RSS

Archiwum kategorii: literatura 2016

Markiz de Montespan – Jean Teule

hrabia-de-montespanPowieść Jeana Teule opowiada historię jednego z nielicznych ludzi, których nie oślepiło słońce Jego Wysokości Ludwika XIV. Markiz de Montespan istniał naprawdę i nazywał się

Louis Henri de Pardaillan de Gondrin, marquis de Montespan 

Pan Pardallian de Gondrin nie uległ pokusom korzystania z przywilejów, jakie dawała bliskość Króla Słońce. W epoce dworskich intryg i rozwiniętych do obłędu rytuałów wykazał się nadzwyczaj wysoko rozwiniętą moralnością nie godząc się na ciche przyzwolenie „wypożyczenie” własnej żony królowi. Musiał mieć zaprawdę wielkie cohones, żeby publicznie wypominać cokolwiek królowi. Faktem historycznym jest też ozdobienie powozu rogami jelenia i odprawianiem corocznych mszy żałobnych za małżonkę, która w tym samym czasie radośnie grała na królewskim flecie w komnatach Wersalu.

Françoise Athénaïs de Rochechouart de Mortemart, Marquise of Montespan stała się wpływową osobistością na dworze Ludwika XIV po tym, gdy Jego Wysokość wymienił zastąpił nią poprzednią „starą” kochankę. Była urocza, piękna, zabawna. Oczywiście do czasu kolejnej zmiany i urodzeniu po drodze siedmiu królewskich bękartów.

Powieść Jeana Teule skupia się na nieszczęsnym rogaczu i jego pięknej żonie. Los Markiza układa się w nieustanne pasmo porażek prowadzących od finansowych kłopotów szlachcica, któremu prawo zabraniało zarabiać pieniądze inaczej niż poprzez posiadany majątek i królewskie apanaże, przegrane wojny i stracone łupy, aż do panowania w rozpadającym się zamczysku z garstką wiernych sług.

Największym walorem opowieści są jednak nie same losy bohaterów a detaliczne opisy dworu królewskiego z jego dziwnymi zwyczajami. Zderzenie oświeconego absolutyzmu Króla Słońce i jego ulubienia elegancji z szokującymi zwyczajami higienicznymi to prawdziwe odkrycie tej książki.

Wersal? Śmierdząca sprawa 🙂

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Dziesięciu Murzynków – Agata Christie

i-nie-bylo-juz-nikogoNa odciętą od świata wyspę przybywa osiem osób zaproszonych przez tajemniczego pana U.N. Owena.  Na miejscu nie ma niestety tajemniczego gospodarza, jest za to para służących. Sztorm i odległość od stałego lądu odcina dziesięć osób od zewnętrznego świata (pamiętajmy, to początek XX wieku).

Wkrótce rytm dnia wyznaczają kolejne strofy dziecinnego wierszyka o murzynkach. Za każdym razem wraz z jedną porcelanową figurką Murzyniątka, ze świata znika odchodzi jeden z mieszkańców wyspy.

Powieść Agaty Christie z 1939 roku to klasyczny w formie kryminał. Grono ludzi, tajemnicze zbrodnie, malejący krąg podejrzanych. Intryga wciąga i nie puszcza aż do rozwiązania.

W pierwszym londyńskim wydaniu za tytuł użyto niezbyt poprawny politycnie wers „Ten Little Niggers”. W wydaniach późniejszych tytułem został wers z ostatniej zwrotki wierszyka „.. I nie było już nikogo”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Niemieckie requiem – Philip Kerr

niemieckie-requiemBerlin, tuż po wojnie. Na dymiących zgliszczach III Rzeszy zwycięscy Alianci rozgrywają swoje interesy. Nad strefą rosyjską zawisa ponury cień chaosu i bezprawia pod zbawczymi skrzydłami Armii Czerwonej. W strefach alianckich nie jest dużo lepiej. Tu też głód i bieda zmusza kobiety do prostytucji a mężczyzn o żebranie o niedopałek amerykańskiego Lucky Strike’a.

Detektyw Bernie Gunther tkwi w tym bagnie jak cała reszta Berlińczyków. Nie ma dobrych Niemców. Są tylko Szwabi, którym dopisało szczęście spalonych archiwów. Gunther ma za sobą wojenną przeszłość. Nie chciał być częścią zbrodniczej machiny, ale jako urzędnik Kripo automatycznie otrzymał legitymację SS.

Gunther otrzymuje zlecenie odnalezienia dowodów na niewinność swojego dawnego policyjnego kolegi Emila Beckera. Rusza do okupowanego Wiednia, miejsca gdzie stykają się interesy wszystkich wywiadów zwycięskich armii.

„Niemieckie requiem” można czytać jako niezależną książkę, ale jest to trzeci tom sławnej już „trylogii Kerra”.Wcześniejsze to „Marcowe Fijołki” i „Blady Przestępca”. W Polsce cykl nie miał dotychczas szczęścia i ukazał się w nieco chaotycznym porządku. Wydana została (nieprzypadkowo pod zmienionym tytułem) „Był Pan w Smoleńsku Kapitanie?” czyli dziewiąty (!) tom cyklu. Cyklu, bo od publikacji trylogii w latach 1989 – 1991) Philip Kerr zdążył opublikować kolejne 9 tomów.

Trzeci tom cyklu „Bernhard Gunther” to świetny kryminał noir osadzony w mrocznych czasach. Wojna się skończyła, ale nad Berlinem nie rozwiały się dymy ostatniej z bitew. Kerr doskonale wykorzystuje kontekst historyczny dla swojej opowieści. Zdarzają mu się wpadki – jak ta z pojawiającą się znikąd żoną – są to jednak małe niedoskonałości wciągającej historii.

Podobno do londyńskiego apartamentu Philipa Kerra wpadł ostatnio Tom Hanks. Plotki głoszą, że może być z tego serial. Trzymajmy kciuki. Z doświadczeniem Hanksa i scenariuszem Kerra można spodziewać się perełki.

 

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,

Na terenie Miltona Lumky’ego -Philip K. Dick

 

milton-lumkyBruce Stevens pracuje dla dużego dyskontu. Wciąż jest w drodze, odkąd wyrwał się z rodzinnego miasteczka Montario. Przejeżdżając przez tą dziurę w Idaho, w której spędził dzieciństwo postanawia odwiedzić byłą dziewczynę. Poznaje Susan, starszą od siebie o dziesięć lat kobietę, która dużo zmieni w życiu Bruce’a już od pierwszego dnia ich znajomości.

„Na terenie Miltona Lumky’ego” niestety dowiodło, jak złym pomysłem jest zachowywać, wydawać a wreszcie czytać wszystko co wyszło spod pióra renomowanego pisarza. P.K.Dicka uwielbiam, ale ta książka naprawdę nie ma nic do powiedzenia.

Historia sprzedawcy maszyn do pisania ma swój urok. Fajny jest klimat lat czterdziestych XX wieku. Amerykańska prowincja daleka od echa wojennego zgiełku skupia się bardziej na swoich przyziemnych sprawach. Nie mający złych wspomnień z Pacyfiku czy operacji Overlord „Skip” Stevens ma dwadzieścia cztery lata i przemożną chęć zmierzenia się z życiem. Susan ma intrygujący charakter, obiecujący ciekawy rozwój sytuacji.

Najbardziej tajemniczy jest tytułowy Milton Lumky. To na niego czekamy od pierwszych kart książki: kto to jest? Dlaczego jest tak ważny dla opowieści? I co z tym terytorium? Kiedy się pojawia, zanosi się na coś ciekawego. Dziwne zachowanie, symptomy nieznanej choroby, nietuzinkowy samochód. W nim cała nadzieja na niebanalny koncept książki.

W trakcie lektury można złapać się na czekaniu. Czekaniu na kosmitów, rozdwojenie jaźni lub cokolwiek, czym Philip K. Dick raczy czytelnika w każdej ze swoich opowiadań. Nic z tego. W tej książce nie tylko tego nie ma. Niestety nie ma w niej w zasadzie żadnego głębszego zamysłu czy pointy, która spowoduje, że książkę zamkniemy z satysfakcją.

Problem w tym, że historia idzie swoim rytmem i …. nic się nie dzieje.

Philip K. Dick podświadomie zakpił sam z siebie, a przy okazji z nas wszystkich. Napisał zwykłą, w dodatku mało przemyślaną powieść realistyczną. Nie ma w niej nie tylko miejsca na zjawiska nadprzyrodzone, ale nawet na ciekawy suspens regularnego świata.

Takiego „twista” chyba nikt się nie spodziewał, ale w sumie to marna pociecha.

 

Mały promyczek tej książki to przejęzyczenie Lumky’ego Miltona: „W Utah jest tak czysto z powodu LSD” Miał na myśli LDS (Latter-Day Saints – Kościół Świętych w Dniach Ostatnich, czyli mormoni) Symtopatyczne 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , ,

Tequila – Krzysztof Varga

tequila-k-vargaMonolog na weltschmerzu w specyficznym dla Krzysztofa Vargi języku i stylu.

Narrator – bezimienny wokalista zespołu –  zaczyna swoją gonitwę myśli w laczkach, na grubym kacu i z Grubym na barkach. Gruby to perkusista. Sęk w tym, że trójka kumpli z zespołu właśnie wynosi Grubego w trumnie.

Strumień (nieco) pijanej świadomości niesie kolejne scenki z życia punk-rockowej kapeli. O wszystko-żrącym denacie jest tu najwięcej, ale sporo też o reszcie: Abdulu i Martinezie. Przede wszystkim jest też o sensie życia i grania, upadku ideałów, wódzie, fajkach, wydawcy, markietingowcach wytwórni, cwanym managerze, łatwych, choć mało urodziwych fankach.

Całość podana fonetyczną nowomową języka ulicy, przynajmniej takiego jakim wymyślił go sobie w 2001 roku sam autor. Pizza to picca, rock to rok, impra, muza, w porzo. Od anglicyzmów pisanych po ludowemu momentami robi się słabo (dżob, strejedżowy bend, a nawet Kurt Kobejn).

„Tequila” wprawiła krytyków w zachwyt, podobnie zresztą jak pierwsze powieści Masłowskiej. Oboje z Vargą mają punkt styczny. Tworzą swój własny i niepowtarzalny styl bazujący na żywym języku, krzywo patrzący na obłudną poprawność codzienności. Trudno im odmówić oryginalności i uroku, choć momentami bywa brutalnie czy wręcz chamsko. Ale czy w rzeczywistości nie tak właśnie brzmi polska ulica?

Styl Krzysztofa Vargi jest na tyle charakterystyczny, że mógłby nie podpisywać się na okładce. Momentami drażni, czasem zachwyca, często rozśmiesza ciętą ironią i bezpardonowym punktowaniem wszelkich przejawów nadęcia zwanego „profesjonalizmem”.

W przypadku „Tequili” i jej narratora za wszystkim tym  kryje się gorzka pigułka. Wprawdzie „pankisnotded”, ale goniący za kasą niby niezależni twórcy odbierający na scenie „Frankensztajna” są już bardzo „ded”.

Łabędzi śpiew trzydziestoparoletnich dzieciaków, które nie chciałby dorastać. Tylko długie „hery” mocno już przerzedzone.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , ,

Dwór – Isaac Bashevis Singer

dwor-singerBóg sprzyja Kalmanowi Jakobi. Jego zaradność i pracowitość pozwalają wydzierżawić podupadający dwór hrabiego Jampolskiego. Wraz z sukcesem ekonomicznym przychodzi powszechne poważanie żydowskiej diaspory. Wreszcie pojawiają się godni kandydaci na mężów dla córek Kalmana, a jego stać na godny posag i wyprawienie tradycyjnego żydowskiego wesela.

Ale z zasobnością przychodzą też ludzkie demony. Zazdrość, zawiść, chciwość. Wokół Kamana zbiera się coraz więcej osób depczących świętą żydowską tradycję. Dybuków, jakby ich mógł nazwać sam bohater powieści.

„Dwór” to klasyczna powieść Isaaca Singera, dzieło epickie nie tylko z uwagi na zaginione dziedzictwo dawnego Judaizmu. To także świetnie odmalowany obraz polskiego społeczeństwa. O tyle cenniejszy, że widziany z perspektywy „drugiej strony”.

Powieść w przeważającej części skupia się na opisie osobliwej z dzisiejszego punktu widzenia codzienności społeczności semickiej z ich głęboką wiarą i wszelką aktywnością podporządkowaną rytuałowi.

To także zapis skomplikowanych relacji na poziomie wiary – pomiędzy ortodoksyjną wiarą a chasydyzmem – i na poziomie samoświadomości – pomiędzy żydowską tradycją a światowym postępem u progu XX wieku.

Powieść Singera wbrew opinii o autorze jako obserwatora własnej nacji stanowi niezwykły obraz Polski i Polaków w burzliwych czasach Zaborów, czasach niezwykłych przemian społecznych i ekonomicznych po katastrofie Powstania Styczniowego.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Batalista – Arturo Perez – Reverte

batalistaFaulques maluje fresk w zrujnowanej wieży dokonującej żywota na malowniczym hiszpańskim urwisku. Tajemniczy artysta zazwyczaj jest niepokojony raz dziennie głosem przewodnika, płynącym z cumującego nieopodal wycieczkowca.

Kiedy wielka scena batalistyczna nabiera kształtu, w surowej siedzibie Faulquesa pojawia się intrygujący gość. Nazywa się Ivo Markovic, a wraz z jego twarzą do malarza powracają wspomnienia z dawnych czasów.

Mroczna atmosfera „Batalisty” bez pośpiechu wprowadza czytelnika w detale głównych bohaterów. Każda rozmowa Faulquesa z Markovicem dodaje nowych elementów historii. Równolegle z losami hiszpańskiego reportera i chorwackiego żołnierza przed czytelnikiem rozwija się panorama bitwy malowanej ręką tego pierwszego. Każdy detal malowidła zdaje się być znaczącym obrazkiem z dziesiątek wojen. Zupełnie jak negatywy wychodzące z aparatu Faulquesa z każdego miejsca na Ziemi splamionej ludzką krwią.

W powieści Atruro Perez – Reverte nie trudno odszukać elementów autobiograficznych. Głęboki humanizm ukryty w pozornie sensacyjnej treści to największy smak tej książki. Rozważania o słusznych wyborach i moralności nabierają głębokich cieni z każdą stroną historii.

Perez – Reverte nie stawia czytelnikowi trudnych pytań. On tylko maluje przed naszymi oczami wielką scenę batalistyczną, w której zaplątany w pułapki historii człowiek sam musi dokonać wyboru. Mocne. Daje do myślenia.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,