RSS

Archiwa tagu: Irak

Whiskey Tango Foxtrot

Doświadczona dziennikarka porzuca komfort pracy za biurkiem w Nowym Jorku w pogoni za emocjami dziennikarskiego życia. Podpisuje kontrakt na trzy miesiące dziennikarskiej orki w strefie wojny w Afganistanie, właśnie „najeżdżanego” po raz kolejny.

Na miejscu Kim Baker szybko dostrzega swoje nikłe przygotowanie nie tylko do trudów pracy wojennego korespondenta, ale i codziennych zmagań z rzeczywistością. Duszny światek otrzaskanych w strefie wojny dziennikarzy traktuje Kim z lekkim politowaniem, plasując gdzieś pomiędzy spragnionym wrażeń turystą a paniusią wyrwaną zza biura przy Piątej Alei.

Luźna atmosfera w obozie korespondentów tylko pozornie sprowadza świat do nieustannej imprezy. W głowie każdego z uczestników zdarzeń rozgrywa się własna wewnętrzna walka z niełatwą rzeczywistością.

Pod otoczką „lekkiego” filmu „Whiskey Tango Foxttrot” przemyca kilka zdecydowanie cięższych tematów. Podane w nienachalny sposób kino wojenne bez nadmiernego epatowania hukiem dział i bomb.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , ,

The Yellow Birds

Dwóch rekrutów US Army konfrontuje swoje romantyczne marzenie o służbie w armii z frustrującą rzeczywistością pola walki. Dwudziestoletni Brandon i ledwie osiemnastoletni Daniel trafiają pod skrzydła sierżanta Sterlinga. Sterling to typowy „pies wojny” pozujący na ogorzałego twardziela, ale skrywający własne traumy.

Po początkowym zachłystnięciu się wojenką „żółtodzioby” dostrzegają jej prawdziwe oblicze. Wrażliwszy i młodszy Daniel Murphy nie wytrzymuje bitewnego stresu. Po powrocie do domu, Brandon musi stawić czoła nie tylko własnym demonom wojny. Do załatwienia pozostaje też przysięga, jaką złożył przed wyjazdem matce Daniela – jeśli coś stanie się koledze, Brandon będzie tym, który przekaże wieść rodzicom.

„The Yellow Birds” zasługuje na więcej niż pozornie może otrzymać. Dramat wojenny, w którym celowo ominięto proces urabiania rekrutów i rozbudowane wątki militarne przeplata batalistyczne sceny z Bliskiego Wschodu ze swojskim krajobrazem amerykańskiej prowincji. Pustynny kamuflaż i brud są równie ponure co amerykańskie sztandary przed domami weteranów w Wirginii. Zderzenie z wojną rujnuje nie tylko żołnierzy, ale i ich pozostające w domu rodzin. Niezależnie od tego czy przetrwają bitwę, dawne życie bezpowrotnie się kończy.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 października 2018 w kino 2018

 

Tagi: , , , ,

Sand Castle

Kolejny raz kino amerykańskie wraca do wojny w Iraku. Raz jeszcze grając na tragicznej nucie i z łopoczącym w tle amerykańskim sztandarem. To jednak dojrzała retrospekcja, więc sztandar jest już nieco przybrudzony i podarty.

Oddział piechoty dostaje rozkaz pospieszenia z pomocą lokalnej ludności. Żołnierze mają przywrócić dostawy wody w mieście. Banalny rozkaz okazuje się trudniejszy do wykonania w praktyce a chęć niesienia humanitarnej pomocy – tytułowym budowaniem zamków na piasku.

Kino wojenne w amerykańskim wydaniu przeważnie wiąże się z opowiedzeniem historii o dzielnych G.I. Joe’s

Fernando Coimbra dodał do amerykańskiego zadowolenia nieco mielonego szkła. To kolejne dzieło, które stawia znak zapytania nad sensem działań prezydentów z rodu Bush.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 8 stycznia 2018 w kino 2017

 

Tagi: , , ,

Karbala

Karbala

Od lat polskie kino ma kłopot z kinem wojennym. To nie tylko wynik braku świeżych tematów po 1945. Problemem jest brak pieniędzy. Nie da się już zatuszować niedoróbek czarno – białą taśmą i T-34 z Muzeum Wojska Polskiego a wielkiej armii zasymulować facetem biegającym wokół kamery z husarskimi skrzydłami. Dzisiejsze kino wymaga wora dolarów na efekty specjalne … albo pomysłu na kameralny dramat wojenny.

2004 rok. Polacy dumnie uczestniczą w „misji pokojowej” w Iraku. Posterunek w tytułowej Karbali staje się celem ataku „terrorystów”. Polacy uwięzieni w City Hall, pozbawieni wsparcia US Army i sił koalicji przez kilka dni odpierają szarże Arabów spod znaku Al-Kaidy i As-Sadr.

Choć w pierwszej chwili powyższy opis niebezpiecznie zbliża się do parodii wszystkich polskich „Termopili” (Westerplatte, obrona Poczty Gdańskiej, Powstanie Warszawskie… można tak długo), to „Karbala”  opowiada o współczesnym konflikcie w sposób ciekawy i wciągający w sposób, jakiego do tej pory w polskim kinie wojennym brakowało. Krzysztofowi Łukaszewiczowi udało się podciągnąć polską produkcję do europejskiego poziomu. Uff!

Wielkim plusem „Karbali” jest jakość. Choć do Hollywood nadal nam daleko, w tym filmie nie ma się czego wstydzić. Zaledwie dwumilionowy budżet nie wystarczyłby w Kalifornii na 5 minutowy plot. Polakom udało się zasymulować całe pole walki  (zapewne tylko dlatego, że polskie Tarpany były tańsze niż amerykańskie Humvee 🙂

Film czerpie garściami z „Black Hawk down”, a to doskonały wzór. Dzielni chłopcy otoczeni morzem obcych kulturowo straceńców, bohatersko broniący swoich pozycji – kropka. Żadnych żenujących rozmów egzystencjalnych (rodem z opowiadania Braciaka). Być może nieco zbyt dosłownie reżyser skorzystał z amerykanizmów – polska flaga dumnie łopocząca nad … irackim urzędem trochę śmieszy (w dodatku wciąga ją tam bułgarski oficer 🙂

Oczywiście scenariuszowi można nadal wiele zarzucić, aktorzy bywają nieco drętwi (film wojenny jest dla nich zbyt egzotyczny po szaleństwach planu „Na Wspólnej”?), muzyka jest nudna i napuszona, gdzieniegdzie krótka kołderka budżetu nie przykryła polskich rekwizytów.

Najważniejsze jednak, że wreszcie udało się stworzyć film, który mimo wszystkich oczywistości gatunku ogląda się z zainteresowaniem (i bez żenady*).

 

*no, może jest jeden klops: jak niezmywalna plama, wylazł nasz polski kompleks „nikt nas nie kocha”. „Polska Chrystusem Narodów” wciąż obowiązuje i pan Łukaszewicz dał tego wyraz w końcówce.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 10 marca 2016 w kino 2016

 

Tagi: , ,

American Sniper

American-SniperClint Eastwood ma już 84 lata i starzeje się jak wino. Rozpoczął od legendarnych, choć niezbyt ambitnych spaghetti westernów. Sławę przyniósł mu Brudny Harry – znak swoich – brutalnych – czasów i legenda kina akcji. Mając lat 60 w wielkim stylu wrócił do westernu. Od czasu „Bez Przebaczenia” nikt już nie ma wątpliwości, że dawny mściciel z Magnum ma wielki talent reżyserski.

„American Sniper” to już piąty film z nominacjami do Oscara za najlepszy film.

Opowieść o życiu Chrisa Kayle’a – legendarnego snajpera Navy Seals jest jak barometr Ameryki. Film Eastwooda opowiada o wojnie w Iraku – kolejnym kamieniu milowym w historii tego kraju. Jest tu miejsce na patos i łopot flagi, ale z opowieści wyziera współcześnie bolesny obraz tego konfliktu. Podglądając kolejne tury służby Kayle’a reżyser przechodzi od nasyconych barw „red-white-blue” do odcieni sepii. Początkowa ufność w amerykańskie ideały zmienia się w zagubienie i wątpliwości.

Pełna adrenaliny akcja najwyższej próby tylko momentami daje oddech widzowi. Zwolnienie tempa wyznaczają kolejne scenki domowe, w których Eastwood kreśli traumy współczesnych wojowników – sentymentalny patriotyzm, zabawę w wojnę czy wreszcie PTSD (post traumatic stress disorder) jako wierzchołek góry lodowej psychicznych problemów ludzi, którzy poświęcili się wojnie. Bradley Cooper w roli legendarnego snajpera okazał się strzałem w dziesiątkę. Aktor nie szarżuje z rolą, wręcz wycofując się do pozycji lekko nieśmiałego Teksańczyka. Zabieg ten nadaje roli autentyzmu i nuty dramatycznej. Nic dziwnego, że rola Chrisa przyniosła Cooperowi już trzecią z rzędu (!) nominację do Oscara.

„American Sniper” z pozoru wydaje się być filmem akcji w „eastwoodowskim” stylu. Jest tak w istocie, choć wbrew pozorom styl reżysera nie polega na rąbance w teledyskowym tempie. Clint Eastwood dosypuje coś do swoich filmów, co czyni z nich filmy o niepowtarzalnym klimacie. „Snajper” nie jest filmem idealnym, chwilami brnąc w uproszczenia i banały. Jest to jednak kolejny udany film „Brudnego Harrego” i życzmy sobie kolejnych choćby na tym poziomie przynajmniej do 100 urodzin Clinta.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 12 Maj 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,

Nowy Wspaniały Irak – Mariusz Zawadzki

139837-352x500

Ameryka chciała nauczyć Irak demokracji. Wyszło inaczej – to Irak przystosował Amarykę do chaosu. Zaczynając od końca (książki), czyli od krótkiej opowieści o budowie największej na świecie amerykańskiej ambasady w Bagdadzie,  można tak spuentować całą książkę.

„Nowy wspaniały Irak” niczym antyutopia Huxleya ukazuje to „młode demokratyczne państwo” poprzez obraz w (nieco) krzywym zwierciadle. Czy raczej zwierciadło jest nawet proste, krzywy jest model tego nowego Iraku.

Wszystko czego dotknęli się Amerykanie i ich sojusznicy przeistoczyło się w kpinę zachodnich wartości. Amerykanie ładują milardy us dollars próbując zbudować na piasku reżimu nowy ład, jednocześnie nie dostrzegając, że głównie finansują swoich wrogów. Anglicy spokojnie sobie radzą – po prostu nie wychodząc z bazy. Sytuacja pogarsza się z roku na rok, co dobitnie zauważa Zawadzki w kolejnych podróżach.

Autor pisze lekko, wplatając we współczesność ciekawe wątki historyczne. Nie jest to jednak „Historia Iraku” więc nie wszystko musi być odnotowane. Książka to w zasadzie cykl reportaży z różnych okresów i miejsc. W całość spina je klamra z dopiskiem: „jest coraz gorzej”, co zresztą podkreśla już ironiczny tytuł. Zawadzki pisze ze swadą i humorem co czasem jakby nie przystoi sytuacji. Być może czytelnik patrzy wtedy okiem lokalnego mieszkańca, który z rezygnacją przeżywa kolejne upokorzenia powojennego chaosu. Może to być plus całej historii, ale może też sprawiać wrażenie, że Irakijczycy to banda głupków przepędzonych przez Blitzkrieg George W. Busha i nie umiejących zbić się w grupkę większą niż banda górskiego watażki.

Jedno warto podkreślić – książka Zawadzkiego otwiera inne spojrzenie na Irak i pomaga szerzej zrozumieć suche informacje z nagłówków gazet.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 28 stycznia 2014 w literatura 2014

 

Tagi: , , ,

Ulisses z Bagdadu

ulisses-z-bagdaduTytułowy Ulisses to emigrant z ogarniętego wojną i chaosem Iraku. Saad Saad wypchnięty przez rodzinę do Europy – krainy szczęśliwości – decyduje się na ryzykowną podróż z myślą o najbliższych. Eric Schmitt przędzie swoją opowieść na kanwie mitycznego Odyseusza (Ulissesa), który zmierza do domu kierowany ręką bogów, wciąż wplątując się w niesamowite zdarzenia. Saadowi towarzyszy duch (wspomnienie?) ojca oryginała. Iracki uchodźca przemierza mile kierując się do wymarzonego Londynu, czytelnik natomiast w zwięźle kreślonej opowieści odczytuje los setek tysięcy uchodźców, dla których miraż bogatej Europy jest snem o zasobnym i spokojnym życiu.

Dla Europejczyków, którzy postrzegają uchodźców o innym kolorze skóry jako plagę i źródło nieporządku postać Saada – wykształconego i inteligentnego Irakijczyka może wydawać się nieco przerysowana i zbyt europocentryczna. Kto jednak widząc imigrantów na ulicach pytał ich o edukację i uczucia?

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 19 sierpnia 2013 w literatura 2013

 

Tagi: , , ,