RSS

Niedoskonali – A. B. Strugaccy

Tak więc oto tutaj, w mieszkaniu bez numeru, zbiera ludzi i ludziska owładniętych szczegółowymi pomysłami, jak by tu najlepiej ugodzić, urazić, dotknąć nieszczęsną ludzkość. Po co? A po to, żeby Kosmokrator dał im wszystkim w przyszłości swobodę działania, a sam mógłby obserwować interesujące go reakcje ludzkości na wszystkie owe urazy, rany i tortury.

Ta właśnie bolesna wizja nieszczęsnej ludzkości powalonej na gnojowisko niedających się opisać mąk, poddawanej bezlitosnym i beznamiętnym wiwisekcjom doprowadziła mnie obecnie na krawędź rozpaczy i zdesperowania, zza której to krawędzi ponownie wyłania się widmo szaleństwa.

Książka „matrioszka”, której streszczenie bardziej komplikuje niż pomaga w jej zrozumieniu.

Powieść ma formę dwóch dzienników, których karty przeplatają się skrajnie odmiennymi wątkami. W pierwszym z nich, młody Igor Mytarin opisuje losy dziwnego studium kształcącego nauczycieli. W tle opowieści występują niezbyt precyzyjne opisy społeczeństwa i organizacji nazywanej „Florą”. Opisywane subkultury i ich konflikt (?) z najwyraźniej znienawidzonymi nauczycielami sugerują, że jest to opis przyszłości. Przyszłości Związku Radzieckiego, dodajmy.

Tajemnicza postać G.A. (Gieorgija Atoliewicza) to łącznik z drugą częścią powieści. To od G.A. Mytarin otrzymuje stary dziennik, cytowany w odrębnych rozdziałach.

Dziennik autorstwa astronoma Siergieja Manochina pochodzący sprzed kilkudziesięciu lat to istna feria barw szaleństwa i absurdu. Pełny dygresji biblijnych (Biblia, ale też i Koran) opowieść utkana jest z przedziwnych postaci i jeszcze dziwniejszych zdarzeń. W osobie „Demiurga” nietrudno dostrzec zarówno Boga jak i Szatana. Stwórcę i fałszywego proroka. Towarzyszącemu mu Ahaswerowi, posiadaczowi buchającej żarem teczki urzędnika, niedaleko do przerysowanego Lucyfera z bajek dla dzieci. Ten szalejący w socjalistycznych latach osiemdziesiątych duet kojarzy się nieco z błuchakowskim Mistrzem i jego kotem.

Toż to Ahaswer we własnej osobie! – powiedział Jakub. – Buttadeus, “Ten, który uderzył Boga!” –   Nie znam – odrzekł Jan – i nie chcę znać. Według mnie to Bóg uderzył jego, a nie na odwrót.

Czego chce ta dwójka w świecie kołchozów i radzieckiej smuty? To pytanie będzie męczyć czytelnika do ostatniej linijki „Niedoskonałych”. Sporo tu dygresji nie tylko do Stwórcy i Szatana, ale i postaci historycznych, wśród których nie trudno odnaleźć młodego lanszafcistę, jeszcze bez wąsików ale z imponującą grzywką.

Wszak nie da się zaprzeczyć, że strach dławi i krępuje również: sadyzm, masochizm, pęd do łatwego zysku, skłonność do krzywoprzysięstwa, mściwość, agresywność, konsumpcyjny stosunek do cudzego życia, zamiłowanie do anonimów, idiotyczną pryncypialność… Poza tym, jeśli zdrapać wierzchnią warstwę pewnych dobrych cech pewnych ludzi, nierzadko ukazuje się tenże sam strach… Myśl sama z siebie nie jest zresztą głupia, będzie się nad czym zastanawiać, konieczne jest jednak staranne i wszechstronne dopracowanie.

Powieść braci Strugackich nie jest lekturą łatwą i przyjemną. Daleko jej przy tym do klasycznej powieści S-F, co mętnie sugeruje okładka polskiego wydania (Amber, 2005). Bardziej sugestywny jest tytuł oryginału: Отягощенные злом, или сорок лет спустя” czyli „Otoczeni złem lub czterdzieści lat później”.

„Niedoskonali” nie są doskonali XD 😀 Najwyraźniej także braciom Strugackim czasem brakowało geniuszu lub posunęli się tak daleko w przeintelektualizowanej twórczości, że lektura stała się bełkotem. Plus za demoniczne scenki w wykonaniu Ahswera. Duży minus za ciągnące się jak flaki z olejem losy politruka G.A. i nieprowadzące do niczego opisy radzieckich „dzieci kwiatów”.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę – Lawrence Wright

„Islam mówi tak: Wszelkie dobro istnieje tylko dzięki mieczowi i w cieniu miecza! Ludzi nie da się zmusić do posłuszeństwa inaczej niż mieczem! Miecz jest kluczem do raju, który otworzy się tylko przed świątobliwymi wojownikami!”

Następnie zaś zacytował fragment czwartej sury Koranu, który trzykrotnie powtórzył – co stanowiło wyraźny sygnał dla przyszłych porywaczy samolotów, szykujących się teraz do działania: Gdziekolwiek byście byli, dosięgnie was śmierć, nawet gdybyście byli na wyniosłych wieżach.

W 1979 roku słabnący Związek Radziecki wdaje się w „wojnę zastępczą”. Najazd na Afganistan pod pozorem pomocy rządzącej partii jest próbą podporządkowania kolejnego państwa w rejonie. Rosjanie wdają się w krwiożerczą dziewięcioletnią wojnę.

Armia Czerwona wypuszcza dżina z butelki – wspierani przez kraje Zachodu mudżahedini staną się w przyszłości wylęgarnią islamskiego terroryzmu.

Do partyzantów dołącza bogaty ale niedoświadczony Osama Bin-Laden. Siedemnasty syn przedsiębiorcy budowlanego hojnie sponsoruje mudżahedinów. Kręcąc się przy linii frontu bardziej pajacuje niż aktywnie uczestniczy w walkach. Obrasta jednak w legendę niezłomnego wojownika. Legendę, na której w przyszłości zbuduje swoją nienawiść do świata.

Osama Bin Laden miał później stwierdzić, że Stany Zjednoczone były jego odwiecznym wrogiem. Początek swojej nienawiści do tego kraju datował na rok 1982, „gdy Ameryka pozwoliła Izraelczykom napaść na Liban, a pomogła im w tym VI Flota USA”.

Lawrence Wright stworzył dzieło niezwykłe, sięgające daleko poza sam zamach na tytułowe wieże. Znamienitą część książki wypełnia geneza powstania terroryzmu. Wright zestawia postaci dwóch czołowych terrorystów (Osama i Egipcjanin Ajman az-Zawahiri, partner i późniejszy przywódca Al-Kaidy) z agentem FBI Johnem O’Neilem – pierwszym człowiekiem Zachodu, który w zapalczywym Saudyjczyku dostrzegł drzemiące zagrożenie dla świata). Dwie odmienne cywilizacje i dwie przeciwstawne postawy.

Koran mówi: „Nie zabijajcie się!”, a w hadisach przytaczających wypowiedzi Mahometa nie brak przykładów potępienia dla samobójców. Karą za samobójstwo są ogień piekielny oraz wieczne umieranie z użyciem tych środków, które wykorzystano do odebrania sobie życia.

„Wyniosłe wieże” to lektura fascynująca, wnikająca głęboko w korzenie terroryzmu. Sam zamach na World Trade Center to zaledwie kilkanaście ostatnich stron książki. Dla autora ważniejsze było zrozumienie istoty kulturowej przepaści, u której podstaw stoi religia łagodna i stroniąca od gwałtu. Udało się znakomicie. Książka z „Serii  Amerykańskiej” ale w gruncie rzeczy traktująca o współczesnej historii świata.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , ,

Hańba – John Maxwell Coetzee

Popadłem w stan pohańbienia, z którego niełatwo mi będzie się podźwignąć. Nie próbowałem uniknąć tej kary. Nie śmiem przeciwko niej się burzyć. Na odwrót, dzień w dzień odbywam ją całym sobą, usiłując zaakceptować hańbę jaką swoją kondycję. Czy pańskim zdaniem Bogu wystarczy, że żyję pod brzemieniem bezterminowej hańby?

Profesor literatury David Lurie wpada w kłopoty. Krótki romans ze studentką rujnuje życie intelektualisty. Zhańbiony Lurie opuszcza Kapsztad i przeprowadza się na farmę córki.

Prowincja przygniata Luriego rzeczywistością dalece odmienną od warunków, w jakich przebywał dotychczas. Post apartheidowe społeczeństwo rządzi się niezrozumiałymi dla białego intelektualisty prawami. Hańba nie opuści bohatera, choć objawi się na wiele nieznanych dotąd sposobów.

Wielkość prozy południowoafrykańskiego noblisty leży w lapidarnej formie, której ślad pozostaje na długo w czytelniku. Do głębi smutna i niepozbawiona biologicznej brutalności „Hańba” dotyka wielu tematów, z których egzystencjalne problemy „człowieka Zachodu” to ledwie górna warstwa. Poruszająca analiza społeczeństwa i stan umysłu nowej klasy panów mówią o RPA więcej niż niejedno opasłe dzieło.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , ,

Mam to pod kontrolą

Pedro, Arturo i Eligio rezygnują ze studenckiego życia i ostro zakuwają. Ich motto to „w przyszłości będziemy górą”. 10 lat później. Pedro wykłada na uniwersytecie, za grosze. Arturo udziela korepetycji. Eligio po znajomości dostał robotę na stacji benzynowej wujka.

Trzech poczciwych i pierdołowatych naukowców zastanawia się gdzie popełnili błąd. Jakby na to nie patrzeć, edukacja nie popłaca. Ratunkiem dla intelektualistów okaże się projekt chemiczny Pedra. Cudowne witaminowe tabletki dające niezłego kopa stają się przebojem nocnych klubów.

Walter White wyjechał na Majorkę, twierdzi jeden z bohaterów filmu. Choć to niezupełnie prawda, skojarzenie „Lo Dejo Cuando Quiera” z serialem „Braking Bad” jest jak najbardziej zasadne.

Hiszpańska komedia ogrywa  na wesoło podły los naukowca nie moralizując o szkodliwości narkotyków. Wszak witaminowe tabletki nie mają efektów ubocznych. No może poza bieganiem na golasa po ulicach 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , ,

True History of the Kelly Gang

John „Red” Kelly urodził się w Irlandii w trudnych czasach. Jak większość Irlandczyków żyjących w ubóstwie pod angielskim panowaniem, ledwie wiązał koniec z końcem. Czasy „The Great Famine” uśmierciły głodem około 1,5 miliona ludzi.

4 grudnia 1840 roku John ukradł dwie świnie warte sześć funtów. Bezwzględna administracja brytyjska skazała złodzieja na 7 lat, z czego rok spędził na statku a sześć kolejnych na pracach przymusowych na Van Diemens Land (dzisiejsza Tasmania).

Syn Johna, Edward „Ned” Kelly urodził się już w kolonii a podły los ojca odziedziczył w genach. Od urodzenia skazany na podłe życie, Ned Kelly stał się najsłynniejszym bandytą Australii. Był okrutny ale i niepozbawiony zadziwiającej jak na rzezimieszka fantazji.

„Prawdziwa historia Gangu Kelly’ego” jest ekranizacją powieści Petera Carey pod tym samym tytułem. „Prawdziwa” w tytule trzyma się luźno biografii Neda.

Film Justina Kurzela osadzony w historycznych realiach jest na wskroś współczesny warsztatowo. Bandzie Neda bliżej jest momentami do Mad Maxa niż kolonialnej Anglii a całość przypomina stylem inne dzieło tego reżysera – „Makbeta” z Michaelem Fassbenderem. Kurzel lubi wrogie bezdroża i brudne, odfiltrowane z koloru kadry, którymi gra na modłę kina artystycznego.

Hipnotyzująca rola George MacKaya i ciekawa kreacja australijskiej gwiazdy Russella Crowe.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 lipca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,

Mirrors (2008)

Były żołnierz cierpiący na PTSD podejmuje pracę nocnego stróża w zrujnowanym nowojorskim budynku. Nocne wachty przeradzają się w traumatyczne seanse, w których dzieją się złe rzeczy z lustrami. Jak w okropnej baśni jedno spojrzenie ciecia w zwierciadełko pociąga za sobą serię spektakularnych rzezi.

Ben Carson (Kiefer Sutherland) brany początkowo za niezłego świra odkrywa, że podziemia gmaszyska kryją w sobie dawne pomieszczenia szpitala dla chorych umysłowo. Kluczem do krwawej zagadki jest tajemnicze słowo „Esseker” i tajemnicza komnata luster.

Powierzchnie, w których można się przeglądać to znany fetysz kultury masowej. Począwszy od „Alicji po drugiej stronie lustra” ludzie wciąż doszukują się czegoś w swoim odbiciu i fantazjują o tym jak dostać się do środka. „Mirrors” wpisuje się na długą listę dzieł, które straszą posrebrzanym kawałkiem szkła.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 lipca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,

Siła Ognia

Hiszpańskiej Galicji splendorem daleko jest do turystycznych wybrzeży. Zalane deszczem, nieprzychylne człowiekowi bezdroża kryją wyludnione wsie i obumierające stare domy. Wyglądającym turystów tubylcom bliżej jest do graniczących z ubóstwem społeczności sprzed wieku niż nowoczesnego społeczeństwa bogatego Madrytu i Barcelony.

Amador, główny bohater filmu, wraca do rodzinnej chałupy po dłuższej nieobecności. Wraca w niesławie podpalacza, podejrzany i nieprzydatny lokalnej społeczności. Milczącym kompanem starzejącego się mężczyzny jest jedynie matka staruszka. Wszechogarniająca dzicz w ponury sposób podkreśla ciężkie życie bohatera, który nie umie dostosować się do lokalnej społeczności. Tytułowy ogień, który nadejdzie (w angielskiej wersji bliższe oryginałowi „Fire will come”) na swój zabójczy sposób oczyści okolicę i jej mieszkańców.

Film Olivera Laxe to kino kontemplacyjne, „slow cinema” obserwująca codzienność. Natura jest tu bohaterem równorzędnym Amadorowi. Nieśpieszne ujęcia surowej Galicji spinają w klamrę dwa symboliczne akty: otwierająca sekwencja monstrualnych buldożerów rozjeżdżających puszczę i kończąca wszystko „siła ognia” trawiącego wszystko, czego nie udało się zniszczyć człowiekowi.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lipca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Grand Isle

Wezwany do naprawy płotu „Buddy” trafia nie tylko na złe warunki pogodowe ale i nieźle wykręconych zleceniodawców. Walter i Fancy wkręcają młodego w wir własnej rozgrywki. Walter – weteran z Wietnamu (sic!) z potrójnym syndromem PTSD i przetłuszczonym włosem to ta lepsza część pary. Demolujący Luizjanę huragan uwięzi trójkę w domu, który skrywa wiele tajemnic.

Cudownie beznadziejne kino klasy B niemrawo udające czarny kryminał. Nic tu się nie klei, nic tu nie ma większego sensu. Lista wpadek jest długa ale największa z nich to jak zawsze fantastycznie drewniany Nicolas Cage. Ten facet demoluje amerykańską kinematografię z siłą buldożera. Rola wymachującego pistoletami Waltera na długo zapada w pamięci. O motywacje bohatera lepiej nie pytać … to skomplikowane.

Początkowo film miał się nazywać „Fancy, Buddy, and Mr. Walter” XD.
W 40-letniej karierze i ponad 100 filmach orła Nicolasa „Grand Isle” jest najgorzej zarabiającym filmem „ever”. Zarobił okrągłe zero na świecie i drobniaki na rodzimym rynku. Oczywiście przez pandemię, która nie pozwoliła filmowi wypłynąć na szerokie wody XD 😀 😀

To także jeden z dwóch filmów drewnianego Nico z oceną „0%” na RottenTomatoes – XD XD

„Grand Isle” to pewniak na pierwsze miejsce paździerzy roku 2020. Chyba, że Nicolas Cage przebije go jakimś nowszym dziełem 😀

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 czerwca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , ,

Jak pies z kotem

Wezwany do niedołężnego brata Janusz bez zastanowienia podejmuje się opieki nad bliską, choć dawno nie widzianą osobą. Konsekwencje braterskiego odruchu nie trudno odgadnąć – codzienny trud radzenia sobie z chorym Andrzejem, huśtawka emocjonalna z tym związana, polaryzuje emocje między miłość i nienawiść. Oliwy do ognia dolewa borykająca się z własnymi problemami partnerka Andrzeja Inga.

Reżyser nie próbuje ukryć autobiograficznego charakteru swojego dzieła. „Jak pies z kotem” opowiada historię braci Janusza i Andrzeja Kondratiuków bez kamuflażu fikcji. Starszy z braci, to Andrzej Kondratiuk, twórca kultowych „Wniebowziętych” i „Hydrozagadki”. Młodszy, Janusz Kondratiuk to, twórca nie mniej utalentowany od brata, choć stojący w cieniu „kultowości” Andrzeja.

„Jak pies z kotem” to film szyty delikatnymi nićmi, wciąż niepewnie stąpający pomiędzy braterskimi uczuciami a czysto ludzkim zmęczeniem, po obu zresztą stronach dramatu. Kondratiuk dokonuje rzeczy niebywałej – niezwykle osobiste i bolesne doświadczenia przekuwa w film, który opowiada historię zręcznie balansując pomiędzy komedią a dramatem. Choć tego drugiego jest tu zdecydowanie więcej a z perypetii braci trudno się śmiać, reżyser nie uległ pokusie stworzenia kolejnego „żałobnego rapsodu”. Film przypieczętował filmtytułem sugerującym ubaw po pachy i okładką kojarzącą się z denną polską komedią – to oczywista zmyła.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 czerwca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Budapest Noir – Vilmos Kondor

Lata trzydzieste. Po śmierci faszyzującego premiera Gyula Gömbösa Budapeszt szykuje się do pogrzebu polityka. W sferach polityki nie ustają spekulacje o składzie nowego rządu. Co do tego, że Węgry pójdą dalej pod rękę z Hitlerem i Mussolinim nikt nie ma wątpliwości. W dzielnicy lunaparów policja znajduje ciało młodej dziewczyny. Zabójstwo prostytutki byłoby warte więcej, niż wzmianka w rubryce kryminalnej lokalnego dziennika, gdyby nie jeden szczegół. Ofiara miała przy sobie modlitewnik i pochodziła z zamożnej żydowskiej rodziny.

Reporter kryminalny Zsigmond Gordon zaczyna śledztwo dziennikarskie ale trafia na mur milczenia. Tropy prowadzą w miejsca, do których pismak nie powinien zaglądać.

„Budapest Noir” czerpie garściami z klasyki gatunku. 101% Chandlera w Gordonie i opisy przedwojennych Budy i Pesztu to znaki szczególne debiutu Vilmosa Kondora. Powtarzając za bohaterem serialu „Dom”: „Mówi to Panu coś?” Oczywiście, że mówi. „Bernard Gunther„, mówi. „Eberhard Mock„, mówi. A nawet „Edward Popielski„, panie.

Panowie Mock, Popielski i Gunther to jednak inna liga. Ich Breslau i Lwów to miasta magiczne, pełne smaków i zapachów. Berlin i Praga z opowiadań Philipa Kerra elektryzują przedwojennym szykiem i wojennym sznytem oficerów SS. Podróż ulicami Budapesztu Vilmosa Kondora jest jak wskazówki z „Automapy”:  za, dwa, kilometry, trzeci, zjazd, w lewo.

Zsigmond Gordon czerpie z dobrych wzorców. Bywa inteligentny i wnikliwy, szarmancki wobec kobiet i twardy dla zbirów, ale to wciąż blady bohater z kartonu, którego perypetie w mieście nad modrym Dunajem nie porywają. A jak karton trochę zamoknie, to zostanie mało interesująca pulpa.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 czerwca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , ,