenia żyjące poniżej minimum socjalnego. W podupadłych miasteczkach  życie tli się podsycane wspomnieniami minionej chwały. Bieda jest tu sprawiedliwa dla wszystkich odcieni skóry, choć odsetek Afroamerykanów zdecydowanie przeważa.

Nastrój Południa jest tam przemożny, a brzemię jego historii odcisnęło się w twarzach ludzi, postawach, ubraniach, domach i chatach, smętku pejzażu. Uzmysłowiwszy sobie wszystko, co było, człowiek zastanawia się, co będzie. Nie sposób podróżować po stanach południowych i nie zadawać sobie pytania, kto odziedziczy tę krainę i jej konflikty.

„Głębokie Południe” zabiera czytelnika w dwie równoległe podróże: w przestrzeni i na kartach literatury. To miejsce, w którym narodziło się wiele dzieł amerykańskiej klasyki. Współczesność nie jest łaskawa dla mistrzów pióra. Dzieła Faulknera. Thomasa Wolfe czy Erskine Caldwell, którymi podniecają się nowojorscy literaci dla tubylców nie mają dziś znaczenia, miejsca opisywane w książkach pokrył kurz i patyna.

Przez całe dorosłe życie czytałem literaturę południową, nie tylko Faulknera i gotyk, lecz również autorów mniej znanych, poetów, dramaturgów, objaśniaczy, apologetów, pamiętnikarzy, ale zaiste niewiele dzieł z całej tej masy przygotowało mnie na to, co zastałem na Południu, a więc na zrezygnowaną klasę niższą, która właściwie jest chłopstwem, na nowo przybyłych oportunistów, przyjezdnych z Północy i cudzoziemców, którzy wykorzystują tradycyjnie gościnną kulturę Południa, na nielicznych potentatów, czarnych i białych, których motywuje istna mania wielkości, na biedę, nie tę malowniczą nędzę z Catfish Row i Tobacco Road, lecz na posępną i najwyraźniej niemożliwą do wykorzenienia biedę z ulicy Brzytwy i zapadłych zakątków Delty. To kraina, w której książki, z wyjątkiem Biblii, nic nie znaczą dla większości ludzi, czemu trudno się dziwić, skoro ci ludzie są pochłonięci najzwyklejszą walką o przetrwanie. Wśród bohaterów literatury południowej nie brakuje dziwolągów i przygłupów, natomiast rzadko spotykamy harujących biedaków.

***

Caldwell stworzył obiegowy obraz Południa jako krainy groteski. Większość jego białych bohaterów wydaje się wyjęta z Dogpatch, rodzinnego miasteczka L’ila Abnera, głównej postaci ukazującego się od 1934 roku satyrycznego komiksu Ala Cappa. Tak samo cudaczne, jeżeli chodzi o bohaterów, Droga tytoniowa i Poletko Pana Boga (1933), a także Azyl Faulknera wyznaczyły stylistykę literatury południowej na temat dzierżawców i połowników, w której królują dziwactwo i tragifarsa.

Przeszłość i nostalgia to dwa słowa – klucze, ale Theroux dostrzega i współczesny koloryt. Wystarczy skręcić z dwupasmowej stanowej, żeby zagłębić się w pełne rdzy ale urokliwe bezdroża, gdzie siedemdziesiąt procent moteli prowadzą hinduscy imigranci o nazwisku Patel.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 czerwca 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

Zabić drozda – Harper Lee

Drozdy nie robią nam nic złego, tworzą jedynie muzykę, która cieszy nasze uszy. Nie wyjadają nam plonów z ogrodu, nie gniazdują w zebranej kukurydzy, nie robią absolutnie nic poza jedną rzeczą: śpiewają nam z głębi serca. I dlatego zabić drozda to grzech.

Małomiasteczkowy prawnik Atticus dostaje sprawę z urzędu.  Czarnoskóry mężczyzna oskarżony jest o brutalną napaść na białą kobietę.

Atticus to człowiek z natury uczciwy i rzetelny. Początkowo niechętny podjęcia obowiązku wie, jakie są oczekiwania sąsiadów. Wie też, że wyznaczenie go na obrońcę jest próbą lojalności w procesie, którego wyrok jest dla wszystkich oczywisty. Słowo potomka niewolników nie może być przeciwwagą dla zeznań białego.

Obrona czarnoskórego staje się punktem zapalnym lokalnej społeczności.

Historia opowiadana jest z perspektywy dziecka, nietkniętego jeszcze zgnilizną rasizmu. Dziecięca percepcja doskonale wyczuwa emocje targające ludźmi wokół.

Wydana w roku 1960 powieść Harper Lee była znakiem czasów – lata pięćdziesiąte rozpoczęły gwałtowny proces przemian społecznych, pełen napięć i protestów czarnej społeczności wciąż pozbawionej podstawowych praw. Autorka sama pochodziła z  Alabamy, krainy wciąż tlących się sentymentów do Ameryki sprzed wojny secesyjnej.

„Zabić drozda” szybko stało się amerykańskim bestsellerem i klasykiem. Ekranizacja z 1962 roku z Gregory Peckiem została doceniona oscarową nominacją.

W 2015 roku, po pięćdziesięciu pięciu latach przerwy, niemalże dziewięćdziesięcioletnia Harper Lee opublikowała drugą część powieści, „Go, set a Watchman”.

Atticus powiedział kiedyś Jemowi: – Wolałbym, żebyś strzelał do puszek na podwórzu, ale wiem, że będziesz wolał celować do ptaków. Strąć tyle sójek, ile dusza zapragnie, jeśli uda ci się trafić, ale pamiętaj, że grzechem jest zabić drozda. To był jedyny raz, kiedy słyszałam, żeby Atticus nazywał coś grzechem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 kwietnia 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , ,

Angelo

Handlarze żywym towarem prezentują grupkę czarnoskórych dzieci potencjalnym nabywcom. Młody Angelo trafia do zamożnej rodziny dbającej o dobre wychowanie i hołdujący codziennemu protokołowi szlacheckiej codzienności. Wyuczony przez guwernanta osiąga mistrzostwo w grze na flecie i sztukach artystycznych. Wkrótce staje się ulubieńcem klasy wyższej, trafiając na dwóch jaśnie wielmożnego księcia.

Panujące na dworze Oświecenie i pozy szlachetnie urodzonych stoją w opozycji do losu jaki w rzeczywistości pisany jest ciemnoskóremu Angelowi. Od początku do końca pozostanie on jedynie ozdobą salonów i egzotyczną rozrywką światłych Europejczyków.

Angelo Soliman istniał naprawdę i jego mumia naprawdę spłonęła w ogniu trawiącym muzealne eksponaty. Soliman pochodził z Nigerii. Trafił na dwór gubernatora Sycylii a następnie do Wiednia gdzie cieszył się sporą popularnością.

Oryginalny Angelo dostąpił wielu zaszczytów dworskich i poślubił francuską szlachciankę, siostrę generała armii Napoleona. Jako członek loży masońskiej w Wiedniu miał okazję poznać Mozarta i Haydna. Żadna z życiowych nobilitacji nie miała znaczenia gdy po śmierci ciało Angela zostało wypatroszone i ustawiona w gabinecie osobliwości jako wypchana kukła murzyńskiego wojownika ustrojonego w strusie pióra i dzidę.

Oszczędny w treści „Angelo” zmusza do myślenia, w większości scen pozostawiając widzowi pole do interpretacji i własnych sądów. W XVIII wiecznej historii nie trudno dostrzec krytyki współczesności.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 listopada 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,

BlacKKKlansman

O tym, że życie daleko wyprzedza wyobraźnię filmowców było już nie raz. Autentyczne historie, opatrywane napisem „oparte na faktach” nie przejmują się limitami, które narzucają sobie scenarzyści w obawie o jakość swoich skryptów.

Murzyn w szeregach Ku Klux Klan brzmi fantastycznie? Historia Rona Stallwortha jest właśnie o tym. O facecie, który otrzymał legitymację najsławniejszej rasistowskiej organizacji, chociaż niezupełnie do niej pasował.

Gdyby opowieścią o pierwszym czarnoskórym policyjnym detektywie z Colorado Springs zajęli się autorzy „Zabójczej Broni”, główną rolę zagrałby Eddie Murphy a całość bawiła do łez aż do końcowego „oparte na faktach”.

Ekranizacją książki Stallwortha zajął się jednak nie kto inny, ale Spike Lee, wybitny twórca kina afroamerykańskiego. Lee to stary wyjadacz Hollywood, który wie jak trafić do serc i głów widzów. Zaczyna frywolnie, bo i temat zdaje się być wybitnie komediowy. Kończy potężnym ciosem w twarz. Jak po prawym prostym Muhammada Ali, widz pada na deski rażony ostatnimi scenami.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20 kwietnia 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Green Book

Niepozbawiony moralnego kręgosłupa Tony Lip podpada raczej pod kategorię drobnych cwaniaków. Z aparycją ulicznika i włoskimi korzeniami mógłby zrobić błyskotliwą karierę wśród ferajny Bronksu. Zaskakująco „makaroniarz” wybiera żmudną drogę uczciwej pracy w charakterze kierowcy. Jego pasażer nie będzie łatwym towarzyszem podróży.

Odprężający w swojej – niełatwej przecież – historii „Green Book” jest filmem jakich chciałoby się oglądać więcej. Zabawna, wzruszająca i przede wszystkim wciągająca opowieść rodem z kina drogi zdumiewa już samym faktem o kim opowiada.

Autentyczny Tony Lip alias Frank Anthony Vallelonga to gość, którego łatwo skojarzyć z mafijnej kreacji Carmine Luperazzi w „Rodzinie Soprano”. Jego twarz nieodłącznie kojarzy się z klasyką kina o mobsterach – Goodfellas i Donnie Brasco to kolejne z tytułów, w których wystąpił.

Najtrudniej wyobrazić jako poczciwego Tony’ego – szofera czarnoskórego wirtuoza fortepianu. Faceta o wielkim sercu i jeszcze większej tolerancji.

Życie pisze scenariusze lepsze od najlepszej fikcji. Vallelonga, który wychował się drzwi w drzwi z Johnem Gotti, głowy mafijnej rodziny Gambino, sam nigdy nie stał się „chłopcem z ferajny”. Obserwacje sąsiadów dały Frankowi Vallelondze duże doświadczenie, skoro podbił serce Francisa Coppoli, zaliczając debiut w „Ojcu Chrzestnym”.

Zasłużone brawa dla zdobywcy dwóch Oscarów, Petera Farelly, który wcześniej wyreżyserował trzy części „Glupiego i Głupszego” 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 Maj 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , , , ,

Fences

Troy Maxson pracuje w zakładzie oczyszczania miasta. Jeździ z tyłu śmieciarki po Pittsburghu a jego plany to postawienie się szefowi pytaniem dlaczego nie mógłby zostać pierwszym czarnoskórym kierowcą w zakładzie. Są lata pięćdziesiąte, więc plany czarnego faceta to ambitne przedsięwzięcie. Troy miał kiedyś ambicje gry w baseball był niezły ale za stary do pierwszej ligi gdy ta wreszcie otworzyła się na czarnych graczy.

Po powrocie z pracy Troy pielęgnuje swoje rytuały. Przebiera się, siada do obiadu, kończy dzień kropelką czegoś mocniejszego i potężną porcją mędrkowania. Pod potokiem słów skrywają się jednak demony człowieka pełnego żółci i frustracji.

„Fences” jest adaptacją sztuki Augusta Wilsona pod tym samym tytułem. Gdyby nie szczątkowe sceny uliczne, film byłby ekranizacją statycznej sceny teatralnej. Zdecydowanie przegadany dramat. Denzel Washington pokrył swoim wielkim ja cały ekran, ale nie udało mu się przyćmić Violi Davis, która za swoją rolę drugoplanową zgarnęła w 2017 roku Oscara.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 września 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , ,

American Crime Story

american-crime-story-simpsonSerial sądowy – tak należałoby skatalogować „American  Crime Story”, którego większa część bazuje na bataliach w sali sądowej i przylegających gabinetach. Palestra to główny, choć nie jedyny zbiorowy bohater. Drugim jest szaleństwo – to w oczach O.J Simpsona i to w mentalności Ameryki, która proces kryminalny przeistoczyła w zderzenie ras.

Orenthal James Simpson, running back zespołu Buffalo Bills bił wszelkie możliwe rekordy ligi NFL, zapisując się złotymi literami w historii tego sportu. Człowiek o niepospolitym charakterze zaczynał od drobnych kradzieży i udziału w gangu młodocianych. Po zaskakującej karierze sportowej „Juice” okazał się równie utalentowanym bandytą i mordercą.

Dla mediów O.J. Simpson był jak manna z nieba. Krwawa jatka w bogatej dzielnicy Los Angeles, policyjny pościg za białym Fordem Bronco, wreszcie sam proces zmieniający się na oczach widzów w najprzedniejszy show na długie miesiące zajęły telewizyjny prime time. Mijają lata, a fascynacja zabójczym futbolistą nie ustaje.

„The People v. O.J. Simpson” raz jeszcze bierze na warsztat fenomen społeczny procesu OJ Simpsona.

Tytuł „American Crime Story” przewrotnie nawiązuje do innego cyklu o legendarnych zbrodniarzach („American Horror Story”). Zabieg ten to czysty marketing: OJS – choć niewątpliwie centralna postać serialu – nie jest głównym bohaterem. Uwagę widza przykuwa sam proces, prokuratorzy, charyzmatyczni obrońcy, ława przysięgłych a nawet sędzia Lance Ito. Rola Cuby Gooding Jr. trafia w sedno – podobnie jak w historycznym procesie, sprawca z każdą minutą ustępuje pola spektakularnej bitwie prawników.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lutego 2017 w seriale

 

Tagi: , , , ,

Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość – Katarzyna Surmiak-Domańska

kukluxklan Istnienie Ku Klux Klanów jest zgodne z prawem. Gwarantuje im to pierwsza poprawka do konstytucji. W sądzie klansmenów kilkakrotnie reprezentował American Civil Liberties Union, organizacja stojąca na straży swobód obywatelskich.

Miasteczko Harrison w Arkansas, środek amerykańskiego „Bible Belt” – pasa stanów, w których przeważają konserwatywni protestanci, prawdziwe serce Ameryki. Obszar ten w dużym przybliżeniu stanowi teren stanów, które zawiązały Konfederację i wystąpiły z Unii w 1861 roku. Kiedy zbuntowane regjony przystępowały do wojny z uprzemysłowioną Północą, 40% procent ludności stanowili niewolnicy.

W XXI wieku, czasach prezydentury Baracka Obamy miasteczko Harrison nadal pozostaje białe a wizyta „kolorowego” nie trwa dłużej niż dobę. To tutaj swoją siedzibę ma organizacja, której korzenie sięgają wojny secesyjnej. Dziś KKK nie występuje z jawnie rasistowskimi hasłami, publicznie identyfikując się z cnotami tradycyjnie przynależnymi konserwatywnym protestantom. Tylko czasami komuś wymsknie się uwaga o czarnuchach i żydach, gdzieś mignie charakterystyczny tatuaż albo koszulka z hasłem „white power’.

Chociaż Ku Klux Klan ma dziś niepomiernie mniej członków niż w czasach prosperity, złowrogie białe kaptury wciąż są przygotowane do światowej rozprawy z wrogami.

Polska dziennikarka odwiedziła serce białej Ameryki na zaproszenie Krajowego Zjazdu Partii Rycerzy KKK. Jej wizyta to podróż w czasie i przestrzeni. Podróż, z której wyłania się głęboki obraz społeczeństwa wciąż noszącego w sercach idee Konfederacji.

Katarzynie Surmiak – Domańskiej udało się na moment zasymilować z tutejszą społecznością. Choć tubylcy na liście wrogów mają katolików, polskiej dziewczynie szeroko otworzyli drzwi do własnego wnętrza. Rozmowy z mieszkańcami miasta i gośćmi corocznego zjazdu Rycerzy jest unikalną podróżą do umysłów Amerykanów klasy „B”. To obraz skrajnie różny  od tego, czym na codzień karmią nas kinowe produkcje.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 lipca 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Za jakie grzechy?

za jakie grzechyZdumiewająco udana komedia francuska dworująca sobie z tematu – zdawałoby się – nietykalnego w politycznie poprawnej Europie. Francuzi dowiedli jednak, że mają duży dystans do rzeczywistości – od babci gandzi po inwalidę na wózku, który robi wszystko co nie przystoi niepełnosprawnemu.

Trzeba dużo wyczucia, aby lajfmotiwem komedii uczynić antysemityzm. W kraju gdzie największe burdy i podpalanie dzielnic urządzają potomkowie emigrantów z Afryki, i której reprezentacja piłkarska wkrótce nie będzie przyjmować białasów do składu reżyser stawia na przeciw siebie cztery piękne Francuzki i „zbieraninę” kolorowych – Żyda, Araba, Chińczyka i Murzyna na dokładkę. W środku zaś wybitnego francuskiego starucha rasistę. A na dokładkę do tego jeszcze jednego – czarnoskórego rasistę 🙂

Francja to jednak nie Polska, gdzie twórców miesza się z błotem za „licencia poetica”. Philippe de Chauveron jest jak wentyl bezpieczeństwa – drwi ze wszystkich jednocześnie, nie szczędząc przede wszystkim opasłych francuskich elit (nie bez przyczyny ojciec Claude to nobilitowany prawnik osiadły w pałacu z XVII wieku). Christian Clavier wzorem niedościgłego De Funesa robi milion min i dąsów, o arcyrasistowskich dowcipach nie wspominając. Efekt jest trafiony – zamiast oburzać się na niepoprawność polityczną widz zauważa jak napompowana jest współczesna etyka.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 Maj 2015 w kino 2015

 

Tagi: , ,

12 years a slave

12yas-posterSolomon Northup urodził się wolnym człowiekiem. Będąc czarnym padł jednak ofiarą chciwości białych, których profesją było pośrednictwo w sprzedaży niewolników. Proceder musiał być kuszący niczym nowe Audi A8 dla ruskich złodziei. Uśpiony Northup został przewieziony z Waszyngtonu aż do Luisiany, gdzie Południowcy nadal czerpali niemałe zyski z niewolniczej pracy.

Przez 12 lat (ach ten spoiler w tytule 🙂 Northup ukrywał swoje wykształcenie i pochodzenie, będąc w beznadziejnej sytuacji czarnego niewolnika na zacofanym Południu. Dopiero list przekazany dzięki napotkanemu Kanadyjczykowi pozwolił na uwolnienie od jarzma. Po uwolnieniu Northup opisał swoją niedolę w książce o tym samym co film tytule ( -ciekawe skąd wiedział wcześniej jaki będzie tytuł filmu? :).

Film jest poprawny, ale nie doskonały. Być może ze względu na przewidywalność (znów ten spoiler) widz skupia się na niemym cierpieniu człowieka i podziwianiu pocztu białych degeneratów. A tych przedstawił Steve McQueen (nie, to nie ten od wyścigów ulicami Frisco) z prawdziwą maestrią. Wachlarz oprawców jest szeroki – od pozornie delikatnego pastora po absolutnego szaleńca i zboczeńca (ulubiony aktor reżysera – Fassbender znowu w szarżującej interpretacji). Oblicza zła zdają się przekazywać główne przesłanie filmu – jak mawiała Bożenka Dykiel – „podłość ludzka nie zna granic”. Jedynym sprawiedliwym jest przypadkowy Kanadyjczyk, w którego rolę wciela się (a jakże) sam Brad Pitt we własnej osobie.

Ilość Oscarów jakie uzyskał ten film od Akademii w 2014 roku zdumiewa, choć nie powinna. Temat nie jest powszechnie znany i „oklepany”. Ważkie społecznie filmy o jasnym i wzniosłym morale zawsze poruszą serca jurorów. Jeśli tematy te są bardzo amerykańskie – to świetnie.

Pozytywne jest także to, że prequel i sequel nie byłby dobrym pomysłem i prawdopodobnie nie powstanie (miejmy nadzieję).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 kwietnia 2014 w kino 2014

 

Tagi: , , ,