RSS

Archiwa tagu: sekta

Zimna sprawa – Katarzyna Bonda

Zimna sprawa to termin określający policyjne śledztwo, które od lat pozostaje nierozwiązane. Za takie uznawano tajemnicze zaginięcie rodziny Garbarczyków. Do czasu kiedy w podziemiach ich opuszczonej willi na poznańskim Sołaczu policja odkrywa zwłoki kilu osób. Szybko okazuje się, że nie są to zmumifikowane ciała zaginionych przed laty, ale świeże trupy. Pochowane w rytualnej manierze sugerują, że sprawca dokonał czegoś w rodzaju rytuału.

Wśród ciał brakuje samego Gustawa Garbarczyka i jednej z jego córek. Do pomocy lokalnej jednostce przychodzą członkowie dopiero co powołanej do życia jednostki behawioralnego wsparcia dochodzeń. Ich szef i największa gwiazda Hubert Meyer ucieka w pracę aby zapomnieć o własnych demonach.

Sprawy skomplikują się gdy do mieszkającej w Niemczech siostry Gustawa trafia makabryczna przesyłka a Meyer natrafia na kolejne problemy w trakcie wizytacji w klasztorze.

W siódmym już tomie o przygodach psychologa śledczego Katarzyna Bonda tworzy wciągającą intrygę kryminalną, wrzucając swojego bohatera w szaleńczy pościg i piętrzące się problemy.

O ile kręgosłup książkowej intrygi jest bez zarzutu, trudno nie mieć wrażenia, że majacząca w tle osobista tragedia Meyera zmierza donikąd. Ostatnie ceny „Balwierza” i równie enigmatyczne zakończenie „Zimnej sprawy” wciąż nie posuwają do przodu tajemniczych wydarzeń z czwartego tomu „Nikt nie musi wiedzieć”  Podejrzewam, że nie wie tego i sama autorka, która pozostawia sobie furtkę na dopisywanie kolejnych tomów z bliżej nieokreślonym wielkim finałem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 października 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , , , , ,

Moloch – Marek Krajewski

Jest rok 1928, niemieckie miasto Breslau. Eberhard Mock szuka dzieci swojej dawnej kochanki. Śledztwo prowadzi do tajnej sekty okultystycznej i najmożniejszych z mieszczan. Wśród nich jest architekt wizjoner i potężny przedsiębiorca śniący o szklanych wieżowcach nad Odrą.

Śledztwo Mocka z niezadowoleniem obserwowane jest przez najwyższych urzędników w Berlinie. Dawny, ale wciąż potężny urzędnik Jego Cesarskiej Mości zdaje się za wszelką cenę storpedować działania młodego komisarza z Breslau.

Dziesiąty już tom z cyklu „Eberhard Mock” zdecydowanie lepszy niż poprzedzające go „Mock. Pojedynek” i „Golem„. Czyta się błyskawicznie a intryga tym razem nie rozczarowuje – co po nad wyraz płodnej ostatnio twórczości Marka Krajewskiego jest zdecydowanie komplementem.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 grudnia 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , ,

Droga do wyzwolenia. Scientologia, Hollywood i pułapki wiary – Lawrence Wright

Kwestionowanie statusu scjentologii jako religii nie ma większego sensu – w USA i tak jedyną liczącą się opinię w tej kwestii wydaje urząd podatkowy. Co więcej, ludzie naprawdę wierzą w scjentologiczną doktrynę i żyją we wspólnotach podzielających tę wiarę – czego więcej potrzeba, żeby przyjąć dany system przekonań za religię? Choć wymyślne historie o władcy Xenu i Konfederacji Galaktycznej mogą skłaniać do drwin i budzić wątpliwości (sam Hubbard określał je terminem „space opera” oznaczającym operę mydlaną przeniesioną w scenerię kosmiczną), to przecież każda religia zawiera elementy dziwaczne i nieprawdopodobne.

Lawrence Wright podjął się rzeczy karkołomnej. Opisanie jednej z najmłodszych „religii” wiąże się nie tylko z wniknięciem do hermetycznej społeczności i starannie skrywanych dogmatów. To także prosta droga do kłopotów, z których pozwy sądowe rekinów amerykańskiej palestry są ledwie częścią przykrości jakie mogą dotknąć „wścibskiego” dziennikarza.

Przez lata doktryny Kościoła Scjentologii były otoczone wielką tajemnicą a sam ruch działał jednokierunkowo – wciągał w swoje szpony ludzi i nigdy nie pozwalał im odejść. Z czasem do świata zewnętrznego zaczęły przesączać się kolejne szczegóły o organizacji i jej pseudoteologicznych podstawach.

„Aby mieć pewność, że adept nie zejdzie ze scjentologicznej ścieżki, trzeba go regularnie karmić tajemnicą” – powiedział kiedyś Hubbard do jednej ze swoich współpracowniczek

Już sam życiorys założyciela to materiał na film sensacyjny. Obrośnięty kolejnymi mętnymi legendami Ron Hubbard stał się z czasem bożkiem-instytucją dla kolejnych zastępów wiernych, a książki jego autorstwa  niegasnącym źródłem dochodu.

Lafayette Ronald Hubbard urodził się w miejscowości Tilden w stanie Nebraska w 1911 roku. Obdarzony zmysłem wymyślania historii początkowo spełniał się w roli pisarza Science-Fiction. Mając tendencje do mocnego koloryzowania własnego życiorysu z czasem stał się samozwańczym guru psychologii. W latach 50-ych zaczął pisać dzieło, które miało pomóc ludziom w samodoskonaleniu się a jemu samemu przynieść zysk. Książką tą była „Dianetyka. Współczesna nauka o zdrowiu umysłowym”. 

W Kościele Scjentologii Dianetyka znana jest jako Księga Pierwsza. Według oficjalnych informacji organizacji „przy osiemnastu milionach sprzedanych egzemplarzy jest to bez wątpienia najchętniej czytane i najbardziej znaczące dzieło na temat ludzkiego umysłu, jakie kiedykolwiek opublikowano”. Scjentolodzy mają własny kalendarz, który rozpoczyna się od roku 1950, w którym ukazała się Dianetyka.

***

„Od chwili wynalezienia druku nie ukazało się jeszcze dzieło, w którym na każdej stronie znajdowałoby się równie dużo obietnic, opartych na równie wątłych podstawach – pisał w recenzji książki na łamach pisma „Scientific American” fizyk noblista Isidor Isaac Rabi. – Dotychczasowe zawrotne wyniki sprzedaży tej książki stanowią niepokojący dowód ogromnej frustracji, zawiedzionych ambicji, nadziei, obaw i zmartwień ogromnej liczby osób szukających w niej ukojenia”

 

Dianetyka zyskała wkrótce status jednej z podstaw scjentologii. W kolejnych latach dołączyły do niej kolejne publikacje rozbudowujące filozofię Hubbarda o elementy ezoteryczne, aby zabrnąć w tematy zgoła fantastyczne: teorie thetanów operacyjnych, poziomy wtajemniczenia „OT” czy wreszcie mitologiczną historię Xenu – galaktycznego tyrana, który przywiózł ludzkość na Ziemię w statku kosmicznym.

Hubbard wskazał kiedyś w górę i powiedział: „Oto, skąd przybyli najeźdźcy Piątej Inwazji. To sprawcy wszelkiego zła, to przez nich tu jesteśmy”. Twierdził, że widzi ich statek kosmiczny przecinający niebo na tle gwiazd, i pozdrawiał ich gestem dłoni, żeby dać im znać, że ich obecność została na Ziemi zarejestrowana

***

Artykuł wstępny z wydanego w roku 1958 numeru scjentologicznego pisma „Ability” zawiera informację, że „wedle wszelkich dostępnych źródeł ani Budda, ani Jezus Chrystus nie weszli na poziom OT – znajdowali się ledwie odrobinę ponad stanem clear”

W swoim studium Lawrence Wright próbuje odkryć fenomen Ronalda Hubbarda i samej Scjentologii. Wychodzi od sylwetki twórcy i rozrastającej się mitologii, aby dotrzeć do istoty administracyjnego reżimu zarządzanego przez Davida Miscavige – nadzwyczaj pojętnego ucznia R. Hubbarda.

„Prawdą jest to, co jest prawdą dla ciebie. Nikt nie ma prawa narzucać informacji lub zmuszać cię do wierzenia w to czy tamto. Jeśli coś nie jest prawdą dla ciebie, nie jest prawdą. Przemyśl wszystko sam, przyjmij to, co uważasz za prawdziwe, i odrzuć resztę. Nikt nie jest bardziej nieszczęśliwy od człowieka, który usiłuje żyć w chaosie kłamstw”

Lektura „Drogi do Wyzwolenia” jest jednak przede wszystkim podróżą w głąb umysłów tysięcy wyznawców. Co skłania kolejne pokolenia do wydawania kosmicznych sum na pomiary elektropsychometrem (e-metrem) i poddawanie się audytowi? W co wierzą wierni tego kościoła? Dlaczego do kręgu scjentologii trafiają największe gwiazdy Hollywood? Odpowiedzi w doskonałej książce Lawrence Wright’a.

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 grudnia 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , , , , ,

Waco

Oficjalna wersja wydarzeń mówi o uzbrojonej i nieobliczalnej grupie „Gałęzi Dawidowej”. Odłam apokaliptycznego ruchu pod wpływem jej nawiedzonego lidera Davida Koresha stał się zagrożeniem dla społeczeństwa. Tak przynajmniej ocenili go specjaliści z ATF. Próba aresztowania liderów sekty na prywatnym terenie Mount Carmel zakończyła się militarnym chaosem i fiaskiem uzbrojonych agentów. Połączone siły ATF i FBI przez 51 dni otaczały farmę, bezskutecznie próbując uwolnić jak największą liczbę członków sekty – przede wszystkim kobiety i dzieci. Brak sukcesu w tym zakresie federalni urzędnicy zrzucili na zniewolenie mieszkańców i ich strach przed Koreshem.

Ostateczny atak z użyciem czołgów i gazów bojowych przyniosło rozwiązanie w postaci aresztowania dwunastu osób. Pozostałe 76 zginęło w pożarze, który rozpętał się w trakcie szturmu. Raporty FBI uznały, że pożar wywołali sami mieszkańcy farmy, popełniając zbiorowe samobójstwo.

„Waco” pokazuje odmienną wersję wydarzeń.

Serial dopuszcza do głosu fakty, które od lat były zamiatane pod dywan przez oficjeli z FBI i ATF. Twardogłowi dowódcy, nieodparta chęć siłowego rozwiązania, wreszcie błędne rozpoznanie i demonizowanie sekty, w której dużą część stanowiły kobiety i dzieci doprowadziło do tragedii i śmierci 86 osób (oraz niepotrzebnie narażających życie agentów służb federalnych).

Serial nie wybiela samego Koresha, pozostawiając postawę charyzmatycznego do oceny widzowi. Wprowadzona do fabuły postać negocjatora (Michael Shannon) dobitnie ukazuje złe intencje federalnych „jastrzębi” i katastroficzne skutki ich decyzji.

Doskonały, przejmujący mini serial stawia pod znakiem zapytania kondycję amerykańskiego narodu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29 grudnia 2018 w seriale, seriale 2018

 

Tagi: , , , , ,

Wild Wild Country

W 1981 roku do Ameryki przenosi się pochodząca z indyjskiej Puny sekta hinduskiego filozofa. Jej założycielem Bhagwan Shree Rajneesh. W chwili przybycia do New Jersey Rajneesh jest w trakcie trzyletniego okresu milczenia. Jego ustami jest „zarząd” sekty, a w szczególności sekretarka i najbliższa współpracowniczka Sheela.

Pięćdziesięcioletni guru i duchowy przywódca sekty Neo-Sannyas (sanjassinów) to były profesor filozofii, autor kilkuset (!) książek, który sam sobie nadał tytułu „Bhagwan”. W hinduizmie określenie to oznacza najwyższy osobowy aspekt Absolutu, posiadający transcendentalną formę pełną wieczności, wiedzy i szczęścia (sic!).

Na świecie jest bardziej rozpoznawany jako „sex-guru”, z racji odważnych wykładów o seksie wygłoszonych w latach 60-ych i zawartych w książce From Sex to Superconsciousness. Poglądy Rajneesha choć kontrowersyjne, gromadzą tłumy wyznawców z całego świata. Szczególnie cennymi fanami wydają się przede wszystkim chojni darczyńcy z Ameryki i Europy.

Kłopoty zaczynają się, gdy sekta kupuje za niemal 6 milionów dolarów olbrzymie rancho na bezdrożach Oregonu. W miejscu, gdzie John Wayne kręcił kultowe westerny Rajnishanie chcą zbudować własne utopijne Państwo oparte na filozoficznej wykładni ich guru. Swoboda seksualna i obyczajowość diametralnie różna od purytańskiej obyczajowości amerykańskiego społeczeństwa zamieszkującego okoliczny okręg Wasco szybko nakręcą spiralę wzajemnej nienawiści.

„Wild Wild Country” przedstawia historię sekty Rajneesha oczami obu stron, nikomu nie odmawiając możliwości wypowiedzenia się. Oskarżana o brak moralności i mordercze intencje sekta ma szansę przedstawienia własnego punktu widzenia. Wśród bohaterów pojawia się najbardziej kontrowersyjna osoba z otoczenia guru. Skazana za próby otrucia mieszkańców miasteczka Dalles, manipulacji przy wyborach i organizacji próby zabójstwa urzędnika Oregonu Sheela promuje się na największą ofiarę i jedyną osobę autentycznie oddaną Bhagwanowi.

Filmowcy Netflixa zostawiają interpretację w rękach widza.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 grudnia 2018 w kino 2018, seriale, seriale 2018

 

Tagi: , , , , , ,

Pod Sztandarem Nieba – Jon Krakauer

Bóg jest potężniejszy niż Stany Zjednoczone. Gdy więc rząd wchodzi w konflikt z niebem, my zbieramy się pod sztandarem nieba przeciwko rządowi. […] Bóg przykazał nam, abyśmy praktykowali poligamię, i Stany Zjednoczone nie mogą tego zakazać. Żaden kraj ani nawet wszystkie kraje pospołu nie zabronią nam wielożeństwa. […] Sprzeciwiam się Stanom Zjednoczonym, posłuszny będę tylko Bogu. John Taylor, prezydent i prorok Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, 4 stycznia 1880 roku

Według ostatnich szacunków mormonizm to najszybciej rozwijająca się religia na zachodniej półkuli. Wyznaje go już ponad jedenaście milionów ludzi (to więcej niż w przypadku judaizmu). W Stanach Zjednoczonych jest obecnie więcej mormonów niż prezbiterian czy członków Kościołów episkopalnych.

Mark Twain określił Księgę Mormona słynnym szyderczym epitetem „chloroform w postaci drukowanej”. Zwracał też uwagę, że fraza „i stało się, że” pojawia się w niej przeszło dwa tysiące razy.

Jon Krakauer (autor pamiętnego „Wszystko za Everest”) nie jest aż takim kpiarzem jak Twain, jednakże czytając „Pod sztandarem nieba, wiara która zabija” trudno nie dostrzec zdecydowanie krytycznej postawy wobec Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Bo i sama wiara odarta ze starannie wykreowanej legendy niewiele ma z wiarą wspólnego, na każdym kroku obnażając cyniczne wyrachowanie jej twórców.

Rajski ogród wcale nie znajdował się, jak wierzono, na Bliskim Wschodzie, ale w hrabstwie Jackson, nieopodal miasta Independence.

W roku 1830 po raz pierwszy ukazała się „Księga Mormona” autorstwa Josepha Smitha. W tym samym roku Pierwszy Prorok nowej wiary powołał do życia swój kościół. Ogromna charyzma i determinacja „ojców założycieli” szybko zebrała żniwa. Pomimo wątpliwych historycznie – czy nawet logicznie – zapisów w „Księdze Mormona” nowy kościół trafił do serc wielkiej rzeszy zwolenników.

Joseph Smith – postać dla mormonów po dziś dzień centralna – poślubił co najmniej trzydzieści trzy kobiety. Nie dowiemy się także, iż najmłodsza liczyła sobie zaledwie czternaście lat, a Joseph oświadczył jej, że musi zgodzić się na małżeństwo, bo w przeciwnym razie czeka ją wieczne potępienie. Poligamia stanowiła niezwykle ważne przykazanie Kościoła. Zostało ono zapisane w rozdziale 132 Nauk i Przymierzy, jednego ze świętych pism mormonizmu.

Książka Krakauera prześwietla mormonizm niczym promienie Roentgena – od legendarnych początków, aż po dzień dzisiejszy z ledwie skrywaną pogardą dla praw innych niż kościelne. Doskonała lektura nie tylko o naturze ludzkiej, czy historii Ameryki. To także doskonałe studium procesu powstawania religii, dające do myślenia jak wieki temu powstawały inne wielkie kościoły.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13 lipca 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , ,

Dżuma w Breslau

dzuma Breslau 1923 rok. Eberhard Mock nadal aspiruje na stanowisko w wydziale kryminalnym wrocławskiej policji. Komisarz Muhlhaus prowadzi z nim własną grę, która początkowo wydaje się Mockowi wyłącznie niechęcią starego policjanta do ambitnego młodego człowieka.

Akcja „Dżumy w Breslau” toczy się wokół zabójstwa dwóch prostytutek. Policja kryminalna nie może ich zidentyfikować, do pomocy wyznacza więc „specjalistę” Mocka. Sprawa komplikuje się, gdy na miejscu mordu znaleziony zostaje pasek od spodni – prawdopodobne narzędzie zbrodni. Dzięki stosunkowo nowej metodzie daktyloskopii okazuje się, że są na nim odciski palców jednego z policjantów.

W piątej części „przygód” Eberharda Mocka Marek Krajewski ponownie prowadzi swojego bohatera przez mroczny półświatek przedwojennego Wrocławia. Mało tu splendoru i bywania w niemieckich gasthausach a więcej wizyt w brudnych zaułkach. Wprowadzając do powieści rozdziały – zapiski tajemniczego mordercy pachnącego miętówkami – książka nabiera specyficznego rytmu i dualizmu. Czym dalej, tym fabuła zbacza na boczny tor i nieoczekiwane śledztwo powiązane z mordem nierządnic. Jak zawsze u Krajewskiego, zbrodniom towarzyszą niecodzienne okoliczności i zadziwiające motywy.

Czytelnikom, którzy przywykli do stylu pisarstwa Marka Krajewskiego książka sprawi przyjemność. To już piąta, ostatnia z powieści o Ebim Mocku, kolejny puzel uzupełniający układankę skomplikowanych motywów i zachowania tego bohatera. Jak zawsze jest tu klimat i dbałość o szczegóły. Także malkontenci będą mieć używanie – „aż piąta powieść” w gruncie rzeczy w tym samym rytmie i tematyce może niektórych znużyć.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 października 2013 w literatura 2013

 

Tagi: , , , ,