RSS

Archiwa tagu: muzyka

Cash autobiografia – Johny Cash

Country kojarzy się w Polsce przaśnie. Pierwsze skojarzenie –  jarmarczna sztuczność „Pikniku Country” w Mrągowie i Janusze w obciachowych kapelindach. Jakże daleko stąd do źródeł muzyki, która ukształtowała tradycyjną „białą” Amerykę.

Modelowa biografia „prawdziwego Amerykanina” sięga głęboko do serca muzyki, która wzrusza facetów w kowbojkach i rozłożystych stetsonach. Johnny Cash wylewnie wspomina sielskie choć ciężkie dzieciństwo na farmie. Młodość Johna Raya Cash’a jest niczym prequel „Gron Gniewu”.

Z tradycyjnej wiejskości bierze się głęboka pobożność, najbardziej charakterystyczna cecha autobiografii piosenkarza. Sięgając po książkę Casha czytelnik liczy na historie nie mniej pikantne niż opowieści „Zeppelinów” i „Stonesów”. Nic z tego.

Cash pracował na swoją legendę hulaki i ćpuna całe dekady ale najwyraźniej nie chce wracać do czasów, gdy hurtowo obrażał Zbawcę. Więcej miejsca zajmuje mu wspominanie starych kumpli i okoliczności napadu na wiejską posiadłość. Wyliczankom gości, z którymi coś nagrał ciągnie się niemiłosiernie przez lata 50-e, 60-e, 70-e i tak dalej. Współczesnym i nieobeznanym z katalogiem wydawniczym z Nashville pozostają małe smaczki – jak ten o żmudnych próbach aranżacji „Rusty Cage” Soundgarden.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2020 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Rocketman

Kolejna na fali mody biografia artysty. Po nieżyjącym Freddie’m, żyjący Reginald Kenneth Dwight. Czyli, ladies and gentlemen – Sir Elton John.

Sprawnie nakręcona biografia ma wszystko co mieć powinna. Świetną historię, wyrazistych bohaterów, momenty chwały i chwile rozpaczy, wewnętrzne traumy i grzeszki człowieka skazanego na światowy sukces. Wszystko okraszone doskonałą muzyką, będącą w zasadzie aktorem pierwszoplanowym równorzędnie z grającym Eltona Taronem Egertonem. Co istotne „Rocketman” opisywany w plotach jako dramat mocno romansuje z gatunkiem „musical”.

Film Dextera Fletchera dobry jest. Wzbudza emocje, pozwala zakochać się w głównym bohaterze. Sprawia, że po seansie wyciąga się zakurzoną „The Best of Elton” ze schowka w samochodzie. Ale jest jedno „ale”. To film hagiograficzny i uprzejmie łagodny dla ikonicznej angielskiej gwiazdy.

Filmy o wielkich gwiazdach nie łatwo kręcić, gdy reżyser obawia się urazić twórcę. I jego prawników z gotowym pozwem in blanco.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 grudnia 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , , ,

Bohemian Rhapsody

Życie i twórczość Freddiego Mercury’ego. Zagrana na najwyższej nucie i z wiodącą rolą Ramiego Malka zachwyca kreacją idealną, ze wszystkimi cechami lidera Queen w skali 1:1

Hagiograficznej”Bohemian  Rhapsody” trudno odmówić uroku, ale też nie ma w niej nic zaskakującego.  Dla  wtajemniczonych żywot Freddiego nie będzie niczym nowym. Dla tych, którzy słyszeli kilka kawałków „Quinów” w Radio Zet to dobra okazja do odkrycia muzyki („o, to też oni nagrali?”).

Potęgę biografii Mercury’ego napędza muzyka, podobnie jest z filmem. Szukając własnej metody na kolejną muzyczną biografię Brian Singer (wcześniej m.in „X-Meni”) postawił na historię sukcesu – od pucybuta do milionera. Polewając całą fabułę sosem superbohatera reżyser namalował portret człowieka bez skazy. Być może tak było. A może jednak nie do końca.

Dla „Mr. Robota” Malka rola otwierająca karierę w poważnym showbiznesie.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 5 kwietnia 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , , ,

A Star is Born

Czwarta odsłona „Narodzin Gwiazdy” a więc to już hollywoodzki klasyk nad klasyki. Zaczęło się od musicalu z 1937 roku. Później przyszedł czas na wersję kinową w 1954 roku i jej odświeżenie w 1976. To ostatnie chyba najbardziej zapadające w pamięć dzięki parze Barbara Streisand – Kris Kristofferson.

„A Star is Born” z roku 2018 pobił na głowę swoich protoplastów. Para Bradley Cooper – Lady Gaga stała się gorącym towarem a muzyka z filmu podbiła świat oscarowym „Shallow”.

Trzeba przyznać, że Bradley Cooper miał nosa obsadzając kontrowersyjną debiutantkę. Patrząc na historię filmowej Ally Maine trudno nie widzieć kariery współczesnej Lady Gagi. Nawet jeśli to historia zmyślona

szala la la, szala la… 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 lutego 2019 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Coma – Stodoła 03-12-2017

Jeden z ostatnich przystanków Comy na trasie promującej ostatni album o przewrotnym tytule „Metal Ballads Volume 1”.

Zespół zaimponował profesjonalnym przygotowaniem i doskonałym brzmieniem, czego nie dałoby się zrobić bez akustyki „Stodoły”. Rogucki okazał się gościem bez manieryzmu jurora z telewizji, prowadząc z publiką fajny dialog. Na scenie pojawili się goście miło urozmaicający wykon Comy.

Setlista zgodnie z zapowiedzią na początku koncertu skupiła się na najnowszej płycie. Nie zabrakło jednak kilku starszych kawałków z „Leszkiem” na wejście. Magiczna chwila – po drugim bisie, gdy część sali zbiera się do wyjścia reszta siada kolektywnie na glebie i wyśpiewuje a capella  „Sto tysięcy jednakowych miast” do spółki z Roguckim. Duży szacun!

Setlista

Leszek Żukowski
Uspokój się
Cukiernicy
Magda
Trujące rośliny
Widzę do tyłu
Odwołane
Nie mogę zasnąć
(with Marcelina) (Marcelina’s song)
W cwał
System
Konfetti
Za chwilę przestaniemy świecić
Za słaby
Snajper
Odniebienie
Spadam
(with Skubas)
Woda leży pod powierzchnią
Proste decyzje
Lajki
Skaczemy

Dokładka:
Los cebula i krokodyle łzy
Odwołane

Extra Bis 2:
Sto tysięcy jednakowych miast

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 grudnia 2017 w koncerty

 

Tagi: ,

Inside Llewyn Davis

Inside_Llewyn_DavisFolkowy artysta nowojorskiej bohemy szuka swojego miejsca w życiu. Llewyn Davis pałęta się po ulicach w poszukiwaniu kanapy na jedną noc.

Ciepłą opowieść braci Coen trudno jednoznacznie streścić, ale nie o samą wartką akcję tu chodzi. Tej zresztą jest jak na lekarstwo, co nie ma zupełnie znaczenia dla atrakcyjności filmu.

„Inside Llewyn Davis” wywołuje uśmiech na twarzy chociaż filmowi bliżej do dramatu niż komedii. Tytułowy bohater wzbudza sympatię od pierwszej sceny i tak już pozostanie do końca. Ulubieniec Joela i Ethana Coenów John Goodman oczywiście także się pojawia, a jego rola przedziwnego Rolanda Turnera jest aktorską perełką.

Uwaga! To nie jest film dla fanów Sylvestra Stallone.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 10 stycznia 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , , , ,

Whiplash

Whiplash

Were U rushing or were U dragging?

Na początku był rytm. Najpierw rytmiczny i powolny, po chwili narastająco intensywny, aż do bólu. Double-time swing. Otwierająca scena „Whiplash” to wyłącznie uderzenia w werbel. Dźwięk, który przywodzi na myśl wojskowy dryg. Czy raczej narastające tempo wybijane na werblu przed egzekucją.

Andrew Neimann (Miles Teller) chce zostać profesjonalnym muzykiem. Jego talent dostrzega legendarny wykładowca akademii, Terrence Fletcher (J.K. Simmons). Andrew szybko trafia na jazzowy olimp – do orkiestry pod batutą Fletchera. Znany z surowości Fletcher z bliska zdaje się być ucieleśnieniem najgorszych snów rekruta. Niczym sadystyczny sierżant szkolący idących na wojnę, Fletcher tyranizuje swój zespół uciekając się zarówno do słownych jak i fizycznych aktów znęcania się nad uczniami. Potrafi też tanio kupić pozytywne uczucia podwładnych nagłym objawem empatii, aby ze zdwojoną siłą kogoś poniżyć.

Neimann początkowo naiwnie postrzega Fletchera wyłącznie w kategoriach guru, który przez łzy i pot wyciągnie geniusz z obiecujących uczniów. Narastająca jak początkowe tempo atmosfera nienawiści i obsesyjności zdaje się jednak zmierzać do popadnięcia w szaleństwo prędzej niż do osiągnięcia mistrzostwa.

I never really had a Charlie Parker. But I tried. I actually fucking tried. And that’s more than most people ever do

„Whiplash” nie jest filmem o muzyce jako takiej. Jazz z całą jego elitarnością i intelektualizmem jest jedynie przyczynkiem do opowieści o perfekcjoniźmie i dążeniu do osiągnięcia szczytów możliwości. Zarówno uczeń jak i nauczyciel mają swoje cele. Dla pierwszego perfekcja będzie metodą uzyskania akceptacji mistrza. Dla mistrza sztuka ta jest jeszcze trudniejsza. To chęć sięgnięcia absolutu – wykrzesania z niezłych muzyków geniuszu na miarę legend.

Fletcher: You’re here for a reason. You believe that, right?

Andrew: Yes.

Fletcher: Say it.

Andrew: I’m here for a reason.

Fletcher: [Smiling] Cool.

Damien Chazelle stworzył film brutalny i stresujący bez uciekania się do zabiegów z gatunku thrillerów. Terrence Fletcher trzyma w napięciu nie tylko przerażonych muzyków, ale i widza. Kliniczny obraz syndromu sztokholmskiego w relacjach pomiędzy Fletscherem a milczącym zaciekle Andrew rodzi tysiące myśli. I pozostawi je na długo po ostatnich rytmach filmu.

There are no two words in the English language more harmful than „good job”.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 31 października 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,