RSS

Archiwa tagu: zamach

Ogar piekielny ściga mnie – Hampton Sides

Czwartego kwietnia 1968 roku. Pastor King wybiera się na kolację. Wkłada świeżą koszulę i stonowany krawat. Grupa najbliższych współpracowników zbiera się przy limuzynie kiedy Martin Luther wraca do pokoju 306 po płaszcz. Śmiertelna kula dosięga go na progu motelu Lorraine.

Trzeci kwietnia 1968 roku. James Earl Ray przyjeżdża do Memphis. W telewizji zobaczył Kinga stojącego na tle drzwi z numerem 306 motelu Lorraine, jednego z nielicznych miejsc gdzie w mieście przyjmują kolorowych. Ray wynajmuje pokój w obskurnej ruderze naprzeciwko. Z zadowoleniem stwierdza, że okna łazienki jest idealny widok na pokój Kinga.

Po oddaniu jednego strzału Ray w pośpiechu opuścił ruderę, wsiadł do białego Mustanga i nie zatrzymywany przez nikogo odjechał.

Kilka przypadkowych zdarzeń zdecydowało o tym, że FBI wpadło na trop zabójcy. Bezprecedensowy pościg za mordercą prowadziło ponad trzy tysiące agentów i kosztował dwa miliony dolarów. Dla FBI znalezienie samotnego zamachowca stało się kamieniem milowym w jej historii i dowodem na siłę urzędu federalnego pod egidą J. Edgara Hoovera.

Hampton Sides przedstawił zamach na MLK w brawurowy sposób, wychodząc poza schemat dokumentu o współczesnej historii.

„Ogar piekielny ściga mnie” to thriller non-fiction, szczegółowo przedstawiający sylwetki „bohaterów”, motywy i samo śledztwo prowadzące od Memphis po Lizbonę i Londyn.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 17 marca 2021 w literatura 2021

 

Tagi: , , ,

JFK Ostatni Dzień – Francois Forestier

Przed wyjściem z apartamentu Kennedy odwrócił się do żony i rzekł: „Zabicie mnie byłoby w sumie bardzo proste. Wystarczy w jednym z budynków zająć pozycję z karabinem wyposażonym w celownik i nikt nie będzie mógł nic zrobić”. To były jego autentyczne słowa.

W pierwszym akapicie książki kula dosięga głowy 35-go prezydenta USA rozbryzgując wokół odłamki jego czaszki.

film Zaprudera miał stać się kluczowym materiałem w sprawie zabójstwa Kennedy’ego. Na 486 klatkach przesuwających się z prędkością 18 klatek na sekundę (trochę mniejszą niż w kinie – 24 klatki na sekundę) Zapruder zarejestrował wszystko. Uderzenie, pierwszy pocisk, drugi, eksplodującą czaszkę, tryskającą krew, ślad po kuli. Kluczowe dwadzieścia sześć i pół sekundy. Klatka 313 poraża. Ten obraz wstrząsnął całym światem. Ukazywała białą substancję tryskającą z głowy najpotężniejszego człowieka na świecie i na zawsze zacierającą jego uśmiech.

 

Strzały z czwartego piętra składnicy książek w Dallas są jednocześnie straszliwym piętnem amerykańskiej historii i początkiem teorii spiskowej obrastającej w kolejne legendy. Francis Forestier podąża za prezydentem w jego ostatnim dniu bacznie rozglądając się na boki. Opisuje panującą atmosferę bezpardonowo przedstawiając poszczególnych uczestników dramatu – od JFK po J.E. Hoovera i przyszłego 36. prezydenta, teksańczyka Lyndona B. Johnsona.

Książek o zamachu w Dallas wydano setki jeśli nie tysiące. „JFK Ostatni dzień” nie wnosi do tematu nic sensacyjnego. Wartością książki Forestiera jest rzetelne i szerokie spojrzenie na Amerykę lat sześćdziesiątych:

Samochody w Dallas oblepione były naklejkami z wrogimi Kennedy’emu hasłami. Nazwisko prezydenta wygwizdywano w szkołach. W mieście powtarzano słowa Hunta: „Chcę Kennedy’ego martwego”. To był taki żart, rzecz jasna.

Do tego dochodziły jeszcze różnego rodzaju ugrupowania polityczne. Na początku warto wspomnieć o jednostkach Minutemen, faszyzującej
milicji, której członkowie w każdą niedzielę odbywali ćwiczenia.

Pastor David Noebel w każdy weekend głosił, że komunizm, hipnoza i muzyka Beatlesów doprowadzają do „uśpienia ośrodków kontroli mózgu”. Fluorowana woda w kranach była jego zdaniem trucizną wymyśloną przez Rosjan. Wojnę w Wietnamie Związek Radziecki rozpoczął, żeby odwrócić uwagę Amerykanów od programu badania przestrzeni kosmicznej. LSD – jak twierdził duchowny – zagraża krajowi i jest potajemnie importowane z Izraela. A za wszystko to odpowiedzialny miał być JFK. Czy istniało jakieś wyjście z tej sytuacji? Zdaniem członków Minutemen było nim utworzenie „republiki czarnych” – byle daleko.

Charles Brandt w swoim „Irlandczyku” jednoznacznie powiązał zamach na JFK z amerykańską mafią i nienawidzącym prezydenta Jimmym Hoffą. Po lekturze książki Forestiera to proste wyjaśnienie przyczyn zamachu nie wydaje się już tak proste. Czy kiedykolwiek dowiemy się jakie były motywacje Edgara

E. Hoovera? Ile strzałów padło? Dlaczego Jack Ruby zdecydował się na publiczną egzekucję Lee Osvalda?

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 sierpnia 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , ,

Dolina Zabójców – Leo Kessler

Listopad 1943 roku. Wermacht rozpaczliwie walczy na froncie wschodnim, siły niemieckie słabną. Alianci nie mają wątpliwości, że kres III Rzeszy jest bliski. W Teheranie mają spotkać się po raz pierwszy trzej przywódcy: F.D. Roosvelt, Churchill i Stalin.

Legenda nazistowskiej armii, Obersturmbannführer Otto Skorzeny planuje śmiałą akcję, która odwróci losy wojny. Doborowa grupa komandosów dotrze do Teheranu i zlikwiduje wielką trójkę.

Skorzeny powierza akcję najlepszym z najlepszych – kompanii Edelweiss, która wsławiła się już wykoanianiem misji specjalnych na tyłach Armii Czerwonej.

Kompania strzelców alpejskich pod dowództwem doświadczonego pułkownika Strummera musi dotrzeć do Persji przez rozległe tereny kontrolowane przez legendarnych asasinów.

„Dolina Zabójców” to kolejna z metra cięta powieść Leo Kesslera aka Charlesa Whtinga, trzecia z dziewięciu książek z cyklu „Edelweiss”.

W ciągu 47 lat pracy twórczej (1960-2007) Whiting napisał 350 książek. Jego tempo produkcji kolejnych „Bang-bang, thrills-and-spills”- jak sam je określał – powieści przygodowych. Z uwagi na tempo, jakie nadał swojej profesji – książka co miesiąc – wydawca doradził Whitingowi pisanie pod kilkoma pseudonimami. Najbardziej znany to właśnie Leo Kessler, autor przygód batalionu szturmowego SS „Wotan”.

Dolina Zabójców nie wybiega poza możliwości jednomiesięcznego literata – grubo ciosana sensacja obleczona w złowrogo eleganckie mudnury w kolorze feldgrau.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 kwietnia 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , ,

Anthropoid

Jozef Gabčik i Jan Kubiš zostali zrzuceni do Czech w nocy 28 grudnia 1941 roku. Ich celem był sam protektor Czech i Moraw, niesławny Reinhard Heydrich. Wyszkoleni przez angielskie SOE, dywersyjną jednostkę szkolącą żołnierzy do zadań specjalnych, początkowo nie mieli pewności czy akcja „Antropoid” ostatecznie dojdzie do skutku. Anglicy starali się unikać zamachów na najwyższą kadrę nazistowskich Niemiec, słusznie obawiając się odwetowych masowych represji na cywilach. Wieści o odwołaniu Heydricha do Berlina ostatecznie przyspieszyła decyzję.

Dwaj czechosłowaccy „Cichociemni” (damn it, brzmi jak opis Pata i Mata, no ale to w końcu Gabćik i Kubiś 🙂 przez dłuższy czas obserwowali swój cel, ustalając optymalny czas i miejsce ataku na generała SS, który na swoje nieszczęście uwielbiał jeździć po Pradze odkrytą limuzyną. Jak potoczyła się akcja wiemy z historii.

„Anthropoid” to kolejny film o zamachu na ulubieńca Hitlera. Zdecydowanie lepszy niż „hahahaha”, „Antropoid” skupia się od początku na osobach Czecha i Słowaka, którzy podjęli się spektakularnej misji dywersyjnej. Poprawnie prowadzona fabuła i dobrze grający Cillian Murphy Jamie Dornan (tym razem bez piędziesięciu twarzy) pozwalają skupić się na prawdziwej, choć sensacyjnej historii. Twórcy robią co mogą, żeby ukazać bohaterstwo zamachowców. Ciekawostką jest udział w filmie Marcina Dorocińskiego. Jest też charakterystyczny Toby Jones w roli wujka Hajsky’ego. Jakby nie patrzeć – czeski film! 😀

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 listopada 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

The Man with the Iron Heart

Tytuł debiutanckiej powieści Francuza Laurenta Bineta „HHhH” pochodzi z czasów III Rzeszy. Akronim niemieckiego „Himmlers Hirn heißt Heydrich” oznacza „mózg Himmlera nazywa się Heydrich”. Dowcip z 1942 roku dziś nie bardzo już śmieszy – same nazwiska Himmler i Heydrich wywołują dreszcze.

Człowiek o żelaznym sercu – tak natomiast ulubieńca Himmlera nazwał podobno sam Adolf. W ustach Furhera musiało to zabrzmieć niczym najsłodszy komplement. To przecież Reinhard Heydrich przewodził na spotkaniu w Willi Grosser w Wannsee, czego efektem był uroczy eufemizm „Endlösung” i szczegółowy konspekt ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej.

Film o Reinhardzie Heydrichu rozczarowuje. Dzieło Federica Jimeneza zaczyna się od biograficznego rysu RH, ale szybko wytraca pierwotny charakter. Kariera w Marynarce Wojennej, której kres położył skandal obyczajowy, małżeństwo Liną von Osten, pierwsze kroki pod skrzydłami Himmlera. Czym dalej, tym bardziej skrótowo i chaotycznie. Druga część filmu to opowieść o czeskich „Cichociemnych” Gabciku i Kubisie. „HHhH” przechodzi zatem w tryb martyrologicznej laurki o dzielnych mścicielach narodu Czechów i Słowaków. Zważywszy na niemalże równoległą premierę „Anthropoid” – nic nowego i w dodatku nakręcone bez polotu, za to z irytującą manierą romantyczną.

Jimenez doskonale dobrał obsadę. Jason Clarke na długo pozostanie w pamięci w mundurze Obergruppenfuhrera. Wiarygodni byli także Graham (Himmler) i Rosamund Pike (pani Heydrich) a nawet i dwaj zamachowcy (jedną z ról zagrał Jack O’Connell znany z „Niezłomnego„)

Rozczarowanie to przede wszystkim stracona szansa na studium potwora. Zamiast tego „HHhH” serwuje płytką konstatację o zwyrodnialcu, który po powrocie z katowni Gestapo uczy dzieci gry na fortepianie. Opowieść o RH kończy się zresztą już w połowie filmu, zastąpiona banalnie kreślonymi losami wspomnianych wyżej czeskich spiskowców. Nie pomagają i łopatologiczne scenki historyczne (np. Lidice) i wątpliwej potrzeby sceny z życia czeskiego ruchu oporu.

Szkoda Ryśka. To mógł być naprawdę dobry film.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 23 lutego 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Patriots Day

Kwiecień 2013. W trakcie maratonu bostońskiego w tłumie wybucha bomba pułapka, klasyczne dzieło domowego terrorysty. Bostońska policja uruchamia wszystkie siły, żeby znaleźć sprawców.

„Patriots Day” unika nadmiaru patosu, a jeśli nawet jest go tu sporo, to jest w nim coś pozytywnego. Zjednoczony Boston, dzielni policjanci o twarzach Marka Wahlberga i J.K. Simmonsa, odpowiedzialni szefowie (John Goodman, Kevin Bacon) a nawet chiński emigrant, wszystko jest w „Dniu Patriotów” po bożemu i po amerykańsku ułożone w zgrabną fabułę.

Trudno o wielką podnietę przy tak ważkiej społecznie i przewidywalnej fabule. Ku pokrzepieniu (bostońskich) serc. Moje ujął najbardziej mieszkaniec przedmieść wspierający nieudolny atak policji dodatkowym bejzbolem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 października 2017 w kino 2016

 

Tagi: , , , ,

Closed Circuit

closed circuitPrawnik Martin Rose (Eric Bana) otrzymuje sprawę, w której ma bronić zamachowca z Londynu. Poprzednik na tym stanowisku popełnił samobójstwo. Drugim z prawników obrony zostaje Claudia – prywatnie kochanka Martina. Nie tylko relacje prawników zdają się być skomplikowane. Sama sprawa – z pozoru prosty proces zamachowca – prowadzi do nieoczekiwanych komplikacji. Im więcej niepewności, tym mroczniejsze wnioski.

„Układ” opowiada o spisku na najwyższych stanowiskach i powiązaniach przekraczających zwyczajowe prawo. Historia z Londynu wydarzyła się już w wielu filmach i wielu krajach. Amerykanie preferują pozytywne zakończenie, w których jednostka potrafi poruszyć góry. „Closed circuit” stawia sprawę w bardziej złożony, europejski sposób. Nie ma tu takiego fatalizmu jak w polskim „Układzie zamkniętym” czy ostatnich „Służbach specjalnych”, ale realne spojrzenie na konflikt „jednostka – układ” jest oceniany jednoznacznie. Jeden człowiek nie jest w stanie przeciwstawić się siłom rozdającym karty. Problemem fabuły jest łopatologia stosowana. Steven Knight („Eastern Promises”, „Locke”) nie błysnął intelektem, wywalając na ladę wszystko co mógł. Agenci mówią zbyt wiele, prokuratorzy są bardzo bezpośredni a prawnicy zbyt błyskotliwi.

„Układ” to średnio ciepły film, który chciałby uchodzić za ambitniejszy niż w jest w rzeczywistości. Intryga jakich było już sporo, aktorzy bez zapierających dech kreacjach i poprawna reżyseria. Sredniak.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 lutego 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , , ,

Strzelec

Shooter Bobby Lee Swagger, elitarny strzelec wyborowy US Marines zostaje wplątany w knowania niecnych polityków. Tak jak wszędzie, także w Ameryce mają swoich złych ministrów transportu. Uważny widz z pewnością dostrzeże podobieństwo Dannego Glovera do Pana Donalda Tuska. Przypadek? Nie sądzę 🙂

W Ameryce ludzie chcą jednak wziąć sprawy w swoje ręce i wymierzyć prawo (i sprawiedliwość). Swagger daje radę, okazjonalnie wydłubując sobie kule z klatki piersiowej i aplikując szybką kroplówkę z kilograma soli i torby cukru.

„Strzelec” to kino akcji, podbite amerykańskimi paranojami o potężnych machinacjach za kulisami wielkiej polityki. Sprawność reżysera (Antoine Fuqua, także „Dzień Próby”) wynagradza małe prawdopodobieństwo akcji. Doskonały kandydat do ramówki TVN na „Hity w Superkinie”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 września 2014 w kino 2014

 

Tagi: , , ,