RSS

Archiwum kategorii: literatura 2017

Wytępić to całe bydło – Sven Lindqvist

„Z grubsza narody świata można podzielić na te utrzymujące się przy życiu i te wymierające” – Lord Salisbury*, 4.05.1898,

Oddalając się od Europy, pełen uprzejmości i szczytnych myśli Europejczyk szybko wraca do naturalnych ludzkich odruchów – okrucieństwa i agresywności.

Lindqvist dokumentuje swoją tezę podróżą w historię imperializmu i kolonializmu podpierając się a to cytatami z Darwina („pomiędzy małpą a człowiekiem są ogniwa pośrednie takie jak goryle i dzikusy”) i Cuviera („negroidy pozostaną zawsze w stanie barbarzyństwa”). Ulubieńcem autora pozostaje jednak nasz rodak Joseph Conrad, którego dzieło „Jądro Ciemności” w istocie oddaje wszystko to, co Lindqvist ma nam do powiedzenia:

Kurtz, główny bohater Jądra ciemności, kończy swój raport o niesieniu cywilizacji wśród dzikich w Afryce odręcznym postscriptum. Wydobywa ono z górnolotnej retoryki dzieła jego prawdziwą treść. I to zdanie teraz świeci z ekranu: „Exterminate all the brutes”.

***

Wywód Svena Lindqvista bywa pozbawiony planu, skacząc od kolumbijskiej Ameryki do brytyjskiej  dominacji w XIX wieku. A jednak dotyka natury rzeczy, bezpardonowo nazywając sprawy po imieniu.

Europa, ta przedindustrialna, nie miała wiele do zaoferowania reszcie świata. Najważniejszym towarem eksportowym była przemoc

Holocaust to nie wymysł nazistów. Oni tylko zmonopolizowali współczesne sobie myślenie metodycznym działaniem. Nienazwanych holokaustów było dużo więcej, w tym kilka które z sukcesem doprowadzono do końca. Takich jak wybicie mieszkańców Tasmanii czy ludu Hererów. Tych ostatnich wytrzebili zresztą poddani Kaisera, przy okazji przyswajając sobie nowe słownictwo.

Pozostało jedynie kilka tysięcy skazanych na karną pracę w niemieckich obozach koncentracyjnych. I tak oto termin „obóz koncentracyjny”, ukuty w 1896 roku przez Hiszpanów na Kubie, zangielszczony przez Amerykanów i używany znowu przez Anglików w czasie wojen burskich, wdarł się w język niemiecki i niemiecką politykę

Oczywiście niemieckie, francuskie czy angielskie kolonie na Czarnym Lądzie to tylko zaczyn tematu. Zanim w XIX wieku doszło do wyścigu o afrykańskie ziemie, Europejczycy uporali się z nowo odkrytym kontynentem. Czerpiąc garściami z zasobnych i słabo bronionych skarbów Ameryki, Europa rosła w potęgę jednocześnie eksterminując słabszą kulturę rdzennej Ameryki.

Według ogólnie dziś przyjętej opinii, w momencie przybycia Kolumba Amerykę zamieszkiwało mniej więcej tyle samo ludzi, ile było ich w Europie – ponad siedemdziesiąt milionów. W ciągu następnych trzech stuleci ludność świata wzrosła o dwieście pięćdziesiąt procent. Sam Meksyk, w chwili przybycia Europejczyków w 1519 roku, mógł mieć dwadzieścia pięć milionów mieszkańców. Pięćdziesiąt lat później liczba ta spadła do dwóch milionów siedmiuset tysięcy.

Punkt widzenia autora daje do myślenia. „Wytępić całe to bydło” podróżuje w czasie i przestrzeni relatywizując historię. Pięćset lat kolonizacji dla części narodów jest chlubną historią. Dla pozostałych – zderzeniem z europejskim, nigdy nie zaspokojonym apetytem na posiadanie. Lindqvist wciąż zafascynowany conradowskim Jądrem Ciemności filozofuje:

w koloniach, (koloniści, Europejczycy) byli „niewidzialni” nie tylko w tym sensie, że ich broń zabijała na odległość, ale także i z innego powodu: w ich ojczyźnie nikt nie wiedział, czym się zajmują. Odcięci od kraju ogromnymi odległościami, fatalną łącznością i dżunglą niemal nie do przebycia, sprawowali imperialną władzę poza jakimkolwiek osądem. Jak ją sprawowali tam, gdzie nie istniała żadna kontrola? Jak sami się zmieniali, gdy nikt ich nie widział?

***

Moim zdaniem można wyraźnie zauważyć, że niektóre z przyczyn katastrof demograficznych XVI wieku dziś występują w Ameryce Południowej, a także w innych częściach świata. Presja głodnych i zdesperowanych miliardów nie jest jeszcze na tyle silna, by władcy tego świata uznali taktykę Kurtza za jedyną z możliwych, humanitarną i w gruncie rzeczy naturalną. Dzień przełomu jednak się zbliża. Widzę, jak nadchodzi. Dlatego uczę się historii.

 

 

* Premier Anglii w czasach Imperium Brytyjskiego

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12 czerwca 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , ,

Kolej podziemna – Colson Whitehead

 Oto prawdziwy Wielki Duch, boska nić łącząca ogół przedsięwzięć człowieka – jeśli nie potrafisz czegoś zatrzymać, nie jest twoje. Czy chodzi o własność, niewolnika czy kontynent. Taki jest amerykański imperatyw

Cora jest młodą niewolnicą na plantacji bawełny. W stanie Georgia czarny jest tylko tanią maszyną do zbierania kłębków białej przędzy. Gdy przestaje pracować wydajnie, przestaje żyć.

Matka Cory – Mabel – była pierwszą na plantacji, której udało się uciec. Przynajmniej taka jest jej legenda, bo wszyscy uciekinierzy prędzej czy później padają łupem łowców nagród, wrogich farmerów z okolicy czy wreszcie nieprzebytych bagien.

Na plantację trafia nowy nabytek. Cesar jest murzynem sprowadzonym z Wirginii. Młody niewolnik opowiada Corze o legendarnej kolei podziemnej, dzięki której niewolnikom udaje się uciec w stronę wolności.

Tytułowa „Kolej podziemna” istniała naprawdę. Skomplikowany system pomocy zbiegłym niewolnikom opierał się na przychylności nielicznych białych, systemie szlaków, kryjówek i wielkim ryzyku. Spiskowcy abolicjoniści używali kodu. Było nim nazewnictwo i system znaków kolejowych.

U Whiteheada system kolei podziemnej to alegoria. Podróż pomiędzy poziemnymi stacjami rzuca Corę w kolejne miejsca na mapie południowej Konfederacji. Każdy ze stanów to odrębna galaktyka na mapie rasizmu.

Powieść Colsona Witeheada gna przez Amerykę w iście szaleńczym tempie. Przesuwające się niczym za oknami pociągu obrazki w zwarty sposób ukazują życie Cory na tle historii Ameryki. Bez nadmiernego popadania w moralizm książka wali niczym młot oburęczny, pozostawiając w myślach ponurą rzeczywistość rasizmu.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 marca 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , ,

Czwarty Pożar Teheranu – Marek Kęskrawiec

 

 

 

 

Po „11 września” George W. Bush powołał do życia określenie „oś zła”. Zaliczył do niej Irak, Iran i Koreę Północną. Termin ten pokutuje do dziś w powszechnej świadomości, często poszerzany o kolejne reżimy. Czy jest słuszny? Niezupełnie, bo definiuje całe narody jako złe lub dobre. Dobitnie dowodzi tego reportaż Marka Kęskrawca. Wyłania się z niego skomplikowany obraz kraju, który jednoznacznie określany jako „bandycki” jest równocześnie podziwiany za wybitnych reżyserów, wylewną gościnność i społeczeństwo przychylniejsze demokracji niż którekolwiek z Państw – sojuszników Ameryki w wojnie z terroryzmem.

Chomeini postanowił wyprodukować nowego człowieka. Homo islamicus miał żywić przekonanie o złych intencjach niemal całego świata, stać z bronią u nogi, uważnie obserwować znaki na niebie i ziemi i wyczekiwać zbawiciela – Mahdiego, by w odpowiednim momencie ruszyć z nim do ostatecznego boju z szatanem. Czy taki człowiek powinien rozpraszać swoją uwagę błahostkami, tańcami, śpiewami? Czy ma prawo wychodzić z okopu na party? A jeśli Mahdi przyjdzie właśnie wtedy? Nie zastanie swojej armii? Swojego narodu wybranego?

„Czwarty pożar Teheranu” to głos w obronie irańskiego narodu, zdeptanego równie perfidnie pod butem religijnych cwaniaków, jak Polska przed 1989 rokiem przez socjalistyczną klikę „towarzyszy”.

Dramatem Iranu pozostaje wyróżniająca się odmienność – dla Ameryki i Europy pozostaje wylęgarnią ekstremizmów, dla świata arabskiego regionalnym odszczepieńcem, znienawidzonym przez sąsiadów. To także kraj kontrastów, przedziwnych zwyczajów i wielkiej ciekawości do reszty świata bojaźliwie skrywanej przed wszechobecną inwigilacją politycznego reżimu.

Oczywiście Państwo to nie jest pozbawione cech, które kulturalnej Europie wydadzą się nie do przyjęcia. Kęskrawiec wymienia ich wiele – od dyskryminacji kobiet po brutalną tajną policję Wewak i zastępy reżimowych bojówek „Basidżów”.

Czytając „Czwarty pożar Teheranu” nie sposób spamiętać wszystkich ciekawostek. Ot choćby takich:

Iran stał się przykładem zasady „co za dużo, to niezdrowo”. Im bardziej ludzi przymusza się do islamu, tym mocniej, szczególnie w miastach, się temu opierają. Coraz więcej wykształconych Irańczyków uważa islam za religię agresywną, narzuconą przemocą kosztem staroirańskiego zoroastryzmu.

Według irańskiego prawa kobieta jest w pewnych aspektach życia półczłowiekiem. W Iranie, jeśli dorosła kobieta zechce podjąć pracę, musi uzyskać pisemną zgodę męża. Jeżeli zapragnie wyjechać na kilka dni z domu i zamieszkać w hotelu, również musi prosić męża o pozwolenie. A jeśli jest panną – ojca. W przypadku gdy rodzic nie żyje, powinna pójść na policję, wytłumaczyć cel podróży i uzyskać pismo z pieczątkami.

Irańczycy uważają Arabów za ludzi prymitywnych, pozbawionych kultury, a zwolennicy opozycji, często ludzie wykształceni, obarczają ich odpowiedzialnością za wszelkie nieszczęścia, mające swe źródło w narzuceniu islamu przed wiekami.

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że językowi farsi (jako indoeuropejskiemu) o wiele bliżej do polskiego
niż do arabskiego. Jeszcze mniej ludzi ma świadomość, że już w samej rodzinie języków indoeuropejskich farsi jest bliższym krewnym polskiego niż na przykład niemiecki.

Pustynia Daszte Lut (to) jedno z najbardziej nieprzyjaznych człowiekowi miejsc na ziemi. W 2005 roku NASA zaobserwowała tam najwyższą temperaturę, jaką odnotowano w dziejach ludzkości: 70,7 stopni Celsjusza.

W drugiej połowie 2008 roku Nokia i Siemens zawiązały spółkę joint venture, która miała rozwinąć irańską telefonię oraz internet. Przy okazji zgodziły się, by warunkiem wielomilionowych inwestycji stało się przekazanie rządowi w Teheranie jednego z najnowocześniejszych systemów monitoringu.

Według danych ONZ najważniejszy szlak przerzutowy opium i heroiny biegnie przez Iran, Turcję i Bałkany. Transportuje się tędy do Europy ponad 50 procent afgańskich narkotyków.

W Iranie psy nie cieszą się sympatią, są traktowane jak stworzenia nieczyste, czworonożni padlinożercy, roznoszący zarazki i tarzający się w odchodach. W zasadzie prawo szari’atu zabrania ich hodowania.

Seksualność, a zwłaszcza sposób dyskutowania o tej kwestii w Iranie, budziła moje spore zaskoczenie. Ajatollah Chomeini jedną z nauk poświęcił rozważaniu, czy mężczyzna, który odbył stosunek z kurczakiem, może go potem spożyć na kolację.

Młodych basidżów wyposażano w plastikowe klucze do raju, by wiedzieli, że nawet jeśli zginą, to tego samego dnia czeka ich nagroda w niebie. Szli drogą męczeństwa, śladem imamów Alego i Hosejna. Niebieskie kluczyki produkowano na Tajwanie.

Siqe może być zawarte na kilka godzin lub na kilkadziesiąt lat. Określa dokładnie, ile czasu małżonkowie muszą z sobą spędzać oraz ile pieniędzy zapłaci „pan młody” swojej tymczasowej towarzyszce. Właśnie ta zapłata za ślub sprawia, że dla wielu irańskich kobiet siqe nie jest niczym więcej niż zalegalizowaną formą prostytucji.

Dziś zakrawa to na ponury żart, ale właśnie Izrael był państwem, które zgodziło się stworzyć dla Iranu system rakiet „Jerycho”, o zasięgu do ośmiuset kilometrów. Trwające testy nowej broni przerwała jednak rewolucja. I wtedy też zmienił się stosunek Iranu do Izraela.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 marca 2018 w literatura 2017

 

Droga – Cormac McCarthy

Ameryka spalona do cna. Zgliszcza i wszechobecny pył. Ciemność, spod której czasami przeziera światło. Szary śnieg pada na jałową ziemię skutą lodem. Przez nicość przedziera się niezwykła para – mężczyzna i towarzyszące mu dziecko. Zmierzają ku wybrzeżu. Nie mają już nadziei, jedynie iskierkę myśli, że gdzieś tam będzie inaczej niż tutaj.

McCarthy w szczytowej formie. „Droga” równocześnie zachwyca i przeraża. Autor dozuje informacje metodą kropelkową. Nie wiadomo co się wydarzyło na tym świecie. Nie wiadomo jak wielu ludzi pozostało na Ziemi. I czy nadal są ludźmi. Z czasem jasna staje się tylko jedna rzecz – więź łącząca te dwie osoby pośród zgliszczy cywilizacji.

W dobie mody na fabuły katastroficzne „Droga” wciąż plasuje się na samym szczycie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 lutego 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii – Arkadij Babczenko

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czemu pojechałem tam znowu. Nie wiem. Po prostu nie mogłem nie pojechać, ciągnęło mnie z powrotem z niewiarygodną siłą. Może dlatego, że tam została moja przeszłość, całe moje życie – z tamtej wojny wróciło tylko ciało, ale nie dusza. Wojna to najsilniejszy narkotyk na świecie.

Jedna z najbardziej przejmujących książek o wojnie i z pewnością najbrutalniejsza „spowiedź” o armii.

Kubrikowski „Full Metal Jacket” jawi się przy niej jak bajka o Kubusiu Puchatku.

Osiemnastoletni Arkadij Babczenko nie zdążył zostać studentem prawa. Wcześniej dostał bilet z powołaniem. Jak tysiące przed nim, trafił do ogarniętej szaleństwem mordu Czeczenii. Wyszkolenie wojskowe zastąpiła bezrozumna musztra i chaos wojny, w którym Babczenko nie był nawet ujęty w pułkowej ewidencji.

Nikt nie próbował go szkolić z zabijania. Tego musiał nauczyć się sam żeby przeżyć. Znamienita większość rosyjskich szeregowców wyjechała z Czeczenii w plastikowym worku. Autorowi udało się przeżyć, ale wojna odcisnęła na nim swoje piętno.

Wspomnienia mają formę kilku niepowiązanych ze sobą opowiadań. A jednak całość układa się w porażającą historię chłopaka wyciągniętego z ciepłych pieleszy i rzuconego wprost w szaleństwo mordu.

Tytułowe „dziesięć kawałków” bezprecedensowo obnaża machinę wojny i samej instytucji rosyjskiej armii. Wstrząsająco autentyczne wspomnienia o rosyjskiej odmianie wojskowej „fali” porażają bestialstwem „kadry”. Starzy żołnierze są nieporównywalnie gorsi od opisywanych przez Sołżenicyna obozowych „Urków”. Dalej jest już tylko gorzej: rozładowywanie ciał poległych żołnierzy, permanentny głód i strach, wszechobecna znieczulica i zezwierzęcenie „starych” wojaków. Rzeczywistość godna najstraszniejszych wizji piekła Hieronima Boscha.

 

Nasza armia jest robotniczo-chłopska, doprowadzona do rozpaczy wieczną biedą, zezwierzęcona głodem, bez mieszkań, oberwana i bita przez wszystkich na odlew niezależnie od rangi, pozbawiona praw – nie armia, lecz horda, która przejęła od przestępców i lumpów wszystko, co najgorsze, cały ten burdel, i rządzi się wilczymi prawami.

Nie rozmawiamy już z ludźmi. Czasami wydaje mi się, że zapomniałem nawet najprostsze słowa. Nasz świat składa się teraz wyłącznie z rozszarpanych ludzkich ciał – i tylko z rzadka rzucamy jakieś zdanie o tym w czasie pracy. Innego tematu nie mamy. Wyładowujemy, wyładowujemy, wyładowujemy… Dzień za dniem. Naszym jedynym towarzystwem są teraz trupy. Martwi żołnierze, martwe kobiety, martwe dzieci… Wszyscy martwi.

***

Nie doświadczyliśmy jeszcze życia i nie znaliśmy jego zapachu, ale widzieliśmy śmierć. Wiemy, jak pachnie zakrzepła krew na podłodze śmigłowca w czterdziestostopniowym upale, wiemy, że mięso oderwanej nogi ma czarny kolor i że człowiek może spłonąć w benzynie całkowicie, zostają tylko kości. Wiemy, że ciała puchną w upale, i słyszeliśmy, jak po nocach między gruzami wyją oszalałe psy. Słyszeliśmy to. Słyszeliśmy! I sami zaczynaliśmy wyć, bo tak strasznie jest umierać, mając osiemnaście lat!

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 stycznia 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Przygody dobrego wojaka Szwejka – Jaroslav Hasek

Napisano o nim tony analiz i kilometry prac. Zanalizowano z każdej możliwej strony. Ma fanatycznych wyznawców z całego świata. W zasadzie Szwejk powinien trafić na godło narodowe naszych południowych sąsiadów.

Opasłe dzieło Jaroslava Haska jest jedną wielką księgą cytatów. Niech więc przemówią właśnie owe szwejkowe mądrości:

 

A więc to pan jest ten Szwejk? – Przypuszczam – odpowiedział Szwejk – że muszę nim być, bo mój ojciec był Szwejk, a matka pani Szwejkowa. Nie mogę zrobić im takiego wstydu, żebym się miał wypierać swego nazwiska.

***

Szwejka w tej chwili reprezentowała okrągła uśmiechnięta twarz, ozdobiona po bokach parą wielkich uszu, sterczących zawadiacko spod wtłoczonej na głowę czapki. Całość wywierała wrażenie bezwzględnego spokoju i nieświadomości jakiejkolwiek winy. Jego oczy pytały: „Czy zrobiłem coś złego, proszę pana? Czy dopuściłem się czegoś niestosownego?”

***

Nie udawaj pan takiego idioty. – Bardzo mi przykro – odpowiedział Szwejk z wielką powagą – ale w wojsku byłem poddany superarbitracji z powodu idiotyzmu i urzędowo zostałem przez nadzwyczajną komisję lekarską uznany za idiotę. Ja jestem idiota z urzędu.

***

Rezultat swych obserwacji zawarł pułkownik w jednym pytaniu, z którym zwrócił się do sierżanta: – Idiota? – Posłusznie melduję, panie oberst, idiota.

***

Byłem służącym feldkurata Katza, który też zdrowo umiał pić. To, co ten tutaj wyprawia, jest głupstwem w porównaniu z kawałami tamtego pana. Przepiliśmy do spółki monstrancję, a przepilibyśmy i samego Pana Boga, gdyby nam się udało dać Go komukolwiek w zastaw.

Szwejkowe opowieści:

Palivec był znany grubianin i co drugie jego słowo było „dupa” albo „gówno”. Ale jednocześnie był oczytany i zalecał każdemu, aby sobie przeczytał, co o tym drugim przedmiocie napisał Wiktor Hugo, przytaczając ostatnią odpowiedź napoleońskiej starej gwardii, daną Anglikom w bitwie pod Waterloo.

***

We Zliviu koło Hlubokiej był przed laty gajowy, a miał takie obrzydliwe nazwisko Kurdupel.

***

W wychowaniu i do lat dziesięciu nie umiał mówić, ponieważ zdarzyło się, że gdy miał sześć miesięcy i gdy go na stole przewijali, oddalili się od niego, a kot ściągnął go ze stołu; padając na podłogę uderzył się mocno w głowę. Miewa też od czasu do czasu mocne bóle głowy i w takich chwilach sam nie wie, co robi.

***

Taki sam przypadek zdarzył się na manewrach pod Taborem. Jeden z naszych plutonów kwaterował w gospodzie, a jakaś kobieta szorowała podłogę w sionce. Otóż przypatoczył się do niej niejaki żołnierz Chramosta i poklepał ją – jak by ci to powiedzieć? No, poklepał ją po kieckach. Do tego szorowania musiała się bardzo podkasać. Klepnął ją raz, ona nic, klepnął drugi raz, znowuż nic, jakby to wcale jej nie dotyczyło. Więc on wziął i zaryzykował, a ona nic, tylko dalej szorowała podłogę na kolanach, a potem zwraca się do niego twarzą i powiada: „A tom cię nabrała, żołnierzyku!” Babina ta miała przeszło siedemdziesiąt lat i później rozpowiadała o tym po całej okolicy.

Szwejkowe mądrości:

Pierdoła cywilny to także jakiś pan przełożony w urzędzie, plaga niższych urzędników i woźnych. Jest to filister-biurokrata, który potrafi zrobić piekło o to, że jakiś papierek nie jest należycie osuszony bibułą itd. Jest to w ogóle idiotyczna i bydlęca postać w ludzkim społeczeństwie, ponieważ taki cymbał udaje uosobienie roztropności, jest przekonany, że na wszystkim się zna, że wszystko umie wytłumaczyć, i wszystkim czuje się dotknięty. Kto służył w wojsku, temu nie

***

Tutaj po wojnie będą bardzo dobre urodzaje – rzekł po chwili Szwejk. – Nie trzeba będzie kupować żadnych mączek kostnych. Dla rolnika jest to rzeczą bardzo korzystną, gdy na polu spróchnieje cały pułk. Jednym słowem, obłowi się niejeden gospodarz, i to porządnie. Tylko o jedno się boję, a mianowicie, żeby ci rolnicy nie dali się nabrać i nie sprzedawali tych kości żołnierskich cukrowniom.

***

Eskortujący w ogóle nie byli zbyt weseli. Węgier rozmawiał z Niemcem w sposób wysoce oryginalny, bo z języka niemieckiego znał tylko dwa słowa: „jawohl” i „was”. Gdy Niemiec mówił mu o czymś, to Madziar kiwał głową i mówił: „Jawohl”. A gdy Niemiec milkł, to Madziar przerywał mu pytaniem: „Was?” I wtedy Niemiec zaczynał opowiadanie na nowo.

Jawohl? Was? Jawohl! 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 stycznia 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Siedemdziesiąt dwie litery – Ted Chiang

Publikuje wyłącznie opowiadania, za które od 1990 roku zgarnął wszystkie najbardziej prestiżowe nagrody literackiego świata S-F. Ma chińskie korzenie a jego chińskie nazwisko to Chiang Feng-nan. Studiował nauki informatyczne. Pracuje jako „technical writer”. Ta dziwna profesja polega na optymalizacji i ułatwianiu przepływu informacji z użyciem różnego rodzaju technik.

Zdobyta wiedza i profesja jaką się zajmuje doskonale tłumaczy fenomen pisarski Teda Chianga.

„Siedemdziesiąt  dwie litery” jest niezbyt okazałym zbiorem opowiadań. W zasadzie zresztą kompletnym dorobkiem pisarza. Krótkie nowelki są oryginalne do tego stopnia, że całość wydaje się zbiorem wielu autorów. Od budowy biblijnej wieży Babel („Wieża Babilonu”), steampunkową podróż do wiktoriańskiej Anglii („Ewolucja ludzkiej nauki”), opowieści o golemie żywcem wyjętej z żydowskich legend („72 litery”) aż po daleką futurologię („Co z nami będzie”) – tematyka jest różnorodna i wprawia w niemałe zdumienie.

Ich cechą wspólną jest przemyślany, inteligentny pomysł.

Najbardziej znanym dziełem Chianga jest oczywiście „Historia twojego życia”, którego ekranizacja z 2016 roku („Arrival„) była jednym z ciekawszych filmów S-F ostatnich lat. Zachwycająca opowieść o próbach porozumienia się między Ziemianami a obcą cywilizacją oddaje ducha prozy Chianga – podróż w naturę lingwistyki onieśmiela poziomem wyobraźni.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 grudnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , ,