RSS

Archiwa tagu: dzienniki

Hipnoza – Hanna Krall

W jednym z opowiadań tego zbioru człowiek ocalały z Holocaustu bezskutecznie próbuje zrobić karierę w Hollywood. Jego krzyk i lament nad straszliwym losem odbija się od pustych ścian. To jego historia najbardziej zasługuje na literackie i kinowe laury. Świat pozostaje niewzruszony, choć w międzynarodowej świadomości zagłada Żydów pozostaje największą zbrodnią ludzkości.

„Hipnoza” zbiera w jeden wątły tomik opowieści jednostek. Wspomnienia łączą się w nieistniejący już świat cadyków i ich małych ubłoconych miasteczek. Zlewają w jeden potok historii o odejściach i powrotach, przodkach i ludziach którym przyszło żyć z piętnem ocalałych.

Mądra i niełatwa lektura.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 sierpnia 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , ,

Dziennik 1954 – Leopold Tyrmand

dziennik-1954-leopold-tyrmandNiech przemówią cytaty.

O sobie, raczej sceptycznie:

„Nic nie wskazuje no to, że ja i ludzie odniesiemy jakąkolwiek korzyść ze mnie, z faktu mojego pobytu na tej ziemi”.

„Niesolidność przemyśleń, sięgnięć, fundamentów – oto ja, o czym wiem i czego nie zamierzam ukrywać”

„Leżę na łóżku, przyjaźnię się z sufitem i męczy mnie świadomość jak wiele rzeczy w życiu potrafiłbym dobrze robić”

„Jest to co tu ukrywać, dzień Kubusia Puchatka: trapią mnie Wielkie Myśli o Niczym”.

„Reszta dnia w łóżku, tym przyrządzie do szatkowania decyzji”

„Wątroba to nie genleman, powiedział kiedyś Zbyszek Herbert”

O dzienniku, z pewną dozą cynizmu ale i samozachwytu:

„(Dziennik) Kto jest jego adresatem? (…) Wolałbym za mych czytelników tych, którzy przetrwają komunizm. Ale tych także, co jeszcze nie zapomnieli jego trupiego ciężaru na grzbiecie i dławiącego uchwytu na szyi. To idealna publiczność (…)”

„Czy męczyć się nadal nad tym dziennikiem, a może kontynuować Stukułkę, lub zacząć nową powieść? Albo wprost położyć lachę na całe pisanie i odrodzić się w jakiejś poważniejszej niwie?”

„Moje życie codzienne konstruuje się wokół tego dziennika. Zbyszek Herbert powiedział: Ostatniego dnia napiszesz: {Dziś nigdzie nie wychodziłem i z nikim nie rozmawiałem. Pisałem Dziennik}} Po czym znajdą cię na podłodze i obdukcja”.

O ustroju, bez przebaczenia:

„W dziesięć miesięcy od czasu, gdy każde dzieło z dziedziny pszczelarstwa miało więcej Stalina w tekście niż pszczół, gdy każda rozprawa o wojnach punickich musiała wykazać udział w nich Stalina”

„I nagle ogarnęło mnie głębokie przeświadczenie, jakby olśnienie, że komunizm jest przeciw zębom (…) W Polsce nie wytwarza się szczoteczek do zębów”.

„W nocy ciężkie sny. Ogromny pies wczepił mi się w tyłek i gryzie z całej siły. Obudziłem się w nie najgorszym nastroju. Każdy psychoanalityk, i od Freuda, i od Junga, powiedziałby, że pies to komunizm.”

„(…) gdzie Bolcio, prasłowiański władyka ustala przez telefon z semickimi czekistami z pobliskiej Koszykowej komu dziś wbijać drzazgi za paznokcie, a komu nie”

 

O Warszawie, której już nie ma:

„Spędziłem dziś życie w tramwajach. (…)To co się dziś działo na trasie Mokotów -Krakowskie Przedmieście między konduktorem, pasażerami, niemowlakami w tłumokach, a nawet pewnym ukrytym w teczce psem, wymaga literatury większej niż ta, na jaką mnie stać”

„Jechałem dziś tramwajem przez żelazną, Leszno d Trasy W-Z. widać tam jeszcze kawał starej Warszawy sprzed kataklizmu…”

„{Muranów], który wygląda jak ciastko z kosza straganiary”

„(o PKiN) Potem zaczęto doklejać: pseudorenesansowy hełm wieżowy (…), ciastkowe attyki i zwieńczenia, motywy z Kazimierza nad Wisłą, portale nasady. Groza socrealizmu zmaterializowała się w samym środku miasta jak kwitnąca narośl na nosie pijaka”

„(wizyta w sklepie z zabawkami) Misie o twarzach niedorozwiniętych morderców, z pluszu używanego na kołnierze u palt przez ukrywających swą nędzę alkoholików”.

O życiu, jak to Polacy:

„Przed południem poszedłem do mojego fryzjera. Jest to ponury cham, ale lubię go bardzo. (…) Mój fryzjer lubuje się w opisach tak zawiesistych od spermy, że domagam się mycia głowy za pół ceny po każdej sesji”

„(…) przeto poklepałem go przyjaźnie po plecach i zaspokoiłem głęboką refleksją natury filozoficznej, że jakoś to będzie”

„Moja chęć drążenia – excusez le mot – pozostaje zawsze w jakiejś relacji do aparycji: im dziewczyna lepiej wygląda, tym bardziej ja zmieniam się w rozbuchanego psychoanalityka”

„Był to stylowy „starszy”. Miał na sobie marynarkę z PDT i buty narciarskie, tanie, lecz schludne, włosy podcięte z tyłu, pod donicę, modą sowieckich oficerów (…) ogólny wzór antropologiczny wprost z Wołomina, Tłuszcza lub Zielonki – wschód województwa warszawskiego”.

O kolegach literatach:

„Biedny Gombrowicz! Przed wojną zdegenerowany zgnilec i żydowsko-murzyńsko-seksualny folksfrontowiec, rozkładający faszystowską krzepę narodu, dziś agent amerykańskiego kapitału. Wspólnota Interesów i Akcji Katolickiej, prześladowca KPP”

„Zygmunt Kałużyński jest mocno zbudowanym brunetem o twarzy rozradowanego szympansa. Uśmiech ma miły, młodą łysinę na pokaz, ubiera się z niedbałością bliską kabotyństwa(…)”

„(Kisiel) pochłania kuflami hektolitry piwa (…), w związku z czym nieustanie szuka, gdzie tu by się odlać, co urozmaica napoważniejsze rozmowy”

„Emeryci, inwalidzi, torfowiska -Herberta metafizyka osobowości. Intensywny trening rozpaczy”.

„Paweł Jasienica jest krępy, wilnianin i po czterdziestce”

„na moje miejsce promowany został niejaki Zygmunt Broniarek, dotychczasowy tłumacz z języków obcych, który miał zwyczaj (…) pytać mnie kiedy komunistów cholera weźmie”.

 

Kim był Leopold Tyrmand anno domini 1954? 34 latkiem, a więc już niemłodym facetem. Człowiekiem z ogromnym bagażem doświadczeń wojny i poniewierki. Niespełnionym literatem, jeszcze bez znaczących sukcesów, choć dobrze się zapowiadającym. Ale także dandysem, bikiniarzem i ostentacyjnie negującym wszelkie sztamy z systemem „wrogiem ludu”. W związku z czym, z przypiętą na plecach łatką problematycznego, odstawiony na boczny tor.

W 1954 roku, na chwilę przed napisaniem swojego opus magnum, był Tyrmand także bawidamkiem erotomanem, szukającym swoich okazji na mieście, nauczycielem siedemnastolatki, której w rzeczy samej także kochankiem. Mieszkańcem pokoiku w ocalałym budynku YMCA na Konopnickiej w Warszawie. Bez nadziei na dostatnią przyszłość w kraju socjalizmu ludowego, pośród wciąż zalegających powojennie zwalisk gruzu.

Dziennik to trzy miesiące skrzętnie opisanej codzienności – machina czasu do lat pięćdziesiątych oczami i umysłem autora. Miesiące, które wypełnia filozofowanie u boku Kisiela i Herberta, egzystencja na obiadkach w Związku Literatów, erotyczne przygody z Bogną, które dziś wywołałyby lawinę pozwów z prokuratury. A także ciętych uwag na wszystko co Tyrmanda otaczało w języku zapowiadającym przyszłą majestrię pisarza.

Dziennik urywa się niespodziewanie 2 kwietnia. Następnego dnia Tyrmand otrzymuje od „Czytelnika” zlecenie na powieść. Będzie to „Zły”, kanon literatury polskiej.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 kwietnia 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , ,

Pamiętnik z Powstania Warszawskiego – Miron Białoszewski

Miron Bialoszewski - pamietnik z powstania „Teraz mam czterdzieści pięć lat, po tych dwudziestu trzech latach, leżę na tapczanie cały, żywy, wolny, w dobrym stanie i humorze, jest październik, noc 67 rok, Warszawa znów ma milion trzysta tysięcy mieszkańców.”

Gdy wybuchło powstanie, miał 22 lata. Trudno uwierzyć, że ktokolwiek mógł przeżyć w mieście, które miało być zrównane z ziemią. Dopiero po 23 latach Białoszewski zdecydował się powrócić pamięcią do 63 dni, po których Warszawa straciła prawie 200 tysięcy mieszkańców.

„Dla Polski Warszawa przede wszystkim paliła się”

Najważniejsza jest tu ponadczasowa, obiektywna prawda widziana oczami cywila. Odczuwana w codziennych zmaganiach się. Gdy dowództwo AK postanowiło rozpocząć powstanie nikt chyba nie spodziewał się jak tragiczny los spotka to miasto i jego mieszkańców. Reszta Polski w napięciu oczekiwała na koniec Tysiącletniej Rzeszy. Warszawa walczyła. Na początku była euforia działania, adrenalina po chwyceniu za broń. Później dopiero zaczęto kalkulować jak przeżyć. Dalej była już tylko męka mieszkańców i rozpaczliwa walka do końca.

„Na Jasnej było chyba najgorzej. Szliśmy po potwornych zwaliskach. To wysoko. To nisko. Tu było pusto. I Swen zaczął nagle płakać. Na cały głos. Na całą ulicę. To mnie do reszty rozłożyło. I tak zresztą ryczałem, tyle, że może ciszej.”

Te opisy zwalają z nóg. Zestawiając nazwy ulic i współczesny ich kształt trudno uwierzyć jak mogło to wyglądać. O ogromie zniszczeń świadczą liczby. 75% – 85% zabudowy zostało zrównane z ziemią. Przed wojną w Warszawie mieszkało 1,3 mln ludności, w 1946 roku niecałe 500 tysięcy. Dziś, ze „słoikami”, których zalew przeraża niejednego „warszafiaczka” jest nas 1,7 mln.
Do niektórych książek trzeba dorosnąć. „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” zasłużenie jest lekturą. Każdy Warszawiak, a także każdy Polak, powinien przeczytać „Dziennik” żeby uświadomić sobie czym było to ostatnie ze zbrojnych powstań. Szkoda, że dla większości z nas będzie to kolejna męka nad książką. Zresztą, łaskawie, program szkolny przewidział dla  troglodytów, krótki i bezbolesny program oparty na kilku cytatach.
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 listopada 2013 w literatura 2013

 

Tagi: , , ,

Notatki z prawobrzeżnej Warszawy – Sabina Sebyłowa

Notatki z Prawobrzeznej WwyPierwsze wydanie dziennika ukazało się w roku 1985, pięć lat po śmierci autorki. Czy zrobiono to przez przypadek a utrwalenie dla potomnych wspomnień wojennych było „ocaleniem od zapomnienia”? A może to wyrachowany ruch, zaplanowany jak wiele fałszujących historię drobnych dowodów, starannie preparowanych na potrzeby PRL-u?

Sabina Sebyłowa pisała swój dziennik szczerze większość wpisów jest autentycznie i emocjonalnie „prawdziwa”. Niestety są tu też fragmenty, które rażą starannym opakowaniem niewygodnych dla cenzury. W dzienniku wydanym w 1985 roku nie ma słowa o strachu przed Ruskimi, paraliżującymi nalotami radzieckich samolotów, dzień 17 września jest znacząco oschły w relacjach.

Żona Władysława Sebyły, poety z kręgu przedwojennej „Kwadrygi” nie mogła nie domyślać się losu swego męża. Dobrze zapowiadający się poeta w sierpniu 1939 roku wstąpił do wojska, przeżył kampanię wrześniową a los ostatecznie rzucił go do obozu w Starobielsku. Stąd przyszedł ostatni list datowany na marzec 1940. Później już tylko „retour parti” – zwroty. Sabina Sebyłowa nie doczekała roku 1991 kiedy oficjalnie już wiadomo było, że jej męża zamordowano w w Piatichatkach pod Charkowem.

„Notatki z prawobrzeżnej Warszawy” to ponuro wydana książka, niepozorna i ginąca na półce pełnej współczesnych wydań. A jednak to książka niezwykła. Jej autorka niezwykle plastycznie kreśliła dzień po dniu zmagania zwykłych ludzi z ciężką, wojenną rzeczywistością. Dla znających warszawską Pragę to dziennik szczególny. Sebyłowa większość życia spędziła w mieszkaniu męża, na Brzeskiej 5 (dom istnieje do dzisiaj). Codzienność to obserwacje walących się domów na Kijowskiej, łapanki na Targowej, palące się budynki Dworca Wileńskiego, podróże na Zygmuntowską (obecnie Al. Solidarności).

To także niezwykłe informacji o Ogólnokształcącym Gimnazjum Władysława IV – do którego istniejącego już wyłącznie w formie tajnych kompletów uczęszczał jej syn. Szczególnie przejmujący jest wpis z 2 września 1942:

„2 września 1942 – środa – trzeci (nalot)

Sowiecki nalot srogo poszczerbił Warszawę. Są zabici. (…) Budynek Gimnazjum im. Władysława IV na Zygmuntowskiej, obecnie zajęty przez niemiecki szpital wojskowy, trafiony w sam środek (…)”.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20 listopada 2013 w literatura 2013

 

Tagi: , , , , , , ,