RSS

Archiwa tagu: komedia polska

Czarna Owca

Arek to typ domowego misia nieudacznika, wiecznie poszukujący pracy sympatyczny fajtłapa. Magda, nauczycielka w liceum, pod służbowym uśmiechem skrywa swoją małą tajemnicę. Arek i Magda mieszkają z cierpiącym na demencję dziadkiem Walentym i synem Tomkiem, gwiazdą social mediów.
Nieoczekiwany comming out w starym małżeństwie rozpoczyna serię zdarzeń, które znacząco przemeblują tę pozornie zwyczajną polską rodzinę.

Czarna komedia to rzadkość w polskim kinie zdominowanym przez komedie romantyczne. Szczęśliwie dla widzów TVN potrawił wyjść na chwilę poza taśmową produkcję kolejnych filmów z Karolakiem i mdły happy end zamienić na coś bardziej wysublimowanego.

Doskonałą robotę robi para Jakubik / Popławska, choć Jakubik jest w tym tandemie zdecydowanym liderem. Jedym słowem: wypad z ciuchci! 😀

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 sierpnia 2021 w kino 2021

 

Tagi: ,

7 uczuć

Adaś Miałczyński na kozetce psychoanalityka – to akurat nie dziwi. Myślami wraca do dzieciństwa, które każdy sfrustrowany dorosły wspomina jako okres beztroski i szczęścia. Czy oby na pewno? Azaliż, gdyż?

Radość, złość, smutek, strach, samotność, wstyd i poczucie winy. Siedem uczuć analizowanych przez Adama z punktu widzenia Adasia.

Koterski jasno wskazuje co jest przyczyną licznych neuroz i nerwicy natręctw. W świecie, którego kamieniem milowym jest recytacja wszystkich dopływów Nilu opresja towarzyszy Adasiom od najmłodszych lat. Wszyscy nasiąkamy społecznymi „izmami”, jak miłością do zupy pomidorowej.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 listopada 2020 w kino 2018

 

Tagi: , , , , ,

Fanatyk

Nakręcony dla telewizji Showmax „Fanatyk” celniej nazwać etiudą niż regularnym filmem.

Opowieść o ojcu fanatyku wędkarstwa to ekranizacja słynnej w internetach „pasty” autorstwa Malcolma XD.

Pełen ironii i humoru tekst z internetu w wydaniu filmowym nabiera posmaku goryczy. Pod wzbudzającą salwy śmiechu opowieścią o typowym „Januszu” polskich miast i miasteczek kryje się druga, mniej śmieszna. O wrażliwcu wyalienowanym z konformistycznego i płytkiego społeczeństwa.

W roli głównej kultowy inaczej Piotr Cyrwus, czyli „Rysio z Klanu” od lat próbujący odciąć się od swojego serialowego wizerunku.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 18 Maj 2019 w kino 2019

 

Tagi: , , ,

Volta

Przyglądając się nowemu filmowi Juliusza Machulskiego nie sposób odgonić myśli o podobieństwie do „VaBanku”. O ile jednak klasyk polskiej komedii kryminalnej opowiadał doskonałą historię, „Volta” trzeszczy w szwach z trudem brnąc do przewidywalnego końca.

Tytułowy Bruno Volta (Andrzej Zieliński) para się doradztwem politycznym. Spin doktor jest fechmistrzem słowa i wielkim erudytą. Napawa się swoją wielkością i wpływem na otoczenie. Jego pierwszym krokiem w kierunku dna staje się chciwość. Skomplikowana intryga, w której pierwsze skrzypce gra Wiki (Olga Bołądź) prowadzi widza przez meandry polskiej kultury, żywot Kazimierza Wielkiego, wojnę domową w Hiszpanii , ucieczkę Henryka Walezego i czasy napoleońskie. Niekoniecznie w tej kolejności.

Niezłą w ogólnym zarysie „caper story” (opowieść o wielkim przekręcie) przykrywa smutna polska specjalność – nachalny product placement. Cukierkowa promocja XXX-lecia miasta Lublin i niezbyt subtelne najazdy kamery na nazwy firm, które wpłaciły trochę kasy boleśnie objawia żałosnego twista, jaki musiał wykonać Machulski w celu sfinansowania swojego dzieła. Ożywiane komercyjnym zastrzykiem gotówki polskie filmy straszą od dawna, ale wciąż trudno się przyzwyczaić do prostackich metod wiejskiego „product placement”.

Nie to jest jednak najgorsze. Problemem „Volty” jest przede wszystkim sypiący się niczym tynk z praskich kamienic scenariusz. Jak nietrudno domyślić się od 3 minuty filmu, bohater zwiedziony wizją wielkiej fortuny zostanie zrobiony w balona. Droga, jaka do tego prowadzi mnoży się od scenariuszowych absurdów. Trudno uwierzyć w historię, w której iskrzący erudycją stary wyjadacz jest „robiony” historyjką dla dzieci zmyśloną na poczekaniu. Historyjkę dodatkowo przetykaną epizodami gwiazd polskiego kina, co bardziej irytuje niż bawi. Role Więckiewicza i Kota to najbardziej jaskrawy przykład.

Na szczęście Machulskiego broni kilka dobrych elementów. Pierwszy z nich to kampania wyborcza niejakiego Kazimierza Dolnego. Jacek Braciak kradnie show w każdej scenie a i Andrzej Zieliński odkrywa przed widzami swoje aktorskie talenty. Dialogi Volty i Kazimierza Dolnego na długo zapadają w pamięć. Element numer dwa to krótki epizod Pazury. Nieco przeszarżowana charakteryzacja drażni, ale sam performance pana Czarka jest doskonały.

Mimo ambicji twórców i próby przemycania w scenariuszu krytyki polskiej rzeczywistości „Volta” nie będzie długo gościć na ekranach. Ot, wakacyjna komedyjka skręcona przez starego wyjadacza.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 września 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Planeta Singli

planeta-singliKolejny luty i niestety kolejny śmieszny polski film. Tak, tak – jakby nie patrzeć powodem są nieszczęsne Walentynki.

W „nowej komedii reżysera hitu Listy do M” panuje sprawdzony plastikowy klimat produkcji TVN. Zanim powstaną, już nazywane są kultowymi. Śmiało więc można zaryzykować, że i „Planeta Singli” to kultowa komedia kultowego reżysera kultowych „listów do M”.

Klimat powtarzalny jak reklama suplementu na zespół niespokojnych nóg to nie jedyny grzech tefaenowskiej papki. Równie męczące są z metra cięte ilustracje muzyczne, naburmuszone dekoracje z pogranicza snu bufetowej o hajlajfie w stolicy i męcząco przewidywalne role bohaterów. W pakiecie mamy więc śmiesznego Karolaka, kolejny raz gejowego Piotra Głowackiego i lalę Książkiewicz w roli super lali.

Rolę Pani od muzyki pominę prosząc tylko twórców o szybki research wśród pań od muzyki. Przeważnie okazują się być łysym kurduplem grającym na akordeonie, od czego dzieciom psują się siekacze – mleczaki.

W tym miejscu ubolewać należy nad rolą skądinąd dobrego aktora Stuhra Macieja, syna Jerzego. Na jego usprawiedliwienie można napisać, że „Planeta Singli” przynajmniej momentami stara się być faktycznie śmieszna a on sam stara się jak może, żeby swojej postaci nadać ciut mniej plastiku, niż wynika to ze scenariusza.

No, śmieszne. No. To „Jesteśmy umówieni?” (na kolejny film kultowego reżysera hitu „Listy do M.” 🙂

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 lutego 2017 w kino 2017

 

Tagi: , ,

Król życia

Krol zyciaEdward był jednym z nas – wiecznie zajęty, wiecznie zmęczony, wiecznie wkur#$^&ny. Nie dogadywał się z najbliższymi, nie zwracał uwagi na otaczający świat, zawężając spektrum widzenia do gabinetu szefa. Do czasu, gdy przypadek mocno puknął go w główkę.

Diametralna przemiana bohatera ze sfrustrowanego korposzczura, dopalającego służbowego papieroska przed szklanym biurowcem w pozytywnie kopniętego kontestatora życia to klasyczna bajka z morałem, o którym marzy każdy posiadacz kredytu w szwajcarskim franku. Banał? Tak, ale uroczy.

„Król życia” oferuje widzowi przerysowaną rzeczywistość – jeśli korpo to z szefem fanatykiem i boksami jak w chińskiej szwalni, jeśli luzik – to na granicy wariatkowa. Więckiewicz mógłby zagrać śledzia od namiotu. W „Królu Życia” dokazuje jak dzieciak i najwyraźniej ma z tego niezły ubaw. A widz z nim, o ile nie nastawił się na prawdy objawione i poważną pointe.

W polskim kinie było kilka lepszych filmów. W zalewie kolejnych komedii romantycznych „Król życia” to coś nowego – bezpretensjonalna komedia na przyzwoitym poziomie. Taka, z której człowiek wychodzi bez zażenowania.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 Maj 2016 w kino 2016

 

Tagi: , ,

Disco Polo

Disco Polo film 2015

„Bo gdy chłopcy grają je-je, je-je, to człowiek szaleje, je-je, głowa mu się chwie-je, je-je, z nimi fajnie jeeeest”*

Tomek i Rudy zachwyceni podbijającym serca Polaków gatunkiem muzyki bez namysłu zakładają „zespół”. Szybko orientują się, że także w tym biznesie trzeba mieć nie tylko talent, ale i „plecy”. W branży disco polo furtką do sukcesu jest rekin wydawca – Daniel Polak. Bo „to co podoba się Polakowi, spodoba się wszystkim Polakom„.

„Bierz co chcesz, nawet deszcz i z włosów wiaaatrrr”*

Historia Tomka i Rudego to polski, przaśny „american dream”. Chłopcy sięgają szczytu popularności i poznają ciemne strony branży. Klasyka. To co w warstwie scenariusza wydaje się banalne, zostało w „Disco Polo” niecodziennie sformatowane dużą porcją zadziwiających dodatków. Maciej Bochniak poszedł w nieoczekiwaną stronę, tworząc film o niecodziennej estetyce. Już pierwsze sceny mogą wywołać konsternację wśród fanów disco polo oczekujących pikantnej opowieści o kulisach powstawania kasetowo-bazarowych imperiów czy kroniki zespołu „Boys”. Westernowe dygresje wprowadzają widza w osłupienie, z przytupem kończąc film po 5 minutach („Koniec. Czytał Tomasz Knapik” 🙂 ). To jednak nie koniec, a początek wariacji na temat kolorowych snów. Snów zwykłych polskich chłopaków zbierających puszki po zachodnich napojach i wieszających plakaty C.C. Catch na słomianej ściennej macie. Dalej są jachty, ogromne amerykańskie cabriolety i jeszcze większe ciężarówy. I wielki, (nieco) dramatyczny romans jako kropka nad „i” w spełnieniu marzeń.

Więc wspominaj, chwile chwile Przecież było ich aż tyle Życie to są chwile chwile tak ulotne ja motyle*

Egzaltowana jest nieco ta reżyserska wizualizacja pragnień post-peerelowskiej duszy, lgnącej do krzyczących kolorów i opakowań, ale taki jest zamysł filmu – kolorowo wyolbrzymione polskie marzenia. Zaklęte w muzyce, z której drwili recenzenci, ale która podbiła praktycznie cały naród. „Disco Polo” ryzykownie oparł się o pastisz, ale może się podobać. Twórcy odwalili kawał roboty przy scenografii i kostiumach. Łatwo było wpaść w pułapkę odtwarzania realiów lat dziewięćdziesiątych. Zamiast tego prezentowana jest nasza rodzima odmiana hinduskiego Bollywood.

Niech żyje wolność, wolność i swoboda niech żyje zabawa i dziewczyna młoda*

„Disco Polo” to produkcja, do której należy podejść na luzie. Oczekujących retro wspomnień niczym rekonstrukcja w programach Wołoszańskiego film zmęczy już w pierwszych taktach. Nawet jeśli przebrną przez westernowe początki, dalej nie będzie „normalniej”. Nabierając dystansu do opowieści można się dobrze bawić. W dodatku przy dobrej muzyce 😉

  • wszystkie cytaty to klasyki gatunku
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 sierpnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , ,

Zawrócony – 1994

ZawroconyTomasz Siwek (Zamachowski), typowy polski gamoń w typie obywatela Piszczyka, pełni zaszczytną rolę zaopatrzeniowca wody mineralnej w elektrociepłowni. Rutyna życia nadaje sens dnia codziennego. W domu matkuje mu małżonka o dwa kalibry większa, na przystanku koledzy z roboty mają go za komucha. Mało rozgarniętego robotnika wykorzystuje zakładowy aparatczyk i wysyła Siwka na wiec Solidarności. W charakterze szpicla, w zamian za wymarzone wczasy zakładowe z Jadzią i mamusią. Ogłupiony przez system Siwek nie zauważa momentu, w którym lepiej nie bratać się z władzą.

Słodko gorzka komedia autorstwa mistrza śląskich klimatów Kazimierza Kutza zawsze ogląda się dobrze. Wrażliwość reżysera nadała filmowi „kopalnianego” charakteru i arcypolskiego wydźwięku. Polska sprzed dwudziestu lat jest zjawiskiem z innej galaktyki. Takich widoków dziś już nie ma.

Choć film obfituje w dramatyczne momenty, rola Zamachowskiego jest jednym wielkim popisem komediowym. Pościg Zomowców przez podwórka „familioków” przebija ten z „Północ – Północny Zachód” Hitchcocka 🙂  Rolę – perełkę stworzył też Marek Kondrat jako porucznik M.O.

Nieco zapomniany „Zawrócony”, choć nieco przerysowany i momentami niedopracowany, pozostaje filmem z kanonu polskiej klasyki.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 7 kwietnia 2015 w kino 2015, klasyka kina

 

Tagi: , , , ,

Obywatel

ObywatelKolejny film zamordowany przez marketingowca. Materiały reklamowe dawały złudzenie nowej „najśmieszniejszej” komedii polskiej. Skok na kasę i lep na maluczkich okazał się ważniejszy niż rozsądek. W efekcie nie dziwi lawina złych opinii, szczególnie roztaczanych pod wszelkiego rodzaju recenzjami.

„Obywatel” to łącznik do innego polskiego filmu ze Stuhrem w roli głównej. „Obywatel Piszczyk” z 1988 roku bezpiecznie naśmiewał się z odległej epoki stalinizmu, kontynuując wcześniejszy wątek Piszczyka w wykonaniu Bogusia Kobieli. Obawiam się, że dla większości widzów nie jest to oczywiste (kto dziś ogląda starocie sprzed lat?).

Nowy film podąża tą samą, utartą ścieżką. „Obywatel” próbuje ogarnąć trudne polskie czasy. Niestety Jerzy Stuhr zbyt szeroko rozkłada ręce łapiąc polską historię od lat 50-ych do współczesności. Od wierszyków dla Stalina po Radio Maryja i „Gdzie jest krzyż!?”. Nadmiar zdarzeń, komicznych scenek i mrugnięć okiem do widza jest barokowy. Statystyczny widz wielu z nich nie skojarzy, czekając na slapstickowe sceny umieszczone w trailerach.

Bogactwo tematów skutkuje też nieuchronnym skrótem, niejednokrotnie upraszczając sprawy rodzaju ksiądz w burdelu,  nauczyciel – ciapa.

Zarówno Maciej jak i Jerzy Stuhr są w swoich rolach doskonali. Obaj mają niewątpliwy talent komiczny a sceny pokazywane w 3 minutowej sekwencji reklamowej to także mrugnięcie okiem do inteligencji widza. Film jest fajny i zasługuje na uznanie. Jest przy tym arcy „sthurowski” w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Tyle że „Obywatel” to scenariusz na serial.

 

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 25 listopada 2014 w kino 2014

 

Tagi: , , , ,

Sztos 2

„Są chłopaki – jest zabawa” głosi slogan reklamowy tego filmu. I tak jest w istocie. Chłopaki (ci co nie płaczą) skrzyknęli się, żeby zrobić trochę kasy ale przede wszystkim żeby dobrze się bawić. Oczywiście nie jest to opis fabuły lecz fabuła powstania filmu. Chłopaki bawią się dobrze we własnym towarzystwie. Wszystko tu zresztą jest bardzo swojskie. Swojskie dowcipy jak odgrzewane kotlety, swojskie garnizonowe gagi, stare miny stroszone przez starych mistrzów. Nawet plakat jest swojski, bo „krojony” z designu Ocean’s Eleven.

Kotlety zostały podane w sosie z nostalgii za dzieciństwem z Telerankiem i marzeniem o wyrobie czekoladopodobnym. Zachodzi też okoliczność zachwytu nad mordownią z galaretą i lornetą [Zaucha śpiewa w tle].

Film nie jest może żenadą miesiąca ale poziom jest raczej cieniutki. Jeden ze statystów dancerów parkietowych określił to dosyć dobitnie jako rodzaj imprezy kumpli Olafa Lubaszenki. Z każdym toastem koledzy przekrzykując się usiłowali wcisnąć do filmu swoje własne gagi i sentencje. Wyszła kupa śmiechu, niestety z przewagą kupy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 października 2012 w kino 2012

 

Tagi: , , , ,