RSS

Archiwa tagu: Wrocław

Mock. Ludzkie zoo – Marek Krajewski

Eberhard Mock próbuje spoważnieć. Jest 1914 rok. Młody policjant  poważnie  zastanawia  się  nad  ożenkiem  z niezbyt  zamożną  ale urodziwą Marią. Na drodze do stabilizacji staje nie tylko zrzędliwa matka narzeczonej, ale coraz większe problemy natury psychicznej. Ilekroć położy się spać w swoim pokoju w suterenie graniczącej ze starym dworcem, Maria słyszy głosy katowanych dzieci i lament ich matek. Wiedziony zawodową ciekawością Ebi przystępuje do śledztwa na własną rękę. Śledztwa, które zawiedzie go nie tylko do Berlina, ale i do niemieckich kolonii w Afryce.

Siódma w dorobku powieść o wrocławskim komisarzu policji trzyma poziom dobrego kryminału, choć do topowych dzieł Krajewskiego nie należy. Przeniesienie akcji do Afryki wydaje się zabiegiem na siłę nawiązującym do epizodu niemieckiego kolonializmu. Obecność wrocławskiego policjanta w dżungli pachnie tanią sztuczką. Handel ludźmi, genetyczne eksperymenty, podróż przez piekło tropików rodem z conradowskiego „Jądra Ciemności”… za dużo tego wszystkiegp panie Marku.

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 marca 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , , ,

Mock. Pojedynek – Marek Krajewski

Jest rok 1905. Syn ubogiego szewca z Wałbrzycha pnie się na wyżyny jakich nie doświadczył dotąd nikt w rodzinie Mocków. Młody Eberhard nie bez problemów studiuje na wydziale filozoficznym tutejszego uniwersytetu. Honorowy z natury, wycofany z racji niskiego pochodzenia  odstaje od reszty studenckiej ciżby, w której prym wiedzie „korporacyjna” bursza.

Burszanci są elitą osobliwego światka uniwersyteckiego. Mają swoje knajpy i swoje zwyczaje, wśród których doczesne miejsce należą „menzury”. Od tejże menzury czyli pojedynku zależy przyjęcie do grona „korporacji”, na pojedynku kończy się też czasami życie delikwenta.

Po tajemniczej, uznanej za samobójczą, śmierci profesora Moritza Adlera atmosfera na wrocławskiej Alma Mater gęstnieje. Zakochany w rosyjskiej studentce Mock trafia w wir wydarzeń, które spowodują, że Ebi przekroczy życiowy Rubikon.

„Mock, Pojedynek” opowiada historię nie jednego, ale kilku pojedynków. Prócz broni białej i pistoletów zostanie użyte novum, z którego Mock wielokrotnie skorzysta w swoim życiu – sławne „imadło”.

Marek Krajewski konsekwentnie uzupełnia życiorys detektywa, tym razem dodając jego początki. Pozycja numer 3 w czymś, co sam autor nazywa cyklem „Młody Mock„.

Tym razem autor sięga naprawdę daleko, przywołując na scenę studenta jeszcze nie obeznanego z kryminalnym światem Breslau, ale już doświadczonego w dziedzinie pań lekkich obyczajów i sprawnie kształcącego się nie tylko w dziedzinie filozofii, łaciny i greki, ale i w sybarytyzmie, z którego zasłynie w „Śmierci w Breslau„.

Trzyma poziom.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 listopada 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , , , ,

Mock – Marek Krajewski

Mmockock wraca do gry. Marek Krajewski dał się uprosić i wskrzesił swojego najważniejszego bohatera. Zapełnia się kolejna luka w życiorysie komisarza. Na szczęście jest jeszcze sporo takich, z których pisarz może sklecić następne powieści kryminalne. Póki co cieszę się z najnowszej powieści – jest wyborna.

Breslau, 1913 rok. Eberhard Mock jest zaledwie wachmistrzem w obyczajówce. Mozolnie pnie się po drabinie policyjnej kariery, wciąż bliższy powrotowi do szewskiego warsztatu ojca niż orderom za ofiarną służbę. Wplątany w rozgrywki wewnętrzne wrocławskiej prefektury staje się ofiarą obyczajowego skandalu. Jednocześnie miasto przygotowuje się do uroczystej inauguracji Jahrhunderthalle czyli Hali Stulecia i wizyty cesarza Wilhelma. Zanim to nastąpi, na budowie dokonano makabrycznego odkrycia. Cztery ciała nagich gimnazjalistów, nad którymi majestatycznie wisi ciało mężczyzny ubranego w skrzydła. Miasto szybko nadaje mu imię Ikar, a policja rozpoczyna gorączkowe śledztwo. To szansa dla wachmistrza Mocka oddelegowanego do pomocy wydziałowi zabójstw.

„Mock” nie wywarza otwartych drzwi. Struktura kryminału jest znakiem rozpoznawczym autora. Gęsta atmosfera przedwojennego Breslau, z zaułkami pełnymi miazmatów ze spelun i burdeli, szemrane towarzystwo i równie niepewni stróże prawa. Krajewski z każdą powieścią coraz mocniej cieniuje charakter swojego głównego asa. Po moralnych katorgach „Areny Szczurów” tym razem czas na „młode lata”.

Dodatkowy plus dla bibliofila – świetna okładka, przywodząca na myśl retro kryminały zza Wielkiej Wody.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 18 grudnia 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , , ,

W otchłani mroku – Marek Krajewski

W otchlani mroku KrajewskiPiąta w kolejności powieść, której bohaterem jest Edward Popielski. Marek Krajewski krzepnie w swoim pisarstwie, eksperymentując nieco z formą. „W otchłani mroku” po raz pierwszy pojawia się zapis w pierwszej osobie. Format ten ma swój powód, którego w recenzji wyjawiać nie należy. Książka nie ma też precyzyjnych ram czasowych jak miało to miejsce w cyklu o Eberhardzie Mocku. Nie oznacza to całkowitego zagubienia w czasie. Autor w charakterystyczny sposób nadaje rytm opowieści dzieląc wątki latami.

Zasadnicza akcja „Otchłani..” toczy się w chaosie 1946 roku. Umiejscowiona tuż po „Rzekach Hadesu” akcja zastaje Popielskiego bezpiecznego po nagonce UB. To jednak wciąż zdewastowany Wrocław, który dopiero co przestał nazywać się „Breslau”. Ulice przywalone gruzem i pogorzeliskami są niemym świadkiem parady zwycięzców. Armia Czerwona traktuje miasto jak należne trofeum. Jak hordy Czyngis Hana biorą wszystko – od rowerów i srebrnej zastawy – po dziewictwo uczennic gimnazjum. Creme de la creme książki jest jednak irracjonalna w tych warunkach walka filozofów. W otchłani piekła, gdzie UB walczy o prymat bestialstwa z Armią Czerwoną i NKWD, dwóch profesorów akademickich rozpoczyna śmiertelnie poważny spór o dogmaty ludzkiej egzystencji.

Krajewski nie byłby sobą, gdyby akcja nie zakotwiczyła we współczesności. Rok 2012 służący autorowi za wstęp i arenę książkowej pointy poprzedzają jeszcze dwie daty: 1989 i 1991. Przaśne lata III RP spajają mroczną przeszłość z teraźniejszością w tradycyjnie u tego autora zaskakujące „brakujące ogniwa”.

Chociaż proza Marka Krajewskiego rozrosła się do małego zbiorku a kolejny kryminał w zasadzie idzie przetartą ścieżką poprzedników, nadal przyjemnie czyta się tego autora. Raz jeszcze można cieszyć się z maestrii wrocławskiego pisarza, życząc mu kolejnych udanych książek z galaktyki Popielskiego i Mocka.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 18 lutego 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Rzeki Hadesu – Marek Krajewski

rzeki-hadesuKolejna powieść Marka Krajewskiego z cyklu o Edwardzie Popielskim. Po „Głowie Minotaura” i „Eryniach” kolejna, w której autor wciąż wraca do swojego poprzedniego superbohatera. I tym razem u boku lwowskiej legendy policji pojawia się wrocławski detektyw Eberhard Mock. „Rzeki Hadesu” dodają kolejne elementy fascynującej układanki, która powoli zapełnia całą linię życia  zarówno lwowskiego jak i wrocławskiego sybaryty.

1946 rok. Pośród powojennej pożogi miasta, do niedawna niemieckojęzycznego, nie trudno o spotkanie z typami spod ciemnej gwiazdy. Gdy porwana zostaje córka szefa wrocławskiego UB, na nogi postawiony zostaje nie tylko aparat milicji i UB ale także światek przestępczy. Portret pamięciowy porywacza niebezpiecznie przypomina ukrywającego się lwowskiego policjanta i byłego AK-owca Popielskiego. Były komisarz musi cofnąć się o dekadę, aby rozwiązać kryminalną zagadkę.

Lwów 1933. Ktoś porywa córkę jednego z królów podziemia. Dziewczyna odnajduje się żywa, ale pochańbiona. Lwowski watażka nie może ścierpieć takiej zniewagi. Nie cofa się przed uwięzieniem czternastoletniej Rity Popielskiej aby zmusić do współpracy najlepszego śledczego kryminalnego w mieście. Ledwie przywrócony do służby komisarz zmuszony zostaje do działania niezgodnego z prawem. Musi odnaleźć gwałciciela i oddać go w ręce równie zdeprawowanego szubrawcy.

Powieści Krajewskiego ewoluują. Początkowe książki cyklu o Eberhardzie Mocku były gejzerem erudycji autora. Głównie w temacie topologii przedwojennego Wrocławia oraz uwielbienia dla wyszynku i jadła.

Edward Popielski ceni dobre jedzenie, papierosy „Egipskie” w delikatnej bibułce i wódkę od Baczewskiego. Zdaje się jednak być osobą bardziej dystyngowaną niż jego wrocławski kolega. Mock bywał momentami nieokrzesanym gwałtownikiem. Popielski ceni sobie ulotność spacerów po rodzimym Lwowie i rozważania z pogranicza filozofii. Oczywiście bogato okraszane łaciną i greką. Delikatniejsze stają się też książkowe intrygi. Choć nie pozbawione mocnych scen, nie epatują brudem i zbrodnią tak, jak ponure jatki wrocławskich suteren. Oczywiście lektura książek Krajewskiego wciąż przynosi satysfakcję nie popełniając grzechu wtórności.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 2 lutego 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , ,

Dżuma w Breslau

dzuma Breslau 1923 rok. Eberhard Mock nadal aspiruje na stanowisko w wydziale kryminalnym wrocławskiej policji. Komisarz Muhlhaus prowadzi z nim własną grę, która początkowo wydaje się Mockowi wyłącznie niechęcią starego policjanta do ambitnego młodego człowieka.

Akcja „Dżumy w Breslau” toczy się wokół zabójstwa dwóch prostytutek. Policja kryminalna nie może ich zidentyfikować, do pomocy wyznacza więc „specjalistę” Mocka. Sprawa komplikuje się, gdy na miejscu mordu znaleziony zostaje pasek od spodni – prawdopodobne narzędzie zbrodni. Dzięki stosunkowo nowej metodzie daktyloskopii okazuje się, że są na nim odciski palców jednego z policjantów.

W piątej części „przygód” Eberharda Mocka Marek Krajewski ponownie prowadzi swojego bohatera przez mroczny półświatek przedwojennego Wrocławia. Mało tu splendoru i bywania w niemieckich gasthausach a więcej wizyt w brudnych zaułkach. Wprowadzając do powieści rozdziały – zapiski tajemniczego mordercy pachnącego miętówkami – książka nabiera specyficznego rytmu i dualizmu. Czym dalej, tym fabuła zbacza na boczny tor i nieoczekiwane śledztwo powiązane z mordem nierządnic. Jak zawsze u Krajewskiego, zbrodniom towarzyszą niecodzienne okoliczności i zadziwiające motywy.

Czytelnikom, którzy przywykli do stylu pisarstwa Marka Krajewskiego książka sprawi przyjemność. To już piąta, ostatnia z powieści o Ebim Mocku, kolejny puzel uzupełniający układankę skomplikowanych motywów i zachowania tego bohatera. Jak zawsze jest tu klimat i dbałość o szczegóły. Także malkontenci będą mieć używanie – „aż piąta powieść” w gruncie rzeczy w tym samym rytmie i tematyce może niektórych znużyć.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 października 2013 w literatura 2013

 

Tagi: , , , ,

Widma w mieście Breslau

widma-w-Breslau Breslau, rok 1919. Asystent kryminalny Mock jest pracownikiem wydziału obyczajowego. Z uwagi na niecodzienną zbrodnię z podtekstem seksualnym zostaje wyznaczony do pomocy w znalezieniu poszlak i sprawców. Wszystko komplikuje się gdy na miejscu zbrodni odnajduje się fiszka od zabójcy zaadresowana bezpośrednio do Eberharda Mocka.

„Widma w mieście Breslau” to trzecia książka Marka Krajewskiego ale jednocześnie początek historii wrocławskiego policjanta. Asystent kryminalny to postać niewiele znacząca w światku policji. Mock, weteran I wojny światowej, mieszka ze starym ojcem w rozpadającej się suterenie nad dawnym sklepem. Daleko mu jeszcze do wyrachowanego i eleganckiego dekadenta z kartek „Śmierci w Breslau”.

W roku wydania „Widm” (2005) Krajewski otrzymał nagrodę „Paszport Polityki”. Nie bez przyczyny, bo trzeci kryminał jest progresem w jego sztuce pisarskiej. Postać głównego bohatera ujawnia się w szerszej palecie szarości, ukazując człowieka z aspiracjami ale też gwałtownego i pełnego sprzeczności. Sama akcja nie zapiera tchu ale trzyma poziom i nie pozwala odłożyć książki na bok. Mocne zakończenie to dodatkowy plus na koniec.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 września 2013 w literatura 2013

 

Tagi: , , , ,