RSS

Archiwa tagu: Grecja

Spinalonga wyspa trędowatych – Małgorzata Gołota

Trąd. Przez dwa tysiąclecia ludzkość nie umiała wyjaśnić przyczyn jej występowania inaczej niż biblijną klątwą za grzechy.

Naznaczeni szybko postępującymi, okrutnymi zniekształceniami ciała chorzy budzili przerażenie. Jedyną obroną przed zarazą była izolacja.

Stygmatyzacja trędowatych była powszechną praktyką nie tylko w ciemnych czasach średniowiecza. Miejsca odosobnienia dla chorych powstawały aż do XX wieku. Jednym z ostatnich takich miejsc była jałowa, skalista wysepka u wybrzeży Krety – Spinalonga, Piekło w ojczyźnie europejskiego humanizmu.

Założona w 1903 roku kolonia istniała aż do roku 1957. Zsyłanych tu ludzi społeczeństwo literalnie wykreślało ze swoich kręgów. Wyrzuceni poza granice cywilizacji trędowaci byli wykreślani ze spisów powszechnych i w większości przypadków na zawsze zapomniani przez najbliższych. Skalista gwyspa była miejscem najgorszym z najgorszych – pozbawiona wody i możliwości uprawy roli, zdana na skąpe dostawy z lądu morzyła nie tylko trądem ale i głodem. Nic dziwnego, że pacjenci tej ponurej placówki ozdobili antyczne weneckie mury cytatem z „Piekła” Dantego.

Przerażająca w opowieści o Spinalondze jest nie tylko straszna choroba. Powala przede wszystkim odrzucenie i samotność, na którą skazani byli ludzie dotknięci trądem. Gnijące stopy i odpadające nosy były udręką fizyczną, alienacja ze społeczeństwa torturą duszy.

Książka Małgorzaty Gołoty to podróż w czasie, której celem nie są ruiny dawnej weneckiej warowni ale ludzie, po których zatarły się wszelkie ślady.

W centrum uwagi autorki pozostaje Epaminondas Remoundakis. To znacząca postać w historii Spinalongi i jednocześnie jeden z niewielu, po których pozostało coś więcej niż zbiorowa pamięć chorych „en masse”. Remoundakis trafił na wyspę tuż po studiach i pozostał na niej do jej ostatnich chwil. To dzięki jego wewnętrznemu uporowi i determinacji pozostały ślady o tysiącach bezimiennych „hansenów”.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 16 lipca 2022 w literatura 2022

 

Tagi: , , ,

300 – Rise of an Empire

300-Rise-of-an-EmpireOrgia przemocy pod otoczką semi-komiksowej stylistyki. Siedem lat po odkrywczej ekranizacji komiksu Franka Millera „300” kino próbuje odciąć kupony sławy i kasy od popularności „pierwszej części”.

„300 Rise of an Empire” podobnie jak poprzednik opiera się na gotowym skrypcie komiksowego geniusza. „Xerxes*” – bo o tym komiksie Franka Millera mowa – przyprawiłby o dreszcze każdą panią od historii.

Tu i teraz filmu to opowieść o próbie zjednoczenia greckich państw w obliczu perskiego zagrożenia, ze zwieńczeniem w postaci jednej z największych bitew morskich starożytności – bitwy pod Salaminą. Jest tu także miejsce na przypomnienie Spartan pod Termopilami, pustoszenie Grecji przez Persów  i śmierć Dariusza, ojca Kserksesa (a więc stary jak świat motyw zemsty).

Pani od historii nie byłaby jednak zadowolona z „Początku Imperium”. Historia nie jest mocną stroną producentów z Hollywood a wierność starożytnym księgom była najmniejszym ich zmartwieniem.

Noam Murro spotęgował mocne akcenty, doprowadzając wizualnie swój film do miana przygodowego slashera. Krew „artystycznie” leje się beczkami (kubły to za mało), absurdy grawitacyjne i abstrakcje scenariuszowe zabiją każdego racjonalistę. Nie o to jednak tu chodzi, żeby kontestować głupotę twórców. „300: Rise of an Empire” miało na celu przebicie docenianego pierwowzoru. To karkołomne założenie.

„300” uznany został za film w swoich kategoriach wybitny, podobnie jak „Sin City” śmiało mierzący się z niemożliwością ożywienia komiksu. Ruchome obrazki okazały się czymś więcej niż próbą ekranizacji – powstał film nowatorski, który genialnie przełożył papierową historię Millera na celuloidową rolkę filmu.

„Początek Imperium” nie mógł powtórzyć stylistyki „300” posługując się inną epopeją helleńskiej historii – w takim wypadku zostałby uznany wyłącznie za marną kopię. W szaleństwie Noama Murro jest więc metoda: więcej krwi i więcej bitew w kolorze czerni i czerwieni. I niech będzie głośno, na wszystkich bogów!

Reżyser nie przejął się brakiem doborowej obsady „300” (wszakże Leonidas w wydaniu Butlera umarł tylko raz). W roli pierwszoplanowej obsadził wprawdzie nijakiego Stapletona (Temistokles), ale wynagrodził widzom kreacją demonicznej Eva Green. Jej rola Artemizji przyćmiła największego bad-boya Kserksesa – nomen omen „tytułowego” (komiksowo) bohatera tej fabuły.

„300: Rise of an Empire” niczym dzielni Grecy pod Termopilami stawił czoła legendzie swojego „prequela”. Choć z tej potyczki nie mógł wyjść z tarczą, udało mu się mężnie stanąć do walki i nie zginąć od pierwszego ciosu.

Konsekwentnie jednak odradzam oglądanie wrażliwym paniom od historii – chyba, że byłaby to chytra alternatywa dla Chipendales Show.

  • uwaga! imię Xerxes nie jest kryptoreklamą sprzętu biurowego.
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 31 grudnia 2015 w kino 2015

 

Tagi: , , , , ,

Bałkańskie upiory. Podróż przez historię – Robert D. Kaplan

Bałkańskie-upiory Robert Kaplan

Bałkany są podbrzuszem Europy. Ten zróżnicowany kulturowo rejon wciąż pozostaje najmniej stabilną częścią naszego kontynentu. Nie bez przyczyny historycy używają określenia „Kocioł Bałkański”.

Z czym kojarzy się południowo – wschodnia część Europy? Dziś oczywiście z „Grexitem”. Wcześniej z problemami Kosowa, Macedonii, zacofaniem Rumunii. Jeszcze wcześniej z masowym ludobójstwem końca XX wieku w byłej Jugosławii.

Robert D. Kaplan napisał swoją książkę na minutę przed rozpadem Jugosławii. Dziennikarz trafnie przewidział kłopoty na horyzoncie lat dziewięćdziesiątych. Nie było to zresztą niczym nadzwyczajnym. Napięcie w regionie utrzymuje się od wieków a narody współistniejące ze sobą na tym skrawku lądu śpią na beczce prochu. Zaskoczeniem może być jedynie skala trafnie wytypowanych problemów.

„Bałkańskie upiory” sięgają głęboko. Czasami do odległej prehistorii narodów, często do potężnego Bizancjum i wielowiekowej traumy tureckiej dominacji. Na symbolicznej linii podziału katolicyzmu, prawosławia i islamu, na rozdartej strafami wpływów Wschodu i Zachodu mapie nie ma neutralnej „Szwajcarii”. Każda nacja ma swoje niezabliźnione rany i starych wrogów. Różnią ich daty – od podbojów z czasów Średniowiecza po ości niezgody na skutek europejskiego liberalizmu.

Kaplan ze znawstwem starego bywalca (wiele lat mieszkał i podróżował po opisywanych krajach) przemierza bezdroża Bułgarii, Rumunii, Grecji, Serbii i wielu krain powstałych z rozpadu innych politycznych tworów.

Fascynująca opowieść o emocjach narodów, które znamy wyłącznie ze stereotypów.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 września 2015 w literatura 2015

 

Tagi: , , , , , , , , ,