RSS

Archiwa tagu: Gestapo

Gestapo – Frank McDonough

Gestapo to słowo, którego Polakom tłumaczyć nie trzeba. Odmienione przez wszystkie przypadki było głównym bohaterem wielu filmów i książek, przygody Hansa Klossa w to wliczając na honorowym, pierwszym miejscu.

Najwyraźniej inaczej jest w Wielkiej Brytanii, która choć udręczona wojną, nigdy nie miała do czynienia z tą uroczą nazistowską organizacją.
Choć okładka straszy czytelnika demonicznymi twarzami Adolfa i Heinricha Himmlera, zawartość zdumiewa pobłażliwą oceną.

Frank McDonough szczegółowo opisuje hitlerowską tajną policję od genezy jej powstania po zakres działań, strukturę i metody. Książka stara się obiektywnie ocenić Gestapo i demitologizuje mity o wszechobecności gestapowców we wszystkich sferach życia. Co jednak bardzo istotne – angielski historyk opiera się wyłącznie na działaniach Gestapo w Niemczech.

Na terenie III Rzeszy działania te choć opresyjne, są zdecydowanie bliższe metodom „tradycyjnej” policji obyczajowej niż owianej legendami bezwzględnej organizacji rasistowskiej. Samo Gestapo rozwija się zresztą tak, jak rozwijają się umysły jej szefów – od werbalnych ataków na politycznych oponentów po przemoc fizyczną. Na masowe zabijanie cyklonem B przyjdzie czas w 1942 roku.

Jest zatem obiektywnie i z angielską flegmą. Opisy represji na znienawidzonych przez Hitlera grupach – od politycznej opozycji i homoseksualistów po Żydów, Cyganów i pospolitych nierobach wspominają o więzieniu i obozach koncentracyjnych w duchu kary niesprawiedliwej, ale nie ostatecznej. Ani słowa o Reinhardzie Heydrichu, Klausie Barbie czy uroczych lekarzach badających więźniów w obozach zagłady.

W drugiej połowie książki McDonough opisuje kluczową rolę Gestapo w powstaniu i wdrożeniu „Ostatecznego rozwiązania”. To jednak nie wybrzmiewa mocno na tle całego dokumentu. Najwyraźniej panowie z runami SS na kołnierzykach nie byli tacy straszni.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 1 lutego 2020 w literatura 2020

 

Tagi: , , ,

Gestapo – Sven Hassel

gestapo.inddW kulturze masowej złe jest zawsze pociągające. Tym bardziej, jeśli jest też atrakcyjne wizualnie. W hierarchii czarnych charakterów przystojny Hans w mundurze skrojonym u Hugo Bossa zawsze będzie wyżej od śliniącego się idioty z azjatyckich stepów.

Opowiadania Svena Hassela to awanturnicza saga oddziału szturmowego Wermachtu. Niczym „Parszywa Dwunastka” karne Kommando przeżywa przygody frontowe cudem uchodząc z życiem z każdej opresji. W zabłoconych i porwanych mundurach panowie jawią się atrakcyjnymi twardzielami. To nic, że to mordercy i najgorszy sort ludzi.

Po najbardziej biograficznym „Legionie Potępieńców” naturalizowany faszysta wyprodukował całą stertę opowiadań, w których przeważa fikcja. W zasadzie scenariusz jest ten sam – panowie Porta, Mały, Stary, Barcelona (i inni) brutalnie rozprawiają się ze wszystkim co wpadnie im we frontowe łapska. Od gorzałki i ruskich dziewek po partyzantów i własnych kamratów.

W tomiku „Gestapo” autor zaprzęga kolejną gustownie ubraną organizację do promowania tej kalki powieści wojennej. Wszak „Gestapo” nieodłącznie zadaje szyku ponadczasową czernią skórzanego płaszcza do kostek, daje więc gwarancję zainteresowania czytelników.

Autor jest bystry i doskonale pamięta, że Geheime Staatspolizei nie działało na froncie. Przenosi więc swoją zdziesiątkowaną jednostkę na tyły. W Monachium panowie mają pełnić służbę wartowniczą. Zestawienie szlachetnego Wermachtu z podłą policją nękającą rodaków. Z książki nie dowiemy się niczego odkrywczego. Całą część związaną z działaniem tajnej policji stanowi opis zwyrodnień kilku typów pilnujących więźniów (zresztą głównie frontowych bohaterów).

Czyta się to nieźle (z powodów wspomnianych na początku). Niestety opowiadania Hassela nie mają żadnej wartości historycznej. Szkoda. Przy odrobinie pracy ze źródłami i przy własnym doświadczeniu autor mógł stworzyć bardziej wartościową literaturę.

 

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24 listopada 2014 w literatura 2014

 

Tagi: , , , , ,