RSS

Archiwa tagu: C.K. Austro – Węgry

Ptaszyna – Dezso Kosztolanyi

Koniec dziewiętnastego wieku, prowincjonalne miasteczko Sarszeg. Państwo Vajkay wiodą uporządkowane życie małomiasteczkowej klasy średniej. On, emerytowany urzędnik wciąż kartkuje dwa albumy genealogiczne. Ona dba o dom, czasem szydełkuje. Ich atencja skupia się na jedynej córce. Ptaszyna jest skarbem. Krząta się po domu, gotuje i dba o rodziców. Ptaszyną nazwano ją w młodości gdy pięknie śpiewała. Teraz jest starą panną – brzydką, uwiędłą i nieciekawą.

Podróż do wujostwa ma być dla Ptaszyny chwilą oderwania od smutków codzienności. Ledwie tygodniowa pustka w domu rodzicom zdaje się być wiecznością. Dzieje się jednak coś, co zaburza rodzicielski mir. Pod nieobecność ukrywanej za domowymi firanami starej panny Akacjusz i Antonina wracają do dawno zapomnianego życia pełnego rozrywek i dawno zapomnianych znajomych.

Obyczajowa powieść węgierskiego pisarza pod opisem prowincji C.K. Imperium przemyca uniwersalną satyrę na ludzkie ułomności. Gorzkie relacje w pozornie wzorowej rodzinie ukazane są subtelnie i z humorem.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 sierpnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Przygody dobrego wojaka Szwejka – Jaroslav Hasek

Napisano o nim tony analiz i kilometry prac. Zanalizowano z każdej możliwej strony. Ma fanatycznych wyznawców z całego świata. W zasadzie Szwejk powinien trafić na godło narodowe naszych południowych sąsiadów.

Opasłe dzieło Jaroslava Haska jest jedną wielką księgą cytatów. Niech więc przemówią właśnie owe szwejkowe mądrości:

 

A więc to pan jest ten Szwejk? – Przypuszczam – odpowiedział Szwejk – że muszę nim być, bo mój ojciec był Szwejk, a matka pani Szwejkowa. Nie mogę zrobić im takiego wstydu, żebym się miał wypierać swego nazwiska.

***

Szwejka w tej chwili reprezentowała okrągła uśmiechnięta twarz, ozdobiona po bokach parą wielkich uszu, sterczących zawadiacko spod wtłoczonej na głowę czapki. Całość wywierała wrażenie bezwzględnego spokoju i nieświadomości jakiejkolwiek winy. Jego oczy pytały: „Czy zrobiłem coś złego, proszę pana? Czy dopuściłem się czegoś niestosownego?”

***

Nie udawaj pan takiego idioty. – Bardzo mi przykro – odpowiedział Szwejk z wielką powagą – ale w wojsku byłem poddany superarbitracji z powodu idiotyzmu i urzędowo zostałem przez nadzwyczajną komisję lekarską uznany za idiotę. Ja jestem idiota z urzędu.

***

Rezultat swych obserwacji zawarł pułkownik w jednym pytaniu, z którym zwrócił się do sierżanta: – Idiota? – Posłusznie melduję, panie oberst, idiota.

***

Byłem służącym feldkurata Katza, który też zdrowo umiał pić. To, co ten tutaj wyprawia, jest głupstwem w porównaniu z kawałami tamtego pana. Przepiliśmy do spółki monstrancję, a przepilibyśmy i samego Pana Boga, gdyby nam się udało dać Go komukolwiek w zastaw.

Szwejkowe opowieści:

Palivec był znany grubianin i co drugie jego słowo było „dupa” albo „gówno”. Ale jednocześnie był oczytany i zalecał każdemu, aby sobie przeczytał, co o tym drugim przedmiocie napisał Wiktor Hugo, przytaczając ostatnią odpowiedź napoleońskiej starej gwardii, daną Anglikom w bitwie pod Waterloo.

***

We Zliviu koło Hlubokiej był przed laty gajowy, a miał takie obrzydliwe nazwisko Kurdupel.

***

W wychowaniu i do lat dziesięciu nie umiał mówić, ponieważ zdarzyło się, że gdy miał sześć miesięcy i gdy go na stole przewijali, oddalili się od niego, a kot ściągnął go ze stołu; padając na podłogę uderzył się mocno w głowę. Miewa też od czasu do czasu mocne bóle głowy i w takich chwilach sam nie wie, co robi.

***

Taki sam przypadek zdarzył się na manewrach pod Taborem. Jeden z naszych plutonów kwaterował w gospodzie, a jakaś kobieta szorowała podłogę w sionce. Otóż przypatoczył się do niej niejaki żołnierz Chramosta i poklepał ją – jak by ci to powiedzieć? No, poklepał ją po kieckach. Do tego szorowania musiała się bardzo podkasać. Klepnął ją raz, ona nic, klepnął drugi raz, znowuż nic, jakby to wcale jej nie dotyczyło. Więc on wziął i zaryzykował, a ona nic, tylko dalej szorowała podłogę na kolanach, a potem zwraca się do niego twarzą i powiada: „A tom cię nabrała, żołnierzyku!” Babina ta miała przeszło siedemdziesiąt lat i później rozpowiadała o tym po całej okolicy.

Szwejkowe mądrości:

Pierdoła cywilny to także jakiś pan przełożony w urzędzie, plaga niższych urzędników i woźnych. Jest to filister-biurokrata, który potrafi zrobić piekło o to, że jakiś papierek nie jest należycie osuszony bibułą itd. Jest to w ogóle idiotyczna i bydlęca postać w ludzkim społeczeństwie, ponieważ taki cymbał udaje uosobienie roztropności, jest przekonany, że na wszystkim się zna, że wszystko umie wytłumaczyć, i wszystkim czuje się dotknięty. Kto służył w wojsku, temu nie

***

Tutaj po wojnie będą bardzo dobre urodzaje – rzekł po chwili Szwejk. – Nie trzeba będzie kupować żadnych mączek kostnych. Dla rolnika jest to rzeczą bardzo korzystną, gdy na polu spróchnieje cały pułk. Jednym słowem, obłowi się niejeden gospodarz, i to porządnie. Tylko o jedno się boję, a mianowicie, żeby ci rolnicy nie dali się nabrać i nie sprzedawali tych kości żołnierskich cukrowniom.

***

Eskortujący w ogóle nie byli zbyt weseli. Węgier rozmawiał z Niemcem w sposób wysoce oryginalny, bo z języka niemieckiego znał tylko dwa słowa: „jawohl” i „was”. Gdy Niemiec mówił mu o czymś, to Madziar kiwał głową i mówił: „Jawohl”. A gdy Niemiec milkł, to Madziar przerywał mu pytaniem: „Was?” I wtedy Niemiec zaczynał opowiadanie na nowo.

Jawohl? Was? Jawohl! 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 stycznia 2018 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,