RSS

Archiwa tagu: tajne służby

Nieświadomi (serial)

Rok 1989. Stary świat chwieje się w posadach. Kolejne kraje socjalistyczne odłączają się od sowieckiego bloku.

Aksamitna rewolucja to dla Czechosłowacji czas miękkiego, pokojowego zakończenia rządów komunistycznych.

Ale czy proces ten rzeczywiście odbywa się pokojowo a stary reżim oddaje kraj bez walki?

Maria i Viktor wracają do Pragi z emigracji. Ona – wybitna skrzypaczka porzuca karierę w Londynie podążając za nim – czołowym opozycjoniście. Do walącej się Czechosłowacji wzywa Viktora obowiązek walki o ojczyznę. Powrót pary nie umyka uwadze służb specjalnych.

Jeśli jest coś co kraje Europy Środkowo – Wschodniej mają do zaprezentowaniu światu to z pewnością fascynujące opowieści o zbrodniczych reżimach i niejawnych metodach służb bezpieczeństwa. „Nieświadomi” to udana produkcja tego typu. No i te socjalistyczne klimaty wnętrz – „to se ne vrati”  🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 grudnia 2021 w seriale

 

Tagi: , , , , ,

Pętla

Tym razem miało być inaczej. Miało być na serio i poważnie. Miało obnażać nieprawość i walić obuchem w pysk niesprawiedliwości.

Reżyser opowiadał o nowych, sensacyjnych dowodach i wyznaniach świadków, które wstrząsną polskimi elitami. Wyszło jak zwykle. Bo temu panu za każdym razem wychodzi mniej więcej to samo: grubo ciosany film sensacyjny.

„Afera podkarpacka” wstrząsnęła opinią publiczną po tajemniczym samobójstwie boksera-sutenera Dawida Kosteckiego. Na jaw wyszły brudy w rzeszowskiej policji, śliskie powiązania ukraińskich braci Aleksa i Żeni z CBŚ-em i szantaże polityków, na których grupa miała podobno filmy nagrywane w swoim „Imperium”. Podejrzenia o robotę obcego wywiadu i kluczowych polityków trzymanych na smyczy szantażem nie ucichły do dzisiaj. Słowem: doskonały materiał na film.

Biorąc na warsztat obyczajową aferę podkarpackich elit Patryk Vega zmarnował okazję na coś więcej, niż sensacyjną opowiastkę o cwaniaku na urzędzie. Odarta ze skomplikowanej układanki wpływów historia spłyciła się do ciągu slapstickowych scen i ledwie maskowanego zachwytu nad złymi chłopcami. Bo to oni przecież są dla Vegi w gruncie rzeczy bohaterem pozytywnym. Reszta postaci pojawiających się w filmie to tylko gromada bezmyślnych błazenków, których można bezczelnie orżnąć, ewentualnie strasząc użyciem siły. O tradycyjnym lżeniu służb mundurowych nie wspominając.

„Pętla” nie odbiega poziomem od wcześniejszych dzieł mistrza i z pewnością zadowoli widownię karmioną od lat opowiastkami z bajarza pana Patryka. „Polityka”, „Bad Boy” czy „Botoks” opowiadały z grubsza tą samą historię: świat jest zły, żądzą nim źli ludzie wzajemnie trzymający się za gardła. Na plus „Pętli” można zapisać względnie logiczną – choć niepozbawioną niezamierzonych wpadek fabułę plus Królikowskiego i Warnke, którzy wyraźnie rozgościli się na pozycjach gwiazd u Patryka Vegi.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 kwietnia 2021 w kino 2021

 

Tagi: , , , , ,

Przemienienie – Szczepan Twardoch

Śląsk, przaśne lata osiemdziesiąte. Na ulicach Polonezy, za firankami nielicznych Pewexów jeansy za dolary i Coca -Cola w puszkach.

Antek Szarzyński jest młodym nabytkiem „firmy” jak lubią o sobie mawiać koledzy ubecy z IV wydziału Służby Bezpieczeństwa. Pod „czwóreczką” kryje się specjalizacja związana z inwigilacją i zwalczaniem kleru.

Kolejne fazy wtajemniczania młodego milicjanta w arkana służby odkrywają brud, jakiego Szarzyński wolałby nie znać.

Rasowa powieść Twardocha z doskonałą, zaskakującą końcówką. Umi pieron napisać!

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 października 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Slużby specjalne. Podwójna przykrywka – Patryk Vega

Wystarczy spojrzeć na okładkę, by zrozumieć podmiot liryczny książki. Z taką fizis Jarosław Pieczonka nie musiał czuć się obco wśród wszystkich zbójów i bandziochów ,z jakimi przyszło mu się potykać. A nawet lubić, co sam – nie bez dużej satysfakcji – wielokrotnie przyznaje.

Bo jak powszechnie wiadomo, szacun na dzielni to jednak podstawa.

Kolejna z książek Patryka Vegi, którą czyta się jak dobrą powieść kryminalną. Vega ma naturalny talent do beletryzowania polskich patologii na osi policja – zbiry. Jaką męką musiało być wysłuchanie i ubranie w słowa wywiadu rzeki z Pieczonką ergo „Majami” wie natomiast tylko sam autor.

Podążając za wyznaniami szarej eminencji polskiego wymiaru sprawiedliwości Vega stara się jak może, żeby bohatera Pieczonkę prowadzić ścieżką rycerza w błyszczącej zbroi. Nie zawsze się udaje, bo życiorysowi „Majami” bliżej jest do mafijnych oponentów niż do sznytu mściciela bez skazy.

Tytułowa „podwójna przykrywka” to dygresja do kilku wcieleń Pieczonki Jarosława – zarówno podczas pracy w kontrwywiadzie jak i podczas kafarowania u kilku trójmiejskich bonzów biznesowych.

Czytać między wierszami 🙂

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 marca 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , , , ,

Zero – Marc Elsberg

„Zero” to jeden człowiek, albo cała sieć. Grupa demaskująca wielkie korporacje i rządy. Współcześni zarządcy dusz z pozoru mają dobroduszne miny polityków chroniących swoich obywateli i uśmiechy młodych geniuszy oferujących kolejne nowinki technologiczne. Znamy ich. W naszym świecie nazywają się Google, Facebook, Apple. Imię ich milion.

uważam, że ośmiornice karmiące się danymi osobowymi powinny zostać zniszczone.

Główna bohaterka „Zero” Cynthia Bonsant jest dziennikarką tradycyjnej gazety. Wypożyczenie z redakcji testowej pary inteligentnych okularów wplątuje ją w intrygę sięgającą daleko poza możliwości jednostki. Okulary firmy Freemee na żywo relacjonują śmierć jednego ze swoich użytkowników. Przyjaciele ofiary odkrywają, że to nie jedyny taki wypadek.

„Chcielibyśmy uczynić Google trzecią połówką twojego mózgu”.

Cytat z ojca Google, Sergieja Brina stanowi motto książki. Marc Elsberg lubuje się w straszeniu czytelnika nieodległą przyszłością. Po arcy prawdopodobnym „Blackout„, w którym straszył nas skutkami długotrwałej awarii systemów zasilania, autor wskazuje palcem na wszechobecną internetową inwigilację. Podobieństwa nie są przypadkowe. Zarabiający krocie gigant branży cyber innowacji ma nieskończony apetyt na władzę. Powiązania z rządami Państw są naturalne – władze zawsze mają zakusy do przesadnego śledzenia własnych obywateli.

Elsberg ma zadatki na kaznodzieję. Swoją powieść uzbroił nie tylko w motto, ale także wstęp i posłowie. We wstępie zwraca uwagę czytelnika na systemy Lambeth (Londyn) i RTCC (NY). W posłowiu ostrzega następująco:

Niezliczone źródła na opisany temat można znaleźć w sieci i książkach popularnonaukowych. Wiele ze stosowanych dziś technologii opisywano w powieściach utopijnych z minionych lat i sprzed dziesięcioleci – tymczasem owe utopie stały się rzeczywistością. Książka przedstawia potencjalny scenariusz przyszłości. Prawdopodobnie programy doradcze (ActApps) nie będą wszystkie pochodzić z jednego źródła jak w Zero, a ManRank będzie nazywał się inaczej. A może wszystko potoczy się zupełnie odmiennie?

„Zero” pokazuje jak dalece jesteśmy zależni od technologii i jak krótkowzroczni w darmowym oferowaniu behawioralnych danych. Każdego dnia nieświadomie karmimy ośmiornicę danymi, nie znając dnia, kiedy monstrum wciągnie nas w swoje trzewia.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 kwietnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Czerwony Kapitan

czerwony-kapitanMroczne kino policyjne w wydaniu czesko – słowacko – polskim. Bratysława, rok 1992 – tuż przed ostateczną śmiercią Państwa o nazwie Czechosłowacja.

Krajobraz nadal przypomina ten sprzed upadku Muru Berlińskiego. Demoludy rozdarte są pomiędzy starym systemem a młodą demokracją. Po kilkudziesięciu latach bezkarnych rządów, na powierzchnię wypływają brudne sprawy wszelakich służb specjalnych.

Dwaj policjanci dostają na warsztat pochowanego w pośpiechu nieboszczyka. W jego głowie tkwi pokaźny gwóźdź a ślady na ciele wskazują na ofiarę przesłuchań STB, czechosłowackiej służby bezpieczeństwa. Dla starego „milicjanta” Burgera to tylko kolejny przypadek do odhaczenia. Młodszy Krauz (w tej roli gadający po czesku Maciej Stuhr) podchodzi do sprawy ambitniej, coraz mocniej zapadając się w bagno powiązań komunistycznych służb, Kościoła i wykluwającej się mafii.

Obiecujący scenariusz. Gorzej z wykonaniem.

„Czerwony Kapitan” jest ekranizacją powieści poczytnego słowackiego autora. Dominik Dan jest detektywem wydziału śledczego słowackiej policji i konsultantem ds. kryminalnych ministra spraw wewnętrznych. Niestety dobry scenariusz został położony realizacją z pogranicza „czeskiego filmu”. Nasi południowi sąsiedzi są świetni w kinie niepoważnym, przy ciężkich tematach brak im chyba wrodzonego czarnowidztwa i pesymizmu.

Temat, czas i miejsce akcji naturalnie przywodzi na myśl „Psy” Pasikowskiego. „Czerwony Kapitan” nie wytrzymuje tej konkurencji. W polskim filmie klimat był przytłaczający a bohaterowie żywcem wyjęci z przaśnych lat dziewięćdziesiątych. W słowackiej produkcji wszystko rozłazi się w szwach.

Akcja plącze się niemiłosiernie, szwarc charakterów trudno ogarnąć a sam Stuhr wypada nieprzekonująco. Richard Krauz wiedziony nieznaną bliżej widzowi motywacją, posiłkując  się równie enigmatyczną dedukcją miota się pośród wszelakich mocy piekielnych z Bratysławy rodem. Mrożące krew w żyłach sceny wypadają gorzej niż straszenie dzieci Rumburakiem.

Apogeum filmowego dramatu – w zamierzeniu twórców zdaje się majstersztyk kina akcji – doprowadza do łez. Niestety nie ze wzruszenia, ale z rozpaczy nad ujęciami, za które student filmówki wyleciałby na zbity pysk z uczelni. Po obejrzeniu kolejnej dynamicznej sceny nabiera się podejrzenia, że „Czerwony Kapitan” to jednak jakiś pastisz o wysublimowanym poczuciu humoru niedostępnym polskiemu widzowi.

Niestety, oni tak na serio.

ps.

Nie jest sztuką śmiać się ze śmiesznego skądinąd języka braci zza gór, ale byłoby chyba lepiej zostawić język oryginału zamiast silić się na polskie udźwiękowienie. Całość okraszona koszmarnym dubbingiem dodatkowo uprzykrza śledzenie akcji. Stuhr polski dubluje Stuhra słowackiego a reszta aktorów brzmi jak panowie Blekota, Mekota i Pekota.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 stycznia 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , , ,

The Gunman

The GunmanPodobno dla głównej roli w „The Gunman” Sean Penn zrezygnował z „Birdmana”. To zapewne zgrabna plotka, ale udział w filmie sensacyjnym mógł się wydawać Penn’owi czymś w rodzaju plastra na własne ego. Po wielu ważnych i charakterystycznych rolach (Milk, Cheyenne) bieganie bez koszulki z gnatem w dłoni musiało być ważne dla tego pięćdziesięciolatka z Hollywood.

James Terrier pracuje pod przykrywką w Afryce. Oficjalnie wspomaga międzynarodowe organizacje, faktycznie służy korporacjom bezwzględnie czerpiącym z lokalnego chaosu jako zabójca na zlecenie. Po latach spokojniejszego życia Terrier staje w obliczu walki z własną przeszłością i organizacją, dla której stał się niewygodnym świadkiem.

Pierre Morel, twórca nieoczekiwanie kasowego „Teken” wyprodukował kolejny dynamiczny kryminał. Nic w nim odkrywczego, ale też nie ma w nim dłużyzn i nudy. Akcja dzieje się wartko, oprócz doskonałego warsztatowo Penna jest też Javier Bardem i Ray Windstone, świetne plenery Afryki i Europy. Tylko genialności tu brak.

O ironio, problem tkwi w obsadzie. Penn to nie Liam Neeson, który doprowadzony do ostateczności zamienia wujkowatość w rozpędzonny ruski czołg. Sean Penn ze swoją bezcenną miną wkurzonego na wszystko cwaniaka od początku nie pasuje do tej roli. Chociaż nie popełnia błędu w roli bezwzględnego zabójcy, wciąż lepiej wypada w wystudiowanych rolach facetów myślących głową a nie bicepsem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,

Służby specjalne – miniserial

sluzby-specjalne-miniserialMamy taki polski zwyczaj stosowania w praktyce powiedzonka „dwa grzybki w barszcz”. Od czasów PRL-owskich „blockbusterów” typu „Krzyżowcy” (czy „Krzyżacy”, w sumie to chyba ci sami) polska kinematografia kombinuje. Niczym baba rozwadniająca wódkę na mecie dolewają nasi włodarze filmu, dodają waty, wypychają – wszystko, żeby jakoś przy okazji produkcji fabularnej nakręcić parę godzin do ramówki telewizyjnej. Taka ważka prawda pasująca jak ulał do miniserialu „Służby Specjalne”.

O dziele Patryka Vegi już było tutaj. Serial powtarza wszystkie wątki. Dokrętki lub jakieś pozostałości po filmie fabularnym domontowano w ten sposób, aby powstało pięć 50-minutowych odcinków. W większości przypadków wtręty osobiste nie wnoszą nic ciekawego. Najwięcej „nowości” dotyczy pułkownika Mariana Bońki  (Janusz Chabior) trochę mniej Oli „Białko” Lach (Olga Bołądź) i generała Światło. Serial zdominowany został przez fenomenalnego Janusza Chabiora – tu zyskującego zupełnie inny wydźwięk postaci.

Najciekawszym spostrzeżeniem po obejrzeniu serialu pozostaje odkrycie jak montaż diametralnie zmienia sens filmu. Fabularne „Służby specjalne” – co widać na tle serialu – zostały doskonale skonstruowane i przycięte. Fabuła to dynamit rozsadzający tajny świat elit i służb specjanych pod przykrywką. Serial dodaje wątki, które przenoszą akcent na głównych bohaterów. Z bezwzględnych morderców stają się ludźmi pełnymi problemów i dylematów, ale posiadającymi moralność. W przeciwieństwie do brudu wypływającego ze świata polityki.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 czerwca 2015 w seriale

 

Tagi: , , , , ,

Służby specjalne

Sluzby specjalneAmerykany mogo

a my się z tego cieszymy. No więc my też mogiemy. Bóg, Honor, Ojczyzna. Oraz Lepper, Macierewicz i inne generały (rymuje się z pedały, ale byłoby nieładnie). Wszystko razem w mikserze życia, niczym czołówki w tefałenie.

Byłoby może po amerykańsku gdyby nie zbieżność zupełnie przypadkowa. A ponieważ przypadkiem zbieżność zaistniała, zaistnieje też spora grupa tych, którzy zakrzykną „prawda toć! hańba toż! azaliż zawżdy!”  Nieświadomi dostali wreszcie podany na tacy spisek, którego układankę od dawna mieli gdzieś z tyłu czerepa. W tym Marian, hydraulik co mówił, że to nie prawda z tą Blidą. Teraz wiadomo: WSI, mataczenie, chory układ, zbrodnicze służby, krwiożerczy biznes na własnej piersi chowany, agenci Moskwy w naszych szeregach. Afera gruntowa posłużyła wiadomo komu, samobójstwa świetnie ukartowane, jedyny prawdziwy Polak zdemaskowany, ale zima wasza, wiosna nasza!

Ballada o pieskach

Vega Patryk, nakręcił w swoim czasie film o jakimś piesku. Później poszedł chłopina w dobrą stronę odtwarzając brawurowo przygodę Hansa Klossa, bożyszcza naszych babć. A także prześmieszny, że boki zerwać, cukierniczy „Ciacho”. Równie branżowy „Last Minute” można bez ryzyka nazwać jedynym prawdziwym dokumentem o przygodzie z ol inkluziw w tle. Chyba najśmieszniejszy od czasów tego Lujisa Definę.

Ostatni gasi Światło

I teraz to. Służby specjalne. Boję się wychodzić z domu. Jak prawdziwy Polak. Boję się kobiet cyborgów, żrących białko ze sklepu dla koksów. I agenta chorego na raka, co nocą psika w kontakty szprejem i kradnie z szuflad. No i tego Światło, bo to spirytus mowens jakiś. Panie chroń nas przed tym robactwem. I w dodatku IPN zburzyli.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 4 marca 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,