RSS

Archiwa tagu: Szwajcaria

Moja cudowna Wanda

Przygody polskiej hausefrau w Szwajcarii.

Wanda pracuje w charakterze opiekunki osób starszych. W zamożnej rodzinie Weigmeister-Gloor opiekuje się ograniczonym ruchowo, siedemdziesięcioletnim Josefem. Oderwana od własnych dzieci, miesiącami poza domem Wanda nie gardzi żadną dodatkową pracą, w której może dorobić do podstawowej pensji we frankach. Wszyscy domownicy są zadowoleni z niedrogiej, a sumiennej pomocy ze wschodu. Do czasu, kiedy domownicy odkryją pełen katalog usług.

Obyczajowa historia, której nie powstydziłby się sam Fredro, gdyby w jego czasach publiczna moralność pozwalała choćby wspomnieć o „takich sprawach” Szwajarsko – polski kogiel mogiel w pół drogi pomiędzy dramatem a komedią.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 sierpnia 2022 w kino 2022

 

Tagi: , ,

Szwajcaria i naziści – Stephen P. Halbrook

Niewielki a bogaty kraj, którego część mieszkańców posługuje się niemieckim. Nienaruszalne sejfy bankowe tuż pod nosem faszystów. Spokojne życie pośrodku gorejącej Europy. Myśląc o Szwajcarii w czasie II wojny światowej nie trudno popaść w stereotypy.

Nic bardziej mylnego. Szwajcaria otoczona szwabskimi landami i przyparta ekonomicznie do muru przetrwała nie dzięki współpracy z III Rzeszą, a dzięki mądrej polityce i doskonałej topografii kraju. Oczywiście ukształtowanie terenu i powszechna służba wojskowa to nie jedyne przyczyny, dla których Hitler nigdy nie wcielił w życie planu podboju neutralnej Helwecji.

Książka Halbrooka nie jest atakiem na profaszystowską uległość Szwajcarii ale peanem na jej dzielność. Autor nie kryje podziwu dla alpejskiego ludu za ich konsekwentną postawę i wytrwałość w roli neutralnego ale i sprawiedliwego państwa. Tezę wspierają obficie wspomnienia Szwajcarów, którzy przeżyli II wojnę w oczekiwaniu na nieuchronny atak niemieckiej armii.

Stosunkowo mało znana „historia przetrwania” Szwajcarii pisana piórem S.P. Halbroka ma jedną zasadniczą wadę – autor wielokrotnie się powtarza pod niebiosa wychwalając przebiegłość polityków i twardą postawę społeczeństwa. Nie dotyka natomiast tej części historii, która ukrywa trupy w szwajcarskiej szafie. Takie jak kontyngent prawie 2 tysięcy Helwetów ochoczo przebierających się w mundury Wermachtu czy Waffen S.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 września 2019 w literatura 2019

 

Tagi: , , , ,

Youth

youth-poster„[Claude Debussy] ma widoczną, a nawet zbyt widoczną skłonność do poszukiwania niezwykłości. Stwierdza się u niego poczucie barwy muzycznej, wszelako nadmiar tego poczucia każde mu łatwo zapominać o znaczeniu precyzji w rysunku i formie. Należałoby sobie wielce życzyć, aby wystrzegał się owego mętnego impresjonizmu, który jest jednym z najgroźniejszych wrogów prawdy w dziełach sztuki” napisano krytycznie o Claude Debussy. 

Paolo Sorrentino to impresjonista kina. Po uznanym za wybitny „La Grande Bellezza”, udowadnia to najnowszym „Youth”, z którego obrazy krzyczą do widza głośniej niż najgłośniejszy narrator. Niemalże każdy kadr można oprawić w ramę i powiesić w galerii.

Okolice szwajcarskiego Davos czarują nie po raz pierwszy. Momentami na ekranie pojawia się Hotel Schatzalp – miejsce magiczne z innego znaczącego dzieła kultury światowej – „Czarodziejskiej Góry”. Choć reżyser odżegnuje się od cytowania Tomasza Manna, dygresja intelektualnej podróży wgłąb ludzkiej świadomości jest doskonale czytelna.

Kompozytor Fred Ballinger (Michael Caine) i reżyser Mick Boyle (Harvey Keitel) od lat ładują baterie w świątyni spokoju. Pierwszy z nich z uporem staruszka odmawia zaszczytu dyrygentury przed angielską królową (!!) ostentacyjnie podkreślając swoją emeryturę. Drugi wciąż goni za dziełem życia, chciwie eksploatując grupkę wpatrzonych w niego współpracowników.

Pośród monumentalnych krajobrazów szwajcarskich Alp panowie prowadzą rozmowy nie tylko filozoficzne (przemijanie, sens życia), ale też zaskakująco przyziemne. Mądrość jesieni życia przeciwko banalnie zacierającej się pamięci. Zderzenie prostaty i pięknego umysłu to nie jedyna konfrontacja w filmie.

Kolejną jest piękno versus brzydota. Ta pierwsza pod postacią bujnej młodości i młodzieńczej  naiwności. Druga w osobie workowatych, pomarszczonych, szurających kapciami starców. Basenowe zderzenie nagiej Miss Universum z mrukliwymi osiemdziesięciolatkami podkreśla to najdobitniej.

„Grande Bellezza” z jego rozedrganym i żarłocznym modernizmem był krytyką współczesności. „Youth” to wyciszona zaduma nad przemijaniem.

Czym zatem jest młodość? Paolo Sorrentino odpowiada pokrętnie – zapytajcie starości. Czysty impresjonizm kina.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,

Clouds of Sils Maria

Sils Maria„Sils Maria” jest jak kanapka: buła, masło, pasztet, buła. Kto jest pasztetem, co bułą a komu przypada zaszczytne w tym gronie miano masełka – poniżej.

Maria Enders (Juliette Binoche) jest wielką divą ekranu, odtwórczynią mitycznej roli w „Wężu z Maloja”. Sztuka ta wyniosła Marię na szczyty i pozwoliła grać różnego rodzaju agentki specjalne i kosmitki. Po latach dostaje przewrotną propozycję od młodego reżysera – zagra raz jeszcze w wybitnej sztuce. Niestety już nie w roli młodej podwładnej, ale starzejącej się przełożonej.

Symboliczna zamiana ról i trud zagrania opozycyjnej roli staje się dla Marie problemem filozoficzno – egzystencjalnym.

Maria zaszywa się w uroczej szwajcarskiej wiosce Sils Maria ze swoją asystentką (Kristen Stewart) żeby przemyśleć propozycję i przygotować się do roli.

Ten nieco zagmatwany rys scenariusza w pewnym uproszczeniu przedstawia sytuację. Wszelkie węże, Silsy i Maloje są dla reżysera otoczką do sztuki w sztuce. Relacje między uznaną aktorką i jej niesforną, młodą asystentką od początku cechuje pokoleniowe napięcie. W trakcie ćwiczeń z czytania skryptu rzeczywistość przeplata się z fikcją a obie panie odpoczywające w Sils Maria mimowolnie wchodzą w role.

Olivier Assayas prowokuje pojedynek nie tylko w fabule filmu, ale także komentuje dzisiejszy świat. Binoche kontra Stewart to walka pomiędzy starym a nowym, uduchowioną sztuką versus komercyjnym kinem.

Namaszczenie francuskim Cezarem i nominacją do Złotej Palmy zobowiązują do zachwytu nad tym arcyintelektualnym dziełem. Być może Assayas celowo podkreślił zmiany kulturowe kręcąc film potrafiący zamęczyć największych fanów inteligentnego kina.

Sils Maria jest jak wspomniana na początku buła z pasztetem – ledwo co można ją przełknąć. Drażniąca Binoche sama chyba zmaga się z dylematami swojego filmowego wcielenia. Obronną ręką wychodzi z roli Kristen Stewart – na luziku i z nieodłącznym papierosem świetnie portretuje pokolenie, dla którego prawda życiowa Star Treka jest równie ważna jak zakurzone dramaty Szekspira.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 20 listopada 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,