RSS

Archiwa tagu: Reese Witherspoon

Big Little Lies – sezon 1 & 2

W malowniczym nadmorskim Monterey w stanie Kalifornia życie płynie swoim utartym rytmem. Bogate i piękne „housewives” odwożą dzieci do szkoły, ćwiczą jogę, pielęgnują swoje perfekcyjne małe światy.

W stabilnym i starannie wydzielonym strefami świecie pojawia się samotna matka Jane z synkiem Ziggym. Dziecięcy konflikt wyznacza nowe linie podziału i podsyca konflikt. Madeline (Reese Witherspoon) i Celeste (Nicole Kidman) wstawiają się za Jane prześladowaną przez dynamiczną bizneswoman Renatą (Laura Dern).

Tragedia na dorocznym balu kostiumowym rzuca podejrzenia na „piątkę z Monterey”. Sprawą interesuje się policja.

Serial na podstawie powieści Liane Moriarty rozkręca się od banalnej awantury matek o niesforne dzieci po zbrodnie i brudy wychodzące spod dywanów. Wciąga bez reszty dzięki oscarowej obsadzie (Witherspoon, Dern, Kidman a także Meryl Streep w 2 sezonie) ale i doskonałemu Aleksandrowi Skarsgardowi.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 lutego 2021 w seriale

 

Tagi: , , , , ,

Wild

WildPozwolę sobie zacytować znany portal o filmach:

„(…) gęsta mikstura obrazów i dźwięków ma większą siłę niż słowa – potrafi szarpać emocje, pieścić zmysły bądź uwodzić melancholijnym nastrojem. Ogląda się to wszystko wybornie, podziwiając kunszt operatora i montażysty zszywającego praktycznie bez szwów sceny z różnych okresów życia Cheryl (…)”

oraz

„(…) Rytm włóczęgi wyznaczają tu fragmenty poezji Emily Dickinson i Ralpha Emersona,  a także piosenki Cohena, Springsteena i Simona & Garfunkela. Ci ostatni dostarczają  muzyczny leitmotiv, natchnione El Condor Pasa, z tekstem: „Wolałbym być lasem niż ulicą (…) Wolałbym czuć ziemię pod stopami, jeśli tylko bym mógł (…)”.

Poezja Emily Dickinson i Emersona, bełkoty Cohena i miałczanda Springsteena. Do tego „El Condor Pasa”. Wszystko razem przyprawia o rozpuszczenie plomb w paszczy i uczucie, że ktoś tu nas próbuje zrobić w bambuko utykając gdzie się da wyższą lecz wyświechtaną kulturę. Taką, którą mus znać, aby być trendy, spoko a nawet dżezy.

Ja bardzo przepraszam, gdyż albowiem jest to film pierd, męczące kino drogi o pani, która jak ostatni dureń wyrusza Pacific Crest Trail liczący 4265 km w przymałych butach, bez kuchenki gazowej, za to z plecakiem przerastającym możliwość podniesienia go z podłogi dźwigiem samojezdnym lub choćby „hadeesem”. W polskich okolicznościach przyrody osobnik taki zostałby odnaleziony przez GOPR na dnie śnieżnego leja a TVN miałby szanse raz jeszcze pochylić się nad bezgraniczną głupotą Polaka ruszającego w drogę bez zaopatrzenia się w ekłypment rodem z filmów o wyprawie na Księżyc.

Można oczywiście podejść do tematu z wrażliwością nastolatka traktując całą fabułę jako symboliczną podróż przez męki egzystencji i trudy życia – temu wszak służą gwałtowne i krótkie „przebitki” ze skomplikowanego życiorysu Cheryl. Rzecz jednak w tym, że Jean-Marc Vallee plecie swoją opowieść nadzwyczaj pretensjonalnie. Po udanym „Witaj w klubie” kolejna opowieść o nawróceniu na życie wygląda na kolejną próbę zdobycia Oscara.

Reese Witherspoon idzie w góry (i nie tylko zresztą). Robi to jak ostatnia łamaga, wykazując jednak wybitny hart ducha. Pytaniem zasadniczym pozostaje – robi tak, bo jest taka nieprzeciętna, czy robi tak, bo jest frustratem po przejściach, z zanikającym instynktem samozachowawczym? „Dzika droga” zaimponuje wszystkim kropo szczurom, którym codzienne odkreślanie listy obecności przypomina pracę w kopalni. Dla nich wybór Cheryl będzie świętością. Dla reszty – filmem o ciągnącym się jak makaron trekkingu dla ekstremistów.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 4 Maj 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , ,