RSS

Archiwa tagu: Matt Damon

Ford v Ferrari

Projektant samochodów Caroll Shelby i kierowca Ken Miles podejmują się karkołomnej próby pobicia wyścigowej hegemonii stajni Ferrari. Polem walki będzie dwudziesto cztero godzinny wyścig Le Mans.

Czy toporny dwuślad z fabryki w Detroit doskoczy do mistera auto-sexi ze scuderia Ferrari? Pytanie retoryczne.

Lekki i przyjemny film nie pozostawia wiele miejsca wyobraźni. Smar, brud i oktany przekują wysiłki Shelby’ego i Milesa w największą nagrodę – samochód, który godnie stawi czoła niepokonanemu włoskiemu mistrzowi.

Pozostaje cieszyć się z kreacji głównych aktorów. Sprawnie grający Matt Damon o dziwo wypada tu lepiej niż szarżujący Christian Bale. Manieryzmy Dale’a mogą drażnić, podczas gdy oszczędna postawa zaskarbia sobie sympatię widza.

Trzeci bohater to oczywiście imponujący w swojej toporności Ford GT40 z 1966 roku.

Zastanawiające są aż cztery nominacje oscarowe, w tym w kategorii głównej za najlepszy film. Może członkowie Akademii jeżdżą Fordami? 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 lutego 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , , ,

Jason Bourne

jason-bourne

„Pamiętać wszystko nie znaczy wiedzieć wszystko”

Jason Bourne zna już swoją tożsamość, ale nie zna przeszłości. W erze Snowdena żadne dane nie są bezpieczne, a twórcy filmu dają tego wyraz przekazując w ręce filmowych hakerów najtajniejsze z tajnych akt CIA. Wśród danych, które wyciekły są także „Black Ops”. To kolejny klucz do samoświadomości Jasona Bourne.

Bourne zyskuje sprzymierzeńca w byłej agentce Nicky Parsons – skruszone i pomocne agentki to tradycja kolejnych części Bourne’a. Strzępki danych jakie uzyskuje główny bohater pozwolą mu odkryć kolejną ciemną część układanki własnej genezy.

Podobnie jak każda z części cyklu, „Jason Bourne” to dynamiczna, perfekcyjnie zagrana i zmontowana akcja typu „Seek and Destroy”. I ponownie ten nietrudny do przewidzenia, oklepany schemat doskonale się sprawdza. Taka jest zresztą uroda ekranizacji popularnych serii sensacyjnych począwszy od Bourne’a przez Jacka Reachera, po klasycznego Jamesa Bonda. Każdy z nich to murowany blockbuster i maszynka do robienia pieniędzy.

Każdy z powyższych filmów ma na szczęście swoją estetykę i swoją „filozofię”:  Jack Reacher jest twardym żołdakiem o specyficznym poczuciu humoru , Bourne zabójczo skuteczny a Bond to ucieleśnienie angielskiego szyku.

W przeciwieństwie do swojego angielskiego konkurenta – agenta 007 – Bourne nie potrzebuje zbrojmistrza i miliona bajeranckich gadżetów. Jason bierze to, co przynosi mu chwila – ot, chociażby koktail Mołotowa wyrwany z ręki anarchisty na ulicach Salonik.

Trzeci film Paula Greengrassa o przygodzie specjalnego agenta CIA trzyma widza w napięciu do ostatniej minuty. Perfekcyjną produkcję Universal Studios ogląda się z przyjemnością. Dzieje się tak dzięki pierwszorzędnej obsadzie z Mattem Damonem na czele, dynamicznym montażem i dużemu budżetowi, dzięki któremu duża część efektów specjalnych powstała w tradycyjny, żmudny sposób unikając sztuczności komputerowych grafik.

Greengrass trzyma rękę na pulsie głęboko zanurzając swojego bohatera w teraźniejszości. Stąd dane wykradzione przez wszechwładnych hakerów i akcja umieszczona w sercu europejskich zamieszek. A także spektakularne pościgi w Berlinie, Londynie i Las Vegas. Wielbiciele Bourne’a będą zachwyceni.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 Maj 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , ,

The Martian

the-martianZałoga Ares III, ziemskiej misji naukowej na Marsa porzuca prace i w pośpiechu opuszcza marsjańską równinę Acidalia Planitia unikając zabójczej burzy piaskowej. W trakcie ewakuacji na miejscu pozostaje astronauta Mark Watney, uznany za zaginionego. Watney’owi udaje się przeżyć i pokonać krytyczne problemy. Watney jest biologiem i chemikiem, co pomaga mu przetrwać dłużej niż zakładają racje żywnościowe a jego wewnętrzny optymizm nie pozwala mu poddać się z byle powodu.

Kiedy austronaucie udaje się użyć porzuconego Pathfindera do komunikacji z Ziemią, optymizm udziela się całej NASA. Zespół największych mózgów planety Ziemia próbuje ściągnąć „Marsjanina” do domu.

Ekranizacja powieści Andy Weira zaskakuje powrotem do gatunkowego optymizmu rodem z wiekowych opowiadań Juliusza Verne. Dziwne to tym bardziej, że autorem ekranizacji jest mistrz Ridley Scott. Reżyser nie tak dawno stworzył „Prometeusza” – posępną i mroczną opowieść o złej twarzy kosmosu. Z „The Martian” wieje niespotykanym od dłuższego czasu optymizmem, chociaż okoliczności są zgoła niezbyt rokujące.

Syzyfowe prace Marka Watneya nie tylko nie prowadzą do (co tu kryć – oczekiwanego nieuchronnie przez widza) smutnego końca na zabójczej Czerwonej Planecie, ale przeradzają się w rozrywkową transmisję z życia Pomysłowego Dobromira. Astronauta wspina się na wyżyny kreatywności a widz z rozdziawioną paszczą może zazdrościć mu olbrzymiej wiedzy z zakresu biologii, chemii, fizyki, austronautyki i kilku innych dziedzin naukowych.

Nie sposób myśleć o „The Martian” bez porównania z „Grawitacją” czy „Interstellar„. Dzieło Scotta jawi się przy dwóch wymienionych niczym bajka dla dzieci, w której bohaterowi pozwala się pokonać wszelkie prawa (w tym grawitacji 🙂

„The Martian” to po prostu dobrej rozrywki bez zadęcia w stronę 101% realizmu. Podkreśla to nie tylko wciąż roześmiana twarz Matta Damona, ale także puszczane przez niego klasyczne disco, absurdalnie brzmiące i … jak najbardziej na miejscu.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 30 marca 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , ,

Elysium

Elysium-Movie

Elysium to mitologiczna kraina umarłych, której odpowiednikiem w chrześcijaństwie jest raj. W filmie dziejącym się w 2154 roku Elysium to miejsce, do którego wyemigrowali najlepsi. Uciekli z przeludnionej i zanieczyszczonej Ziemi do stacji orbitalnej. W tym sztucznym raju ludzie wymieniają się francuskimi uprzejmościami i żyją w przestronnych jasnych domach. Przemytnicy oferują nielicznym ucieczkę do Elysium, ale wyprawa taka to wielkie ryzyko i znikoma szansa na pozostanie.

Na Ziemi życie toczy się zaś w slumsach a pozostali tu ludzie to niewolnicy pilnowani przez roboty – nadzorców. Wśród tych przegranych jest Max, były recydywista, obecnie robotnik w fabryce robotów. Doskonały kandydat do roli zbuntowanego bohatera.

Twórcą Elysium jest Neill Blomkamp, autor „Dystryktu 9”. Takie dowództwo gwarantuje obrazki doskonałe gdy akcja dzieje się na zrujnowanej Ziemi. Brudne zaułki, slumsy, zdegradowane tereny post-przemysłowe to otoczenie, którym Blomkamp napędza swoją (i naszą) wyobraźnię. Nie bez przyczyny też na statku najemników możemy dostrzec flagę RPA 🙂

W zakresie efektów specjalnych dzieje się dużo i widać, że autorzy skorzystali z pełnej gamy możliwości współczesnych komputerów. Cała wizja zgrabnie wkomponowuje się we współczesny design – od domów przyszłości zaczynając a na bumblebee’owych robotach kończąc.

„Elysium” ogląda się nieźle. Matt Damon zdążył przyzwyczaić nas do wiarygodnych ról zbuntowanych mięśniaków (ale takich myślących), nieźle wypada też tyczkowata Jodie Foster w białym garniturku. Akcja trzyma w napięciu a scenariusz z grubsza trzyma się kupy (chociaż to najsłabszy z elementów). W sumie to kolejny katastroficzny film z happy endem – trzymający poziom ale nie rewolucyjny.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 grudnia 2013 w kino 2013

 

Tagi: ,