RSS

Archiwa tagu: historia Polski

Skazy na pancerzach – Piotr Zychowicz

O tym, że Piotr Zychowicz lubi prowokować nie ma potrzeby udowadniać. Jego kolejne publikacje wywołują u adwersarzy wyładowania elektryczne. „Skazy na pancerzach” wywołały z pewnością nie tyle wyładowania, co potężny wybuch.

W kilku rozdziałach swojej najnowszej książki Zychowicz „rozprawia się” kolejno z ikonami współczesnej „historycznej” prawicy i ulubieńcami prawicowej „pop kultury”.

Łupaszce przypisuje autor mord na Litwinach w Dubinkach. Rozważa skutki i przyczyny pogromu w Wierzchowinach, gdzie „Szary” wymordował ukraińskich cywilów.

Dalej wspomniane są Zaleszany i Puchały w styczniu 1946 (Romuald Rajs „Bury”), haniebne czyny „Wołyniaka” w kwietniu 1945 i dowódcę lwowskiego zgrupowania AK „Warta” Józefa Bissa ps. „Wacław” (pacyfikacja ukraińskiej Pawłokomy)

Rozliczenie nie waha się też dotknąć prawdziwej świętości współczesnej historii Polski – Józefa Kurasia ps. „Ogień”, który rozprawił się z Żydami pod Krościenkiem.

W dalszej części książki Zychowicz próbuje podejść do tematu obiektywnie, przedstawiając innych kontrowersyjnych dowódców i nie honorowe czyny Polaków  – a więc nie tylko „Wyklętych”. Jest tu napomknienie chociażby o zgrupowaniu AK „Wybranieckich”.

„Skazy na pancerzach” to dzieło istotne, bo zabierające głos w sprawach obecnie przemilczanych. W czasach PRL postacie „Wyklętych” były starannie wycierane z kart historii lub skazane na opinię bandytów. Współczesny trend widzi ich wyłącznie w roli nieskalanych obrońców polskości. Piotr Zychowicz podkreśla złożoność czasów i kontekstu historycznego – i to jest największa wartość tej książki. Nawet jeśli wyciągane z czeluści archiwów kolejne świadectwa będą interpretowane tendencyjnie w zależności od osoby piszącej historię od nowa.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 Maj 2018 w literatura 2018

 

Tagi: , ,

Gibraltar i Katyń. Co kryją archiwa rosyjskie i brytyjskie -Tadeusz Kisielewski

Próba powiązania ze sobą dwóch najistotniejszych dla II Rzeczpospolitej politycznie wydarzeń pierwszej części II wojny światowej.

Autor stara się dowieść, że zbrodnia katyńska która wstrząsnęła generałem Sikorskim i miała duży wpływ na jego politykę zagraniczną stała się powodem zamachu, jaki miał miejsce nad Gibraltarem.

Śledztwo historyczne prowadzi do wnikliwej analizy składu załogi B-24 Liberator, powojennych dzienników uczestników i świadków tragedii i wielu dygresji do mniej lub bardziej słusznych teorii tego co stało się 4 lipca 1943 roku.

Wśród sensacyjnych oświadczeń autora osobną kartą jest sprawa córki generała – potencjalnie żywej i porwanej przez Rosjan.

Pan Tadeusz Kisielewski jest niewątpliwie upartym historykiem, który postawiwszy sobie tezę do udowodnienia robi wszystko, aby tezę tę uczynić niepowtarzalną. Efektem tego jest długa lista książek krążących wokół wspomnianych dwóch wydarzeń. Dopóki archiwa brytyjskie i rosyjskie pozostaną zamknięte i nie wyjawią ostatecznych dowodów, teorie pana Tadeusza pozostaną jego osobistym fiksum dyrdum, powodującym literacką sraczkę wydawniczą.

Niestety Rebis zdaje się płynąć na fali obecnej mody na historyczne archiwa X i wydaje kolejne powtarzające się wywody bez cienia komentarza innych historyków.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 27 grudnia 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , ,

Wołyń

Smarzowskiemu udało się coś, co nie udało się historykom – przywołać rzeź wołyńską do masowej świadomości. Po premierze filmu i dyskusji, jaka przetoczyła się przez Polskę słowo Wołyń przestało oznaczać bliżej nieokreśloną krainę a stało się symbolem polskiej krzywdy.

Rok 1939. We wsi żenią się Polka Helena z Ukraińcem Wasylem. Przy stołach Polacy, Ukraińcy, Żydzi. Bawią się i przepijają do siebie w zgodzie ale w oczach widać rodzące się demony nacjonalizmu.

Wybuch wojny wywołuje najgorsze instynkty. Naziści eksterminują Żydów, przeważnie przy biernym przyzwoleniu lokalnej ludności od wieków trawionej antysemityzmem. Einsatzgruppen dają dobry przykład – mordować można bezkarnie i na masową skalę.

Rodzący się agresywny nacjonalizm ukraiński wybucha gdy w 1943 roku słabnie potęga Hitlera. Festiwal bestialstwa skupia się na znienawidzonych Lachach. Rzeź nie ma litości dla żadnego wieku, płci czy pochodzenia.

Fabuła śledzi losy młodej Polki, ale to tylko przyczynek do szerszego obrazu historii Kresów Wschodnich. Zosia Głowacka przemierza czas i przestrzeń niczym bohaterowie Boskiej Komedii. Na Wołyniu kręgi piekielne to piętrzące się okrucieństwo Ukraińców. Czyśćca i Raju nie przewidziano.

Smarzowski operuje na granicy prawdy historycznej i kina gore. Niedaleko stąd do sensacji. Reżyser nie stroni od scen okrutnych, ale można doszukać się w nich smutnej konstatacji ludzkiego gatunku – niewiele potrzeba, żeby łagodni krajanie zmienili się w dyszących zemstą oprawców.

„Wołyń” ma wszelkie zadatki na film, który pozostanie w pamięci widzów na długo. Ale trudno ocenić ten film jednoznacznie. Masakra, w której zginęło około 100 tysięcy Polaków z pewnością można nazwać ludobójstwem. Nie powinno zapominać się tak bolesnych kart historii. A jednak „Wołyń” może narobić nie lada szkód w umysłach Polaków. Szczególnie w czasach wykorzystywanego politycznie nacjonalizmu.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 3 listopada 2017 w kino 2017

 

Tagi: , , , ,

Wasserpolacken – Joachim Ceraficki

Po politycznym coming-out tuskowego dziadka w Wehrmachcie przyszedł czas na publikacje własnych wspomnień.

Joachim Ceraficki dzielił los prawie pół milionowej grupy byłych obywateli Polski, których korzenie i geograficzna przynależność automatycznie zaliczyła do grupy nowych obywateli III Rzeszy.

Historia to niełatwa i dotychczas raczej przemilczana, czy – niczym w przypadku politycznej nagonki na Tuska – mająca do niedawna negatywny wydźwięk w umysłach Polaków – Szaraków.

Czytając wojenne losy Joachima Cerafickiego można mieć ambiwalentne uczucia.

Momentami trudno zorientować się, czy Oberschutze Ceraficki to „dobry Polak” czy „dobry Niemiec”.

Swoją wojnę „Warserpolack” spędził spokojnie, podjadając wojskowe konserwy oraz wiejskie jadło, oczywiście zawsze sowicie opłacane polskim kmieciom. Przez trzy lata wojny rzucił raz granatem i wystrzelił dla niepoznaki w powietrze. W mundurze Wehrmachtu nosił skrzynki, naprawiał kable i spędzał „gut zeit” na przepustkach i urlopach. Gdy poczuł nieznośny ciężar bytu, udał się na dezercję.

Oj, coś za sielankowa ta wojna, panie Ceraficki.

 

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 listopada 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , ,

Polskie Imperium – Michael Morys – Twardowski

„Już z samych filmów wiesz jak było” mawiał bohater barejowskiego „Misia”. Pan Michael Morys – Twardowski z samych filmów posklecał jeden barwny trailer. I podobnie jak filmowy trailer, książka streszcza najlepsze momenty polskiej historii w pięć minut, kompresując wieki zmagań z agresywnymi sąsiadami. Sęk w tym, że kreślenie imperium tą metodą jest manipulacją i kompletną bzdurą.

„Polskie Imperium” raduje dusze współczesnych nacjonalistów dumnie podpalających race w dniu pierwszego sierpnia i wdziewających biało – czerwone kondony przeciwdeszczowe. Czy to coś złego? Nie. W gruncie rzeczy to nawet godne pochwały. Ale na kilometr pachnie jeśli nie nachalną propagandą to przynajmniej manipulacją. Sienkiewicz przynajmniej  robił to w białych rękawiczkach. Morys – Twardowski użył łopaty i azbestowych rękawic p-poż.

Autor nie zmyśla przytaczając kolejne fakty. To znane daty historii Polski, podobnie jak istnienie owego „imperium”. Dynastia Jagiellonów zbudowała potęgę, z którą liczyli się ościenni władcy i cała rycerska wówczas Europa. Elekcyjnym władcom Polski udało się niejako rozpędem dowieźć resztki polskiej potęgi do połowy XVII wieku. Nic nowego.

Kontrowersyjna jest natomiast teza Polski od morza do morza (a nawet więcej). Zagłębiając się w lekturę łatwo zgubić kontekst wieków i wątpliwej trwałości podboje pierwszych Piastów dokleić do niespełnionych apetytów dynastycznych szwedzkiego rodu Wazów.

Dodajmy do tego podbój Berlina, lądowanie w Sztokholmie czy bardziej realny sensu stricte sukces jakim była wyprawa królewicza Władysława IV po carską koronę. Powstaje zatem Polska od Berlina po Moskwę i od Szwecji po Morze Czarne. Trochę jak skompresowanie symfonii Beethovena do trzech nutek z teleturnieju „Jaka to melodia” i nazwanie tego hitem lata.

Najciekawszą i najbardziej wartościową częścią książki są mało znane fakty z historii kolonizacji. Beletryzowane historyki o podboju Tobago czy Gambii robią wrażenie – nawet jeśli to nieco podkolorowane opowieści o awanturnikach, których celem niekoniecznie było zakładanie polskich kolonii.

Czytać uważnie, ze zrozumieniem i dużą dozą dystansu do tekstu.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 4 września 2017 w literatura 2017

 

Tagi:

1945 Wojna i pokój – Magdalena Grzebałkowska

Maj 1945. Czarno -białe obrazy kronik filmowych ukazują obejmujących się żołnierzy, cywili rzucających kwiaty. To również bezkres zniszczenia – pustyni gruzów w miejscu Warszawy czy triumfalnie zrównanego z ziemią Berlina.

Kadry kronik pełne są zmęczonych wojną ludzi: obrazów więźniów wyzwalanych obozów zagłady tuż obok szczęścia mieszkańców miast wyciągających ręce po chleb z wojskowych transportów.

Czy zatem czerwiec 1945 roku oznaczał gorączkową odbudowę i entuzjazm? Powszechne zadowolenie po latach udręki? Magdalena Grzebałkowska dowodzi, że wpojony nam obrazek końca wojny daleki jest od ponurej rzeczywistości.

Wojna nie skończyła się jeszcze długo, głosi główna teza książki. Dla niektórych trwała aż do wczesnych lat pięćdziesiątych.

„1945” idzie tropem nowoczesnej publicystyki historycznej. Autorka nie boi się trudnych tematów. Przed czytelnikiem Grzebałkowska odkrywa kulisy powojennego chaosu, dla dużej części społeczeństw czasu groźniejszego niż lata wojennej pożogi.

Mądra lektura zapełniająca lukę przez pół wieku zionącą w historii powojennej Polski i Europy.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 lipca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: ,

Wypędzeni. Losy powojenne Niemców – R. Douglas

wypedzeni-losy-powojenne-niemcowW umysłach kolejnych pokoleń na II wojnę światową składają się ikony faszystowskiego bestialstwa, holocaustu, D-Day i bohaterstwa narodów sprzymierzonych w walce o pokonanie tyrana. Czarno-białe kroniki od lat malują historię jednobiegunowo, bez niepotrzebnego wdawania się w trudne obszary.

W „demoludach” lata socjalistycznej indoktrynacji wbiły w umysły kolejnych pokoleń obraz powojennych czasów, których symbolem stała się żywiołowa odbudowa i entuzjazm dla władzy ludowej. Historycy polscy, czescy czy rumuńscy przez lata kierowali uwagę społeczeństw w stronę złowrogiej III Rzeszy i jej ofiar. O krzywdach dokonanych przez „tych dobrych” przez lata nie mówiło się nic. Dziś wraca się do tematów wymazanych przez PRL. Na piedestały trafiły historie „żołnierzy wyklętych” i krzywdy ludności Wołynia. Trochę ciszej mówi się o pogromach żydowskich w 1945 roku, czy niechlubnych wyczynach polskich nacjonalistów na rubieżach wschodnich. Są tematy, których ujawnianie spotyka się z ogólnym oburzeniem. Tak jest w przypadku krzywd wyrządzonych ludności Ziem Zachodnich – polskie DNA nie jest w stanie zaakceptować trudnej prawdy niemieckich repatriantów. Dodatkową płachtą na byka jest ruch Eriki Steinbach, której polityczna zaciekłość nie pomaga w zaakceptowaniu przez ogół społeczeństwa niewygodnych faktów histrorycznych.

Jałta 1945. Kroniki pokazują zadowolonych „aliantów”, pewnych już swojego zwycięstwa, będących o krok od historycznego dobicia największego tyrana w dziejach ludzkości. Bohaterowie pozytywni: Stalin, Roosevelt i Churchill palą cygara i pozują – wszechpotężny triumwirat ustala powojenny kształt świata. To tu właśnie zapadają decyzje, których żniwem będzie wieloletnia pożoga w Europie Środkowo – Wschodniej. Wymuszone przez Stalina przesunięcie granic na Zachód powoduje reperkusje dalekie od sympatycznej historii Kargula i Pawlaka. To efekt domina przesuwającego miliony ludzi o setki kilometrów. Już w Jałcie politycy byli pewni katastrofy humanitarnej tej akcji, zaplanowanej jako zorganizowane przesunięcie ludności niemieckiej na tereny pobitej III Rzeszy. To co stało się później, przerosło wszelkie czarne scenariusze.

R.M Douglas odkrywa prawdę, której wolelibyśmy nie znać. Już w 1944 w wyzwolonej Rumunii powstały pierwsze ośrodki odosobnienia w Targu Jiu i Bukareszcie. Trafili do nich nie tylko źli Niemcy w mundurach SS, lecz także dziesiątki tysięcy autochtonów o niemieckich korzeniach. Narastające szaleństwo odwetu na wszystkim co niemieckie skupiło się na ludności zamieszkującej Czechosłowację, Bałkany i Polskę. Zaledwie dwa tygodnie dzieliły wyzwolenie ocalałych z obozu głównego Auschwitz od umieszczenia w tym samym miejscu etnicznych Niemców. Większość ocalałych obozów śmierci służyło zresztą wyzwolicielom do przetrzymywania jeńców wojennych i niestety także repatriantów przepędzanych na Zachód.

Eksodus Niemców znaczyła znieczulica powojenna. Ogólnym zjawiskiem końca lat czterdziestych było pragnienie odwetu. To uczucie zrodziło ogólną świadomość, że wypędzani sami sobie na to zasłużyli. Można było im odebrać wszystko, łącznie z godnością i życiem. Wielu rdzennych mieszkańców polskich „Ziem zachodnich” czy czeskich Sudetów nie doczekało powrotu do Niemiec, umierając w obozach i transportach.

Kolejne rozdziały książki to kolejne ciosy w wypielęgnowaną wiedzę historyczną. Liczby, fakty, zeznania ostatnich świadków są bolesnym dowodem na to, że szaleństwo wojny nie dotyczy nigdy tylko jednej strony a w każdym narodzie drzemie demon okrucieństwa.

Książka Douglasa nie jest dziełem kryształowym. Historycy znajdą tu z pewnością sporo materiału do sporów, a sam autor zapędza się czasem zbyt daleko, aby udowodnić swoje tezy. Profesor amerykańskiego Colgate University skupił się na czeskiej części historii, pobieżnie traktując temat wysiedleń z obszarów Polski, Węgier i Rumunii. Sporą część książki stanowią rozważania prawne i etyczne, będące jedynie zaczątkiem dyskusji na temat. Złożoność poruszanych tematów wymaga głębszej analizy historycznej, która miejmy nadzieję nastąpi, pozwalając na bardziej obiektywną ocenę trudnych lat powojennych.

Na progu XXI wieku, z bezpiecznego dystansu kilku pokoleń po wojnie, historia odkrywa kolejne karty. Wiele z nich wzbudza kontrowersje i skłania do dyskusji. Wśród nich sporo jest takich, o których chcielibyśmy nadal nic nie wiedzieć. Powinniśmy, bo „historia lubi się powtarzać”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 15 marca 2017 w literatura 2017

 

Tagi: , , , ,