RSS

Archiwum kategorii: kino 2020

Rambo Last Blood

John Rambo zdemolował XX wiek. Zaczął od lokalsów w ksenofobicznej Ameryce, później poprzestawiał Wietnam i Afganistan. W XXI wiek wkroczył z opóźnieniem. Ale wkroczył. W 2008 roku zrobił birmańskim ekstremistom przysłowiową „Jesień Średniowiecza”. Zdawałoby się, że Rambo wykończył już wszystkich, poza politykami w Polsce i bankierami na świecie, rzecz jasna.

Jest 2019 rok. John Rambo hoduje konie, wywozi gnój z pola w swoim ranczerskim Fordzie. W przerwach wychowuje przybraną córkę i na wszelki wypadek ryje w ziemi korytarze pełne pułapek, bomb i ukrytej broni masowego rażenia. Nieco nierozważna Gabrielle pakuje się w tarapaty w meksykańskiej dyskotece. Wkurzony wujcio Johnny wyrusza z odsieczą. Raz jeszcze przedłuży Jesień Średniowiecza. Z dedykacją dla meksykańskiego gangu braci Martinez.

Od dłuższego czasu Sylvester Stallone straszy świat odejściem, produkując kolejne ostatnie części z cyklu. Nie wychodzi mu podobnie jak Stevenowi Tylerowi z Aerosmith i grupie Kiss (wszyscy od lat w ostatniej trasie). „Last Blood” to taki właśnie ostatni film z cyklu.

Tytuł sugeruje domknięcie serii tak zwaną „klamrą”. Klamrą jest ostatnia krew przelana podobnie jak ta pierwsza po tym, gdy wujcia Rambo ktoś porządnie zdenerwuje. Stallone nie sili się na modny egzystencjalizm czy przemyślenia o naturze ludzkości – tych wrzucił trochę do serii Rocky, udowadniając że jak chce to jest mężczyzną wrażliwym na piękno i przemijanie.

Rambo jest ponad to. Jucha leje się galonami, truchła wrogów padają dziesiątkami rażone bronią białą, legendarnym łukiem i bazooką. Sylwestrowi zachciało się też praktyk rodem z azteckich obrzędów, dzięki czemu „Last Blood” zamyka z przytupem.

Ale z tym zamykaniem zaczekajmy. Rambo ma jeszcze trochę do zrobienia na tym świecie. Ma tylko 73 lata i wciąż mógłby zrobić niezłą zadymę w polskim ZUS-ie.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,

Nieznajomi

Nie mają nic do ukrycia, szczególnie w gronie oddanych przyjaciół. Gorąco zaczyna robić się, gdy każdy SMS ma być odczytany a każda rozmowa odebrana na głośnomówiącym. Nerwowe spojrzenia na wyświetlacz elektryzują atmosferę. Smartfony mówią dziś o właścicielach więcej, niż oni sami przyznaliby kiedykolwiek na głos. Lekkie tony komedii i zabawy w „nie mam nic do ukrycia” szybko zmieniają się w złowrogie tony.

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” rozchodzi się jak świeże bułeczki. Włoski oryginał z Kasią Smutniak w obsadzie sprzedaje się doskonale na całym świecie. Smartfonowe grzeszki uniwersalnie łączą cały glob.

Polska wersja – dosyć wierna franszyza włoskiego filmu – daje radę. Dobra obsada to podstawa sukcesu. Pośród grupy kłamczuszków na prowadzenie wychodzi Michał Żurawski, miotający się pomiędzy słodkim kiciusiem z narzeczoną „nówką sztuką” a wkurwionym do granic możliwości polskim nieudacznikiem i malkontentem. Show kradnie wszystkim postać „przezroczysta” (jak sama siebie określa), żona swojego męża, czyli Maja Ostaszewska. Jej duet z Łukaszem Simlatem to najmocniejsza strona filmu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , , ,

Ford v Ferrari

Projektant samochodów Caroll Shelby i kierowca Ken Miles podejmują się karkołomnej próby pobicia wyścigowej hegemonii stajni Ferrari. Polem walki będzie dwudziesto cztero godzinny wyścig Le Mans.

Czy toporny dwuślad z fabryki w Detroit doskoczy do mistera auto-sexi ze scuderia Ferrari? Pytanie retoryczne.

Lekki i przyjemny film nie pozostawia wiele miejsca wyobraźni. Smar, brud i oktany przekują wysiłki Shelby’ego i Milesa w największą nagrodę – samochód, który godnie stawi czoła niepokonanemu włoskiemu mistrzowi.

Pozostaje cieszyć się z kreacji głównych aktorów. Sprawnie grający Matt Damon o dziwo wypada tu lepiej niż szarżujący Christian Bale. Manieryzmy Dale’a mogą drażnić, podczas gdy oszczędna postawa zaskarbia sobie sympatię widza.

Trzeci bohater to oczywiście imponujący w swojej toporności Ford GT40 z 1966 roku.

Zastanawiające są aż cztery nominacje oscarowe, w tym w kategorii głównej za najlepszy film. Może członkowie Akademii jeżdżą Fordami? 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Oficer i szpieg

„J’accuse…!” krzyczała pierwsza strona popularnego paryskiego dziennika z 13 stycznia 1898 roku. List otwarty wybitnego literata Emila Zoli do prezydenta Republiki odbił się szerokim echem we Francji, wywołując wieloletni ostry spór pomiędzy Francuzami. Na jaw wyszły wewnętrzne napięcia narastające od 1870 roku – krytyka ustroju, antysemityzm, nacjonalizmy obleczone w napuszony patriotyzm.

Awantura, która rozpoczęła się od oskarżenia o szpiegostwo wywróciła życie wielu ludzi – w tym samego Emila Zoli, zmuszonego emigrować z Francji. Niesłusznie oskarżony oficer żydowskiego pochodzenia – Alfred Dreyfus stał się zadrą w oku szerokiego grona rządzących – od bezpośrednio zaangażowanych w fałszowanie sprawy oficerów, po wysoko postawionych urzędników państwowych.

W dalekiej perspektywie proces Dreyfusa miał swoje konotacje w powstaniu ruchu syjonistycznego i w efekcie powstania państwa Izrael.

Samo „J’accuse!” stało się we Francji synonimem walki jednostki z systemem.

Dla Polaków historyczne tło nie jest oczywiste. Juz sam tytuł zdaje się wychodzić poza francuskie dysputy, stawiając w centrum opowieści głównych bohaterów: pułkownika Picquart i Alfreda Dreyfusa.

Roman Polański nieprzypadkowo zabrał się za przykurzoną historię z XIX wieku. Przesiąkniętego frankońską kulturą Polańskiego nietrudno rozszyfrować. Reżyser sam zresztą nie kryje intencji, stawiając znak równości pomiędzy oskarżeniami artylerzysty i swoimi problemami z wymiarem sprawiedliwości.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , ,