RSS

Archiwa tagu: alkoholizm

Zabawa, zabawa

Magda, młoda ambitna pracownica korporacji. Dorota – dynamiczna prokurator robiąca karierę w palestrze. Teresa, szanowana lekarka z olbrzymim doświadczeniem.

Co je łączy? Procenty i ta nieznośna lekkość bytu, jaką osiąga się po ich spożyciu.

Jedna woli białe wino, druga szampana, ostatnia zdecydowanie czystą wódkę. Ze swojego picia nie robią ceregieli. Nie piją bo muszą. Nie dramatyzują. Sięgają po kieliszek bez poczucia winy.

Kamera podąża za bohaterkami w dniu, w którym niebo wali się im na głowę.

Ponure studium alkoholizmu. W „Żółtym szaliku” pióra wybitnego praktyka kieliszka Jerzego Pilcha Janusz Gajos sugestywnie zagrał alkoholika „z wyższych sfer”. Kinga Dębska powtarza historię w wydaniu kobiet o poukładanym życiu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 listopada 2019 w kino 2019

 

Tagi: , ,

Hollywood – Charles Bukowski

W połowie lat osiemdziesiątych niemłody już Charles Bukowski otrzymał zlecenie na napisanie scenariusza. Wielki Hollywood zainteresował się talentem pisarza uznanego wówczas za jednego z najważniejszych prozaików Ameryki.

Bukowski zlecenie podjął, choć nie bez wahania. Jeśli już to bardziej dla pijackiego zgrywu niż z potrzeby zaistnienia w „fabryce snów”. W 1987 roku scenariusz zaistniał na srebrnym ekranie. „Ćma barowa”, z będącym właśnie na topie Mickey’em Rourke i Faye Dunaway, weteranką kina, najlepsze lata mającą za sobą. Jeśli wierzyć kartom powieści, Rourke nienawidził alkoholu a Dunaway nie była wiarygodna w roli barowej dziwki. Nic dziwnego, że udział w produkcji filmu przyniósł  Bukowskiemu nowe, godne opisania przeżycia.

Dwa lata po epizodzie z kinem Bukowski opublikował „Hollywood”, czyli literacki opis swoich zmagań z wielkim światem. Powstała literacka matrioszka – pisarz piszący o pisarzu, który próbuje napisać scenariusz do filmu.

Bukowski nigdy nie krył, że w postaci Henrego Chinasky’ego jest 101% Hanka Bukowskiego. Zarówno „Ćma Barowa” jak i opisujący jej narodziny „Hollywood” są tego najlepszym przykładem.

Nigdy się nie jest pisarzem. Pisarzem trzeba zostać za każdym razem, kiedy człowiek siada do maszyny. A jak się już usiadło, to przestaje być takie trudne. Czasami największa trudność polega na znalezieniu odpowiedniego krzesła i na tym, żeby do niego dobrnąć.

Dekadenccy producenci, chytrzy szefowie wytwórni, nadęte gwiazdy filmowe. Chinasky patrzy na wszystko przez pryzmat butelki z winem. Jeśli tylko jest pełna – jest dobrze.

Miał wygląd geniusza. Ja sam wyglądam jak pomywacz w knajpie i tego rodzaju typki zawsze mnie lekko wkurwiają.

***

Moim zdaniem większość pijących wcale nie jest alkoholikami, tylko się za takich uważa. Alkoholizm to proces, którego nie sposób przyspieszyć. Potrzeba najmniej dwudziestu lat, żeby zostać przyzwoitym alkoholikiem. Ja piłem 45. rok i czułem, że dobrze wykorzystałem te lata.

„Ćma barowa” dawno już leży na zakurzonej półce z kasetami VHS. Żałosna kariera Mickeya Rourke karmi tabloidy a o Faye Dunaway mało kto dziś pamięta. Tymczasem „Hollywood” pozostaje wciąż lekturą, po którą sięga się z przyjemnością.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 października 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , ,

Ostatni Rosjanin – Oliver Bullough

Kultura pijaństwa jest tak głęboko zakorzeniona w narodzie, że język zawiera liczne słowa opisujące różne stadia nietrzeźwości. Zapoj to wielodniowy ciąg pijacki – taki jak ten, w który wszedł Misza około Nowego Roku. Apochmielitsja oznacza wychylenie porannego klinika, jakim się zabija kaca, który jest nieodłącznym elementem kilkudniowego opilstwa. Pieriegar to woń alkoholu, którą pijakowi zionie rano z ust.

Palący problem narodu rosyjskiego widać lepiej z dystansu. Oliver Bullough dostrzega go nie tylko w podkrążonych oczach pasażerów metra i „zmęczonych” obywatelach bezwładnie spadających z parkowej ławki. Globalna plaga alkoholizmu zbiera ponure żniwo, drastycznie podbija statystyki umieralności.

Pijaństwo na umór to nie jedyna patologia, jaka toczy „ginący naród”. Lista jest dłuższa: rosnąca liczba aborcji, zatrważająca ilość zabójstw, postępujące zdziczenie obyczajów.

W 1991 roku na statystyczną Rosjankę przypadało 3,4 aborcji w życiu. Stalin zakazał przerywania ciąży, ale odkąd zalegalizowano je w 1955 roku, stało się dominującą formą kontroli urodzeń. W 1965 roku w Związku Radzieckim dokonano 8,3 miliona aborcji. W 1992 Rosjanki usunęły 3,3 miliona ciąży (…)

W 1970 roku wskaźnik zabójstw dokonywanych w Rosji był ośmiokrotnie wyższy od europejskiej przeciętnej, lecz liczby te – niezaprzeczalnie godzące w dobre imię władzy – coraz skrzętniej skrywano. W 1972 roku rząd Breżniewa zaprzestał publikowania oczekiwanej długości życia. W tej samej dekadzie ze statystyk zniknęły też dane dotyczące śmiertelności niemowląt, ponieważ wskaźnik drastycznie wzrósł z 22,9 na tysiąc w 1970 roku do 31,4 na tysiąc w 1976.

Bullough sięga głęboko, wskazując historyczne korzenie narodowego afektu do wódki pitej szklankami. Wiąże je nie tylko z beznadzieją codziennej egzystencji. Winą obarcza wpojone całym pokoleniom niewolnicze posłuszeństwo, perfidię sowieckiej władzy i wyrachowanie współczesnych elit, dla których zamroczony gorzałą naród jest plastyczną masą łatwą do manipulacji.

Niemal od początku XX wieku rząd w Moskwie uczył Rosjan, że nadzieja i zaufanie są niebezpieczne, szkodliwe i zdradzieckie. Tu tkwią korzenie społecznej zapaści, która stała się przyczyną epidemii alkoholizmu, spadku wskaźnika urodzeń, wzrostu przestępczości i niedoli.

***

Niemal wszyscy najinteligentniejsi ludzie z każdej branży i każdego miasta odbyli wyroki w gułagu, a wielu z nich zmarło w obozach. Ci, co przeżyli, nabrali nawyku posłuszeństwa, z którego kraj nigdy nie zdołał się otrząsnąć. Z kolei tacy, co nigdy nie byli w łagrach – a więc albo przyczynili się do zamknięcia tych pierwszych, albo wręcz czerpali korzyści z ich niewolniczej pracy – wolą teraz milczeć.

***

Dzisiejsza Rosja jest jakby odwróceniem Mechanicznej pomarańczy, dystopijnej powieści Anthony’ego Burgessa. Kiedy powstawała, Związek Radziecki wydawał się tak wielką potęgą, że autor zaludnił zachodnie miasta nastolatkami mówiącymi językiem upstrzonym rusycyzmami: małako (mleko), drug (przyjaciel), charaszo (dobrze). Lecz sytuacja się odwróciła. To nie zachodni chuligani używają w swym slangu odprysków rosyjskiego języka, tylko rozwydrzeni młodzi Rosjanie mówią z angielskimi wtrętami. Odzwierciedlają to bazgroły smarowane na murach wzdłuż linii kolejowej: „White Pride”, „Skinheads”, „Hooligans”.

Znaczną część „Ostatniego Rosjanina” stanowi opowieść o Ojcu Dymitrze. Historia popa, który w sowieckiej Rosji przypadkowo stał się czołowym opozycjonistą ukazuje trudny żywot duchownego w kraju totalitarnym. Kraju, który cerkwie ustawowo przemianował na „univermagi” i magazyny zbożowe.

Oficjalna literatura wciąż wysławiała radzieckie postępy w służbie zdrowia oraz na polu rekreacji. Notatki ojca Dmitrija przedstawiają coś zupełnie innego: obraz rozpaczy. Stalinowskie przeprogramowanie rosyjskiej duszy bynajmniej jej nie uszczęśliwiło. Zamiast radosna, stała się chora.

Ojciec Dymitr zalicza upadki, wpada w moralne pułapki zastawione przez NKWD i z piewcy moralnej czystości zmienia się w systemowego populistę. Jego historia jest jak historia całego narodu sprowadzonego do roli masy trzymanej za uzdę przez wyrachowanych ojców narodu.

Momentami niełatwa, ale pouczająca opowieść o narodzie, który postanowił unicestwić sam siebie.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 listopada 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , ,

Faktotum – Charles Bukowski

Na początek definicja. „Faktotum”, inaczej totumfacki – to osoba zaufana, która zrobi wszystko co każe się jej zrobić. Pochodzi od łacińskiego „fac totum” czyli „rób wszystko”.

Jaśniej? Z pewnością. Bo Bukowskiemu bynajmniej nie można zarzucić bycie „totumfackim”. Przynajmniej nie w kontekście popychadła.

„Faktotum” ma luźną, nieco filmową strukturę. Henry Chinaski, dyżurny bohater Bukowskiego i jego literackie alter ego przemierza stany Ameryki wzdłuż i w szerz bez wyraźnego celu i powodu. Nazwanie go bitnikiem byłoby nadużyciem, bo ima się wszelkich możliwych sposobności zarobku, mianowanie lumpem byłoby grubą przesadą.

Chinaski nie zagrzewa nigdzie miejsca na dłużej niż kilka dni. Ma zadziwiające szczęście do znajdowania najpodlejszych profesji i wyrywania szemranych lasek z okolicy. Jego przygody z pracą i kobietami przeważnie kończą się po kilku dniach. Prawdziwymi i nieodłącznymi przyjaciółmi są zawsze gorzała i szlugi.

Jak zawsze w prozie Bukowskiego pod brutalną otoczką świata nieudaczników i męt kryje się zadziwiająco trafna metafora.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 lipca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , ,

Pod Mocnym Aniołem – Jerzy Pilch

pod-mocnym-aniolem-jerzy-pilchCo było zobaczone, to już się nie odzobaczy. Taki bon mot na początek.

Co prawda udało się zdobyć książkę z okładką bez Roberta Więckiewicza i butelek, ale „Pod Mocnym Aniołem” już nigdy nie da się przeczytać bez filmowych charakterów pod powiekami.

Trochę szkoda, bo proza Pilcha to zdecydowanie inna nuta niż (dobry) film Smarzowskiego. Po prostu w Pilchu jest 101% Pilcha i to się czuje w każdym zdaniu. Nawet pijane pióro, to jednak pióro mistrza.

Dla literatury myślenie całymi zdaniami ma znaczenie pierwsze.

Mimo wypijanych hektolitrów żołądkowej gorzkiej (są do tego stosowne liczby w tekście) autor pozostaje literatem pod kontrolą. Wszelkie wywody narratora są zdecydowanie „trzeźwe”, choć po mistrzowsku traktują o stanie upojenia. W dodatku są to zdania wielokrotnie złożone, niepozbawione słów ogólnie przyjętych za wulgarne. Niemalże każdy akapit wdziera się czytelnikowi pod czaszkę jak wypita duszkiem setka czystej. I równie mocno wali w berecik.

Powieść „pijacka” w klasycznym wydaniu jakże odmiennym od ostatnio wyczytanej „Masakry” Krzysztofa Vargi. Tam jeden dzień był jak podróż Costa Concordia po dnie wybrzeża.„Pod Mocnym Aniołem” to zapętlenie alkoholika, który dzieli świadomość na sprzątanie po „zugu” i przebudzenie na odwyku. Nie do porównania jak nie da się porównać sprintera z maratończykiem. 

Podobnie zresztą nie sposób opisać kalifornijskiego rauszu Bukowskiego od spirytusowych bachanaliów pod warszawską chmurką. Nie ta kategoria, choć obaj mistrzowie. Jak Tyson i Floyd Mayweather Jr.

 

Nie można pisać o twórczości Pilcha bez cytatów, z których utkać można odrębną książkę.  A zatem trochę o piciu:

  • Chlanie wódy jest tematem tak kreatywnym, że w każdej chwili powstać może jakaś fundamentalna kwestia.

  • Jednego pijaka w całej rozciągłości może zrozumieć tylko drugi pijak

  • i trochę o życiu:
  • Im staranniej pranie się rozwiesi, tym mniej jest potem zachodu z prasowaniem

  • Porady urologiczne to może być wielka literatura

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 lipca 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , ,

Masakra – Krzysztof Varga

Masakra Krzysztof VargaStefana Kołtuna podróż przez kręgi piekielne. Podstarzały i odstawiony na boczny tor rockman zatacza się pijanym krokiem po swoich poziomach inferno niczym w „Boskiej Komedii”. A raczej żegluje pomiędzy Saską Kępą a Krakowskim Przedmieściem jak współczesny, złachmaniony Odys. Krok w krok towarzyszą mu kac i wypalenie. Jest za to bez pieniędzy, kart kredytowych i telefonu co już samo w sobie w roku 2015 zakrawa na kategorię „Sience Fiction”.

„Masakra” to książka drogi, księga pijaństwa, biblia polskiego społeczeństwa. Wytaczając się ze swojej nory na prawym brzegu Wisły, Stefan spotyka kolejne indywidua i toczy z nimi alkoholowo filozoficzne dysputy o kondycji współczesnej. Okresowo zderzając się z nową świecką tradycją pochodów ku czci wraków, pomników i krzyża.

Osoby na drodze Kołtuna to przegląd dygresji i odnośników – Poeta, Magister Wątroba, Docent, Wiedźma, Prezes, Prorok czy wreszcie wiedzący wszystko „no-sferatu” pan Lucjan. Odnośników do różnorakich cech ludzkich można szukać wszędzie, ale prawdziwi erudyci wiedzą, że wszystkie wspomniane wyżej polskie upiory to stali bywalcy rubryk prasowych prowadzonych piórem autora.

„Masakra” ma podobny smak co proza Pilcha, o ile Mistrza Jerzego z Wisły można z kimkolwiek porównać. Z jednym ale – jeśli nie macie przesytu knajpianych gawend przy kielichu.

Varga wyprodukował książkę z polotem. Pełną ironii i dygresji do polskiej inteligencji w ogóle i „warszawki” w szczególe. Do nabuzowanych encyklopedycznymi słowami złotoustych naukowców i zadufanych hipsterów z topowych barów „Kiełbasa i Kaszanka” na Placu Zbawiciela. Dostało się także obrońcom krzyża, wrogom wraku, nadzianym biznesmenom, lewakom, narodowcom, polskiemu teatrowi i programom kulinarnym. Czyli Polszcze całej.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 13 lipca 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , ,

Kobiety – Charles Bukowski

Women BukowskiPisarz alkoholik – Henry Chinaski. Utarło się, że alter ego Bukowskiego odzwierciedla autentyczne przeżycia autora. I stąd wywodzi się największy dylemat powieści „Kobiety”: urojenia brzydkiego starucha czy pamiętnik Casanovy?

Nietrudno wyobrazić sobie Heinricha Karla Bukowskiego w pracy listonosza, wszak wielkość literatów czasem mija się z ich doczesnym bytem. Opowieści o ćmach barowych są wręcz nie do podważenia. Jeszcze się taki ekspert nie urodził, który mógłby Bukowskiemu rzucić w twarz brak profesjonalizmu w piciu. Gorzej z kobietami. W powieści „Ham on Rye” („Z szynką raz!”) autor przyznaje się do problemów z płcią piękną. Problemy to eufemizm, panie omijają Chinaskiego niczym wyspę trędowatych.

Tymczasem wydana w 1978 roku „Women” to parada miłości w wykonaniu 50-letniego pisarza. Sceny seksu poprzedzone są dymaniem. Zanim do nich dojdzie jest jeszcze ruchanie. Całość obficie podlana alkoholem, upodlona brudem, wytarzana w miesiącami niezmienianej pościeli.Zapomniałem wspomnieć o pieprzeniu. Chinaski poznaje kolejne kobiety, bo jest sławnym pisarzemi i nie mniej sławnym kobieciarzem. Kolejne skreślenia na liście dam przynoszą jeszcze większą sławę, co jest doskonałą reklamą w grupie docelowej „chcę zaliczyć kontrowersyjnego geniusza pióra”.

Każdy kto czyta „Kobiety” zastanawia się – czy to możliwe, żeby ktoś tak odpychający fizycznie TAK działał na owe przedstawicielki płci pięknej? Jak człowiek z TAKĄ MORDĄ, zapijaczony flejtuch, w dodatku kompletny cham i ignorant mógłby poszczycić się tyloma podbojami, niemalże przeskakując z łóżka do łóżka?

A zatem fikcja czy autobiografia? Nie czarujmy się – przed oczami mamy Jego Wysokość Bukowskiego we własnej osobie. To szarlatan życia i mistrz maszyny do pisania. „Women” może być równie dobrze całkowitą fikcją jak „Szmira” albo całkowitą prawdą jak „Listonosz”.

Powieść jest monotonnym zapisem kolejnych romansów. Nie ma w nich pornografii, choć autor nie przebiera w słowach. Wśród wulgaryzmów i łóżkowych zmagań pojawia się niepowtarzalny klimat powieści. W oparach fajek, alkoholowym oddechu i wśród pustych butelek Chinaski dostrzega więcej niż amanci romantycznych filmów.

„Kobiety” nie każdemu przypadną do gustu. Niektórym wydadzą się hedonistycznym spełnieniem marzeń, innym spowiedzią utracjusza. Nielicznym – kolejną surową kontestacją życia takiego jakie jest, bez owijania w bawełnę.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 stycznia 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , ,