RSS

Archiwa tagu: klasyka literatury

Ptaszyna – Dezso Kosztolanyi

Koniec dziewiętnastego wieku, prowincjonalne miasteczko Sarszeg. Państwo Vajkay wiodą uporządkowane życie małomiasteczkowej klasy średniej. On, emerytowany urzędnik wciąż kartkuje dwa albumy genealogiczne. Ona dba o dom, czasem szydełkuje. Ich atencja skupia się na jedynej córce. Ptaszyna jest skarbem. Krząta się po domu, gotuje i dba o rodziców. Ptaszyną nazwano ją w młodości gdy pięknie śpiewała. Teraz jest starą panną – brzydką, uwiędłą i nieciekawą.

Podróż do wujostwa ma być dla Ptaszyny chwilą oderwania od smutków codzienności. Ledwie tygodniowa pustka w domu rodzicom zdaje się być wiecznością. Dzieje się jednak coś, co zaburza rodzicielski mir. Pod nieobecność ukrywanej za domowymi firanami starej panny Akacjusz i Antonina wracają do dawno zapomnianego życia pełnego rozrywek i dawno zapomnianych znajomych.

Obyczajowa powieść węgierskiego pisarza pod opisem prowincji C.K. Imperium przemyca uniwersalną satyrę na ludzkie ułomności. Gorzkie relacje w pozornie wzorowej rodzinie ukazane są subtelnie i z humorem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 sierpnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Lampart – Giuseppe Tomasi di Lampedusa

Wielkie rody przemijają, majątki roztrwonione w hulaszczym życiu, pełne przepychu pałace murszeją w ostrym słońcu Sycylii. Dawny  świat  odchodzi w zapomnienie.

Historia przyspiesza a stara arystokracja nie jest w stanie dotrzymać jej kroku. Trinacria z odwieczną cierpliwością przyjmuje kolejnych kolonizatorów. Sabaudczycy wypierają Burbonów. Wyspę owiewa duch rewolucji Garibaldiego. Czerwone koszule, marsz Tysiąca, narodziny trójkolorowej flagi. W zgiełku historii gasną ostatnie szlacheckie nazwiska, ustępując miejsca głodnej władzy ciżbie.

Hrabia Salina, Don Fabrizio przypatruje się temu z dystansem.  To człowiek, który „lubi, żeby wszystko co go otacza było równie majestatyczne jak on”. Nazywają go Lampartem.

„Byliśmy gepardami, lwami; ci co przyjdą po nas, będą szakalami, hienami; ale my wszyscy, gepardy, szakale i owce, będziemy w dalszym ciągu pewni, że jesteśmy solą ziemi.”

Pochwalna pieśń o Sycylii i satyra na jej wiekową gnuśność w jednym. Zachwyt nad dawnym splendorem i subtelne wspomnienie o „ludziach honoru”.

„Il Gattopardo” to także kunszt słowa i mistrzowski traktat o śmierci w stylu lekkim i jednocześnie majestatycznym.

Mistrzowskie i jedyne dzieło potomka rodu Lampedusa, który sam odszedł w zapomnienie na skraju biedy. Cień autora nie trudno dostrzec w postaci głównego bohatera.

 

* w oryginale „Gepardem”

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 kwietnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Przygody dobrego wojaka Szwejka – Jaroslav Hasek

Napisano o nim tony analiz i kilometry prac. Zanalizowano z każdej możliwej strony. Ma fanatycznych wyznawców z całego świata. W zasadzie Szwejk powinien trafić na godło narodowe naszych południowych sąsiadów.

Opasłe dzieło Jaroslava Haska jest jedną wielką księgą cytatów. Niech więc przemówią właśnie owe szwejkowe mądrości:

 

A więc to pan jest ten Szwejk? – Przypuszczam – odpowiedział Szwejk – że muszę nim być, bo mój ojciec był Szwejk, a matka pani Szwejkowa. Nie mogę zrobić im takiego wstydu, żebym się miał wypierać swego nazwiska.

***

Szwejka w tej chwili reprezentowała okrągła uśmiechnięta twarz, ozdobiona po bokach parą wielkich uszu, sterczących zawadiacko spod wtłoczonej na głowę czapki. Całość wywierała wrażenie bezwzględnego spokoju i nieświadomości jakiejkolwiek winy. Jego oczy pytały: „Czy zrobiłem coś złego, proszę pana? Czy dopuściłem się czegoś niestosownego?”

***

Nie udawaj pan takiego idioty. – Bardzo mi przykro – odpowiedział Szwejk z wielką powagą – ale w wojsku byłem poddany superarbitracji z powodu idiotyzmu i urzędowo zostałem przez nadzwyczajną komisję lekarską uznany za idiotę. Ja jestem idiota z urzędu.

***

Rezultat swych obserwacji zawarł pułkownik w jednym pytaniu, z którym zwrócił się do sierżanta: – Idiota? – Posłusznie melduję, panie oberst, idiota.

***

Byłem służącym feldkurata Katza, który też zdrowo umiał pić. To, co ten tutaj wyprawia, jest głupstwem w porównaniu z kawałami tamtego pana. Przepiliśmy do spółki monstrancję, a przepilibyśmy i samego Pana Boga, gdyby nam się udało dać Go komukolwiek w zastaw.

Szwejkowe opowieści:

Palivec był znany grubianin i co drugie jego słowo było „dupa” albo „gówno”. Ale jednocześnie był oczytany i zalecał każdemu, aby sobie przeczytał, co o tym drugim przedmiocie napisał Wiktor Hugo, przytaczając ostatnią odpowiedź napoleońskiej starej gwardii, daną Anglikom w bitwie pod Waterloo.

***

We Zliviu koło Hlubokiej był przed laty gajowy, a miał takie obrzydliwe nazwisko Kurdupel.

***

W wychowaniu i do lat dziesięciu nie umiał mówić, ponieważ zdarzyło się, że gdy miał sześć miesięcy i gdy go na stole przewijali, oddalili się od niego, a kot ściągnął go ze stołu; padając na podłogę uderzył się mocno w głowę. Miewa też od czasu do czasu mocne bóle głowy i w takich chwilach sam nie wie, co robi.

***

Taki sam przypadek zdarzył się na manewrach pod Taborem. Jeden z naszych plutonów kwaterował w gospodzie, a jakaś kobieta szorowała podłogę w sionce. Otóż przypatoczył się do niej niejaki żołnierz Chramosta i poklepał ją – jak by ci to powiedzieć? No, poklepał ją po kieckach. Do tego szorowania musiała się bardzo podkasać. Klepnął ją raz, ona nic, klepnął drugi raz, znowuż nic, jakby to wcale jej nie dotyczyło. Więc on wziął i zaryzykował, a ona nic, tylko dalej szorowała podłogę na kolanach, a potem zwraca się do niego twarzą i powiada: „A tom cię nabrała, żołnierzyku!” Babina ta miała przeszło siedemdziesiąt lat i później rozpowiadała o tym po całej okolicy.

Szwejkowe mądrości:

Pierdoła cywilny to także jakiś pan przełożony w urzędzie, plaga niższych urzędników i woźnych. Jest to filister-biurokrata, który potrafi zrobić piekło o to, że jakiś papierek nie jest należycie osuszony bibułą itd. Jest to w ogóle idiotyczna i bydlęca postać w ludzkim społeczeństwie, ponieważ taki cymbał udaje uosobienie roztropności, jest przekonany, że na wszystkim się zna, że wszystko umie wytłumaczyć, i wszystkim czuje się dotknięty. Kto służył w wojsku, temu nie

***

Tutaj po wojnie będą bardzo dobre urodzaje – rzekł po chwili Szwejk. – Nie trzeba będzie kupować żadnych mączek kostnych. Dla rolnika jest to rzeczą bardzo korzystną, gdy na polu spróchnieje cały pułk. Jednym słowem, obłowi się niejeden gospodarz, i to porządnie. Tylko o jedno się boję, a mianowicie, żeby ci rolnicy nie dali się nabrać i nie sprzedawali tych kości żołnierskich cukrowniom.

***

Eskortujący w ogóle nie byli zbyt weseli. Węgier rozmawiał z Niemcem w sposób wysoce oryginalny, bo z języka niemieckiego znał tylko dwa słowa: „jawohl” i „was”. Gdy Niemiec mówił mu o czymś, to Madziar kiwał głową i mówił: „Jawohl”. A gdy Niemiec milkł, to Madziar przerywał mu pytaniem: „Was?” I wtedy Niemiec zaczynał opowiadanie na nowo.

Jawohl? Was? Jawohl! 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 stycznia 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Bastion – Stephen King

W zasadzie jest nie jeden, ale dwa bastiony. Pierwszy z nich to opoka ludzkości po apokalipsie. Miasteczko Boulder w Kolorado. Drugi znajduje się w opozycji nie tylko geograficznej. W pustynnym klimacie Las Vegas wykuwa się drugi z bastionów – imperium zła.

Tam, gdzie splunie, trawa żółknie i więdnie. Zawsze jest na zewnątrz. Przybył spoza czasu. Nie zna siebie. Nie wie nic o sobie. Nosi imię tysiąca demonów. Kiedyś, dawno temu, Jezus uwięził go w stadzie świń. Jego imię brzmi Legion. Boi się nas. Ponieważ my jesteśmy wewnątrz.

 

 

Wszystko jednak zaczyna się w słonecznej Kalifornii. Ostry dźwięk alarmu wybudza z letargu Charlesa Championa. Wojskowy strażnik przypadkowo wydostaje się z tajnej bazy. Nie spodziewa się, że próbując ratować życie, zaniesie śmierć 99% ludzkiej populacji. Plagą jest coś, co resztka ludzkości nazwie „Kapitanem Tripsem” lub „supergrypą”.

Klasyczna pozycja w dorobku Stephena Kinga to opasłe tomisko. W wydaniu wydanym ponownie dziesięć lat po premierze w 1980 roku książka urosła do rozmiarów XXL. Co ciekawe autor dwukrotnie zmieniał nie tylko objętość, ale też datę apokalipsy. W pierwotnie wydanej w 1978 roku powieści wirus zniszczył ludzkość w roku 1980. Później był to rok 1985 aby ostatecznie koniec świata umieścić w roku 1990.

„Bastion” nie męczy swoim rozmiarem. Szczegółowo kreślone sylwetki sporej grupki bohaterów i akcja zmieniająca się z typowo katastroficznej w – momentami – alegoryczny traktat o ludzkiej naturze wciągają bez reszty.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 września 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Długie pożegnanie – Raymond Chandler

Philip Marlowe przypadkowo trafia na Terry’ego Lenoxa w podrzędnym barze. Detektyw pomaga zapijaczonemu typkowi doprowadzić się do pionu. Zawarta znajomość przeradza się w przyjaźń, choć Terry Lenox jest człowiekiem tajemniczym.

Spotkanie z Lenoxem szybko przeradza się w ciąg zdumiewających wydarzeń: żona Terry’ego zostaje zamordowana w bestialski sposób, Lenox podejrzany o zabójstwo ucieka do Meksyku, giną kolejne osoby. Znana z brutalności LAPD  wciąga detektywa na listę podejrzanych. Wokół sprawy pojawiają się też dawni kumple Terry’ego, gentlemeni z branży rozrywkowej Las Vegas.

Kolejna klasyczna powieść Raymonda Chandlera, w unikalnym wydaniu Czytelnika. Kryminał wydzierany z rąk w czasach szarego Borewicza w jedynym kanale tv również dziś bije w oczy splendorem eleganckiego Hollywood.

Klasyk kryminału noir wciąż czyta się z przyjemnością.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 czerwca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Żegnaj laleczko – Raymond Chandler

farewell-my-lovelyDetektyw Philip Marlowe przypadkowo wpada na „Myszkę” Malloya, kolesia który właśnie zakończył długą odsiadkę. Spotkanie z ekscentrycznym olbrzymem wciągnie starego policyjnego wygę w intrygę dużo poważniejszą, niż poszukiwanie mordercy barowego wykidajły.

„Żegnaj laleczko” to klasyka przez wielkie „K”. Druga z powieści Raymonda Chandlera o cynicznym, twardym detektywie zanurzona jest w klimatach jednoznacznie kojarzonych z wielkimi cadillacami i facetami w obszernych płaszczach z gabardyny.

Wydany w 1940 roku kryminał jest dziś wzorcem z Servres dla całego gatunku „noir”, a sam Marlowe ma twarz Humphreya Bogarta i Roberta Mitchuma.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Ja Klaudiusz – Robert Graves

ja-klaudiuszK k klaaasyka literatury. Kkkksiąąąążżżka o i , iiinteligentnym ją, ją, ją kale, k, k któóóry p, p prz, przyyy przyyypadkowo został cesarzem rzymskim.

Powieść historyczna stylizowana na autobiografię jest opowiadaniem o pierwszych cesarzach Rzymu – od Oktawiana Augusta, następcy Juliusza Cezara, po szalonego Kaligulę, którego śmierć wyniosła narratora tego dzieła –  Klaudiusza – do godności kolejnego władcy Imperium.

Pomimo tak bliskich powiązań z panującą dynastią nie brał udziału w życiu publicznym. Przyczyną tego były liczne ułomności fizyczne. Klaudiusz utykał na skutek paraliżu dziecięcego, ślinił się, jąkał, miał mimowolne ruchy mięśni twarzy, ciekło mu z nosa, z powodu świnki ogłuchł na prawe ucho i często chorował. Członkowie rodziny uważali to za skutek umysłowego upośledzenia i dlatego trzymali go z dala od świata publicznego.*

 

Autor oparł fikcję historyczną na solidnych źródłach, dodając fabułę tam, gdzie historia zazwyczaj nie zagląda – do spisków knutych w pieleszach domowych dynastii julijsko-klaudyjskiej.

Jednym z dzieł, z jakich Graves czerpał garściami były „Żywoty cezarów” Swetoniusza. Cnotliwy pisarz początku XX wieku zapobiegliwie wyciął z nich  pikantne wątki natury erotycznej, czasami tylko sugerując grzeszki Tyberiusza czy Kaliguli.

Robert Graves wydał powieść w 1934 roku zarzekając się, że dzieło popełnił raczej z pobudek finansowych niż literackich. Wyszło mu nieźle, bo książka trafiła na wysoką pozycję najlepszych powieści angielskojęzycznych XX wieku (pozycja czternasta!). Do dziś czyta się gładko i szybko.

* źródło: Wikipedia

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , ,