RSS

Archiwa tagu: nazizm

Szwajcaria i naziści – Stephen P. Halbrook

Niewielki a bogaty kraj, którego część mieszkańców posługuje się niemieckim. Nienaruszalne sejfy bankowe tuż pod nosem faszystów. Spokojne życie pośrodku gorejącej Europy. Myśląc o Szwajcarii w czasie II wojny światowej nie trudno popaść w stereotypy.

Nic bardziej mylnego. Szwajcaria otoczona szwabskimi landami i przyparta ekonomicznie do muru przetrwała nie dzięki współpracy z III Rzeszą, a dzięki mądrej polityce i doskonałej topografii kraju. Oczywiście ukształtowanie terenu i powszechna służba wojskowa to nie jedyne przyczyny, dla których Hitler nigdy nie wcielił w życie planu podboju neutralnej Helwecji.

Książka Halbrooka nie jest atakiem na profaszystowską uległość Szwajcarii ale peanem na jej dzielność. Autor nie kryje podziwu dla alpejskiego ludu za ich konsekwentną postawę i wytrwałość w roli neutralnego ale i sprawiedliwego państwa. Tezę wspierają obficie wspomnienia Szwajcarów, którzy przeżyli II wojnę w oczekiwaniu na nieuchronny atak niemieckiej armii.

Stosunkowo mało znana „historia przetrwania” Szwajcarii pisana piórem S.P. Halbroka ma jedną zasadniczą wadę – autor wielokrotnie się powtarza pod niebiosa wychwalając przebiegłość polityków i twardą postawę społeczeństwa. Nie dotyka natomiast tej części historii, która ukrywa trupy w szwajcarskiej szafie. Takie jak kontyngent prawie 2 tysięcy Helwetów ochoczo przebierających się w mundury Wermachtu czy Waffen S.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 września 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Strefa Interesów – Martin Amis

Paul Doll jest budzącym grozę komendantem obozu koncentracyjnego Auschwitz. Pijak i sadysta po powrocie do domu wchodzi w buty poukładanego Niemca. Pod cienką otoczką małżeńskiej poprawności Hannah Doll, żona komendanta, ledwie skrywa pogardę.

Szarmancki oficer SS „Golo” Thomsen jest pod coraz większym wrażeniem niedostępnej Hannah. „Golo” z czasem zdobywa zainteresowanie kobiety, ale i prowokuje wzmożoną czujność komendanta. Przed zemstą zwierzchnika i końcem w komorze gazowej chroni Thomsena jedynie wysoko postawiony wuj, Martin Bormann.

Osadzona w oparach holocaustu „Strefa Interesów” reklamowana jest jako romans w ciężkich czasach. Niedopowiedziany i niespełniony romans pomiędzy Hannah a oficerem SS to ledwie jeden z wątków, jakie Martin Amis porusza w swojej książce.

Ważniejsze są te rozdziały, w których własnymi myślami dzielą się z czytelnikiem dwie najważniejsze postacie dramatu – Paul Doll i członek obozowego sonderkommando, Żyd Szmul zwany „trupiarzem”. Ich spojrzenie na przytłaczającą rzeczywistość, co oczywiste skrajnie odmienne, to najbardziej przejmujące momenty powieści Amisa.

Dla mnie honor nie jest kwestią życia czy śmierci: jest czymś znacznie ważniejszym. Trupiarze bezsprzecznie uważają, że jest zupełnie na odwrót. Że nie ma czegoś takiego jak honor; na podobieństwo zwierząt czy choćby minerałów pragną jedynie trwać. Bycie to nawyk, nawyk, którego oni nie potrafią się wyzbyć. Ach, gdyby to byli prawdziwi ludzie – ja na ich miejscu …Ale zaraz. Człowiek nigdy nie jest na czyimś miejscu. I to prawda, co mówią tu, w KL: nikt nie zna siebie samego. Kim jesteś? Nie wiesz. A potem przybywasz do strefy interesów i ona ci mówi kim jesteś.

Powieść Martina Amisa momentami zagmatwana i wypełniona niemieckimi ozdobnikami układa się w przejmującą opowieść o holokauście i Niemcach. Mistrzowska!

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 grudnia 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Fabryka Oficerów – Hans Hellmut Kirst

Armia jest zawsze tyle warta, co najgłupszy w niej buc. To trzeba wiedzieć, jeśli się chce umieć cierpliwie wojsko znosić. Tę skalę trzeba znać, ażeby mogło dla rekompensaty rozwinąć się w człowieku poczucie wyższości. W wojsku obowiązuje równanie w dół -szczytem absolutnym jest przeciętność.

Ta historia zdarzyła się naprawdę podczas szesnastego kursu dla oficerów w styczniu 1944 w Szkole Wojennej w Wildingen. Hans Hellmut Kirst nigdy tam wprawdzie  nie był, ale swoją własną historię pisał w bawarskim Schongau. Podobnie jak powieściowy porucznik Krafft był oficerem prowadzącym i nauczycielem przyszłej kadry Wermachtu.

Szkoła podchorążych produkuje oficerów taśmowo. Tu nie ma miejsca na kształcenie indywidualnych talentów. Efektem krótkiego kursu oficerskiego ma być sprawny dowódca frontowy. Metodą jest pruski dryl i absolutne posłuszeństwo.

W trakcie zajęć saperskich dochodzi do nieprzyjemnego wypadku. Oto podporucznik Barkow prowadzący zajęcia z kadetami ginie w wyniku wybuchu. Komendant szkoły generał Modersohn nie wierzy w przypadki.  „Ostatni Prusak” zleca poufne śledztwo, w wyniku którego niesforny porucznik Krafft ma wskazać spośród drużyny kadetów winnych morderstwa.

Porucznik Krafft wystaje poza krótkie ramki narodowego socjalizmu. Ta cecha przyniesie mu wprawdzie milczącą aprobatę generała Modersohna, ale doprowadzi do gwałtownego końca. Zadbają o to gorliwi wyznawcy Hitlera. W tępych umysłach nazistowskich kukiełek jakikolwiek przejaw buntu przeciwko systemowi wiedzie wyłącznie na szubienicę.

„Fabryka Oficerów” jest dziełem ponadczasowym. Wyjęta z kontekstu hitleryzmu i osadzona w dowolnej armii świata wciąż pozostaje aktualna.

Zostańmy więc przy naszych podchorążych. Wierz mi pan, Krafft, jeśli istnieje jakaś cecha charakteru, którą oficer bezwzględnie musi mieć, to jest nią hart. Na wojnie nie mamy innego wyboru. Wojna jest bezlitosna, okrutna i obrzydliwa. Zdycha się albo pozostaje przy życiu. Ale to jeszcze nie wszystko, Krafft. Istnieją też tacy, co pozostali przy życiu, mimo że zdechli.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 kwietnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Niemieckie requiem – Philip Kerr

niemieckie-requiemBerlin, tuż po wojnie. Na dymiących zgliszczach III Rzeszy zwycięscy Alianci rozgrywają swoje interesy. Nad strefą rosyjską zawisa ponury cień chaosu i bezprawia pod zbawczymi skrzydłami Armii Czerwonej. W strefach alianckich nie jest dużo lepiej. Tu też głód i bieda zmusza kobiety do prostytucji a mężczyzn o żebranie o niedopałek amerykańskiego Lucky Strike’a.

Detektyw Bernie Gunther tkwi w tym bagnie jak cała reszta Berlińczyków. Nie ma dobrych Niemców. Są tylko Szwabi, którym dopisało szczęście spalonych archiwów. Gunther ma za sobą wojenną przeszłość. Nie chciał być częścią zbrodniczej machiny, ale jako urzędnik Kripo automatycznie otrzymał legitymację SS.

Gunther otrzymuje zlecenie odnalezienia dowodów na niewinność swojego dawnego policyjnego kolegi Emila Beckera. Rusza do okupowanego Wiednia, miejsca gdzie stykają się interesy wszystkich wywiadów zwycięskich armii.

„Niemieckie requiem” można czytać jako niezależną książkę, ale jest to trzeci tom sławnej już „trylogii Kerra”.Wcześniejsze to „Marcowe Fijołki” i „Blady Przestępca”. W Polsce cykl nie miał dotychczas szczęścia i ukazał się w nieco chaotycznym porządku. Wydana została (nieprzypadkowo pod zmienionym tytułem) „Był Pan w Smoleńsku Kapitanie?” czyli dziewiąty (!) tom cyklu. Cyklu, bo od publikacji trylogii w latach 1989 – 1991) Philip Kerr zdążył opublikować kolejne 9 tomów.

Trzeci tom cyklu „Bernhard Gunther” to świetny kryminał noir osadzony w mrocznych czasach. Wojna się skończyła, ale nad Berlinem nie rozwiały się dymy ostatniej z bitew. Kerr doskonale wykorzystuje kontekst historyczny dla swojej opowieści. Zdarzają mu się wpadki – jak ta z pojawiającą się znikąd żoną – są to jednak małe niedoskonałości wciągającej historii.

Podobno do londyńskiego apartamentu Philipa Kerra wpadł ostatnio Tom Hanks. Plotki głoszą, że może być z tego serial. Trzymajmy kciuki. Z doświadczeniem Hanksa i scenariuszem Kerra można spodziewać się perełki.

 

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,

Zabijajcie wszystkich – Einsatzgruppen 1938-1941 – Łukasz Gładysiak

 

 

71552-zabijajcie-wszystkich-lukasz-gladysiak-1Zasadę odrzucenia moralności w czasie wojny jako pierwszy sformułował Karl von Clausewitz argumentując: „każda epoka ma swój typ wojny, jej własne uwarunkowania i jej własne tendencje”. Czasy pięknych, honorowych wojen zakończyły się wieki temu i, ale to XX wiek przyniósł prawdziwy rozwój sztuki ludobójstwa.

Narodziny III Rzeszy nierozerwalnie łączą się z ideologią, której solidnym fundamentem była ksenofobia i rasizm. Rojenia Hitlera i rozrastający się rak nienawiści wsparty faszystowską butą szybko uformował się w usystematyzowaną metodykę. W iście niemieckim drygu powstały specjalne służby mające zająć się elementem niepożądanym w społeczeństwie.

Eufemizm legitymizujący szeroko zakrojone represje finalnie przyjął definicję „zwalczania wszelkich elementów wrogich Rzeszy i antyniemieckich w kraju nieprzyjacielskim na tyłach walczących wojsk”. Pod definicją mieściły się metody dalece odbiegające od zabezpieczenia zaplecza armii i wzbudzające duży sprzeciw generalicji Wermachtu.

Z tego względu szef służb RSHA Reinhard Heydrich powołał do życia  „Einsatzgruppen” – grupy specjalne. Daleko idąca swoboda działania pozwoliła specjalnym jednostkom Heydricha wymordować łącznie około 2 miliony cywilów. Wśród owych zdefiniowanych „wrogich elementów” niemalże połowę stanowili Żydzi. Reszta to inni podludzie: Rosjanie, Polacy, mieszkańcy Bałkanów a także rodacy Adolfa o poglądach, wierzeniach czy orientacji niezgodnej z linią władzy.

Einsatzgruppen to swoisty fenomen krwawych czasu dominanty III Rzeszy, prawdziwa „armia w armii”.

Opracowanie Łukasza Gładysiaka to szczegółowa analiza Einsatzgruppen od momentu ich powstania po apogeum szału zabijania w trakcie operacji Barbarossa. W książce nie zabrakło niczego: genezy, metod działania, marszruty podczas kolejnych etapów II wojny światowej a nawet szczegółowego opisu umundurowania i wyposażenia poszczególnych formacji.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 listopada 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,

Elser (13 minut)

13 minut13 minut. Tyle zabrakło, żeby świat uniknął szaleństwa Hitlera.

Historia Johanna Georga Elsera jest zdumiewająca. Zwyczajny człowiek, w dodatku żaden rozpolitykowany urzędnik, a tylko sympatyzujący z socjalistami stolarz porwał się na czyn zgoła szalony. Przez wiele dni przygotowywał bombę pułapkę własnej konstrukcji, co noc odwiedzając Burgerbraukeller w Monachium gdzie naziści świętowali swoją rocznicę. Jego celem był zamach na Hitlera.

Czy Elser był najbardziej przewidującym obywatelem Niemiec? Pośród tłumów radośnie wcinających darmowy wurst i piwo od przewodniej partii pozostał jedynym świadomym? Czy działał sam?

Film nie rozstrzyga tego, ograniczając się do przybliżenia tajemniczej do końca sylwetki zamachowca bardziej niż znanych faktów z przebiegu samego zamachu.

„13 Minut” nie mnoży kolejnych sensacji jak Wołoszański, wiążący zamach Elsera ze spiskiem i walką o władzy w NSDAP. Nie jest też filmem odkrywczym. Bardziej przypomina laurkę – przypominajkę ku pokrzepieniu (niemieckich) serc – w sam raz na poprawne europejskie korzenie demokracji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 marca 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , , , ,

The Man in the High Castle

the man in high castleJest rok 1950. Nazistowskie Niemcy wygrały II wojnę światową. Ameryka podbita przez państwa Osi została podzielona na dwie kolonie – podległe III Rzeszy Wschodnie Wybrzeże i Stany Pacyficzne pod butem Cesarskiej Japonii. Pomiędzy nimi pozostała strefa buforowa pozornie oferująca azyl z dala od okupantów.

W podbitym narodzie tli się nikły duch. Działa Ruch Oporu, któremu otuchy dodaje tajemniczy Człowiek z Wysokiego Zamku. To do niego mają trafiać enigmatyczne filmy na szpulach. Czarno – białe kroniki filmowe są niepokojącą wizją historii, która nie miała miejsca.

Ale serial niewiele ma w sobie z pierwowzoru. Cieniutka książka Philipa F. Dicka to mistrzostwo prozy i dzieło „pięknego umysłu”. Serial, to w gruncie rzeczy poprawnie zrobiona opowieść sensacyjno szpiegowska.

Wszechobecny w twórczości pisarza był przytłaczający klimat paranoi. Leitmotif jego powieści to wieczna niepewność, która z rzeczywistości jest prawdziwą, a która wyłącznie fantasmagorią umysłu. Rozbudowane alternatywy w książkach Dicka przykrywają jedna drugą, tworząc fascynujące mozaiki.

Niewiele z tego pozostało w serialu stworzonym przez Amazon. „Przygody” Juliany i Joe Blake’a owszem – są wciągające, ale rozczarują wytrawnych znawców prozy „Dostojewskiego SF”.

Dalekim echem powieści jest motyw fimów poszukiwanych przez oba reżimy (w oryginale – książki „The Grasshopper Lies Heavy”). Właśnie w tym miejscu nakładają się na siebie „dick’owskie” światy – rzeczywistość delikatnie negowana przez kroniki, na których płonie Berlin i wybucha bomba atomowa. To co dla widza jest realne, bohaterom serialu osadzonym w alternatywnej historii zdaje się być trickiem „Człowieka z Wysokiego Zamku”.

„The Man in the High Castle” to kolejny sprawnie zrealizowany serial. Największą atrakcją zdaje się tu być Ameryka udekorowana flagami nazistów.  Pieprzyku dodaje także obecność mentalnie odmiennej japońskiej mentalności na Zachodnim Wybrzeżu – gratka dla widzów z San Francisco.

Najjaśniejszym punktem produkcji jest Rufus Sewell w roli Obergruppenfuhrera Johna Smitha. Świetny jest też Cary-Hiroyouki Tagawa (minister handlu Nobusuke Tagomi). Obaj wybornie wcielają się w swoje role – pierwszy jako kanoniczny SS-man, drugi jako pełen empatii Japończyk. Niestety nie można tego powiedzieć o postaciach pierwszoplanowych (Joe Blake, Julia i wyjątkowo drewniany Frank Frink).

Pierwszy sezon „Człowieka z Wysokiego Zamku” rozczarowuje, choć zostawia nieco nadziei na przyszłość. Ostatnie sceny są obiecujące – może coś jeszcze z tego będzie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 lutego 2016 w seriale

 

Tagi: , , , ,