RSS

Archiwa tagu: katastrofa

Kursk

Jest zbyt ciemno, ale spróbuję pisać po omacku. Chyba nie ma szans, 10-20 procent. Mamy nadzieję, że ktoś to jednak przeczyta. Poniżej jest lista ludzi z załogi innych przedziałów, którzy zgromadzili się w dziewiątym i będą próbowali wyjść. Pozdrowienia dla wszystkich, nie trzeba rozpaczać. Kolesnikow

Być może właśnie te słowa notatki pozostawione przez jednego z oficerów natchnęły twórców do opowieści o ostatnich chwilach załogi „Kurska”.

„Kursk” to klasycznie prowadzony film spod znaku kina katastroficznego z międzynarodową obsadą. Prym wiedzie Belg o twarzy Władimira Putina – Matthias Schoenaerts w roli oficera do końca walczącego o życie. Przez ekran przewijają się paryżanka Lea Seydoux i boski Colin Firth, etatowy angielski gentelman (tu w mundurze oficera Royal Navy).

Poprawny i co oczywiste przewidywalny. Niestety także jakiś taki bez emocji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 listopada 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , ,

Chernobyl – serial

26 kwietnia 1986 roku. W reaktorze bloku nr 4 czarnobylskiej elektrowni jądrowej dochodzi do przegrzania rdzenia. Błędy konstrukcyjne nie pozwalają prawidłowo wyłączyć reaktora. Zawodzą także procedury, skostniałe jak cały Związek Radziecki.

Skażeniu ulega obszar niemalże 150 tysięcy kilometrów kwadratowych, w tym położone najbliżej miasto Prypeć. A w nim pięćdziesiąt tysięcy radzieckich obywateli.

Na miejsce przylatuje naukowiec Walerij Legasow. Z pomocą komunistycznego aparatczyka Szczerbiny podejmie się pionierskiej próby ugaszenia pożaru reaktora i usunięcia skutków katastrofy.

Czarnobyl to serial genialny. Uświadamia jak blisko byliśmy nie tylko poważnego skażenia Europy, ale katastrofy, która zniszczyłaby życie na kontynencie na wieki.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 lipca 2019 w seriale

 

Tagi: , , , ,

Smoleńsk

Jak w starym dowcipie, jeśli zastąpi się kalumnie o „Smoleńsku” miłościwym milczeniem, to zapadnie cisza 🙂

Goebelsowska propaganda to nie jedyne zło jakim Antoni Krauze męczy widza. Film jest monumentalnie durny, obrażający inteligencję Polaków, w dodatku zagrany w sposób urągający elementarnemu pojęciu o grze aktorskiej.

Znośna, choć drewniana pierwsza część opowieści o spisku smoleńskim i winie Tuska niczym nie zaskakuje, realizując się w mało wysublimowanych dygresjach i pomówieniach. Machiaweliczny szef „prywatnej telewizji”, aroganccy politycy rządzącej kliki, itd, itp. Prawdziwym bólem jest końcówka, w której opary absurdu sięgają zenitu. Połączenie Smoleńska z Katyniem niszczy umysł niczym zabójcze promienie gamma najeźdźców z kosmosu.

Co się raz zobaczyło, to się już nieodzobaczy.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 15 marca 2019 w kino 2019, Nie do obejrzenia 2019

 

Tagi: , , , ,

Ocaleni („Passengers” 2008)

Młoda psycholog Claire (Anne Hathaway) ma pomóc ofiarom katastrofy lotniczej. Garstka cudownie ocalałych zachowuje się dziwnie, a niektórzy z nich wkrótce znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.

Sprawy zaczynają przybierać gorszy obrót, gdy Claire poznaje fakty niewygodne dla linii lotniczych, a związek z jedną z ofiar, Ericem (Patrick Wilson), wykracza daleko poza profesjonalną pomoc. Młoda pani psycholog czuje rosnącą presję, której źródeł upatruje w skrywanych po katastrofie niewygodnych faktach.

„Ocaleni” to film z rodzaju tych, których opis musi podlegać restrykcyjnej cenzurze. Oczywiście z uwagi na scenariusz, którego celem jest zaskoczenie widza. Dramat obyczajowy z elementami thrillera to wygodna szufladka, w której film początkowo dobrze się mieści.

Początkowo „grubo ciosany” i mdlący romantyczną naturą związku Erica i Claire zyskuje rumieńców wraz z końcem. Hollywoodzka metafizyka przypomina momentami tą z „Szóstego Zmysłu”. Ale przecież nie o głębszą myśl tu chodzi, ale o efekt „wow”, który sprawi że widz wyjdzie z kina przejęty.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11 listopada 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Deepwater Horizon

20 kwietnia 2010 podczas wiercenia szybu podmorskiego, doszło do niespodziewanego wybuchu na ultranowoczesnej platformie wiertniczej. „Deepwater Horizon”, jedna z dwóch bliźniaczych platform firmy Transocean, pracujących dla światowego koncernu BP kończyła właśnie prace nad kolejnym odwiertem w Zatoce Meksykańskiej, 200 km od Nowego Orleanu.

Tego dnia zawiodły wszelkie zabezpieczenia, ale zabójczą serię zapoczątkował ludzki błąd. Warta 560 milionów dolarów pływająca konstrukcja zatonęła po 2 dniach. Pierwotną przyczyną był błąd w cementowaniu podmorskiej studni i presja wywierana przez management firmy BP, obecny tego dnia na platformie.

„Deepwater Horizon” pokazuje katastrofę niezwykle plastycznie. Twórcy dołożyli starań, aby komputerowe efekty nie przyćmiły dramatu ludzi, którzy stracili życie w katastrofie.  Szczęśliwie dla fabuły, odtwórcy głównych ról – M.Wahlberg i K.Russell nie szarżowali ze swadą wśród płomieni, jak to czasami w amerykańskich filmach bywa. Szkoda tylko, że film zupełnie pominął skutki wybuchu „Deepwater Horizon” – największej w dziejach ludzkości katastrofy ekologicznej. Ale to już zapewne temat na kolejny katastroficzny scenariusz.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 października 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , ,

Aftermath

 Chociaż nie ma tego w napisach początkowych, ta historia inspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami.

Na skutek fatalnego zbiegu okoliczności, kilka błahych błędów ludzkich doprowadza do zderzenia dwóch samolotów.

Na lotnisku na żonę i córkę czeka Roman (Arnold Schwarzenegger). Jeszcze nie wie, że informacja o opóźnieniu zmieni się w rozmowę z psychologiem i informację „nikt nie przeżył”. Swój własny dramat przeżywa kontroler ruchu (Scoot McNairy). Katastrofą obwinia wyłącznie siebie.

Losy obu mężczyzn znajdą się raz jeszcze na kursie kolizyjnym.

Prawdziwa katastrofa miała miejsce w 2002 roku na granicy Niemiec i Szwajcarii. Nad Jeziorem Bodeńskim wyczarterowany TU-154 baszkirskich linii lotniczych z 45 dziećmi na pokładzie zderzył się z Boeningiem 757 firmy DHL. Na pokładzie Tupolewa oprócz grupy dzieci, przypadkowo znalazły się jeszcze dwie kobiety – rodzina Witalija Kałojewa. Dwa lata po katastrofie Kałojew odszukał kontrolera lotów…

„Aftermath” to kolejna produkcja spoza „tradycyjnego” emploi Arnolda Schwarzeneggera. Siedemdziesięciolatek nadal ma spore ambicje i nie spoczywa na laurach, ale role dobiera rozważnie. Po romansie z polityką Arnie nie garnie się już do filmów akcji i coraz częściej stara się grać twarzą a nie bicepsem. Całkiem udana rola Schwarzeneggera w ciężkim dramacie.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 lipca 2017 w kino 2017

 

Tagi: , ,

400 days

fourzerozero_daysGrupa ludzi uczestniczy w eksperymencie naukowym. Przez 400 dni zamknięci w modelowym „statku kosmicznym” mają sprawdzić jak podróż kosmiczna wpływa na ich psychikę. W trakcie pobytu w podziemnym bunkrze uczestnicy zaczynają odczuwać, że coś poszło nie tak jak powinno.

„400 days” stanowi kolejną wariację oklepanego tematu „człowiek kontra jego psychika”. W tym przypadku, temat kolejny raz bazuje na zachowaniu astronautów, których przestrzeń życiowa zawęża się do kilku metrów pomieszczenia otoczonego wrogim bezkresem wszechświata. Pierwsze sceny zdają się wprowadzać w temat nieco zamieszania – bohaterowie udają się do podziemnego schronu – symulatora, co ludzkiemu umysłowi daje komfort bezpieczeństwa (w każdej chwili można wyjść na powierzchnię).

„400 days” nie jest dziełem wybitnym i odkrywczym. Przynosi jednak kilka ciekawych zwrotów akcji i niejednoznaczne zakończenie. I to jest w nim fajne.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 listopada 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , ,

Plague (2015)

PlagueAwangardowa wersja apokalipsy według zombie. Australijczycy stworzyli film w manierze bliższej produkcjom psychologicznym niż porządnemu slasherowi. Gdyby nie ulegli modzie na modną filmową plagę, byłby to film o ludzkiej psyche w obliczu końca cywilizacji. To nie pierwszy taki projekt. Wystarczy wspomnieć efekciarskie Mad Maxy czy „These Final Hours” zdradzający całą fabułę w tytule. Zdaje się, że koniec świata to australijski „konik”.

Grupka ludzi ukrywa się daleko od skupisk ludzkich, drżąc każdej nocy na dźwięki dochodzące zza metalowej szopy. W grupie wybucha konflikt przy uzgodnieniu decyzji o odjeździe. Opuszczona Evie pozostaje na miejscu czekając na swojego męża. John wraca, ale jest na skraju załamania nerwowego. Do dwójki dołącza Charlie. Przybycie tego ostatniego zdaje się być nową nadzieją. Zaradny i zdecydowany przybysz okazuje się jednak nie tym za kogo się podaje.

„Plague” jest produkcją skupioną na emocjach. Film powtarza za innym klasykiem gatunku: „To nie potwór jest straszny – powinniście bać się człowieka”. Artystyczny sznyt pracy kamery i gra bliżej nieznanych europejskiemu widzowi aktorów przypomina nieco teatr z kolejnymi osobami wkraczającymi na scenę.

Jak w wielu produkcjach z „kraju kangurów” i tutaj fantastycznie grają plenery. Niewiele im trzeba do sugestywnego naszkicowania postapokaliptycznej pustki. W filmie praktycznie nie występują osobniki zarażone. Widzimy wyłącznie oszalałe spojrzenia „zdrowych” – ich postępujące zezwierzęcenie, panikę i irracjonalne decyzje.

Wraz z pojawieniem się w kadrze Charliego scenariusz klaruje się brnąc w stronę wyświechtanej opowieści o obcym. Pod tym wględem „Plague” daleko jednak do „Przylądku Strachu’ z De Niro u szczytu możliwości i nominacją do Oscara.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 listopada 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,

Air

AirDwóch techników budzi się ze snu kriogenicznego. Zgodnie z harmonogramem mają określony czas i zasoby tlenu do wykonania standardowych zadań serwisowych. Ich praca polega na doglądaniu maszynerii utrzymującej w głębokim śnie starannie wyselekcjonowaną grupę naukowców – grupę, która ma przywrócić świat do życia po wielkiej katastrofie.

Cartwright (Djimon Hounsou) ma problemy ze swoją kabiną. Wspólnie z Bauerem (Norman Reedus – Daryl w „The Walking Dead”) próbują zdobyć niezbędne części w innym module wielkiego silosu. Wyprawa daje obu technikom ponurą wiedzę o otaczającym ich świecie.

Dwóch facetów budzących się w niskobudżetowym tuneliku z folii momentami bardziej przypomina „Seksmisję” niż nowoczesne S-F. Ich zachowania są momentami zdumiewające a emocje przedziwnie skanalizowane nie na tym, czym zająłby się umysł człowieka mającego nad głową zegar odliczający czas i pozostały do dyspozycji tlen. Dodatkowego zamieszania dodaje wyimaginowana przez Cartwrighta osoba. Trudno dojść „co autor miał na myśli” wprowadzając tą postać do filmu.

Scenarzyści starali się niskim kosztem nadać otoczeniu bohaterów charakteru „vintage” jakby cała maszyneria i fakt adaptacji do życia post nuklearnych silosów wynikała z pośpiechu. Najbardziej zabawne są stare monitory („bańki”) ustawione obok nowych LCD. W filmie dużo jest takich „smaczków” i lepiej się w nie nie wgłębiać 🙂

„Air” nie jest może filmem złym, ale nie wnosi nic nowego do kina i gatunku. To bardziej studium zamknięcia dwóch ludzi w szafie niż Science Fiction.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 listopada 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,

Into the Storm

EpicentrumGrupa „łowców burz” trafia w Oklahomie na wybitny okaz. Burza z tuzinem trąb powietrznych bliźniacza do tej, jaka musiała zbesztać Noego przy okazji potopu. Filmowcy do społu z pseudo naukowcami z przerażeniem odkrywają, że (mój Boże!), tornado zagraża szkole w miasteczku. Wkrótce odkrywają, że burza zagraża wszystkiemu i wszystkim.

Kino katastroficzne rządzi się swoimi prawami. Tu nie chodzi o spójność czy logikę. Chodzi o spektakularną rozpierduchę. Byłoby jednak miło, gdyby wymówka do zrobienia „jesieni Średniowiecza” z amerykańskiej prowincji miało choćby malutką dramaturgię trzymającą widza w napięciu. „Epicentrum” rozpędza się swoimi trąbami powietrznymi jak psujący się odkurzacz. Zanim na dobre zawyje – wyłącza się. Do nie najlepszego scenariusza dokłada się plejada drewniaków grająca role ofiar kataklizmu. Jedyna znana z twarzy Sarah Wayne Callies powtarza wprawdzie swoje wylęknione miny z „Walking Dead”, ale to i tak najlepsza z kreacji. O reszcie szkoda wspominać.

„Epicentrum” podobnie jak „San Andreas” najeżone jest absurdem a poziom „artystyczny” jest dramatyczny. Kilka lepszych scen i efektów FX nie ratuje tego dziełka, a zbieżne ze wspomnianym „San Andreas” zakończenie kolejny raz przypomina walący się kibel i Pałac Kultury („Rozmowy Kontrolowane”). U Barei „to się odbuduje” miało swój zabawny podtekst. Amerykański hart ducha zaczyna przypominać deklaracje radzieckich junaków.

 

PS. Biedna ta Oklahoma. Gdyby film zobaczyła rodzina Joadów, załamaliby się do końca.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 października 2015 w kino 2015, Nie do obejrzenia 2015

 

Tagi: , ,