RSS

Archiwa tagu: Zygmunt Miłoszewski

Kwestia ceny – Zygmunt Miłoszewski

Początek XX wieku. Umierający w Paryżu imigrant Benedykt Czerski przeklina patriotyczne uniesienia i bezgraniczną miłość od nieistniejącej ojczyzny. Nie doprowadziło go to do niczego a żmudne studia dalekich kultur i wyprawa w głąb Syberii nie obchodzi nikogo.

Początek wieku XXI. Naukowiec Bogdan Smuga przedziera się przez „piąty żywioł” – błoto Syberii – idąc za wskazówkami legendarnego znawcy Wschodu, Benedykta Czerskiego. Poszukiwanie „skarbu” Czerskiego w syberyjskich jaskiniach napotyka na przeszkodę ponad ludzkie siły. Smuga decyduje się poprosić o pomoc polską profesor Zofię Lorenz.

Poszukiwaczka artefaktów włącza się do pogoni za dziedzictwem naukowca końca XIX wieku mając nadzieję, że odkrycie sprzed stu lat pomoże także w jej skomplikowanym życiu. Nie ma pojęcia jaka jest prawdziwa stawka tej gry.

„Kwestia ceny” jest powieścią akcji w najlepszym tego słowa znaczeniu. Po nieco zagmatwanym początku i przedstawieniu licznych bohaterów fabuła szybko rozpędza się zmieniając z zagadkowej przygody w stylu Indiany Jonesa w mroczny techno thriller.

Książka miała premierę w czerwcu 2020 i jej wątki są nadzwyczaj aktualne.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 listopada 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , , ,

Jak zawsze – Zygmunt Miłoszewski

Ludwik i Grażyna, wiekowe małżeństwo, szykują się do obchodów pięćdziesiątej rocznicy związku. Niezbyt już krzepcy, oboje naznaczeni ułomnościami wieku obchodzą osobliwą datę w osobliwy sposób. Przy winie i kurczaku z rożna celebrują swój pierwszy raz, kolejnym „razem”. Każdy z partnerów oddaje się przy tym rozmyślaniom, do jakich skłania ich rocznica i wiek.

Oglądałam nasze albumy ze zdjęciami i wiesz co? – Nie wiem. Co? – W jego głosie pojawiły
się asekuranckie tony, jakby szykował się do odparcia ataku.

– Wyobraź‍ sobie, że nie mamy
fotografii, na których siedzimy na kanapie, podpisanych „A tutaj siedzimy bardzo
odpowiedzialni, wróciliśmy z pracy, spłaciliśmy kredyt w terminie i zamierzamy wziąć nowy
telewizor na raty”.

– Nie‍ przesadzaj, mamy parę zdjęć z domu – odparł, trochę urażony,
czując się w obowiązku bronić swojego życia, które bardzo lubił.

Przewrotnie życie daje im szansę na wdrożenie najgłębiej skrywanych myśli „co by było, gdybym wtedy…”. Budzą się piękni dwudziestoletni tacy, jakimi byli w dniu poznania się. Tylko ta Polska nie jest już taka sama. A bardziej precyzyjnie – różni się kilkoma istotnymi szczegółami. Na przykład takim: zamiast radzieckiego „pekinu” przy Marszałkowskiej napotykają kolorowo oświetloną wieżę dumnie prężącą się na prawym brzegu Wisły. Lustrzaną kopię wieży Eiffla.

 

Jak nietrudno się domyślić, historia połowy XX wieku potoczyła się nieco odmiennie i także Polska dostała swoją drugą szansę.

„Jak zawsze” jest lekturą przewrotną. Zaczynając z wysokiego „C” przygotowaniem starszych ludzi do łóżkowych wygibasów najeżona ironią opowieść szybko zmienia się w opowiadanie o historii alternatywnej. Sporo już napisano na ten temat, ze sławnym „Człowiekiem z wysokiego Zamku” na czele. W wydaniu rodzimym Polska przeważnie wygrywa wojnę lub też przeciwnie – wojnę przegrywa, ale pozostaje w strefie wpływów germańskich. Miłoszewski tworzy własną alternatywę, rzucając naród w objęcia neokolonialnej Francji. Ale na tym koniec analogii do innych powieści S-F. W wydaniu pana Zygmunta alternatywna rzeczywistość podejrzanie upodabnia się do tej, którą znamy ze starych kronik filmowych. Sarkazm i satyra wychodzą na plan pierwszy, daleko w tyle zostawiając wątek dwojga ludzi, którzy mają drugą szansę na zbudowanie swojego życia.

Pan Eugeniusz nalał zupełnie odruchowo, u Polaków w najstarszych strukturach mózgu, tuż
obok ośrodków odpowiedzialnych za walkę i ucieczkę, zakodowany jest gest polania wódki
w momencie wyjątkowo głębokiej zadumy w trakcie dyskusji, sygnalizowanej płynącym z głębi
serca „a idź pan w chuj”.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 września 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , ,

Bezcenny – Zygmunt Miłoszewski

Bezcenny Miloszewski„Portret Młodzieńca”, niesygnowany obraz przypisywany Rafaelowi Santi został namalowany na początku XVI wieku.

Olej na desce parkietowanej, przedstawiający pięknego młodzieńca trafił do kolekcji w Polsce za sprawą Adama Jerzego Czartoryskiego, wysłannika cara Aleksandra I na dworze króla Sardynii. W 1939 roku dzieło spakowane wraz z dwoma innymi najcenniejszymi okazami do skrzyni z napisem LRR (Leonardo, Rembrandt, Rafael) powędrowało do kryjówki w Sieniawie. Bezcenne obrazy szybko zostały wytropione i trafiły w ręce faszystowskich urzędników. „Portret młodzieńca” wpadł podobno w łapy samego Hansa Franka i w czasie okupacji ozdabiał ściany gabinetu gubernatora na Wawelu.

Z końcem wojny trop się urywa a dzieło Rafaela zajmuje pierwsze miejsce na liście zaginionych skarbów polskiej kultury. W muzeum Czartoryskich, obok „Damy z Gronostajem” wiszą symboliczne puste ramy z fotograficzną reprodukcją „Portretu Młodzieńca”.

I tu zaczyna się fabuła powieści sensacyjnej Zygmunta Miłoszewskiego.

Polskie władze otrzymują sensacyjną informację z zaufanego źródła. Zaginione dzieło Rafaela istnieje i ma się dobrze. Do akcji wkracza supergrupa składająca się z ambitnej historyk sztuki pracującej w MSZ, emerytowanego komandosa, światowca marszanda sztuki i szwedzkiej złodziejki, mistrzyni znikania dzieł impresjonistów. Dynamiczna akcja od Ameryki po Zakopane trzyma w napięciu wzorem najlepszych książek gatunku.

Koncept poszukiwań bezcennego dzieła tropem zagadek próbuje dorównać twórczości Dana Browna. Dotarcie do obrazu wiąże się z obowiązkowym rozwiązywaniem zagadek, niczym układanie niepasujących pozornie puzzli. Erudycja autora kryje się w barwnym kreśleniu świata najcenniejszych dzieł sztuki, chciwych marszandów i fanatycznych w swojej żądzy kolekcjonerów. W akcję miesza się amerykański wywiad i szwedzka policja a w tle panowie drżący na myśl o tym, że wraz z dziełem Rafaela światło dzienne ujrzą kompromitujące fakty z historii. Wmieszanie „elementu siłowego” dynamizuje akcję, nie pozostawiając odkrycia łamigłówki w rękach smętnego docenta w laboratorium.

Miłośników prozy Miłoszewskiego zaskoczy zarówno tematyka, jak i forma powieści. Niejako dla odpoczynku od mrocznych przygód Szackiego autor sięgnął po obszar dotychczas nieznany – powieść sensacyjną. Wbrew krzykliwej naklejce „Bezcenny” to nie thriller a raczej współczesna wersja przygód Indiana Jonesa.

Powieść ma swój walor edukacyjny – zachęceni samym autorem czytelnicy być może zainteresują się nie tylko rozwiązaniem zagadki, ale i samym malarstwem. Paradujący przez karty książki Nowosielski, Szapocznikow, Fangor, Opałka, Winslow Homer i Whistler (tak, tak to ten, którego obraz zdemolował Jaś Fasola 🙂 oraz oczywiście poczet impresjonistów aż błagają o sięgnięcie po dowolną encyklopedię sztuki.

Zygmunt Miłoszewski to sprawdzony pisarz, któremu jak widać pióro służy nie tylko w powieści detektywistycznej. W „Bezcennym” sporo jest elementów nieco banalnych, dziwnych zbiegów okoliczności i uproszczeń. Która z książek ich jednak nie ma?

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 sierpnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , , ,

Domofon – Zygmunt Miłoszewski

DomofonW bloku na waszawskim Bródnie straszy. I to straszy porządnie. Nie chodzi przy tym o znaną wszystkim mieszkańcom wielkich osiedli estetykę klatek schodowych, pijanym śnie architekta projektującego te „gargamele” i podwórkowych gentlemanów w dresach Abibas.

Dekapitująca pasażerów winda na początek i rozpełzające się po bloku zło tworzą niezły fundament pod kolejne wątki. Bohaterowie spotykają się z postępującą eskalacją zjawisk nadprzyrodzonych.

Zabawne, pomyślał Wiktor, jak podniosły i szlachetny jest strach opisywany w powieściach (…) Papierowi bohaterowie potrafią zaniemówić z przerażenia, przeszywa ich lodowaty chłód (…) We wszystkich tych opisach śmiertelnego przerażenia, kiedy staje się oko w oko z Odwiecznym Złem, brakuje podstawowego elementu. Tego, że człowiekowi POTWORNIE chce się kupę.

„Domofon” był debiutem Zygmunta Miłoszewskiego. Chociaż gatunkowo odmienny od późniejszych dokonań autora, pokazuje kiełkujący talent pisarza. Akcja toczy się szybko i nie nudzi, postaci są nakreślone sprawnie i budzą sympatię. Miłoszewski potrafi nadać opowieści ciekawy klimat. W tym przypadku to melanż stołecznych bolączek zmiksowany w ikonicznym bloku z wielkiej płyty. Ten kontekst wraz z powolnym rozkręcaniem się intrygi są mrugnięciem oka do czytelnika. Może to i horror, ale nie bierzcie tego zbyt serio.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 20 lutego 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Ziarno Prawdy

Ziarno PrawdyDruga z powieści Zygmunta Miłoszewskiego miała więcej szczęścia w kinie niż słabiutkie „Uwikłanie”. Być może to zasługa nie tylko Borysa Lankosza, któremu udał się także „Rewers”, ale samego pisarza zaangażowanego w reżyserię. Nikt tak jak on sam nie mógłby pokierować ekranizacją drugiego kryminału z cyklu „Teodor Szacki”.

Warszawski prokurator trafia „na wygnanie” do Sandomierza. Miasto, w którym największymi sprawami były dotychczas kradzieże komórek przeżywa szok po odnalezieniu bestialsko zmasakrowanych zwłok. W sandomierskim światku denatka uchodziła za osobę bezkonfliktową, prawdziwego „anioła”. Teodor Szacki zaczyna dochodzenie nie tylko z łatką warszawskiego dupka w garniturze, ignoranta i człowieka niemającego pojęcia o mieście. Ambitny prokurator zaczyna dochodzenie, w którym podejrzanym jest całe otaczające go środowisko. Dowody wprost wskazują na mord rytualny, ale dla doświadczonego prokuratora to zbyt grubo ciosana teoria.

Ziarno Prawdy” jest doskonałym kryminałem. Miłoszewski po mistrzowsku wplótł w klasyczny kształt powieści o dzielnym prokuratorze (policjancie, dziennikarzu itp.) małe polskie traumy. Urągający dużej części społeczeństwa podział na Polskę „A” i „B”, głęboko zakorzeniony antysemityzm czy polskie przywary kłótliwości i zawiści mają tu swoje małe role. Przywar nie brakuje i samemu superbohaterowi ze Stolicy.

Filmowcom udało się zachować ducha powieści i – pomimo niezbędnych ograniczeń taśmy filmowej – nadać historii książkowy puls. Świetnie filmowany nocny, zamglony Sandomierz nasącza film swoją tajemnicą.

Oczywistym plusem ekranizacji jest główny bohater. Udział Roberta Więckiewicza w kolejnym filmie może początkowo wywołać jęk rozpaczy – znowu on! Nie ma jednak lepszego kandydata na Szackiego.

Więckiewicz to stary wyjadacz a do roli zgorzkniałych i sponiewieranych życiem „komisarzy” jakby się urodził. W jego grze jest sporo cech Mikaela Blomkvista z „Millenium” – to zaleta, nie wada. Polski bohater kryminału wreszcie przestał przypominać wiecznie żywego Borewicza, z jego peerelowskim obnoszeniem się luksusowymi „Caro” z filtrem.

Reasumując – całkiem udany film kryminalny, z inteligentną intrygą i ciekawym zakończeniem (tym razem bez radosnych zmian w pijanym widzie reżysera).

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , , ,

Uwikłanie

UwiklaniePięknie uwalona produkcja, tak w rodzimym bezcennym stylu.

Pierwowzór Zygmunta Miłoszewskiego to samograj. Doskonały kryminał z dobrze nakreślonymi postaciami, w tym głównego bohatera – faceta przeżywającego kryzys wieku średniego i zarazem prokuratora, który nie ma już złudzeń co do prawdziwego oblicza słów „prawo i sprawiedliwość”. Do tego świetna atmosfera gorącej metropolii, zajętej sobie w szczytowych upałach miasta, roztopionym asfalcie i ludziach goniących za codziennością.

Panu Bromskiemu, znanemu przede wszystkim z autoplagiatów rubaszno-sielskich „U pana Boga [gdzieś tam]” udało się zmienić wszystko. Przy czym „zmienić” w powyższym zdaniu oznacza wyłącznie „zepsuć”.

Prokurator Szacki zmienia się w mimozowatą Szacką, znikąd pojawia się komisarz Smolar o zmanierowanej borewiczowsko twarzy Marka Bukowskiego. Akcja przenosi się do Krakowa, głównego sponsora filmu, gdzie zresztą brnie w coraz większy chaos i trywialność akcji.

Bromski przekosił doskonałą książkę nie tylko w robocie reżyserskiej (te męczące widokówki Krakowa) ale też w samej treści. Zmieniając to i owo z kryminału wyszła niedorobiona przypowieść o starych układach i śmiertelnym niebezpieczeństwie byłych esbeków. Aż dziw, że autor pierwowzoru nie żądał skreślenia swojego nazwiska z tego żenującego widowiska.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,

Gniew – Zbigniew Miłoszewski

Gniew MiloszewskiTrzecia z „trylogii” o prokuratorze Teodorze Szackim. Ostania ?? Póki co tak, choć szczęśliwie dla wielbicieli prawnika w nienagannym stroju Zygmunt Miłoszewski pozostawił furtkę niedopowiedzenia.

Olsztyn to kolejny etap sławy warszawskiej palestry. Etykietka nieugiętego czciciela kodeksu i nie mniej klasycznego stylu bycia ciągnie się za Szackim od Warszawy, przez Sandomierz, aż do „miasta, w którego granicach jest aż 11 jezior”.

„Polska jest brzydka. Oczywiście nie cała, ale jak wyciągnąć średnią, to Polska jest brzydsza niż jakikolwiek kraj w Europie. Nasze piękne góry nie są ładniejsze od czeskich czy słowackich (…) nasze pojezierza to daleki cień skandynawskich (…) plaże lodowatego Bałtyku rozśmieszają każdego, kto odwiedził te nad Morzem Śródziemnym. (…) Reszta to nudny, płaski teren, częściowo zalesiony, ale też żadne puszcze Śródziemia to nie są. (…)

Nie ma cudów natury, które zdobiłyby okładki międzynarodowych albumów. Niczyja to wina, po prostu osiedliliśmy się na nudnych, rolniczo obiecujących terenach i tyle. Co wyglądało sensownie w epoce trójpolówki, w czasach międzynarodowej turystyki już takie oczywiste nie jest.

Nie ma też miast ładnych w całości. Nie ma Sieny, Brugii, Bazylei czy chociażby Pardubic.”

Pomimo powyższej tyrady i wielokrotnie złożonych zdań nieszczędzących krytyki Olsztynowi, Warszawie czy Sandomierzowi Szacki winien mieć ulicę swego imienia w każdym ze wspomnianych miast.

Poza walorami krajoznawczymi „Gniew” to oczywiście rasowy kryminał. Miłoszewski przyzwyczaił już nas do prozy na wysokim poziomie. Trzecia „księga przygód prokuratorskich” to jednak nie tylko wątek kryminalny. Opowieść dotyka tematu ważnego i nienowego – przemocy w rodzinie. Tej swojskiej przemocy męża katującego po pijaku swoją żonę. Ale także tej delikatnej presji inteligenta-żywiciela, którego seksualność i pretensje stawiają kobietę w roli niemej ofiary. „Gniew” to wreszcie niespodziewana rozprawa Szackiego nad sobą samym. Miłoszewski dotyka w powieści tematu jaki ciekawi każdego – kiedy w strażniku porządku pęka ostatnie ogniwo sprawiedliwości w imię kodeksów i praw a zaczyna się działanie motywowane adrenaliną pompowaną do krwi.

 

Przemyślana intryga, inteligenta akcja i coś więcej niż super heros ganiający z pistoletem po okolicy. Brawo!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 czerwca 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , ,

Ziarno prawdy – Zygmunt Miłoszewski

ziarno prawdy miloszewskiSandomierz, jakiś czas po warszawskim dochodzeniu prokuratora Szackiego, bohatera pierwszej książki Zygmunta Miłoszewskiego.

W prowincjonalnym mieście – gdzie niewiele się dzieje, a kroniki kryminalne zapełniają szkolne kradzieże komórek – zostaje zamordowana kobieta. Jej reputacja bez zarzutu oraz wyjątkowo okrutny sposób uśmiercenia konsternują lokalnych przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Prokurator Szacki chwyta się dochodzenia jak ostatniej deski ratunku, czując dreszczyk emocji jakiego brakowało mu od „warszawskich czasów”.

Śledztwo prowadzi w rejony zabobonu i rasowych uprzedzeń. Wszelkie ślady nawiązują do żydowskich rytuałów od wieków wzbudzających panikę i wybuchy krwawego antysemityzmu. Sandomierz ma w tym zakresie własną trudną historię. Szackiemu towarzyszy lokalna Pani prokurator oraz starej daty gliniarz o nieco „colombowskim” szlifie.

Druga powieść z cyklu „Szacki” jest napisana z pazurem i wciągająca. Miłoszewski stworzył fabułę i intrygę godną najlepszych klasyków gatunku. Ponownie umiejętnie wykorzystał miejsce i sprawnie poprowadził swojego bohatera przez meandry sensacji. Szacki wciąż daje się lubić i wzbudza ciekawość czytelnika. Erotyczno – obyczajowe perypetie rozwodnika nadają pieprzyku sandomierskiej zaściankowości, przy okazji ładnie malując tło głównego wątku.

Ciekawe co na to Sandomierzanie? Zadowoleni z promocji miasta, do którego chciałoby się pojechać i powłóczyć się tropami pana prokuratora? Czy raczej mocno wkurzeni na wystawioną laurkę „Polska B”?

 

 

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 7 kwietnia 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , ,

Uwikłanie – Zygmunt Miłoszewski

uwiklanieNieopodal trasy łazienkowskiej, w potworku architektury sakralnej dochodzi do makabrycznego morderstwa. Ofiarą jest jeden z uczestników niecodziennej terapii. Na miejsce wezwany zostaje dyżurny prokurator tej części miasta – czterdziestoletni Teodor Szacki. Prokurator zrzędzi – jak zwykle wezwano go na koniec dyżuru.

Literatura zyskuje kolejnego bohatera cyklu sensacyjnego. Prokurator „Teo” Szacki z miejsca kojarzy się z postaciami kanonu powieści detektywistycznej. Od Herkulesa Poirota po Edwarda Popielskiego, od kryminałów Chandlera po sagę Millenium trzonem dobrego kryminału jest postać głównego śledczego. Często jest to zgorzkniały policjant lub prywatny detektyw o nietuzinkowym podejściu do życia.

Teodor Szacki stanowi godne continuum swoich poprzedników. Brak mu wprawdzie twarzowego stetsona, ale jest mężczyzną eleganckim. Czeterdziestoletni, szpakowaty urzędnik ceni sobie dobre garnitury, choć jak określił go jeden z bohaterów „Uwikłania”:

„Elegancja zaczyna się od 10 tysięcy, Pan jest schludny”

Zygmunt Miłoszewski stworzył bohatera na miarę naszych czasów. Szacki jest twardy i oddany pracy, ale nie pozbawiony osobistych wad. Pod maską poważnego urzędnika w todze skrywa się mężczyzna u progu kryzysu wieku. Jego atencja dla kobiecego piękna daje autorowi powieści sposobność dodania do kryminału szczypty erotyki. Pod tym względem Szacki zupełnie nie różni się od nobilitowanych kolegów z Lwowa i Breslau. Ciekawostką książki jest natomiast profesja głównego bohatera. Prokurator kojarzy się zazwyczaj z ponurą togą z wyłogami i teczką pełną papierów. Jeśli w kinie – to tylko w dramatach sądowych. „Uwikłanie” zapewne z nieco nadmierną lekkością ale w sposób ciekawy ukazuje pracę urzędnika sądowego, dla którego akt oskarżenia jest końcem a nie początkiem pracy.

Intryga „Uwikłania” kręci się wokół osób biorących udział w „ustawieniu” – psychoterapii z udziałem przygodnych osób, prowadzonej przez wziętego fachowca. Miłoszewski sprawnie rozwija wątki kryminalne, jednocześnie barwnie kreśląc postacie i miejsca. Warszawa jest cichym uczestnikiem wydarzeń. Staranność autora w budowaniu warszawskiego klimatu jest godna pochwały. Miejsce nadaje powieści uroku rodem z Borewicza – także bywalca różnorodnych miejsc w Stolicy. Autor wplata w swoje opowieści nienachalne historyjki, ciekawostki i bon moty ubarwiające gatunek.

Rozwiązanie zagadki kryminalnej jest klasyczne – starannie plecione nitki prowadzą do niespodziewanego rozwiązania. Sama akcja zadowoli czytelnika, choć smakosze gatunku skrzywią się nieco na banalne zakończenie.

Zygmunt Miłoszewski zyskał już sobie renomę dobrego pisarza a postać prokuratora Szackiego kolejne tomy (ku uciesze innych miast – z dala od Warszawy). Czytelnicy natomiast mogą się cieszyć kolejnym zdolnym piórem, spod którego miejmy nadzieję będą wychodzić nowe, warte pochłonięcia historie.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 29 marca 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , ,