RSS

Toy Story 4

„Toy Story 3” było doskonałym zakończeniem serii, logicznym jej zakończeniem. Pixar nie śpieszył się z kolejną częścią, ale koniec końców uległ pokusie.

Drużyna szeryfa Chudego wraca do akcji. I tym razem podejmują się próby zaginionej zabawki. Nie jest to jednak – jak w oryginale – super hiper Buzz Astral. Zaginiony to śmieć. Tak, tak, „on” sam się tak nazywa, zresztą właśnie ze śmietnika pochodzi. To zrobiona nieporadną dziecięcą rączką figurka pokraka. Plastikowy widelec, trochę plasteliny i złamany patyczek. Szanowni Państwo – oto „Sztuciek” – bohater czwartej części sagi.

W kinach pełno jest sequeli o animowanych pieskach, kotkach i kosmitach. Nic jednak nie przebije najważniejszej animacji ostatnich dwóch dekad. „Toy Story 4” udowadnia to w box office. Od premiery animacja zarobiła już ponad miliard dolarów. No i Oscara w swojej kategorii.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 marca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , ,

Chemia śmierci – Simon Beckett

Profesor David Hunter praktykuje w zaściankowym Manham, gdzieś w Anglii „B”. Przepisuje maście na artretyzm i hemoroidy, wspierając lokalnego lekarza inwalidę. Szuka spokoju i stroni od sensacji. Hunter nie zawsze był internistą. Zanim zapragnął spokoju, był uznanym antropologiem sądowym. Szlify zdobył na słynnej „trupiej farmie” w Tennessee.

Pan doktor nie wyrywa się z pomocą, kiedy z miasteczka znika młoda kobieta. Pasja nie pozwala mu jednak stać z boku na widok miotających się bezradnie lokalnych policjantów i aktywnie włącza się do wyścigu z czasem.

Po „Trupiej Farmie” Williama Brassa lektura kryminału Simona Becketta nie robi wrażenia. Oczywiście dla tych, którzy nie mieli okazji zapoznać się wcześniej z opisami makabrycznego laboratorium pod chmurką w Tennessee, wywody doktora Huntera będą ciekawe czy wręcz odkrywcze.

Wbrew jurnym reklamom okładkowym „Chemia Śmierci” nie robi wrażenia „światowego bestsellera”. Akcja plącze się na pograniczu opowieści z nudnawego miasteczka a główny bohater przypomina postaci rodem z filmów o detektywach amatorach.

Mimo kilku mocniejszych momentów całość przewidywalna jak trzynasta część „Szybkich i wściekłych”. Zgodnie z logiką z „Bruneta wieczorową porą” – morderca zawsze zakłada czerwony kapelusz.

Parafrazując tekst z okładki – kiedy kończyłem czytać, dziękowałem Bogu, że to już koniec 🙂

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 20 marca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Dreamland. Opiatowa epidemia w USA – Sam Quinones

Historia opioidowej epidemii w Ameryce zaczyna się w latach dziewięćdziesiątych. Jak na ironię popyt na twarde narkotyki wypromowała branża farmaceutyczna a sygnał do wymarszu wydały organizacje walczące o dobro pacjenta.

W „Dreamland” Sam Quinones kreśli szerokie spektrum zjawiska, którego efektem jest lawinowy wzrost zgonów na skutek przedawkowania narkotyków. Od 8 tysięcy ofiar śmiertelnych w 1999 roku do 48 tysięcy zgonów w 2017, tylko z powodu pochodnych heroiny. 400 milionów ofiar w ciągu 17 lat.

130 osób dziennie umiera z tego powodu w USA. Imponujący wynik.

Zaczęło się niewinnie, od badań stwierdzających, że około 100 milionów Amerykanów – jedna trzecia populacji – może cierpieć na chroniczny ból. Organizacje pokroju „Joint Commission” szybko przekonały lekarzy do zmiany priorytetów. Troska o walkę z bólem szybko przerodziła się w swobodne przepisywanie mocnych środków przeciwbólowych na wszelkie dolegliwości. Od 1991 do 2011 roku liczba recept na opioidy wzrosła o 300%.

Gwiazdą rynku stał się OxyContin, pochodna heroiny, sprzedawany i spożywany jak dropsy niemalże na każdym rogu. Produkująca go Purdue Pharma to poważny konkurent karteli z Sinaloa i Pablo Escobara. Groźniejszy niż inni, bo działający legalnie pod skrzydłami światowej służby zdrowia i posiadający dziesiątki tysięcy dealerów – amerykańskich doktorków, wypisujących recepty  częstotliwością drukarki laserowej.

Ale OxyContin to zaledwie początek. Sam Quinones spojrzał na temat szerzej, ze zdumieniem odkrywając mechanizmy prowadzące do zatrważających statystyk.

Chciwość branży medycznej otworzyło szeroko drzwi do dużo tańszego kopa. Produkowana w Meksyku „czarna smoła” to tani ekstrakt heroiny pichcony przez rolników. Śledząc mapy uzależnień autor ze zdumieniem odkrył, że popularność meksykańskiej smoły nie kończy się na slumsach wielkich miast, ale dotyczy najbardziej konserwatywnych, najbardziej amerykańskich skupisk „WASP”-ów na prowincji i w małych miasteczkach. Znudzone i bezrobotne „serce robotniczej Ameryki” znalazło nową rozrywkę. A to dzięki nowoczesnej korporacji rodem z Meksyku, bliższej uprzejmej usłudze dowozu pizzy na telefon, niż ryzykownego kupowania działki od dealera gdzieś w obskurnych uliczkach downtown.

Bariera od recepty do wbicia heroinowej igły stała się łatwiejsza do przełamania dzięki młodym Latynosom, marzącym o nowych Levisach 501. Przedawkowanie heroiny przestało być przywilejem Janis Joplin i Kurta Cobaina. Ale zanim gospodyni domowa z Columbus w Ohio sięgnie po strzykawkę z brunatnym płynem, jest niegroźny „mother’s little helper”, mała tabletka przepisana przez lekarza.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2020 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , ,

The Irishman

W pierwszej scenie „Irlandczyka” kamera przemierza korytarze domu opieki dla seniorów. W długim ujęciu najazd kamery kończy na twarzy osiemdziesięcioletniego Franka Sheerana. Jeden rzut na twarz schorowanego starca wystarczy by odgadnąć, że „The Irishman” nie będzie kolejnym peanem na cześć chłopców z ferajny. Czasy się zmieniły, zmienili się bohaterowie.

Ekranizacja książki „Słyszałem, że malujesz domy” Charlesa Brandta jest pełna symboli. Scorsese, De Niro, Pacino, Pesci. Nieprędko zobaczymy ponownie te nazwiska na jednym posterze. O ile zobaczymy w ogóle. Legendy kina starzeją się, dla Joe’go Pesci rola Russa Bufalino jest w zasadzie ukoronowaniem kariery (obym się mylił i zobaczył go w kolejnych filmach).

Opowieścią o bezwzględnym cynglu mafii, Franku Sheraanie, Martin Scorsese zdaje się spinać cały swój wybitny dorobek reżyserski. Historia Irlandczyka rozpoczyna się od drobnych szwindli, kończy na zabiciu najbliższego kumpla. Świat Sheerana to świat półsłówek szeptanych z ust do ust przy szklaneczce Chianti. W tym świecie najważniejsze są szacunek i hierarchia. Irlandczykowi przypadkiem udaje się trafić pod skrzydła jednego z najważniejszych mobsterów. Niepozorny, spokojny Russell „Russ” Bufalino uwielbia Franka a ten odpłaca mu bezwzględną lojalnością.

Czasy Sheerana to okres szczególny dla Ameryki. Ścierające się interesy polityki, społeczeństwa, mafii. Czas Kennedych, Jimmiego Hoffy, Fidela Castro. Komuniści, Zatoka Świń, Wietnam. Dallas i Watergate. Niepokoje społeczne obok rosnącej w siłę korporacji Cosa Nostra.

„The Irishman” to dzieło metaforycznie zamykające pewną epokę. Ponad trzygodzinny film z klasycznie opowiadaną z „offu” historią wyciska z gatunku wszystko, co znamy z filmów o mafii. Nie bez powodu równoległe nominacje do Oscara otrzymali Al Pacino i Joe Pesci.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , , , ,

Serotonina – Michel Houellebecq

Florent-Claude Labrouste, lat 46. Pracuje dla Ministerstwa Rolnictwa jako zewnętrzny konsultant, co pozwala mu zgrabnie omijać limity zarobków dla urzędników państwowych. Apartament na 29 piętrze prestiżowego Tour Totem w Paryżu, wakacyjny dom w Hiszpanii i pożerający tony paliwa szpanerski Mercedes G 350 V6 turbo to kolejne dowody, że bohaterowi nie wiedzie się źle. No i jest jeszcze 700 tysięcy euro odziedziczone po ojcu oraz wybitnie luksusowa żona z importu, której zazdroszczą Labrouste’mu znajomi.

Florent-Claude’owi to wszystko zwisa. Nienawidzi swojego imienia. Brzydzi się pracą, w której ideały dawno wyparł europejski konformizm i regularna pensja. Nie bawi go wyuzdana japońska kochanka.

Ta zresztą okazuje się miłośniczką libertyńskich wieczorków pełnych grupenseksu, męża doceniając raczej w funkcji bankomatu.

Labrouste popada w coraz większy marazm. Postępującą depresję zwalcza kaprysami. Miesiącami pomieszkuje w hotelach, odwiedza restauracje z gwiazdkami Michelina i dużo, dużo pije.

Wizyta u lekarza przynosi chwilową ulgę. Cudowna tabletka Captorix codziennym strzałem serotoniny staje się chemiczną przeciwwagą postępującej frustracji.

„Serotonina” piętnuje degrengoladę Europy, szydząc z bogatych „Werterów”, cierpiących katusze w topowych restauracjach i luksusowych Mercedesach. Nakręcających się swoją niedolą w apartamentach kupionych za gotówkę. Dostaje się jednak nie tylko przepłacanym urzędnikom ale i naiwnym idealistom. Tych ostatnich zjada rynek w myśl zasady, że gorszy pieniądz wypiera lepszy.

Ale krytyka zasobnego społeczeństwa to nie jedyne co interesuje autora. Houellebecq pod grubą warstwą ironii i cyniczną postawą semi-pornografa snuje opowieść dużo bardziej skomplikowaną. O upadku humanizmu zastępowanego pogonią za luksusem, o upadku ideałów, o szaleństwie człowieka nieumiejącego już poradzić sobie z powszechną obojętnością. Alegorycznie oddaje to chemia ludzkiego organizmu – serotonina walczy z kortyzolem. Uczucie szczęścia szachuje ciągły stres utrzymujący się w żyłach w czysto chemicznej postaci.

Michel Houellebecq w gruncie rzeczy powtarza się w każdej ze swoich powieści. Choć zmieniają się bohaterowie i okoliczności, autor wciąż krąży wokół jednej idei – egzystencjalnego nihilizmu. I robi to po mistrzowsku.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 marca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , ,

Bad Blood -John Carreyrou

„Theranos” jest jednym z „jednorożców” – start-upów, które osiągnęły wycenę na poziomie przynajmniej miliarda dolarów.

Firma w ciągu trzech lat wystrzeliła z ambitnego projektu z branży medycznej w gracza, który ma zmienić oblicze medycyny w nadchodzącej dekadzie. Ich produktem jest prosta w obsłudze maszyna do szybkich testów krwi. Z pozoru bardziej przypomina gadżet z rodziny Apple niż poważne narzędzie do analizy medycznej.

Na czele „Theranosa” stoi ambitny geniusz, Elizabeth Holmes. Zaczęła w wieku 19 lat, twardą ręką budując firmę na wzór największych gigantów Doliny Krzemowej. Jej wzorem jest wielki Steve Jobs a ambicją dotarcie do szczytów zajmowanych przez Microsoft, Apple i Google.

Autorem „Bad Blood” jest reporter śledczy Wall Street Journal. „Bad Blood” to opowieść o powstaniu firmy z niczego, pozyskaniu miliardów dolarów od inwestorów i wielkich nazwisk do rady nadzorczej. Kłopot w tym, że cudowne urządzenie Theranosa nigdy nie wyszło poza fazę prototypu.

„Theranos” jest dziś bankrutem z gigantycznymi długami a jej założycielka zmaga się w wielu procesach sądowych, objęta śledztwem FBI.

Jak to się stało, że uroczej blondynce ubierającej się jak Steve Jobs udało się zmanipulować setkami analityków i inwestorów? Dlaczego największe umysły Kalifornii uwierzyły w projekt, który przeczy medycznym podstawom?

„Bad Blood” pokazuje od podszewki świat psychopatycznych szefów Doliny Krzemowej i mechanizmy rządzące światem start-upów goniących za kasą i rankingami „jednorożców”.

Książka dotychczas nie doczekała się polskiego wydania.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 marca 2020 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

Związek żydowskich policjantów – Michael Chabon

W 1948 roku nie doszło do powstania państwa Izrael. Próbujący założyć je Żydzi zostali sromotnie pobici przez Arabów i rozproszeni po całym świecie. Na przyjęcie małej społeczności żydowskiej zgodzili się Amerykanie. Żydzi nie otrzymali jednak ziemi obiecanej gdzieś na Środkowym Zachodzie, gdzie gorące słońce i spieczona ziemia przypominałaby Bliski Wschód. Dostali kolonię na Alasce i to warunkowo, na 60 lat. Ten czas właśnie dobiega końca.

W kolonii Sitka na wyspie Baranowa źle się dzieje. Ostatnie tygodnie żydowskiej wspólnoty na Alasce przepełnione są nihilizmem. Ci, którzy mogli, wyemigrowali już dawno. Zostali niepoprawni optymiści i szemrane towarzystwo. Nad wszystkimi wisi widmo nieuchronnego zderzenia z autochtonami. Indianie z plemienia Tlingit tylko czekają, żeby zrobić Żydom z dupy jesień Średniowiecza i wrócić na swoje pradawne ziemie.

Detektyw Landsman prowadzi sprawę zabójstwa ćpuna – szachisty. Nitki śledztwa prowadzą nie tylko w mroczne zakamarki Wyspy Baranowa ale daleko poza diasporę. Landsman dostaje polecenie zamknięcia wszystkich spraw i wyczyszczenie akt. Tej jednej nie może zostawić, nawet za cenę własnego życia.

Kryminał w „chandlerowskim” stylu z wyrazistym głównym bohaterem, typami spod ciemnej gwiazdy, złymi kobietami i żydowskimi smaczkami. Cymesik!

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 marca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,