RSS

Ekstaza. Lata 90 – Anna Gacek

Subiektywna podróż przez lata dziewięćdziesiąte. Subiektywna, bo nie sposób ująć bogactwa tej dekady w kilku krótkich rozdziałach. Informuje nas zresztą o tym sama okładka zgrabnym podtytułem „Początek”. Jak wyjaśnia autorka: „Ekstaza – Początek” to pierwsza część i być może pojawią się kolejne.

W „Ekstazie” króluje muzyka i jej reminiscencje w obszarach popkultury, mody, telewizji. Lata dziewięćdziesiąte to ocean, z którego każdy czerpie własną łyżką. Dla Anny Gacek najważniejszym tematem jest grunge (słusznie 🙂 a najgorętszym nazwiskiem Cobain (też słusznie, chociaż tu kandydatów byłoby więcej). Szczęśliwie jest sporo miejsca dla Pearl Jam 🙂

„Zawsze myślałem, że to ja będę pierwszy”, powiedział [Eddie Vedder] w maju 1994 roku, po samobójstwie Kurta Cobaina, dziennikarzowi „Melody Makera”.

Opis lat dziewięćdziesiątych rozpoczyna ferment z okolic Seatle: od „Touch Me I’, Sick” Mudhoney, przez rozległą podróż po życiu (i śmierci) pary Kurt & Courtney. Jest sporo miejsca na zjawiskowy Mother Love Bone i lawinę, która ruszyła po śmierci Andy’ego Wooda: Temple of the Dog, Pearl Jam, zdumiewająca popularność przeciętnego filmu „Singles”.

Nieco po macoszemu potraktowane zostały muzyczne trendy spoza modnego Grunge. Jedno zdanie o muzycznej petardzie, którą Metallica wydała w sierpniu 1991 roku to stanowczo za mało. Niewiele poza ploteczkami z obozu Guns N’Roses, końcu pewnej epoki po odejściu Freddiego Mercury’ego. Troszkę o Alice in Chains i Mad Season, nieco więcej o tragicznym końcu wokalisty Lene Staley’a.

Jest coś tam o wokaliście INXS, muzycznej transformacji Depeche Mode i stanowczo za dużo o Kate Moss. Kobiecy punkt widzenia dostrzegł też zjawisko Supermodelek i fenomen amerykańskiego wydania Vogue pod skrzydłami Anny Wintour.

Lata dziewięćdziesiąte to także wszechobecna era narkotyków. Książka jest pełna historii o zabójczym miksie artystycznej wrażliwości i używek.

 

Sekretem zawstydzającym, do czasu aż zjawiło się nowe pokolenie ćpunów, które kompletnie się tego nie wstydziło. Obnosili się ze swoim nałogiem i mówili o nim z dumą”. Nie było w tym gronie słynniejszych muzyków niż członkowie Alice in Chains.

Rozmowa z Depeche Mode i pominięcie tematu uzależnień to jak dialog z owcą bez poruszania tematu wełny

Pomimo ostrej selekcji i rozległości tematu, lektura zjawisk które wypełniły wyjątkowe lata dziewięćdziesiąte to czysta przyjemność Annie Gacek udało się napisać książkę, która zadowoli pokolenie oddychające teledyskami MTV i z przyjemnością wróci do dekady sprzed (sic!) trzydziestu lat.

 

 

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 sierpnia 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , , , , ,

Przy stole z królem. Jak ucztowano na królewskim dworze – Wika Filipowicz

Przyjemna i prosta w obsłudze lista koronowanych głów i ich żywieniowych zwyczajów. Od córki Nagy’ego Lajosa (Ludwika Węgierskiego) Jadwigi i jej nieokrzesanego męża po królową Elżbietę II jedzącą banana widelczykiem.

Kilkanaście portretów władców nie ogranicza się na szczęście do pseudonaukowego powielania faktów. Do każdej postaci autorka dodaje krótkie wprowadzenie historyczne a kończy zwięzłym podsumowaniem. Poczet królów otwierają Jadwiga i Jagiełło. Później pojawiają się królowa Bona i Zygmunt Stary, Zygmunt August, Stanisław August Poniatowski, Ludwik XIV, Ludwik XVI, cesarz Franc Josef, cesarzowa Sisi, królowa Wiktoria i jej małżonek Albert, Jerzy VII i wreszcie panująca od siedemdziesięciu lat Elżbieta II.

Opowieści o zwyczajach epoki i władców utykane są smakowitymi faktami, jakie rzadko można napotkać w tradycyjnych dziełach historycznych.

Drugim niezbędnym produktem na średniowiecznym stole było pieczywo. Jadwiga, w przeciwieństwie do męża, zwolennika razowca, preferowała luksusowe białe wypieki.

Pierwszym znanym z imienia i nazwiska Europejczykiem, który zetknął się z bulwami ziemniaka, był Juan de Castellanos, hiszpański żołnierz, konkwistador, duchowny i kronikarz, który w 1537 roku napotkał je u Indian żyjących w kolumbijskich Andach.

(…) vin Mariani. Był to napój alkoholowy opracowany w 1863 roku przez francuskiego chemika Angela Marianiego, wyrabiany z wina z apelacji bordeaux z dodatkiem liści koki, które pod wpływem etanolu uwalniały kokainę – w 100 mililitrach wina było jej około 6–7 miligramów.

Ludwik XVI był żywo zainteresowany pracą Parmentiera. Także dostrzegł potencjał ziemniaka – rośliny, której kwiaty służyły dotąd królewskiemu otoczeniu do ozdoby pomieszczeń i sukien.

Grecy uważali za pomocne w schudnięciu unikanie seksu i zwracanie zjedzonego posiłku. Pierwsi chrześcijanie preferowali modlitwę, a później walkę z pokusami.

Przeżuwanie i wypluwanie – Tę metodę odchudzania wymyślił Horace Fletcher (1849–1919). Według niego każdy kęs pożywienia powinien być przeżuty przynajmniej 32 razy, a im więcej, tym lepiej. Potem należało pozwolić jedzeniu spłynąć przełykiem do żołądka, a co pozostało w ustach – wypluć. Entuzjastami tej metody byli Franz Kafka

Papierosy – znany już za czasów lorda Byrona pogląd, że palenie dużej liczby papierosów pomaga zrzucić zbędne kilogramy, spopularyzował się bardzo w latach 20. XX wieku. Producenci papierosów umieszczali nawet taką informację w reklamach.

W przerwach między „posiłkami” pił herbatę zmieszaną z surowym jajkiem i sięgał po kolejne cygara. Byron był jednym z pierwszych celebrytów popularyzujących dietę

Wika Filipowicz wyłuskała wiele ciekawostek, które rzucają światło na powszechnie uznawane a nieprawdziwe fakty o obyczajach dawnych epok.

Wśród nich jest legenda widelca, który pojawił się m.in. na dworze Henryka III w Polsce znanego jako Walezjusz (który uważał, że ten wynalazek tylko utrudnia jedzenie), popularności warzyw w szlacheckiej Polsce, stanie zdrowia Króla Słońce, genezie kuchni, którą dziś bez zająknienia nazywamy „staropolską” czy genezie kurczaka tikka-masala.

„Przy stole z królem” to lektura pełna fascynujących ciekawostek, których nie sposób spamiętać 🙂

 

Zaopatrzenie spiżarni Bony oparte było w dużej mierze na produktach importowanych: włoskich serach, w tym parmezanie, o który w 1543 roku wybuchła słynna w całej Europie awantura,

O menu na wesele młodego króla z Elżbietą Habsburżanką można powiedzieć, że widać w nim znaczny wpływ Bony. Obok grzbietu żubra, o którym Piotr Roizjusz, poeta i profesor Akademii Krakowskiej, pisał: „na królewskich przyjęciach zawsze przysmak to stołowy”, oraz mięsa jeleni i kozic były też kury „tuczone długo delikatną mąką”, łabędź oraz ciasto cynamonowe z cukrem, ciasto marcepanowe, młode orzechy, cytryny i pomarańcze.

***

[ Ludwik XIV ]Podczas gdy zdejmował dzienne szaty, a zakładał nocne – z myciem nie przesadzał, ograniczając się rano i wieczorem do przemycia rąk spirytusem winnym oraz przetarcia twarzy wilgotną szmatką nasączoną pachnidłem i przepłukania ust – służba wnosiła do sypialni dwie butelki wina, karafkę wody i bułeczki lub inne pieczywo, na wypadek gdyby w nocy poczuł głód. Bywało też, zwłaszcza gdy planował spędzić noc z którąś z licznych kochanek.

(…) cierpiał na tym jego system trawienny, na który kolejny z nadwornych lekarzy zalecał miksturę przeczyszczającą zwaną bouillon purgatif oraz lewatywy. Z raportów lekarskich wynika, że zrobiono ich królowi w sumie ponad 2 tys.

(…) Mimo licznych chorób – bo prócz katorgi z zębami, wiecznych migren i niestrawności, których powodem mógł być tasiemiec – cierpiał jeszcze na przetokę odbytu, którą dwukrotnie trzeba było operować, co przy ówczesnym stanie wiedzy i technik medycznych było istną drogą przez mękę – Ludwik do późnych lat życia trzymał się dobrze.

***

W późniejszych latach życia Stanisław August zaczął tracić węch, co jednocześnie upośledzało smak i odebrało mu wiele przyjemności z obcowania ze sztuką kulinarną.

***

[Wiktoria i jej koniuszy ] przez całe dnie, zawiadywał wszystkimi jej sprawami z doborem strojów włącznie i jako jedyny na pytanie: „Czy znowu utyłam?” miał odwagę bez ceregieli odpowiadać: „Tak, myślę, że tak”, to jeszcze zwracał się do niej per „kobito”. A wieczorami zasiadał sobie wraz z tą „kobitą” przy kominku, by wychylić szklaneczkę, często nawet kilka szklaneczek whisky. Koniuszy – jak na rodowitego Szkota przystało – wlewał w siebie czysty trunek, królowa zaś lubiła eksperymentować, mieszając go na przykład z… bordeaux.

***

Europejczyk dałby sobie rękę uciąć, że pochodzą z Indii, jak choćby popularny kurczak tikka masala[93]. Tymczasem przepis nań został stworzony w szalonych latach 70. XX wieku w… Glasgow.

***

[ cesarzowa Elżbieta Bawarska „Sisi” ] Paliła także papierosy, z czym kryła się przede wszystkim przed mężem i teściową. Zwykle miała też w zasięgu ręki flaszeczkę z morfiną oraz pudełeczko z kokainą stosowaną wtedy powszechnie jako środek przeciwbólowy, pobudzający i dający poczucie wewnętrznej „mocy”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 sierpnia 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , , , , , ,

Jadąc do Babadag – Andrzej Stasiuk

To, co ma nadejść, nigdy tu nie dociera, ponieważ zużywa się gdzieś po drodze i zamiera jak blask dalekiej latarni. Panuje tutaj wieczny schyłek i dzieci rodzą się zmęczone.

Traktat o podróżach przez miejsca, które choć hucznie nazywane Europą, w rzeczywistości są innym światem. Zapomnianym, zacofanym i gorszym, ale wyłącznie w oczach spasionego Zachodu.

Tak. W tej części świata wszystko wszędzie i zawsze powinno być inaczej. Wynalazek map dotarł tu przedwcześnie albo zbyt późno.

Czas nadciąga z daleka i przypomina obce powietrze, którym już ktoś oddychał.

Stasiuk odbywa swoje podróże pociągami, samochodami, busami i autostopem ale to podróż przede wszystkim intelektualna i duchowa. Pełna zrozumienia dla spotykanych ludzi i kontemplująca zastany tam (nie)porządek. Autor podróżuje kompulsywnie, starannie omijając uporządkowany świat hoteli i pstrokatych pamiątek turystycznych. Podróżuje w miejsca starannie skrywane przed okiem obcokrajowca, kierując się wewnętrznym kompasem ustawionym na świadomość tubylców.

Sto sześćdziesiąt stempli jak psu w dupę. Wracam zawsze tak samo głupi, jak ciemny wyjeżdżałem. Wszędzie stoją faceci na rogach ulic i czekają, aż coś się zdarzy, wszędzie siedzenia w pociągach mają dziury powypalane papierosami i ludzie po prostu spędzają czas i patrzą spokojnie, jak historia dociska gaz do dechy.

Tracę czas i kasę. Równie dobrze mógłbym nie ruszać się z domu, bo to wszystko mam na miejscu. Gdziekolwiek się ruszę, wyglądam Cyganów.

Shqiperia” to Albania. Nawet jej prawdziwe imię w jakimś sensie oznacza samotność, ponieważ poza Bałkanami mało kto je zna. Przez dwa tygodnie słuchałem albańskiego na ulicy, w autobusach, w radiu i chyba ani razu nie usłyszałem słowa „Albania”. Zawsze było: Shqiperia, Shqiptar, shqiperise. Nazwa „Shqiperia” pochodzi od czasownika „shqiptoj”, który znaczy tyle, co wymawiać, mówić. W języku, którego nikt nie rozumie.

Współczesna literatura podróżnicza – o ile ktokolwiek jeszcze wybiera tą książkową – zaprowadzi czytelnika „w miejsca warte odwiedzenia” i takie, których „nie można przeoczyć”. U Stasiuka są tylko takie miejsca, których nikt oglądać nie chce. Zupełnie jakby były po niewidzialnej stronie globusa, w które nigdy nie trafi palec podróżnika.

Za oknem nic się nie działo. Znad suchych wzgórz nadciągał upał, snuł się przez otwarte drzwi i wypełniał wnętrze, cały ten syf i przypadkowość, brud, wyszczerbione szklanki, wytłuszczone kufle, butle z mętnego szkła, trupi plastik, opadał gorącą falą na zrujnowane sprzęty, napierał na ściany, na szyby osrane przez pokolenia much, wymiatał całe to wysypisko resztek udających przydatność, ten heroiczny pierdolnik odgrywający komedię trwania. Tak, transylwańskie desertum wchodziło do knajpy w Gergeschdorf jak do siebie.

Pomyślałem sobie, że mógłbym siedzieć tu przez lata i oswajać się z myślą o śmierci. Wychodziłbym codziennie na przystań promu i wyglądał jej przybycia. Zatarte, rozcieńczone miary czasu to przybliżałyby jej nadejście, to oddalały, i w końcu być może zyskałbym coś na kształt warunkowej nieśmiertelności. Bo przecież jeśli z taką łatwością zanikało tutaj życie, to i ona musiałaby przyjmować jakąś niejasną, fantomatyczną postać. W codziennej wędrówce między cieniem knajpianych topól i przystanią pozbywałbym się zbytecznej energii

Co najciekawsze, chociaż autor zupełnie nie stara się do tego zachęcić, ta podróż w magiczny świat burości na swój sposób fascynuje.

Teraz muszę sobie wyobrażać, że tam wrócę. Najlepiej jesienią, gdy opadną liście, żeby szukać potwierdzenia tych wszystkich domysłów, szukać tego chrobotu, butwienia, pełznącej pleśni, która wchodzi niezauważalnie i cicho w kamień, mur i drewno, w schowane w szafie stroje na niedzielę. Drobnoustroje, grawitacja i wilgoć — to są składniki bytu mojej części kontynentu.

Wszystko wskazuje na to, że chciałbym mieć własne państwo. Żeby po nim w kółko jeździć. Państwo bez wyraźnych granic, państwo, które samo nie wie, że istnieje, i państwo, które guzik obchodzi, że ktoś je wymyśla i ktoś do niego wjeżdża. Senne państwo z niejasną polityką i historią jak ruchome piaski, z teraźniejszością niczym kruchy lód i kulturą jak cygańskie pałace w mieście Soroca. Nic innego tutaj nie przetrwa bez ryzyka parodii. Co tam zresztą państwo. Niech będzie od razu cesarstwo

Czasami wyobrażam sobie mapę złożoną z miejsc, do których chciałbym powrócić. Ta mapa jest niepoważna. Nic właściwie na niej nie ma: mokry śnieg w Gönc, Zborov ze zrujnowanym kościołem, Caraorman ze swoim pustynnym piaskiem i rdzewiejącymi maszynami, które miały odzyskiwać złoto z dunajskich wód, upał w Erind, Biała Spiska i tonący w półmroku sklep spożywczy, świt i woń kocich szczyn w Piranie, wieczorne Răşinari z zapachem snującym się z piernikowej manufaktury, wieprze niedaleko Oradei, świnie w Mátészalka, Delatyn ze swoją stacją kolejową w porannej szarówce, Duląbka, Rozpucie i Jabłonna Lacka, Huşi i Sokołów, i teraz jeszcze te Lubenice.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 sierpnia 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , ,

No Time to Die

Czysto formalnie – bo przecież nikt na to nie da się nabrać – naczelny agent Jej Królewskiej Mości udaje się na „zasłużoną emeryturę”. Podobnie jak większość emerytów po zgarnięciu puli w ZUS-ie James Bond zaszywa się na Jamajce po miłosnym rozczarowaniu i efektownych driftach na antycznych ulicach włoskiej Matery.

Sielanka w tropikach nie trwa długo, bo do kolesia z przeterminowaną „licencją na zabijanie” zwraca się stary kumpel z CIA. Felix Leiter prosi Bonda o pomoc w odnalezieniu pewnego naukowca.

Zgadzając się na misję u boku kolegów z CIA, James strzela delikatnego foszka swojej macierzystej organizacji nad Tamizą, w której plakietkę z numerem 007 nosi już ciemnoskóra kobieta torpeda.

Misja odbicia naukowca kończy się oczywiście niespodziewanymi komplikacjami i odkryciem, że mordercza Hydra zduszona kilka lat wcześniej właśnie podnosi głowę. Rozpoczyna się ostateczna rozgrywka między Bondem, Blofeldem i tajemniczym Lyutsiferem Safinem.

Świat się zmienił. Nie ma w nim już miejsca dla starego dobrego Bonda, konesera alkoholowych drinków, zabójczej nikotyny i tła w postaci kobiet – pięknych i niebezpiecznych, ale będących zawsze tylko dodatkiem do głównego bohatera. Nikt już nie paraduje na co dzień w smokingu. Pomimo przewrotnego tytułu i łopatologicznych dygresji w trakcie seansu twórcy najnowszego „Bonda” zdają się nie zapominać o tym ani na minutę. No, może poza kilkoma klasycznymi scenami akcji, na których cała franczyza stoi.

„No time to Die” symbolicznie spina klamrą 60 letnią historię cyklu. Dwudziesty piąty pełnometrażowy film zamyka jednocześnie udany reboot serii  i kolejną bondowską „epokę” spod znaku Daniela Craiga. Kiedy Craig w 2006 roku pojawił się w „Casino Royale”, utyskiwaniom na wybór blondyna nie było końca. Czy nowy Bond będzie niebinarną ciemnoskórą osobą z drugą grupą inwalidzką? Wszystko wskazuje na to, że polityczna poprawność naszych czasów odświeży serię w stylu, o jakim stary Ian Fleming nigdy nawet nie pomyślał.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 sierpnia 2022 w kino 2022

 

Tagi: , , ,

Moja cudowna Wanda

Przygody polskiej hausefrau w Szwajcarii.

Wanda pracuje w charakterze opiekunki osób starszych. W zamożnej rodzinie Weigmeister-Gloor opiekuje się ograniczonym ruchowo, siedemdziesięcioletnim Josefem. Oderwana od własnych dzieci, miesiącami poza domem Wanda nie gardzi żadną dodatkową pracą, w której może dorobić do podstawowej pensji we frankach. Wszyscy domownicy są zadowoleni z niedrogiej, a sumiennej pomocy ze wschodu. Do czasu, kiedy domownicy odkryją pełen katalog usług.

Obyczajowa historia, której nie powstydziłby się sam Fredro, gdyby w jego czasach publiczna moralność pozwalała choćby wspomnieć o „takich sprawach” Szwajarsko – polski kogiel mogiel w pół drogi pomiędzy dramatem a komedią.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 sierpnia 2022 w kino 2022

 

Tagi: , ,

Being the Ricardos

Nieznani polskiej widowni Luci i Desi w latach pięćdziesiątych byli absolutnym numerem jeden amerykańskiej telewizji. Ich czarno-biały sitcom „I love Lucy” gromadził przed telewizorem dziesiątki milionów fanów. Podobno w trakcie premier kolejnych odcinków na kanale CBS pustoszały ulice.

Kidman i Bardem brawurowo odtwarzają rolę idoli z czasów czarno-białej telewizji.

Obyczajowa opowieść o parze skupia się na urywku ich życia w trakcie tygodniowych przygotowań do kolejnego sezonu serialu „Kocham Lucy”. W tym czasie bohaterów czeka szereg mniejszych i większych wyzwań zarówno w sferze zawodowej jak i prywatnej.

Nominacje do Oscara i Bafty dla odtwórców głównych ról zdają się potwierdzać mistrzostwo aktorskiego duetu, chociaż sama historia nie grzeszy nadmierną dynamiką (jak to w telewizji sprzed 70 lat 😉 )

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 lipca 2022 w kino 2022

 

Tagi: , , , , ,

Czarna Ziemia. Holocaust jako ostrzeżenie – Timothy Snyder

30 stycznia 1939 roku Hitler wygłosił jedną z najistotniejszych mów w swojej karierze. Oświadczył w niej przed niemieckim parlamentem, że jeśli Żydzi rozpętają wojnę światową, zakończy się ona ich eksterminacją. Te ponure słowa początkowo uznane za polityczne pieniactwo pod publiczkę okazały się oświadczeniem w dosłownym znaczeniu słowa „eksterminacja”.

O nazizmie i holokauście napisano już tyle, że trudno znaleźć dla nich nową perspektywę. Timothy Snyder jednak próbuje. Autor wychodzi od słusznej tezy o kluczowej zależności państwo-obywatel-prawo.

Chcąc pozbyć się Żydów z planety, najpierw trzeba było oddzielić ich od państwa. (…): „robić, co się komu żywnie podoba, można tylko z bezpaństwowcami”

(…) eliminacja polskiej państwowości na początku wojny miała kluczowe znaczenie dla przebiegu całego Holokaustu, ponieważ właśnie na okupowanym terytorium Polski, w specjalnej strefie kolonialnej Niemiec, można było zlokalizować miejsca zagłady.

„Stoimy w obliczu – powiedział Winston Churchill – zbrodni bez nazwy”. Jej sprawcami byli ludzie działający z inicjatywą i w kreatywny sposób w warunkach politycznych, które sami stworzyli. Destrukcja państw nie zmieniła polityki – stworzyła nowy jej rodzaj umożliwiający popełnianie nowego rodzaju zbrodni.

Wychodząc od likwidacji państwowości Snyder dokonuje przeglądu kolejnych państw, które padły łupem Hitlera. I tu zaczynają się pierwsze kontrowersje. Nie bacząc na powszechnie znane fakty autor porównuje kraje, których III Rzesza nie zaanektowała z tymi, które stały się nazistowskim dzikim wschodem. Porównanie Danii z Polską i Ukrainą to historia pisana pod dyktando własnej tezy – niestety nietrafiona.

Szczęśliwie dla tej pozycji jest tu też kilka mniej znanych faktów i ciekawa analiza psychiki Fuhrera:

Jedną z kolonii była Niemiecka Afryka Wschodnia – obecnie Rwanda, Burundi, Tanzania i część Mozambiku -Podczas rebelii w 1905 roku (tzw. powstania Maji-Maji) Niemcy zastosowali tam taktykę morzenia głodem, zabijając co najmniej 75 tysięcy ludzi. Drugą kolonią była Niemiecka Afryka Południowo-Zachodnia – dziś Namibia -gdzie około 3 tysięcy kolonistów kontrolowało mniej więcej 70 procent gruntów.

Podobnie jak miliony dzieci urodzonych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX wieku, Hitler bawił się na podwórku w „wojny afrykańskie” i zaczytywał się w powieściach Karola Maya o amerykańskim Dzikim Zachodzie. Później oświadczył, że to May „otworzył mu oczy na świat”

Jest też miejsce na sugestywne dane:

Od lipca 1942 roku do czerwca 1943 roku do Stanów Zjednoczonych wpuszczono zaledwie 4705 osób pochodzenia żydowskiego, czyli mniej niż warszawskich Żydów, którzy latem 1942 roku każdego dnia ginęli w Treblince

***

W latach 1937 i 1938 w operacjach Wielkiego Terroru aresztowano, zastrzelono oraz pogrzebano w dołach 681 692 obywateli ZSRR. W tych latach szykując się do wojny, NKWD zastrzeliła na własnym terytorium dwa razy więcej Polaków niż Einsatzgruppen w czasie, gdy w 1939 roku wojska niemieckie wkroczyły do Polski.

Po 1935 roku władze duńskie nie przyjmowały uchodźców żydowskich i deportowały do Niemiec część tych, którzy przybyli wcześniej. Żydzi, którym w Danii odmówiono ochrony państwa, podzielili los pozbawionych jej w Estonii i wszędzie indziej: zginęli

 

Przekombinowana i przeintelektualizowana „Czarna Ziemia” to dzieło kontrowersyjne, z którego przy odrobinie złej woli i manipulacji można wyciągnąć fałszywie brzmiące cytaty.  Chociaż nie brakuje w niej faktów i ciekawych wniosków, całość bardziej przypomina profesorski wywód dla poparcia własnych tez, niż twarde dzieło historyczne. Na koniec Snyder brnie w obszary współczesności, niczym Kasandra wieszcząc powrót zła na Ziemię:

Chociaż światu jako takiemu żywności zapewne nie zabraknie, bogatsze społeczeństwa mogą ponownie zacząć się niepokoić o jej dostawy. Ich elity po raz kolejny mogą stanąć w obliczu wyborów dotyczących sposobu określenia relacji między polityką a nauką. Jak wykazał Hitler, mieszanie tych dwóch kwestii otwiera drogę do ideologii, które wydają się zarazem oferować wyjaśnienie i oddalać panikę. W przypominającym Holokaust scenariuszu masowego mordu przywódcy kraju rozwiniętego mogą wykorzystać lub wywołać panikę związaną z przyszłymi niedoborami i podjąć działania prewencyjne, wskazując pewną grupę ludzi jako źródło problemu ekologicznego i niszcząc inne państwa celowo lub przez przypadek. Nazistowski przykład dowodzi, że nie trzeba realnych powodów do strachu o własne życie – wystarcza chwilowe przekonanie, że dla ochrony standardu życia konieczne są drastyczne środki

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lipca 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , ,

Skazana

Sędzia Alicja Mazur zostaje skazana za zabójstwo. Znana z wyroków bezwzględnych dla przestępców trafia do zakładu gdzie przebywa jedna z jej oskarżonych. Pani sędzia od środka pozna więzienną rzeczywistość walcząc o pozycję w hierarchii i przetrwanie wśród innych osadzonych.

Przedsiębiorcza i inteligentna Mazur szybko odkryje, że jej więzy z życiem za murami rozluźniają się i w walce o sprawiedliwość nie może liczyć na pomoc najbliższych.

Świetna jak zawsze Agata Kulesza i jeszcze lepsza, choć nieco przerysowana Aleksandra Adamska w roli „Pati”.

Dobry pierwszy sezon kończy się twistem zapowiadając kolejne. Miejmy nadzieję, ze nie skończy się kalką „Prison Break” 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lipca 2022 w seriale, seriale 2022

 

Tagi: , , ,

Elvis

Historia Elvisa zaczyna się kluczem wiolinowym w tonacji „Pułkownik Tom Parker”.

Spotkanie starego biznesowego cwaniaka z dwudziestoletnim piosenkarzem jest kluczowe dla obu. Elvis zyskuje oddanego managera, który wypchnie go na szczyt. Dla Parkera jest to odkrycie żyły złota. Ludzkość zyska nowe paliwo rakietowe o nazwie „Rock n’Roll”.

„Elvis” jest nie tyle biografią piosenkarza, co historią pary Presley – Parker. Na ekranie błyszczą obydwaj: Austin Butler jest bardziej elwisowy niż sam Elvis, Tom Hanks w charakteryzacji starego opasłego Pułkownika z marszu mógłby stanąć do roli „Pingwina” w najnowszym Batmanie.

Chociaż pozbawiony typowo musicalowej oprawy muzycznej „Elvis” iskrzy się talentem Baza Luhrmanna. Estetyka filmu zdradza twórcę „Moulin Rouge”od pierwszych minut i doskonale wpisuje się w cekiny presleyowskich kostiumów.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lipca 2022 w kino 2022

 

Tagi: , , , ,

Telegraph Avenue – Michael Chabon

W dolnych rejonach twarzy Flowersa rozchylił się uśmiech, cieniutki jak rana od kartki papieru. Archy wiedział, że Chan Flowers ma kosę z Lutherem Stallingsem, lecz natury tego prehistorycznego zatargu nie znał.

Telegraph Avenue to nieco zapyziała ulica ciągnąca się przez North Oakland i Berkeley. Jest jak oba te miasta – ubodzy krewniacy wielkomiejskiego San Francisco, pełna chaotycznej zabudowy i pustych placów.

Na Telegraph Avenue czas płynie swoim swingującym rytmem. Nie brak tu miejsc z charakterem, ale królem okolicy jest pokręcone „Brokeland Records”. Klita zawalona tysiącem zakurzonych winyli, wśród których znajdzie się sporo prawdziwych pereł.

Królestwem muzyki rządzi dwóch oryginalnych gości: Archy Stallings, posiadacz imponującego afro i jego ciągle jojczący wspólnik Nat Jaffe. To do nich i ich muzycznego świra lgną okoliczne kolorowe ptaki. Do sklepu zaglądają typy przedziwnej proweniencji – od starych muzyków w kolorowych gajerach po typów o szemranej reputacji. Zagląda tu nawet przemądrzała papuga, kumpela Cochise Jonesa.

Chandler Flowers nienawidził, gdy lekceważono jego inteligencję; jeszcze bardziej jednak nienawidził dostarczać niezbitych dowodów, że w ogóle jej nie posiada

Krucha stabilizacja „Brokeland Records” chwieje się w posadach, kiedy dawna gwiazda sportu, niejaki Goodie postanawia otworzyć wielopiętrowy super-duper music store. W sprawę angażuje się lokalna szycha, Chandler „Chan” Flowers. „Chan” to dawny kumpel Luthera, ojca Archiego, niespełnionego gwiazdora kina klasy B spod znaku kung-fu.

Pogrzebała w torebce i wyciągnęła coś, co wyglądało na boks z trzema DVD, zatytułowany Strutter. Trylogia. Na okładce atrakcyjne zbliżenie: pociągła twarz, orli nos, a wszystko w aureoli afro, czyli klasyczny Luther Stallings, circa 1973, w roli genialnego złodzieja Willy’ego Struttera. Miały to być odrestaurowane albo cyfrowe wersje trzech filmów: Strutter, Strutter 2. Spuszczony z łańcucha i Strutter 3. Łomot po staremu. Ale w opakowaniu nie było żadnych płyt, a po dokładniejszych oględzinach okazało się, że ktoś nie bez mozołu przerobił tekturowe pudełko po serii Powrót do przyszłości,

Jakby tego było mało, partnerki Archiego i Nata wdają się w kosmiczną awanturę z lokalną służbą zdrowia a w okolicy pojawia się nieślubny syn jednego z bohaterów.

Powieść Michaela Chabona to piramida postaci powiązanych niewidzialnymi nitkami. Pociągnięcie jednej z nich spowoduje wywrotkę całego układu. To także dzieło o specyficznym i niepowtarzalnym klimacie przetykanym bon motami płynącymi z ust bohaterów i niezapomnianymi dialogami.

Ale właściwie nie to mnie martwi – ciągnął Goode. – Chuj mnie obchodzi jakiś biały swingujący klezmerek i dwudziestoosobowa banda podburzonych przez niego białasów z nietolerancją laktozy. – Okej. To co pana martwi? – Ty mnie martwisz.

U tego gościa nawet lewe jądro kwestionowało zeznania prawego, przy czym żadne nie zgadzało się z tym, co mówił fiut

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lipca 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , ,