RSS

Archiwa tagu: Kościół katolicki

Boże Ciało

Dwudziestoletni Daniel, warunkowo zwolniony z poprawczaka ma stawić się do pracy w tartaku. Przypadek sprawia, że los daje mu przewrotną szansę spełnienia marzenia. Młody chłopak chciał zostać księdzem. Wizyta w domu proboszcza pozwala mu w przewrotny sposób spełnić się w roli duszpasterza.

Problemy lokalnej społeczności zdają się przerastać umiejętności chłopaka, którego jedynym wzorcem był katecheta z poprawczaka. Z czasem młody „ksiądz” przełamuje lody i wywiera coraz większy wpływ na mieszkańców miasteczka.Rola jakiej się podjął nie kończy się jednak na improwizacji mszy świętych. Daniel nieuchronnie zdąża do kolizji z lokalną mentalnością i swoim własnym sumieniem.

Boże Ciało to czas pojednania i przebaczenia. Jan Komasa doskonale dobrał tytuł do przejmującej opowieści o prawdziwym powołaniu. Z dala od polityki i sensacji, bez szafowania oskarżeniami i rozliczania współczesnej instytucji kościoła „Boże Ciało” w przejmujący sposób kreśli historię łotra, który odnalazł Chrystusa. Historię inspirowaną zresztą prawdziwymi wydarzeniami.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 marca 2020 w kino 2020

 

Tagi: , , ,

Konklawe – Robert Harris

„Ojciec Święty zmarł nazajutrz po dniu świętego Łukasza Ewangelisty, czyli dziewiętnastego października. Pozostałą część tego miesiąca zajął jego pogrzeb oraz prawie codzienne kongregacje kardynałów, którzy przybywali do Rzymu z całego świata, aby wybrać jego następcę”

W Kaplicy Sykstyńskiej gromadzi się stu siedemnastu uprawnionych do głosowania kardynałów. Konklawe prowadzi dziekan kolegium kardynalskiego, biuskup Ostii, kardynał Jacopo Lomeli. W ostatniej chwili do gremium dołącza niespodziewanie kardynał Benitez z Filipin. Mianowany „in pectore” czyli „w sercu” oznacza, że papież wyświęcił go na kardynała nie informując tego nikogo w Kościele Katolickim.

Za kościelnymi dostojnikami zamykają się drzwi kaplicy. „Konklawe” oznacza „pod kluczem” i tak zwyczajowo odbywa się wybór piotrowego następcy. Nie tym razem – dostojny spokój zgromadzenia zakłócą kolejne zdarzenia, których biegu nie zatrzymają żadne wrota.

„ten, kto wstępuje na konklawe jako papież, opuszcza je jako kardynał”

Robert Harris przypomina starą maksymę utwierdzając czytelnika w tym, że Ojcem Świętym nie zostanie czarnoskóry Adeyemi, pewniak Bellini czy „wielka nadzieja Włoch” Tedesco. To zresztą żadna tajemnica. Intencje autora można zdemaskować szybko, ale nie odbiera to przyjemności lektury.

„Konklawe” plastycznie oddaje atmosferę najważniejszego zgromadzenia Książąt Kościoła – atmosferę napięcia i walki frakcji, pełną rozgrywek w brudnym politycznym stylu, ale wyniośle skrywaną pod sutanną i szkarłatem.

Robert Harris to mistrz thrillera. Jego najnowszą książkę trudno z czystym sumieniem podciągnąć pod tą kategorię. To raczej doskonała sensacja i kawał dobrej roboty researchera. Anglik nie tylko osobiście zwiedził niedostępne zazwyczaj gawiedzi korytarze Watykanu, ale dokonał sporego wysiłku studiując procedury i historię papieskich konklawe. Nie opuszcza go angielski humor, czego wyraz daje w smakowitych anegdotach o sługach bożych, a także realnych poprzednikach fikcyjnego papieża. Ciszy stolicy piotrowej nie burzą szaleństwa mordów rodem z czasów Rodrigo Borgii, ale zakończenie jakim uraczy czytelnika Harris będzie jak potężny gryz papryczki chilli.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 czerwca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Zapach suszy – Tomasz Sekielski

zapach-suszyPotężny wybuch bomby przy Placu Na Rozdrożu w Warszawie zbiera krwawe żniwo. Minister Sprawiedliwości próbuje zapanować nad chaosem, którego epicentrum znalazło się zaledwie kilkaset metrów od siedziby Premiera.

Początkowy wątek walki z terroryzmem szybko ustępuje miejsca historii sprzed miesięcy. W małym kujawskim miasteczku wydarzyła się katastrofa równie dramatyczna w skali lokalnej społeczności. Samobójstwo proboszcza prowokuje mieszkańców do snucia teorii spiskowych. Sprawę dostaje prokurator Ossowska – była gwiazda międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości, sfrustrowana i zdegradowana do roli gryzipiórka prokuratury rejonowej.

Lokalna businesswoman z niderlandzkim nazwiskiem, podejrzani osobnicy z pogranicza, handlarze żywym towarem to kolejne wątki sensacji.

„Zapach suszy” sprawnie miksuje medialną papkę informacyjną. Stary wyjadacz branży telewizyjnej zręcznie i ciekawie łączy bolączki współczesnego świata z lokalnymi małymi wojenkami. To nie pierwsza powieść Tomasza Sekielskiego, zapewne też nie ostatnia z cyklu, który sprytnie pozostawia miejsce na kontynuację.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 lutego 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,

Watykan zdemaskowany – Paul L. Wiliams

watykan-zdemaskowanyNajpotężniejsza instytucja w dziejach świata od wieków podejrzewana jest o niegodne prowadzenie się. Reputację Watykanu zawsze skrywała potęga obyczaju. Od Średniowiecza podniesienie ręki na Kościół było wyrazem szaleństwa i początkiem kłopotów. Wraz z postępującym ateizmem o ciemnej stronie państewka nad Tybrem pisze się coraz odważniej.

„Watykan zdemaskowany” to właśnie takie dzieło. Historia zaczyna się wieki temu, kiedy bogate Państwo Kościelne traci znaczną część swoich latyfundiów na skutek reformacji. Ogromne długi Watykanu to nie koniec bolączek XIX wieku. W 1870 roku wojska zjednoczonych Włoch zajęły Rzym a Papieżowi pozostawiono obszar znaczka pocztowego. Na 44 hektarach wzgórz watykańskich Papież ogłosił się więźniem Watykanu. Na początku XX wieku Stolica Apostolska popadła w coraz większe długi. Chybiona inwestycja w obligacje upadłego Imperium Osmańskiego zmusiła ją do zaciągania pożyczek w niemieckich bankach. Tu zaczyna się główna oś opowieści o prawdziwych malwersacjach Kościoła.

Za ich początek  autor uznaje mroczne czasy systemów totalitarnych. Zaczyna od pontyfikatu Piusa XI. Stosunkowo niewinnie, bo „zaledwie” sympatią do Mussoliniego i Hitlera. Panowanie Piusa XII od 1939 roku to w oczach autora książki niemalże jawna kolaboracja. Ten następca piotrowy to także jawny zwolennik faszystowskich reżimów Salazara w Portugalii i Franco w Hiszpanii.

Poczet Papieży pisany piórem Paula Williamsa rozwija się w iście wykładniczym stylu. Dowodów jest bez liku. Wszelkie tropy prowadzą do skarbca Watykanu. To Bank Watykański a nie bazylika Świętego Piotra jest centrum papiestwa. Spiskowym teoriom nie ma końca – intratna pomoc w przerzucaniu nazistów do Ameryki Południowej, mętne interesy finansowe, powiązania z mafią. Wszystkiemu sprzyja klimat tajemnic, hermetycznie zamkniętych za nienaruszalnością watykańskich murów.

„Watykan zdemaskowany” to dzieło, które Luter mógłby swobodnie przybić do drzwi katedry w Wittenberdze. Dowody świadczące przeciwko Papiestwu zdają się być powalające. Oczywiście o ile czytelnik zawierzy im bezgranicznie. Kumulacja najcięższych grzechów wymieniana przez Paula L. Williamsa jest sensacyjna, ale przez to nieco podejrzana. Warto zatem przyjrzeć się samemu autorowi.

Williams to amerykański profesor podrzędnego uniwersytetu. Historyk Kościoła, pisarz i filozof posiada tytuł magistra teologii i doktorat z filozofii. Podobno jest wieloletnim konsultantem FBI w zakresie terroryzmu i przestępczości zorganizowanej. Pośród dzieł jakie spłodził są książki demaskujące media i amerykański rząd w sprawie 9/11, rozprawki o Islamie i Osamie i oczywiście kilka kolejnych książek godzących w powagę Kościoła (w tym o bezsensie wypraw krzyżowych, Matce Teresie i świętych).

Choć Williamsowi trudno odmówić racji w wielu mętnych aspektach prowadzenia się Stolicy Apostolskiej, wszystkie wątki są na tyle przytłaczające, że całość traci na wiarygodności.

Rozdziały traktujące o kolaboracji papiestwa z Duce i Hitlerem, niema zgoda na krzewienie krwawego katolicyzmu w Chorwacji  jako antidotum na serbskich Czetników można uznać za historycznie potwierdzone. Wątki wskazujące na finansowe korzyści płynące z mafijnej działalności włoskich grubych ryb to bardziej dzieło domysłów niż rzeczowego śledztwa historycznego.

„Watykan zdemaskowany” można uznać za dzieło ciekawe, ale należy je badać ostrożnie i  nie stawiać wniosków autora za pewnik. Prawda leży zapewne gdzieś po środku. Być może kolejni następcy na piotrowym tronie skłonni będą uchylić rąbka tajemnicy. Im mniej plam, tym mniej kalumnii.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 stycznia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Se dio vuole

Se dio vuoleTomasso, apodyktyczny chirurg w pracy i nieznająca sprzeciwu głowa rodziny prowadzi uporządkowany tryb życia. Apartament z widokiem na Zamek Świętego Anioła to jedyna linia łącząca go ze Stwórcą. Na codzień sam wynosi się do rangi istoty wyższej, decydującej o życiu i śmierci pacjentów.

Pozorny pokój domowy runie z łoskotem, gdy Tomasso zmierzy się ze wszystkimi członkami swojej rodziny po kolei. Jego największym adwersarzem stanie się jednak Don Pietro, ksiądz podejrzewany o najgorsze zamiary.

„Jak Bóg da” to nowoczesna komedia, z której nie trudno wyłowić zarówno cudownie włoskie poczucie humoru, ale też subtelną ironię współczesnego świata. Doskonała zabawa ze szczyptą zadumy to świetna recepta na udany wieczór. Więcej włoskiego kina!

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 września 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , ,

El Apostata

El_ApostataFilm, którym otworzyliśmy tegoroczny Netia Off Camera Festival to inteligentna komedia o społeczeństwie hiszpańskim.

Gonzalo Tamayo (Gonzalo Delgado) prowadzi życie pozbawione wielkich trosk. Na co dzień udziela lekcji małemu Antonio, przy okazji prowadząc ze swoim uczniem „poważne” rozmowy. W jego życiu jest także miejsce na muzykę, miłość i ból egzystencjalny. Ten ostatni związany jest z próbą dokonania aktu apostazji. W kraju, który wynalazł inkwizycję okaże się to nad wyraz skomplikowanym zadaniem.

Choć Federico Veiroj pochodzi z Urugwaju, film aż pulsuje od hiszpańskiego rytmu.

Zmagania „Gonzy” z Kościołem Katolickim, uwikłaniem tej instytucji w iberyjską codzienność i życiem samym w sobie mają tu swój latynoski smaczek. Niby bywa poważnie, ale w gruncie rzeczy wszystko odbywa się na luzie, w pełnym słońcu. Przemycenie poważnych tematów przychodzi autorowi gładko i z uśmiechem na ustach. Wyobraźmy sobie Krzysztofa Zanussiego zmagającego się z apostazją w polskim kinie moralnego niepokoju. Boli, prawda? U Veiroja tę samą myśl przełykamy przy okazji naprawy spłuczki w WC i kradzieży płyt rockowych.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 Maj 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , , , ,

W Imię

w imie

Historia księdza Adama rozgrywa się „nigdzie” czyli we wsi zabitej dechami. Łatwo w takim środowisku o ostracyzm i czarno – białe podziały. Kosmopolityczny ksiądz, biegający po lesie w ikonicznych słuchawkach kontra tubylcy z lokalnego GS-u. Ksiądz, którego homoseksualizm szybko staje się jasny w opozycji do lokalnej agresji i nietolerancji. Adam początkowo wydaje się być bratem – łatą i wzorcowym społecznikiem, z sercem oddanym Bogu. W sielskim obrazku coś jednak zgrzyta, począwszy od sugestywnych scen gdy ksiądz przejawia oznaki jakże ludzkiej cielesności.

O tym, że „ksiądz też człowiek” donosiło w przeszłości kilka filmów. Temat wciąż aktualny i wciąż budzący kontrowersje. I dzielący naród według miejsca zamieszkania: dla kosmopolitów z dużego miasta nic nowego, dla reszty – tabu.

Film Małgorzaty Szumowskiej, z założenia mający być „ważnym głosem w sprawie” idzie utartą ścieżką. Jeśli sługa Kościoła jest młody i przystojny, z pewnością „coś z nim nie tak”. Przeniesiony na prowincję? To nie przypadek. Ten oczywisty i ograny rys postaci nie pozostawia zbyt dużo miejsca na domysły. Z czasem Adam wyznaje swoje grzechy wprost.

Opowieść o księdzu Adamie momentami śmieszy. Świadomie czy nie Szumowska odnosi się do biblijnych tematów – czy to w scenie gdy Adam odrzuca zaloty (podpitej) Ewy czy w pełnej światła scenie nauki pływania, w której dwaj mężczyźni niemalże odtwarzają pozy z malarstwa renesansu. Jakby dla równowagi Szumowska umieszcza więc swojego bohatera także w kontekście „zwykłej” współczesności. Andrzej Chyra dobrze wywiązuje się z zadania. To wszakże specjalista od skomplikowanych emocjonalnie charakterów.

Całość – pomimo kilku pomniejszych walorów – jest odgrzewanym kotletem, nie wnosząc nic nowego w temacie. Zadziwia ostatnia scena filmu, która stawia pod znakiem zapytania neutralność pani reżyser. Szkoda, bo morał opowieści staje się zbyt prosty (żeby nie napisać „prostacki”).

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 sierpnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , ,