RSS

Archiwa tagu: szpieg

Mile 22

James Silva (Mark Wahlberg) cudowne nadpobudliwe dziecko wyrasta na super duper nadpobudliwego agenta.

Agent dużo gada, strzela z gumki i drze ryja na komputerowych nerdów, których chce zmotywować do dekryptażu dysku. Co oczywiście i tak nie może się zdarzyć, bo w łeb wziąłby scenariusz. Ale od początku.

Do ambasady amerykańskiej w azjatyckim mieście dociera nietypowy zbieg. Li Noor twierdzi, że na zaszyfrowanym dysku ma krytyczne dla FBI informacje o lokalizacji radioaktywnego cezu.

Rozpoczyna się brutalna gra o głowę bezcennego świadka. Specjalna jednostka FBI ma za zadanie przewieźć Li Noora przez miasto, pokonując tytułowe 22 mile. Co oczywiście nie jest tak przyjemne jak podróż do ulubionego dyskontu Biedronka.

Twardy niczym Roman Bratny Wahlberg i znana z Walking Dead Lauren Cohan to dwie główne atrakcje „Mile 22”. Do tego tradycyjnie wygimnastykowany Azjata i John Malkovich jako opanowany mózg operacji.

Sensacyjny przeciętniak z przegadanymi scenami i przekombinowanymi intelektualnie dialogami siepaczy spod znaku FBI.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 czerwca 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , , ,

Wielkie Oszustwo – Ben Macintyre

Żołnierze, którzy walczyli na polu bitwy D-Day, nie wiedzieli, że polski patriota, peruwiańska hazardzistka, francuska miłośniczka psów, serbski hulaka i hiszpański hodowca drobiu, razem i w najgłębszej tajemnicy, poprowadzili ich do zwycięstwa (…)

Brutus, Bronx, Skarb, Trycykl i Garbo nigdy się nie spotkali. Mimo to indywidualnie i razem, w
miarę jak nastawała wiosna, a wojska alianckie przygotowywały się do największego desantu
morskiego w dziejach, tkali gobelin kłamstw tak gruby i szeroki, że stopniowo przykrywał cały
niemiecki system wywiadowczy.P

Szpiegomania

Opowieść o wielkiej mistyfikacji, prowadzonej przez lata przez sekcję kontrwywiadu MI5, której celem była zakrojona w szerokim ujęciu kampania dezinformacji wywiadu III Rzeszy zaczyna się w miejscu narastającej na wyspach „szpiegomanii”:

„Wraz z wybuchem wojny Wielką Brytanię ogarnęło coś, co Liddell nazwał „psychozą piątej
kolumny”, niewzruszone i powszechne przekonanie, że kraj jest naszpikowany
nieprzyjacielskimi szpiegami, gotowymi chwycić za broń, jeśli Hitler dokona inwazji (…)”

„Istnieje ściśle określona grupa ludzi podatnych na szpiegomanię” – pisał Winston Churchill,
który sam na nią cierpiał. Ci wyimaginowani szpiedzy występowali w przebraniu zakonnic,
ekspedientów, kościelnych i komiwojażerów. Na pozór cieszyli się nieposzlakowaną opinią.

Rzeczywistość była zarazem budująca i trywialna – od początku wojny Brytyjczycy sprawnie wyłapywali kolejnych agentów. Największym atutem brytyjskich służb było oczywiście posiadanie maszyny Enigma. Dzięki niej znano plany utworzenia nazistowskiej siatki szpiegowskiej. Sprawnemu wywiadowi angielskiemu pomagała jednak przede wszystkim zdumiewająca nie indolencja Abwehry, która zdawałoby się celowo wysyłała na misję szpiegów rodem z komediowych skeczy „Monty Pythona”:

Większość (niemieckich szpiegów) była źle przeszkolona i przerażona; niektórzy w ogóle nie mówili po angielsku i mieli bardzo mgliste pojęcie o kraju, w którym przyszło im działać. Nie wyglądali jak
stateczni obywatele brytyjscy – wyglądali jak szpiedzy. Tylko kilku było prawdziwymi
nazistami. Reszta podjęła się tego zadania z chciwości, żądzy przygód, ze strachu, z głupoty
albo pod wpływem szantażu. W ich szeregach znalazło się kilku kryminalistów, degeneratów i
alkoholików. Według jednego z raportów MI5 „znaczny odsetek cierpiał na choroby
weneryczne”. Niektórzy oportunistycznie zgłosili się na ochotnika, żeby szpiegować przeciwko Wielkiej Brytanii, z zamiarem dezercji. Niektórzy od początku byli antynazistami.

Osobliwy był szczególnie jeden przypadek Szweda Gosta Caroli:

Pewnego wieczoru, w zakonspirowanym lokalu w Hinxton niedaleko Cambridge, podkradł się do
swojego strażnika, gdy ten stawiał pasjansa, i próbował go udusić kawałkiem liny. Kiedy mu się
to nie udało, przeprosił, przywiązał strażnika do krzesła i uciekł z puszką sardeli, ananasem
i kajakiem. Następnie ukradł motocykl i pojechał, bardzo powoli, w stronę wybrzeża, z
płóciennym kajakiem na głowie. Zamierzał powiosłować do Holandii. Robotnik drogowy powiadomił
policję, że mężczyzna wiozący kajak spadł z motocykla na Pampisford Road, a „on pomógł mu
przerzucić kajak przez żywopłot”. Caroli został aresztowany niedaleko Ely. Szwed był
najwyraźniej niewiarygodny; uznano, że nie nadaje się na podwójnego agenta, i uwięziono go do
końca wojny.

Gołębie

Ale fantastów nie brakowało i wśród Anglików. Jeden z oficerów MI5 miał kompletnego fizia na punkcie używania gołębi pocztowych w celach szpiegowskich. Jego pasja hodowcy przerodziła się w manię, która pochłonęła sporo czasu i środków Korony. U podstaw leżało przekonanie o tym, że ptasia poczta będzie głównym kanałem informacyjnym dla tysięcy głęboko zakonspirowanych na Wyspach niemieckich szpiegów (patrz: #szpiegomania).

„Naziści docenili znaczenie gołębi: każdy z 57 tysięcy hodowców gołębi w Niemczech musiał mieć świadectwo prawomyślności politycznej wydane przez Gestapo, Żydom zakazano hodowania gołębi, a Niemiecka Federacja Gołębi znalazła się pod nadzorem SS. „Himmler, który przez całe życie był hodowcą i entuzjastą gołębi, wniósł swój entuzjazm dla gołębi do Gestapo”

„dwa niemieckie gołębie, przenoszące rutynowe wiadomości ćwiczebne, zniosło nad kanał La Manche podczas złej pogody. „Oba ptaki są teraz jeńcami wojennymi i ciężko pracują przy rozmnażaniu gołębi angielskich”

Gołębie okazały się jałowym tropem, ale gotowość przechwycenia ptasiej armady była pielęgnowana przez wspomnianego oficera aż do inwazji na plaże Normandii. Żarty na bok. Szpiedzy – nawet jeśli większość z nich było nieudacznikami – stanowili realne zagrożenie wojenne. W ramach struktur MI5 wyłoniła się organizacja

Double Cross

Double Cross („XX System”) wziął się z nazwy „Komitetu Dwudziestu” – organizacji stworzonej do zbudowania siatki kontrwywiadowczej składającej się z przechwyconych niemieckich szpiegów. Komitet oczywiście nie miał dwudziestu członków. Komitet zbierał się w siedzibie MI5 przy James’s Street 58 w każdy czwartek po południu aż do końca wojny.

Anglicy posiadają specyficzny rodzaj humoru. Kapturowanie podwójnych agentów miało w sobie coś z zabawy. Oficerowie „XX” zbudowali siatkę osobliwych postaci, nadając im z lubością zabawne pseudonimy.  Pierwszymi byli agenci „Żyrafa” i „Gąsior”. Obaj szybko zakończyli karierę „spaleni” w oczach Abwehry

Zdaniem Mastermana „sprawa Żyrafy zakończyła się fiaskiem głównie z powodu braku
strawy”

Później przyszedł czas na agentów „Selera” i „Marchewkę”, „Mutta i Jeffa” (postaci z komiksu), „Niechluja”, „Balona”  i „Koszyka”. Włoskiego agenta nazwano natomiast agentem „Serem” 🙂 Kolejni szpiedzy okazali się strzałem w dziesiątkę. Wśród nich największym skrabem okazali się agentka „Skarbek”, „Artysta”, „Zygzak” (od niestabilności emocjonalnej), „Garbo”,  „Brutus” (polski oficer Roman Czerniawski) i Serb Dustan Popov (agent „Trycykl”).

MI6 nadał Pujolowi pseudonim „Bovril”, od gęstego, słonego bulionu, który, podobnie jak wyciąg
z drożdży, przemawia tylko do brytyjskiego podniebienia i też nie zawsze.

Tak powstał zdumiewający zespół, którego działanie przyczyniło się do ostatecznego zwycięstwa Aliantów. Pdowójni agenci starannie prowadzeni przez angielskich oficerów kontrwywiadu przez cztery lata wojny budowali swoją reputację i „karmili strawą” swoich niemieckich opiekunów. Stawka została podbita po raz pierwszy w trakcie przygotowań do inwazji Aliantów na Sycylię.

Johnny Bevan miał zwyczaj sądzić innych po pozorach, zwracając szczególną uwagę na schludność
munduru, ale prawdopodobnie nikt w armii brytyjskiej nie wiedział lepiej od niego, że pozory
często mylą. Od maja 1942 roku kierował Londyńską Sekcją Kontroli, w skrócie LCS, a Winston
Churchill rozkazał mu „przygotować plany mistyfikacji na skalę globalną”i brać pod uwagę
„każdy sposób obliczony na zmylenie lub wprowadzenie w błąd przeciwnika”. Jako kontroler
Bevan stał się mózgiem wojennego oszustwa, nadzorującym globalną sieć podstępów i mistyfikacji
z podziemnego rojowiska pod Whitehall, znanego jako Pokoje Gabinetu Wojennego.

Mistrzowski plan wyprowadzenia Niemców na manowce zakończył się nie tylko sukcesem militarnym. Mimo porażki na południu Włoch, Naziści pozostali przekonani o wyjątkowej wartości swojej siatki szpiegowskiej w Anglii. Zespół Duble Cross sięgnął maestrii w mistyfikacji. Kolejnym krokiem i najważniejszym celem Aliantów była operacja „Overlord”.

FUSAG – nieistniejąca armia Pattona

Podczas gdy uzgodnione przez Wielką Trójkę w Teheranie utworzenie drugiego frontu we Francji ruszyło pełną parą, siatka „XX” karmiła niemiecki wywiad kolejnymi rewelacjami. Agenci przystąpili do „Operacji Fortitude”, której celem było wmówienie Nazistom przygotowań do inwazji w miejscach innych niż faktycznie planowanych. Depesze szpiegów nie były jednak jedynym punktem programu. Brytyjczycy przygotowali wielki spektakl tworząc wyimaginowaną armię inwazyjną Pattona „FUSAG”.

Nadpobudliwy i buńczuczny Patton stał się osnową nowego planu. Dowodzący lądowaniem na Sycylii generał był jednoznacznie postrzegany przez Nazistów jako najważniejszy z generałów. Nie wiedzieli jednak o kompromitacji amerykańskiego kowboya, po którym został on odsunięty od dowodzenia.

George Patton, energiczny, zawadiacki i nader nieprzyjemny generał, który poprowadził wojska
amerykańskie do szturmu na Sycylię, popadł w niełaskę za znieważanie i policzkowanie
wyczerpanych walką żołnierzy w przekonaniu, że są tchórzliwymi symulantami. „Powinienem
zastrzelić cię osobiście” – oświadczył Patton jednemu przerażonemu szeregowcowi. „Nie ma
czegoś takiego jak szok bitewny. To wymysł Żydów”

Mimo wszystko Pattonowi przypadła nie mniej ważna, choć bliższa teatrowi niż armii rola – został „twarzą” kampanii dezinformacyjnej w najważniejszej rozgrywce II wojny światowej.

(…) FUSAG, liczącą 150 tysięcy ludzi, formującą się, odbywającą ćwiczenia i przygotowującą do
walki: fałszywe obozy wojskowe, fikcyjne lotniska, ponad 250 atrap barek desantowych
nazywanych „mokrymi wackami” i barek desantowych do przewozu czołgów nazywanych „wielkimi
wackami” („mokry wacek” oznaczał w żargonie angielskiej szkoły publicznej wioślarza, natomiast
gracz w krykieta był „suchym wackiem”).

Operacja „Fortitude” okazała się wielkim sukcesem. Hitler wierzył w doniesienia swoich szpiegów długo po rozpoczęciu lądowania w Normandii, wciąż powtarzając wmówioną mu ideę „Operacji Bodyguard” – głównego ataku w okolicach Calais. Ideę, która zrodziła się w umysłach alianckich oficerów i została starannie przygotowana przez zespół „Double Cross”. Ale historia podwójnych agentów nie skończyła się nawet w obliczu oczywistego blamażu siatki i niemieckiej klęski we Francji. Szpiedzy „karmili” swoich niemieckich prowadzących jeszcze przez długi czas, do końca wojny balansując na granicy zdemaskowania.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 października 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Red Sparrow

Świetnie zapowiadająca się diva baletowa upada na scenie Teatru Bolszoj. Skomplikowane złamanie w jednej chwili przekreśla jej przyszłość, odsyłając do skromnego mieszkanka na moskiewskim blokowisku. Dziewczyna opiekuje się poważnie chorą matką. Prócz maestrii w sztuce baletu nie ma żadnych umiejętności, aby utrzymać rodzinę w skromnym, służbowym lokum.

Zdesperowana Dominika Egorova (Jennifer Lawrence) przyjmuje ofertę pomocy wujka Wani – wysoko postawionego urzędnika FSB. Praca w charakterze osoby do towarzystwa ma być lekka i pozbawiona dwuznaczności.

Naiwna tancerka wpada w pułapkę zastawioną przez wyrachowanego krewnego. Pierwszy kontakt z działaniem tajnych służb skutkuje  wyjazdem Dominiki do legendarnej szkoły „czerwonych jaskółek”. Elitarna jednostka szkoli młodych ludzi do fanatycznego oddania służbie mateczce Rosji. Najlepsi zostaną szpiegami na usługach tajnych służb.

Wysłana do Budapesztu, młoda agentka uczestniczy w brudnej grze wywiadów. Oczekiwania centrali są jasne: „Jaskółka” ma uwieść agenta CIA, żeby odnaleźć głęboko zaszytego amerykańskiego „kreta”.

Ekranizacja prozy Jasona Matthewsa trzyma w napięciu. Choć jest to kino przede wszystkim rozrywkowe, twórcom udało się nieźle odtworzyć klimat współczesnej putinowskiej Rosji, z jej społecznymi dysproporcjami i niedopowiedzianą rolą tajnych służb.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 września 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , ,

Atomic Blonde

Agentka MI6 Lorraine Broughton z misją specjalną za Żelazną Kurtyną. W Berlinie poszukuje tajnej listy szpiegów – przedmiotu mrocznego pożądania wywiadów po obu stronach berlińskiego muru. Jest jesień 1989. Po zachodniej stronie Berlin pełen jest kolorowych reklam i nocnych klubów. Po wschodniej szarość komunizmu ubarwiają Trabanty. Wszystkie szare.

Agentka Lorraine to wybuchowa mikstura złożona z pierwiastków Bond i Bourne, wlana w ciało blond bestii w krótkiej mini. Nie brakuje jej i intelektu, zaprawionego sporą dawką cynizmu i bezczelności.

„Atomic Blonde” nie byłoby niczym więcej niż kolejnym sensacyjnym filmem o szpiegach walących się po pyskach gdyby nie trzy czynniki, których użycie stworzyło mieszankę wybuchową.

Pierwszy to obsada: Charlize Theron otoczona świetnymi aktorami. Jak zawsze doskonali James McAvoy, Eddie Marsan, John Goodman i Toby Jones.

Drugi to sam Berlin czasów Pierestrojki, rozdarty na dwie części, z których każda ma swój niepowtarzalny charakter.

Trzeci to muzyka – genialnie dobrana muza niespokojnych lat, Bowie, New Order, Depeche Mode a nawet popowe przeboje Neny, George Michaela i Duran Duran.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 marca 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Snowden

Laurka na cześć Edwarda Snowdena, byłego pracownika CIA i NSA, sprawcy najbardziej spektakularnego wycieku ultra tajnych danych z serwerów amerykańskich agencji rządowych.

Życiorys Edzia obserwujemy od ambitnej próby zostania komandosem. Jak facio w profesorskich pinglach był w stanie się tam w ogóle dostać pozostaje zagadką biografów. Po ekspresowym epizodzie w wojsku i niefortunnym wypadku kolega Snowden odczuwa coś na kształt miłości do komputerów. W trakcie pobytu w szpitalu zostaje geniuszem i wkrótce ląduje w tajnej siedzibie CIA. Na miejscu przyćmiewa wszystkich, nawet mistrza niezamierzonej autoironii – Nicolasa Cage (tu w roli wynalazcy – belfra nieco sfrustrowanego swoim miejscem na Ziemi).

Sceny mające nakreślić sylwetkę słynnego szpiega „pro bono” przeplatane są wywiadem, jakiego Snowden udziela angielskim dziennikarzom „The Guardian”. Dopiero w nich widz ma szansę wyczuć cięższą atmosferę pogoni za jednym z najbardziej poszukiwanych obywateli USA.

Oliver Stone ma za sobą kilka znaczących filmów. Reżyser znany jest ze swojego zaangażowania społecznego, więc podjęcie tematyki afery Snowdena doskonale pasuje do jego emploi. „Pluton”, „Born on the 4th of July” czy „JFK” niosły za sobą wyrazisty, choć nie zawsze obiektywny obraz Ameryki swoich czasów. „JFK” „Nixon” czy nawet „W” ciekawie portretowały ludzi u szczytu władzy.

„Snowden” jest laurką malowaną pastelowymi barwami. W miejscu gdzie znany z ostrej krytyki Stone powinien zagrać mocniej, widzimy mało przekonujące powody postępowania „hakera”. W miejscu gdzie film powinien opowiedzieć historię – są nijakie scenki. Nie przekonuje nawet scena ucieczki z danymi, choć to kulminacja fabuły. Ze scenariusza przeziera zachwyt nad czynem byłego pracownika CIA, ale reżyser nie potrafi tego dobitnie przekazać. Z produkcji broni się jedyni Joseph Gordon-Levitt grający na wyciszeniu i nieźle przypominający oryginał.

Film Olivera Stone niewiele wniósł do jego zawodowego portfolio i nie zabrał znaczącego głosu w dyskusji o tym, co „Snowden Gate” przyniosła światu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 czerwca 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , ,

Jason Bourne

jason-bourne

„Pamiętać wszystko nie znaczy wiedzieć wszystko”

Jason Bourne zna już swoją tożsamość, ale nie zna przeszłości. W erze Snowdena żadne dane nie są bezpieczne, a twórcy filmu dają tego wyraz przekazując w ręce filmowych hakerów najtajniejsze z tajnych akt CIA. Wśród danych, które wyciekły są także „Black Ops”. To kolejny klucz do samoświadomości Jasona Bourne.

Bourne zyskuje sprzymierzeńca w byłej agentce Nicky Parsons – skruszone i pomocne agentki to tradycja kolejnych części Bourne’a. Strzępki danych jakie uzyskuje główny bohater pozwolą mu odkryć kolejną ciemną część układanki własnej genezy.

Podobnie jak każda z części cyklu, „Jason Bourne” to dynamiczna, perfekcyjnie zagrana i zmontowana akcja typu „Seek and Destroy”. I ponownie ten nietrudny do przewidzenia, oklepany schemat doskonale się sprawdza. Taka jest zresztą uroda ekranizacji popularnych serii sensacyjnych począwszy od Bourne’a przez Jacka Reachera, po klasycznego Jamesa Bonda. Każdy z nich to murowany blockbuster i maszynka do robienia pieniędzy.

Każdy z powyższych filmów ma na szczęście swoją estetykę i swoją „filozofię”:  Jack Reacher jest twardym żołdakiem o specyficznym poczuciu humoru , Bourne zabójczo skuteczny a Bond to ucieleśnienie angielskiego szyku.

W przeciwieństwie do swojego angielskiego konkurenta – agenta 007 – Bourne nie potrzebuje zbrojmistrza i miliona bajeranckich gadżetów. Jason bierze to, co przynosi mu chwila – ot, chociażby koktail Mołotowa wyrwany z ręki anarchisty na ulicach Salonik.

Trzeci film Paula Greengrassa o przygodzie specjalnego agenta CIA trzyma widza w napięciu do ostatniej minuty. Perfekcyjną produkcję Universal Studios ogląda się z przyjemnością. Dzieje się tak dzięki pierwszorzędnej obsadzie z Mattem Damonem na czele, dynamicznym montażem i dużemu budżetowi, dzięki któremu duża część efektów specjalnych powstała w tradycyjny, żmudny sposób unikając sztuczności komputerowych grafik.

Greengrass trzyma rękę na pulsie głęboko zanurzając swojego bohatera w teraźniejszości. Stąd dane wykradzione przez wszechwładnych hakerów i akcja umieszczona w sercu europejskich zamieszek. A także spektakularne pościgi w Berlinie, Londynie i Las Vegas. Wielbiciele Bourne’a będą zachwyceni.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 Maj 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , ,

Our kind of Traitor

Młode małżeństwo na wyjazdowej sesji w ciepłych krajach próbuje uleczyć chłód związku. Pozostawiony sam sobie Perry (Ewan McGregor) przypadkowo poznaje towarzystwo hałaśliwych Rosjan. Ich szef, jowialny Dima zadziwiająco szybko uznaje angielskiego profesora za swojego kumpla.

Dima zwierza się Anglikowi z grożącego niebezpieczeństwa i prosi o pomoc. Gail i Perry wpadają w środek rozgrywki brytyjskiego MI6, rosyjskiej mafii i świata wielkiej finansjery.

„Our Kind of Traitor” jest ekranizacją powieści szpiegowskiej Johna Le Carré. Sławne nazwisko powinno być gwarantem sukcesu. Jest tak połowicznie. Film trzyma w napięciu i ciekawi. Nie ma tu jednak nerwu najwyższych lotów, który powodowałby nerwowe zaciskanie rąk przy każdej scenie.

„Zdrajca w naszym typie” zaskakuje nieco rozwojem historii, jednocześnie nie wywołując dużych emocji. Dobrzy skądinąd aktorzy – McGregor, Skarsgard, Lewis – nie wysilają się. Ewan tradycyjnie balansuje pomiędzy bohaterem akcji a rozkojarzonym wesołkiem. Damian Lewis („Homeland„) nie wychodzi ponad przeciętność. Ciekawszą robotę ma Stellan Skarsgard w roli ruskiego mafiozy. Szwed doskonale wypada w rolach intelektualistów. Jako ruski prostak szastający kasą wypada nieprzekonująco, w dodatku drażniąc nijakim, podrabianym słowiańskim akcentem.

„Our Kind of Traitor” ma chwytliwy tytuł, ale dzień po obejrzeniu nikt go nie będzie pamiętać.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 marca 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , ,