RSS

Archiwa tagu: klasyka literatury

Niedoskonali – A. B. Strugaccy

Tak więc oto tutaj, w mieszkaniu bez numeru, zbiera ludzi i ludziska owładniętych szczegółowymi pomysłami, jak by tu najlepiej ugodzić, urazić, dotknąć nieszczęsną ludzkość. Po co? A po to, żeby Kosmokrator dał im wszystkim w przyszłości swobodę działania, a sam mógłby obserwować interesujące go reakcje ludzkości na wszystkie owe urazy, rany i tortury.

Ta właśnie bolesna wizja nieszczęsnej ludzkości powalonej na gnojowisko niedających się opisać mąk, poddawanej bezlitosnym i beznamiętnym wiwisekcjom doprowadziła mnie obecnie na krawędź rozpaczy i zdesperowania, zza której to krawędzi ponownie wyłania się widmo szaleństwa.

Książka „matrioszka”, której streszczenie bardziej komplikuje niż pomaga w jej zrozumieniu.

Powieść ma formę dwóch dzienników, których karty przeplatają się skrajnie odmiennymi wątkami. W pierwszym z nich, młody Igor Mytarin opisuje losy dziwnego studium kształcącego nauczycieli. W tle opowieści występują niezbyt precyzyjne opisy społeczeństwa i organizacji nazywanej „Florą”. Opisywane subkultury i ich konflikt (?) z najwyraźniej znienawidzonymi nauczycielami sugerują, że jest to opis przyszłości. Przyszłości Związku Radzieckiego, dodajmy.

Tajemnicza postać G.A. (Gieorgija Atoliewicza) to łącznik z drugą częścią powieści. To od G.A. Mytarin otrzymuje stary dziennik, cytowany w odrębnych rozdziałach.

Dziennik autorstwa astronoma Siergieja Manochina pochodzący sprzed kilkudziesięciu lat to istna feria barw szaleństwa i absurdu. Pełny dygresji biblijnych (Biblia, ale też i Koran) opowieść utkana jest z przedziwnych postaci i jeszcze dziwniejszych zdarzeń. W osobie „Demiurga” nietrudno dostrzec zarówno Boga jak i Szatana. Stwórcę i fałszywego proroka. Towarzyszącemu mu Ahaswerowi, posiadaczowi buchającej żarem teczki urzędnika, niedaleko do przerysowanego Lucyfera z bajek dla dzieci. Ten szalejący w socjalistycznych latach osiemdziesiątych duet kojarzy się nieco z błuchakowskim Mistrzem i jego kotem.

Toż to Ahaswer we własnej osobie! – powiedział Jakub. – Buttadeus, “Ten, który uderzył Boga!” –   Nie znam – odrzekł Jan – i nie chcę znać. Według mnie to Bóg uderzył jego, a nie na odwrót.

Czego chce ta dwójka w świecie kołchozów i radzieckiej smuty? To pytanie będzie męczyć czytelnika do ostatniej linijki „Niedoskonałych”. Sporo tu dygresji nie tylko do Stwórcy i Szatana, ale i postaci historycznych, wśród których nie trudno odnaleźć młodego lanszafcistę, jeszcze bez wąsików ale z imponującą grzywką.

Wszak nie da się zaprzeczyć, że strach dławi i krępuje również: sadyzm, masochizm, pęd do łatwego zysku, skłonność do krzywoprzysięstwa, mściwość, agresywność, konsumpcyjny stosunek do cudzego życia, zamiłowanie do anonimów, idiotyczną pryncypialność… Poza tym, jeśli zdrapać wierzchnią warstwę pewnych dobrych cech pewnych ludzi, nierzadko ukazuje się tenże sam strach… Myśl sama z siebie nie jest zresztą głupia, będzie się nad czym zastanawiać, konieczne jest jednak staranne i wszechstronne dopracowanie.

Powieść braci Strugackich nie jest lekturą łatwą i przyjemną. Daleko jej przy tym do klasycznej powieści S-F, co mętnie sugeruje okładka polskiego wydania (Amber, 2005). Bardziej sugestywny jest tytuł oryginału: Отягощенные злом, или сорок лет спустя” czyli „Otoczeni złem lub czterdzieści lat później”.

„Niedoskonali” nie są doskonali XD 😀 Najwyraźniej także braciom Strugackim czasem brakowało geniuszu lub posunęli się tak daleko w przeintelektualizowanej twórczości, że lektura stała się bełkotem. Plus za demoniczne scenki w wykonaniu Ahswera. Duży minus za ciągnące się jak flaki z olejem losy politruka G.A. i nieprowadzące do niczego opisy radzieckich „dzieci kwiatów”.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 lipca 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Ptaszyna – Dezso Kosztolanyi

Koniec dziewiętnastego wieku, prowincjonalne miasteczko Sarszeg. Państwo Vajkay wiodą uporządkowane życie małomiasteczkowej klasy średniej. On, emerytowany urzędnik wciąż kartkuje dwa albumy genealogiczne. Ona dba o dom, czasem szydełkuje. Ich atencja skupia się na jedynej córce. Ptaszyna jest skarbem. Krząta się po domu, gotuje i dba o rodziców. Ptaszyną nazwano ją w młodości gdy pięknie śpiewała. Teraz jest starą panną – brzydką, uwiędłą i nieciekawą.

Podróż do wujostwa ma być dla Ptaszyny chwilą oderwania od smutków codzienności. Ledwie tygodniowa pustka w domu rodzicom zdaje się być wiecznością. Dzieje się jednak coś, co zaburza rodzicielski mir. Pod nieobecność ukrywanej za domowymi firanami starej panny Akacjusz i Antonina wracają do dawno zapomnianego życia pełnego rozrywek i dawno zapomnianych znajomych.

Obyczajowa powieść węgierskiego pisarza pod opisem prowincji C.K. Imperium przemyca uniwersalną satyrę na ludzkie ułomności. Gorzkie relacje w pozornie wzorowej rodzinie ukazane są subtelnie i z humorem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 sierpnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Lampart – Giuseppe Tomasi di Lampedusa

Wielkie rody przemijają, majątki roztrwonione w hulaszczym życiu, pełne przepychu pałace murszeją w ostrym słońcu Sycylii. Dawny  świat  odchodzi w zapomnienie.

Historia przyspiesza a stara arystokracja nie jest w stanie dotrzymać jej kroku. Trinacria z odwieczną cierpliwością przyjmuje kolejnych kolonizatorów. Sabaudczycy wypierają Burbonów. Wyspę owiewa duch rewolucji Garibaldiego. Czerwone koszule, marsz Tysiąca, narodziny trójkolorowej flagi. W zgiełku historii gasną ostatnie szlacheckie nazwiska, ustępując miejsca głodnej władzy ciżbie.

Hrabia Salina, Don Fabrizio przypatruje się temu z dystansem.  To człowiek, który „lubi, żeby wszystko co go otacza było równie majestatyczne jak on”. Nazywają go Lampartem.

„Byliśmy gepardami, lwami; ci co przyjdą po nas, będą szakalami, hienami; ale my wszyscy, gepardy, szakale i owce, będziemy w dalszym ciągu pewni, że jesteśmy solą ziemi.”

Pochwalna pieśń o Sycylii i satyra na jej wiekową gnuśność w jednym. Zachwyt nad dawnym splendorem i subtelne wspomnienie o „ludziach honoru”.

„Il Gattopardo” to także kunszt słowa i mistrzowski traktat o śmierci w stylu lekkim i jednocześnie majestatycznym.

Mistrzowskie i jedyne dzieło potomka rodu Lampedusa, który sam odszedł w zapomnienie na skraju biedy. Cień autora nie trudno dostrzec w postaci głównego bohatera.

 

* w oryginale „Gepardem”

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 kwietnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Przygody dobrego wojaka Szwejka – Jaroslav Hasek

Napisano o nim tony analiz i kilometry prac. Zanalizowano z każdej możliwej strony. Ma fanatycznych wyznawców z całego świata. W zasadzie Szwejk powinien trafić na godło narodowe naszych południowych sąsiadów.

Opasłe dzieło Jaroslava Haska jest jedną wielką księgą cytatów. Niech więc przemówią właśnie owe szwejkowe mądrości:

 

A więc to pan jest ten Szwejk? – Przypuszczam – odpowiedział Szwejk – że muszę nim być, bo mój ojciec był Szwejk, a matka pani Szwejkowa. Nie mogę zrobić im takiego wstydu, żebym się miał wypierać swego nazwiska.

***

Szwejka w tej chwili reprezentowała okrągła uśmiechnięta twarz, ozdobiona po bokach parą wielkich uszu, sterczących zawadiacko spod wtłoczonej na głowę czapki. Całość wywierała wrażenie bezwzględnego spokoju i nieświadomości jakiejkolwiek winy. Jego oczy pytały: „Czy zrobiłem coś złego, proszę pana? Czy dopuściłem się czegoś niestosownego?”

***

Nie udawaj pan takiego idioty. – Bardzo mi przykro – odpowiedział Szwejk z wielką powagą – ale w wojsku byłem poddany superarbitracji z powodu idiotyzmu i urzędowo zostałem przez nadzwyczajną komisję lekarską uznany za idiotę. Ja jestem idiota z urzędu.

***

Rezultat swych obserwacji zawarł pułkownik w jednym pytaniu, z którym zwrócił się do sierżanta: – Idiota? – Posłusznie melduję, panie oberst, idiota.

***

Byłem służącym feldkurata Katza, który też zdrowo umiał pić. To, co ten tutaj wyprawia, jest głupstwem w porównaniu z kawałami tamtego pana. Przepiliśmy do spółki monstrancję, a przepilibyśmy i samego Pana Boga, gdyby nam się udało dać Go komukolwiek w zastaw.

Szwejkowe opowieści:

Palivec był znany grubianin i co drugie jego słowo było „dupa” albo „gówno”. Ale jednocześnie był oczytany i zalecał każdemu, aby sobie przeczytał, co o tym drugim przedmiocie napisał Wiktor Hugo, przytaczając ostatnią odpowiedź napoleońskiej starej gwardii, daną Anglikom w bitwie pod Waterloo.

***

We Zliviu koło Hlubokiej był przed laty gajowy, a miał takie obrzydliwe nazwisko Kurdupel.

***

W wychowaniu i do lat dziesięciu nie umiał mówić, ponieważ zdarzyło się, że gdy miał sześć miesięcy i gdy go na stole przewijali, oddalili się od niego, a kot ściągnął go ze stołu; padając na podłogę uderzył się mocno w głowę. Miewa też od czasu do czasu mocne bóle głowy i w takich chwilach sam nie wie, co robi.

***

Taki sam przypadek zdarzył się na manewrach pod Taborem. Jeden z naszych plutonów kwaterował w gospodzie, a jakaś kobieta szorowała podłogę w sionce. Otóż przypatoczył się do niej niejaki żołnierz Chramosta i poklepał ją – jak by ci to powiedzieć? No, poklepał ją po kieckach. Do tego szorowania musiała się bardzo podkasać. Klepnął ją raz, ona nic, klepnął drugi raz, znowuż nic, jakby to wcale jej nie dotyczyło. Więc on wziął i zaryzykował, a ona nic, tylko dalej szorowała podłogę na kolanach, a potem zwraca się do niego twarzą i powiada: „A tom cię nabrała, żołnierzyku!” Babina ta miała przeszło siedemdziesiąt lat i później rozpowiadała o tym po całej okolicy.

Szwejkowe mądrości:

Pierdoła cywilny to także jakiś pan przełożony w urzędzie, plaga niższych urzędników i woźnych. Jest to filister-biurokrata, który potrafi zrobić piekło o to, że jakiś papierek nie jest należycie osuszony bibułą itd. Jest to w ogóle idiotyczna i bydlęca postać w ludzkim społeczeństwie, ponieważ taki cymbał udaje uosobienie roztropności, jest przekonany, że na wszystkim się zna, że wszystko umie wytłumaczyć, i wszystkim czuje się dotknięty. Kto służył w wojsku, temu nie

***

Tutaj po wojnie będą bardzo dobre urodzaje – rzekł po chwili Szwejk. – Nie trzeba będzie kupować żadnych mączek kostnych. Dla rolnika jest to rzeczą bardzo korzystną, gdy na polu spróchnieje cały pułk. Jednym słowem, obłowi się niejeden gospodarz, i to porządnie. Tylko o jedno się boję, a mianowicie, żeby ci rolnicy nie dali się nabrać i nie sprzedawali tych kości żołnierskich cukrowniom.

***

Eskortujący w ogóle nie byli zbyt weseli. Węgier rozmawiał z Niemcem w sposób wysoce oryginalny, bo z języka niemieckiego znał tylko dwa słowa: „jawohl” i „was”. Gdy Niemiec mówił mu o czymś, to Madziar kiwał głową i mówił: „Jawohl”. A gdy Niemiec milkł, to Madziar przerywał mu pytaniem: „Was?” I wtedy Niemiec zaczynał opowiadanie na nowo.

Jawohl? Was? Jawohl! 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 stycznia 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Bastion – Stephen King

W zasadzie jest nie jeden, ale dwa bastiony. Pierwszy z nich to opoka ludzkości po apokalipsie. Miasteczko Boulder w Kolorado. Drugi znajduje się w opozycji nie tylko geograficznej. W pustynnym klimacie Las Vegas wykuwa się drugi z bastionów – imperium zła.

Tam, gdzie splunie, trawa żółknie i więdnie. Zawsze jest na zewnątrz. Przybył spoza czasu. Nie zna siebie. Nie wie nic o sobie. Nosi imię tysiąca demonów. Kiedyś, dawno temu, Jezus uwięził go w stadzie świń. Jego imię brzmi Legion. Boi się nas. Ponieważ my jesteśmy wewnątrz.

 

 

Wszystko jednak zaczyna się w słonecznej Kalifornii. Ostry dźwięk alarmu wybudza z letargu Charlesa Championa. Wojskowy strażnik przypadkowo wydostaje się z tajnej bazy. Nie spodziewa się, że próbując ratować życie, zaniesie śmierć 99% ludzkiej populacji. Plagą jest coś, co resztka ludzkości nazwie „Kapitanem Tripsem” lub „supergrypą”.

Klasyczna pozycja w dorobku Stephena Kinga to opasłe tomisko. W wydaniu wydanym ponownie dziesięć lat po premierze w 1980 roku książka urosła do rozmiarów XXL. Co ciekawe autor dwukrotnie zmieniał nie tylko objętość, ale też datę apokalipsy. W pierwotnie wydanej w 1978 roku powieści wirus zniszczył ludzkość w roku 1980. Później był to rok 1985 aby ostatecznie koniec świata umieścić w roku 1990.

„Bastion” nie męczy swoim rozmiarem. Szczegółowo kreślone sylwetki sporej grupki bohaterów i akcja zmieniająca się z typowo katastroficznej w – momentami – alegoryczny traktat o ludzkiej naturze wciągają bez reszty.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 września 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Długie pożegnanie – Raymond Chandler

Philip Marlowe przypadkowo trafia na Terry’ego Lenoxa w podrzędnym barze. Detektyw pomaga zapijaczonemu typkowi doprowadzić się do pionu. Zawarta znajomość przeradza się w przyjaźń, choć Terry Lenox jest człowiekiem tajemniczym.

Spotkanie z Lenoxem szybko przeradza się w ciąg zdumiewających wydarzeń: żona Terry’ego zostaje zamordowana w bestialski sposób, Lenox podejrzany o zabójstwo ucieka do Meksyku, giną kolejne osoby. Znana z brutalności LAPD  wciąga detektywa na listę podejrzanych. Wokół sprawy pojawiają się też dawni kumple Terry’ego, gentlemeni z branży rozrywkowej Las Vegas.

Kolejna klasyczna powieść Raymonda Chandlera, w unikalnym wydaniu Czytelnika. Kryminał wydzierany z rąk w czasach szarego Borewicza w jedynym kanale tv również dziś bije w oczy splendorem eleganckiego Hollywood.

Klasyk kryminału noir wciąż czyta się z przyjemnością.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 czerwca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Żegnaj laleczko – Raymond Chandler

farewell-my-lovelyDetektyw Philip Marlowe przypadkowo wpada na „Myszkę” Malloya, kolesia który właśnie zakończył długą odsiadkę. Spotkanie z ekscentrycznym olbrzymem wciągnie starego policyjnego wygę w intrygę dużo poważniejszą, niż poszukiwanie mordercy barowego wykidajły.

„Żegnaj laleczko” to klasyka przez wielkie „K”. Druga z powieści Raymonda Chandlera o cynicznym, twardym detektywie zanurzona jest w klimatach jednoznacznie kojarzonych z wielkimi cadillacami i facetami w obszernych płaszczach z gabardyny.

Wydany w 1940 roku kryminał jest dziś wzorcem z Servres dla całego gatunku „noir”, a sam Marlowe ma twarz Humphreya Bogarta i Roberta Mitchuma.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Ja Klaudiusz – Robert Graves

ja-klaudiuszK k klaaasyka literatury. Kkkksiąąąążżżka o i , iiinteligentnym ją, ją, ją kale, k, k któóóry p, p prz, przyyy przyyypadkowo został cesarzem rzymskim.

Powieść historyczna stylizowana na autobiografię jest opowiadaniem o pierwszych cesarzach Rzymu – od Oktawiana Augusta, następcy Juliusza Cezara, po szalonego Kaligulę, którego śmierć wyniosła narratora tego dzieła –  Klaudiusza – do godności kolejnego władcy Imperium.

Pomimo tak bliskich powiązań z panującą dynastią nie brał udziału w życiu publicznym. Przyczyną tego były liczne ułomności fizyczne. Klaudiusz utykał na skutek paraliżu dziecięcego, ślinił się, jąkał, miał mimowolne ruchy mięśni twarzy, ciekło mu z nosa, z powodu świnki ogłuchł na prawe ucho i często chorował. Członkowie rodziny uważali to za skutek umysłowego upośledzenia i dlatego trzymali go z dala od świata publicznego.*

 

Autor oparł fikcję historyczną na solidnych źródłach, dodając fabułę tam, gdzie historia zazwyczaj nie zagląda – do spisków knutych w pieleszach domowych dynastii julijsko-klaudyjskiej.

Jednym z dzieł, z jakich Graves czerpał garściami były „Żywoty cezarów” Swetoniusza. Cnotliwy pisarz początku XX wieku zapobiegliwie wyciął z nich  pikantne wątki natury erotycznej, czasami tylko sugerując grzeszki Tyberiusza czy Kaliguli.

Robert Graves wydał powieść w 1934 roku zarzekając się, że dzieło popełnił raczej z pobudek finansowych niż literackich. Wyszło mu nieźle, bo książka trafiła na wysoką pozycję najlepszych powieści angielskojęzycznych XX wieku (pozycja czternasta!). Do dziś czyta się gładko i szybko.

* źródło: Wikipedia

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , ,

Trzy stygmaty Palera Eldritcha – Philip K. Dick

thrsope1966

Stał przed nim Palmer Eldritch. – Myliłeś się – rzekł. – Nie znalazłem Boga w układzie Proximy. Jednak znalazłem coś lepszego.

Czytając powieść Philipa K. Dicka po raz pierwszy, byłem pod wrażeniem genialnego umysłu autora. „Trzy stygmaty Palmera Eldritcha” były objawieniem S-F w formie, jakiej wcześniej nie znałem. Ale wciąż to było „tylko” udziwnione S-F. Mając za sobą przeczytany cały niemalże dorobek P.K. Dicka, w stygmatach Eldritcha odkrywam dużo więcej. A przecież już pierwsza wskazówka to sam tytuł.

Miał ogromne, stalowe zęby, które wstawił mu przed odlotem na Proximę czeski chirurg stomatolog. Te zęby stanowiły jedność z jego szczękami; miał je nosić do śmierci. Prawą rękę miał sztuczną; własną stracił dwadzieścia lat wcześniej, podczas polowania na Kallisto. Obecna była oczywiście lepsza, ponieważ umożliwiała posługiwanie się różnymi wymiennymi dłońmi.

I nie miał oczu. Przynajmniej w zwykłym znaczeniu tego słowa. Zrobiono mu protezy – za cenę, którą tylko on mógł i chciał zapłacić; dorobili je brazylijscy okuliści, tuż przed jego odlotem na Proximę. Zrobili świetną robotę. Protezy, dopasowane do oczodołów, nie miały źrenic i były nieruchome. Panoramiczny widok zapewniały dwa obiektywy szerokokątne, tkwiące za wąską poziomą szczeliną.

Kim jest tajemniczy Palmer Eldritch – Ziemianinem, mieszkańcem Proximy czy może jeszcze innej rasy, która zniszczyła odległą cywilizację obcej planety podszywając się pod nią? A może Bogiem lub też jego antytezą – Księciem Ciemności? I czy to w zasadzie jest powieść futurystyczna? A może traktat o zawiłości ludzkiej świadomości?

Wszystkie trzy stygmaty: martwą, sztuczną rękę, zdeformowaną szczękę uzbrojoną w stalowe zęby i „jensenowskie” oczy błyszczące lodem obiektywu na początku zdają się banalną korektą chirurgiczną lub próżnością bogacza. Z czasem nabierają demonicznych znaczeń. Ciągłe pojawianie się stygmatów na kartach książki graniczy już z obsesją. Trudno jednoznacznie uznać czyjej obsesji – świadomie wykreowanego świata na kartach książki czy zrytego narkotykową chemią umysłu samego autora.

Nie ma w tej powieści sceny, którą można jednoznacznie umieścić w czasie. W śnie. W realnym świecie. Każde zażycie Can-D, każda scena biurowa, podróże kosmiczne, każda z fantasmagorii narkotykowych tripów Chew-Z zdaje się pytać: czy to już rzeczywistość, czy nadal dzieło wyobraźni?

‚Trzy stygmaty…” to stosunkowo wczesna powieść autora, nie tak rozbudowana filozoficznie jak „Valis” czy „Boża Inwazja”. Widać w niej jednak początek długiej drogi rozważań autora nad istotą człowieczeństwa i boskości. I chyba przede wszystkim obawa, że nie sposób pojąć złożoności naszej świadomości.

Filozofowie pisali uczone księgi pełne ciężkich słów. Philip K. Dick w pozornie błahej formie Science – Fiction uprawia sztukę, od której umysł równie dobrze może popaść w szaleństwo. Umysł P.K. Dicka to solipsyzm w ekstremalnej formie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , ,

Samotność Długodystansowca \ Córka Szmaciarza – Alan Sillitoe

samotnosc-dlugodystansowcaNo dobra, kogo to dziś obchodzi? Kogo obchodzą dylematy klasy pracującej, żyjącej na progu ubóstwa we wciąż podnoszącej się z kolan, dawnej największej nacji świata?

 

„Samotność Długodystansowca”

Collin Smith zesłany do zakładu poprawczego staje się nadzieją dyrektora placówki. Oficjele z satysfakcją patrzą na dowód resocjalizacji. Oto dobrze rokujący bandzior z robotniczych nizin społecznych zajmuje się szlachetnym sportem.

Dla Smitha długi bieg to moment na przemyślenia demaskujące fałsz i zakłamanie. Tytułowa samotność na długim dystansie jest przyczynkiem do głębszej analizy buntu wobec wszechobecnego porządku. Dla Alana Sillitoe porządkiem takim była powojenna Anglia ze swoim obłudnym społeczeństwem klasowym, w którym prostych robotników na siłę uszczęśliwiano, jednocześnie nie dając im w gruncie rzeczy decydować o niczym.

„Córka szmaciarza”

Druga z nowel jest opowieścią o dwójce młodych ludzi z robotniczych przedmieść. On – drobny złodziejaszek – szybko odkrywa w swojej partnerce kompana i zdolnego ucznia. Tu także pojawia się bunt i walka z systemem. Motywacją pary rzezimieszków nie jest zdobycie pieniędzy ale sam fakt złamania praw i dobra zabawa.

Alan Sillitoe ma swój styl: zadziorny, żywy, nieco łobuzerski. Dziś te krótkie formy to skansen słowa, ale wciąż czuć w nich mistrzostwo literatury.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , ,