RSS

Archiwa tagu: Maciej Stuhr

Fucking Bornholm

Hubert i Dawid spędzają długi weekend zgodnie z wieloletnią tradycją – na piaskowym kampingu wyspy Bornholm. Rodzinna sielanka nie trwa długo. Incydent między synami Huberta i Dawida staje się iskrą zapalną dla nagromadzonych latami emocji. Odłamki dosięgną zarówno tinderowej znajomości Dawida jak i „starego dobrego małżeństwa” Huberta.

Słowne przepychanki, rosnące napięcie obnażają kompleksy polskich czterdziestolatków aspirujących do grona Europejczyków, ale jedną nogą wciąż tkwiących gdzieś w tradycyjnym świecie pokolenia PRL-u.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 września 2022 w kino 2022

 

Tagi: , , , , ,

Belfer

Do Dobrowic przyjeżdża warszawski nauczyciel Paweł Zawadzki (Maciej Stuhr). Polonista dostaje posadę w lokalnym liceum. Trafia na ciężki moment – jedna z uczennic została zamordowana. Dociekliwy „belfer” wciąga się w atmosferę podejrzliwości i rozpoczyna własne prywatne śledztwo.

Fabuła serialu Łukasza Palkowskiego na pozór nie brzmi oryginalnie. Polska wersja detektywa na siłę? Pogoń za licealistami palącymi jointy w szkolnej toalecie? „Belfer” to dużo więcej. Atmosfera gęstnieje z każdą minutą a zabójstwo młodej dziewczyny to zaledwie początek intrygi. W tle pojawią się lokalni biznesmeni, skorumpowani urzędnicy i łączące ich wszystkich niewidzialne nici powiązań.

Niezła obsada, niezawodny Stuhr (imponujący popis aktorskiego zawodowstwa) i przemyślana intryga wynoszą „Belfra” na jednen z lepszych polskich seriali ostatnich lat. Nie ma tu sztuczności tanich telewizyjnych produkcji i banalnych dziur w scenariuszu.

Pomimo nieco banalnego powodu, dla którego „Belfer” doczeka się kolejnej serii – będzie miło zobaczyć znowu pana Zawadzkiego.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 10 lipca 2017 w seriale

 

Tagi: , , ,

Planeta Singli

planeta-singliKolejny luty i niestety kolejny śmieszny polski film. Tak, tak – jakby nie patrzeć powodem są nieszczęsne Walentynki.

W „nowej komedii reżysera hitu Listy do M” panuje sprawdzony plastikowy klimat produkcji TVN. Zanim powstaną, już nazywane są kultowymi. Śmiało więc można zaryzykować, że i „Planeta Singli” to kultowa komedia kultowego reżysera kultowych „listów do M”.

Klimat powtarzalny jak reklama suplementu na zespół niespokojnych nóg to nie jedyny grzech tefaenowskiej papki. Równie męczące są z metra cięte ilustracje muzyczne, naburmuszone dekoracje z pogranicza snu bufetowej o hajlajfie w stolicy i męcząco przewidywalne role bohaterów. W pakiecie mamy więc śmiesznego Karolaka, kolejny raz gejowego Piotra Głowackiego i lalę Książkiewicz w roli super lali.

Rolę Pani od muzyki pominę prosząc tylko twórców o szybki research wśród pań od muzyki. Przeważnie okazują się być łysym kurduplem grającym na akordeonie, od czego dzieciom psują się siekacze – mleczaki.

W tym miejscu ubolewać należy nad rolą skądinąd dobrego aktora Stuhra Macieja, syna Jerzego. Na jego usprawiedliwienie można napisać, że „Planeta Singli” przynajmniej momentami stara się być faktycznie śmieszna a on sam stara się jak może, żeby swojej postaci nadać ciut mniej plastiku, niż wynika to ze scenariusza.

No, śmieszne. No. To „Jesteśmy umówieni?” (na kolejny film kultowego reżysera hitu „Listy do M.” 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lutego 2017 w kino 2017

 

Tagi: , ,

Czerwony Kapitan

czerwony-kapitanMroczne kino policyjne w wydaniu czesko – słowacko – polskim. Bratysława, rok 1992 – tuż przed ostateczną śmiercią Państwa o nazwie Czechosłowacja.

Krajobraz nadal przypomina ten sprzed upadku Muru Berlińskiego. Demoludy rozdarte są pomiędzy starym systemem a młodą demokracją. Po kilkudziesięciu latach bezkarnych rządów, na powierzchnię wypływają brudne sprawy wszelakich służb specjalnych.

Dwaj policjanci dostają na warsztat pochowanego w pośpiechu nieboszczyka. W jego głowie tkwi pokaźny gwóźdź a ślady na ciele wskazują na ofiarę przesłuchań STB, czechosłowackiej służby bezpieczeństwa. Dla starego „milicjanta” Burgera to tylko kolejny przypadek do odhaczenia. Młodszy Krauz (w tej roli gadający po czesku Maciej Stuhr) podchodzi do sprawy ambitniej, coraz mocniej zapadając się w bagno powiązań komunistycznych służb, Kościoła i wykluwającej się mafii.

Obiecujący scenariusz. Gorzej z wykonaniem.

„Czerwony Kapitan” jest ekranizacją powieści poczytnego słowackiego autora. Dominik Dan jest detektywem wydziału śledczego słowackiej policji i konsultantem ds. kryminalnych ministra spraw wewnętrznych. Niestety dobry scenariusz został położony realizacją z pogranicza „czeskiego filmu”. Nasi południowi sąsiedzi są świetni w kinie niepoważnym, przy ciężkich tematach brak im chyba wrodzonego czarnowidztwa i pesymizmu.

Temat, czas i miejsce akcji naturalnie przywodzi na myśl „Psy” Pasikowskiego. „Czerwony Kapitan” nie wytrzymuje tej konkurencji. W polskim filmie klimat był przytłaczający a bohaterowie żywcem wyjęci z przaśnych lat dziewięćdziesiątych. W słowackiej produkcji wszystko rozłazi się w szwach.

Akcja plącze się niemiłosiernie, szwarc charakterów trudno ogarnąć a sam Stuhr wypada nieprzekonująco. Richard Krauz wiedziony nieznaną bliżej widzowi motywacją, posiłkując  się równie enigmatyczną dedukcją miota się pośród wszelakich mocy piekielnych z Bratysławy rodem. Mrożące krew w żyłach sceny wypadają gorzej niż straszenie dzieci Rumburakiem.

Apogeum filmowego dramatu – w zamierzeniu twórców zdaje się majstersztyk kina akcji – doprowadza do łez. Niestety nie ze wzruszenia, ale z rozpaczy nad ujęciami, za które student filmówki wyleciałby na zbity pysk z uczelni. Po obejrzeniu kolejnej dynamicznej sceny nabiera się podejrzenia, że „Czerwony Kapitan” to jednak jakiś pastisz o wysublimowanym poczuciu humoru niedostępnym polskiemu widzowi.

Niestety, oni tak na serio.

ps.

Nie jest sztuką śmiać się ze śmiesznego skądinąd języka braci zza gór, ale byłoby chyba lepiej zostawić język oryginału zamiast silić się na polskie udźwiękowienie. Całość okraszona koszmarnym dubbingiem dodatkowo uprzykrza śledzenie akcji. Stuhr polski dubluje Stuhra słowackiego a reszta aktorów brzmi jak panowie Blekota, Mekota i Pekota.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 14 stycznia 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , , ,

Obywatel

ObywatelKolejny film zamordowany przez marketingowca. Materiały reklamowe dawały złudzenie nowej „najśmieszniejszej” komedii polskiej. Skok na kasę i lep na maluczkich okazał się ważniejszy niż rozsądek. W efekcie nie dziwi lawina złych opinii, szczególnie roztaczanych pod wszelkiego rodzaju recenzjami.

„Obywatel” to łącznik do innego polskiego filmu ze Stuhrem w roli głównej. „Obywatel Piszczyk” z 1988 roku bezpiecznie naśmiewał się z odległej epoki stalinizmu, kontynuując wcześniejszy wątek Piszczyka w wykonaniu Bogusia Kobieli. Obawiam się, że dla większości widzów nie jest to oczywiste (kto dziś ogląda starocie sprzed lat?).

Nowy film podąża tą samą, utartą ścieżką. „Obywatel” próbuje ogarnąć trudne polskie czasy. Niestety Jerzy Stuhr zbyt szeroko rozkłada ręce łapiąc polską historię od lat 50-ych do współczesności. Od wierszyków dla Stalina po Radio Maryja i „Gdzie jest krzyż!?”. Nadmiar zdarzeń, komicznych scenek i mrugnięć okiem do widza jest barokowy. Statystyczny widz wielu z nich nie skojarzy, czekając na slapstickowe sceny umieszczone w trailerach.

Bogactwo tematów skutkuje też nieuchronnym skrótem, niejednokrotnie upraszczając sprawy rodzaju ksiądz w burdelu,  nauczyciel – ciapa.

Zarówno Maciej jak i Jerzy Stuhr są w swoich rolach doskonali. Obaj mają niewątpliwy talent komiczny a sceny pokazywane w 3 minutowej sekwencji reklamowej to także mrugnięcie okiem do inteligencji widza. Film jest fajny i zasługuje na uznanie. Jest przy tym arcy „sthurowski” w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Tyle że „Obywatel” to scenariusz na serial.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 25 listopada 2014 w kino 2014

 

Tagi: , , , ,