RSS

Rambo Last Blood

John Rambo zdemolował XX wiek. Zaczął od lokalsów w ksenofobicznej Ameryce, później poprzestawiał Wietnam i Afganistan. W XXI wiek wkroczył z opóźnieniem. Ale wkroczył. W 2008 roku zrobił birmańskim ekstremistom przysłowiową „Jesień Średniowiecza”. Zdawałoby się, że Rambo wykończył już wszystkich, poza politykami w Polsce i bankierami na świecie, rzecz jasna.

Jest 2019 rok. John Rambo hoduje konie, wywozi gnój z pola w swoim ranczerskim Fordzie. W przerwach wychowuje przybraną córkę i na wszelki wypadek ryje w ziemi korytarze pełne pułapek, bomb i ukrytej broni masowego rażenia. Nieco nierozważna Gabrielle pakuje się w tarapaty w meksykańskiej dyskotece. Wkurzony wujcio Johnny wyrusza z odsieczą. Raz jeszcze przedłuży Jesień Średniowiecza. Z dedykacją dla meksykańskiego gangu braci Martinez.

Od dłuższego czasu Sylvester Stallone straszy świat odejściem, produkując kolejne ostatnie części z cyklu. Nie wychodzi mu podobnie jak Stevenowi Tylerowi z Aerosmith i grupie Kiss (wszyscy od lat w ostatniej trasie). „Last Blood” to taki właśnie ostatni film z cyklu.

Tytuł sugeruje domknięcie serii tak zwaną „klamrą”. Klamrą jest ostatnia krew przelana podobnie jak ta pierwsza po tym, gdy wujcia Rambo ktoś porządnie zdenerwuje. Stallone nie sili się na modny egzystencjalizm czy przemyślenia o naturze ludzkości – tych wrzucił trochę do serii Rocky, udowadniając że jak chce to jest mężczyzną wrażliwym na piękno i przemijanie.

Rambo jest ponad to. Jucha leje się galonami, truchła wrogów padają dziesiątkami rażone bronią białą, legendarnym łukiem i bazooką. Sylwestrowi zachciało się też praktyk rodem z azteckich obrzędów, dzięki czemu „Last Blood” zamyka z przytupem.

Ale z tym zamykaniem zaczekajmy. Rambo ma jeszcze trochę do zrobienia na tym świecie. Ma tylko 73 lata i wciąż mógłby zrobić niezłą zadymę w polskim ZUS-ie.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,

Nieznajomi

Nie mają nic do ukrycia, szczególnie w gronie oddanych przyjaciół. Gorąco zaczyna robić się, gdy każdy SMS ma być odczytany a każda rozmowa odebrana na głośnomówiącym. Nerwowe spojrzenia na wyświetlacz elektryzują atmosferę. Smartfony mówią dziś o właścicielach więcej, niż oni sami przyznaliby kiedykolwiek na głos. Lekkie tony komedii i zabawy w „nie mam nic do ukrycia” szybko zmieniają się w złowrogie tony.

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” rozchodzi się jak świeże bułeczki. Włoski oryginał z Kasią Smutniak w obsadzie sprzedaje się doskonale na całym świecie. Smartfonowe grzeszki uniwersalnie łączą cały glob.

Polska wersja – dosyć wierna franszyza włoskiego filmu – daje radę. Dobra obsada to podstawa sukcesu. Pośród grupy kłamczuszków na prowadzenie wychodzi Michał Żurawski, miotający się pomiędzy słodkim kiciusiem z narzeczoną „nówką sztuką” a wkurwionym do granic możliwości polskim nieudacznikiem i malkontentem. Show kradnie wszystkim postać „przezroczysta” (jak sama siebie określa), żona swojego męża, czyli Maja Ostaszewska. Jej duet z Łukaszem Simlatem to najmocniejsza strona filmu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , , ,

Ford v Ferrari

Projektant samochodów Caroll Shelby i kierowca Ken Miles podejmują się karkołomnej próby pobicia wyścigowej hegemonii stajni Ferrari. Polem walki będzie dwudziesto cztero godzinny wyścig Le Mans.

Czy toporny dwuślad z fabryki w Detroit doskoczy do mistera auto-sexi ze scuderia Ferrari? Pytanie retoryczne.

Lekki i przyjemny film nie pozostawia wiele miejsca wyobraźni. Smar, brud i oktany przekują wysiłki Shelby’ego i Milesa w największą nagrodę – samochód, który godnie stawi czoła niepokonanemu włoskiemu mistrzowi.

Pozostaje cieszyć się z kreacji głównych aktorów. Sprawnie grający Matt Damon o dziwo wypada tu lepiej niż szarżujący Christian Bale. Manieryzmy Dale’a mogą drażnić, podczas gdy oszczędna postawa zaskarbia sobie sympatię widza.

Trzeci bohater to oczywiście imponujący w swojej toporności Ford GT40 z 1966 roku.

Zastanawiające są aż cztery nominacje oscarowe, w tym w kategorii głównej za najlepszy film. Może członkowie Akademii jeżdżą Fordami? 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Oficer i szpieg

„J’accuse…!” krzyczała pierwsza strona popularnego paryskiego dziennika z 13 stycznia 1898 roku. List otwarty wybitnego literata Emila Zoli do prezydenta Republiki odbił się szerokim echem we Francji, wywołując wieloletni ostry spór pomiędzy Francuzami. Na jaw wyszły wewnętrzne napięcia narastające od 1870 roku – krytyka ustroju, antysemityzm, nacjonalizmy obleczone w napuszony patriotyzm.

Awantura, która rozpoczęła się od oskarżenia o szpiegostwo wywróciła życie wielu ludzi – w tym samego Emila Zoli, zmuszonego emigrować z Francji. Niesłusznie oskarżony oficer żydowskiego pochodzenia – Alfred Dreyfus stał się zadrą w oku szerokiego grona rządzących – od bezpośrednio zaangażowanych w fałszowanie sprawy oficerów, po wysoko postawionych urzędników państwowych.

W dalekiej perspektywie proces Dreyfusa miał swoje konotacje w powstaniu ruchu syjonistycznego i w efekcie powstania państwa Izrael.

Samo „J’accuse!” stało się we Francji synonimem walki jednostki z systemem.

Dla Polaków historyczne tło nie jest oczywiste. Juz sam tytuł zdaje się wychodzić poza francuskie dysputy, stawiając w centrum opowieści głównych bohaterów: pułkownika Picquart i Alfreda Dreyfusa.

Roman Polański nieprzypadkowo zabrał się za przykurzoną historię z XIX wieku. Przesiąkniętego frankońską kulturą Polańskiego nietrudno rozszyfrować. Reżyser sam zresztą nie kryje intencji, stawiając znak równości pomiędzy oskarżeniami artylerzysty i swoimi problemami z wymiarem sprawiedliwości.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , ,

Lampiony – Katarzyna Bonda

Sasza Załuska po raz trzeci. Po Sopocie i Hajnówce przyszedł czas na centralną Polskę. Łódź to doskonałe miejsce dla mrocznego kryminału. Pełne pustostanów i starych fabryk z czerwonej cegły. Miejsc owianych tajemnicą przeszłości i legend o podziemnych korytarzach.

Po spektakularnej klęsce w Hajnówce pani profiler obawia się dyscyplinarki i definitywnego końca kariery w policji. Zamiast „wilczego biletu” otrzymuje nowe zadanie.

Plaga podpaleń w Łodzi zalewa miasto. Płomieniom towarzyszą podejrzane wybuchy. Piromani są początkiem. Skomplikowane śledztwo prowadzi do arabskich terrorystów, łódzkich łowców kamienic, prywatnego detektywa i skarbu ukrytego w starym lochu.

W trzecim tonie „Saszy Załuskiej” Katarzyna Bonda wysoko zawiesza poprzeczkę. Mnogość wątków, bohaterów i pobocznych ścieżek przyprawia o zawrót głowy. Nawet w porównaniu niełatwego pod tym względem „Okularnika” „Lampiony” wydają się literaturą „barokową”.

Żonglowanie nazwiskami i rozbudowane historie postaci pobocznych powodują, że czytelnik marzy o jakimś rozbudowanym dodatku encyklopedycznym. Kim jest Marian? czy to ten sam Maniek sprzed dwóch rozdziałów? Jakie koligacje towarzyskie ma stara fałszerka z pobitym menelem, który – jak się  zdawało – wyzionął ducha w drugim rozdziale? I o co chodzi z tymi bunkrami i obrazem?

Lektura „Okularnika” z kilkoma niedomkniętymi wątkami powodowała nerwowe kartkowanie książki w poszukiwaniu utraconego sensu. „Lampiony” są pod tym względem nawet gorsze, bo utraty jakiś ukrytych znaczeń czytelnik zaczyna szukać niedługo po rozpoczęciu lektury.

Po lekturze trzech tomów Bondy najlepszą metodą na znalezienie sensu powieści jako jednej całości to nieszukanie go. Trochę to irytujące, ale daje komfort dobrej zabawy bez irytacji na zbyt skomplikowaną historię. Z małą nadzieją w tle, że w ostatnim tomie wszystkie klocki wskoczą na swoje miejsca.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Emigracja – Malcolm XD

Krótka książeczka, więc i opis będzie krótki.

Malcolm XD, cudowne dziecko internetu zabłysnął „pastami”, z których – używając słownictwa passe oraz staruchów – miał bekę cały polski net. A pióra autorowi pozazdrościć, bo opowiadanie o ojcu wędkarzu zrobiło z enigmatycznego blogera gwiazdę komedii.

„Emigracja” potwierdza talent autora, wywołując salwy śmiechu. Z samych siebie dodajmy, bo populacja Januszy i Bożen wspierana pokoleniowo przez Sebixów i Dżesiki to gorzka wiwisekcja buraczano-kartoflanej nacji znad Wisły.

Historia głównego bohatera i wybitnego indywiduum o ksywie „Stomil” rozpoczyna się w polskim lesie, kończy na kapuścianej brytyjskiej farmie. Panowie poznają smak autokarowej podróży na saksy, mądrości filozofów kierujących TIR-ami, cyganów robiących mętne interesy i wielu innych charakterystycznych typów, składających się na przekrój grupy dumnie określanej mianem „polskiej emigracji na Wyspach”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , ,

Gestapo – Frank McDonough

Gestapo to słowo, którego Polakom tłumaczyć nie trzeba. Odmienione przez wszystkie przypadki było głównym bohaterem wielu filmów i książek, przygody Hansa Klossa w to wliczając na honorowym, pierwszym miejscu.

Najwyraźniej inaczej jest w Wielkiej Brytanii, która choć udręczona wojną, nigdy nie miała do czynienia z tą uroczą nazistowską organizacją.
Choć okładka straszy czytelnika demonicznymi twarzami Adolfa i Heinricha Himmlera, zawartość zdumiewa pobłażliwą oceną.

Frank McDonough szczegółowo opisuje hitlerowską tajną policję od genezy jej powstania po zakres działań, strukturę i metody. Książka stara się obiektywnie ocenić Gestapo i demitologizuje mity o wszechobecności gestapowców we wszystkich sferach życia. Co jednak bardzo istotne – angielski historyk opiera się wyłącznie na działaniach Gestapo w Niemczech.

Na terenie III Rzeszy działania te choć opresyjne, są zdecydowanie bliższe metodom „tradycyjnej” policji obyczajowej niż owianej legendami bezwzględnej organizacji rasistowskiej. Samo Gestapo rozwija się zresztą tak, jak rozwijają się umysły jej szefów – od werbalnych ataków na politycznych oponentów po przemoc fizyczną. Na masowe zabijanie cyklonem B przyjdzie czas w 1942 roku.

Jest zatem obiektywnie i z angielską flegmą. Opisy represji na znienawidzonych przez Hitlera grupach – od politycznej opozycji i homoseksualistów po Żydów, Cyganów i pospolitych nierobach wspominają o więzieniu i obozach koncentracyjnych w duchu kary niesprawiedliwej, ale nie ostatecznej. Ani słowa o Reinhardzie Heydrichu, Klausie Barbie czy uroczych lekarzach badających więźniów w obozach zagłady.

W drugiej połowie książki McDonough opisuje kluczową rolę Gestapo w powstaniu i wdrożeniu „Ostatecznego rozwiązania”. To jednak nie wybrzmiewa mocno na tle całego dokumentu. Najwyraźniej panowie z runami SS na kołnierzykach nie byli tacy straszni.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,