RSS

Archiwa tagu: Węgry

Ptaszyna – Dezso Kosztolanyi

Koniec dziewiętnastego wieku, prowincjonalne miasteczko Sarszeg. Państwo Vajkay wiodą uporządkowane życie małomiasteczkowej klasy średniej. On, emerytowany urzędnik wciąż kartkuje dwa albumy genealogiczne. Ona dba o dom, czasem szydełkuje. Ich atencja skupia się na jedynej córce. Ptaszyna jest skarbem. Krząta się po domu, gotuje i dba o rodziców. Ptaszyną nazwano ją w młodości gdy pięknie śpiewała. Teraz jest starą panną – brzydką, uwiędłą i nieciekawą.

Podróż do wujostwa ma być dla Ptaszyny chwilą oderwania od smutków codzienności. Ledwie tygodniowa pustka w domu rodzicom zdaje się być wiecznością. Dzieje się jednak coś, co zaburza rodzicielski mir. Pod nieobecność ukrywanej za domowymi firanami starej panny Akacjusz i Antonina wracają do dawno zapomnianego życia pełnego rozrywek i dawno zapomnianych znajomych.

Obyczajowa powieść węgierskiego pisarza pod opisem prowincji C.K. Imperium przemyca uniwersalną satyrę na ludzkie ułomności. Gorzkie relacje w pozornie wzorowej rodzinie ukazane są subtelnie i z humorem.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 sierpnia 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , ,

Szkoła na granicy – Geza Ottlik

szkola-na-granicy

 

Non Est Volentis neque currentis

Lata dwudzieste XX wieku, Węgry. Bebe, Szeredy i Medve spotykają się w szkole kadetów. Mają po dziewięć lat, kiedy ich dzieciństwo wgniata w błoto wojskowy trep.

W szkole pachnącej jeszcze CK Austro-Węgrami panuje wojskowy dryg i reżim. Jak zawsze w skupiskach młodych mężczyzn, tam gdzie panuje wojskowa hierarchia, pojawia się przemoc wśród rówieśników.

Szkoła kadetów z powieści Ottlika jawi się piekłem na ziemi. Starsi kadeci bezwzględnie wykorzystują młodych. Przewaga fizyczna i starszy stopień to nie jedyne źródło poniżenia młodych wychowanków. Ponad skalę wychodzą oficerowi tworzący „ciało pedagogiczne”. Oficerowie stanowią przekrój charakterów, ale żaden z nich nich nie ma w sobie cech pozytywnych. Węgierski pisarz serwuje czytelnikom gorzką podróż do przeszłości.

Staje się to tym bardziej przerażające, im mocniej do świadomości dociera wiek rekrutów. Przedmiotowo traktowani bohaterowie to nieledwie dzieci. Wciśnięci w regulaminowe mundury i wyglancowane trepy są wyłącznie materiałem do prania mózgu.

Powieść nieuchronnie zmierza do konkluzji: jakimi ludźmi staną się dziewięcioletni chłopcy po tak bezwzględnej szkole koszarowego życia.

„Szkoła na granicy” to subtelna analiza istoty dyktatury, obserwacja wykluwającego się laboratoryjnie totalitaryzmu. W wydaniu węgierskim przećwiczonego za czasów austriackiej dominacji i w epoce komunizmu, z jego apogeum  w roku 1956.

Mimo ponurego lejtmotywu, autor utrzymuje w książce zadziwiająco delikatny i kameralny klimat. Ponad porażającym codzienność terrorem, pomiędzy chłopcami rodzi się poczucie przyjaźni i wspólnoty. Jest w tym sporo zadumy i melancholii, łączącej główne przesłanie książki z delikatną tęsknotą za dawnymi, lepszymi czasami.

W swoich bohaterach Geza Ottlik ukrywa także inne przesłanie – pod ciężkim butem dyktatury istnieje drugi świat, świat wewnętrzny własnego ja. Przejawia się to szczególnie w postaci chyba najważniejszej – Medvego, którego pamiętnik odkrywa po latach Bebe.

Powieść Ottlika w mistrzowski sposób łączy ze sobą skrajne uczucia w prawdziwy psychologiczny majstersztyk. Być może dlatego „Szkoła na granicy” to dzieło szczególnie bliskie naszym „bratankom od szabli i szklanki”.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 listopada 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Gulasz z Turula – Krzysztof Varga

gulasz_z_turula  „Moja babcia nazywała się Teréz Varga. Jak się nazywał mój dziadek, nie wiem. Mój dziadek bowiem nie istniał. To się zdarza wielu mężczyznom, szczególnie gdy są czyimiś ojcami”

W czasach przymusowej przyjaźni polsko – węgierskiej i potajemnych spotkań jego ekscelencji Jarosława „Pablo Escobara” K. z węgierskimi bratankami w nidzickich pensjonatach książka Vargi powinna trafić na cenzurowane.

Albowiem Varga Krzysztof – ni pies ni wydra pośród narodów, co do szabli i do szklanki – drze przysłowiowego łacha z bratniego narodu Madziarów. Robi to równie bezwzględnie jak zwykł równać z glebą nasze rodzime klimaty.

Co ciekawe Krzysztof Varga zazwyczaj wyborny w dialogach i dekadenckich zdaniach najeżonych mądrymi słowami tu mocno tonuje swój kwiecisty styl. „Gulasz” jest zdecydowanie spokojniejszy w formie niż „polskie” powieści autora, ale i sam gatunek jest nieco innego sortu.

„Gulasz z turula” to zbiór esejów, z których każdy odkrywa małą węgierską traumę. A całość układa się w jeden zwarty pen na cześć nostalgicznego smutku znad Budy i Pesztu.

Varga wspomina swoje własne ścieżki wydeptane na Węgrzech, wplatając w nie nie tylko ciekawe i z pewnością nieznane nam węgierskie smaczki (ot, choćby to, że tak naprawdę Węgrzy nie lubią ostrej kuchni węgierskiej) ale także inteligentnie przemycone prawdy o narodzie, który podobno jest nam tak bliski. Jak się okazuje – o Węgrach wiemy tyle co nic. Z książki zresztą też nie dowiemy się zbyt wiele, bo większą część zawierają zjadliwe opisy brzydoty, smutku, nostalgii i generalnie totalnego negatywu.

Żeby nie było – „Gulasz z turula” to także – czy raczej przede wszystkim – inteligentna i ironiczna podróż magiczna, którą doskonale się czyta. Tyle, że czytać należy między wierszami, gdzie autor mruga do nas okiem, z lekkim uśmieszkiem. Bo Węgry oczami Polaka to wąsaci Madziarzy w ułańskich strojach z XIX wieku , ostre salami, Balaton i oczywiście Egri Bikaver. To równie trafne jak Polska widziana oczami turysty – furmanki, pierogi, wódka i kiełbasa.

Porównania Orła Białego i tutyłowego turula pozostawiam szanownej inteligencji czytelników 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 lutego 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , ,