RSS

Archiwum kategorii: literatura 2021

Problem trzech ciał – Cixin Liu

W czasach rewolucji kulturalnej Chiny budują na odludziu tajemniczą bazę „Czerwony Brzeg”. Baza podejmuje próby kontaktu z obcą cywilizacją. Opętani komunizmem Chińczycy chcą być pierwszą nacją, która przedstawi kosmitom ludzkość. Oczywiście w najlepszym możliwym wydaniu – chińskiego komunizmu.

Ye Wenjie, córka zgładzonego przez rewolucję dysydenta trafia do Czerwonego Brzegu warunkowo. Jest świetnym fizykiem, ale i elementem podejrzanym ideologicznie. Po latach bezowocnych badań naukowcom udaje się nawiązać kontakt.

Czasy współczesne. Naukowiec Weng Miao włącza się do sprawy tajemniczych samobójstw najlepszych fizyków. Trafia na dziwną grę „Trzy ciała”, której celem jest uratowanie cywilizacji przed kolejnymi katastrofami. Cywilizacja, której planeta otoczona jest przez trzy słońca okazuje się czymś więcej, niż tylko grą komputerową.

„Problem trzech ciał” doskonale łączy tradycyjną S-F z rzeczywistymi twierdzeniami fizyki i naukowymi teoriami życia w kosmosie. Całość osadzona w realiach chińskiego reżimu smakowicie poszerza główne wątki powieści o kulturowy i historyczny „background”.

Teoria strun, fizyka kwantowa, wielowymiarowość – niełatwa z natury teoria fizyki w powieści Cixin Liu stanowi największą niespodziankę i nie lada rozrywkę. Podążając za problemem trzech ciał nie sposób oderwać się od powieści.

Cixin Liu, etatowy pracownik elektrowni Yangquan, stworzył powieść intrygującą i niezwykle oryginalną. Krew mrozi myśl, że Chiny od lat angażują się w badania kosmiczne i mogą stać się pierwszym narodem, który podbije odległe planety.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 lutego 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

Płuczki – Paweł Reszka

„Piach tam był i nieraz, jak się dół wykopało, taki jak do sufitu, to się obsunął. Tak się robi, jak ziemia wcześniej jest ruszona. Obsypuje się, pęka. Trzeba było szybko uciekać. A pod spodem, dwa, nieraz trzy metry niżej, to właśnie był ten żużel. No kości spalone. Szufelką się go wyciągało i przebierało. Żydzi byli bogate.”

***

„To kopanie, to i tak nie pomogło ani nie zaszkodziło temu umarłemu. Nic złego nikt nie robił. To, com znalazł, to by i tak przepadło. Chociaż Żydzi też byli ludźmi. Każdy na drzwiach miał przybite przykazania.”

Polska historia wciąż wstydliwie milczy o przeszłości innej niż ta wykuta w brązie i złocie. Wśród peanów o żołnierzach wyklętych, męstwie i poświęceniu nie brakuje i takich o szlachetności ludu znad Wisły. Opowieści o szmelcownikach, donosicielach i kolaborantach wsadzamy pomiędzy te kilka niechlubnych wyjątków, które nie mogą zasłonić narodowego honoru.

Co zatem zrobić z faktami, które nie mieszczą się w polskiej ikonografii i ukształtowanej przez pół wieku propagandy fałszywej moralności?

Przez czterdzieści lat od wyzwolenia obozów zagłady w Sobiborze i Bełżcu Polacy chodzili „na wykopki”. Pierwsi śmiałkowie pojawili się na obozowych zgliszczach tuż po odejściu niemieckiej administracji. Ostatni przyjeżdżali z dalekich stron jeszcze w latach 80-ych. Szukali tego samego – żydowskiego złota. Wokół procederu wyrosły kolejne pokolenia milczących świadków i eufemizmy leksykalnie banalizujące okradanie grobów. No bo czy można nazwać grobem jakiś „żużel” zalegający dwa metry pod ziemią na leśnej polanie?

Paweł Piotr Reszka dotknął tematu wstydliwego na miarę odsądzonej od czci i wiary publikacji Jana Tomasza Grossa.

„Płuczki” to lektura wstrząsająca. Nie tylko ze względu na ohydny proceder bezczeszczenia ludzkich szczątków ale z powodu stanu świadomości ludzi o głęboko zakorzenionym antysemityzmie.

Człowiek, który kopał na cmentarzu, by obrabować zamordowanych w obozie zagłady, nie grzebał w spalonych zwłokach, on przeszukiwał żużel albo węgiel, nie kawałkował łopatą ciał, tylko ciął rąbankę. Ten język chronił kopaczy przed nimi samymi. Pomagał podtrzymać iluzję, jesteśmy dobrzy, jesteśmy uczciwi, to nic takiego.

***

Żeby tych Żydów Niemiec nie wydusił, toby Polaki nie mieli co robić w Polsce. Byłaby żydownia.

***

Jako łepek słuchałem, jak gospodarze gadali. Żydzi zniszczyliby wszystkich, pieniądze mieli, pożyczki dawali, a jak chłop nie oddawał, zabierali świnię i już. Krew innych im wyszła, spotkała ich kara. Jakby nie było, sprawiedliwość jakaś musi być. Com słyszał, to mówię. Ale według mnie nie powinno być jednak morderstwa żyjących.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 lutego 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , ,

Jutro przypłynie królowa – Maciej Wasilewski

Wielka Brytania posiada czternaście terytoriów zamorskich rozsianych po świecie. Najodleglejszym jest wyspa Pitcairn na Oceanie Spokojnym, piętnaście tysięcy kilometrów na południowy wschód od Londynu. Została odkryta w 1767 roku przez załogę królewskiego statku Swallow, lecz przez kolejne dwadzieścia trzy lata pozostawała bezludna. W 1790 roku na wyspę zawinął brytyjski okręt Bounty z dziewięcioma angielskimi buntownikami i osiemnaściorgiem pojmanych Tahitańczyków. Obecnie na Pitcairn żyje sześćdziesiąt osób. Wybierają władze lokalne, które działają na podstawie odrębnej konstytucji i angielskiej Karty praw. Mieszkańcy wyspy mają obywatelstwo Wielkiej Brytanii, mogą korzystać z praw przysługujących obywatelom Unii Europejskiej.

Król Anglii sfinansował budowę statku i opłacił ekspedycję, której zadaniem było pobranie sadzonek z Tahiti. Statek nazwano Bounty, co oznacza „dobrodziejstwo”. Wypłynął z portu Spithead w południowej Anglii 23 grudnia 1787 roku. Załogę stanowiło czterdziestu sześciu mężczyzn: sześciu oficerów, lekarz, dwóch botaników i marynarze, a wśród nich analfabeci i kryminaliści.

W efekcie sławnego „buntu na Bounty” na Pitcairn żyje dziś angielska mikrospołeczność. Angielska z nazwy i panującego oficjalnie prawa.  Geny wyspiarzy pochodzą od sześciu angielskich mężczyzn, jednego Celta, jednego Amerykanina i dwunastu tahitańskich kobiet.

Obyczaje zamorskich obywateli brytyjskich dalekie są jednak od standardów europejskich. Tak dalekie, że na Pitcairn goście są niemile widziani a ci, którzy zostali wpuszczeni na ląd są pod kontrolą kilku mężczyzn autorytarnie rządzących swoim mikro królestwem. Pogłoski o stosunkach społecznych na wyspie wielokrotnie dochodziły do władz w Wielkiej Brytanii ale odległość Pitcairn od stolicy i wrogość w stosunku do obcych przez kolejne dziesięciolecia udaremniała jakiekolwiek interwencje zewnętrzne.

Maciej Wasilewski ukrywając swoją prawdziwą profesję reportera wkradł się w łaski mieszkańców, aby pod przykrywką socjologa sprawdzić co dzieje się na wyspie. Jego barwna relacja dowodzi, że w wieku satelitów i internetu istnieją na Ziemi miejsca oderwane od „globalnej wioski”. Zdumiewające historie z wyspy, o której pisał Juliusz Verne zaskoczą większość czytelników.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 lutego 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

Golem – Marek Krajewski

Lata dwudzieste. Niemcy zmieniają się po Wielkiej Wojnie. Kwitnie moda na ezoterykę, odradzają się nastroje narodowe, pojawia antysemityzm.

W prowincjonalnym Breslau osiada sekta „tancerzy” ze swoim guru Theodorem Rauchem, który okrzyknął się „tańczącym Janem Chrzcicielem”. Zamieszanie jakie robi na ulicach sekta jest na rękę tajemniczego spisku mieszczan. Uczestniczący w nim Wrocławianie planują wykorzystać Theodora Raucha i jego umiejętności. Tymczasem w mieście dochodzi do kolejnych tajemniczych śmierci. Młode kobiety umierają z melancholii, bez zewnętrznych oznak popełnienia zbrodni. Powtarzające się przypadki są zmorą dla lokalnej policji.

Dochodzeniem zajmuje się nadkomisarz Eberhard Mock. Równocześnie z mozolnym śledztwem, policjant musi stawić czoła własnym demonom.

Kolejnego „Mocka” jak zawsze „wciąga się” w kilka wieczorów, ale autorowi tym razem zabrakło czasu na porządną intrygę. Tytułowy Golem pojawia się niczym królik wyciągnięty z kapelusza w trakcie ciekawie rozwijającej się akcji. Alkoholowe ekscesy bohatera są sugestywne lecz pozbawione dłuższego continuum, a płynąca z nich finałowa rozgrywka mocno rozczarowująca. Zachodzę w głowę jak historia z roku 1920 ma się do znanego z pierwszych tomów podstarzałego komisarza Mocka, znanego wrocławskiego sybaryty. Nie stroniącego przecież od „stopki” dobrze zmrożonej czystej czy potężnego kufla znakomitego niemieckiego piwa.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 stycznia 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , ,

Sześć tysięcy gotówką – James Ellroy

Listopad 1963 roku. Tuż po zamachu na JFK, w Dallas spotyka się trzech facetów. Wayne Tedrow Jr młody policjant z Las Vegas, były agent FBI i prawnik mafii Ward J. Littell oraz Pete Bondurand, dawniej współpracownik Howarda Hudgesa, facet od ciemnych interesów i mokrej roboty.

Panowie muszą posprzątać po zabójstwie prezydenta i sprawnie skierować śledztwo w Dallas na bezpieczne tory. W więzieniu przebywa Lee Harvey Oswald. Ward J. Littell rozmawia z dyrektorem FBI J. Edgarem Hooverem: Oswald to samotny zamachowiec. Interesy mafii są zbieżne z intencjami Hoovera – nikt nie chce rozdmuchanego śledztwa w Dallas. Wysłannicy „chłopców” z Chicago zmuszają Jacka Ruby’ego do wykonania wyroku na domniemanym zabójcy JFK.

Dla Littella i Bonduranda taka robota to nie pierwszyzna. Wayne Tedrow Jr otrzymując tytułowe „sześć tysięcy gotówką” szybko pozbędzie się ideałów i złudzeń prawego policjanta. Polowanie na czarnoskórego alfonsa Wendella Durfee stanie się jego pierwszym błędem i obsesją na wiele lat.

Dla Littella, Bonduranda i Wayne Tedrow’a to ledwie początek. Na scenie pozostaje prokurator generalny Bobby Kennedy. Hoover nie może znieść rosnącej popularności Martina Lutera Kinga. „Martin Luter King – Kong” zostaje mianowany „Czerwonym Królikiem” a jego problem musi być rozwiązany. Chłopcy z Chicago nadal z nadzieją patrzą na Kubę i marzą o obaleniu Brodacza Castro. Ale na horyzoncie pojawia się nowy cel – wciągnięcie zwariowanego milionera Howarda Hudgesa w wykup Las Vegas. A następnie oskubanie go do zera.

„The Cold Six Thousand” – drugi tom „Underworld USA” kontynuuje wątki „Amerykańskiego spisku”. Ellroy po mistrzowsku wplata kolejne historyczne fakty w fikcyjną opowieść o powiązaniu polityki z mafią. „Sześć tysięcy gotówką” literacko jest krokiem naprzód – charakterystyczny styl Ellroya sięga zenitu samą formą wprowadzając namacalną nerwowość do powieści. Ciężka, „rwana” forma, mnogość wątków i bohaterów, dialogi pełne niedopowiedzeń i krzyżujących się spisków – wszystko to powoduje, że lekturę pokonuje się z mozołem ale i ogromną przyjemnością.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 stycznia 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , , , , ,