RSS

Archiwa tagu: Japonia

Shoplifters

Wieloosobowa i wielopokoleniowa rodzina w typowym japońskim mieście. A jednak nic tu nie jest typowego, bo bohaterom filmu daleko jest do wartości, do jakich przyzwyczaiły nas opowieści o kraju kwitnącej wiśni.

Gnieżdżąca się w mikro domku na przedmieściach Tokio  rodzina z trudem wiąże koniec z końcem. W wielopokoleniowej rodzinie każdy kombinuje, żeby dorzucić się do budżetu. Kiedy ojciec dorabia na szaro, dzieci wzajemnie uczą się drobnych sklepowych kradzieży.

Rodzina Shibata nie daje się skatalogować. Chociaż to „Złodziejaszki”, to w kategoriach społecznych zasługują na wysokie noty. Wszystko dzięki najwyżej próby więzom rodzinnym. I tu właśnie kryje się największe zaskoczenie, które z przeciętnej historyjki drobnych cwaniaczków winduje film do rangi dzieła nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 9 czerwca 2019 w kino 2019

 

Tagi: , ,

Handmaiden

Do bogatej posiadłości Japończyka Kouzuki przybywa koreańska służąca. Zadaniem Sook-hee jest służba u młodej pani Hideko, zmanierowanej podopiecznej pana Kouzuki. Sook-hee nie jest jednak naiwną prostą pokojówką, ale świetnie wyszkoloną złodziejką, a jej zadanie to skomplikowana gra mająca na celu zeswatanie hrabiego Fujiwara z Hideko.

Oczywiście sam hrabia Fujiwara nie jest tym, za kogo się podaje, a i postać wuja Kouzuki kryje w sobie nie lada tajemnice.

Skomplikowana fabuła wielokrotnie myli tropy, przegrupowuje sojusze i zmienia filmowe motywacje bohaterów.

„Służąca” to pozytywnie zadziwiająca mieszanina gatunków, pełna erotycznych fantazji, intryg, niespodziewanych miłości i marzeniach o zemście. Scenariusz oparty jest na wiktoriańskiej powieści Walijki Sarah Waters „Fingersmith” („Złodziejka”), zgrabnie przeniesionej na grunt imperialnej Japonii.

Reżyser Chan-wook Park („Oldboy„) – znany z fascynacji mocnymi scenami i fiksacją na temat zemsty – tym razem nie serwuje widzom nadmiaru okrucieństwa, ale dreszczyku emocji nie zabraknie.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23 grudnia 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , ,

Zemsta Yakuzy – Jake Adelstein

zemsta-yakuzy

Nie warto zadzierać z Yamaguchigumi, największą japońską organizacją prestępczą liczącą 40 tysięcy członków – jest kogo wkurwiać. Japońska mafia. Potocznie nazywa się ją yakuzą, ale wielu gangsterów woli mówić o sobie gokudō, co dosłownie oznacza „ostateczna droga”. Gang Yamaguchigumi plasuje się na samym szczycie hierarchii.

Tak zaczyna się opowieść Jake Adelsteina, amerykańskiego dziennikarza śledczego, który pierwsze 12 lat swojej kariery przebywał w Tokio. Wstęp i sam tytuł są niestety mylące. Zemsta yakuzy jest chwytem reklamowym, a mroczne kulisy japońskiego światka stanowią część reportażu.

Książka w przeważającej większości to rodzaj autobiografii zawodowej – od studenta z Ameryki zagubionego w egzotycznym kraju, po dziennikarza ogorzałego w codziennym znoju pracy redakcji. Adelstein nie szczędzi czytelnikom żadnego z etapów swojej pracy. Jej początkowe wątki nie mają wiele wspólnego z yakuzą, późniejsze ocierają się o mafijny światek w mniejszym lub większym stopniu, prowadząc do tezy postawionej w tytule. Za co mści się yakuza? Oczywiście za dziennikarskie śledztwo, którego podjął się autor.

Książka Adelsteina jest pełna ciekawostek na które warto zwrócić uwagę:

„(…) Należy do niej działka, nie sposób jej wyrugować, a to dlatego, że japońskie przepisy traktują yakuzę jako osobę prawną; organizacja ma takie same prawa jak każda firma, a jej członkowie cieszą się identycznymi przywilejami z tymi, jakie posiadają zwykli obywatele”

*

„Opowiadając o płonącym mężczyźnie, używali określenia hidaruma (hi oznacza „ogień”, a daruma to „pękata, pozbawiona rąk i nóg lalka, przedstawiająca na przykład Buddę”)”

*

W 1999 roku Kabukichō nocą wyglądało jak festiwal światła w Disneylandzie, z tą drobną różnicą, że neony, zamiast na rodzinne wakacje, zapraszały na obciąganie druta.

*

W japońskim istnieją tak subtelne i skomplikowane słowa opisujące smutek, że angielski wydaje się przy nim bardzo ubogim językiem.

*

gokudō. Znasz to określenie, prawda? – Narysował chińskie znaki na serwetce. – Goku znaczy „ostateczny”, „najdalszy”, „skrajny”, dō zaś – „droga”. Gokudō nie waha się, idzie na całość, zawsze kończy, co zaczął.

„Zemsta yakuzy” rozczaruje szukających pogłębionego eseju o japońskiej mafii. Wiadomości jest tu sporo, ale nie mają charakteru biograficznego i nie przedstawiają Yakuzy w sposób uporządkowany. Nie jest to jednakowoż książka zła czy nudna. Adelstein barwnie opowiada o codzienności dystryktów Tokyo. Asymilacja Amerykanina ze zwykłymi Japończykami procentuje niezłym reportażem o życiu w miejscu, w którym kultura świata Zachodu miesza się z wschodnią tradycją i japońską kulturą. W tym zakresie „Zemsta Yakuzy” jest warta uwagi.

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 listopada 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , ,

Na skraju jutra – Hiroshi Sakurazaka

all-you-need-is-kill

Niewyobrażalny strach, którego doświadczyłem, umierając, i okrucieństwo śmierci – one pokazywały mi, jak przeżyć.

Dzień Świstaka w przyszłości. Tyle, że bez świstaka, a główny bohater zamiast budzić się co rano w hoteliku na zadupu jest co dzień anihilowany. Wysadzany w powietrze. Rozstrzeliwany wrzecionowatymi pociskami. Rozrywany na strzępy. Stosunkowo mało komfortowa sytuacja przeżywania własnej śmierci każdego dnia.

Keiji Kiriya trafia do armii bez wiedzy, że jest jedynie mięsem armatnim. W trakcie wieloletniej wojny z Obcymi ludzkość wypracowała kilka strategii walki. Jedyną skuteczną wydaje się zmasowany atak poświęcający dziesiątki istnień ludzkich w zamian za pojedyncze straty w szeregach wroga. Problem w tym, że przeciwnik działa jakby znał przyszłość.

Powieść Hiroshi Sakurazaki wkroczyła na polski rynek już po sukcesie blockbustera z Tomem Cruise i Emily Blunt. Książka wziętego japońskiego autora komiksów manga widzowi może wydać się wyblakła w obliczu spektakularnego filmu SF.

Ale „All you need is kill” to fabuła zdecydowanie odbiegająca od filmowego scenariusza. Oprócz chytrze zbieżnego tytułu, które polskie tłumaczenie ma z oczywistych względów, wspólny pozostaje główny trzon historii i amerykańska superhero zwana „Stalową Suką”.

Po lekturę japońskiej „light novel” można sięgać bez obaw o nudę – Hiroshi Sakurazaka pisze nieźle, pomysł jest fantastyczny a szczegóły  (np.: skąd wzięli się Obcy) – nietuzinkowe. Japończykowi udało się ukryć w niepozornej historii kilka głębszych treści. Warto ich poszukać, choć to „tylko” Science Fiction a nie Dostojewski.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25 Maj 2016 w literatura 2016

 

Tagi: , , , ,

Unbroken

UnbrokenHistoria Louisa Zamperiniego – sportowca, żołnierza, jeńca. Wyciskacz łez w hoolywoodzkim stylu, kręcony ręką ambitnej Angeli Jolie.

Koleje losu amerykańskiego lotnika ogląda się zaiste ze zdumieniem. To materiał na przynajmniej dwa osobne filmy.

47 dni spędzone w tratwie na środku Pacyfiku ogląda się niczym przygody Toma Hangsa w „Cast Away”. Kiedy widzowi wydaje się, że po półtoramiesięcznym kursie konania z pragnienia i głodu bohaterowie wrócą na laurach w objęcia US Marines, film niespodziewanie skręca w stronę „The Bridge on the River Kwai”.

Dalej mamy powtórkę z klasyków o amerykańskiej (angielskiej, australijskiej, nowozelandzkiej) niewoli pod batem okrutnych Japończyków. Nie ma tu nici porozumienia pomiędzy nacjami, jakiej oczekiwałoby się w duchu współczesnego kina pojednania i zrozumienia.

Scenariusz do „Niezłomnego” to dzieło braci Coen. Szkoda, że mistrzowie kina nie wycisnęli ze zdumiewającej biografii Zamperiniego nic więcej niż poprawnie nakręcony film o dzielnym wojaku.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 30 marca 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , ,

Mr. Holmes

mr_holmesAnglia, tuż po II wojnie światowej. Do wiejskiej posiadłości powraca emeryt Holmes. Ucieka od zgiełku Baker Street 221B, Deerstalkera* i podkoloryzowanych opowiadań Dr. Watsona.

Na miejscu oczekuje spokoju i swojej hodowli pszczół. Zastaje naburmuszoną gosposię z małym, wścibskim synkiem. Za sprawą tego ostatniego starzejący się Sherlock wraca myślami do ostatniej sprawy i ostatniej podróży.

„Mr. Holmes” nie rozwija się tak jakby spodziewali się tego zagorzali fani detektywa. W filmie nie zabraknie zagadki, ale kryminalne puzzle nie są tu najważniejsze. „Mr. Holmes” to opowieść o zwykłym człowieku. Opowieść o Sherlocku od  nieznanej dotychczas strony.

Ian McKellen stoi w jawnej opozycji do wszelakich super – Holmesów naszych czasów. Nie jest to dynamiczny zabijaka Robert Downey Jr. Nie jest to też nowoczesny Benedict Cumberbatch o ostrym jak brzytwa umyśle. Najstarszy z odtwórców roli genialnego detektywa ma jasno określoną strategię – pokazać swojego bohatera walczącego z najgorszym przeciwnikiem – własnym umysłem.

Zaniki pamięci i niedołężność zacierają w umyśle Holmesa przeszłość a on sam stara się przywyknąć do tego z godnością godną gentlemana. Do swoich ułomności podchodzi z dystansem, choć reżyser momentami puszcza do widza oko wplątując poważnego staruszka w komediowe sytuacje.

Bill Condon zadał sobie pytanie „jaki byłby Sherlock, gdyby dożył sędziwego wieku” i stara się na nie odpowiedzieć. Robi to w sposób wyważony i ujmujący, a sam film można określić nieco banalnie: wzruszającym. W tym przypadku to zaleta.

  • chodzi o charakterystyczną czapkę w stylu „Sherlocka Holmesa”
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 stycznia 2016 w kino 2016

 

Tagi: , , , , ,

Godzilla (2014)

GodzillaGodzilla jest jak historia stosunków amerykańsko-japońskich. Pierwsze filmy japońskiej wytwórni „Toho” odzwierciedlały traumę po druzgocących atakach bombami atomowymi. Godzilla narodziła się przecież właśnie na skutek atomowych wybuchów. Jej monstrualne stopy miażdżyły japońskie miasta. Z czasem jaszczur na atomowych dopalaczach stał się przyjacielem ludzi. Po serii uroczych, choć dziś tragicznie komicznych filmów lat 70-ych za Godzillę wzięło się Hollywood.

Potwór stał się celebrytą.

W czasach filmowego realizmu Godzilla przeszła mentalny facelifting. Wielki jaszczur przestał być przyjacielem dzieci niczym pies z „Neverending Story”. Ale nie jest też monstrum dybiącym na Japonię. Z duchem „Eko” Godzilla jest odzwierciedleniem potęgi natury, podobnie jak tsunami, trzęsienia Ziemi czy epoka lodowcowa. Wprawdzie potwornie demoluje San Francisco, lecz robi to jak pies rozszarpujący kanapę – trudno się na nią gniewać.

Gareth Edwards długo każe nam czekać na głównego bohatera, karmiąc widza smutnym życiem pana Brody (w tej roli nasz ulubiony Mr. White 🙂 i jego bohaterskiego syna. Początkowe teorie mają nawet swój klimat.

Twórcy „Godzilli 2014” oparli się pokusie maksymalnej ekspozycji superpotwora. Film wypełniony jest po brzegi efektami specjalnymi, ale samej odtwórczyni roli tytułowej nie widać zbyt często. Ujęcia realizowane w naturalny sposób, z punktu widzenia małego ludzika, to wylęknione spojrzenia zza węgła na skrawek stopy potwora. Ciemność, pożoga i stopy Godzilli stanowią większą część wizualnej strony filmu. Wszystko dla uwiarygodnienia opowieści z dreszczykiem. Cichym zwyciężcą obsady jest „Muto” – szkaradny, przerośnięty insekt, którego można podziwiać od kołyski aż po grób (taki mały spojler 🙂 ).

„Godzilla” bez rewelacji uzupełnia katalog filmów o japońskiej jaszczurce. Scenariusz nie ma kręgosłupa a komputerowe kreacje zapierające dech w piersiach dawno spowszedniały (Transformers, Pacific-Rim, żeby wymienić tylko ostatnie komputerowe cudeńka). Kolejny raz kinematografia udowadnia, że najlepszy warsztat jest niewiele wart bez olśniewającego skryptu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 września 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , ,