RSS

Archiwa tagu: rasizm

Green Book

Niepozbawiony moralnego kręgosłupa Tony Lip podpada raczej pod kategorię drobnych cwaniaków. Z aparycją ulicznika i włoskimi korzeniami mógłby zrobić błyskotliwą karierę wśród ferajny Bronksu. Zaskakująco „makaroniarz” wybiera żmudną drogę uczciwej pracy w charakterze kierowcy. Jego pasażer nie będzie łatwym towarzyszem podróży.

Odprężający w swojej – niełatwej przecież – historii „Green Book” jest filmem jakich chciałoby się oglądać więcej. Zabawna, wzruszająca i przede wszystkim wciągająca opowieść rodem z kina drogi zdumiewa już samym faktem o kim opowiada.

Autentyczny Tony Lip alias Frank Anthony Vallelonga to gość, którego łatwo skojarzyć z mafijnej kreacji Carmine Luperazzi w „Rodzinie Soprano”. Jego twarz nieodłącznie kojarzy się z klasyką kina o mobsterach – Goodfellas i Donnie Brasco to kolejne z tytułów, w których wystąpił.

Najtrudniej wyobrazić jako poczciwego Tony’ego – szofera czarnoskórego wirtuoza fortepianu. Faceta o wielkim sercu i jeszcze większej tolerancji.

Życie pisze scenariusze lepsze od najlepszej fikcji. Vallelonga, który wychował się drzwi w drzwi z Johnem Gotti, głowy mafijnej rodziny Gambino, sam nigdy nie stał się „chłopcem z ferajny”. Obserwacje sąsiadów dały Frankowi Vallelondze duże doświadczenie, skoro podbił serce Francisa Coppoli, zaliczając debiut w „Ojcu Chrzestnym”.

Zasłużone brawa dla zdobywcy dwóch Oscarów, Petera Farelly, który wcześniej wyreżyserował trzy części „Glupiego i Głupszego” 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 Maj 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , , , ,

Fences

Troy Maxson pracuje w zakładzie oczyszczania miasta. Jeździ z tyłu śmieciarki po Pittsburghu a jego plany to postawienie się szefowi pytaniem dlaczego nie mógłby zostać pierwszym czarnoskórym kierowcą w zakładzie. Są lata pięćdziesiąte, więc plany czarnego faceta to ambitne przedsięwzięcie. Troy miał kiedyś ambicje gry w baseball był niezły ale za stary do pierwszej ligi gdy ta wreszcie otworzyła się na czarnych graczy.

Po powrocie z pracy Troy pielęgnuje swoje rytuały. Przebiera się, siada do obiadu, kończy dzień kropelką czegoś mocniejszego i potężną porcją mędrkowania. Pod potokiem słów skrywają się jednak demony człowieka pełnego żółci i frustracji.

„Fences” jest adaptacją sztuki Augusta Wilsona pod tym samym tytułem. Gdyby nie szczątkowe sceny uliczne, film byłby ekranizacją statycznej sceny teatralnej. Zdecydowanie przegadany dramat. Denzel Washington pokrył swoim wielkim ja cały ekran, ale nie udało mu się przyćmić Violi Davis, która za swoją rolę drugoplanową zgarnęła w 2017 roku Oscara.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 września 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , ,

American Crime Story

american-crime-story-simpsonSerial sądowy – tak należałoby skatalogować „American  Crime Story”, którego większa część bazuje na bataliach w sali sądowej i przylegających gabinetach. Palestra to główny, choć nie jedyny zbiorowy bohater. Drugim jest szaleństwo – to w oczach O.J Simpsona i to w mentalności Ameryki, która proces kryminalny przeistoczyła w zderzenie ras.

Orenthal James Simpson, running back zespołu Buffalo Bills bił wszelkie możliwe rekordy ligi NFL, zapisując się złotymi literami w historii tego sportu. Człowiek o niepospolitym charakterze zaczynał od drobnych kradzieży i udziału w gangu młodocianych. Po zaskakującej karierze sportowej „Juice” okazał się równie utalentowanym bandytą i mordercą.

Dla mediów O.J. Simpson był jak manna z nieba. Krwawa jatka w bogatej dzielnicy Los Angeles, policyjny pościg za białym Fordem Bronco, wreszcie sam proces zmieniający się na oczach widzów w najprzedniejszy show na długie miesiące zajęły telewizyjny prime time. Mijają lata, a fascynacja zabójczym futbolistą nie ustaje.

„The People v. O.J. Simpson” raz jeszcze bierze na warsztat fenomen społeczny procesu OJ Simpsona.

Tytuł „American Crime Story” przewrotnie nawiązuje do innego cyklu o legendarnych zbrodniarzach („American Horror Story”). Zabieg ten to czysty marketing: OJS – choć niewątpliwie centralna postać serialu – nie jest głównym bohaterem. Uwagę widza przykuwa sam proces, prokuratorzy, charyzmatyczni obrońcy, ława przysięgłych a nawet sędzia Lance Ito. Rola Cuby Gooding Jr. trafia w sedno – podobnie jak w historycznym procesie, sprawca z każdą minutą ustępuje pola spektakularnej bitwie prawników.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lutego 2017 w seriale

 

Tagi: , , , ,

Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość – Katarzyna Surmiak-Domańska

kukluxklan Istnienie Ku Klux Klanów jest zgodne z prawem. Gwarantuje im to pierwsza poprawka do konstytucji. W sądzie klansmenów kilkakrotnie reprezentował American Civil Liberties Union, organizacja stojąca na straży swobód obywatelskich.

Miasteczko Harrison w Arkansas, środek amerykańskiego „Bible Belt” – pasa stanów, w których przeważają konserwatywni protestanci, prawdziwe serce Ameryki. Obszar ten w dużym przybliżeniu stanowi teren stanów, które zawiązały Konfederację i wystąpiły z Unii w 1861 roku. Kiedy zbuntowane regjony przystępowały do wojny z uprzemysłowioną Północą, 40% procent ludności stanowili niewolnicy.

W XXI wieku, czasach prezydentury Baracka Obamy miasteczko Harrison nadal pozostaje białe a wizyta „kolorowego” nie trwa dłużej niż dobę. To tutaj swoją siedzibę ma organizacja, której korzenie sięgają wojny secesyjnej. Dziś KKK nie występuje z jawnie rasistowskimi hasłami, publicznie identyfikując się z cnotami tradycyjnie przynależnymi konserwatywnym protestantom. Tylko czasami komuś wymsknie się uwaga o czarnuchach i żydach, gdzieś mignie charakterystyczny tatuaż albo koszulka z hasłem „white power’.

Chociaż Ku Klux Klan ma dziś niepomiernie mniej członków niż w czasach prosperity, złowrogie białe kaptury wciąż są przygotowane do światowej rozprawy z wrogami.

Polska dziennikarka odwiedziła serce białej Ameryki na zaproszenie Krajowego Zjazdu Partii Rycerzy KKK. Jej wizyta to podróż w czasie i przestrzeni. Podróż, z której wyłania się głęboki obraz społeczeństwa wciąż noszącego w sercach idee Konfederacji.

Katarzynie Surmiak – Domańskiej udało się na moment zasymilować z tutejszą społecznością. Choć tubylcy na liście wrogów mają katolików, polskiej dziewczynie szeroko otworzyli drzwi do własnego wnętrza. Rozmowy z mieszkańcami miasta i gośćmi corocznego zjazdu Rycerzy jest unikalną podróżą do umysłów Amerykanów klasy „B”. To obraz skrajnie różny  od tego, czym na codzień karmią nas kinowe produkcje.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 lipca 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Za jakie grzechy?

za jakie grzechyZdumiewająco udana komedia francuska dworująca sobie z tematu – zdawałoby się – nietykalnego w politycznie poprawnej Europie. Francuzi dowiedli jednak, że mają duży dystans do rzeczywistości – od babci gandzi po inwalidę na wózku, który robi wszystko co nie przystoi niepełnosprawnemu.

Trzeba dużo wyczucia, aby lajfmotiwem komedii uczynić antysemityzm. W kraju gdzie największe burdy i podpalanie dzielnic urządzają potomkowie emigrantów z Afryki, i której reprezentacja piłkarska wkrótce nie będzie przyjmować białasów do składu reżyser stawia na przeciw siebie cztery piękne Francuzki i „zbieraninę” kolorowych – Żyda, Araba, Chińczyka i Murzyna na dokładkę. W środku zaś wybitnego francuskiego starucha rasistę. A na dokładkę do tego jeszcze jednego – czarnoskórego rasistę 🙂

Francja to jednak nie Polska, gdzie twórców miesza się z błotem za „licencia poetica”. Philippe de Chauveron jest jak wentyl bezpieczeństwa – drwi ze wszystkich jednocześnie, nie szczędząc przede wszystkim opasłych francuskich elit (nie bez przyczyny ojciec Claude to nobilitowany prawnik osiadły w pałacu z XVII wieku). Christian Clavier wzorem niedościgłego De Funesa robi milion min i dąsów, o arcyrasistowskich dowcipach nie wspominając. Efekt jest trafiony – zamiast oburzać się na niepoprawność polityczną widz zauważa jak napompowana jest współczesna etyka.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 Maj 2015 w kino 2015

 

Tagi: , ,

12 years a slave

12yas-posterSolomon Northup urodził się wolnym człowiekiem. Będąc czarnym padł jednak ofiarą chciwości białych, których profesją było pośrednictwo w sprzedaży niewolników. Proceder musiał być kuszący niczym nowe Audi A8 dla ruskich złodziei. Uśpiony Northup został przewieziony z Waszyngtonu aż do Luisiany, gdzie Południowcy nadal czerpali niemałe zyski z niewolniczej pracy.

Przez 12 lat (ach ten spoiler w tytule 🙂 Northup ukrywał swoje wykształcenie i pochodzenie, będąc w beznadziejnej sytuacji czarnego niewolnika na zacofanym Południu. Dopiero list przekazany dzięki napotkanemu Kanadyjczykowi pozwolił na uwolnienie od jarzma. Po uwolnieniu Northup opisał swoją niedolę w książce o tym samym co film tytule ( -ciekawe skąd wiedział wcześniej jaki będzie tytuł filmu? :).

Film jest poprawny, ale nie doskonały. Być może ze względu na przewidywalność (znów ten spoiler) widz skupia się na niemym cierpieniu człowieka i podziwianiu pocztu białych degeneratów. A tych przedstawił Steve McQueen (nie, to nie ten od wyścigów ulicami Frisco) z prawdziwą maestrią. Wachlarz oprawców jest szeroki – od pozornie delikatnego pastora po absolutnego szaleńca i zboczeńca (ulubiony aktor reżysera – Fassbender znowu w szarżującej interpretacji). Oblicza zła zdają się przekazywać główne przesłanie filmu – jak mawiała Bożenka Dykiel – „podłość ludzka nie zna granic”. Jedynym sprawiedliwym jest przypadkowy Kanadyjczyk, w którego rolę wciela się (a jakże) sam Brad Pitt we własnej osobie.

Ilość Oscarów jakie uzyskał ten film od Akademii w 2014 roku zdumiewa, choć nie powinna. Temat nie jest powszechnie znany i „oklepany”. Ważkie społecznie filmy o jasnym i wzniosłym morale zawsze poruszą serca jurorów. Jeśli tematy te są bardzo amerykańskie – to świetnie.

Pozytywne jest także to, że prequel i sequel nie byłby dobrym pomysłem i prawdopodobnie nie powstanie (miejmy nadzieję).

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 kwietnia 2014 w kino 2014

 

Tagi: , , ,

Gran Torino

Gran_Torino_posterFilm z 2008 roku, a jednak już klasyk. Clint Eastwood, jeden z największych twardzieli kina i gwiazda spaghetti westernów ostatnimi laty okazał się także świetnym reżyserem. W „Gran Torino” daje upust obu pasjom – doskonale gra i równie dobrze reżyseruje. Sam film okazał się dobrym biznesem (budżet: 33mln, zyski: prawie 150 mln USD) choć „nie odkrywa Ameryki”.

„Gran Torino” to przewrotna historia Walta Kowalskiego (w Ameryce zdaje się mieszkają wyłącznie Kowalscy, inni emigranci tam się nie przyjmują – patrz: T.Williams, Grawitacja, a nawet Pingwiny z Madagaskaru). Walt, weteran z Korei, jest starym zgryźliwym dziadygą, nie potrafiącym współżyć z otoczeniem. Gdy do domu obok wprowadzają się skośnoocy emigranci (Hmongowie) Walt zaczyna przechodzić zdumiewającą przemianę.

Film w gruncie rzeczy jest komedią w „ciepłym” klimacie. Pozornie odstręczający Walt jest dobrym czlowiekiem, którego największą wadą jest nadmierna szczerość. To ulubiony bohater Eastwooda. Clint uwielbia przecież puścić do widza oko i uraczyć krzywym uśmiechem tuż po wygarnięciu całego magazynka swojego Magnum. I tym razem jego bohater wywołuje u widza sympatię pomimo ewidentnie paskudnych cech.

Prosta historia i oklepane zdawałoby się tematy wciąż mogą wzbudzać emocje i opowiadać coś na nowo. Eastwood jest zawodowcem w każdym calu. Poza tym – ten film godzien jest każdej ceny za jedno zdanie wielkiego kowboja: „Spieprzaj z mojego trawnika!”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 kwietnia 2014 w klasyka kina

 

Tagi: , ,